• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Domostwa > Dolina Godryka, Brzozowy Dom > Kuchnia
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
25-01-2026, 22:34

Kuchnia
To niewielka, jasna kuchnia pachnąca chlebem i suszonymi ziołami. Drewniane półki uginają się od słoików z ziarnami i przyprawami, a nad blatem wiszą miedziane patelnie, jakby zawsze były gotowe do użycia. Centralnym punktem jest głęboki, ceramiczny zlew pod oknem z czerwono-białymi zasłonkami, przez które rankiem wpada miękkie światło. Zieleń szafek i naturalne drewno nadają wnętrzu spokoju i domowego ciepła. Zdaje się, że w tym miejscu czas płynie wolniej zachęcając do wypicia filiżanki herbaty.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Arabella Bones
Zwolennicy Dumbledore’a
Wiek
39
Zawód
Magizoolog, spec. stworzenia latające
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
0
11
Magia Lecznicza
Eliksiry
5
15
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
5
Brak karty postaci
25-02-2026, 17:27
|07.05.1962

Kuchnia tego dnia pulsowała niczym żywy organizm. Wypełniona po brzegi ciepłem, światłem i całą gamą zapachów. Belki pod sufitem pociemniały od lat unoszącej się pary, a pod żeliwną kuchnią trzaskał ogień, podsycany co jakiś czas lekkim ruchem różdżki. Z pieca dochodził głęboki, sycący zapach pieczonej jagnięciny nacieranej rozmarynem i czosnkiem. Tłuszcz skwierczał, skapując na dno brytfanny, a co jakiś czas cichy trzask świadczył o tym, że skórka właśnie nabiera złocistej, chrupiącej barwy. W powietrzu unosiła się też słodycz karmelizowanej cebuli i marchewek duszonych z miodem.
Na drewnianym stole, który pamiętał jeszcze czasy pradziadków, stała misa z surowym ciastem. Wyrastało powoli, napęczniałe i obiecujące, a obok niego unosił się zapach cynamonu i gałki muszkatołowej. Ktoś najwyraźniej postanowił, że oprócz tradycyjnego puddingu pojawi się też coś słodszego – może szarlotka z jabłek, a może tarta z porzeczkami. Dźwięki mieszały się ze sobą jak instrumenty w orkiestrze. Rytmiczne stukotanie noża o deskę, gdy ktoś kroił pietruszkę. Delikatne brzęknięcie porcelany wyciąganej z kredensu – filiżanki z drobnym, nieco już startym złoceniem. Szum gotującej się wody, która bulgotała w miedzianym garnku, a potem cichy syk, gdy dorzucono do niej świeże zioła. Zapach mięty i świeżo parzonej herbaty wyślizgiwał się pomiędzy aromaty pieczeni i ciasta, łagodząc ich ciężar. Moździerz zaczarowany zaklęciem rozgniatał pieprz, a ziarenka pękały z cichym trzaskiem, uwalniając ostrą, drażniącą nutę, która łaskotała w nos i zapowiadała solidny, sycący posiłek. Arabella krążyła w tym całym stukocie w rytm melodii, którą nuciła pod nosem. Część czynności wykonywała sama, inne działy się same poruszane odpowiednimi zaklęciami, a ona jedynie kontrolowała czy nic się nie przypala.
-Przygotujcie stół. Zaraz będzie gotowe. - Podniosła spojrzenie na dwóch braci, którzy zjawili się jakby przywołani zapachami, ale przecież to był ich rytuał. Niedzielne obiady były ich tradycją. Wiedziała, że zaraz rzucą się do zadania, bo nie pozwalała im pomagać w gotowaniu. To był ten jeden dzień, kiedy chciała robić wszystko sama i świetnie się bawiła przyrządzając posiłek. W domu została wraz z matką, roztaczając nad nią opiekę, a bracia zamieszkali każdy osobno. Dzień jak ten, pozwalał im na spotkanie się - pośmianie, zagranie w gry, wyjście do ogrodu zwłaszcza kiedy był w pełnym rozkwicie.
Drzwi pieca otworzyły się z miękkim skrzypnięciem. Fala gorącego powietrza rozlała się po kuchni, niosąc ze sobą intensywny aromat rozmarynu, pieczonego czosnku i mięsa, którego skórka lśniła jak polakierowana bursztynem. Brytfanna uniosła się delikatnie w powietrze, podtrzymywana niewidzialną siłą, i z namaszczeniem opadła na gruby, drewniany blat. Syczenie ustało powoli, jakby pieczeń niechętnie rozstawała się z ciepłem ognia. Obok niej pojawiła się misa z młodymi ziemniakami. Ich parująca powierzchnia była oprószona koperkiem, który dopiero co został posiekany – drobne zielone igiełki przywarły do złocistej skórki. Zapach był świeży, niemal rześki, kontrastujący z ciężarem mięsa. Łyżka, posłuszna krótkiej komendzie, delikatnie potrząsnęła zawartością, by masło równomiernie się rozprowadziło. Na środek stołu trafiła ciężka misa z duszoną marchewką i cebulą. Słodki aromat miodu unosił się nad nią jak mgiełka. Obok postawiono sosjerkę – gęsty, ciemny sos przelał się w niej z cichym pluskiem, kiedy ktoś sprawdził jego konsystencję. Pachniał winem i tymiankiem. Chleb wyjęto z lnianej ściereczki. Skórka była chrupiąca, pęknięta wzdłuż naturalnych szczelin, a gdy nóż zagłębił się w miąższ, rozległ się cichy trzask. Wnętrze było miękkie i jeszcze ciepłe. Para uniosła się ku górze, niosąc zapach drożdży i mąki. -Podano do stołu. - Klasnęła w dłonie radośnie, a liczne bransoletki na jej nadgarstkach zadźwięczały przyjemnie.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Conrad Bones
Zwolennicy Dumbledore’a
it's hard to enjoy practical jokes when your whole life feels like one
Wiek
36
Zawód
auror
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
24
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
9
10
10
Brak karty postaci
10-03-2026, 20:38
Brzozowa ostoja Bonesów od zawsze pełna była życia. Takiego zwykłego życia toczącego się stałym rytmem, dzięki któremu kojące ciepło otulało człowieka już od przekroczenia progu. Z czasem to cudowne miejsce stało się mniej chaotyczne, kiedy wszystkie dzieciaki już dorosły i zaczęły stawiać coraz śmielsze kroki na drodze ku samodzielności. Ich życia toczyły się na różne sposoby, każde z rodzeństwa dokonywało własnych wyborów, nie musząc czuć się zobligowanym względem przodków czy tradycji, ale zawsze na końcu całą gromadą wracali do domu, aby okazać sobie zrozumienie i wsparcie. Stawali się z powrotem uroczy pod matczynym spojrzeniem i nad wyraz potulni pod wodzą najstarszej siostry.
Urzekały go dźwięki i zapachy rozchodzące się po rodzinnym domu i nie sądził, żeby miało się to kiedykolwiek zmienić. Mógł partycypować w niewielkiej części w tworzeniu odgłosów, ale każdej niedzieli od rana do pory obiadowej szczególną rolę w tym dziele odgrywała Arabella. Kuchnia stawała się jej królestwem, do którego nie wypadało nawet zaglądać bez głośno wyartykułowanego zaproszenia. Conrad miał w sobie na tyle rozwagi, aby wiedzieć, że chęcią pomocy przy gotowaniu mógłby wywołać więcej szkody. Wykorzystywał te wolne chwile, aby dręczyć młodsze rodzeństwo pytaniami o ich zawodowe kariery czy rozkwit życia towarzyskiego. Jeśli w zamian zarzucano mu, że bycie starym kawalerem w jego wieku nie jest już modne, zniewagę puszczał mimo uszu.
Lubił pomiędzy rozmowami wyłapywać poszczególne uderzenia drewnianej łyżki o krawędź żeliwnej brytfanny, skrzypnięcia kuchennego stołu pod ciężarem rąk wyrabiających ciasto, precyzyjne uderzenia noża podczas siekania ziół lub warzyw. Każda chwila zbliżała ich do obiadu, coraz intensywniejsze aromaty przybliżały stopniowo wszystkich do kuchni. Po Dolinie Godryka krążyły legendy o kulinarnym talencie Belli, do czego zresztą przyczynił się Conrad, gdy przy każdej możliwej okazji wychwalał pod niebiosa jej kolejne potrawy. Oczywistym więc było, że droga siostra w żadnym razie nie musiała powtarzać polecenia, kiedy w zamian za doznania smakowe prosiła wyłącznie o nakrycie do stołu.
– Dobra, Eddie, bierzmy się do roboty – zwrócił się do brata, wyciągając z kredensu talerze, a z szuflady sztućce. Upewnił się jeszcze tylko czy aby nie ma brudnych paluchów, kiedy  rozkładał kolorowe serwety w kwieciste wzory jako ten dekoracyjny element, który znajdzie się pod szerokimi talerzami. Musiały być szerokie, aby pomieścić te wszystkie pyszności jakie przyjdzie im dziś skosztować. Conrad nie zamierzał się ograniczać, jak zwykle jego porcja ziemniaków zaraz nabierze kształtu wysokiej kopy. Na rozłożonej zastawie nie było żadnych smug, szybko wypolerowane metalowe sztućce również prezentowały się nienagannie przy szerokich talerzach, tak samo jak szklanki czekając na wypełnienie ich kompotem.
Nie czekali długo, naczynia pełne jedzenia pojawiły się na stole i każde danie niosło w sobie ślady najprawdziwszej magii. Ślinianki uruchomiły się natychmiast na sam widok i zapach, a przecież zaraz przyjdzie im odkrywać smak potraw. – Jak zwykle przygotowałaś dla nas niebywałą ucztę – stwierdził wesoło, nie wstydząc się szerokiego uśmiechu, z którym ochoczo zasiadał do stołu. To była jego sprawka, że misa z ziemniakami jako pierwsza zaczęła krążyć pomiędzy nimi, aby przy nakładaniu jagnięciny nasiąkły odrobiną tłuszczu z mięsa, który zaraz zmiesza się z sosem. – Jak to wszystko zjem, to się ocielę.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Edward Bones
Akolici
I'm only jokin', I don't believe a thing I've said
Wiek
25
Zawód
perkusista w Nocnych Nuciakach
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
0
15
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
6
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
20
Brak karty postaci
22-03-2026, 16:46
Choć życie Eddiego było raczej mieszaniną chaosu i zmienności, to istniały w nim pewne elementy stałe. Mniejsze i większe przyzwyczajenia, drobne świętości, które służyły jako pewnego rodzaju punkty orientacyjne, pozwalające poczuć grunt pod nogami i upewnić się, że nie, jeszcze nie odleciał w siną dal od tego bujania w obłokach. Jednym z takich punktów były tradycyjne, niedzielne obiady w rodzinnym domu. Nienaruszalne, wbite w jego napięty kalendarz wielkimi literami. Mógłby grać weekendowe koncerty na drugim końcu wysp, a i tak wyrwałby się bez żalu i grzecznie ruszył na spotkanie z rodziną.
Teleportował się do Doliny Godryka przed południem, jak zwykle kilkaset metrów od swojego celu. Zatrzymał się i odetchnął głęboko, pozwalając znajomym zapachom rozlać się po ciele. Rześkie powietrze, czyste, wypełnione słodyczą kwitnących lilaków, tak inne niż gęsty, portowy zaduch Liverpoolu. Poczuł jak napięcie umyka z jego barków, a głowa oczyszcza się z wszelkich trosk i zmartwień. To wszystko poczeka. Arabella i jej smakowitości niekoniecznie.
Ruszył do domu i z radością oddał się wirowi powitań, uścisków i spokojnych pogawędek. Nie zawsze zbierali się wszyscy, ale zawsze był tu ktoś bliski, otwierający drzwi z uśmiechem i szczerą radością. Praktycznie każdy Bones obrał swoją indywidualną ścieżkę, zupełnie inną od pozostałych, więc mnogość zdarzeń i historii zapewniała materiał na długie godziny rozmów. Eddie ogromnie to lubił, więc zatopił się w wielkim fotelu w salonie i słuchał, co raz podrzucając własne komentarze i żarty. Nie zrywał się do kuchni, bo doskonale wiedział, że wtrącanie się do magii, która właśnie się tam odbywała, nie skończy się najlepiej. Aromatyczne zapachy skutecznie wypełniały mu usta śliną, a powtarzające się dźwięki sztućców i garnków zmuszały jego niestrudzoną lewą stopę do uzupełniania ich rytmu miarowym stukaniem o drewniane panele. Absolutnie najpiękniejsza muzyka dla uszu młodego chłopaka, który wyszedł dziś z domu bez śniadania. Kiedy do salonu wpadł wyjątkowo aromatyczny powiew wypełniony aromatem czosnku i rozmarynu, Eddie zerwał się z fotela, wymienił spojrzenia z Conradem i obaj zgodnie ruszyli do kuchni. Szybko przejął sztućce od brata i rozłożył je wokół stołu, nie omieszkując co jakiś czas dopełnić kuchennych melodii brzdękając jednym z noży o stół lub mijane naczynie. Ot, po prostu odruch obecny od dzieciństwa, a i reszta rodziny zdawała się już nie przykuwać do tego większej uwagi. Albo po prostu poddali się ze zwracaniem mu uwagi, widząc, że nie osiągną za wiele.
Z wdzięcznością przyjął michę ziemniaków i nie szczędził sobie nakładając porcję. Brak śniadania naprawdę dawał mu się już we znaki, ale wolał o tym nie wspominać, żeby nie zebrać reprymendy za kiepskie nawyki. Suto napakował jedzenia na talerz, niemal dorównał w swych staraniach porcji Conrada. Zanim jednak całkowicie oddał się konsumpcji, spojrzał z zachwytem na posiłek, głęboko odetchnął rozpływając się w apetycznych zapachach i posłał starszej siostrze uśmiech pełen wdzięczności. Pokiwał zgodnie głową na słowa brata. - To prawda. Absolutne cudo, jak zawsze - dorzucił od siebie i nie mogąc dłużej walczyć z fikołkami głodu i oczekiwania, jakie wykonywały jego wnętrzności, zanurzył widelec w stercie jedzenia. - Mmmmm, no i to jest jedzenie, a nie te... - urwał, by przerzuć jednak kęs do końca i nie narażać się na karcące spojrzenia, że znowu papla z jedzeniem w ustach. Przełknął i popił kompotem. - A nie te żałosne wymysły, które Billy nazywa "nietuzinkowymi potrawami" - dokończył z przekąsem, zarysowując cudzysłów w powietrzu. W ostatniej chwili odłożył widelec, żeby przypadkiem nie zchlapać stołu sosem podczas gestykulacji. - Ostatnio próbował mi wmówić, że spalenizna na toście to jego sposób na przełamanie smaku fasoli.
Pokręcił głową na wspomnienie współlokatora i jego wyczynów kulinarnych, po czym wbił spojrzenie z powrotem w talerz, z zachwytem pochłaniając kolejne kęsy.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 08-04-2026, 15:09 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.