• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Irlandia > Dublin > La Perle Noire > Garderoby tancerek
Garderoby tancerek
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
23-01-2026, 19:41

Garderoby tancerek
Zaplecze sceny pachnie pudrem, lakierem do włosów i perfumami o słodkiej, morskiej nucie. Garderoby są jasne od rzędów magicznych świateł osadzonych wokół luster, których ramy ozdobiono muszlami i drobnymi perłami. Odbicia nie pokazują zmęczenia — tylko wersję sceniczną, gładką i dopracowaną. Na blatach stoją flakony, grzebienie, spinki w kształcie rozgwiazd.
Na wieszakach wiszą kostiumy z jedwabiu i piór, w kolorach piany, głębokiej toni i srebrzystych łusek. Tancerki mówią nierzadko pełne podekscytowania, poprawiają ozdoby we włosach, rozgrzewają dłonie przed kolejnym wejściem. W kącie stoi szkatułka z zaczarowanymi perłami, które delikatnie jarzą się, gdy ktoś zaczyna śpiewać.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (2): « Wstecz 1 2
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
Maelle Seymour
Czarodzieje
watch me when i break and say it's paradise.
Wiek
21
Zawód
była kurtyzana, tancerka burleski
Genetyka
Czystość krwi
potomkini wili
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
5
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
18
Brak karty postaci
08-03-2026, 18:58
Zadowala ją słodka obietnica Axela, a zadowolenie to połyskuje w kocich oczach, wyraźne i nieukryte. Pociąga ją talent taneczny kochanka, jego głębokie zrozumienie muzyki i zdolność do odtworzenia uczuć czystością ruchu, podoba jej się, jak sam staje się obrazem kreślonym pędzlami swoich kończyn, a nawet wyobraża sobie czasem, że wirują razem w ramionach muzyki klasycznej, pochłonięci pas de deux. On - baletmistrz wyklęty poza znajome deski sceny, ona - baletnica, którą nigdy nie zostanie. Może dzieje się tak w innym życiu. Może w nim Axel Delacour i Maelle Seymour są lepszymi wersjami siebie. Jest w tym jakieś pocieszenie, choć ćwierćwila upiera się, że nie potrzebuje pocieszenia za to, jak toczy się jej historia. Jedyną prawdziwą skazą jest utrata dziecka. Resztę topi w toksynie namiętności, w której czasem towarzyszy jej Axel, połamany przez swoją historię i sklejony na nowo, jak porcelanowa filiżanka, której doskonały kształt został utracony gdzieś podczas pracy rekonstrukcyjnej. Niby wygląda tak samo, a jednak inaczej. Wzór nie jest identyczny, uszko przesunęło się o kilka milimetrów, uszczerbku w krawędzi nie da się uzupełnić, bo pasujący odłamek gdzieś przepadł. Woli go takim. Woli go niedoskonałego, dekadenckiego, smakującego jak dobre wino.
- Och, sądzisz, że ty widzisz mnie prawdziwą? - ciągnie dalej, zauroczona niewinnością tego przekonania. Bo to niemożliwe: Maelle nie dopuszcza do siebie myśli, że ktokolwiek może zbliżyć się do twarzy pozbawionej masek, szczerze mówiąc sama nie jest pewna, jak ta twarz wygląda. Dotyk Wili zadbał o pogrzebanie młodej dziewczyny za ścianami luster, przy których tworzyła nowe ja, ucząc się bycia płótnem dla męskich pragnień. Równie dobrze owa twarz może już nie istnieć. A jej nie wydaje się to przeszkadzać, przywykła do bawienia się jawą, do kaprysów, do manipulacji i umiejętnie skrywanego egoizmu. Przywykła do pozbawionej konwenansu erotyki, do głośnej muzyki i handlowania cudzymi sekretami. Jedyne, do czego nie przywykła, to brak słodkiego ciężaru maleństwa w swoich ramionach. - Niemal żałuję, że nie jestem tak dobra, jak wierzysz, mój słodki - śmieje się miękko, w podzięce za dobre słowo muskając jego policzek uszminkowanymi wargami. Ekscytuje ją myśl, że zostawia na nim ślad. A on zostawia swój, bo karmin na ustach Maelle także wychodzi poza przeznaczone mu ramy, będzie musiała go poprawić.
Rozwibrowany przy jej uchu głos przeszywa jej ciało żarem, wzbudza do życia igiełki dreszczy na karku. Rozmowy o marzeniach kojarzą się z niewinną adolescencją, kiedy - zapewne oboje - wierzyli w potęgę miłości, romantyzując przyszłość u boku drugiej osoby i walkę o spełnienie tych wizji. Ich relacja jest oparta na zaufaniu zrodzonym z fundamentu fizycznej bliskości. Powierzają sobie swoje tajemnice, odsłaniają się, ale ćwierćwila nie nazwałaby tego miłością. Prawdopodobnie nigdy nie użyje tego słowa w kontekście jakiegokolwiek mężczyzny, poza swoim dzieckiem.
- W takim razie marzę, żebyś nie znikał - deklaruje aksamitnie, by potem odrzucić wraz z nim powłokę rozczulających słów i zamiast tego wbić kły w to, co znajome i bezpieczne: w pożądanie. Przemawiają w nim jednym głosem, jej dłonie przestają pamiętać, czym jest delikatność, drażniąc materiał jego ubrań, zaglądając paznokciami pod kołnierzyk koszuli, rozpiętej już o dwa dodatkowe guziki; pocałunek jest tym przyjemniejszy, im mniej mają w płucach oddechu, walcząc z desperacją oderwania się od siebie i nabrania go w płuca, bo szkoda tracić cenne sekundy na to, by być od siebie daleko. Ciemny zaułek garderób wita ich grzesznym poczuciem jako takiej prywatności, gdzie dłonie Axela odnajdują rozpięcie kostiumu i zsuwają go z Maelle, odsłoniwszy bladą jedwabistą skórę i krągłości ozdobione frymuśną bielizną; jej ciało reaguje na jego pieszczoty, oddech spłyca się wyraźnie, a usta rozkładają w drapieżnym uśmiechu, odpowiadającym na niewymówioną głośno wzajemność żądzy. Czuje w podbrzuszu elektryzujące napięcie. Kiedy materiał jej stroju opada na podłogę, ćwierćwila wzbija się na palce i figlarnie przygryza płatek jego ucha, zaciskając dłonie na koszuli kochanka.
- Uważaj. Zamierzam się upewnić, że dotrzymasz obietnicy - sączy do jego ucha zaczepną melodię, odchyla głowę i na moment pozwala mu się podziwiać. Wie, w jaki sposób rozłożyć ciężar ciała, by Devereaux widział ją pod najlepszym możliwym kątem, napędzającym jego intencję; wie, jak skusić go ruchem bioder, jak głęboko odetchnąć, by skryty za koronką biust wydał się najsłodszy. I wykorzystuje wszystkie te triki, wodząc go na pokuszenie, nim znów zaplata ramiona wokół jego karku i ściąga go ku sobie, nie po pocałunek, a po to, by po raz kolejny owiać ciepłem oddechu jego ucho. - Interesy, na których zależy Burke'owi. Cartwright zamierza inwestować rękoma McFusty'ego, żeby nikt nie powiązał go z transakcją. McFusty się zgadza, ale po oczach widać, że nie jest tego pewien. Boi się wpaść - to nie padło w rozmowie, to informacja, którą doświadczona dziwka - a teraz tancerka w prywatnych lożach, gdzie wygodnie omawiać poważne męskie sprawy - wyciągnie z subtelności mowy ciała, z tonu głosu. Po tę informację przyszedł do niej Axel, sekret, który może się przyda, a może nie. - A teraz uciekaj, mój drogi, muszę poprawić makijaż i fryzurę - śmieje się pod nosem i całuje go na pożegnanie, krótkotrwałe: oddzieli ich przestrzeń między sceną a widownią. Potem Maelle schyla się po kostium do burleski, lecz nie ubiera go, żeby zachować jakiekolwiek pozory skromności: w bieliźnie czmycha do swojej garderoby, na odchodne rzucając mu jeszcze jedno spojrzenie przez ramię. Ramię, po którego stronie za jej uchem znajduje się róża.

zt x2? <3
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#12
Baya Wenworth
Śmierciożercy
I guess, the only thing cheap to you is your friends
Wiek
25
Zawód
Asystentka, charakteryzatorka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
zamężna
Uroki
Czarna Magia
10
5
OPCM
Transmutacja
0
11
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
7
13
Brak karty postaci
19-03-2026, 23:26
20 maja 1962

Reżyser wydarzenia klaszcze w dłonie głośno, ponaglająco, z ekscytacją, ale jedyne co robić chce Wenworth, to patrzyć na niego spod ciemnych brwi i fukać, by nie hałasował jej nad głową, bo ręka zatrzęsie się, a panna Salome zostanie na brzuchu z wzorem wcale nie przypominającym romantycznych, morskich fal, a jedynie nieudolnie rozpisany schemat sieci londyńskiego metra.
Do występu pozostała jeszcze ponad godzina, a teraz, kiedy wszystkie sztuczne łuski połyskują już przyklejone do bioder tancerki ze Sierra Leone – może wcisnąć jej w dłonie jej zgubione chwilę temu gacie i odesłać ją w kierunku kanapy, na której zarzucone pozostają elementy jej dzisiejszego stroju. Te założy chyba sama albo z pomocą podekscytowanego reżysera, którego z garderoby nie wypadało wyprosić – jego pensja to pewnie jej dwie pensje, a jego doświadczenie to czterokrotne doświadczenie Wenworth. Pewnie też jest lubiany przez właścicieli, pewnie też przez część obsługi. Gapił się na tancerki, obłapiał je w pasie, śmiał się do nich – Wenworth nie umiała jednocześnie określić kto manipulował kim – one nim, pozwalając mu na wszystko byle zapaść mu w pamięci na dłużej, a może on nimi – sugerując nawet połowem słowa, że niezgoda może oznaczać mniej atrakcyjne angaże.
Baya Wenworth nie wierzy w wielką wartość artystyczną wystawianych na scenie “spektakli”, ale wiele dziewcząt wychodzących na podest La Perle Noire czuje się na niej aktorkami klasy wcale nie niskiej. Wyprowadzanie ich z błędu to podkopywanie morali i oczywiste postawienie krzyżyka na relacji z nimi – dlatego nigdy nie narzeka na to wprost, ba – z czasem, z każdym kolejnym miesiącem i z każdym kolejnym “spektaklem”, po prostu wykonuję swoją pracę lepiej. Początkowo trafiła tu chyba tylko po to, by dorwać się do mięsa – informacji, którymi dysponować mogły kobiety żerujące na najpierwotniejszych instynktach odwiedzających ich gości. Obecnie nie przyzna się jeszcze, że jej umiejętności mogły przewyższać już potrzeby lokalu – ale nawet jeśli faktycznie tak było, nie wymieniłaby tego miejsca na nic innego. Niewiele było na tym świecie “teatrów” w którym poznać mogła kolor bokserek irlandzkiego polityka, naklejać kryształki wokół sutków kobiet o perlistym śmiechu albo zakpić sobie z monarchii w sposób, w jaki kpić mogła tylko malując twarz Queen Coup D’Tits, postaci z jednego z ostatnich przedstawień.
Gasi papierosa w popielnicy, kiedy zaprasza do siebie ostatnią “aktorkę”. Zawsze zostawia ją na koniec – zawsze zostawia jej też najwięcej czasu. Zawsze, od kiedy Luca zaczął przychodzić w te miejsce dla niej, zawsze od kiedy dowiadywała się od niej więcej, niż od niego. Nie lubiła, gdy sytuacja wymykała się spod kontroli – a połączenie jej impulsywnego pasierba i potomkini wili… To scenariusz idealny do jej utraty.
– Tańczysz dziś z tyłu? – prowokuje ją, wiedząc doskonale, że reżyser też nie pozostawał odpornym na jej niezaprzeczalny urok. Zatańczy z przodu, zatańczy pierwsza; widownia uwielbiała blade blondynki.
Dziś chciała, by wyglądała jak mgła unosząca się nad łąkami – wszechogarniająca, a jednocześnie nieuchwytna. By w trakcie występu osiadała stopniowo na głowach (i w głowach) widzów. Jej ruchy miały być hipnotyczne, a jej aura tajemnicza, jednocześnie nie tracąc ulotnej magnetyczności.
– Rozbierzesz się i usiądziesz na przeciwko? Możesz od pasa w górę. Zaczniemy od twarzy i torsu – zaproponowała, podciągając rękawy. Brak różdżki uwierał ją niezmiernie – od kiedy jeden dzień temu musiała spotkać się z reprezentacją Ministerstwa – smutnymi panami w garniturkach – którzy zarzucili jej celowe zwlekanie z rejestracją różdżki. Ale o tym… O tym za chwilę.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#13
Maelle Seymour
Czarodzieje
watch me when i break and say it's paradise.
Wiek
21
Zawód
była kurtyzana, tancerka burleski
Genetyka
Czystość krwi
potomkini wili
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
5
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
18
Brak karty postaci
20-03-2026, 21:47
Jedną z takich dziewcząt jest Maelle Seymour.
Scena La Perle Noire to jedyny teatr, na jaki ją stać, bo dla kurew i tancerek erotycznych nie ma miejsca w Arcadii, czyli tam, gdzie widziała siebie jako dziecko, zarażona fantazmatami ojca goniącego własną sławę. Czy raczej zgliszcza, które z niej pozostały. Pisarsko bezpłodny Thomas Seymour zagłuszał bezwenie hazardem, aż od jednej decyzji do drugiej przypieczętował los dziecka, zmuszonego obejść się smakiem aktorskiej kariery. Teraz jej twarz kusi z plakatów i ulotek promujących nowe show burleski, nie premierę pod wodzą znamienitego reżysera. Jej sztuka jest jej ciałem, jej muzyką, jej ruchem. Jej obserwacją, jej dedukcją, jaki taniec w prywatnej loży uderzy w upodobania klienta, a przy tym zasłuży na najwyższy napiwek; niezbyt różni się to od kupowanej na godziny przyjemności w Dotyku Wili. Dalej wprawnym okiem czyta swojego nabywcę, owija go sobie wokół palca, uwodzi, bada, jakiego rodzaju bijącej od niej aury ten będzie potrzebował: uważnej, spolegliwej i inicjującej, zaczepnej i figlarnej, albo może cichej i istniejącej w tle dla idei wymienianych z innym człowiekiem sukcesu. Skłamałaby, mówiąc, że w pewnym sensie tego nie lubi, nie ekscytuje się tym, nie karmi - skoro odpada konieczność zapraszania publiki między swoje nogi. Nie musi wdychać niczyjego potu, gładzić niczyich zaokrąglonych kształtów ani zapewniać po wszystkim, że było jej wspaniale. Miła odmiana.
- Nie - zaczyna na pytanie charakteryzatorki. Okalająca ją aura pozostaje swobodna, w oczach połyskują ogniki odwzajemnionej zaczepki; ćwierćwila ma dobry humor prawdopodobnie dlatego, że żaden reżim nie zabrał jej różdżki. - Wyobraź sobie, że poprosili, żebym dziś tańczyła poza klubem. Tak dla poszerzenia horyzontów. W tylnej alejce, tam, gdzie od czasu do czasu przemknie kuguchar z kulawą nogą. Może ubierzesz mnie w żywe myszy? - proponuje, zakrzywiwszy ku górze brew, i przechyla głowę w kierunku ramienia. Żarty żartami, ale gdyby Wenworth zamierzała pojawić się w jej pobliżu z gryzoniami, istnieje ryzyko, że Maelle padnie na zawał. Lubi zwierzęta, choć sama nie ma do nich ręki - ale myszy, szczury, żaby, pająki i podobne gatunki istnieją po to, żeby trzymać się od nich z daleka. Bogowie, nawet nie chce myśleć, co się wydarzy, jeśli jej odnaleziony synek pewnego dnia orzeknie, że zamierza pójść do Hogwartu z ropuchą, przecież ona nigdy tego ustrojstwa nie dotknie...
Zaproszona do rytuału, rozplątuje pasek szlafroka i opuszcza materiał do pasa, odkrywając półnagie ciało. Nie zawraca sobie głowy skrępowaniem. Bardzo często znajdują się w tej sytuacji, artystka i jej płótno; teoretycznie mogłaby usiąść do malowania ze sceniczną bielizną przeznaczoną pod kostiumy, ale nie widzi potrzeby zaburzania kreatywnego procesu, zresztą Wenworth sama doskonale wie, gdzie będzie potrzebna farba, a gdzie skóra zostanie przykryta materiałem. Charakteryzatorka szybko udowodniła swoją wartość w La Perle Noire, gdzie zaczęły pracę mniej więcej w podobnym czasie, a to zdaniem Maelle zwalnia je z obowiązku pruderii. 
- Wydajesz się dziś nieobecna - zauważa, kiedy zajmuje miejsce przed ciemnowłosą czarownicą. Uroda Bayi pod każdym względem jest niestandardowa, orli nos nadaje jej twarzy wyrazu, a oczy, ciemniejsze kolorem niż płaszcz nocy, to cecha, której ćwierćwila bardzo jej zazdrości. Dzięki zlaniu tęczówki ze źrenicą wydają się większe, niż gdyby były niebieskie czy zielone. Nawet z tak bliska nie jest w stanie stwierdzić, gdzie kończy się jedno, a zaczyna drugie. - Kłopoty w małżeńskim gniazdku? - sugeruje na oślep. Pierścionek na palcu to tylko mniejsze ogniwo kajdan, a życie z drugim człowiekiem musi być wyjątkowo natrętne, jeśli nie ma się na to humoru; jedynie dzieci wychodzą dla niej poza ten nawias. Maelle sięga jeszcze po spinkę i upina włosy, by srebrne pasma nie przeszkadzały charakteryzatorce przy pracy. - Opowiedz, co wymyśliłaś na dzisiejszy wieczór, hm? Czuję się w obowiązku dbania o twój warsztat. Jeszcze zapomnisz, jak reklamować swoje dzieła - zachęca z lisią iskrą w oku, zmieniając temat. Zna układ taneczny i tekst, ale nie ma pojęcia, co urodziło się w kreatywnej głowie Wenworth, bo czasem te kwestie do ostatniej chwili pozostają płynne. Wierzy jednak w efekt: pomysły Bayi rzadko kiedy nie robią wrażenia.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#14
Baya Wenworth
Śmierciożercy
I guess, the only thing cheap to you is your friends
Wiek
25
Zawód
Asystentka, charakteryzatorka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
zamężna
Uroki
Czarna Magia
10
5
OPCM
Transmutacja
0
11
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
7
13
Brak karty postaci
25-03-2026, 17:05
Przyzwyczaiła się już do uroczej osobowości Maelle – dziewczyny o ciętym języku i bardzo uwodzicielskiej manierze. Wilom takie rzeczy uchodziły, podobnie jak “niewychowanym” imigrantkom. Być może pod niektórymi względami były podobne, nawet jeżeli różniło je kilka znaczących lat – które ukształtowały Bayę w nieco inny sposób, niż należało i inaczej niż ukształtowałoby ją życie w Algierii – i typ urody, który w wypadku Wenworth bywał niekiedy surowo-odstraszający, a który w wypadku Maelle otulał, koił, zachęcał do zaufania. Zazdrościła jej momentami łatwości, z jaką przychodziło jej zdobywanie informacji o innych; z jaką kupowała sobie czyjąś uwagę i sympatię. Właściwie nie musiała się nawet starać.
Gdyby Wenworth urodziła się jak ona – być może ustawiłaby całą rodzinę pod swoje dyktando i nie marzyłaby o kontroli umysłów – bo ta znajdowałaby się na wyciągnięcie smukłych palców. I chociaż nigdy nie zrozumiała pełni sensu tego daru – bardzo niepopularnego w kręgach kulturowych, z których pochodziła – być może nie powinna na ten moment rozumieć więcej, być może cały czar polegał na wiedzy niepełnej.
Ale o tym pomyśli dopiero za kilka oddechów, za kilka wpółzłośliwych zdań, które okrasi odpowiednim parsknięciem – ewidentną reakcją nad absurdem przedstawionym przez Maelle Seymour. Właściwie mogłaby pewnie ubrać worek pokutny i wciąż wyglądać atrakcyjnie – może nawet było to dobrym pomysłem w miejscu, które zarabiało nie na ubieraniu, a na rozbieraniu tancerek. Efekt byłby większy, gdyby po nagłym zdjęciu z siebie czegoś odrażającego, ukazała piękne, młode i sprężyste ciało?
Czy może początkowa nieatrakcyjność pozostawiłaby w ustach posmak zbyt silnej goryczy, by ta wyparowała nagle pod wpływem nagłej słodyczy?
Może lepiej, by nie ubierała jej w szczury.
Może lepiej nie testować limitów.
– Ustawiają cię w uliczce zamiast potykacza z twoim ruchomym zdjęciem? Oj biedna. A oni chyba za bogaci, bo że też stać ich na takie szaleństwa… – mlaszcze, ukrywając ironię za cieniem uśmiechu. – Chociaż może wtedy mogłabym wreszcie zobaczyć na żywo jakikolwiek twój występ. Z pierwszego rzędu, nie zza kulis – parska, przekładając na kolana pudełko z połamanymi częściami wielkich muszli, z perłami prawdziwymi i sztucznymi, z połyskującymi minerałami udającymi rybie łuski. Z czymś, co przygotowała specjalnie dla niej z drewnianej masy. Coś co pozwoli jej przybrać wizerunek porównywalny do wyobrażenia połączenia nimfy z leśną harpią. – Marzec minął, ale kuguchary i tak parzą się na oczach ludzi. Myślę, że stepująca lalunia w tylnej uliczce to i tak widoki i dźwięki milsze od bezdomnych kocurów. Może poprzeganiałabyś je ludziom spod okien? Może okazaliby wdzięczność? – snuje, wreszcie opierając wzrok na jej ciele. Wreszcie widząc przed oczami dokładniej to, na czym budować miała swoje dzieło. Gdy włosy Maelle zawijają się wokół użytej przez nią spinki, dokładniej widzi jej szyję – część ciała, którą otoczy przygotowanym przez siebie fragmentem charakteryzacji. To element wykonany z pustego, cienkiego drewna, wypełnionego momentami pojedynczymi, szklanymi elementami – przypominającymi kryształy wdzięcznie połyskujące na scenie. Zamówiony na pewnie więcej niż jeden występ. Ozdoba kształtem przypominała pół liście, pół pióra kładące się na obojczykach, a potem osadzające się na ramionach i opadające ku łopatkom jak skrzydła. Nimfie skrzydła – nawet jeżeli w folklorze te bywały skrzydlate niezwykle rzadko. Konstrukcja powinna trzymać się na sylwetce kobiety i nie utrudniać jej ruchów – Baya świadoma jest, że te muszą pozostać płynne, hipnotyzujące – a poznanie choreografii odpowiednio wcześniej pozwoliło na dokonanie modyfikacji, które zakończyły się efektem końcowym widocznym przed ich oczami.
– Wylatuję z gniazdka na tyle często, by nie zauważać problemów, jeżeli jakiekolwiek się pojawiają – tłumaczy się szybko, kierując dłonie ku oblanej alkoholem chusteczce – tą podnosi w kierunku jej ciała. – Będzie zimne – ostrzega. Tancerki były płótnem – często wdzięcznym, często wiercącym się – nie czuła więc oporów przed przebieganiem palcami po ich ciele. Mokry element materiału przebiega po linii obojczyka i mostku, zdejmując z nich warstwy codziennych nieczystości, które mogłyby skutkować nietrwałością przygotowanej charakteryzacji. – Spałam wczoraj w hostelu. I dziś też będę, bo dostałam grzywnę. Zabrali mi różdżkę. Zabrali mi, bo urodziłam się za granicą i nie zdążyłam zarejestrować jej na czas – marudzi, kolorując i ewidentnie kłamiąc. Dziś nie poczaruje. Dobrze, że swój zawód wykonywała często wyłącznie gołymi dłońmi. – Co daje im prawo mnie kontrolować. Zawsze byliście tacy zamordystyczni? Myślałam, że wynosząc się od żabojadów będę żyła swobodniej, ale indyk myślał o niedzieli… – a w sobotę łeb mu ścięli. Co za popis. Co za powiedzonko. Co za okrutnie silny francuski akcent, który sprawiał, że tekst ten brzmiał momentalnie jak żart.
Powoli przeciera też kolejne części jej ciała – snując materiałem po jej ramionach, żebrach, po przestrzeni pod piersiami, w okolicach pępka…
– Zamówiłam coś specjalnie dla ciebie – niech poczuje się wyjątkowa. Za tydzień ktoś zaproponuje, by założyć to Georginie ze środowej zmiany i Baya oburzy się głośno. Georgina nosiła krótkiego, brązowego boba – była jak jesień, nie jak zima. – na ramionach przykleję ci mozaikę szklanych kryształków, nad piersiami, na brzuchu i nogach wykonam to samo, co przygotowałam dla innych dziewcząt – sztuczne syrenie łuski, chociaż ułożę ich więcej. A na szyi… - konstrukcja prezentuje się przed postacią Maelle. Wenworth pewna jest wartości swojego dzieła, ale łasa byłaby na odpowiedni komplement. – Dopełni twój dzisiejszy strój, bylebyś za wcześnie nie zrzuciła tiulu z bioder, zgoda?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#15
Maelle Seymour
Czarodzieje
watch me when i break and say it's paradise.
Wiek
21
Zawód
była kurtyzana, tancerka burleski
Genetyka
Czystość krwi
potomkini wili
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
5
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
18
Brak karty postaci
29-03-2026, 15:50
- Widzisz się w roli kuguchara z kulawą nogą, Baya? - prowokuje, jej oczy migoczą zaczepnie, podczas gdy krzywa linia uśmiechu pociąga za kącik ust. Słowna szermierka to element ich współpracy, coś, bez czego Maelle uznałaby proces malowania i przygotowań za wybrakowany. Schlebia jej zresztą, ilekroć Wenworth nawiązuje do jej urody, bo o ile jest to element niezaprzeczalny, o tyle zazdrosne kobiety wolą udawać, że nie istnieje, albo że one po prostu tego nie widzą. Miło jest wiedzieć, że Baya uważa ją za ładną, za piękną. Za zdolną do przyciągnięcia nowych klientów z planszy ruchomej fotografii, co do której nie jest pewna, czy emitowałaby ten sam czar, jaki otacza ją na żywo. - Tylko one mają się zjawić na moim występie, więc pierwszy rząd będzie zajęty. Rozumiesz, zakaz wstępu dla innych gatunków - rzuca swobodnie i zagląda do pudełka, którego zawartość zna z wcześniejszych okazji. Jednak Wenworth raz na jakiś czas uzupełnia swoje srocze skarby czymś nowym, więc Maelle czuje się w obowiązku codziennej inwentaryzacji, żeby niczego nie przegapić. Potem śmieje się z wizji roztoczonej przez charakteryzatorkę: siebie w roli organu odpowiedzialnego za ograniczanie swobód kocio-kugucharskich, ich niezbyt delikatnych potyczek w tylnych uliczkach i odgłosów, które temu towarzyszą. - Fakt. Może wtedy dorobiłabym się sympatii tej zasuszonej raszpli z piątego numeru. Kiedy wychodzę na papierosa, bywa, że słyszę, jak na nie utyskuje przez uchylone okno. Nie żebym podsłuchiwała - ona po prostu wrzeszczy - opowiada z rozbawieniem. Kamienica numer pięć ma to szczęście lub nieszczęście, że sąsiaduje w gardzieli alejki z La Perle Noire, a tylne wyjście z budynku zbiega się z tylnym wyjściem klubu. I o ile muzyka syreniej laguny nie wydostaje się dzięki magii poza obręb jej ścian, o tyle na zewnątrz doskonale słychać to, co dzieje się w mieszkaniach, jeśli ich lokatorowie się o to postarają.
- Większość pań domu musi ci tego zazdrościć - komentuje, słysząc o rzadkich powrotach czarownicy do domu. Praca w Noire trwa do późna i zaczyna się popołudniem, a kiedyś trzeba odespać swoją zmianę, i z tego powodu cykl dobowy ćwierćwili również leży pod gruzami. Noc jest ich azylem, ich paliwem. Dzięki temu świat wydaje się ciekawszy: ba, zdaniem Maelle słońce jest dość oklepane i trzeba przez nie mrużyć oczy, więc za nim nie przepada. - Wiecznie wygodni i roszczeniowi mężowie, brzuchy wystające spod rozpiętych koszul, kiedy zapadają się w fotelach, czytając po pracy Proroka, z butelką tego czy owego w spoconej dłoni... A tu taka Baya. W porównaniu do żon gotujących obiady, robiących pranie i prasujących szaty, prawie nie widuje swojego ukochanego - do jej słów nadal przedostaje się iskra zaczepki, przyjmuje też ostrzeżenie o chłodzie kiwnięciem głową na znak zrozumienia. Titus Harrison powiedziałby pewnie, że nie jest to ich pierwsze rodeo. Nasączona alkoholem chusteczka sunie po ciele powoli, z wiecznie zaskakującą delikatnością i precyzją, a zimno specyfiku sprawia, że miejsca, którego dotknie, pokrywają się gęsią skórką. Prawdę mówiąc, to przyjemne.
Opowieść Wenworth wyostrza uwagę, przywołuje powagę i zdziwienie odbite na twarzy blondynki. Nie spodziewa się takich rewelacji, jak to zabrano jej różdżkę? Od kiedy Ministerstwo dopuszcza się takich śmiałości? I po co, czyżby Nobby Leach przewidywał, że w społeczeństwie brytyjskim kryją się agenci czyhający na jego życie? Szybko odbija mu palma, trzeba to przyznać.
- Majtki też ci zabiorą, skoro łaszą się na tak intymne rzeczy? - jej mina kwaśnieje. Maelle nie wyobraża sobie, że ktoś mógłby położyć łapska na jej różdżce i rościć sobie do niej prawa, obrusza ją już sama idea pogwałcenia w ten sposób nietykalności czarodziejów. - Przecież jesteś tu od dawna - wyraża na głos dalszy ciąg wątpliwości. Co innego, gdyby Wenworth przybyła do kraju wczoraj, nawet miesiąc temu, ale całe lata? - I co niby? Do tej pory żyłaś pod przykrywką, wiodąc podwójne życie, bo tylko czekałaś, aż u władzy pojawi się Nobby Leach, żeby napluć mu trucizną do pudru? Kiedy ci ją oddadzą? - W głowie nie mieści się myśl, że mogliby nigdy tego nie zrobić. Że decyzja jest nieodwołalna, a Baya będzie musiała wyposażyć się w nowy artefakt. To jakby stracić rękę. - Daj spokój, hostel jest bez sensu. Wrócimy do mnie Błędnym Rycerzem - na końcu zdania nie stoi się żaden pytajnik, bo Maelle już podjęła decyzję.
Powietrze wydychane z płuc zabiera ze sobą cząstkę irytacji dopiero na wspomnienie specjalnego zamówienia. Wówczas oczy ćwierćwili wypełniają się ciekawością, natomiast na ustach rysuje się szeroki uśmiech na widok fantazyjnej kolii. - Och, Baya... Rozpieszczasz mnie - mruczy aksamitnie i dotyka opuszką palca krawędzi ni to piór, ni liści, po czym sięga wyżej i ujmuje policzek kobiety w swoją dłoń. Pieszczota jest lekka i przypomina głaskanie kota. - Dziękuję - świergocze i muska ustami drugi policzek Wenworth, a następnie odchyla się do tyłu, zadowolona, zrelaksowana i beztroska. Ładne rzeczy zawsze poprawiają jej humor.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): « Wstecz 1 2


Skocz do:

Aktualny czas: 04-04-2026, 16:54 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.