• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Centralny Londyn > Budka telefoniczna przy The Strand
Budka telefoniczna przy The Strand
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
07-06-2025, 16:11

Budka telefoniczna przy The Strand
Na ruchliwej ulicy The Strand stoi charakterystyczna czerwona budka telefoniczna. Jej lakierowana błyszcząca czerwień wyróżnia się na tle szarych kamienic i szumu przejeżdżających samochodów. W środku, pod szklanym daszkiem, mieści się prosty, metalowy telefon na monety, który dzwoni donośnie po włożeniu kilku pensów. Przechodnie często zatrzymują się, by szybko zadzwonić, czasem zniecierpliwieni kolejką lub rozmową innych użytkowników. W deszczowe dni jej czerwony kolor wyróżnia się na mokrym chodniku, stając się małym punktem światła pośród szarości miasta.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (2): « Wstecz 1 2
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
Caleb Diggory
Czarodzieje
wejść na drzewo i patrzeć w niebo / tak zwyczajnie
Wiek
24
Zawód
hodowca magicznych ropuch
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
5
0
OPCM
Transmutacja
15
3
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
20
15
10
Brak karty postaci
12-03-2026, 04:26
Wbił wzrok w ziemię, mając wrażenie, że Daniel Dodge przygląda mu się jakoś zbyt paląco. Może też się tak w niego wgapiał, gdy zobaczył go na sowiej poczcie i samemu próbował doszukać się podobieństw. Niemrawo wzruszył ramionami, gdy mężczyzna wspomniał o matce. Nie wiedział, co mu odpowiedzieć—przyzwyczaił się do mamy. Zwariowałby, gdyby próbował doszukać się drugiego dna w każdym jej słowie i geście, choć przeczuwał, że przeważnie tam było. Ale nie chciał o niej rozmawiać, nie z nim. Bo mama mimo wszystko była jego.
A Daniel Dodge chyba właśnie oceniał, czy Caleb jest jego. Na co tak patrzył? Na twarz, próbując doszukać się podobieństwa? Na tanią koszulę i ubłocone buty? Na proste, niemodne spodnie? Na zegarek, który pasował do tego jak wół do karety albo raczej aetonan do pługu? Czy może wspominał mało subtelne śledztwo sprzed kilkunastu dni lub dzisiejszą niezdarność na mugolskiej ulicy?
Cal spodziewał się jakiegoś pytania, ale nie tego, które padło. Spodziewał się, że może Daniel Dodge zapyta, czym się zajmował. Albo czym się interesował. Albo jak mu się układało w życiu. Albo jaki był ojczym. Merlinie, jakie to naiwne. Dlaczego właściwie się tego spodziewał, dlaczego miał na to nadzieję?
Pytanie, które padło jasno sugerowało, że ocena była negatywna i że Daniel Dodge wątpi—że wcale nie chce—by Caleb był jego. To, kim Caleb był pewnie nie interesowało go wcale, wydał już wyrok. Albo teraz, albo jeszcze przed zaistnieniem Cala w jego życiu.
Poderwał głowę do góry, a w oczach na sekundę zalśnił gniew. Upór, trochę bliźniaczy temu, z którym Daniel Dodge tłumaczył mu, że ma zapłacić za ten pojazd. Przez moment chciał się uprzeć, że ojczym był uczciwym i porządnym człowiekiem i że nie pisałby dziadkowi pierdół, że list to dowód wystarczający. Spytać hardo, czy Daniel Dodge ma zamiar wyprzeć się również teraz. Złośliwie powiedzieć mu, że nie musi, bo przecież nie ma wobec niego żadnych obowiązków; bo utrzymali i wychowali go inni mężczyźni.
Ale wystarczyło, że skrzyżował spojrzenia z Danielem Dodge i jakoś oklapł. Pamiętał ton, jakim opowiadał o matce i papierach rozwodowych i... Nie chciał tego pamiętać.
Ale może mógł się nie upierać i mu to ułatwić.
- Nie ma. - odpowiedział martwo. Proszę bardzo, jest tylko list. Daniel Dodge może uznać to za byle gówno i uznać go za kłamcę i zapomnieć, proszę bardzo, nie żeby go to obchodziło. Nie był już małym chłopcem, który chce iść z ojczymem na ryby, żeby go to bolało. Felix nie chciał go w hodowli, wuj Albert nie chciał żeby wtrącał się do jego życia, mama chyba też czasem nie chciała żeby jej przeszkadzał, a Darcy nie chciała go widzieć na oczy. Kim w porównaniu do nich był Daniel Dodge? Nikim, nazwiskiem w liście. Naprawdę nie powinno go to zaboleć, naprawdę powinien się przyzwyczaić.
A jednak zabolało. Ta łatwość z jaką spytał dokumenty. To, że jedyne słowa jakie od niego usłyszał to nie bądź głupi, i stek obelg o matce, no tak. Nie wiedział nawet, w co wierzyć, może ojciec faktycznie trafnie uznał go za głupiego—i to od pierwszego wejrzenia. Ruszył do tego pojazdu w milczeniu, ale bez wdzięczności, raczej z ponurą rezygnacją. Oparł głowę o szybę, znowu było mu trochę niedobrze, ale na szczęście nie tak jak wcześniej. Pojazd poruszał się jakoś inaczej, łagodniej. Mógłby zamknąć oczy i odpłynąć, ale pozostawał gorzko świadomy obecności biologicznego ojca, który nawet nie był w stanie na niego spojrzeć.
W głowie zaczynały mu się kłębić pytania, ale wiedział, że nie będzie miał odwagi ich zadać. Ani jemu teraz, ani matce później. I że będzie potem żałował.
Chyba wolałby gorącą kłotnię albo wolałby nigdy go nie poznać. W tej podróży było coś gorzkiego, jakaś powolna śmierć resztek młodzieńczej nadziei.
Nie słyszał nawet tekstu muzyki, nie słyszał nawet melodii.
Zaznaczyli mi iksem, gdzie mam kurwa podpisać, jakbym był pierdolonym analfabetą. - grało mu w zamian w głowie.
- Mnie też dziadkowie traktują jak idiotę. - odezwał się nagle, gdy rozpoznał już za szybą budynek, w którym był ukryty szpital św. Munga. - Może to dlatego. - dodał jakby do siebie, trochę nieobecnie. Może uzdrowiciele faktycznie powinni ocenić, czy nie miał wstrząsu mózgu. - Nie zdziwiłbym jakby mnie też uznawali za niepiśmiennego. - mruknął ponuro. - Ale umiem czytać. I pisać. I na naprawę tego... czegoś też mam, choć nie umiem tym jeździć. - przypomniał, a potem pokręcił głową, bo nie wiedział czemu się tłumaczy. Rachunek za głupie, mugolskie żelastwo i pogarda dziadków i groźba łysienia, tylko tyle ich połączy. - Dziękuję za podwiezienie - magiczne słowo. - i przepraszam za kłopot. - drugie magiczne słowo, bo był dobrze wychowany. - Do widzenia. - rzucił bardzo formalnie, budując dystans, a potem wyszedł z samochodu. Wszedł do szpitala o własnych siłach, próbując (skutecznie) nie oglądać się za siebie.

/zt x 2 Sad
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): « Wstecz 1 2


Skocz do:

Aktualny czas: 04-04-2026, 15:14 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.