• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Centralny Londyn > Pokątna > Artykuły piśmiennicze Scribbulusa
Strony (2): 1 2 Dalej
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
10-07-2025, 17:30

Artykuły piśmiennicze Scribbulusa
Artykuły piśmiennicze Scribbulusa to niewielki, ale bardzo elegancki sklep przy ulicy Pokątnej. Znajduje się obok sklepu z markowym sprzętem do Quidditcha i nieopodal bramy, która prowadzi na ulicę Śmiertelnego Nokturnu. Wnętrze sklepu jest wąskie, ale niezwykle precyzyjnie zorganizowane. Na mahoniowych regałach piętrzą się stosy zwojów czystego pergaminu o różnych odcieniach bieli i beżu, atramenty w szklanych flakonach błyszczą delikatnie, a za szkladą ladą znajdują się regały z piórami orłów, sów, gęsi, a nawet memortków - od najtańszych do ozdobnych, wykładanych srebrnym ornamentem.
Na ścianach wiszą obrazy z ruchomymi reklamami atramentów samopoprawiających błędy ortograficzne oraz samopiszących piór. W sklepie pachnie pergaminem, kurzem i atramentem lawendowym. W rogu stoi specjalny stolik z próbnikami, gdzie klienci mogą trzetestować asortyment. Sklep oferuje specjalne zestawy w promocyjnych pakietach dla uczniów Hogwartu.
Założyciel sklepu otworzył również drugą filię Artykułów piśmienniczych Scribbulusa w Hogsmeade.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Mitch Macnair
Śmierciożercy
Wiek
27
Zawód
Architekt i budowniczy
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
0
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
8
10
Brak karty postaci
31-12-2025, 11:48
27.04.

No tego to się naprawdę nie spodziewał. Nie mógł zrozumieć w jaki sposób w ogóle mógł dopuścić do takiej sytuacji. Przecież zawsze był zorganizowany, mimo powierzchniowego bałaganu w pracowni wiedział doskonale co gdzie leży i co do którego projektu się odnosi. Zawsze miał wszystko poukładane tak by to znaleźć, zawsze zaplanowane tak aby nigdy nic ze sobą nie kolidowało ani niczego mu nie zabrakło. Jak więc na Merlina do tego doszło? Cały poranek zachodził w głowę, pijąc kawę w kuchni i zabawiając małego Waldena coby Lucinda mogła zjeść śniadanie w spokoju, a potem robiąc dokładną listą podczas inwentaryzacji pracowni. Zaczął już szukać winowajców gdzie na zewnątrz chociaż wiedział, że to nie ma żadnego sensu. Ostatnio był zdecydowanie zbyt rozkojarzony i zaczynało go to lekko denerwować. Nie za bardzo wiedział też czym to wszystko jest spowodowane, interesy szły gładko, na brak pracy nie narzekał, w zasadzie spędzał nad nią większość swojego czasu. Może to właśnie było to? Może potrzebował jakiegoś urlopu, kilku dni na reset, ale z dala od butelki, bo zdecydowanie zbyt często po nią sięgał ostatnimi czasy. Nie chciał się stoczyć jak ojciec, tego by chyba nie przeżył.
Kiedy pojawił się w Londynie od razu skierował swoje kroki na Pokątną. To właśnie tam zaopatrywał się we wszystkie potrzebne materiały, miał jeden sklep, którego asortyment był najlepszej jakości, a on pracował tylko na takich właśnie rzeczach. Jeśli chciał w końcu otworzyć firmę musiał dać do zrozumienia wszystkim w około, że nie jest pierwszym lepszym architektem, który pracuje na słabych materiałach. Musiał rzucić trochę knutem.
Pokątna zawsze go zaskakiwała, lubił to miejsce i w jego mniemaniu była to jedna z najbardziej magicznych ulic czarodziejskiego świata. A był przecież w Paryskiej magicznej części miasta jak i tej w Oslo, one też były świetne, jednak Pokątna zawsze stała u niego na pierwszym miejscu. Zanim więc dotarł do celu, najpierw zaszedł do Esów i Floresów w poszukiwaniu nowych, ciekawych książek z jego ulubionej tematyki. Jego półki w pracowni uginały się już od tomów, ale dla niego nie było najmniejszym problemem aby ją wzmocnić lub też po prostu powiększyć. Księgarnie opuścił po pół godziny z dwiema nowymi książkami bezpiecznie spoczywającymi na dnie torby. W końcu, zadowolony z zakupu, skierował swoje kroki do Scribbelusa. Jednak im bliżej był sklepu tym większe napięcie pojawiało się na jego ramionach, a blizna po wewnętrznej stronie prawej dłoni zaczynała go mrowić. Nie chodziło i sklep, a przejście, które znajdowało się tuz obok niego. Tak doskonale mu znane, przechodził nim setki razy, jednak teraz, im bliżej znajdował się Nokturnu tym bardziej się spinał. Kiedyś miał z tą dzielnicą dobre wspomnienia, teraz jedynie przypominały mu o bólu i stracie, o zbrodni, której się dopuścił, a której nie żałował nawet przez chwilę, nawet kiedy wrzeszczący i zakrwawiony ojciec nawiedzał go w snach. Starając się nie patrzeć w tamtym kierunku, w końcu wszedł do sklepu, gdzie miał wrażenie, że wielki ciężar spadł mu z ramion. Wziął głęboki wdech i już po chwili do jego nozdrzy dotarł charakterystyczny zapach pergaminów, co wywołało u niego lekki uśmiech. Z kieszeni wyciągnął kartkę, na której miał zapisaną cała listę potrzebnych artykułów, a trochę tego było. Pergaminy, przynajmniej dwa szkicowniki, zestaw nowych ołówków konkretnej firmy, kilka piór i wiele innych rzeczy, które mu się w pracowni skończyły. Początkowo zaczął tego wszystkiego szukać, udało mu się nawet znaleźć odpowiadające pod względem grubości i jakości papieru szkicowniki, ale nie wszystko. Z naręczem przedmiotów podszedł do kontuaru i poprosił ekspedienta by ten był tak miły i skompletował mu resztę rzeczy. Kiedy mężczyzna się tym zajął, on w tym czasie zaczął się na spokojnie rozglądać po sklepie. Jego uwagę przykuł kałamarz, który był opisany jakoby zawierałby znikający atrament. Co prawda nie specjalnie go potrzebował, ale przecież nie zaszkodzi zajrzeć. Sklep był wątki i mimo dobrego zagospodarowania przestrzennego trzeba było wiedzieć jak się w nim poruszać. Wydawałoby się, ze Macnair w tym momencie po prostu o tym zapomniał, a przecież nie był jedynym klientem w tym momencie w tym przybytku. Ruszył w kierunku kałamarzu znajdującego się w rogu pomieszczenia, jednak przez kompletną nieuwagę zahaczył fragmentem kurtki o inny kałamarz. Szklany flakonik zachwiał się niebezpiecznie na blacie stołu, po czym dramatycznie przewrócił się i chlusnął całą swoją zawartość na młodą kobietę stojącą obok, oblewając jednocześnie atramentem jej spódnicę.
- Brawo Macnair… - mruknął sam do siebie bardziej karcąc się w myślach, po czym od razu obrócił się do kobiety - Na Merlina, strasznie panią przepraszam, niedojda ze mnie dzisiaj. To się spierze, zapewniam panią, mam w domu kilka koszul poplamionych atramentem i zawsze udaje się je doprowadzić do poprzedniego stanu… matko, jak mi głupio teraz… - podrapał się po karku w geście zakłopotania i dopiero teraz był w stanie spojrzeć na kobietę.
No u musiał przyznać, że podobało mu się to co zobaczył. Może jej odcień włosów nie był jego ulubionym, ale nie zmieniało to jednak faktu, że pasował idealnie do jej rysów twarzy i wiedział już, że w zasadzie inny kolor w ogóle by jej nie pasował. Szybko jednak skarcił się w duchu za te myśli, przecież doprowadził do katastrofy, zabrudził jej ubranie, a jest środek dnia, i jak ona teraz wyjdzie tak na ulice. No pięknie Macnair, nie ma to jak dobre pierwsze wrażenie.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Clara Ashford
Czarodzieje
We are gonna fly in the blue sky. We are gonna fly...
Wiek
25
Zawód
Pisarka
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
8
7
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
8
Siła
Wyt.
Szybkość
6
8
9
Brak karty postaci
13-01-2026, 21:29
Pisanie wymagało posiadania dobrej jakości materiałów. Odpowiedniego pergaminu, zapasu kałamarzy i piór. Po tylu latach miałam już swoje ulubione rodzaje. Lubiłam tusz, który był bardzo mocno czarny, czasami wpadał on w szare tony, a innym razem w brązowe. Strasznie mnie to denerwowało, ponieważ próbowano zaoszczędzić na barwniku. A to przecież on był najważniejszy. Jak miałam podpisywać książki, rozdawać autografy i pisać kolejną powieść, kiedy nie mogłam skupić się na niczym innym jak brzydki kolor atramentu? Tak samo pióra, niektóre końcówki były okropne. Robiły kleksy i niezwykle szybko się zużywały. Dlatego byłam wierna konkretnym dostawcom, takim, którzy byli dostępni w odpowiednim sklepie piśmienniczym. Tylko i wyłącznie w “Artykuły piśmiennicze Scribbulusa”. Gdy tylko wchodziłam do środka sprzedawca już wiedział co mi podać, chociaż w większości wypadków po prostu odbierałam zamówienie. Nigdy jednak nie odmówiłam sobie przejścia po sklepie, zobaczenia nowości, po dotykania papieru. Pojawiały się nowe rodzaje artykułów, które zawsze chciałam przetestować. Kolejne modele samopiszących piór, które reklamowały się dwudziestopięcio procentowym spadkiem robienia błędów. Wytworna papeteria, na którą jeszcze jakiś czas temu nie było mnie stać. Dzisiaj kupowałam ją bez większego zastanowienia, wszak niektórym czarodziejom należało na listy odpisać z większym szacunkiem. I tak przechadzałam się po sklepie, kiedy zdarzył się wypadek.
Nie wiedziałam czy to ja, czy to pan, który przechodził obok mnie zahaczył o kałamarz testowy. Ten zachwiał się niebezpiecznie i zanim ktokolwiek mógł zareagować, przewrócił się. A jego zawartość, ten brzydki czarny tusz wpadający w brązowy odcień, rozlał się na mojej spódnicy. Może i miałam brązową spódnicę, ale nie na tyle ciemną, aby nic nie było widać. Wręcz przeciwnie, plama się tylko powiększała im dłużej stałam w szoku i patrzyłam jak płyn spływa i zaczyna kapać na podłogę. Z mojej nowej spódnicy.
Nim mężczyzna zdążył cokolwiek powiedzieć już u moich nóg klęczał właściciel próbując zetrzeć atrament w powierzchni materiału. Oczywiście, że nic to nie dało. Nie miało prawa. Dopiero porządne pranie i zastosowanie odpowiednich środków czyszczących umożliwi pozbycie się tego zabrudzenia. Wiem co mówię, rozlałam na siebie toner nie raz i nie dwa.
- Oh, proszę, proszę dać spokój - wzięłam od sprzedawcy chusteczkę, przecierając brudne miejsce. - To nic nie da.
Wtedy dopiero spojrzałam na mężczyznę, który chyba spowodował ten cały wypadek. Był wysoki, wyższy ode mnie na oko z piętnaście, a może nawet i dwadzieścia centymetrów. Patrzył więc na mnie lekko z góry, a ja musiałam zatrzeć nosek do góry, by spojrzeć mu w oczy. Oczy miał brązowe, tak jak włosy, ale ładniejsze niż ten atrament. Może nawet ładniejsze niż kolor mojej spódnicy, chociaż nad tym to musiałabym się poważnie zastanowić. I chyba faktycznie wyglądał na zmartwionego, ale tak tylko trochę, nie bardzo, wszak sam powiedział, że przecież zabrudzenie zejdzie.
- Tak, wiem, że się spierze - westchnęłam cicho, opuszczając ramiona i rezygnując z dalszego pocierania. Jeszcze barwnik wejdzie w włókna i nie będzie chciał wyjść. - Często pan wylewa atrament na obcych ludzi? - Spojrzałam na niego z lekkim zacięciem, ale po chwili odpuściłam i machnęłam dłonią. - Nic się nie stało, to tylko spódnica, co prawda nowa, ale atrament brzydki.
Schyliłam się by podnieść pusty już kałamarz. Spojrzałam na wytwórcę, pokiwałam kilka razy głową, przewróciłam oczami, znowu westchnęłam i wyciągnęłam rękę w stronę mężczyzny by pokazać mu flakonik.
- Tego nie polecam, słaba jakość atramentu. Nie jest czarny, a bardziej brązowy, co brzydko wygląda na ładniej papeterii - odstawiłam flakonik. - Dobrze, że się wylał. Nikt go nie przetestuje, a kto decyduje się na kupno kałamarza bez sprawdzenia czy podoba mu się kolor atramentu? - Zapytałam, bardziej siebie niż jego, próbując zmyć tusz z palców.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Mitch Macnair
Śmierciożercy
Wiek
27
Zawód
Architekt i budowniczy
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
0
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
8
10
Brak karty postaci
16-01-2026, 18:27
Zdecydowanie chyba potrzebował wolnego. Nie był gapą, nie przewracał rzeczy przez nieuwagę. Nawet jeśli sklep był wąski, to jego pracownika była tak zagracona, jak mało które miejsce, w którym kiedykolwiek przebywał, a nigdy mu się nie zdarzyło aby coś przewrócił czy na coś nadepnął. Dzisiaj jednak katastrofa godziła katastrofę. Najpierw okazało się, że praktycznie pokończyło mu się wszystko, a teraz jeszcze wylał na obcą kobietę cały kałamarz atramentu. Co jeszcze miało go dzisiaj spotkać? Wróci do domu i okaże się, że nie zamknął okna w pracowni i wywiało mu wszystkie notatki? Na Melina, czy on zamknął okno w pracowni? Spiął się na samą myśl, ale po chwili rozluźnił na tyle na ile było to możliwe w tak kłopotliwej sytuacji, nie otwierał dzisiaj okna, na pewno było zamknięte.
Jego sytuacja wcale nie był jednak kolorowa. W zasadzie to czarna, jak ten atrament, którego plama z każdą sekundą powiększała się na spódnicy kobiety przed nim. Przez myśl mu przeszło, że mógłby szybko rzucić Targeo, bo przecież było to typowe zaklęcie do usuwania plam, ale szybko przypomniał sobie co ostatnio zrobiło to zaklęcie z jego koszulą kiedy właśnie próbował usunąć z niej plamę atramentu. Zabrudzenie w dziwny sposób wróciło na materiał zaraz po praniu i koszula była kompletnie do wyrzucenia. Wolał więc nie ryzykować, że mogłoby to spotkać i spódnicę kobiety. Już miał coś powiedzieć, kiedy znalazł się przy nich sprzedawca i starał się uratować spódnicę. Macnair uniósł brew w geście nie małego zaskoczenia i przez chwilę wodził wzrokiem między mężczyzną, a kobietą. Zwłaszcza na niej zatrzymując spojrzenie na dłużej. Kim była, że mężczyzna z taką prędkością i ochotą zrzucił się jej z pomocą, czy powinien ją znać? Nie był w stanie sobie przypomnieć aby kiedykolwiek ją wcześniej widział. Jej twarz, choć niezwykle urodziwa, była mu kompletnie obca. Cała ta sytuacja wywołała w nim jeszcze większe zmieszanie.
Przez moment obserwował jeszcze tą dwójkę w milczeniu, do momentu kiedy kobieta nie zwróciła się bezpośrednio do niego. Początkowo wydała mu się zrezygnowana gdy kazała sprzedawcy przestać zajmować się plamą, kiedy jednak niego spojrzała błękitnymi oczyma, zobaczył w nich zajętość, która spowodowała, że Macnair poczuł się niepewnie. Nie był mistrzem w odczytywaniu ludzkich emocji, więc ciężko mu było odgadnąć co chodzi jej po głowie.
- Em…nie, w zasadzie nigdy mi się to nie zdarza. - odezwał się w końcu lekko przy tym kręcąc głową - Z reguły jestem bardzo uważny. Naprawdę panią przepraszam, to nie powinno mieć miejsca. - dodał, a słysząc, że spódnica jest nowa miał ochotę zapaść się pod ziemię.
Moment później kobieta całkowicie zbiła go z pantałyku. Kiedy zaczęła mówić o atramencie i jego brzydkim odcieniu wpadającym w brązy, początkowo nie miał pojęcia jak powinien zareagować. Wziął do ręki kałamarz, który mu podała i uniósł go lekko pod światło chcąc sprawdzić czy to co mówiła było prawdą. Dość szybko doszedł do wniosku, że miała racje, przy odpowiednim świetle kolor przyjmował lekko odcień brązu. Przeniósł spojrzenie na kobietę i mimowolnie uśmiechnął się lekko sam do siebie. Mimo, że początkowo zaskoczony jej reakcją, teraz rozumiał doskonale co ma na myśli.
- Osobiście preferuje kompletnie czarny atrament, im czarniejszy tym lepszy, lepiej wygląda na szkicach…chociaż do tych używam ołówków, ale te również muszą mieć odpowiednią grubość i fakturę. - pokiwał głową odkładając, pusty już, kałamarz na stolik, a widząc, że próbuje zmyć tusz z palców sięgnął do kieszeni i podał jej materiałową chusteczkę, może chociaż w ten sposób chociaż trochę odkupi swoje winy. - Widzę, że się pani na tym doskonale zna? - zagadnął unosząc jedną brew ku górze.
Musiała się znać, skoro z taką pewnością w głosie wypowiadała się na temat papeterii i koloru atramentu. Normalnie ludzie nie zwracali na takie rzeczy uwagę, ważne żeby pisało i było na czym pisać. Jedynie ci, którzy na co dzień z tym obcowali, bądź było to częścią ich pracy widzieli różnicę. On na przykład przykładał dużo uwagi do jakości papieru, każdy rodzaj inaczej wchłaniał atrament, kreski wychodziły inne, a jego perfekcjonista w swojej pracy, jego szkice i projekty zawsze przecież musiały być idealne, dokładnie takie jakie sobie wymyślił.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Clara Ashford
Czarodzieje
We are gonna fly in the blue sky. We are gonna fly...
Wiek
25
Zawód
Pisarka
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
8
7
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
8
Siła
Wyt.
Szybkość
6
8
9
Brak karty postaci
21-01-2026, 13:16
W pewnym sensie nadal czułam się dziwnie, gdy spojrzenia zatrzymywały się na mnie na dłużej. Zachowanie sprzedawcy było wręcz nad wyrost i to tylko dlatego, że w księgarni niedaleko było zorganizowane spotkanie autorskie ze mną, gdy moja książka stała się już hitem. Sprzedawca oczywiście nie mógł odpuścić okazji, a gdy dostrzegł swoją stałą klientkę, czyli mnie, kompletnie oszalał. Chwalił się każdemu, że kupuję u niego papier i atrament, mówił jakie pióra wybieram, albo w chwili tak jak ja, traktował mnie jak gwiazdę, która nie może sobie sama wytrzeć spódnicy. W końcu odszedł na swoje miejsce za ladą, zapewniając mnie, że w ramach zadośćuczynienia, że to w jego sklepie przydarzyła się taka tragedia, jaką było zniszczenie mojej nowej spódnicy, da mi duży rabat na dzisiejsze zakupy. Cóż, nie omieszkam skorzystać.
Ale teraz stałam obok mężczyzny, którego to tak naprawdę była sprawka. Wyglądał jakby się jednak przejął, przynajmniej wtedy kiedy spoglądałam na niego z tym lekkim zacięciem. Przepraszał raz po raz, ale to przecież nie oznaczało, że plama zniknie. No ale tak jak powiedziałam, zejdzie, więc nic strasznego się nie stało. O tyle, że nie pójdę już do kawiarni ani na zakupy, przecież nie będę paradować z wielką czarno-brązową plamą na samym środku.
- Proszę już nie przepraszać - odparłam z lekkim westchnieniem.
Chciałam coś dodać, że gdyby miał następnym razem wylać na mnie jakiś atrament, to chociaż ładny, ale ugryzłam się w język. Tym bardziej, że zauważyłam jak się zmieszał gdy zaczęłam mówić o atramentach. Może nie powinnam? Nie wiedziałam czy to dobry moment, aby zacząć taką rozmowę, ale wolałam to niż stać w ciszy. Czasami tak miałam, chcąc uniknąć niezręczności zaczynałam rozmowę, która była jeszcze bardziej niezręczna. Tak mi się przynajmniej wydawało. Lekko się zarumieniłam, myślałam, że mężczyzna spojrzy na mnie jak na idiotkę, ale jednak nie. Nawet podchwycił temat. Patrzyłam jak bierze pusty pojemnik, przygląda mu się i lekko uśmiecha pod nosem. Chyba zauważył ten brąz przebijający się w odpowiednim oświetleniu, aż odetchnęłam. Jednak, tym razem, nie wyjdę na idiotkę. Sięgnęłam po jego chusteczkę i zaczęłam dalej wycierać palce. Czystym materiałem jakby lepiej szło i już po chwili skóra była prawie bez śladów atramentu.
- Też preferuję czarny, taki naprawdę czarny. Mało jest takich atramentów niestety, aczkolwiek jeszcze parę jest. I tylko tu mogę je dostać - kiwnęłam lekko głową, następnie rozglądając się lekko czy uda mi się odpowiednią firmę szybko zlokalizować. - Na atramentach? - Wróciłam do niego spojrzeniem. - Absolutnie nie, mam tylko dużo różnych firm wypróbowanych i swoich ulubieńców. Ale to nie znaczy, że się na tym znam. Tak samo nie znam się na piórach, ale wiem co lubię i co mogę polecić. A pan rysuje, że mówi pan o ołówkach i szkicach?
Nawet mnie to zainteresowało. Byliśmy w połowie rozmowy, więc nie sądziłam, że mężczyzna ode mnie odejdzie bez odpowiedzi, więc pozwoliłam sobie na przesunięcie się na bok, tak by nie stać na środku ze swoją, pożal się Merlinie, plamą na spódnicy. Jednocześnie przyglądałam się uważnie półkom z atramentami szukając tego odpowiedniego czarnego, którego tak mocno polubiłam. Chyba sprzedawca zrobił przemeblowanie, ponieważ kiedyś były one na wysokości mojej głowy, teraz wysoko poza moim zasięgiem. Zacisnęłam usta w niezadowoleniu pogrążając się w zamyśleniu dlaczego te kałamarze są teraz tak wysoko, a na linii wzroku tylko te brzydkie kolory? Gdyby chociaż one były tanie, to bym zrozumiała. Ale były jednocześnie brzydkie i drogie. Może słabo się sprzedawały, dlatego sprzedawca chciał je wystawić bardziej na widoku?
Stanęłam na palcach próbując dosięgnąć opakowania z odpowiednim kałamarzem. Było proste, niczym się nie wyróżniało. Brązowy kartonik ze złotymi napisami, nic więcej. Mimo wyciągnięcia ręki najwyżej jak mogłam i tak nie było szans, aby dosięgnąć.
- Oh, gdzie ja byłam, gdy Merlin obdarowywał dzieci wzrostem? - Zapytałam cicho pod nosem, sama siebie, otwierając swoją torebeczkę i szukając w niej schowanej różdżki.
Bez odpowiedniego zaklęcia i różdżki to się nie obejdzie. Nie sięgnę.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Mitch Macnair
Śmierciożercy
Wiek
27
Zawód
Architekt i budowniczy
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
0
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
8
10
Brak karty postaci
24-01-2026, 17:57
Odprowadził sprzedawce wzrokiem do lasy, za którą ten za moment zniknął. Czy kompletować dalej jego zamówienie czy jej, tego nie wiedział. Szybko jednak wyrzucił tego mężczyznę z głowy i wrócił spojrzeniem do niej. Cały czas zachodził w głowę kim takim była. Może znają aktorką z teatru co wyjaśniałoby dlaczego jej nie zna, bo nie chodzi do teatru. A może jakąś szychą w Ministerstwie? To miejsce też omijał raczej szerokim łukiem. Opcji było wiele i każda tak naprawdę była bardzo prawdopodobna. Mitch zaczął się zastanawiać czy nie powinien częściej wychodzić z domu żeby mieć jakąś wiedzę na temat tego co dzieje się na świecie. Często zamknięty w swojej pracowni albo spędzając czas na budowach nie miał za dużo sposobności aby wychodzić do ludzi. Sporadyczne wyjścia na sympozja i konferencje się nie liczyły, bo tam obracał się w towarzystwie ludzi podobnym sobie. Wolnego też nie brał za często, ale na tym miał zamiar popracować. Może to będzie dobry moment na właśnie wyjście do ludzi, oczywiście nie był w stanie poznać wszystkich ale przynajmniej będzie wiedział co się dzieje.
Słysząc jej prośbę aby już zaprzestał swoich przeprosin, mimowolnie uśmiechnął się lekko. Miała racje, nic po jego przeprosinach, mleko się już rozlało, chociaż w tym przypadku był to atrament. Stało się i nie ważne jak bardzo było mu głupio, nie cofnie już czasu.
- Dobrze, już nie będę. - skinął głową, również lekko sie przesuwając aby nie stać na samym środku.
Zrobił to jednak ostrożnie nie chcąc już nic innego potrącić i doprowadzić do kolejnego nieszczęścia. Rozejrzał się jeszcze po sklepie, jednak po chwili znów skupił swoją uwagę na kobiecie. Przeważnie nie miał problemu z nawiązywaniem znajomości, nawiązywaniem nowych kontaktów czy rozpoczynaniem rozmowy. Słyszał, że ma osobowość, której nie da się nie lubić. Nie rozumiał więc czemu to wszystko było dla niego aż tak niezręczne. Pewnie przez to wszystko co do tej pory się stało, ale przecież nie powinno to mieć na niego aż tak dużego wpływu. Ulżyło mu więc kiedy kobieta pociągnęła temat atramentów. Była to może niecodzienna rozmowa, ale zawsze to coś.
- Zgadzam się z panią. Ciężko znaleźć atramenty dobrej jakości, zwłaszcza w momencie kiedy ma się ten jeden, konkretny ulubiony. - pokiwał lekko głową widząc jak wyciera do końca poplamione palce - Pióra to też ważna rzecz, każde pisze inaczej, zostawia inną kreskę i w zależności od potrzeby powinno mieć odpowiednią końcówkę. Ważne żeby zwracać uwagę z jakich materiałów została wykonana, osobiście najbardziej lubię te wykonane ze srebra chociaż są najdroższe i ciężko je dostać, jednak sprawdzają się najlepiej. - uśmiechnął się lekko - Tak, myślę, że można poniekąd powiedzieć, że rysuje. Jestem architektem, moje szkice składają się więc w większości z obrazów budynków i innych konstrukcji, ale przykładam dużą uwagę do materiałów, z których korzystam w procesie tworzenia. Ale też czasami rysuje, w zasadzie od dziecinnych szkiców i rysunków zaczęła się moja przygoda. - odparł, a po chwili uświadomił sobie coś - Proszę mi wybaczyć, Mitch Macnair, wbrew wszystkiemu co się przed chwilą wydarzyło, miło mi panią poznać. - dodał wyciągając dłoń w jej kierunku.
Zauważył jak wodzi spojrzeniem po półkach, zdecydowanie szukała czegoś konkretnego. Sam więc powiódł za jej spojrzeniem, jednak udało mu się zlokalizować to czego poszukiwała dopiero w momencie kiedy chciała po to sięgnąć. W jej przypadku wydawało się to nie lada wyzwaniem jako, że nie należała do najwyższych osób jakie znał. Nie miał zamiaru zostawić jej w potrzebie. Stanął za nią, po czym sięgnął jej nad głową do odpowiedniej półki, po czym chwycił pudełeczko, które tak dzielnie próbowała sięgnąć. Dla niego, przy jego wzroście, nie było to żadne wyzwanie.
- Proszę. Różdżka nie będzie potrzebna. - powiedział spokojnie domyślając się, że to właśnie w jej poszukiwaniu szperała w torebce.
Wyciągnął dłoń z pudełkiem w jej stronę, dopiero w tym momencie zdając sobie sprawę z tego, że stał naprawdę blisko niej, na tyle blisko, że aby na nią spojrzeć musiał spojrzeć w dół i wtedy dostrzegł jak bardzo błękitne są jej oczy.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#7
Clara Ashford
Czarodzieje
We are gonna fly in the blue sky. We are gonna fly...
Wiek
25
Zawód
Pisarka
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
8
7
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
8
Siła
Wyt.
Szybkość
6
8
9
Brak karty postaci
01-02-2026, 20:43
Sama nie wiedziałam jak czułam się z tym, że ludzie mnie rozpoznawali. Wciąż miałam wrażenie, że jest to dla mnie nowość. Potrafili traktować mnie z dziwnym uwielbieniem, jak kogoś ważnego i cenionego, a ja nie byłam nauczona jak w takiej sytuacji się zachowywać. Trochę już to trwało, zdążyłam wyrobić sobie jakieś mechanizmy. Pamiętam jednak, że na samym początku było to dla mnie dziwne, niekomfortowe, niezwykle wstydliwe. Powoli uczyłam się jak wchodzić w rolę C. Morley, z dnia na dzień, z miesiąc na miesiąc było to dla mnie coraz łatwiejsze. Cieszyłam się, że mężczyzna, który spowodował to całe zamieszanie nie drążył tematu zachowania sklepikarza. Natomiast widziałam to jak przygląda się mi i przygląda się jemu, a w jego głowie odbywały się teraz wielce zaawansowane procesy myślowe. Czy i on mnie zna? Czy powinien znać? Zauważyłam jednak ten moment, kiedy proces myślowy został ukończony, mężczyzna także przytaknął na moją prośbę i mogliśmy ze swoja rozmową, mimo pewnej niekomfortowości posiadania brzydkiej plamy na ubraniu, przejść dalej. Wiedziałam, patrząc na niego, że czuje się niezręcznie. Mnie to nie dziwiło, ludzie w mojej obecności często dopadała ta niezręczność, trudno było mi tego uniknąć. Dlatego nie przejmowałam się zbytnio, skupiając na rozmowie o atramentach, piórach, ołówkach i szkicach.
- Yyy, tak, mi też miło pana poznać, panie Macnair - odparłam nieco zdziwiona zmianą frontu. - Clara… Clara Ashford - uścisnęłam jego dłoń. - Jest pan architektem więc? - Wróciłam do tematu, pomijając przy okazji cały wywód na temat atramentów i jakości końcówek piór. - Czy jest pan architektem czegoś znanego?
Przechyliłam głowę. Zastanawiałam się, czy może mijałam jakiś budynek, który wyszedł spod jego szkicu. Nie znałam się zbytnio na tym temacie, budynek jak budynek, każdy dla mnie był podobny. Dom to dom, chociaż spodziewałam się, że nie jest to tak proste jak na pierwszy rzut oka by się mogło wydawać.
Szybko jednak gdzieś ten temat został przeze mnie na chwilę, tylko na chwilę, zapomniany. W końcu przyszłam tu przede wszystkim po zakupy i chciałam ten prosty kałamarz z przepięknie czarnym atramentem. Nie mogłam sięgnąć, ponieważ został przeniesiony na wyższe piętra półki. I kiedy tak szukałam w swojej torebce różdżki, zamarłam w pół ruchu, gdy poczułam nad sobą górującego mężczyznę. Stanął za mną, sięgnął nad moją głową w kierunku półki i bez najmniejszego problemu ściągnął to co mnie interesowało. Odwróciłam się, gdy podawał mi pudełeczko jednak… był tak blisko. Tak bardzo niekomfortowo blisko. Zdecydowanie za blisko. Cofnęłam się o pół kroku, przywierając plecami do mebla. Musiałam unieść głowę, aby móc na niego spojrzeć. Moje policzki zaróżowiły się z dziwnego powodu, brwi zmarszczyły, a ja przyglądałam mu się z uwagą swoimi błękitnymi oczami. Trzymałam opakowanie w którym znajdował się kałamarz w lewej ręce, prawej dłoni palcami delikatnie poruszając w lekko nerwowym geście. Zdecydowanie nie była to sytuacja, która byłaby dla mnie czymś… naturalnym.
- Ja… e… dziękuję? - Odparłam, mrugając kilkakrotnie.
A żeby tego było mało, do moich uszu dotarł głos młodej kobiety. “Pani Morley, pani Morley!” Odwróciłam głowę w kierunku, z którego dochodził ten dźwięk. Młoda dziewczyna, chyba młodsza ode mnie, zbliżyła się do nas i nie zwracając uwagi na obecność mężczyzny stanęła przy mnie rozemocjonowana trzymając pióro i książkę w dłoni.
- Czy ja mogę poprosić o pani autograf? Uwielbiam pani książkę, a główna bohaterka, no cudowna, nie mogę się doczekać kolejnej części - trajkotała, na co pokiwałam jej delikatnie głową.
Oczywiście podpisałam jej tę książkę, moją zresztą, a ta podziękowała i odeszła z widocznym zadowoleniem. Odprowadziłam ją wzrokiem, rozglądając się czy szykują się jeszcze jacyś fani. Na szczęście nie. Wróciłam spojrzeniem do mężczyzny, który mi towarzyszył i wpatrywałam się w niego przez chwilę w milczeniu z kamienną twarzą. Po chwili uniosłam lekko kąciki ust ku górze.
- Mam nadzieję, że nie zwróciła uwagę na plamę - wzruszyłam lekko ramionami.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#8
Mitch Macnair
Śmierciożercy
Wiek
27
Zawód
Architekt i budowniczy
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
0
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
8
10
Brak karty postaci
04-02-2026, 18:41
Jemu może nie śniła się wielka sława, nie tak, że ludzie rozpoznawaliby go na ulicy, ale marzyła mu się wielkość i uznanie. Chciał nosić miano najlepszego architekta w Anglii, człowieka, którego budynki byłyby rozpoznawane, człowieka, o którym myślało się jako pierwszym kiedy chciało się coś zbudować. Czy miałby z tym problem? Z pewnością nie, a w każdym razie wychodził z takiego założenia, w końcu to było to do czego dążył. To właśnie taki cel mu przyświecał kiedy uczył się przez te wszystkie lata, kiedy poświęcał swój czas na naukę, przebywał poza domem tak wiele lat aby zdobyć doświadczenie. Wszystko to w tym momencie wychodziło mu na dobre. Jego nazwisko było coraz częściej rozpoznawane, ludzie przekazywali sobie o nim informacje, miał coraz więcej klientów. Powoli przestawał być tylko kuzynem namiestnika, a wyrabiał sobie własną markę. Był o krok od założenia własnej firmy budowlanej. Nie narzekał na brak pracy czy na jej natłok, bo lubił to co robił i sprawiało mu to przyjemność. Musiał się tylko nauczyć, że był tylko człowiekiem i jak każdy inny miał swoje limity. To akurat przychodziło mu z trudem, bo cały czas chciał więcej.
Kiedy mu się przedstawiła, jedynie utwierdził się w przekonaniu, że nigdy nie słyszał jej nazwiska. Tym bardziej zaczął zachodzić w głowę kim była, jednak tym razem nie dał tego po sobie poznać. Bardziej skupił się na tym, że uścisk jej dłoni był delikatny, a jej skóra przyjemnie ciepła. Po chwili pokręcił głową z lekkim rozbawieniem.
- Jeszcze nie, ale kiedy w końcu zbuduje coś wielkiego i ważnego, z cała pewnością pani o mnie usłyszy więcej panno Ashford. - odparł spokojnie obdarzając ją łagodnym uśmiechem - Jak na razie skupiam się zebraniu grona klientów oraz przygotowuje się do założenia własnej firmy budowlano-architektonicznej. - dodał spokojnie.
Poczynił już całkiem spore kroki w tym kierunku. Jego portfolio było w zasadzie gotowe, wystarczyło jeszcze zebrać odpowiednią dokumentację, która miała potwierdzić jego autentyczność i to, że działał zgodnie z prawem, a potem już tylko wizyta w Ministerstwie, a to było dla niego największe wyzwanie. Chociaż biurokracja związana z jego pracą nie była dla niego wyzwaniem, to kiedy miał mieć do czynienia z urzędnikami i tym całym chaosem jaki panował w Ministerstwie to włoski same mu się jeżyły na karku.
Kiedy stali tak blisko siebie, Macnair nie mógł przez dłuższy moment oderwać wzroku od jej oczu. Dawno chyba nie widział tak błękitnych oczu. Tym razem jednak nie czuł się nie komfortowo kiedy tak stali, chociaż zdecydowanie zbyt blisko gdyby ktoś i tak teraz zauważył. Nie miał najmniejszych problemów w kontaktach z kobietami. W swoim życiu spotykał się już z wieloma, jednak jeszcze żadna nie miała szans aby go przy sobie zatrzymać. Nie myślał chyba też za bardzo w tym momencie o tym aby się ustatkować. Oczywiście, w przyszłości chciał założyć rodzinę, mieć żonę i dzieci, jednak w tym momencie skupiał się przede wszystkim na rozwinięciu kariery, bo przecież będzie musiał jakoś utrzymać rodzinę.
Jej podziękowania sprowadziły go na ziemię. Zamrugał kilkukrotnie, w końcu odrywając spojrzenie od jej oczy i zrobił krok w tył widząc rumieniec na jej twarzy. No tak, w końcu się w ogóle nie znali, a ich pierwsze spotkanie było co najmniej niecodzienne i może nawet niewygodne. Gdzieś jednak w jego głowie zrodziła się myśl, że nie chciałby aby to było ich ostatnie spotkanie. Już miał coś powiedzieć, zaproponować, kiedy do jego uszu dotarł inny damski głos. Uniósł zaskoczony brew ku górze kiedy młoda kobieta wcisnęła się między niego, a Clarę i zaczęła trajkotać jak nakręcona. Moment, przecież przedstawiła mu się jako Ashford, a nie Morley, co tu się właśnie działo? Wodził wzrokiem między kobietami, a kiedy Clara podpisywała książkę, zaczął szukać w pamięci gdzie słyszał nazwisko Morley, bo dotarło do niego, że brzmi dziwnie znajomo. Potrzebował chwili, a na szczęście ją miał, ale to wystarczyło. No tak, widział to nazwisko w księgarni tego dnia, na okładce jednej z książek. To była powieść, więc nie poświęcił jej zbyt dużo uwagi, jedynie przeczytawszy na tyle o czym była. Chyba musi się po nią wrócić.
Dopiero po chwili zorientował się, że młoda fanka oddaliła się i znów zostali tylko we dwoje. Wyczuł jej spojrzenie na sobie, po czym uśmiechnął się łagodnie na jej słowa.
- Nie sądzę, była zbyt zaaferowana możliwością poznania pani. - powiedział spokojnie, jednak nie rozwijał tematu tego, że właśnie połączył kropki tego wszystkiego co tu się wydarzyło - Może w ramach zadośćuczynienia pomogę pani z zakupami? Chyba właściciel właśnie skompletował zarówno moje jak i pani. - uniósł brew ku górze, nadal delikatnie się uśmiechając.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#9
Clara Ashford
Czarodzieje
We are gonna fly in the blue sky. We are gonna fly...
Wiek
25
Zawód
Pisarka
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
8
7
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
8
Siła
Wyt.
Szybkość
6
8
9
Brak karty postaci
09-02-2026, 18:40
Ja również nie pragnęłam wielkiej sławy. Po prostu chciałam pisać, realizowałam to, a sława przyszła sama. Wraz ze sławą pojawiła się rozpoznawalność, kiedy mój wydawca zaczął organizować spotkania autorskie. Autografy, listy od fanów, krótkie rozmowy podczas moich wyjść do miasta. Czy to do Londynu czy gdziekolwiek indziej. Powoli zaczynałam się przyzwyczajać, nie miałam innego wyboru. Jednak za każdym razem kiedy przytrafiła się taka sytuacja, to trochę się stresowałam. Nie wiedziałam jak mam się zachować. Jak zareagować. Co odpowiedzieć, aby nie wyjść na dziwaczkę. Teraz, rozmawiając z panem Macnair również bardzo się starałam, aby nie wyjść na dziwaczkę. Nie wiem na ile mi to wychodziło, mężczyzna nie wyglądał na zadziwionego moim zachowaniem. Może nie było tak źle?
Uchyliłam lekko usta słuchając uważnie o jego pracy. Przechyliłam lekko głowę, nie miałam zielonego pojęcia ani o architekturze, ani tym bardziej o budownictwie. Nie wiedziałam też na ile założenie firmy jest tak naprawdę skomplikowane i trudne, czy Ministerstwo mocno kładło kłody pod nogi? A może wcale nie było to takie skomplikowane? Wzruszyłam lekko ramionami, sama do siebie.
- Czy to trudne? - Zapytałam. - Założenie własnej firmy?
Potem wszystko działo się bardzo szybko. Moja potrzeba wzięcia ze zbyt wysoko położonej półki kałamarza. Mężczyzna chciał mi pomóc, jednak stanął przy mnie zdecydowanie zbyt blisko. I tak mocno mi się przyglądał, tak intensywnie, że nie wiedziałam co mam zrobić. Jak się zachować. Rumieniec pojawił się nagle, a słowa podziękowania były jedyną rzeczą, które przeszły mi przez gardło. I dobrze, mężczyzna się opanował i przestał się tak we mnie wpatrywać. Może bym nawet skomentowała coś więcej, gdyby nie ta fanka, która się pojawiła. Gdy już sobie poszła rzuciłam coś o plamie, natomiast bardziej sprawdzałam, czy mężczyzna zauważył różnicę. W jaki sposób się przedstawiłam, a w jaki sposób czytelniczka zwróciła się do mnie. Nie powiedział nic, chociaż może trochę zbyt długa pauza pomiędzy moim zdaniem, a jego reakcją wskazywało na jego zamyślenie. Lekko przechyliłam głowę, przyjmując na twarzy uprzejmy uśmiech. Gdy w końcu zareagował odetchnęłam z ulgą, naprawdę nie chciałam się teraz tłumaczyć. Nigdy nie wiedziałam jak mam się przedstawić, tym bardziej osobie, która mnie znikąd nie znała. No ale cóż, może nie zauważył, a mi się tylko wydawało? Uniosłam lekko brwi spoglądając na niego.
- Jak najbardziej pan może mi pomóc - odparłam.
Bez większego komentarza ruszyłam w stronę sklepowej lady. Sprzedawca, widząc, że się zbliżamy już się cały ożywiał. Już uśmiech pojawiał się na jego twarzy i już widziałam, jak błądził oczami po okolicy szukając czegoś co mógłby próbować wcisnąć mi w rabacie, niezwykle mocno polecić czy spłynąć na mnie potokiem komplementów. Ale groźnie zmroziłam go wzrokiem. Zmarszczyłam brwi, swoimi błękitnymi oczami skupiłam na nim swoje spojrzenie delikatnie, ledwie zauważalnie, kręcąc głową. Sprzedawca chyba zrozumiał, spochmurniał i widziałam jak się stara zachować neutralny wyraz twarzy. Mam nadzieję, że go nie uraziłam. Mam nadzieję, że się na mnie nie obrazi. Był jednak bardzo miłym dżentelmenem. Z pewnością wrócę tu za parę dni, zagadnę go uprzejmie, może zdradzę co nieco o nieistniejącej książce, którą piszę i to z pewnością poprawi mu humor. I znów będę mogła kupować u niego akcesoria piśmiennicze w rabacie i będę dostawać najnowsze polecenia.
- Mam nadzieję, że się pan nie spieszy za bardzo, panie Macnair? - Przeniosłam na niego swoje spojrzenie. - Moje zamówienie jest dość pokaźne, a najbliższy kominek chyba dopiero w Dziurawym Kotle? Albo może w Banku Gringotta? Oh, w sumie sama nie wiem gdzie będzie bliżej. Równie dobrze mogłabym się przejść pieszo, ale z tak ciężkim pakunkiem nie będę szła zatłoczonymi ulicami Londynu. A pana nie będę kłopotać, proszę się nie martwić.
Machnęłam lekko ręką i sięgnęłam w stronę swojej torebki, szukając w niej sakiewki z monetami, aby zapłacić za swoje zakupy.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#10
Mitch Macnair
Śmierciożercy
Wiek
27
Zawód
Architekt i budowniczy
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
0
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
8
10
Brak karty postaci
10-02-2026, 17:36
Kiedy tak się jej przyglądał i z nią rozmawiał w żadnym razie nie uważał jej za dziwaczkę. Prawda była taka, że każdy człowiek miał jakieś swoje mniejszy czy większe odchyły, ale w jego mniemaniu nie było to niczym wstydliwym. Może zauważył, że jest trochę nieśmiała, mówi od rzeczy, ale w jego głowie jawiło to się po prostu jako poniekąd urocza cecha. Rozmowa, chociaż początkowo bardzo niezręczna, nabrała jakoś tempa i wydawało mu się, że teraz idzie im już całkiem nieźle. A w każdym razie na pewno zrobiła się zdecydowanie bardziej swobodna. Słysząc jej pytanie odnośnie firmy, uśmiechnął się łagodnie.
- Zależy jak się na to spojrzy no i zależy również od profilu działalności takowej firmy. – odparł spokojnie kiwając lekko przy tym głową – Najbardziej czasochłonne jest tak naprawdę kolekcjonowanie wszystkich potrzebnych papierów, a potem załatwianie wszystkiego w Ministerstwie. A jak ktoś nie przepada za staniem w kolejkach i użeraniem się z urzędnikami, to jest to nie lada wyzwanie. – powiedział z rozbawieniem wymalowanym na twarzy – No ale jeśli się chce coś osiągnąć no to trzeba odwalić proporcjonalnie dużo pracy. – dodał mrugając do niej z uśmiechem wymalowanym na twarzy.
Wiedział, że stanie w kolejkach go nie ominie, bo nawet jeśli umówi się na spotkanie na konkretnej godzinie, to swoje będzie musiał odstać, bo tam nigdy nie było wszystko na czas. Miał wręcz wrażenie, że urzędnicy są zawsze w niedoczasie. Jego największą zmorą jednak była cała ta papierologia, na szczęście okazało się, że jeden z jego szkolnych znajomych pracował w Ministerstwie i zaoferował mu się pomóc w uporaniu się z tym wszystkim. Był więc dobrej myśli.
Dość szybko przestał się jednak nad tym wszystkim rozwodzić. Najpierw sytuacja z właścicielem sklepu, potem z młodą dziewczyną, która pojawiła się jakby znikąd. Dało mu to wszystko do myślenia, bo jednak jakby nie patrzeć sytuacja była co najmniej niecodzienna. Co prawda jako tako połączył dwa do dwóch, jednocześnie postanawiając sobie, że cofnie się dzisiaj jeszcze do księgarni i zakupi książkę, na której okładce widział nazwisko Morley. Jeśli było tak jak się domyślał, to kobieta przed nim była bardzo znaną pisarką, a jeśli faktycznie tak było to z chęcią przekona się co takiego wyszło spod jej pióra.
Zgodę na oferowaną pomoc przyjął z lekkim uśmiechem, po czym już ruszył za kobietą do lady. Widząc uśmiech na twarzy właściciela, mimowolnie pokręcił głową z rozbawieniem. Nie przypominał sobie aby ktokolwiek tak się cieszył na jego widok w jakimkolwiek sklepie, chyba, że w barze, gdzie czasami potrafił wydać dość sporo pieniędzy. O ile wcześniej cała ta sytuacja była dla niego niemałym zaskoczeniem, o tyle teraz trochę go bawiła. Nie skomentował tego jednak, a jedynie zajrzał do sporego kartonu, w którym było przygotowane jego zamówienie.
- Proszę się nie martwić, nigdzie mi się nie śpieszy. - pokręcił głową.
Co prawda jeszcze jakieś pół godziny temu powiedziałby coś kompletnie innego. Terminy goniły nieubłaganie, ale w tym momencie doszedł do wniosku, że przyda mu się chwila na złapanie oddechu. A jeśli mógł ten czas spędzić w ciekawym towarzystwie, to kim on był aby odmawiać?
- Myślę, że w tym momencie bliżej będzie jednak do Banku Gringotta, ale biorąc pod uwagę jakie gobliny potrafią być wredne, wybrałbym jednak Dziurawy Kocioł. - zawyrokował, po czym odebrał od mężczyzny rachunek i wyciągnął z wewnętrznej kieszeni kurtki sakiewkę i położył na ladzie odliczoną liczbę monet.
Poczekał na spokojnie aż i ona zapłaci, a właściciel odpowiednio zabezpieczy ich paczki, po czym położył jedną na drugiej i wziął je w ręce.
- W takim razie niech pani prowadzi. - uśmiechnął się do niej łagodnie, robiąc jej miejsce by mogła go minąć i ruszyć do wyjścia.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): 1 2 Dalej


Skocz do:

Aktualny czas: 14-02-2026, 23:39 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.