• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Domostwa > Derbyshire, Burke Manor > Salon
Salon
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
06-08-2025, 11:50

Salon
Salon emanuje powagą, intelektualnym klimatem i subtelnym luksusem, charakterystycznym dla rezydencji z tradycjami, w których każdy detal ma swoją historię. Dominującym elementem pomieszczenia są monumentalne regały z ciemnego drewna, wypełnione po brzegi starymi, oprawionymi w skórę tomami. Książki pną się aż po sam sufit, tworząc imponującą bibliotekę – nie tylko jako ozdobę, ale i świadectwo głębokiego szacunku dla wiedzy i kultury. Wysokie ściany zamknięte są dekoracyjnym sklepieniem z bogatymi sztukateriami, a z jego centrum zwisa elegancki kryształowy żyrandol. Przestrzeń zorganizowana została z myślą o wielofunkcyjnym użytku. W części bliżej kominka ustawiono okrągły stół otoczony tapicerowanymi, bordowymi fotelami – miejsce idealne do intelektualnych rozmów, lektury czy kameralnej gry w karty. Atmosferę skupienia dopełnia duży portret władczego mężczyzny w historycznym stroju, wiszący nad marmurowym kominkiem, który przywodzi na myśl tradycję i długowieczność rodu. W pierwszym planie wnętrza znajduje się stół bilardowy zapraszający do chwil rozrywki i relaksu. Na podłodze leżą wzorzyste dywany, które ocieplają przestrzeń i dodają jej przytulności, a głębokie, skórzane fotele rozstawione w różnych częściach salonu zachęcają, by usiąść i zanurzyć się w atmosferze tego miejsca.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (4): « Wstecz 1 2 3 4 Dalej
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#21
Primrose Bulstrode
Czarodzieje
Dobry badacz kocha się w swoim temacie
Wiek
25
Zawód
Badaczka artefaktów i run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zamężna
Uroki
Czarna Magia
12
9
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
8
Brak karty postaci
24-02-2026, 19:29
Zerknęła na ciasteczka jakie przemycił brat i uśmiechnęła się, a w oczach widać było wzruszenie. Emocje się w niej kłębiły choć jak przystało na przedstawicielkę rodu Burke trzymała je mocno na wodzy. Ponownie utkwiła wzrok w słodyczach. Ciasteczka cytrynowe zawsze wyglądały niepozornie. Małe, okrągłe, z delikatnie popękaną powierzchnią, przez którą przebijała się jaśniejsza kruchość ciasta. Cukier puder osiadał na nich jak świeży śnieg na parapecie, a skórka cytrynowa połyskiwała w świetle dnia. Pachniały ostro i słodko jednocześnie. Pachniały domem. Wspomnienia wracały jak bumerang. Niespodziewanie. Bez ostrzeżenia. Najpierw delikatnie, potem z impetem. Ciche skrzypnięcie drzwi. Zimna podłoga pod stopami. Światło księżyca wpadające przez firankę i rozsypujące się srebrzystą plamą na kredensie. Skradanie się do kuchni z sercem bijącym szybciej. Puszka zawsze była metalowa, z wytartym wzorem i wieczkiem, które wydawało z siebie zdradliwy dźwięk. Trzeba było podnosić je powoli, milimetr po milimetrze. Pani Pot zmieniała skrytkę co kilka dni. Czasem była to najwyższa półka w spiżarni, czasem szafka nad piecem, kiedy indziej kosz wiklinowy przykryty ściereczką w kwiaty. Robiła to z miną pełną udawanej surowości, jakby to była poważna gra, w której stawką było coś znacznie więcej niż kilka ciastek.
Ale oni zawsze znajdowali.
Wiedzieli, które deski skrzypią, gdzie kurz jest świeżo starty, która szafka pachnie cytryną bardziej niż inne. Wspólnicy w zbrodni, z okruszkami na palcach i cukrem pudrem na nocnych koszulach. Zabrała cały talerz tylko po to, aby zaraz usiąść koło brata, a jedno z ciasteczek znalazło się w jej dłoni.
Ten kolor, taki ciepły, maślany, z ledwie widoczną cytrynową poświatą, przywoływał wszystkie popołudnia, kiedy słońce wpadało przez okno nad zlewem i osiadało na blacie. Kruchy trzask pod zębami i słodycz przełamana lekką cierpkością, która ściągała policzki i sprawiała, że chciało się sięgnąć po następne.
Spojrzała na zdjęcie, na które sama wcześniej patrzyła. -Taaa, a mnie kazali stać i się nie ruszać. - Burknęła pod nosem, zaraz jednak się rozchmurzyła i wskazała na inne zdjęcie. W ogrodach, był piknik. -Pamiętam jak ciotka Adelajda wtedy skręciła kostkę grają w bule. Była cała poirytowana, bo zwykle wygrywała. - Wywróciła wymownie oczami i skrzywiła się jak ciotka Adelajda. -Byłam wtedy dla niej okropna… - Dojadła cytrynowe ciastko.-Niech album zostanie w Burke Manor. - Zadecydowała ostatecznie i wskazała pudło opisane słowami “zostaje. Miała tyle pamiątek, a przecież jeszcze nie zdecydowała co chce zabrać. Pudełko z listami i pamiętnikami zostało również schowane do jednego z kartonów. -Och to pamiętam - powiedziała cicho i zaczęła rozkładać złożony staranie kawałek papieru, okazał się sporej wielkości mapą, zapewne Hogwartu. -Próbowałam stworzyć orientacyjną mapę, gdzie co się znajduje, ale było tak wiele zakamarków i przejść, że zrezygnowałam po czasie… - Wskazała na elementy niedokończone, a potem dostrzegła przyczepioną notatkę. Prychnęła cicho. -Pamiętasz? Wysłałeś mi instrukcję o tym jak przechodzić między skrzydłami, aby mnie nie złapano. - Podsunęła Xavierowi list z jego charakterem pisma.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#22
Xavier Burke
Śmierciożercy
Wiek
31
Zawód
Badacz artefaktów, handlarz informacjami
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
0
20
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
10
5
Brak karty postaci
25-02-2026, 18:51
Odpowiedź dla Cybil Burke


No tak, Cybil nie było na placu, siedziała w sklepie więc jeszcze nie doszły do niej informacje o pojawieniu się na miejscu byłego skazańca i uciekiniera. Może to i lepiej, że miała to usłyszeć od niego, a nie dowiedzieć się z gazet albo od kogoś innego.
- No cóż, pan Grindelwald postanowił zaszczycić nas swoją obecnością podczas zaprzysiężenia. Zrobił naprawdę niezłą szopkę, pokazał jak bardzo bezużyteczne i nieudolne są ograny ścigania, a aurorom zagrał na nosie. Przemówił do tłumu i gdyby nie to, że w ogóle nie jest mi po drodze z jego ideologią, to bym się nabrał. - odparł spokojnie, kiwając przy tym lekko głową, po czym dopił zawartość szklanki, by po chwili machnąć różdżką, a karafka sama podleciała i napełniła ją na nowo.
- No cóż, większość może nie, ale jakaś część na pewno. Weźmy chociażby na przykład takich Longbottom’ów albo Prewett’ów, nie od dzisiaj wiadomo, że lubują się w mugolach i popierają postulaty Dumbledore’a. - wzruszył ramionami.
Podejrzewał, że zbliżały się bardzo niepewne czasy. Społeczeństwo zostało podzielone i to była tylko kwestia czasu jak uśpieni do tej pory poplecznicy Grindelwald’a mieli się obudzić i wznowić swoje działania na rzecz swojego przywódcy. Z drugiej strony byli ci oddani dyrektorowi Hogwartu, którzy z pewnością również za wszelką cenę będą chcieli pilnować porządku, nie pozwolić aby chaos się rozprzestrzenił, nie do końca pewni, że to ich lider cały ten chaos wywołał. Była jeszcze trzecia siła, ci, którzy działali po cichu, w cieniu, ci, o których istnienie było owiane tajemnicą. Wiedział o czym mówi, był jednym z tych ludzi. Oni jednak na razie czekali w ciszy, nie wychylali się i obserwowali rozwój wydarzeń. Nie mieli działać dopóki nie dostaną jasnego sygnału. Tak jak powiedziała Cybil, musieli czekać, nic innego im nie pozostało.
Słysząc słowa kuzynki na temat jego żony uniósł lekko brew ku górze. Czy się postarał? Może w mniemaniu innych. On jedynie chciał aby Vivienne dobrze się czuła w nowym domu, aby było jej łatwiej przyzwyczaić się do zmian. Jednocześnie nie chciał jej w żaden sposób ograniczać, obiecał jej to w końcu. Miał zamiar dać jej przestrzeń do nauki, do rozwijania swoich umiejętności i poszerzania swojej wiedzy. Tak robił w poprzednim małżeństwie, więc nie widział żadnych przeciwwskazań aby nie zrobić tego i w tym.
- Każdemu się należy własny kąt. - odparł spokojnie kiwając lekko głową - Vivienne ma przestrzeń dla siebie, może na spokojnie pochylać się w gabinecie nad swoją pracą. Tak to moim zdaniem powinno wyglądać. Jest jeszcze młoda, to idealny czas na naukę i poszerzanie horyzontów. - uśmiechnął się łagodnie.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#23
Xavier Burke
Śmierciożercy
Wiek
31
Zawód
Badacz artefaktów, handlarz informacjami
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
0
20
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
10
5
Brak karty postaci
25-02-2026, 19:32
Odpowiedź dla Primrose Burke

To był ich rytuał, który zapoczątkowali. Nie słyszał aby poprzednie pokolenia Burke miały takie zabawy. Wtedy wydawało mu się, że tylko oni o tym wiedzą, oni i gosposia oczywiście. Nie przychodziło im wtedy do głowy, że rodzice wiedzą, bo byli przekonani, że gdyby tak było to z całą pewnością dostaliby boleśnie po uszach za łamanie domowych zasad. Naturalnie, że dorośli wiedzieli, zdawali sobie ze wszystko doskonale sprawę i po prostu im na to pozwalali. Mogło się wydawać z zewnątrz, że rodzina Burke jest chłodna i surowa, ale w bezpiecznych murach Burke Manor, byli oni zgranymi i ciepłymi ludźmi. Pozwalali swoim pociechom być dziećmi kiedy sytuacja była odpowiednia. Kradzież cytrynowych ciastek nie była zbrodnią tak wielką aby zaraz za to karać. Xavier miał niezły ubaw, kiedy już jako poważny dwudziestodwulatek udał się na nocną eskapadę do kuchni i spotkał tam ojca, opierającego się o ciepły piec i zajadającego się ciastkami. Nawet nie ukrywał wtedy rozbawienia, a przekupiony ciastkami obiecał, że nikomu nie zdradzi tej tajemnicy. Do dzisiaj nie pisnął słówka, miał zamiar to jednak kiedyś wykorzystać dla osiągnięcia własnych celów, z czego ojciec z całą pewnością zdawał sobie doskonale sprawę.
Kiedy Primrose usiadła obok niego sięgnął po jedno z ciastek i ugryzł kawałek. Przez chwilę rozczulał się wewnętrznie nad jego niepowtarzalnym smakiem. Nie było opcji aby kiedykolwiek, ktokolwiek był w stanie zrobić takie same. Chciał aby jego dziecko również odkryło w przyszłości przyjemność z nocnych wypadów do kuchni, będzie musiał jakoś mu to podsunąć aby nie wyszło, że on o wszystkim wie. Z całą pewnością jednak nie popełni on błędu swojego ojca i nie da się złapać. Wziął jeszcze jednego gryza, po czym odłożył słodycz na kolano, dalej wertując album.
- Oj a to było wyzwanie. Miała tego dnia tyle energii, że dopiero pojawienie się na tarasie wuja spowodowało, że stałaś chociaż przez chwilę stałaś spokojnie. - pokiwał głową z lekkim uśmiechem.
Spojrzał na kolejne zdjęcie i przez moment starał sobie przypomnieć ten dzień. Jeśli go pamięć wtedy nie myliła miał czternaście lat, najgorszy wiek dla nastolatka, największy bunt. Uśmiechnął się pod nosem, wspomnienia wracały.
- Pamiętam, była wściekła. - pokiwał głową z rozbawieniem biorąc kolejnego gryza ciastka, a w zasadzie to wpychając go sobie całego do ust - Nie pamiętam już kto dokładnie, chyba wujek Winfred po cichu rzucił na nią z oddali zaklęcie i się wtedy potknęła. Miał dość tego jej wiecznego przechwalania się jaka to nie jest super w bule. Wszyscy dla niej wtedy byliśmy okropni. - zaśmiał się cicho przełykając ciastko.
Wspomnień było co nie miara. To była ich jedynie cząstka, ile to było ich w głowach ile niezapisanych na kartach zdjęć. Wystarczyło rozejrzeć się po salonie, zobaczyć te wszystkie kartony, a przecież należały jedynie do Primrose, a sama przecież powiedziała, że ma dopiero dwadzieścia pięć lat. Nawet nie chciał sobie wyobrażać jak ciężko jest jej w tym momencie zdecydować co ze sobą zabrać.
- Ale wiesz, to nie tak, że nie możesz tego zabrać. Nie jest powiedziane, że albumy czy inne pamiątki wchodzą w skład tej rzeczy, którą możesz ze sobą zabrać. To jesteś ty, to twoja przeszłość, jestem przekonany, że Bradford z chęcią poznałby również i tą wersję ciebie. - uśmiechnął się ciepło do siostry - To, że matka tylko zabrała zegar to w sumie nie ma się co dziwić, doskonale wiesz jaka ona jest w obejściu. - mrugnął do niej, by po chwili skupić swoje spojrzenie na mapie, którą siostra rozłożyła przed nimi.
- Nie wiem czy ktoś jest w stanie w całości rozrysować cały plan zamku. - pokręcił głową nachylając się nad kawałkiem papieru - Pewnie nawet dyrektor nie zna wszystkich jego zakamarków. - odparł, po czym wziął do ręki list i szybko przewertował go wzrokiem - Taaa pamiętam. Najpierw cię opieprzyłem za kolejny szlaban, tą część kazał mi napisać ojciec, a potem, jako były prefekt, dałem ci wskazówki jak omijać dyżury. Pewnie do dzisiaj ich trasy i godziny się nie zmieniły. - zaśmiał się cicho - Naprawdę miałem dosyć grania złego policjanta już wtedy.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#24
Primrose Bulstrode
Czarodzieje
Dobry badacz kocha się w swoim temacie
Wiek
25
Zawód
Badaczka artefaktów i run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zamężna
Uroki
Czarna Magia
12
9
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
8
Brak karty postaci
26-02-2026, 13:16
Delektując się smakiem ciasteczka była niemal przekonana, że jeżeli ktoś ma pokazać dzieciom Xaviera gdzie są skrywane łakocie to będzie niepoprawna ciotka Primrose. Nie świadoma tego, że pomyśleli o tym samym, jak na rodzeństwo przystało, przeglądała wraz z bratem zdjęcia i cały stos wspomnień jaki wyciągnęła na parę dni przed swoją przeprowadzką. Parsknęła śmiechem na wspomnienie feralnego pikniku.-Tak, wujek Winfred miał jej serdecznie dość, bo ogrywała go na każdym kroku. Cały czas ze sobą rywalizowali, ale chyba wtedy było mu głupio… - Dodała konspiracyjnym szeptem jakby obrazy w domu miały zaraz donieść gdzie trzeba pewne informacje. -Inna sprawa, że sobie trochę zasłużyła, była bardzo nieznośna z tym zadzieraniem nosa. - Choć trzeba było przyznać, że gdy chodziło o prezenty z okazji różnych wydarzeń to miała największy gest ze wszystkich.
Potoczyła wzrokiem po kartonach i pudłach jakie kazała Artkowi ściągnąć z jej pokoju, gabinetu oraz strychu. Westchnęła cicho. -Poniekąd tak, ale też nie chcę zabierać wszystkiego ze sobą. Nie wiem jak to nazwać, ale…- Uśmiechnęła się smutno.-Mam wrażenie, że jak coś zostawię to też cząstka mnie tutaj na zawsze będzie. I nie mów mi, że to głupi sentyment. - Wypaliła od razu aby odrzucić kolejne obiekcje brata. Nachyliła się w jego stronę. -Nie jestem przekonana, czy chciałabym zobaczyć wszystkie pamiątki matki… - Zrobiła przy tym komiczną minę, a potem wróciła spojrzeniem do mapy i listu, jaki był do niego dołączony. -Nawet zaznaczyłam je tutaj.- Wskazała na linie, które miały wyznaczać trasę prefektów. Zerknęła na list. Odnalazła szybko fragment, w którym Xavier czynił jej kazanie i brzmiał w nim jak ich własny ojciec. Wtedy wiedziała, że to nie były słowa brata, a rodziciela. -Byłam nieznośna, wiem. Jednak zakazywali nam czytać książki, do których miałam dostęp tutaj. Niedorzeczność. - Obruszyła się niczym nadąsana nastolatka, a potem złożyła list wraz z mapą starannie i schowała do mniejszego pudełka. Tego, które miało z nią jechać. Zaraz zresztą dorzuciła do niego album wcześniej odłożony na bok. Trwała przez dłuższą chwilę w milczeniu zbierając myśli -Rotmistrz i Powiastka za dwa dni będą przeniesieni przez ludzi Bradforda. - Wspomniała nagle o swoich koniach, na których do tej pory jeździła po Derbyshire, a teraz miała na ich grzbietach odkrywać uroki Kumbrii. -Po weselu ruszamy do Grecji. - Choć nie było tego po niej aż tak widać, to denerwowała się tym wszystkim i zmianami jakie zachodziły w jej życiu. Jeszcze miesiąc temu tak tego nie czuła, nie docierało do niej, że ma rozpocząć nowy rozdział. Siedząc wśród pamiątek, z bratem, który zawsze był obok rozumiała coraz lepiej, że nic już nie będzie takie samo. Jednocześnie rozpierała ją ekscytacja i radość z nadchodzących zmian, ale gdzieś w tle czaił się strach i lęk przed nieznanym. Znała Bradforda, chciała tego małżeństwa, nie obawiała się o siebie i o swoje istnienie w Kumbrii, a jednak niepewność była obecna.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#25
Cybil Burke
Nieaktywni
"Seek and ye shall find," they say, but they don't say what you'll find.
Wiek
24
Zawód
łamacz klątw
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
panna
Uroki
Czarna Magia
5
1
OPCM
Transmutacja
19
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
15
11
Brak karty postaci
26-02-2026, 22:49
| Xavier

Wszystko stawało się dla mnie coraz bardziej niezrozumiałe. Grindelwald uciekł ze swojego więzienia? I pierwsze co postanowił zrobić, to wykorzystać uroczystość Ministra Magii?
- Grindelwald pojawił się na zaprzysiężeniu? I wykorzystał to, że Minister zebrał tylu czarodziei w jednym miejscu, a Aurorzy po prostu pozwolili mu ot tak się wypowiedzieć? - Byłam zszokowana. Chwila ciszy wkradła się między nas. - Na Merlina, jesteśmy chyba zgubieni... - Zaśmiałam się teraz w bezradności. Czasy pokoju chyba źle działają na naszą magiczną elitarną jednostkę śledczą. Może też byli zainteresowani jego przemówieniem?
- Gdyby każdy mąż tylko myślał tak jak ty, kuzynie - Wzdycham ciężko, podnosząc się z wygodnego fotela. Zaczynałam się robić senna, gdy godziny spędzone nad pracą wreszcie we mnie uderzyły. Zachowanie kuzyna było szlachetne, a w szczególności gdy sprawiał wrażenie, że jest to naturalna kolej rzeczy. Nie jest jednak tajemnicą, że świeże błękitnokrwiste żony mogą być traktowane o wiele gorzej. Vivienne w tym momencie była moim zdaniem odstępstwem od reguły, a nie zasadą.
- Idę na górę. Jutro znowu będę pracować w sklepie, jakbyś mnie potrzebował - Daję znać kuzynowi, choć nie uważam, że jest to jakaś tajemnica. Ostatnio dużo pracowałam w Borginie&Burksie i myślę, że każdy o tym wiedział. Użalanie się nad sobą całymi dniami w sypialni zamieniłam na pracoholizm. Z dwojga złego dobrze wybrałam.
- Artek, naszykuj mi kąpiel - Rozkazałam skrzatowi, zanim wyszłam z salonu.

Zt x2, chyba że Xavier chce samemu sobie napisać
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#26
Xavier Burke
Śmierciożercy
Wiek
31
Zawód
Badacz artefaktów, handlarz informacjami
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
0
20
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
10
5
Brak karty postaci
01-03-2026, 15:02
Odpowiedź dla Cybil Burke

Widząc zagubienie na twarzy kuzynki, doskonale to rozumiał. Nikt nie spodziewał się takiego obrotu sytuacji. I chociaż Xavier podejrzewał, że coś może pójść nie tak podczas zaprzysiężenia, to z całą pewnością nie przewidział, że pojawi się na nim zbrodniarz wojenny. Nawet jeśli była to idealna okazja do pokazania niekompetencji nowego ministra, której życzył mu całego serca.
- No cóż ja ci mogę powiedzieć. - wzruszył lekko ramionami - Nie wiem czy pojawił się znikąd, bo to wyglądało tak jakby stał w tłumie od dłuższego czasu. Ale trzeba mu przyznać, że nie mógł wybrać sobie lepszej chwili na powrót. - odparł spokojnie popijając alkohol - No ktoś tam rzucał w jego kierunku jakieś zaklęcia, ale nic to nie dało.
Cały czas analizował to co się wydarzyło tego dnia. Nie lubił być tak zaskakiwany, przeważnie wiedział o sprawach zanim te się wydarzyły, ta sytuacja jednak zaskoczyła go całkowicie. Co prawda nie miał zamiaru w żaden sposób reagować, nie teraz. Będzie spokojnie obserwował rozwój wydarzeń, tak jak miał to w zwyczaju.
- Nie będę ukrywał, że jestem wyjątkiem. - mimowolnie uśmiechnął się lekko pod nosem - Ale mimo wszystko uważam, że każda kobieta zasługuje na dobre traktowanie ze strony swoje męża. Charlotte traktowałem dokładnie tak samo. - odparł spokojnie, po czym zerknął na kuzynkę gdy ta podniosła się z fotela - Dobrze. Dzisiaj już odpoczywaj. Ja również będę w sklepie, jak codziennie z resztą, gdybyś coś potrzebowała. - dodał spokojnie lekko przy tym kiwając głową - Dobranoc Cybil. - odprowadził kuzynkę wzrokiem zanim nie zniknęła za drzwiami.
Sam jeszcze nie miał zamiaru się kłaść. Musiał wystosować kilka listów. Dopił więc zawartość szklanki i po chwili sam podniósł się z miejsca i ruszył do swojego gabinetu. Zapowiadał się ciekawy czas.

zt Xav
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#27
Xavier Burke
Śmierciożercy
Wiek
31
Zawód
Badacz artefaktów, handlarz informacjami
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
0
20
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
10
5
Brak karty postaci
02-03-2026, 15:09
Odpowiedź dla Primrose Burke

Dojadł swoje pierwsze ciasteczko, a po chwili już sięgał po drugie, powoli przeglądając dalej zdjęcia. Sam miał kilka albumów w swoim gabinecie, jednak zaglądał do nich bardzo rzadko. Może czas wrócić też do swoich wspomnień. Co prawda Xavier nie należał do osób bardzo sentymentalnych, ale kiedy chodziło o rodzinę, to najbliższą, sprawy wyglądały inaczej. W przeszłości wydarzyło się wiele rzeczy, które były warte uwiecznienia na zdjęciach i zostało to zrobione, jednak jednocześnie inne nie. Te drugie miały jedynie zostać tylko w ich głowie, ale być równie dobrze wspominane jak te na zdjęciach. Łapał się na tym, że zdecydowanie częściej wracał do tych, które pamiętał, a miał ich sporo. Skupiał się również na tym co było przed nim. Przyszłość malowała się w dobrych kolorach, miał niedługo zostać ojcem i czekał na to bardzo. Po cichu już wyobrażał sobie jak to będzie gdy dziecko się urodzi, wiedział o obawach Vivienne odnośnie macierzyństwa, dlatego miał zamiar ją we wszystkim wspierać. Wierzył, że wszystko będzie dobrze, ale jednocześnie nie chciał jej do niczego zmuszać.
Przeglądając kolejne zdjęcia zaśmiał się cicho.
- Nie było mu głupio. - pokręcił głową - Był z siebie dumny, że w końcu on wygra kilka kolejek, a nie ona. Zachował się wtedy jak dzieciuch, ale mimo wszystko było to zabawne. - powiedział z rozbawieniem patrząc na siostrę - I tak, zgadzam się, była okropna. Sam kilka razy doświadczyłem jej zachowania na własnej skórze, potem już mnie to nie ruszało, ale jako jedenastolatek byłem nieźle zirytowany. - uśmiechnął się pod nosem.
Wysłuchał jej w milczeniu, wodząc wzrokiem po pootwieranych kartonach, ciekaw co jeszcze ciekawego mogą kryć. Słysząc jej ostrzeżenie uniósł dłonie w geście poddańczym i zaśmiał się cicho.
- Wcale nie miałem zamiaru nic takiego powiedzieć. - pokręcił głową uśmiechając się łagodnie - Powiem jedynie, że nie ważne czy coś zostawisz, czy wszystko zabierzesz, zawsze będziesz częścią tego domu, tej rodziny. Nikt nigdy o tobie nie zapomni, zawsze będziesz mogła tutaj wrócić, bo drzwi zawsze będą dla ciebie otwarte. - odparł spokojnie patrząc na nią.
Pokręcił głową z rozbawieniem. Wiedział doskonale co ma na myśli, on też wolałby chyba nie oglądać pamiątek matki. Chociaż czasami był ciekaw jaka była jego matka w młodości. Nigdy nie widział zdjęć z jej lat dzieciństwa, ciotki z domu Black również nie specjalnie się nad tym rozwodziły. Jakby była to jakaś wielka tajemnica. Znał ją już jako panią Burke, chłodną i zdystansowaną kobietę, która często karciła swoje dzieci spojrzeniem, potrafiąc tym przywołać je do porządku w jednej chwili. Wiedział, że matka ich wszystkich kocha, ale miała po prostu swój osobliwy sposób na okazywanie tego. I chociaż Xavier również kochał matkę, obiecał sobie, że dla swoich dzieci będzie łagodniejszy, chociaż nadal wymagający.
Nachylił się do mapy i przyjrzał się zapisanym na niej notatkach. Musiał przyznać, że były bardzo dokładne, tak jak je jej przekazał.
- No trochę byłaś, matka była zła, że jej jedyna córka dostaje szlabany, bo bardziej spodziewała się tego jednak po synach. - mrugnął do niej - W ogóle nie rozumiem czemu to ja musiałem pisać te listy, ojciec stał nade mną i mi je w zasadzie dyktował jakbym był jego osobistych skrybą czy coś. No, a książki…no cóż, szkolna biblioteka jest ograniczona niestety, wiesz jak myślą ci wszyscy ludzie, że nie do wszystkiego powinnyśmy mieć dostęp. Co jest całkowitą głupotą. - wzruszył ramionami dojadając ciastko i otrzepując dłonie, resztę słodyczy postanawiając dla siostry - Dobrze, że Bradford to zorganizował. Vivienne też tu ma swojego konia, byłem zaskoczony jak duży jest, a przecież ona jest taka drobna. Wiem, że lubi i umie jeździć, ale nawet po ciąży będę przerażony pewnie jak będzie na niego wsiadać. - uśmiechnął się łagodnie.
Szczęście Vivienne było dla niego najważniejsze, tak samo jak jej bezpieczeństwo. Nic więc dziwnego, że kiedy cokolwiek mogło jej zagrozić czuł wewnętrzny sprzeciw. Jednocześnie jednak nie mógł jej odmawiać przyjemności takich jak jazda konna, chociaż na razie był spokojny, bo dopóki była w ciąży nie musiał martwić się o takie rzeczy.
- Grecja jest piękna. Jestem przekonany, że znajdziesz tam wiele ciekawych rzeczy, a Brad nie będzie miał innego wyjścia jak chodzić z tobą do każdej ruiny i każdego grobowca. - poruszał zabawnie brwiami - Ale wiem, że spędzicie miło czas, we dwoje. Cieszcie się tym czasem, bo potem, jak już wrócicie do domu dogonią was codzienne obowiązki. - uśmiechnął się pod nosem.
Sam na własnej skórze odczuł jak to jest. Spędzili z Vivienne cudowny czas w Egipcie, a kiedy nadszedł czas powrotu, on musiał na nowo wrócić do pracy. Spędzał wiele godzin nad artefaktami i na spotkaniach, często uciekając myślami do chwil w Egipcie, do żony spędzającej czas w domu. Kiedyś by mu to przeszkadzało, takie rozproszenie, teraz jednak tak nie było. Uśmiechał się na te myśli.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#28
Primrose Bulstrode
Czarodzieje
Dobry badacz kocha się w swoim temacie
Wiek
25
Zawód
Badaczka artefaktów i run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zamężna
Uroki
Czarna Magia
12
9
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
8
Brak karty postaci
07-03-2026, 21:47
Wspomnienia były żywe niczym obrazy, które poruszały się w swoich ramach. Ale miały w sobie coś więcej niż kolorowe płótna. Posiadały zapachy i smak, który pamiętali tylko oni. Dźwięczny śmiech matki, kiedy nie kryła się za chłodem i wyniosłością Blacków, ciepłe spojrzenie ojca kiedy nie przebywał w cieniu zbierając informacje. Skrzekliwy głos ciotki, która choć upierdliwa trzymała zawsze stronę rodziny. Smak herbaty deszczowym popołudniem, gdy siedzieli przed kominkiem, każde zajęte swoimi sprawami, ale jednak razem pełni tej troski, która nie była widoczna gdy opuszczali Burke Manor. To wszystko wybrzmiewało z fotografii, więc musiały pojechać z nią do nowego domu, aby nie tęskniła albo tęskniła mniej.
Spojrzała na brata z uśmiechem, a potem chwytając kolejne ciastko przylgnęła do jego boku w pełnym zaufaniu, pozwalając sobie na słabość, na odkrycie siebie, na bycie całkowicie transparentną. Wiedziała, że nie wykorzysta tego przeciwko niej. -Nawet nie wiedziałam, że tak obrosłam w pamiątki…- Mruknęła cicho obracając ciastko w palcach nim podobnie jak brat, prawie całego nie wpakowała sobie do ust, krusząc przy tym niemiłosiernie dookoła. -Tak mówimy, ale obydwoje wiemy, że nowe życie wciągnie mnie bez reszty i z czasem będę tu jedynie z okazji wielkich wydarzeń, już jako gość. - Cichy żal rozbrzmiewał w jej głosie, ale za nim czaiła się pewna radość i ekscytacja z nowego życia jakie miało się przed nią otworzyć. Mieszanka strachu, niepewności i ciekawości sprawiały, że nie wiedziała jakie emocje są w niej silniejsze.
Okres Hogwartu był dziwnym czasem. Nie tak dawnym, ale jednak odległym choć przecież dopiero co byli na dniach otwartych, a zdawało się, że minęło już wiele miesięcy. Tak wiele się wydarzyło, że aż dziw brał, że nie było to tak dawno. -Miałam dwóch starszych braci, na których się napatrzyłam. Czego się spodziewała? - Zaśmiała się niefrasobliwie patrząc na mapę i listy. -Było mi głupio, że ojciec się zmuszał do pisania tych listów. - Dodała ze skruchą w głosie i złożyła rysowaną mapę. Odłożyła pamiątki do jednego z kartonów, a gdy Xavier wspomniał o Vivienne prychnęła cicho pod nosem wywracając wymownie oczami. -Jesteśmy tego samego wzrostu i jak dosiadam Rotmistrza to nie masz ataków paniki… - Zmrużyła nieznacznie oczy przyglądając się uważnie starszemu bratu. Pamiętała ich rozmowę kiedy mówiła mu o emocjach Vivienne, a bratową zapewniała, że Xavierowi zależy. Wtem zrobiła minę jakby coś odkryła, uderzyło ją to ze zdwojoną siłą, bo sama pełna skrajnych emocji dostrzegła je wyraźniej u innych. Trąciła brata łokciem. -Powiedziałeś jej, że ją kochasz? - Zapytała bez ogródek, jak to miała w zwyczaju kiedy byli razem, a wypowiedziała to zdanie jakby pytała o słoneczną pogodę nad Derbyshire.
Zaśmiała się ciepło na słowa odnośnie grobowców i Grecji. Pokiwała głową. -Mówisz, jak słyszę, z własnego doświadczenia. - Wiedziała, że z Vivienne pod tym względem były bardzo do siebie podobne. Ciekawość świata, chęć zdobycia wiedzy była w nich silniejsza niż poczucie bezpieczeństwa. Pęd do wiedzy sprawił, że dlatego Tiara Przydziału uznała dom Roweny był tym, w którym się od razu odnalazły.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#29
Xavier Burke
Śmierciożercy
Wiek
31
Zawód
Badacz artefaktów, handlarz informacjami
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
0
20
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
10
5
Brak karty postaci
18-03-2026, 18:59
Powiódł wzrokiem po tych wszystkich kartonach, a przecież to nie był cały jej dobytek. Jej sypialnia skrywała jeszcze wiele pamiątek, drobnostek, do których na co dzień nie przykładało się większej uwagi. Dopiero w obliczu rychłej przeprowadzki odkrywało się skarby, które leżały na widoku. Sam miał ich z całą pewnością setki i nawet nie zdawał sobie sprawy. Nie potrafił sobie nawet wyobrazić co on by zrobił gdyby przyszło mu się kiedykolwiek wyprowadzać z domu. Musiałby zabrać ze sobą wszystko, bo nie było możliwości aby cokolwiek zostawił za sobą. Miejsce, do które miałby sie wyprowadzać musiałoby być naprawdę duże aby to wszystko pomieścić.
- To świadczy jedynie o tym, że nie wiodłaś do tej pory nudnego życia. - powiedział spokojnie uśmiechając się przy tym łagodnie - Rozpoczynasz nowy rozdział w życiu, nic dziwnego w tym, że pochłoną cię nowe obowiązki. Te należące do żony ale też te, które spadną na twoje barki jako nowej pani Bulstrode. Ta rodzina ma inne zwyczaje niż nasza, będzie trzeba częściej pewnie wyjść do ludzi, brylować w towarzystwie. - puścił jej oczko - A potem zawsze możesz umówić się z bratem i szepnąć mu słówko na temat tego co zasłyszałaś w kuluarach. - poruszał zabawnie brwiami, po czym zaśmiał się cicho.
Dla niego, chociaż nie był wielkim fanem spotkań towarzyskich, były one jednak najlepszym momentem na zebranie nowych informacji. Ludzie, przebywając wśród równych sobie często mówili więcej niżby chcieli. Wystarczyło ich obserwować, zwracać uwagę na mowę ciała i można było naprawdę wiele się dowiedzieć. Robił to od lat i wiedział, że jego młodsza siostra z czasem również podkręci swoje umiejętności w tym zakresie, miała to we krwi, nie dało się przed tym uciec.
- Myślę, że spodziewała się, że będziemy ci dawać dobry przykład. I nie powiem, ja się starałem. - wypiął dumnie pierś do przodu, ale po chwili pokręcił głową z rozbawieniem - Kto by nie chciał syna prefekta, świetnego ucznia. Nie wiem po kim byłaś taka nieznośna. - trącił ją lekko łokciem w bok - Było to uciążliwe, nie powiem, że nie. Jednak wydaje mi się, że jednocześnie chciał mnie czegoś nauczyć, nie wiem czy dokładnie tego czego się faktycznie nauczyłem, ale zawsze. Myślisz skąd w tym momencie tak ładnie i zgrabnie umiem przekazywać ukryte wiadomości na widoku? - uniósł brew ku górze uśmiechając się pod nosem.
Z początkiem tego nie rozumiał, w zasadzie nawet teraz nie za bardzo wiedział o co tak naprawdę chodziło ojcu. Może chciał go przygotować na przyszłość, na moment kiedy to on sam wejdzie w role ojca i będzie musiał pisać takie listy do swoich dzieci. Nie sądził aby Marcus Burke przewidział w tamtym momencie, że jego pierworodny będzie miał zamiar w przyszłości przyjąć całkiem inną strategię.
- Aj, no bo ty jesteś moją siostrą, a Vivi jest żoną, to jest kompletnie inna sprawa. - pokręcił głową widząc jak przewraca oczyma, a po chwili na jego ustach zagościł łagodnych uśmiech.
Wrócił myślami do balu podczas zjazdu absolwentów, do tańca na parkiecie, kiedy to pchany jakąś dziwną siłą, niespotykanym rodzajem magii, wyznał swoje uczucia. Był pełen obaw, nie wiedział czego się spodziewać, bo przecież dusił to w sobie bardzo długo. Okazało się jednak, że obawy były kompletnie bezpodstawne, że nie było się czego bać, a wypowiedzenie tych słów było na swój sposób dziwnie i przyjemnie wyzwalające.
- Powiedziałem. - odparł spokojnie, nadal uśmiechając się łagodnie - I wiesz…odpowiedziała mi tym samym. - teraz uśmiech stał się zdecydowanie szerszy, pełen szczerej radości - Poczułem się wtedy jakbym znowu miał te dwadzieścia lat, chciałem się śmiać, chciałem ją porwać w ramiona…ale byliśmy na parkiecie i tak średnio wypadało. - powiedział z rozbawieniem.
Rozpamiętywał tą chwilę jeszcze wiele dni, nadal była ona żywa w jego głowie. Był to jeden z najszczęśliwszych dni w jego życiu. Nie miał pojęcia, że jeszcze kiedykolwiek będzie w stanie się zakochać, ż ejego serce będzie biło mocniej na widok jakiekolwiek kobiety. Vivienne dokonała niemożliwego w jego ocenie i był jej za to ogromnie wdzięczny.
- Oczywiście, że mówię z doświadczenia. Jak zawsze. - zaśmiał się cicho.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#30
Primrose Bulstrode
Czarodzieje
Dobry badacz kocha się w swoim temacie
Wiek
25
Zawód
Badaczka artefaktów i run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zamężna
Uroki
Czarna Magia
12
9
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
8
Brak karty postaci
19-03-2026, 11:46
-Brylowanie wśród ludzi… - mruknęła z przekąsem, wiedząc doskonale, że przed nowymi obowiązkami tak łatwo nie ucieknie. Pocieszał ją fakt, że Bradford też wolał spokojniejsze życie niż pchanie się na świecznik. -Zdecydowanie wolę bardziej słuchać niż mówić.
Obydwoje byli do tego przygotowywani, aby być obok, niczym cień - widzieć i słyszeć, ale samemu mówić bardzo mało. Xavier odnalazł się w tym bez problemu, ona zaś lepiej słuchała starych artefaktów i kamieni wśród ruin niż ludzi. Każde z nich pielęgnowało inny talent podarowany we krwi rodziny Burke.
-Dobry przykład. - Prychnęła rozbawiona tym stwierdzeniem. -Ćwicząc szermierkę, wspinając się po składach, łażąc po ruinach i skradając się do kuchni po ukryte ciastka pani Pot. - Przewróciła oczami. -Bardzo dobry przykład. - Zaraz zaśmiała się dźwięcznie na wspomnienie tych chwil. Nie spodziewała się jak bardzo wpisanych w jej rzeczywistość. Słuchała przez chwilę w całkowitym milczeniu i bez ruchu tego co mówił brat. Jaki zamysł miał ich ojciec? Może rzeczywiście wiedział, że Xavier przemyca w listach informacje, być może tego oczekiwał, aby syn od samego początku uczył się jak lawirować wśród ludzi i wiedzy jaką zdobywa? To pasowało do Marcusa Burke, który wolał uczyć własne dzieci przez doświadczenie, a nie suche fakty. -Tata zawsze miał jakiś cel. Do dzisiaj ma ich wiele i odpowiednio steruje rzeczywistością. - Spojrzała na swój pierścionek zaręczynowy, który niedługo miał zostać zastąpiony obrączką. Pokręciła nim w zamyśleniu. -Sądzisz, że są ze sobą szczęśliwy? Na swój sposób? Mama i tata? - Uniosła spojrzenie na brata. Widział więcej, potrafił rozczytać nie raz rodziców lepiej od niej.
Wyprostowała się jak struna chwytając gwałtowniej powietrze kiedy odpowiadał z taką swobodą i lekkością na jej pytanie. Jeszcze jakiś czas temu rwał włosy z głowy, siedział zgarbiony we własnym gabinecie i widział przyszłość w czarnych barwach. Uśmiech łagodził surowe rysy twarzy, zmięczkał spojrzenie, nadawał głosowi aksamitności jakiej do tej pory nie słyszała u Xaviera. Uśmiechnęła się ciepło, z pewną czułością, która odbiła się w jej spojrzeniu. -Cieszę się. - Powiedziała cicho, choć wewnętrznie cała aż krzyczała z radości i miała ochotę skakać pod sufit. Wiedziała jak przyjaciółka się bała o własne emocje, o to jak jej życie ułoży się z Xavierem. Vivienne nie chciała ranić nikogo i gromadziła w sobie wiele obaw. Primrose pochwyciła dłoń brata, którą zamknęła w swoich. -Bardzo się cieszę, że opuszczając Burke Manor, wasza dwójka odnalazła siebie. To zdecydowanie ułatwi mi opuszczenie domu. - Wiedza, że ta dwójka wreszcie znalazła wspólny język sprawiała, że nie musiała się martwić o to, co się będzie działo kiedy jej zabraknie. Nie potrzebowali już łącznika w postaci Primrose. To myśl dawała jej pewien spokój. -Mówiłam ci, że znalazłam w starych rzeczach pewne listy i pamiętniki. Zdaje mi się, że dziadek, jak miał szesnaście lat chciał wyruszyć w podróż dookoła świata i myślał o uczieczce! -Zawołała nagle przypominając sobie to co przez przypadek znalazła. -Nie wiem na ile to fantazja, a na ile prawdziwe pragnienia, ale czyta się z zapartym tchem. - Zerwała się z miejsca, aby poszperać w jednym z pudeł, a tym samym zanurzyć się z bratem w przeszłość własnej rodziny. Nie spodziewała się, że ponowna okazja nadarzy się prędko.

|zt dla Prim
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (4): « Wstecz 1 2 3 4 Dalej


Skocz do:

Aktualny czas: 04-04-2026, 18:31 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.