• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Centralny Londyn > Pokątna > Księgarnia "Esy i Floresy"
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
08-02-2026, 22:13

Księgarnia "Esy i Floresy"
Na Pokątnej witryna Esów i Floresów przyciąga spojrzenia ciepłym światłem lamp i gęstwiną wystawionych tomów. Za przeszklonymi drzwiami rozciąga się wysoka sala z drewnianymi regałami sięgającymi niemal pod sufit, połączonymi wąskimi, skrzypiącymi schodkami i balkonami. Na półkach piętrzą się podręczniki, pamiętniki, stare kroniki i tomiki poezji, a nad niektórymi z nich unoszą się dyskretne zaklęcia porządkujące kurz i prostujące zagięte rogi stron. Przy ladzie leży gruby rejestr zamówień, a za nim uwija się pracownik w długim fartuchu, od czasu do czasu sięgając po drabinę, by zdjąć z najwyższych półek rzadkie egzemplarze. W głębi księgarni znajduje się spokojniejsze skrzydło ze starymi, rzadko odwiedzanymi tytułami.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
14-02-2026, 01:04
18 maja 1962 r.

Eugenia Potter, córka właściciela Esów i Floresów, po wielu tygodniach gorączkowych starań zdołała namówić ojca na wyjątkowe wydarzenie: wspólne czytanie popularnych tytułów przy dźwiękach prawdziwej muzyki. Tego dnia w progach księgarni spodziewano się mnóstwo natchnionych czarodziejów. Połączenie gry na instrumentach wraz z fabularną magią zaklętą w pergaminach zachęcić miało miłośników wszelakiej sztuki do otwarcia się na nową przestrzeń artystyczną. Pisarze, poeci, instrumentaliści i wokaliści – wielu z nich przed kilkoma tygodniami zaproszono listownie na to urocze popołudnie w Esach i Floresach. Organizatorzy spodziewali się jednak przede wszystkim grona szanownych fanów, słuchaczy i czytelników. W czasie starannych przygotowań nikt nie zauważył, że na moment przed rozpoczęciem wyczekiwanego wydarzenia, na zapleczu, w starej donicy wyrosła tajemnicza roślina – jej pyłek delikatnie wznosił się w powietrzu w całej księgarni.

Młoda i obiecująca pisarka Clara Ashford, choć na co dzień kryła się ze swą twórczością pod tajemniczym pseudonimem, pojawiła się w progach księgarni, w dodatku aż godzinę przed czasem. Między regałami już znajdowało się kilkoro pierwszych gości, a gęste rzędy wypchane księgami chłonęły niekiedy naprawdę rozgorączkowane dyskusje tutejszych czytelników. Czy uda jej się usłyszeć kilka słów o swojej powieści?
Edward Bones, perkusista Nocnych Nuciaków, należał do grona zaproszonych gości specjalnych. On również zjawił się w lokalu. W specjalnie uszykowanym skrzydle księgarni muzycy mogli z odpowiednim wyprzedzeniem przyszykować instrumenty i rzucić zaklęcia dbające o właściwe rozchodzenie się dźwięku. Z uwagi na nietypowość lokalizacji wymagało to czasu i skupienia, ale wciąż opustoszałe zakamarki sprzyjały koncentracji. Do czasu.
– Co za tragedia, co za tragedia… – Dziewczęcy głos nagle wybrzmiał między sylwetkami dwójki artystów. Clara i Edward ujrzeli przestraszoną Eugenię Potter. Miała potargane włosy, a na jej policzku widniały dwa świeże zadrapania. Popatrzyła na nich i skryła twarz w dłoniach. Emocje wkrótce zachęciły ją do podzielenia się nadchodzącym widmem tej katastrofy. – Dział Starych Tytułów wymknął się spod kontroli i porwał wyjątkowe egzemplarze. Mieliśmy je dzisiaj czytać. To chyba… chyba nie są zadowolone, że żadna z nich nie weźmie udziału w dzisiejszym wydarzeniu. Fruwają wściekłe po całym skrzydle i atakują każdego. 50 czarów Greya już straciło kilka kartek… – załkała, opierając się ciężko o najbliższe półki. Czy można było coś na to zaradzić?

Zadanie jest precyzyjne: Clara i Edward, by uratować dzisiejsze wydarzenie, muszą uporać się z kilkoma agresywnymi księgami. Po dotarciu do ksiąg, dostrzegą cztery wściekle wirujących w powietrzu tomiska, które nie ustają w zazdrosnych próbach niszczenia otoczenia. Psotne egzemplarze należy okiełznać (dowolną formą) i odłożyć na właściwe miejsce na półce. Okładki i tytuły książek mogą im podpowiedzieć, w jaki sposób najszybciej i najskuteczniej zapanować nad woluminami. Agresywne książki będą atakować ostrymi kartkami w odwecie!

Zazdrosny księgozbiór
Po okiełznaniu księgi zostanie odczytany jej fragment.

1. Pieśni syren z Morza Północnego – Alaric Dunn
Zbiór nut i pieśni, które według legend potrafią oczarować nawet najbardziej zatwardziałe serce. Księga wpada w szał, gdy wokół panuje cisza.
Najlepsza technika: zaklęcia wywołujące dźwięki, gra na instrumencie lub śpiew.
Fragment: Gdy twoje imię zabrzmiało nad falą, morze ucichło, jakby i ono chciało posłuchać, co powiesz dalej.

2. Zielnik serca i korzenia – Melisande Thorne
Pełen romantycznych opisów roślin o magicznych właściwościach, prędzej fantazje autorki niż merytoryczny poradnik dla zielarzy. Księga reaguje na brak czułości i delikatności. Kartki trzepoczą jak liście w burzy.
Najlepsza technika: ciepły, łagodny głos, czuły dotyk, obecność roślin lub romantyczne historie.
Fragment: Nie ma takiego kwiatu, który rozkwitłby bez światła i nie ma takiego serca, które - choćby najbardziej pokruszone – nie otworzy się, gdy ktoś podejdzie wystarczająco blisko.

3. Sekrety aksamitnych salonów – Octavia Vane
Poradnik etykiety i subtelnych gestów towarzyskich. Księga obraża się na brak manier i zaczyna smagać kartkami jak wachlarzem.
Najlepsza technika: gracja, elegancja, precyzja, uwielbia dobre maniery i dawne techniki zalotów z użyciem rękawiczki.
Fragment: Najsubtelniejszy gest nie potrzebuje słów – wystarczy dłoń podana w odpowiedniej chwili i wspólny dotyk, który zatrzyma ją na dłużej.

4. Ostatni krąg zaklętego ognia – Ignatius Crowe
Stare traktaty o kontrolowaniu żywiołów. Reaguje gwałtownie na strach i niepewność, rozgrzewając swoje brzegi. Może zapalać sąsiadujące egzemplarze.
Najlepsza technika: woda, porywy wiatru, wszelkie formy gaszenia ognia, oczekuje szacunku dla tradycji.
Fragment: Gdy dwie iskry spotkają się w jednym miejscu, nie pytają o pozwolenie – po prostu zaczynają płonąć, przeistaczając się w wielki pożar.


Mistrz Gry nie kontynuuje rozgrywki i życzy Wam miłej zabawy.
W razie pytań zapraszam do konsultacji. Philippa Moss
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Clara Ashford
Czarodzieje
We are gonna fly in the blue sky. We are gonna fly...
Wiek
25
Zawód
Pisarka
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
8
7
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
8
Siła
Wyt.
Szybkość
6
8
9
Brak karty postaci
16-02-2026, 20:47
Czy mogłam wymarzyć sobie lepszy zbieg okoliczności, niż wzięcie udziału w tak cudownym przedsięwzięciu niż w dniu własnych urodzin? Chyba nie. Wspólne czytanie popularnych tytułów przy dźwiękach prawdziwej muzyki. Czy mogłam trafić lepiej? Absolutnie nie. Tego dnia pojawiłam się w Esach i Floresach ciutkę wcześniej, ale przy okazji mogłam przejść się pomiędzy regałami, zobaczyć co za nowości ustawione zostały na półkach, a także zamienić kilka słów z właścicielami. Goście byli niezwykle dobrze dobrani, różnego rodzaju pisarze, artyści, muzycy - sama śmietanka towarzyska. I ja, co niezwykle połechtało moje ego. Niezwykle się zestresowałam, wciąż nie do końca czułam się na miejscu, a ilość tak znanych i lubianych autorów mnie peszyła. Musiałam jedynie pamiętać, aby się uśmiechać, uprzejmie kiwać głową i czasami powiedzieć coś od siebie. To nie mogło być przecież takie trudne. Gdy przeszłam próg sklepu i zerknęłam na zegarek okazało się, że jestem aż godzinę przed czasem. No cóż, przynajmniej będę mogła się trochę przyzwyczaić i stopniowo oswajać z ilością pojawianych się osób. Było już trochę gości, ludzie ze sobą rozmawiali, a ja ruszyłam w ich kierunku aby trochę podsłuchać. Może mówią też i o mojej książce? W międzyczasie przeglądałam książki pomiędzy regałami.
Głos kobiety wyrwał mnie z zamyślenia. Na początku wystraszyłam się trochę, bo nie wiedziałam co się stało. Rozglądałam się zaskoczona, moje spojrzenie padło na wystraszoną córkę właścicieli. Panna Potter wyglądała jak worek pełen nieszczęść i musiałam ugryźć się w język, aby nie powiedzieć tego na głos. Miała potargane włosy, zadrapanie na twarzy i widać było, że całe wydarzenie stoi pod znakiem zapytania. Jego odbycie się wisi na włosku. Włosku z głowy panny Potter.
- Oh, proszę nie płakać - podeszłam do kobiety. Gdy się kogoś pocieszało, to kładło się rękę na ramieniu i ciepłym głosem mówiło się pokrzepiające rzeczy. Tak więc zrobiłam. - Coś zaraz zaradzimy. Chętnie pomogę - pokiwałam głową.
Moje spojrzenie padło na mężczyznę, który stał tuż obok mnie. Przechyliłam głowę raz w jedną, a raz w drugą stronę. Podrapałam się po głowie i zmarszczyłam brwi. Skądś go znałam, jego twarz była niezwykle znajoma i wcale nie dlatego, że był znanym muzykiem. Ponieważ nigdy na koncercie nie byłam i go na scenie nie widziałam. Po prostu… wyglądał na muzyka, a pewnie jakbym usłyszała jego nazwisko, to na pewno bym skojarzyła. Teraz jednak przede wszystkim kojarzyłam jego twarz.
- Pomoże mi pan, prawda? - Uniosłam brwi, a potem kiwnęłam w stronę zapłakanej panny Potter.
Zostawiłam ją i tak w niczym nam się w takim stanie nie przyda. Zrobiłam kilka kroków w stronę mężczyzny, przyjrzałam mu się uważnie. To mogło być niegrzeczne, ale nie mogłam wywalić z głowy myśl, że skądś się znamy. W końcu mnie olśniło. Szeroki uśmiech pojawił się na moich ustach.
- Wiem! - Ucieszyłam się, z delikatnym klaśnięciem w dłonie. - Mieliśmy razem zielarstwo, eliksiry i chyba historię magii? Dobrze pamiętam? Clara - przypomniałam mu swoje imię, w razie gdyby nie pamiętał i poprawiłam swoje rude-rude włosy zaczesując kosmyk za ucho. - Chyba musimy coś zrobić, bo inaczej nic z tego wydarzenia się nie odbędzie.
I czy my w ogóle mieliśmy inne wyjście? Ruszyliśmy w stronę tamtej części sklepu. Książki faktycznie latały rozwścieczone, nigdy czegoś takiego nie widziałam. Patrzyłam z rozchylonymi ustami zastanawiając się cóż tu zrobić, co poradzić, jak zareagować? Westchnęłam ciężko, wyciągnęłam różdżkę i zmarszczyłam brwi. Myślałam, bardzo intensywnie myślałam. Czy było widać?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Edward Bones
Akolici
I'm only jokin', I don't believe a thing I've said
Wiek
25
Zawód
perkusista w Nocnych Nuciakach
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
0
15
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
6
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
20
Brak karty postaci
21-02-2026, 18:15
Odpowiedź dla Clara Ashford



Eddie otrzymywał zwykle dość przewidywalną korespondencję: listy od rodziny, sprawdzające czy jeszcze żyje, jakieś durne reklamy i okazjonalne wiadomości od fanów. Może dostawał tych ostatnich mniej niż taki na przykład Victor, ale jednak zdarzało się, że jego energiczne naparzanie w perkusję zawróciło komuś w głowie dostatecznie, by napisać. Czasem załączali prezenty, słodycze… Ale same listy przeważnie były urocze, trochę zbereźne i podejrzanie lepiące. Na pewno przez te słodkości. Nigdy jednak nie wyglądały tak elegancko, jak ten pięknie zdobiony pergamin spoczywający właśnie w jego dłoniach. Zawijasy, schludne pismo, oficjalny ton. Zaproszenie do Esów i Floresów.
Początkowo trochę się zdziwił, bo z jakiej paki akurat on miał być zapraszany na wielki spęd… czytania? Kto i w jakich okolicznościach połączył jego osobę z takim wydarzeniem? Ale już zaczął sam siebie przekonywać, że potencjalne czytanie publicznie jakiegoś niszowego romansu niskim, uwodzicielskim głosem może być świetną okazją do poćwiczenia prezencji publicznej, gdy dotarł do kluczowej części zaproszenia. No tak, akompaniament muzyczny ma o wiele więcej sensu.
W sumie czemu by nie? Przez wyjazd Victora nie występowali ostatnio za wiele, brakowało mu grania na żywo przed ludźmi. Nawet, jeżeli tutaj miałby jedynie budować i rozładowywać napięcie pojedynczymi dźwiękami, to zawsze coś. Można wyjść z domu, spotkać kogoś, dobrze się bawić.
W księgarni pojawił się grubo przed oficjalnym rozpoczęciem spotkania. Musiał dostroić magicznie instrumenty, dogadać się z resztą muzyków, zharmonizować dźwięki. Przestrzeń była nietypowa, pełna zakamarków, przedmiotów, dziwnie łapiąca melodię. Właśnie sprawdzał jak muzyka rozchodzi się między regałami, gdy tuż obok pojawiło się nagle niespodziewane zakłócenie - łkająca organizatorka całego tego zamieszania, Eugenia Potter.
Agresywne, zbuntowane książki. Uniósł brwi zaskoczony, nie bardzo wiedząc co powiedzieć, bo na książkach znał się nijak, a co dopiero na próbach okiełznania tych bardziej dzikich.  Już chciał wyrazić współczucie i wrócić do swoich muzycznych obowiązków, wierząc, że znajdzie się tu ktoś bardziej adekwatny do tego zadania, gdy wyrosła przed nim inna twarz. Jakby znajoma, ale Eddie spotykał wiele osób i umiejscowienie tych konkretnych niebieskich oczu w czasoprzestrzeni jego życiorysu nie było zbyt łatwe. Lekkie zaskoczenie nie opuszczało jego twarzy, gdy rudowłosa dość dosadnie przeprowadziła dokładny ogląd jego osoby. Stał tam po prostu bez słowa, wyrwany z kontekstu, ściskając w ręku wielką tubę, której używał do sprawdzania jak dźwięk rozchodzi się po księgarni. Jeszcze sekundę temu chciał użyć tej tuby jako wymówki i ulotnić się z tej sceny, ale bezpośrednie poproszenie o pomoc stawiało go w zupełnie innej sytuacji. Eddie nie umiał w takiej sytuacji odmówić. Odmowa nie przeszłaby mu przez gardło. Nim jednak zdążył jakkolwiek odpowiedzieć, dziewczyna sprawnie umiejscowiła się w jego życiorysie. Ach tak, Clara. Puchonka z jego rocznika. Kojarzył ją  widzenia, ale raczej nie zawiązali w czasach szkolnych głębszej relacji. Skinął powoli głową, gdy przebłysk rozpoznania zmiękczył jego spojrzenie.
- Eddie Bones. Tak, pamiętam - przyznał, przenosząc wzrok na załamaną Eugenię. - Pani Potter, my się tym zajmiemy. Nawet najbardziej wyszukane formy chaosu nie są mi straszne, niech się Pani nie martwi.
Uśmiechnął się do kobiety pocieszająco, skinął głową i bez kolejnego słowa poddał się przewrotnemu losowi i decyzjom Clary, idąc za nią posłusznie w stronę Działu Starych Tytułów. Przecież nie zostawi jej na pastwę agresywnych ksiąg.
Pod sufitem faktycznie szalało kilka książek, siejąc wokół zamęt i chaos. Ciężko było dopatrzeć się tytułów, gdy co chwilę zmieniały tor lotu, robiły fikołki i złowieszczo kłapały okładkami. Eddie rozejrzał się wnikliwie po pomieszczeniu i po chwili już wdrapywał się na niewielką ławę, z której miał lepszy widok na rozszalałe tomy. Jedna z książek niemal walnęła go prosto w czoło, robiąc zwrot tuż przed jego twarzą. Niewiele brakowało, a zleciałby z ławy, ale złapał się pobliskiego regału i skorzystał z okazji, by przyjrzeć się okładce odlatującej księgi.
- Zielnik serca i korzenia! - zawołał, dalej łapiąc równowagę. Może i miał jakieś doświadczenie z sercami, ale z zielarstwem głównie przez asocjacje. Kojarzył liczne wywody Leonie o roślinach, ale absolutnie nie na tyle, by złożyć to w faktyczną wiedzę. - Mówi ci to coś?
Książka zrobiła kolejny zwrot, znów lecą w jego stronę, trzepocząc złowrogo. Pacnął ją lekko, by zmienić trajektorię lotu, ale Zielnikowi najwyraźniej się to nie spodobało, bo nim się zorientował, już atakowała jego wyciągniętą wciąż rękę. Zeskoczył z ławy z cichym syknięciem, patrząc na drobne, ale paskudnie szczypiące rozcięcie, jakie zostawiła tam księga. Wtedy dotarło do niego, że to nie będzie takie proste. Wrócił do Clary i westchnął ze zrezygnowaniem. - Obawiam się, że te książki są zbyt kumate na zwykłe zaklęcia spowalniające, trzeba je jakoś uspokoić.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Clara Ashford
Czarodzieje
We are gonna fly in the blue sky. We are gonna fly...
Wiek
25
Zawód
Pisarka
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
8
7
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
8
Siła
Wyt.
Szybkość
6
8
9
Brak karty postaci
05-03-2026, 20:06
Zwrócenie się bezpośrednio zawsze działało. Widziałam po twarzy mężczyzny, że mi nie odmówi. To był bardzo prosty zabieg psychologiczny i może w jakiejś innej sytuacji byłoby mi głupio, że to tak wykorzystałam, ale nie dzisiaj i nie teraz. Bardzo chciałam wziąć udział w tym wydarzeniu, a panna Potter zalewała się takimi łzami, że nie mogłam przejść obok. Jednak sama bym sobie nie poradziła, wydarzenie stało pod znakiem zapytania, a jedyną osobą, z którą mogłam się wymyślić był Eddie. Czy to więc na pewno dobry moment, aby mieć z tego powodu jakieś wyrzuty sumienia? Osobiście uważałam, że chyba jednak nie. Odetchnęłam także z ulgą, gdy mnie rozpoznał, a to od razu sprawiło, że nasza potencjalna współpraca miała większe szanse na powodzenie. Chociaż tak naprawdę nie za bardzo wiedziałam co właściwie trzeba będzie zrobić. Kiwałam jednak energicznie głową, gdy Eddie zapewniał pannę Potter, że zaraz coś poradzimy i nic mu nie jest straszne. I ruszyliśmy, ku tym przeraźliwie złym i zazdrosnym książkom.
Latały one pod sufitem wściekłe. Atakowały inne książki, strony fruwały wokół nas, a ja tylko się nerwowo rozglądałam czy przypadkiem wśród tych biednych, okaleczonych książek nie ma mojej powieści. Chyba bym tu usiadła i zaczęła płakać z rozpaczy, za takie jej potraktowanie. Na szczęście chyba jej tu nie było, albo jeszcze nie było, wypadałoby więc żebyśmy wzięli się do pracy i coś faktycznie spróbowali wykombinować. Zmarszczyłam nos.
- Oj, uważaj! - Jęknęłam widząc, jak jedna z książek omal nie walnęła go w twarz.
Sama również zaraz musiałam się uchylić, jedna z powieści prawie zaplątałaby się w moje włosy, gdybym w odpowiednim momencie się nie schowała. Nie jestem do końca pewna, czy najlepszy fryzjer byłby wtedy w stanie uratować moje biedne rude loki.
- Zielnik serca i korzenia? - Powtórzyłam za nim. - To chyba jakieś romansidło, pod przykrywką podręcznika do zielarstwa. Moja mama go ma.
Patrzyłam jak mężczyzna wyciąga rękę, jak paca książkę różdżką, ale zdecydowanie jej się to nie spodobało. Eddie przypłacił to zadrapaniem, cóż, nie chciałam skończyć tak jak on. Przyjrzałam się tej książce jeszcze raz, podrapałam po głowie.
- Może to głupie, ale jak są rośliny, które żeby dotknąć trzeba być dla nich miłym, to skoro ta książka to romansidło… może też lubi bycie dla niej miłym? - Lekko wzruszyłam ramionami.
Tym razem to ja wskoczyłam na ławkę i wyłapałam wzrokiem odpowiednią latającą pozycję. Wymieniłam spojrzenie z Eddim, było mi bardzo głupio, że próbuję coś takiego zrobić. To z pewnością będzie brzmieć przekomicznie. Już mi się chciało śmiać na samą myśl co zamierzam zrobić, ale to było zadanie, które musiało zostać zrobione. Wzięłam więc głęboki wdech i tym razem ja wyciągnęłam dłoń.
- Oj, no już dobrze kochana książeczko… zielniku? Jesteś taką cudowną książką, wszyscy sobie tak bardzo chwalą twoją zawartość. Jesteś piękna, wciąż aktualna, a historie, które się w tobą znajdują powodują rumieńce u każdej młodej pani domu - delikatnie dotknęłam przelatującą obok książkę pani Thorne. - Mogę ci opowiedzieć jakąś romantyczną historię, chcesz posłuchać? Ostatnio byłam w sklepie papierniczym i tam był taki bardzo przystojny mężczyzna, który pomógł mi dosięgnąć atramentu znajdującego się na wysokiej półce. Gdy tak nade mną stanął serce zaczęło bić mi mocniej… oh! Udało się! - Zawołałam zadowolona, gdy książka sama wylądowała w moich dłoniach.
Drżącymi rękoma głaskałam ją po grzbiecie wracając w stronę Eddiego, a gdy na niego spojrzałam pomieszanie radości i zawstydzenia znalazło się na mojej twarzy. To było tak bardzo krępujące, całe szczęście, że się udało. Bo gdybym miała się tak uzewnętrzniać na darmo, to chyba bym zapadła się pod ziemię. Otworzyłam książkę na randomowej stronie.
- Nie ma takiego kwiatu, który rozkwitłby bez światła i nie ma takiego serca, które - choćby najbardziej pokruszone – nie otworzy się, gdy ktoś podejdzie wystarczająco blisko - przeczytałam na głos, pokiwałam głową i odłożyłam książkę na miejsce. - Jedna z głowy. Jeszcze... - spojrzałam do góry. - Trzy.
Uff, zmęczyłam się, a jeszcze trzy książki przed nami!
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Edward Bones
Akolici
I'm only jokin', I don't believe a thing I've said
Wiek
25
Zawód
perkusista w Nocnych Nuciakach
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
0
15
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
6
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
20
Brak karty postaci
22-03-2026, 18:32
Odpowiedź dla Clara Ashford

Słuchał pomysłu dziewczyny, przyciskając usta do krwawiącego zadrapania zostawionego mu przez książkę. Nie było głębokie, ale takie drobne szczypały najgorzej. O czym ona mówi? Być miłym dla książki? Co to w ogóle znaczy? Już miał wyrazić swoje powątpiewanie i zaproponować dyskretne spalenie tego piekielnego tomiszcza, gdy dziewczyna wskoczyła na ławę, z której przed chwilą o mało nie zleciał i zaczęła przemowę w kierunku latającego demona zielarstwa. Przyglądał się tej scenie z nieukrywanym powątpiewaniem, ale i rosnącym zaciekawieniem. Zbliżył się do ławki, by asekurować Clarę, gdyby jednak dzika księga nie zachwyciła się jej romantyczną historią. Historią, która była swoją drogą dość urocza. Uśmiech będący mieszaniną rozbawienia i sympatii rósł na jego twarzy wraz z rumieńcem kwitnącym na policzkach dziewczyny. Już robiło się ciekawie, kiedy nagle książka faktycznie uspokoiła się i sama wskoczyła w ręce czarownicy.
- A niech mnie tłuczek walnie, to faktycznie zadziałało - powiedział z lekkim niedowierzaniem, ale po chwili pokręcił głową i uśmiechnął się szeroko do panny Ashford. - No, świetna robota.
Wyciągnął rękę by pomóc jej zejść z ławki, ale już zeskoczyła zwinnie i podeszła w jego kierunku. Wydawała się lekko zawstydzona, ale też jakby dumna z siebie. Całkowicie słusznie, zaufała swojemu instynktowi i mimo absurdu sytuacji, osiągnęła niezły rezultat. Powiódł wzrokiem w kierunku książki w jej dłoniach, kompletnie spokojnej i potulnej, zupełnie wbrew jej dzikim zapędom sprzed chwili. Ach, magia. Wsłuchał się w przeczytany cytat i uniósł brwi, niezbyt przekonany.
- Do piosenki bym tego nie dodał - mruknął, patrząc jak księga bez protestów ląduje na swoim miejscu na regale. - Ale chyba po prostu zielarstwo za bardzo złamało mi niegdyś serce, żeby docenić kunszt tego cytatu - zaśmiał się, w sumie sam do siebie, nie rozwodząc się nad swoimi słowami. Pokiwał powoli głową na wyliczenia Clary i rozejrzał się po pomieszczeniu, wodząc wzrokiem za pozostałymi rozszalałymi księgami. Co my tu mamy? Zmrużył oczy i z trudem odczytał tytuł kolejnego tomiszcza.
- Sekrety aksamitnych salonów - wypowiedział na głos. - To też brzmi jak romansidło, ale chyba takie pikantniejsze, co? - zastanowił się na głos. Aksamit, sekrety... Tak, na pewno o to chodziło. Zainspirowany poczynaniami dziewczyny, odwrócił się i pewnym krokiem podszedł w kierunku, gdzie książka zataczała agresywne koła nad 50 czarami Greya. Tak, Sekrety Aksamitnych Salonów to z całą pewnością jakieś stare, zapomniane romansidło, które jest zazdrosne o nowszą, popularniejszą koleżankę, które rozpalała policzki czarownic opisami sensualnych scen i kreatywnych zastosowań zaklęcia Incarcerous.
- Dobra, teraz ja spróbuję - powiedział rezolutnie i zwrócił do wirującej książki. - Pewnie lubisz pikantne historie, co? To słuchaj uważnie.
Oparł się nonszalancko o regał, odchrząknął i zmarszczył brwi, zastanawiając się jaką historię opowiedzieć, żeby jednocześnie uspokoić żądze książki, ale też może nie zgorszyć panny Ashford za mocno. Trochę interesujących sytuacji przeżył, ale nie wszystkie nadawały się na anegdotki w towarzystwie damy i to jeszcze takiej, której nie znał zbyt dobrze.
- Spotykałem się kiedyś z kobietą, która obracała się w trochę wyższych sferach niż ja, chociaż nie przeszkadzało jej to w zaglądaniu na nasze koncerty w spelunach... - zaśmiał się cicho, wspominając jej zdegustowane miny. - W końcu namówiła mnie na kolację w jakieś bardziej wykwintnej restauracji, gdzie ponoć serwowali ryby selekcjonowane przez faktyczne trytony, z którymi ponoć kumplował się szef kuchni. Pewnie bujda, ale wystarczyło, żeby rzucali kompletnie przesadzone ceny za potrawy, a na stolikach rozkładali po trzy widelce, cztery łyżeczki i dwa noże o kompletnie różnych kształtach. No i siedziałem tam zastanawiając się, którym widelcem nie zrobię z siebie debila, ale w końcu się poddałem i mówię jej: Słuchaj, może nie wiem jakim widelcem jeść kawior, ale za to wiem jak sprawić, żeby kobieta... Oj!
Z ferworu opowieści wyrwało go siarczyste smagnięcie kartką w twarz. Złapał się za policzek i zerkną na wkurzoną książkę, która zdawała się brać kolejny zamach. Uchylił się, robiąc kilka kroków wstecz, w stronę Clary. - Eeee, chyba jednak nie pasują jej moje historie. Ale to przecież jakieś namiętne romansidło, nie? Jaka inna książka nazywałaby się Sekrety Aksamitnych Salonów! - Zawołał, robiąc kolejny unik, wciąż zmierzając w stronę Ashford. - O co chodzi tej piekielnej książce?! Ała!
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 04-04-2026, 16:54 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.