• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Centralny Londyn > Pokątna > Salon Wróżbity Janusa Galloglassa
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
10-07-2025, 18:16

Salon Wróżbity Janusa Galloglassa
Lokal, należący do wróżbity Janusa Galloglassa, jest ukryty w jednym z ciemnych zaułków, z dala od głównej alei; znajduje się na pierwszym piętrze starej kamienicy. Powietrze wewnątrz ciężkie jest kadzideł i palonych ziół, a wnętrze rozświetla światło świec, które nie dają cienia. Na drewnianych półkach stoją szklane kule, talie kart, lusterka wróżebne i amulety z egzotycznych materiałów. Pośrodku znajduje się ciężki stół z czarnym obrusem i kryształową kulą, która co jakiś czas rozbłyska dziwnym światłem. Ściany zdobią mapy astrologiczne i portrety słynnych jasnowidzów, których oczy zdają się śledzić każdy ruch. Gdzieś w tle słychać ciche brzęczenie – to dzwoneczki reagujące na zmiany w aurze magicznej. Klienci opuszczają sklep z lekkim niepokojem... i nadzieją.

    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Maelle Seymour
Czarodzieje
watch me when i break and say it's paradise.
Wiek
21
Zawód
była kurtyzana, tancerka burleski
Genetyka
Czystość krwi
potomkini wili
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
5
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
18
Brak karty postaci
04-01-2026, 14:18
04 kwietnia 1962

Głód szeptów nigdy w niej nie gaśnie. Nadstawia ucha tam, gdzie czarodzieje i czarownice sądzą, że nikt ich nie słyszy, nawet zajęta prywatnym performance'm pełnym piór i fikuśnych kostiumów łowi słowa biznesmenów i polityków dywagujących o interesach, sączących burleskę jak dobry drink. Uczy się przecedzać ziarno od plew, a potem wsuwa między zęby soczyste kąski sekretów i niesie je tym, którzy zapłacą najhojniej. Wszystko, co robi Maelle, robi dla niego - dla swojego syna, gdziekolwiek on jest. Zbiera wypłaty na kupki błyszczących monet, wdzięczy się do mężczyzn płacących za damską uwagę, zabawia ich potrzeby, odpowiada na ich pragnienia, roznieca ich sakiewki. Tańczy, gra, odkrywa miękkość ciała, roztacza wili czar, dziękuje za napiwki podsyceniem ich fantazji, a potem znika, po drodze słysząc, jak jeden z klientów wspomina o godnym polecenia wróżbicie. Janus Galloglass, to imię trafia do szuflady w pamięci, tym razem prywatnej. Nikt poza nią nie potrzebuje tego sekretu. Nikt poza nią nie jest tak zdesperowany, by wykupić za pieniądze kolejną garść nadziei u człowieka, który może wcale nie widzi ukrytych nici losu. 
Mgła snuje się przez zakątki Pokątnej jak wczesnowieczorna kurtyna, która pada na teatralną scenę świata. Przez chmury na niebie przebijają się plamy czerwieni i pomarańczu, a powietrze zaczyna kąsać policzki chłodem; za kilka godzin zaczyna kolejne show, ale do tego czasu ma zamiar sprawdzić, ile prawdy kryje się w pochwałach dla Galloglassa. Miękkość jej dłoni kryje się w surowszej dłoni Leopolda, dawnego klienta, obecnie - kogo? Trudno powiedzieć, kim dla siebie są, a Maelle woli tego nie definiować. Rzeczy wymykające się określonym i sztywnym ramom są jej najbliższe, bo widzi w nich najwięcej piękna. Flint wie o jej dziecku, zdaje sobie sprawę z poszukiwań, które toczą ją niczym niemożliwa do ukojenia gorączka, pomaga też, jak może; dziś przemierzają razem magiczną dzielnicę, szukając zaułka, w którym mieści się siedziba wróżbity.
- Mam nadzieję, że okaże się tak dobry, jak mówią - aksamit głosu Maelle rozlewa się między nimi, a wolna dłoń chwyta kołnierz płaszcza i naciąga go nieco wyżej, aż do podbródka. To jednak nie wystarcza, nadal męczy ją zimno... Więc zerka na Leopolda i sięga nagle do jego szala, zsuwając go z męskiej szyi. Niewinny uśmiech karminowych warg zdobi jej twarz, gdy owija wokół siebie materiał; tak lepiej. - A jeśli powie mi coś strasznego? - wzdycha po chwili, markotniejąc. Żołądek ćwierćwili zaciska się w supeł, napięcie wypełnia kończyny; czuje się, jakby od wizyty u Galloglassa, gdziekolwiek jest jego kwatera, zależała jej przyszłość, choć nie mają pewności, że czarodziej nie jest oszustem. - Chyba nie zdołam wejść tam sama - mówi i patrzy na Leopolda spod rzęs. Wiele dla niej robi, tym razem zapewne nie będzie inaczej, choć rozsądek podpowiada, że Seymour nie powinna polegać na nim w tak licznych sprawach. Nauczył ją jednak smaku tego wsparcia, podarował życie, w którym sama decyduje, czy ma ochotę na dotyk, czy nie, a to dla Maelle cenniejsze niż złoto. Nie chce, by pewnego dnia ludzie wypomnieli jej synkowi, że jego matka to kurwa, a skoro Dotyk Wili zniknął z obrazka, już im to nie grozi. Wszystko dzięki niemu, jedynie nieco starszemu od niej, a trzymającemu świat za gardło żelazem możliwości oferowanych przez błękitną krew.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Leopold Flint
Śmierciożercy
Wiek
23
Zawód
dżokej - wyścigi na granianach
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczony
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
0
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
18
20
15
Brak karty postaci
06-01-2026, 17:09
Idzie u boku Maelle, czując pod palcami miękkość jej dłoni. Jego czujne spojrzenie przesuwa się po bruku Pokątnej, na którym światła latarni rozlewają się w jasne plamy. Mgła wpełza w zaułki, pochłania kontury, wycisza dźwięki
Przechodząc obok witryny, w której odbijają się rozmazane kolory, wciąga do płuc powietrze. Galloglass intryguje wielu, którzy chcą poznać tajemnice przeszłości lub przyszłości, lecz on wolałby, aby ten wróżbita nadal pozostał na marginesie jego zainteresowań. Dziś idzie tam nie z ciekawości, lecz z poczucia obowiązku, by potrzymać płonący w Maelle płomień nadziei. Wie o jej dziecku. Zna jej ból, który rzeźbi ją od środka, i czuje, że choć nie potrafi go ukoić, może być dla niej oparciem, którego potrzebuje, by poczuć się lepiej.
– Wierzysz w nie? – pyta, nie precyzując, czy chodzi o proroctwa, czy o plotki; jedne i drugie były trucizną powoli sączącą się do uszu tych, którzy chcieli słyszeć tylko to, czego się bali lub pragnęli; jedno i drugie potrafiło siać zamęt, a prawda, jeśli w ogóle istniała, była jak cień, światło nadziei padało na nią tylko przez krótką chwilę. Przez moment zastanawia się, czy powinien odebrać jej złudzenie, że wróżbita mógłby wyszeptać jej do ucha prawdę o losie syna, którego nikt nie poznała, ale kim był, by odbierać jej ten okruch wiary w wyimaginowaną sprawczość swojej siły?
Spogląda na nią w tej sam chwili, co ona niego; w kontakcie wzrokowym, trwającym ledwie pięć uderzeń serca, próbuje nawiązać pakt porozumienia, lecz ponosi spektakularną porażkę, w konsekwencji, której wykrzywia usta w lekkim grymasie uśmiechu, ona zsuwa mu szalik szyi i owija go wokół własnej. Nie protestuje; bez niego czy z nim, nie czuje różnicy.
Przez siedem długich lat, z wyłączeniem krótkich wakacyjnych powrotów do Anglii, mieszkał w Norwegii. Tam nauczył się oddychać zimnym powietrzem, które przeszywało płuca niczym tysiące igiełek, i tam jego ciało przywykło do chłodu, stając się odporne na zimno. Ciepło go męczyło – kiedy słońce nagrzewało pokoje, tęsknił za ostrym mrozem, za skrzypieniem śniegu pod butami, za mgłą unoszącą się nad fiordami. W Margate, nawet jeśli wiało od morza, brakowało mu tej surowości. Czasem wydawało mu się, że chłód Norwegii wszedł mu w krew, stał się częścią jego tożsamości – nieodłącznym elementem, którego już nigdy się nie pozbędzie.
– Szukasz prawdy, czy słodkiego kłamstwa, który zamydli ci oczy i otuli do snu? – jego głos łamie ciszę, może sobie wyobrazić, jak sól wnika głęboko, drażniąc to, co nie chce się zagoić.
Obejmując ją ramieniem, słyszy, że jej oddech jest płytki, jakby uchodziło z niej powietrze, a ona spięta, zlękniona, jakby właśnie jej w życiu dokonywał się moment przełomowy, który może ją ominąć, gdy się rozluźni. Czuje pod palcami napięcie, sztywność barków. Jakby jej ciało gotowało się do ucieczki, choć nogi wciąż pozostają na miejscu, natomiast jej oczy oplata lęk.
W chwili, w której przekraczają granice ciemnego zaułka, a zmroku wyłaniają się kontury lokalu, gdzie urzęduje wróżbita, Leopold rozluźnia uścisk i wypuszcza ją z objęć. Gdyby niej jej słowa, jego rola ograniczyłaby się do otwarcia jej drzwi i zamknięcia ich, gdyby tylko za nim zniknęła, lecz teraz na jego czole pojawia się pojedyncza zmarszczka. Nie chce w tym uczestniczyć - jak długo będzie się opierać?
Chce cofnąć się o krok, po prostu otworzyć drzwi, uchylić je na moment, a potem zamknąć za nią, zostawić wszystko poza sobą, gdyby nie jej słowa. Echo jej głosu jeszcze drży w powietrzu, na jego czole pojawia się zmarszczka, pojedyncza, ostra jak cięcie. Nie chce w tym uczestniczyć. Jak długo będzie się opierać? Stoją przez chwile w milczeniu - on porzucony przez własne wybory, ona niepewnie poszukający prawdy, który może odmienić jej życie lub je do końca zrujnować.
- Wiesz przecież, że nie wierzę w te bzdury -od tygodnia, może nawet dwóch próbował wyperswadować jej ten pomysł z głowy, lecz żadne racjonalne argumenty do niej nie trafiały, a teraz stoi przed wyborem, gdzie skończy się to południe - w cieple jej pościeli, czy pustych murach domowej rezydencji. - Gdy wejdę, tam z tobą usłyszysz zapewne, że zakłócam przepływ energii i ten twój wróżbita odprawi ci z pustymi rękami, skubiąc z kilku galeonów. Zobaczysz.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Maelle Seymour
Czarodzieje
watch me when i break and say it's paradise.
Wiek
21
Zawód
była kurtyzana, tancerka burleski
Genetyka
Czystość krwi
potomkini wili
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
5
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
18
Brak karty postaci
06-01-2026, 22:00
Poświęcenie Leopolda nie jest jej obojętne. Nie tylko pozwala jej marzyć o odzyskaniu dziecka zasianego w niej przez innego mężczyznę, ale też przemeblowuje dla niej granice swojej tolerancji i wytrzymałości, mimo że oboje wiedzą, z jak wielką chęcią puściłby kwaterę Galloglassa z dymem, by potem spytać, czy gwiazdy, szklane kule albo karty nie pomogły mu tego przewidzieć. W jego mściwej, niemal perwersyjnej niechęci Maelle znajduje coś intrygującego, przywodzącego na myśl obserwację osaczonego zwierzęcia i czekanie, aż rzuci się komuś do gardła. A powody wcale nie muszą być wielkie, ot - co mu wadzi taki Galloglass i cała wróżbiarska kohorta? Nikt nie miałby śmiałości żerować na kimś pokroju młodego Flinta, gdyby ten miał okazać się naiwniakiem, bo nazwisko chroni go jak nieustanne protego - a inne przykłady naciągania w żaden sposób nie odbijają się na Leopoldzie. Wygodna w swoim egoizmie ćwierćwila nie kiwnęłaby palcem, żeby potępić to, co jej nie dotyczy, więc postawa dżokeja tyleż ją zaskakuje, ile zastanawia. Może w głębi serca jest społecznikiem.
- Skarbie, jeśli mi powiesz, że twoje konie przepowiedzą, gdzie jest moje dziecko, uwierzę, że nie tyle potrafią mówić, ile robią to z sensem i jeszcze powinnam im zapłacić - cmoka z rozbawieniem, jednak... jest w tym ziarno prawdy. Pogoń za synkiem to walka z niewidzialnym przeciwnikiem, a w takim położeniu nie ma luksusu niesprawdzenia któregokolwiek z tropów i kół ratunkowych, nie może też cynicznie wyrzec się nadziei, bo wtedy nic nie utrzyma jej dłużej przy życiu. Odkąd pragnienie odzyskania dziecka urosło w niej do rangi gorączki, odwiedzi dziesięciu Galloglassów, dwudziestu, stu, bo jeden z nich może okazać się prawdziwym wieszczem, prowadzącym ją do miejsca, gdzie teraz przebywa jej malec, oby zdrowy i bezpieczny. Trudno powiedzieć, czy trafił do dobrego domu po narodzinach, czy właścicielka Dotyku Wili sprzedała go za bezcen pierwszemu lepszemu gotowemu zapłacić człowiekowi, zresztą Maelle nie chce rozpatrywać tych możliwości. To jedyna droga do tego, by nie oszaleć. 
Bo alternatywa nocami mrozi krew w jej żyłach.
Teoretycznie wie, że Flint porusza kwestię wiary, ponieważ na swój sposób próbuje jej pomóc, może też ostudzić i urealnić entuzjazm odbierający rozsądek, jednak ćwierćwila teraz tego nie potrzebuje. Ach, czy aby na pewno? Może właśnie to stoi za prośbą, żeby poszedł z nią akurat Leopold, nikt inny - bo on jako jedyny lub jeden z nielicznych troszczy się o nią na tyle, by podarować trzeźwiącą gorycz prawdy. Zada jej ból, jeśli to będzie oznaczało, że rany Maelle pewnego dnia zyskają szansę na zasklepienie. Odwiedzie ją od obłędu, choćby miała go za to znienawidzić i przekląć. Ziębi ją ten wniosek i rozpala jednocześnie. Jest w tym coś niebezpiecznego, coś, czego nigdy wcześniej nie czuła, a co urasta do narkotyku uzależniającego ją od niego.
- Prawdy - wzdycha, niestety nie mogąc spojrzeć mu w oczy i nie widzieć w nich odbicia swojego kłamstwa. - Chyba - dodaje więc z lekkim wzruszeniem ramion, na pozór nonszalanckim, choć Leopold wie, ile skumulowało się w niej napięcia. Podobnie ćwierćwila zdaje sobie sprawę z tężenia jego mięśni w zderzeniu z niewypowiedzianą prośbą, żeby towarzyszył jej w salonie wróżbity; zdradza go lekkie drgnięcie palców na jej dłoni. Łatwo jest go czytać, kiedy wie się, czego należy szukać, i teraz nie jest inaczej: młody dżokej jest dla niej otwartą księgą, wystarczy zerknąć na delikatne naprężenie warg, na ściśnięcie trących o siebie zębów, na opadające o milimetry w dół brwi, pod którymi czekają skonfliktowane piwne tęczówki. Nie jest to dla niego proste, wie o tym, ale nie wycofuje się z wiszących między nimi słów, nadal pełna nadziei, że Leopold postąpi właściwie.
- Och, a kto lepiej niż ty będzie bronił mnie przed Galloglassem-oszustem? - aksamitnie kontruje jego słowa, kiedy zatrzymują się pod prawidłowym adresem, jeszcze nie wchodząc na klatkę schodową kamieniczki. Zamiast tego jej ramiona oplatają się wokół jego pasa, a ciepły oddech owiewa usta Leopolda, kiedy ćwierćwila wzbija się na palce, żeby bardziej zrównać ich wzrostem. - I kto udowodni jakość Galloglassa-uczciwego? Pomyśl tylko. Jeśli jest tak dobry, jak mówią, to już się na ciebie przygotował, nie będziesz mu straszny. Czułabym się bezpieczniej - przekonuje go słodko, ciałem przylegając do jego ciała w równie słodkiej obietnicy, póki co jeszcze nie łącząc ich ust w pocałunku. Jest na to za wcześnie, Flint jeszcze się nie zgodził, dlatego musi przetrzymać w rękawie kilka kart. - Umiem wynagrodzić ci wszystkie trudy - przypomina swobodnie; mógłby wrócić z nią do mieszkania po zakończeniu show w Domu Jedwabiu, a potem zostać tam aż do rana; zasnąć obok niej i obudzić się z perłowymi lokami rozrzuconymi na jego ramieniu.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Leopold Flint
Śmierciożercy
Wiek
23
Zawód
dżokej - wyścigi na granianach
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczony
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
0
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
18
20
15
Brak karty postaci
11-01-2026, 12:33
Nie jest w stanie pojąć uczuć, jakie łączą go z tą kobietą. Dla niej przesuwa granice własnej wytrzymałości, chociaż najchętniej pozbył pozbyłby się Galloglassa i całej tej wróżbiarskiej kompanii jednym słowem, spaliłby ich speluny do gołej ziemi. Leopold jest pewny, że Maelle, wie że tkwi w nim ten rodzaj czasem wręcz perwersyjna niechęci, która balansuje na krawędzi mściwości; widzi przecież rozpalony na talerzu jej spojrzenia błysk ekscytacji. Lubi go takiego - lubie, jak sprawia wrażenie osaczonego zwierzęcia, wyczekującego odpowiedniego momentu, by rzucić się komuś do gardła? A może przemawia przez nią zwykły pragmatyzm, bo wie, że ktoś taki, jak Galloglass nie zdecyduje się na oszustwo kogoś, kogo nazwisko znaczyło więcej niż jego zamglona, kryształowa kula.
Wzdycha ciężko, jakby na żołądku zaległ mu ciężar, a jego oddech,w w kwietniowym, zimnym powietrzu wieczoru, krystalizuje się w obłok pary. Skarbie, jakie łagodnie przeciska się przez kartel jej gardła, nieco tłumi napływ irytacji, jaki próbuje wziąć we władania jego myśli.
- Jestem pewny, ze któryś z tych tak zwanych wróżbitów - powstrzymuje się przed nakreśleniem cudzysłowie w powietrzu, a nawet splunięciem; pogarda, jaka tymczasowo bije do jego słów, jest wystarczająco wymowna, nie potrzebuje zbędnych gestów- byłby w stanie wcisnąć ci kit, że potrafi wróżyć z końskiego łajna.
Walka z wiatrakami - tym jest pogoń Maelle za przeszłością, za małą istotą, która przez dziewięć miesięcy mieszkała pod jej sercem. Flint, z miesiąc na miesiąc, utwierdza się w przekonaniu, że nigdy jej nie dogodni, lecz wie, że nie wybije jej tego z głowy. Ogień nadziei, jaki w niej płonął, jest zbyt silny, chociaż kiedyś jeszcze się łudził, że z czasem przygaśnie. Nic z tego, pragnienie odnalezienie syna wzniosła do rangi obsesji. Najpierw, zaraz po jego stracie, gdy wiła się z spazmach udawanej rozkoszy pod klientami, otoczyła się nim, jak szalem, który mu zabrała, ale nie broniła się przed zimnem, a rozpaczą, która targał jej ciałem. Wiedział, że płakała w samotności. Mowiła mu o tym, gdy się przed nim otworzyła.
Nie powinna ufać tej nadziei. Wierzyć, że jej syn jest cały i zdrowy. Żyje gdzieś, w otoczeniu matecznej i ojcowskiej troski. Bo to nic innego jak złudzenia. Każda prawda, nadal ta najbardziej bolesna, ta, co odbiera rozum i chęć do walki o kolejny dzień, jest lepsza od słodkiego kłamstwa, bo nie prowadzi w drodze prostej do rozczarowań. Dlatego też robi wszystko, by ściągnąć ją na ziemie, gdy błądziła w chmurach, karmiąc się własnym, podszytym nadzieją złudzeniem. Nawet jeśli miałby go znienawidzi, przekląć i zacząć nim gardzić.
Niepewne prawdy i dodane po chwili chyba utwierdza Leopolda w przekonaniu, że przyszła tu nie po prawdę, a nadzieje, kolejną z wielu. Nie mówi co o tym myśli, tą opowieść snuje za niego jego ciało, gdyż wie, że ona zauważy napięcie, jakiego wypełnia. Nauczyła się wyczuwać jego emocje, a on nie blokuje jej drogi do ich poznania, gdyż nie lubi mówić o uczuciach. Uczucia zawsze sprawiały wrażenie małych płochliwych stworzeń, jakie nie powinny mieszkać w jego trzewiach.
- Wiec potrzebujesz gwarancji nietykalności? - mówi, prawie się śmieje, prosto w jej naznaczą rumieńcem policzkiem, gdy go obejmuje, przesuwa się bliżej, owiewa ciepłem swojego oddechu jego dolną wargę. Przez chwile kroci go, by zamknąć ich usta w pocałunku, lecz nie ulega tej pokusie, jednocześnie zgadzając się w ciszy na trwanie tej kokieteryjnej gry uwodzenia. – Nie mam najmniejszego zamiaru bronić dobrego imienia tego człowieka, nawet jeśli okaże się, że nie jest takim bajarzem, za jakiego go biorę - ostrzega; Leopold Filnt wierzący we wróżby i broniący honor jakiegoś wróżbity? Niedorzeczność! Już wyobraża sobie ironie na twarzy Nathaniela i jego słowa okalane drwiącą nutą. Krzywi się nieco, dlaczego myśl o nim w takiej chwili,gdy jest bliski oddania jej pierwszego pocałunku tego dnia?
Przestaje, gdy napiera swoim dobrym ciałem na jego ciało; obejmuje ją, przyciąga do siebie bardziej, jakby te milimetrowe skrawki przestrzeń, które ich dzielą, stanowiły zupełnie zbędną fatygę przyzwoitości, jakiej nie ma ją już za knut.
- Niech będzie - mruczy w końcu, wprost w jej usta, które muska ostrożnie swoimi jakby były antyczną rzeźbą, której nie może zarysować i zaraz je oddala. – Ale oczekuję sowitej rekompensaty - zastrzega i dopiero wtedy łapie jej wargi w objęcia swoich własnych, łapczywie, zachłannie, tęsknie, nie pozwalając cichemu westchnienie wydrzeć się z gardła, jednocześnie biorąc co jego.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Maelle Seymour
Czarodzieje
watch me when i break and say it's paradise.
Wiek
21
Zawód
była kurtyzana, tancerka burleski
Genetyka
Czystość krwi
potomkini wili
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
5
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
18
Brak karty postaci
12-01-2026, 13:16
Nienazwane emocje smakują najlepiej. Ociekają słodyczą, soczystością, w której można zatopić zęby, za każdym razem trafiając na nowy aromat, świeższy, malujący ich więź w przedziwnych barwach. Ktoś mógłby uznać, że są razem, ktoś inny, że łączy ich pościel i wygodne przywiązanie, ale Maelle nie interesuje zdanie nikogo innego, poza nią. I nim, bo to Leopoldowi lubi dawać przyjemność, to on pozwolił jej zmienić rys przyszłości i wejść na ścieżkę, na której można powiedzieć "nie". Sam nigdy tego słowa od niej nie słyszy, zresztą nie miałby powodu, bo ich bliskość mąci jej zmysły i wodzi na pokuszenie, zachęca do podległości, do podporządkowania, do posłuszeństwa, bo przy nim to jej odpowiada. Oddaje się w jego ręce, a teraz, odkąd nie ma na sobie niewidzialnego piętna Dotyku Wili, ten zaszczyt nie przypada przy niej często. Pewnie dlatego tak dobrze się rozumieją. Mimo opłaconych galeonami buduarowych początków ich relacja nie zgasła, bo dają sobie dokładnie to, czego potrzebują. Pragną nawet tego przesuwania granic, mniejszych i większych poświęceń w imię drugiego, pragną zaznać głębi, która wcześniej gdzieś im umykała. To uzależniające, dlatego nie myśli, by zrezygnować z Flinta.
- Pewnie tak - zgadza się z nim, lekko wzruszywszy ramionami. Jest świadoma, jak łatwo wierzy byle naciągaczom, podążając za rzuconym przez nich tropem, a potem wylewa z siebie wstęgi łez, bo podpowiedź okazała się fałszywa. Leopold widział ją w tych sytuacjach zbyt często, by podchodzić do kolejnych jasnowidzów z wyrozumiałością i cierpliwością, pewnie dlatego tak piekli się wewnętrznie na myśl, że za chwilę odwiedzą Galloglassa i nadzieja Maelle znów zostanie rozbita na ostre kawałki szkła. - Dlatego mam ciebie - dopowiada z uśmiechem. Kawałek po kawałku rozbraja niechęć dżokeja i przygotowuje grunt pod wspólną wizytę w kamienicy, gdzie nie chce już wchodzić sama. - Kiedy ja zapominam o całym świecie, umiesz ich przejrzeć i szybko zdiagnozować krętaczy. Ktoś musi mnie pilnować - ćwierka ufnie i lekko odchyla szyję, w atawistycznym geście poddania - i obietnicy tego, czym zrekompensuje mu irytującą wycieczkę do wróżbity, którego miałby ochotę nabić na pal zaraz po "dzień dobry". Czy Maelle jest jedynym powodem, dla którego Leopold pała do zgrai ezoteryków taką nienawiścią? W gruncie rzeczy nigdy się nad tym nie zastanawiała. Widział ją złamaną po każdym niepowodzeniu, trzymał w objęciach jej drżące w spazmach płaczu ciało, słyszał rozdzierający serce szloch; ale czy to jedyne doświadczenie, jakie ma z profetami? Może w przeszłości zwiedli kogoś bliskiego, a on już wtedy nasiąkł niechęcią, rzutującą na dzisiejszy dzień. Siostry, reszta rodziny, dawna miłość, przyjaciele, kandydatów jest sporo.
- Tego i więcej. Potrzebuję kogoś, komu ufam - odpowiada, nadal uśmiechnięta. Ramiona oplecione wokół pasa Leopolda nie zamierzają jeszcze go puścić, ćwierćwila póki co syci się jego ciepłem, nawet rozważa, czy nie rozpiąć guzików jego płaszcza i nie schować się w ich połach... Co zresztą po chwili urzeczywistnia, teraz przylgnięta do czekającego na nią pod spodem golfu. Kaszmir, a jakże. Doskonała jakość materiałów od urodzenia płynie wraz z nurtem błękitnej krwi i przepastnością sakiewki, nie spodziewa się po nim niczego gorszego. - Wystarczy, że nie zagrozisz mu zgłoszeniem jego praktyki do Ministerstwa za przekręty, wtedy uznam, że jest niezły i może mówić prawdę - śmieje się cicho, a wypełniająca ją przedwróżbna ekscytacja odpowiada na zachłanność gestów Flinta i roznieca w niej żar innego rodzaju.
Podbrzusze migocze nagłą potrzebą, usta z coraz większym trudem odmawiają mu pocałunku, podczas gdy dystans między ich ciałami kruszy ostatnie milimetry i jedyną membraną pozostają ubrania, zdaniem Maelle zupełnie teraz niepotrzebne. Ale najpierw obowiązki, potem przyjemności. Musi pamiętać o tym, dlaczego tu przyszli, musi mieć na uwadze dobro swojego dziecka i konieczność jego odnalezienia, wydarcia go z obcych rąk, skoro należy do niej. Ich wargi dotykają się delikatnie przy wypowiadanych przez niego słowach, ocieplających serce zgodą, której oczekiwała. Kolejny sukces. Kolejna przesunięta granica. Nie zdąży mu odpowiedzieć, bo wtedy on zderza ze sobą ich wargi, gwałtownie, dziko, tak, jak oboje lubią. Zaułek przed kamienicą pewnie rzadko ma okazję oglądać tak wygłodniałe dowody czułości, a gdyby nie zaplanowana u Galloglassa wizyta, zapewne zobaczyłby jeszcze więcej, bo Maelle ledwo odzyskuje panowanie nad sobą, cofając głowę i umykając ustami. - Jakiej tylko sobie zamarzysz - obiecuje, a zęby lekko zahaczają o jego dolną wargę, są jak stempel pieczętujący ich umowę, jak kropka na końcu zdania wyrażonego przez spragnione siebie nawzajem ciała. - Najpierw pójdziesz ze mną do Domu Jedwabiu i popatrzysz, a potem zostań u mnie na noc, hm? - proponuje bezwstydnie, nim wzrok sięgnie czekających na nich drzwi kamieniczki i do rozumu powraca priorytet, z którym tu przyszła. Nie o nich dziś chodzi. Nie oni są najważniejsi. Ćwierćwila wzdycha cicho i wyplątuje się z uścisku ramion Leopolda, kładąc dłoń na klamce drzwi frontowych. Wtedy też nabiera głębokiego oddechu, oczyszczającego, trzeźwiącego, pamięcią wracając do tamtej słodkiej rączki, wystającej ponad pielesze, kiedy zabierali od niej maleństwo. Nigdy nie widziała jego twarzy, nie wie nawet, jaki kolor oczu przypadł mu w loterii genów... Nic o nim nie wie, ale kocha go bez granic. - Chodźmy - decyduje, nim opuści ją odwaga.
Mija niecałe trzydzieści minut, po których wychodzą tą samą drogą, a zimne powietrze wita ich w gardzieli Pokątnej, czego zadumana Maelle prawie nie czuje. Przyciska paznokieć do dolnej wargi, z trudem powstrzymując się przed zamknięciem na nim zębów. Jej wnętrze to plątanina sprzecznych emocji, przeszytych nicią Galloglassa; wróżba nie była wyraźna, lecz na jej tle jedno stanowczo się wybiło, wróżbita wspomniał o konkretnym hrabstwie. Rozpasali się tam Crouchowie, ale to bez znaczenia, nie podejrzewa, żeby trop prowadził do nich. - Muszę przeszukać Lancashire - oznajmia zapalczywie, nie zważając, że przekopanie całego terytorium jest raczej niemożliwe.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#7
Leopold Flint
Śmierciożercy
Wiek
23
Zawód
dżokej - wyścigi na granianach
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczony
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
0
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
18
20
15
Brak karty postaci
24-01-2026, 11:24
Nie rozumie, a może nie chce tego zrozumieć, pojąć źródła tego, co czuł, nazwać to na głos, nadać temu imię, tożsamość? Woli balansować na krawędzi. Testować jej i swojej granice. Udawać, że to tylko gra, nic więcej, bo przecież on, Leopold Flint, nie może być skażony żadnym emocjonalnym defektem, który zawsze kojarzył mu się z wyniszczającą chorobą. Pamięta, co stało się z ojcem, gdy odeszła matka. Jak zapadł się w sobie, zagubił w dniach, które minęły. Rozpadł się na kawałki. A Maelle jeszcze niedawno mógł mieć każdy. Wmawia sobie to za każdym razem, gdy szuka jej twarzy w obcych twarzach. Gdy wydaje mu się, że czuje zapach jej perfum. Gdy znowu zagląda do jego myśli. Ona, ona, ona. Uzależnienie - słodki i gorzkie zarazem. Takie, które czasem odbierało mu rozum. Nawina, słodka Maelle, która uwierzy we wszystko, co wiąże się z jej synem; która zrobi wszystko, by go odnaleźć, przytulić, otoczyć matczyną opieką. W Flincie narasta brzydkie przekonanie - coraz bardziej nieprzyzwoite - że wolałaby, aby nigdy go nie odnalazła. Ma wrażenie, że wtedy skończy się pewien etap ich znajomości.
Ona mówi, on słucha. Mówi o tym, jak potrzebuje kogoś, kto sprowadzi ją na ziemie, gdy zatraci się w swoim pragnieniu odnalezienia dziecka, a on jedynie przytakuje, bo wydaje mu się, że jakiekolwiek słowa są już zbędne; że wcale ich nie potrzebują. Nie raz już padały- w takiej lub innej konfiguracji.
Potrzebuję kogoś komu ufam, rozpływa się w jej dotyku. Wie, że porusza ustami, ze coś mówi, a on myśli już tylko o tym, by ją pocałować, odebrać dech, sprawi, że reszta słow zgubi się korytarzu krtani.
- Nie zgłoszę, jak mnie do tego nie sprowokuje - mruczy tylko cicho, bo tylko tyle może jej obiecać. Pocałunek trwa jeszcze chwile, aż w końcu Maelle odmawia mu bliskości, a on czuje tęsknotę za jej ciepłem, za tym, co mogliby, gdyby byli w innym miejscu, ale są tu - otoczeni identycznie wyglądającymi kamienicami, na brukowanej ulicy.
Rzadko bywa w Domu Jedwabiu. Nie lubi tam przebywać, gdy Maelle bryluje na scenie; gdy oferuje swoje wdzięki; gdy otacza ją uwaga innych, męskich, zawsze bez wyjątku pożądliwych spojrzeń. Nie lubi, bo czuje wtedy, jak coś w nim płonie; coś, przez co musi dławić słowa w gardle; coś, co odcina mu dostęp do zdrowego rozsądku. To coś sprawia, że czuje się słaby, owładnięty gorączką złości, a on nie chce się taki czuć... bezradny, lękliwy, pokonany przez własne słabości. Do tej pory nie pielęgnował ich, unicestwiał je – jedno po drugim, aż do chwili, kiedy ją spotkał, aż do chwili, kiedy między nim pojawiło się coś – znowu to coś – czego nie potrafił zdefiniować, chociaż nie zjawiło się od razu, rosło powoli, jak strach w klatce żeber, rosło i rosło, i w końcu urosło do takiego rozmiaru, że nie mógł tego dłużej ignorować.
Za każdym razem, gdy przekracza próg tego miejsca, czuje, jakby wstępował w inny świat – świat, w którym wszystko jest na pokaz, a uczucia mają być ukryte za maską obojętności. A jednak on nie potrafi tej maski założyć. Obserwując Maelle, jak zatapia się w roli, jak jej śmiech odbija się od marmurowych ścian, jak jej spojrzenie omiata tłum, a on nie jest już nikim wyjątkowym, tylko jednym z wielu. Czuje się wtedy niewidzialny, przemieniony w cień, który ślizga się po konturach sali, obserwując i zazdroszcząc każdemu, kto choć na chwilę przyciągnie jej spojrzenie. To słabość jest upokarzająca. Uczucie, jaka w nim wówczas narasta, jest jak pożar, który ogarnia powoli, niszcząc to, co dotąd było trwałe. Przecież nie chciał być słaby. Nie chciał pozwolić sobie na zazdrość, na tę chorą, gryzącą niepewność, która odbiera mu spokój. Ale już wie, że nie potrafi inaczej. Za każdym razem, gdy Maelle pojawia się na scenie, czuje, jak jego serce bije szybciej, jak ból zazdrości ściska go za gardło i jak nie może się od tego uwolnić. To coś – ten strach, ta złość, ten płomień – stało się częścią niego, nieproszone, niechciane, a jednak… obecne.
Nigdy nie potrafił jej o tym powiedzieć. Słowa więzną mu w gardle, dumne i uparte, bo przecież nie przystoi zdradzać swoich słabości, nie przystoi przyznawać się do uczuć, których nie umie okiełznać. Dlatego milczy i patrzy, jak ona tańczy wśród świateł, otoczona uwielbieniem innych, a on pozostaje w cieniu, rozdarty pomiędzy pragnieniem a wstydem, pomiędzy nadzieją a poczuciem przegranej. I wie, że dopóki będzie pomiędzy nimi istniało to coś, co boi się nazwać, ten płomień nie zgaśnie – będzie go trawił, aż nie pozostanie z niego nic oprócz popiołu.
- Zostanę u ciebie na noc - rzuca w końcu, bo chociaż chce na nią patrzeć i robiłby to nieustanie, to niechciane cos drapie go pazurami zazdrości w gardło, a on ma ochotę w nagłym porywie zaborczości zacisnąć mocniej dłoń na jej drobnym ramieniu i pozostawić na bladej skórze silne ślady swoich palców. Powstrzymuje go przed tym ostry, nagle nieprzyjemny podmuch wiatru, który go otrzeźwia. – Ale zajrzę do ciebie przed północą. Muszę coś jeszcze załatwić.
Wypuszcza ją ze swoich objęć. I w milczeniu, już bez protestu, obserwuje jak sięga dłonią do klamki, by w końcu przejść przez próg budynku. Zachowując dystans kilku kroków, zachęcony krótkim "chodźmy", a raczej wizją wspólnie spędzonej nocy, podąża za nią.
Półgodziny później jest po wszystkim. On się nie odzywa. Pozwoli trwać rozmowie między wróżbitą a Maelle bez jego udziału, choć nie odrywa od Janusa wzroku. Widzi, jak ten wodzi spojrzeniem po sylwetce Seymour, a zbiegiem czasu jego wzrok staje się coraz bardziej nachalny. Zapach kadzideł podrażnia jego nozdrza, otumania zmysły. Przymyka na chwile powieki i nawet nie wie, kiedy Maelle zamyka palce na jego dłoni. Uzmysławia sobie ,ze opuścili budynek, jak zimne powietrze wypełnia jego płuca.
- Lancashire to obszerny teren - odzywa się po chwili, odzyskując kontrolę nad ciałem. – Jak chcesz tego dokonać?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#8
Maelle Seymour
Czarodzieje
watch me when i break and say it's paradise.
Wiek
21
Zawód
była kurtyzana, tancerka burleski
Genetyka
Czystość krwi
potomkini wili
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
5
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
18
Brak karty postaci
27-01-2026, 17:59
Ich relacja to show pokroju burleski. Błyszczące cyrkonie na gorsetach, koronkowe rękawiczki ozdabiane perłami, wachlarze z kolorowych piór drżące pod wpływem wprawnych ruchów dłoni, zmysłowe perfumy i czerwone szminki, a pod spodem - coś nagiego i delikatnego, atawistycznego. Coś przerażająco prawdziwego, o czym Maelle na wpół świadomie nie myśli, bo do pewnych wniosków nie chce dochodzić, nie chce obudzić się w świecie, kiedy nazwane na głos uczucia zaczną rzutować na codzienność i - nie daj Merlinie - pogoń za jej maleństwem. Narodziny synka pogruchotały priorytety mieszkające w jej kościach, teraz nic nie liczy się poza nim, a jednak paradoksalnie liczy się tak dużo. Wnioski o tym to ciche szepty nawiedzające głowę w trakcie bezsennych nocy, kiedy wzrok osiada na czarnym nocnym niebie, a ciało pozbywa się adrenaliny wieczoru spędzonego w pracy, echa muzyki i lukrowanych uśmiechów. Stygnąc z żaru doznań pod pierzyną przez ułamek sekundy pozwala sobie na poczucie, że wzajemna praktyczność i dobra zabawa to nie jedyny powód, dla którego nie umieją z siebie zrezygnować. Sprawdza smak tego wniosku na języku, ocenia jego dźwięk na strunach głosowych, a potem zakopuje go głęboko w sobie, przysypuje klatkami ich wspólnych wspomnień uwiecznionymi na kliszy teraźniejszości, w szufladzie, do której na co dzień nie zagląda. Tak jest lepiej. Tak jest bezpieczniej. Tylko dla kogo?
- No już, mój drogi - cmoka rozbawiona i słodka jak syrop. Janus Galloglass będzie mógł mówić o szczęściu, jeśli wyjdzie z tego spotkania zwycięsko, a zderzenie z kolczastym Leopoldem nie zakończy się nałożeniem na jego praktykę ogromnego podatku i zamknięciem na kłódkę drzwi przez komornicze gobliny, pewnie pod pretekstem malwersacji i oczekiwania na grzywny oraz uregulowania zaległych podatków. Prawdziwych, nieprawdziwych, bez znaczenia. Jeśli Flint spróbuje mu zaszkodzić, zrobi to. Często patrzy na niego i zastanawia się, jak to jest urodzić się pod gwiazdą błękitnej krwi i móc tak uplastyczniać rzeczywistość pod swoje dyktando. Gdyby zamiast w Seymourach przyszła na świat we Flintach nigdy nie musiałaby spłacać ciałem niczyich długów, a relację z ojcem miałaby pewnie podobnie ciepłą, jak obecnie, czyli żadną. - Potrzebuję go w jednym kawałku i względnie przytomnego - posyła mu lisi uśmiech, przekonana, że gdyby poprosiła, dżokej nie miałby oporów w wytarciu spodu swojego buta policzkiem wróżbity. Podoba jej się to, czerpie satysfakcję z myśli, że przy nim jest zaopiekowana. Gdyby tylko miało to oznaczać, że jej dziecko również takim będzie... - To dla mnie takie ważne - wzdycha miękko, owijając sobie nić jego jestestwa wokół palca. Bez użycia silniejszego uroku, nie uważa, że musi zniżać się do tak niskiego zagrania, by dostać to, czego chce. Zwłaszcza, że obiecuje mu wynagrodzić dzisiejsze trudy i swoim ciałem rozpala jego wyobraźnię; wargi nabrzmiewają od skradzionych w zaułku pocałunków, dłonie rozgrzewają się pod materiałem płaszcza, badając znajome krzywizny torsu i boków czarodzieja, paznokcie delikatnie wsuwają się pod materiał swetra na wysokości pasa i drażnią skórę opiętą na mięśniach. Jego sylwetka to grecki posąg, pomnik wieloletniego treningu i wyrzeczeń, dzięki którym dziś buduje swoją pozycję w świecie sportu jako doskonale zapowiadający się materiał na gwiazdę, zresztą już odnosi sukcesy. Najlepszy - zgodnie z rodzinnym postanowieniem. Nie jest to bowiem tylko czcze powiedzenie, ale rygor wychowania, który on i jemu podobni odbierają pod sztandarem Flintów.
Nieustannie czuje na ustach smak jego warg, rozpamiętuje sposób, w jaki jego oddech owiewa ciepłym obłokiem mostek jej nosa, rozpływa się w żarze zachłannych dłoni, obiecujących uniesienie, które w jego ramionach odnajdzie tej nocy. Leopold nie lubi bywać w klubie, wie o tym, nie robi tego zbyt często i ćwierćwila nie ma złudzeń co do powodu, jaki się za tym kryje - mężczyźni, a już szczególnie mężczyźni tacy jak on, nie lubią dzielić się tym, co uważają za trofeum. Gotowi są postawić ją na gzymsie kominka jak wypolerowany na błysk puchar, gdzie ona będzie cieszyć jedną jedyną parę oczu, zawsze w zasięgu dłoni. Nie ma mu tego za złe, nie wymaga, żeby przestawiał dla niej akurat tę granicę, aczkolwiek oszustwem byłoby powiedzieć, że nie lubi go drażnić, kusić, rozniecać jego energii insynuacją, swobodnym wspomnieniem o zapełnionej sali, wysokości napiwków albo częstotliwości, z jaką musiała oddać się tańcu w prywatnych lożach. Na dnie jego spojrzenia płonie wówczas coś tak narkotycznego, że Maelle pragnie spłonąć na jego stosie, bo wtedy przypomina sobie, że życie może jeszcze być intensywne. Kolorowe. Uzależniające. - Możesz załatwić wino - sugeruje, drażni i podsyca, pewna siebie i gotowa zanurzyć się razem z Leopoldem w nocnej pogoni za przyjemnością.
Maelle sprzed w niczym nie przypomina Maelle po. Teraz jej postawa jest napięta, a myśli krążą w głowie z prędkością wiązek magii tnących przestrzeń w trakcie pojedynku; wróżba Galloglassa daje jej cień nadziei, dokładnie to, po co tu przyszła. Strzępek nowej wiedzy, zawężający teren poszukiwań do jednego hrabstwa. Hrabstwa, które ona, jeśli będzie trzeba, przekopie łopatą - albo urokiem wili zachęci setkę mężczyzn do plądrowania domów w poszukiwaniu konkretnego noworodka, którego nawet nie umie opisać. Zęby ugniatają poduszeczkę kciuka, ostatkiem siły woli nie gryząc paznokcia, którego potrzebuje do powstrzymania nienagannego image'u. Jej ciało tkwi w pułapce gotowości. - Hm? - mruczy rozkojarzona, słowa Leopolda docierają do jej zamglonego umysłu z opóźnieniem. - Nie wiem... Nie wiem, ale ty na pewno miałbyś jakiś pomysł. Znasz ludzi, ktoś wisi ci przysługę albo dwie, ktoś chciałby mieć z tobą dobre układy. Pomyślmy razem - rzuca z naciskiem, z desperacją, wracając do niego wzrokiem, w którym żarzy się cały kalejdoskop emocji. - Jak chcę tego dokonać? - w oczach ma nadzieję, że Flint podaruje jej receptę, a jeśli nie, to przynajmniej zapewni, że zrobi, co w jego mocy, żeby zacząć działać na wskazanym przez wróżbitę obszarze.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#9
Leopold Flint
Śmierciożercy
Wiek
23
Zawód
dżokej - wyścigi na granianach
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczony
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
0
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
18
20
15
Brak karty postaci
08-02-2026, 11:52
Relacje, jakie zwykle nawiązywał, były krótkie, powierzchowne, rozpoczynały się pierwszego dnia wiosny i kończyły się u schyłku lata, nie trwając dużej niż ulotność jednej chwili i opierały się nie na emocjach, lecz fizyczności; nie było w nim miejsca na emocjonalne przywiązanie, zaborczość, zazdrość, wyznania kruszące mury pewności siebie. Przychodzi łatwo i odchodziły jeszcze szybciej, w popłochu, jak przepiórki uciekające przed wypuszczonymi ze smyczy chartami. Romans z Maelle już od początku miał inny wymiar; inny smak, inny kolor, a nawet inny zapach. Taki, który nie tylko otumania zmysły, ale też sprawia, że wodzi za nią spojrzeniem, szuka ją w twarzach przypadkowych przechodni. Taki, który czyni go s ł a b y m, w najbardziej pierwotnej formie tego słowa i jakże okrutnej. Ile rość do niej wraca, ilekroć odnajduje drogę do jego myśli, ilekroć wodzi dłonią po pościeli, szukając ciepła znajomego kształtu ciala, tylekroć uświadomią sobie, że popadł w niezdrowe uzależnienie. Przy każdej okazji - nawet teraz, w tym zapomnianym przez słońce zaułku, gdzie świadkiem ich czułości jest fasada oblepionej brudem kamienicy, z której ścian gdzie nie gdzie odpada tynk, wmawia sobie, że wili urok, jaki na niego rzuciła, gdy po raz pierwszy zjawił się w Dotyku Wili, aby zafundować sobie szybką, łatwą przyjemność, nadal trwa, niepomiernie od kilku lat, a słodki smak jej ust jedynie potęguje te wrażenie, czyniąc go zupełnie bezsilnym na wdzięk, który od niej bije.
Na końcu drogi kompromisu Maelle odnajduje jego milczenie; nie mówi nic więcej, skinięciem głowy daje jej do zrozumienia, że powstrzyma się przed wydaniem wyroku na wróżbitę, jeśli przepowiednia Galloglassa nie sprowadzi na nich kłopotów. Potwierdza swoje intencje, całując ją w przelocie w usta, zanim się odsuwa, pozostawiając w go niedosycie; tam, gdzie jeszcze przed chwile czuł ciepła jej ciała, jest teraz chłód, jaki zakrada się przez poły do połowy rozpiętego płaszcza. Nie fatyguje się jednak, by go zapiąć po samą szyje.
Pobyt w dziupli trwa nieprzyzwoicie długo; Leopold nie skupia się na słowach, jakie padają; ich sens gubi się w smrodzie kadzideł, który pcha się do nozdrzy, wywołuje zawroty głowy i mdłości. Zerka na zegarek; umówione za półgodziny spotkanie nie napawa go entuzjazmem, ale lepsze to niż facet wbijający wzrok w szklaną kulę Krzywi się, gdy chwilową cisza przecina głos Janusa; brzmi absurdalnie, jak całe to przedsięwzięcie i wiara w to, że dzięki jego przepowiedni złapią trop, który doprowadzi ich do przehandlowanego przez burdel mamę dziecka. Może powinien zaproponować Seymour, że, zamiast szukać swojej pociechy, powinna zainwestować w nową? Czy to zrekompensuje jej stratę? On z przyjemnością przyłożyły do tego rękę, a właściwie nie rękę tylko-
Wyłapuje ruch, Maelle podnosi się z krzesła i ciągnie go za sobą - dopiero po chwili Filnt rejestruje, że ich palce za sobą splecione, ale nie ma pojęcia, kiedy zamknął je na dłoni tancerki. To ona, pod wpływem silnych emocji, musiała odszukać jego rękę, albo - co bardziej prawdopodobne - znalazły się w połowie drogi do siebie.
Ostry podmuch wiatru sprawia, że odzyskuje rezon. Jego myśli, jakie dotychczas kłębiły się pod sklepieniem czaszki, wyostrzają się, stają bardziej przejrzyste. Napiera do ust głębszego haustu powietrza.
Lancashire. Siedliszcze Crouchów. Prycha, wyobrażając sobie przez chwile, jak kreśli do Croucha list. Szukam zaginionego dziecka mojej kochanki, może słyszałeś plotki o chłopcu, który pojawił się bezdzietnej rodzinie nie wiadomo skąd?
Krzywy grymas materializuje się na jego twarzy.
- Chyba wiem, za jakie sznurki pociągnąć, ale to wymaga czasu. Szczegóły omówimy później.
Najlepiej rano, bo w nocy będą na tyle zajęci, że żadne z nich nie znajdzie właściwych słów, aby o tym omówić, przynajmniej Leopold nie daje im na to najmniejszej szansy i nie chce mylić w tej kwestii.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#10
Maelle Seymour
Czarodzieje
watch me when i break and say it's paradise.
Wiek
21
Zawód
była kurtyzana, tancerka burleski
Genetyka
Czystość krwi
potomkini wili
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
5
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
18
Brak karty postaci
08-02-2026, 16:50
Jej myśli wrzą, przypominają rozgrzany klej przyczepiający się do kopulastych ścian czaszki, kipią, kotłują się, ale nic z tego nie wynika. Wróżba Galloglassa nie jest tak wyraźna, jak Maelle miała nadzieję, nie zostawia jej jednak bez żadnego śladu, tylko jak przebić się przez całe hrabstwo? Mogłaby pukać do domów, oczarowywać mężczyzn i prosić ich, żeby wpuścili ją do środka i pokazali swoje pociechy, ale nie ma pewności, że rozpoznałaby swoje maleństwo. Serce podpowiada, że matczyny instynkt by tego dokonał, rozum upiera się jednak, że nie dano jej nawet szansy spojrzenia w oczy dziecka. Jedyne, co ma, to swoje wyobrażenia na jego temat, mglisty obrazek amalgamacji swojej twarzy i przypadkowego klienta, który sprezentował jej niespodziankę; niestety on też pozostaje nieznany, więc ciężko sklecić z wybrakowanych danych trafny efekt.
Na każdym punkcie planu odbija się od ściany. Ilekroć coś wymyśli, logika podsuwa sto sposobów na niepowodzenie, dlatego przed drzwiami do kamienicy wróżbity stoi absolutnie zagubiona. Rzadko pozwala ludziom widzieć siebie taką, ale z Leopoldem czuje się bezpiecznie. Nie zastanawia się nawet nad tym, by wznieść wokół siebie obronne mury uroku i odwrócić jego uwagę od prawdziwego miąższu trosk, prześlizgując się wilą magią między murem oklumencji. Zamiast tego trzyma go za rękę i liczy na cud jego pomysłowości, coś, co da nadzieję, że przeczesanie Lancashire nie jest niemożliwe, mimo że wszystkie znaki na niebie zwiastują inaczej. Szczerość jej reakcji mieszka przede wszystkim w zwichrowanym spojrzeniu, którym miota po zaułku Pokątnej, jakby w którymś z ciemnych kątów mogła znaleźć dodatkowy znak, jakiś drogowskaz, ewentualnie gotowy scenariusz poszukiwań. Czemu nie może spaść jej z nieba? To wszystko by ułatwiło.
Czas to to, czego jej brakuje. Upływające pod znakiem tęsknoty dni rozrywają jej serce na strzępy i sprowadzają wszystkie przyjemności do chwilowej ulgi, nietrwałej i ulotnej. Nawet dzisiejszy wieczór będzie dla niej tylko krótkotrwałym balsamem, bo od jutra koszmar zacznie się na nowo, poranek zajrzy pod powieki ostrym światłem przypomnienia, że budzi się w ramionach kochanka, ale nie ma w swoich żadnego małego i miękkiego ciałka. Mimo to chwyta się niejednoznacznej obietnicy Leopolda i obraca ku niemu głowę, uśmiechając się z promienną ulgą. Łatwiej jest nie być w tym samej. Któryś z czarodziejów służących jej wsparciem musi w końcu wpaść na jakiś trop, bo to matematycznie niemożliwe, żeby tak tęgie umysły na nic nie trafiły. Nie bez powodu Maelle angażuje w swoją sprawę mężczyzn, których uważa za wpływowych, zorientowanych albo doświadczonych w policyjnym dochodzeniu, wierzy w ich umiejętności i możliwości, a z Flintem nie jest inaczej. Wie, że może na nim polegać i akcentuje to pocałunkiem psotliwie złożonym na jego brodzie, zaraz pod linią ust.
- Dziękuję - mruczy nęcąco. Zamierza wynagrodzić mu gotowość do rozesłania wici, jak i to, że przyszedł z nią do Janusa Galloglassa wbrew swoich oporów, które w salonie wróżbity odznaczały się napięciem mięśni, gotowych do trzaśnięcia czarodzieja w mordę. Szczęśliwie do nieszczęścia nie doszło. - Odwdzięczę ci się wieczorem - przypomina z charakterystyczną miękkością. Czeka ich długa i miła noc, a ćwierćwila cieszy się, że będzie mogła zgubić w jego ciele własne napięcie i obawy. Seks wyzwala ją na więcej niż jeden sposób, naprawdę czuje, że wtedy z jej kończyn spadają kajdany - na złudnie upojny moment, zanim znowu owiną się wokół niej swoim żelastwem. - Nie będę już cię zatrzymywać - wzdycha z nutą zmęczenia i przylega do niego, domaga się objęcia, by po kilku chwilach odsunąć się i poprawić burzę jasnych jak srebro włosów. - Nie wiem, jak skupię się dziś na występach... - skarży się, kiedy kierują się do wyjścia z uliczki na główną arterię ulicy Pokątnej, wrzącą nie mniej, niż kiedy z niej schodzili, jeszcze w promieniach zachodzącego słońca.

zt <3
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 14-02-2026, 23:36 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.