• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Zachodni Londyn > Sklep muzyczny "Gabinet Dźwięków"
Strony (2): 1 2 Dalej
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
10-07-2025, 18:39

Sklep muzyczny "Gabinet Dźwięków"
Na jednej z bocznych uliczek w dzielnicy Notting Hill, między kinem artystycznym a kawiarenką z francuskimi bułeczkami, kryje się „Gabinet Dźwięków”, niewielki i niepozorny sklep muzyczny, niemożliwy do przeoczenia. Charakterystyczna wąska witryna mimo stłoczenia między fasadami przyciąga klienta swą nowoczesnością i ekstrawagancją. Nazwa sklepu jest wymalowana białą farbą, zaznaczona grubą i krzykliwą czcionką. W środku za szybą stoją gramofony, półki uginają się pod płytami winylowymi o znajomej sygnaturze: The Beatles, Coltrane, Edith Piaf, a także wiele innych, mniej znanych tytułów. Drzwi otwierają się z cichym brzdękiem dzwonka. Wnętrze jest wąskie, lecz głębokie, z drewnianą podłogą, skrzypiącą jak stara scena. Zapach to mieszanina lakieru do drewna, papieru, kurzu i lekkiego kadziła. W jednym z kątów widnieje szafka z kasetami magnetofonowymi - nowością, która powoli  zaczyna zdobywać rynek. W innym rogu znajdują się słuchawki zawieszone na haczykach, przy których można przysiąść i posłuchać wybranego nagrania. Czasem gra tu muzyka z ukrytego głośnika. Za ladą stoi pan Halberd, dawny muzyk o ogromnej wiedzy i doświadczeniu. Czasem doradza coś bez pytania, jakby poznał klienta od razu, na wylot. Na zapleczu znajduje się niewielki pokój z kolekcją rzadkich nagrań, do którego wpuszcza tylko wybranych. Tam, podobno, można posłuchać rzeczy, których nikt już nie nagrywa. Lub nagrań, które powinny być zapomniane.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Daniel Dodge
Czarodzieje
I'm asking you to come there and make me look good. Alright?
Wiek
44
Zawód
Inwestor, Złodziej, Diler, Szmugler
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
11
5
Brak karty postaci
10-12-2025, 14:34
12 kwietnia

tw: przekleństwa

Sprawy wagi państwowej, obwieszczam, wychodząc z domu. Drzwi zatrzaskują się za mną z hukiem, nie oglądam się za siebie, bo wiem, że ona tylko na to czeka: aż mrugnę, pomacham, prześlę jej kolejnego całusa z głośnym MUA na do widzenia. Co to, to nie. Sam żyję w wiecznym stresie (to by tłumaczyło powiększający się prześwit na czubku głowy, o cofającej się linii włosów nawet nie wspominam, moje czoło wygląda jak plaża po odpływie) o to, że na pewno jestem jeden jedyny. Pewnie dlatego podłą przyjemność sprawia mi myśl, że Sandy może się martwić, a nawet smucić, bo nie odwróciłem się wcale, kiedy stała w progu, bez grama makijażu, w mojej starej koszuli sięgającej jej do połowy ud. Komu w drogę, temu czas, nie wolno przecież odmawiać, kiedy pieniądz woła, a ja dostałem cynk, że warto zaopatrzyć się w test pressy singli i radiowych demówek czterech wafli z Liverpoolu. A gdzie dostać takie perełki? Ano trzeba wiedzieć, gdzie szukać. Garażowe wyprzedaże, śmietniki przy tłoczniach, grodzone podwórka niedaleko rozgłośni radiowych, które kilka razy w miesiącu wystawiają ogromniaste kartony pełne kaset i próbek młodych gniewnych, łaknących sex, drugs & rock n’ roll to dobry początek. Poza tym: studenckie koncerty w spelunkach i oczywiście pewne, bardzo konkretne sklepy, w których pracują ochotnicy, wolontariusze albo eksperci, którzy z kilkudziesięciu stóp wyniuchają białego kruka. Tych ostatnich urobić się nie da, z nimi trzeba negocjować, dać powąchać żywą gotówę. Tusz prosto z drukarki i papier przechodzący z rąk do rąk ma dla nich woń jagodzianek, kusi, och, jak kusi. Mieć teraz czy za dwadzieścia lat, wynajmowanie mieszkania w czynszowej kamienicy w emigranckiej części Ealing (Londyn jest za drogi nawet dla naszych) podpowiada słuszną decyzję. W tej okolicy często psuje się ogrzewanie, właściciele domów absolutnie nie kiwną palcem w tej sprawie, a na dostawienie kozy się nie godzą. Jak w takiej sytuacji brzmi nowiuteńki, świeżutki banknot 50-funtowy? Takie nominały tylko do furania, ale jeden oszczędzam, żeby w razie czego wyjąć go z portfela, elegancki, czyściutki, bez pozaginanych rogów. Obok leży rulon, z którego desperat zeskrobałby nawet solidną porcyjkę dla jednej osoby, potrzeba matką wynalazku, rzekłby ktoś, kto tłumaczy się z nałogu. Ja tego nie planuję, więc po prostu następuje uczciwa wymiana: plik z wytłoczoną królewską podobizną w zamian za czarny placek w białej kopercie, czasem z kilkoma szumami, czasem z niedobitym balansem. Im bardziej badziewny tym lepiej, kolekcjonerzy obciągną sobie nawzajem, żeby choćby potrzymać kawał tego szajsu, tylko i wyłącznie z tytułu pierwszeństwa i bardzo limitowanego nakładu. W międzyczasie sięgam do kieszeni przejściowego płaszcza, grzebiąc za miętówkami - jeszcze w trakcie konwersacji non-stop mi się odbijało, to pewnie ta golonka - a nieoczekiwanie palcami muskam coś innego, coś miękkiego i rozwarstwiającego się. Hmm. Czerwono-złote piórko wygląda jak wyrwane z dupy dorodnego feniksa i to takiego długo przed spaleniem. A to ci dopiero, Ollivander nieźle mi posmaruje, chwała sklepom z używaną odzieżą, wszystkim Kupciuszkom, Ciuch-Ciuchom i Second-Chance’om. Ale mam farta.
– To prawdziwa przyjemność, robić z panem interesy – kłaniam się ślisko staremu Halberdowi, który poucza mnie o przechowywaniu płyt winylowych, jakbym nie handlował z nim we wszystkie nieparzyste soboty. Dziadyga myśli, że zjadł wszystkie rozumy, bo potrafi wydobyć z gitary dźwięki skrzypiec - też coś. Ale na skrzypcach to już nie umie… Nieważne, jestem akuratnie w nastroju na tyle szampańskim, że to pitu-pitu wlatuje jednym uchem, wylatuje drugim, nie pozostawiając w środku absolutnie żadnych zbędnych i trudnych w magazynowaniu informacji. Rozgrzałem się na tyle, że wychodząc ze sklepu aż gonię za blondyneczką, która wcześniej cichutko przeglądała płyty z muzyką klasyczną, na łeb, na szyję, na czerwonym świetle, bo akurat coś jej wypadło. To coś to cacko - broszka, zaplątana o szal, tocząca się z gracją po kostce brukowej, o włos omijająca studzienkę kanalizacyjną. Opalizujący kamień w złotej oprawie pasowałby Sandy, podkreśliłby jej cerę; no niestety. Na moment zapominam o zasadzie znalezione nie kradzione i zamiast hop-siup, skryć błyskotkę za pazuchą, wołam za nieznajomą.
– Pani poczeka chwilę – no i gdzie się tak śpieszy? Baby z takim kapitałem (posagiem? spadkiem?) raczej nie martwią się sztywnym grafikiem. – Upuściła pani… – wyciągam w jej stronę broszkę, z którą rozstać się jest mi trudniej niż przypuszczałem. Szlag by to i chuj mi w dupę.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Nylah Black
Czarodzieje
It's only illegal if I get caught.
Wiek
24
Zawód
Śpiewaczka operowa i łamaczka klątw
Genetyka
Czystość krwi
potomkini wili
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
9
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
3
8
Siła
Wyt.
Szybkość
5
9
5
Brak karty postaci
30-12-2025, 19:31
Czas znaleźć coś nowego do słuchania. A raczej do śpiewania, choć rzecz jasna to się rozumie zazwyczaj samo przez siebie. Jeżeli jakaś melodia przypadnie mi do gustu odruchowo zaczynam się jej uczyć. Do tej pory winyle w moim pokoju zawierają słowa prócz melodii, ale myślę sobie, że może czas znaleźć coś, co nie ma słów? Takie dla wyciszenia myśli, przy książce na przykład? Właśnie taka myśl przyświeca mi, gdy kieruję się do zachodniej części Londynu, do „Gabinetu Dźwięków”. Nie jest to wprawdzie miejsce, w którym bywam często, ale od czasu do czasu odwiedzam sklep starego Halberda, nawet jeśli nie zawsze wyjdę z jakąś płytą. Czasem przychodzę jedynie obejrzeć zbiory, czasem porozmawiać. Mężczyzna wie bardzo wiele o muzyce, jeśli ma humor, można się od niego wiele dowiedzieć. Dzisiaj jednak tego humoru nie ma, pozostaje mi więc jedynie przejście się po sklepie i oglądanie wystawionych płyt. Niektóre znam, inne zwyczajnie do mnie nie przemawiają. Nie powinnam oceniać ich po okładce, ale czasem tak po prostu mam. Okładka mnie zniechęca i już. Mimo, że mamy początek kwietnia, jest dosyć chłodno. Dlatego prócz płaszcza biorę też szal, wprawdzie jedwabny, ale owinięty wokół szyi zapewnia wystarczająco ciepła. A jak nie, to istnieją zaklęcia w razie potrzeby. Nie liczę czasu, który mija mi w sklepie. Pan Halberd mnie nie zaczepia, a ja nie zaczepiam jego, skupiając się jedynie na płytach. Tę znam. Tę też znam. Tej nie lubię, źle mi się słucha. Nie mój typ muzyki. Zaczynam się czuć trochę rozdrażniona, sama nawet nie wiem czemu. Pewnie to zmęczenie wszystkim wokół, lekkie nerwy na zjazd w Hogwarcie i pewnie tysiące innych rzeczy. Konieczność bycia perfekcyjną córką. Cholernie brakuje mi Francji, brakuje mi Axela, który po chamsku się nie odzywa tyle lat i w ogóle zaczynam mieć wszystkiego dość. Muszę chyba pójść na Nokturn, tak znajdę jakieś artefakty do rozebrania z klątw. Klątwy zajmą myśli i wymuszą skupienie, zresztą lubię to robić. Do tego herbata z miodem i cytryną… Uśmiecham się do siebie czując, jak napięcie przynajmniej na chwilę odpuszcza. Rejestruję, że jakiś mężczyzna wchodzi do sklepu i chyba kupuje jakieś płyty. Nie słucham tego, co mówią, ale jest to jasny sygnał, że wypada się już zbierać. Dzisiejsze łowy są nieudane, porzucam muzykę klasyczną, nawet jeśli notuję w głowie, po co chciałabym wrócić. Teraz jednak bardziej kusi Nokturn i artefakt. Nie zauważam, jak szal się poluzowuje na mojej szyi, kieruję się do wyjścia, zahaczając po drodze o framugę. Lekkim szarpnięciem uwalniam się z tej malutkiej pułapki nawet nie dostrzegając, że tym samym rozpinam broszkę z uszkodzonym zapięciem. Zamyślona nawet nie słyszę, jak upada, kieruję się po prostu w stronę centrum, w stronę magicznej części Londynu. Z zamyślenia odrywa mnie czyjś głos. Ktoś za mną woła, ale przebija się do mojego zamyślenia dopiero po chwili, więc zatrzymuję się i odwracam w stronę głosu. Jego właścicielem jest mężczyzna, na oko mogący być w wieku mojego ojca lub coś koło tego. Przez chwilę próbuję zrozumieć, co się właściwie stało, a potem dostrzegam na jego dłoni moją broszę. Wędruję dłonią do szala, rozwiniętego i powiewającego za mną i czuję, jak delikatnie pieką mnie policzki. Cholera jasna!
- Najmocniej pana przepraszam. – uśmiecham się nieśmiało, trochę przepraszająco. – Nie słyszałam pana, zamyśliłam się. – przyznaję szczerze, od razu też sięgając po broszkę, by nie stał z wyciągniętą ręką jak jakiś idiota. Przynajmniej z boku tak by to mogło wyglądać.
- Bardzo panu dziękuję. Musiałam zaczepić szalem o coś… – przyglądam się broszce i dopiero wtedy zauważam uszkodzone zapięcie. – Merde… – mruczę pod nosem. – Uszkodzone zapięcie. Dlatego wypadła. Naprawdę bardzo panu dziękuję… – broszka jest cenna. Może nie finansowo, choć to oczywiście też, ale przede wszystkim jest cenna mentalnie. To prezent od dziadka, a ten mężczyzna zapewne dłuższy kawałek za mną szedł. Waham się w duchu, ale Nokturn może poczekać. – Mogę się jakoś odwdzięczyć? – pytam w końcu, bo wcale nie musiał za mną iść. Nie okradł mnie, puściło zapięcie. Mógł podnieść i zabrać ze sobą. A mimo to podjął wysiłek, by zwrócić zgubę – potrafię to docenić.
I am the voice in the wind and the pouring rain
I am the voice of your hunger and pain
I am the voice
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Daniel Dodge
Czarodzieje
I'm asking you to come there and make me look good. Alright?
Wiek
44
Zawód
Inwestor, Złodziej, Diler, Szmugler
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
11
5
Brak karty postaci
30-12-2025, 23:27
W Londynie trzeba patrzeć pod nogi, torebeczki ściskać mocno w dłoni, a portfeli nigdy przenigdy nie chować w tylnej kieszeni jeansów. Takie zasady milionowego miasta, w którym jest miejsce dla wyznawców wszystkich religii, a skala kolorystyczna sięga (w dwóch słowach) Królewny Śnieżki. Od śniegu do hebanu, po drodze z różnymi akcentami żółtego, czerwieni itp, choć oczywiście rasa kaukaska dominuje na Wyspach, mamy tu prawdziwe multi-kulti reklamowane na ulicach plakatami w każdym języku. Zasady panują jednak uniwersalne i zrozumiałe dla wszystkich: na wąskich chodnikach chodzić po lewej, na schodach do metra ustawiać się gęsiego, ignorować czerwone światła na przejściach dla pieszych i spoglądać na ziemię, która i wśród tej betonozy rodzi soczyste owoce. Różne. Gdy szczęście dopisze, zbieram dziesięciopensówki, idzie na tym nawet nieźle dorobić. Jedna osoba na sto ma tu dziurawe kieszenie i nie chce jej się oddać spodni lub płaszcza do krawca, by to załatwić, na zdrowie. Innym razem to galaretki w czekoladzie. Pudełka z zapałkami. Zapasowe guziki. Dużo syfu, ale syfu nie podnoszę. Wśród tego zdarzają się jednak i diamenty - tak jak dziś.
Oceniam błyskotkę okiem fachowca, który dawno temu wyszedł z wprawy: bo kiedy niby miałem do czynienia z czystym szlifem, szkłem powiększającym i prawdziwym karatem? Przed rozwodem, przed więzieniem, równie dobrze mogłoby to dziać się w poprzednim wcieleniu, w poprzedniej epoce albo nawet poprzedniej erze, gdyby w kredzie ktokolwiek przejmował się wydobywaniem diamentów. A może - może były dinozaury, które jak świnie ryły ziemię w poszukiwaniu trufli tylko dużo, dużo głębiej? Nigdy się nie dowiemy, autentycznie jest mi żal. Żal, żal, żal dupę ściska, kiedy z wyciągniętej ręki opuszczam broszkę na dłoń blondyny. Podaję i puszczam, całkiem naturalnie, zupełnie normalnie, dokładnie tak, jak postąpiłby każdy człowiek, kończący szkołę średnią z oceną co najmniej “poprawną” z zachowania. Paniusia płonie rumieńcem i duka jakieś przeprosiny (za co? nie rozumiem) aż w końcu z gąszcza kompletnie nieinteresujących mnie informacji (ojej, zepsuła się. I cio teraz?), pada konkretna propozycja.
– Hmmm – zamyślam się na moment, daję sobie czas, by poprawić aparycję naruszoną przez pościg - wygładzam kołnierz palta i manipuluję przy przekrzywionej pstrokatej apaszce.
– Może jakieś znaleźne? – dziesięć procent od wartości, będzie na nową koszulę nocną dla Sandy i na skórzany pasek dla mnie, będzie na porcelanowego setera do jej kolekcji i  dziesięć lakierów do paznokci w różnych odcieniach różu, z którego ja dam radę rozróżnić i nazwać może ze trzy. No dalej, maleńka, płać - bo płakać już nie musisz.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Nylah Black
Czarodzieje
It's only illegal if I get caught.
Wiek
24
Zawód
Śpiewaczka operowa i łamaczka klątw
Genetyka
Czystość krwi
potomkini wili
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
9
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
3
8
Siła
Wyt.
Szybkość
5
9
5
Brak karty postaci
22-01-2026, 16:31
Nie mogę powiedzieć, żebym czuła się jakoś bardzo komfortowo. Moja własna nieuwaga zwyczajnie mnie drażni, zresztą nikt nie lubi gubić własnych przedmiotów. Zwłaszcza takich, jak moja broszka, prezent od dziadka i rodzinna pamiątka. Na takie rzeczy trzeba uważać jeszcze bardziej, a tu takie faux pas. Tym bardziej jestem wewnętrznie zaskoczona, że ktoś zadał sobie trud tylko po to, by mi ją oddać. Mało jest takich ludzi, a po mugolach nie spodziewam się niczego dobrego prawdę mówiąc. Chociaż jedna jaskółka wiosny nie czyni. Ot trafiło się facetowi. Odwdzięczyć się jakoś trzeba, jednak w zasadzie… jak?
Mężczyzna proponuje znaleźne, a na mojej twarzy pojawia się szczery popłoch, który natychmiast staram się zamaskować. Znaleźne? Na gacie Merlina! To nie tak, że przeszkadza mi taka forma zadośćuczynienia. Dziesięć procent wartości to utarta forma odpłaty za znalezione zguby. Lepiej w końcu stracić dziesięć galeonów niż sto, prawda? Nie, problem tkwi w zupełnie innej kwestii. Nie mam pojęcia, ile ta brosza może być warta. Rzecz jasna w walucie mugoli, bo w kwestii czarodziejskiej waluty nie byłoby to tak trudne. Chociaż żebym znała przelicznik, cholera jasna. Jeszcze tego mi brakowało.
- Nie ma najmniejszego problemu. – zgadzam się na znaleźne, żeby nie zostawiać mężczyzny zawieszonego w próżni z pytaniem i usilnie próbuję przeliczyć, ile powinnam mu dać. Poprawiam broszkę i sięgam do torebki, poszukując portfela i wykonując skomplikowane obliczenia matematyczne. W luźnych przeliczeniach byłabym mu winna jakieś 20 galeonów, o nawet mam tyle przy sobie. Mam nawet więcej, ale jak wyglądał przelicznik na mugolskie…? Finty chyba, nie pamiętam dokładnie, jak ta waluta się nazywa. Jakoś podobnie w każdym razie. Dobra, te całe finty też mam. 20, 50… Łącznie jakieś 120. Tyle wystarczy? Musi. Z kamienną twarzą wyjmuję te 120 fintów w banknotach i podsuwam mężczyźnie. Na usta ciśnie się pytanie, czy tyle wystarczy, ale jeszcze zaśpiewa sobie więcej, a resztę mam już tylko w galeonach.
- Proszę. Jeszcze raz bardzo panu dziękuję. – trochę się powtarzam, wiem o tym, ale w tym wypadku to chyba nie jest większy problem. Zapewne zapłacenie za kawę czy coś byłoby lepsze, wygodniejsze w każdym razie, ale nie ja decyduję. Zresztą mam nadzieję, że faktycznie będzie usatysfakcjonowany, bo do Gringotta kawałek drogi, żeby wymienić galeony, chociaż prawdę mówiąc nawet niespecjalnie mam ochotę plątać się jeszcze po niemagicznym Londynie.
I am the voice in the wind and the pouring rain
I am the voice of your hunger and pain
I am the voice
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Daniel Dodge
Czarodzieje
I'm asking you to come there and make me look good. Alright?
Wiek
44
Zawód
Inwestor, Złodziej, Diler, Szmugler
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
11
5
Brak karty postaci
23-01-2026, 11:03
Okazja czyni złodzieja: podobno. Ziarnko prawdy w tym jest, no bo kto nie uśmiechnie się od ucha do ucha na widok zegarka pozostawionego samotnie na basenowym murku czy nie połasi się na nowiuteńki, błyszczący, czerwony rower, którego właściciel porzucił go przy Muzeum Brytyjskim, żeby oglądać egpiskie mumie. Nawet obywatel z Orderem Pierwszej Klasy Merlina za moralność będzie zacierać rączki, kiedy na pchlim targu przy Notting Hill zauważy stówę na ziemi. Kasę na ulicy niby najłatwiej znaleźć w Berlinie, lecz tam, tak samo jak tutaj, nikt nie podniesie świeżutkiego, pachnącego jeszcze farbą drukarską bankntotu, żeby zapytać “przepraszam bardzo, czy ktoś z państwa zgubił sto funtów?”.
Ja być może urodziłem się z lepkimi rączkami, niewykluczone, że już w kołysce sięgałem do kolczyków opiekunek, szarpałem za tanie, podrabiane perły na ich szyjach, gaworzyłem, kiedy szklane oczka z ich pierścionków odbijały światło i puszczały zajączki na szarych ścianach sierocińca. Może mam to zapisane w kodzie genetycznym: coś o tym, że niedaleko pada jabłko od jabłoni, że gałęzie zatrute chorobą najlepiej odciąć, że jaki ojciec, taki syn. Wszystko sprowadza się do dziedziczenia, a ja przecież jak ta kukułka, z wyprawką, która mieściła mi się w jednym, niewielkim tornistrze - co mam na to poradzić?
Broszkę, która toczy się nierównym chodnikiem prosto do mych stóp, w pierwszym odruchu od razu ładuję do kieszeni. Gestem naturalnym, ot, dla pierwszego lepszego przechodnia wygląda to, jakbym wiązał bijące czystością po oczach oksfordki. Nie dają dyplomów z kradzieży kieszonkowej, nie ma certyfikatów za ukończone kursy (nisza rynkowa?), ale przynajmniej sam sobie mogę pogratulować. Czystego przypadku i dokumentnie spartaczonego finału, którego warunki dyktuje siła wyższa, nagle natychająca mnie do myślenia po bożemu. I tak galernicy w moich myślach zaprzęgnięci do wiosłowania tą łajbą, wszyscy mają twarz Sandy, smutne oczy i usta wygięte w podkówkę. Każdy z nich coś zgubił i czegoś nie odzyskał: pozłacanej bransoletki z serduszkiem, perłowej nausznicy, małego, koralowego grzebyka z połamanym jednym zębem. Wzdycham, nie wiem, który to już raz, oddając broszkę niewysokiej blondynce, tęsknie patrząc na nią, kiedy jej palce zachłannie więżą ją już poza moim zasięgiem, a nawet z dala od mego wzroku, a z tego żalu bliski jestem płaczu. Na otarcie łez będzie znaleźne: paniusia nie próbuje żadnych sztuczek, chętna do współpracy grzebie w torebce i szuka. Coś długo zajmuje jej wyciągnięcie portfelika, lecz jestem obeznany z kobiecymi torebkami, które są skomplikowane niczym labrinty w polu kukurydzy. Nieraz w torebuni Sandy ginęły mi fajki, kluczyki do auta, miętówki czy ołówki.
– Słuchaj, laluniu, nie chcę cię poganiać, ale trochę się śpieszę – mówię, zaczynając wietrzyć spisek. Niucham za nim jak lis za świeżymi jajami, no i chyba wpadam prosto do kurnika: blondyna macha mi przed nosem taką gotówą, jakiej nikt o zdrowych zmysłach nie nosi przy sobie na shopping w sklepie z winylami. Chyba, że później ma spotkanie inwestycyjne albo spłaca pierwszą z dwudziestu rat kredytu na mieszkanie. Wytrzeszczam oczy to na papier, to na paniusię, ociągając się jeszcze z przyjęciem kasy - coś mi się tu nie zgadza, coś za łatwo. Żadnych negocjacji, żadnego oporu, żadnego straszenia chłopakiem, który spuści mi wpierdol.
– Tyle? – upewniam się, brwi się marszczą z całą surowością, na jaką mnie teraz stać, feniksie pióro, które opchnę Ollivanderowi za solidną dniówkę, łaskocze mnie w kieszeni.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#7
Nylah Black
Czarodzieje
It's only illegal if I get caught.
Wiek
24
Zawód
Śpiewaczka operowa i łamaczka klątw
Genetyka
Czystość krwi
potomkini wili
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
9
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
3
8
Siła
Wyt.
Szybkość
5
9
5
Brak karty postaci
27-01-2026, 18:31
Mam bardzo niewielkie wrażenie, że mężczyzna nie jest aż tak chętny, by rozstawać się z moim świecidełkiem. Bo zapewne broszka tym dla niego jest, zwyczajnym świecidełkiem, jakich wiele w sklepach jubilerskich. W sumie mogę się jednak mylić, bo westchnięcie mężczyzny jest w sumie… niecierpliwe, tak. Najprawdopodobniej się spieszy, a ja próbuję wyciągnąć odpowiednią ilość gotówki i znaleźć w głowie przelicznik galeonów na mugolską walutę. Nie no, bezcenne.
Mrużę oczy, gdy nazywa mnie „lalunią” i prawie na niego syczę. No to jest już chamskie. Zaciskam jednak wargi i nic nie mówię, dopóki nie udaje mi się znaleźć odpowiedniej kwoty i nie pokazać przy tym portmonetki wypełnionej walutą magicznych ludzi. Przy okazji wyjaśnia się jego pospieszające wzdychanie, jak sądziłam, po prostu się spieszy. Ale to wcale nie znaczy, że ma prawo mnie obrażać.
- Nie jestem żadną lalunią, od tego zacznijmy. – mój głos robi się nieco bardziej suchy niż chwilę temu, ale nadal jeszcze to nie jest złość z mojej strony. – A poza tym mnóstwo tu kieszonkowców, więc noszę portmonetkę na samym dnie torebki. – trochę w tym prawdy, trochę nie, ale nie jest to nic nieprawdopodobnego, by ktokolwiek doszukiwał się jakiejś nieszczerości w moich słowach. Przecież mu nie powiem, czego naprawdę szukałam.
Wytrzeszczone oczy sprawiają mi całkiem sporo satysfakcji. Chyba dlatego, że ewidentnie go zaskoczyłam. Pytanie tylko czym dokładnie? Gotówką w dłoniach? Czy brakiem targowania się? Najwyraźniej nie miał do czynienia z ludźmi, którzy wiedzą, czym jest kultura i honor.
- Tyle. – kiwam głową, zastanawiając się, czy to na pewno adekwatna kwota. Nie wyjęłam za mało? Może powinno być tego więcej? Ale nie mam więcej. A nie pójdę do Gringotta, przecież to może być mugol.
- Wydaje się pan być zaskoczony. Coś nie tak? – dopytuję tak na wszelki wypadek, mając nadzieję, że mężczyzna przyjmie gotówkę i rozejdziemy się w tak zwanym pokoju. Trzymam tę gotówkę w rękach i czuję się trochę… dziwnie. Raczej, skoro sam chciał znaleźne, powinien wziąć pieniądze i to na tyle? Raczej nie wzbudzam grozy swoim wyglądem, co najwyżej urok wnuczki wili może delikatnie wpływać na zdolności poznawcze, nawet jeśli wcale nie próbuję go na kimkolwiek używać. Chociaż możliwe, że będę musiała, jeśli coś nie tak będzie z kwotą. Zaczynam mieć coraz więcej czarnych myśli. A jak to jakiś morderca? Albo złodziej-morderca i zaraz wyciągnie nóż, żeby mnie zaatakować?
I am the voice in the wind and the pouring rain
I am the voice of your hunger and pain
I am the voice
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#8
Daniel Dodge
Czarodzieje
I'm asking you to come there and make me look good. Alright?
Wiek
44
Zawód
Inwestor, Złodziej, Diler, Szmugler
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
11
5
Brak karty postaci
27-01-2026, 21:13
Zacznijmy od tego, że każda kobieta przed menopauzą będzie dla mnie maskotką. Mam dla nich moc przezwisk na każdą okazję, maszyna losująca zwalnia blokadę i jak kulka z losowania dużego lotka, wypada - akurat trafia na lalunię, a mogła być choćby foką albo dżagą. Waga ciężka czy piórkowa, to naprawdę nie gra roli, z ręką na sercu przysięgam, że każdą potraktuję tak samo, bo tego nakazują maniery. Słabość: kobiety, bo są miękkie, ciepłe i wyrozumiałe. Bo czekają na telefony i wybaczają, nawet, jeśli mówią, że tego nie zrobią, ciskają we mnie butami i oblewają stęchłą wodą z obschniętych kwiatów. Bo raz cię całują, a raz urywają głowę w prastarym rytuale modliszek. Ta nieprzewidywalność - idę o zakład, że w tym tkwi szkopuł, który ciągnie mnie do nich jak niedźwiedzia do miodu.
– Nie? No to jak już sobie chcesz, paniusiu – wzruszam ramionami, bo blondyna spięła się, jakby zamierzała tu złożyć jajo. – Za moich czasów, jak mężczyzna powiedział komplement, to się za niego dziękowało – dodaję, lekcja dobrego wychowania nie zaszkodzi, z takim nastawieniem męża sobie nie znajdzie, a przyuważam, że obrączki na palcu brak. W pewnym wieku to już wstyd, przynajmniej wtedy, kiedy ma się datę przydatności do spożycia. Gdyby tak jak na serkach wiejskich była zapisana gdzieś na wieczku (na wierzchu), baby by tak nie przesmradzały i może nauczyłoby to je moresu. – Tak, tak. Wpuścili obcych i teraz kto za to płaci, co? Uczciwi obywatele, ot co – wtóruję jej, rodowity Anglik o bardzo lepkich rączkach, który doznał chwilowego zaćmienia umysłu - ja, ślepy, dający prowadzić się kulawemu. Ciut za długo patrzę na te funty w jej dłoniach, ale żeby się tak zastanawiać? Ona głupia, czy brosza to jakieś małe dzieło sztuki wykonane przez lokalną manufakturę, która ręcznie produkuje ledwie do stu sztuk rocznie? Inwestycja w winyl zwróci się sama - nic, tylko wcisnąć cash do szerokiej przegródki portfela, obok kieszonki na karty i wizytówki.
– No, czy ta brosza nie jest przypadkiem więcej warta? To chyba kamień księżycowy i złoto, nie? – rzucam, ale też czym prędzej zaciskam dłonie na banknotach, jakbym się bał, że laleczka się rozmyśli i zaraz zostanę z niczym. – Wiesz lalu..., znaczy, paniusiu, ja ciebie nie oszukałem, więc dobrze by było, żebyś ty też nie próbowała mnie wyrolować. Nie chcesz chyba, żeby dopadła cię zła karma, co nie? – tak pytam, strzelając, że blondie może być jedną z tych uduchowionych. Od dziennego wdychania kadzidła pewnie straciłem kilka punktów IQ, ale przynajmniej brzmię na szczerze przejętego jej przyszłością. Powinienem martwić się o swoją karmę - ale czy właśnie nie wyrównuję szali między dobrem a złem? To ten tak zwany balans - bo bilans musi być po mojej stronie.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#9
Nylah Black
Czarodzieje
It's only illegal if I get caught.
Wiek
24
Zawód
Śpiewaczka operowa i łamaczka klątw
Genetyka
Czystość krwi
potomkini wili
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
9
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
3
8
Siła
Wyt.
Szybkość
5
9
5
Brak karty postaci
06-02-2026, 17:59
Ja rozumiem, że facet jest… no delikatnie rzecz biorąc mógłby być młodocianym ojcem mnie samej, patrząc po wyglądzie, ale lalunia brzmi trochę… może nie chamsko, ale nieprzyjemnie. Nie podoba mi się i już, kojarzy się troszkę z byciem albo przedmiotem, albo durną blondynką, która potrafi tylko szczebiotać. Jestem blondynką wprawdzie, ale bez przesady. Na pewno nie dam się nazwać przedmiotem. Zresztą mniejsza…
Trzeba było zostać jednak przy laluni. Chyba. Paniusia brzmi równie źle, ale już daruję sobie komentarze. A przynajmniej chciałabym, bo to, co mówi ten facet, wzbudza we mnie bardzo duże zaskoczenie. Unoszę wysoko brwi – gdzie on przepraszam widział tam komplement…? Merlinie, co to za gość?
- Ależ oczywiście, że się za komplementy dziękuje. Sama także to robię. – przyznaję mu rację, tylko po to, by zaraz potem zamrugać niewinnie oczami. – Tam gdzieś był komplement, którego nie wychwyciłam? – wolę się upewnić, mimo wszystko. Może źle rozumiem tego faceta, albo to jakaś dzika prowokacja. W tej chwili jestem chyba skłonna spodziewać się wszystkiego. Przynajmniej dzielimy podobne zdanie odnośnie złodziei i kieszonkowców.
- No właśnie. – kiwam z entuzjazmem głową. – Kiedyś złodziejstwa można było spodziewać się jedynie w szemranych uliczkach miasta, a teraz? Trzeba pilnować rzeczy jak oka w głowie. – albo zaopatrzyć się w gryzącą portmonetkę lub torebkę, chociaż mógłby być drobny problem w kwestii ministerstwa, gdyby odgryzły palce jakiemuś mugolowi. No ale nie zamierzam przecież tego testować.
Facet jednak decyduje się drążyć temat broszy i to zapala kilka czerwonych lampek w mojej głowie. Co on, jubiler jakiś? Ze złotem się zgadzam, z kamieniem nie do końca.
- Przepraszam bardzo. – oburzam się całkowicie szczerze. – Znaleźne to dziesięć procent wartości, prawda? Nie kłócę się z tą kwotą. Kamień to kryształ górski, nie kamień księżycowy. – prostuję mimochodem, bo złoto jest prawdą. – Brosza jest warta tysiąc dwieście – 200 galeonów, mniej więcej – i to jest właśnie te dziesięć procent z tej sumy. – może i handlarz ze mnie żaden, ale na gacie Merlina doskonale wiem, co noszę na sobie i ile jest to warte. Oczywiście, że wolałabym płacić w galeonach, bo przelicznik na mugolską walutę jest okropny, ale niech mi ten stary dziad nie sugeruje, że próbuję go obrobić.
- Honor i godność nie pozwalają oszukiwać w takiej sytuacji. – fuczę jeszcze, czując się trochę… dotknięta. Trochę bardzo dotknięta. A ja mu chciałam kawę postawić! Teraz to już nawet nie miałabym za co, ale w tej chwili to mało istotne.
I am the voice in the wind and the pouring rain
I am the voice of your hunger and pain
I am the voice
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#10
Daniel Dodge
Czarodzieje
I'm asking you to come there and make me look good. Alright?
Wiek
44
Zawód
Inwestor, Złodziej, Diler, Szmugler
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
11
5
Brak karty postaci
07-02-2026, 13:14
I się zaczyna: jedno niewinne słówko, na dźwięk którego panienki przeważnie suszą do mnie ząbki prowadzi do fikołków w celu uniknięcia odpowiedzialności za obrazę majestatu. Pieprzone sufrażystki w ich spodniach z wysokim stanem: zaraz jedna z drugą się zmówią i przekonają cały świat, że gwizdanie na kobiety to jakaś forma przemocy i przywilejów w formie złotych bilecików dla patriarchalnego społeczeństwa. Nie, żebym na kogoś pogwizdywał, ani przez zęby, ani na palcach, ani w ogóle. Trzeci rok z Sandy leci, a wraz z nim powolutku kruszą się dawne, kawalerskie zwyczaje, zaczynając od wieszania brudnej bielizny na oparciach kuchennych krzeseł, kończąc na klepaniu po pośladkach uczynnych kelnerek, które uśmiechają się, pytając, czym mogę służyć - a nie uśmiechają się do wszystkich, zatem tak, to pozwolenie, a przynajmniej zachęta.
– Zwykłe nieporozumienie. Zostawmy to – wysilam się na grzeczność i wymuszam wygięcie szczęki w kształt czikity, przerzucając ciężar konwersacji na imigrantów, z których nie ma większego pożytku poza tym, że urozmaicają nasza kuchnię swoimi narodowymi daniami – moje (żadne) patriotyczne ciągoty niestety nie pozwalają mi na jej obronę w starciu z butter chicken, chlebkami naan albo nawet kurczakiem w chrupiącej panierze od żółtka z budy naprzeciwko. Adwokat diabła? Nie, dziękuję, to nie robota dla mnie.
– Robią się coraz bardziej bezczelni, prawda? – plotę, co mi tam ślina na język przyniesie, obrażając kolegów po fachu, których firmowym znakiem emerytury był brak jednego ramienia - obcinanego za karę, kiedy wpadli. Ryzyko zawodowe dziś jest dużo mniejsze: więzienne cele nie są najprzyjemniejszym miejscem do spędzenia od kilku do kilkunastu lat, lecz nadal… Po wyjściu przynajmniej wciąż ma się dwie ręce, co jest istotne, jeśli w domu nie czeka stęskniona kobieta.
– Dobra, dobra – macham ręką, gdy ta zaczyna się pienić. Czekam tylko aż zacznie toczyć pianę z pyska, wściekłe są najgorsze, a czasami takie przypadki się zdarzają. Wyobraźmy sobie: baba ci jojczy o wycieczkę za miasto, zabierasz ją na piknik, a ona wraca nafukana, bo spoufaliła się z chorą sarenką albo lisem - którego chciałaby zatrzymać jako domowego pieska albo zrobić z niego kołnierz do zimowego płaszcza i nic pomiędzy. – I lepiej uważaj na to cacko, bo nie wiem, czy ktoś inny by ją oddał tak łatwo – przestrzegam, choć o radę nikt nie pyta. – Tam kawałek dalej jest jubiler, jeśli to tylko pęknięte zapięcie, to zrobi na poczekaniu – dodaję, wskazując jej kierunek, czy w całym Londynie mam znajomych, otóż tak. Branża tego wymaga, więc moi ludzie siedzą i w Elektrowni Battersea i w kasach biletowych Muzeum Figur Woskowych Madame Tussauds. – Strzałeczka, laluniu - żegnam się, i odchodzę z rękami w kieszeniach, pilnując też żywej gotówy, która lekko pozwoli nam żyć przez miesiąc - a gdybyśmy gospodarowali oszczędnie, to nawet i dwa. Kogo ja oszukuję - może i jestem skąpy, ale na pewno nie oszczędny.

Dan zt
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): 1 2 Dalej


Skocz do:

Aktualny czas: 14-02-2026, 23:38 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.