• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Organizacja > Akta postaci > Zaakceptowane > Czarodzieje > Edward J. Taylor
Edward John Taylor
Obrazek postaci
Dusza
Personalia rodziców
John Taylor, Marie Taylor (née d'Ragon)
Aspiracje
Ochrona słabszych i tych w potrzebie, a przy okazji założenie własnej rodziny.
Amortencja
Suszona pomarańcza z goździkami, kawałkiem anyżu i laską cynamonu.
Różdżka
jedenaście i pół cala, elastyczna, pióro hipogryfa, dąb
Hobby, pasje
Magia defensywna, obserwacja natury, literatura
Bogin
umierający ojciec John
Umysł
Data urodzenia
28.08.1924
Miejsce urodzenia
Londyn, Anglia
Miejsce zamieszkania
Londyn, Anglia
Język ojczysty
Angielski
Genetyka
Czarodziej
Ukończona szkoła
Szkoła Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie, Gryffindor
Zawód
Auror
Czystość krwi
Czysta
Status majątkowy
Stabilna sakiewka
Ciało
37
180
82
Wiek
Wzrost
Waga
niebieski
czarny
Kolor oczu
Kolor włosów
Budowa ciała
Wysoka i wysportowana sylwetka, niebędąca przy tym zbytnio muskularna, lecz wystarczająca do pełnienia codziennych obowiązków.
Znaki szczególne
Parę blizn rozsianych po całym ciele, których dorobił się w trakcie lat szkolnych i późniejszej praktyki zawodowej.
Preferowany ubiór
Stroje formalne - biała koszula z krawatem i spinkami do mankietów, spodnie w kant w ciemniejszych odcieniach oraz pantofle. Dodatkowo, zależnie od pogody, płaszcz letni lub zimowy, z którym się nie rozstaje.
Zajęty wizerunek
Onur Tuna
Obrazek postaci
Koniec sierpnia zaskoczył Johna oraz Marie Taylorów faktem przyjścia na świat ich syna, Edwarda, któremu nie za bardzo chciało się czekać i postanowił wcześniej dołączyć do grona żywych jako wcześniak. Co prawda było to zaledwie tydzień przed włączeniem go do grupy noworodków donoszonych, ale wciąż sprawiło, że wymagał dodatkowej hospitalizacji i opieki. Sam poród również nie należał do najprostszych, co odcisnęło piętno na psychice jego matki. Ojciec nigdy nie należał do najbardziej empatycznych osób na świecie, więc nie bardzo potrafił postawić się w sytuacji swojej żony i tym samym nie był w stanie jej pomóc. Lata pracy z najcięższymi przypadkami w społeczeństwie sprawiły, że John stał się takim, a nie innym człowiekiem - przynajmniej tak to tłumaczył. Trudno było znaleźć w nim oparcie czy wsparcie, a już na pewno zrozumienie dla Marie.
Nic więc dziwnego, że bagatelizował problemy i rozterki swojej małżonki, która długo nie potrafiła dojść do siebie. W końcu musiała porzucić pracę w galerii sztuki i zamknąć się w czterech ścianach domu. Nie potrafiła dłużej łączyć pracy w zawodzie z opieką nad dzieckiem, co tylko pogłębiało jej zły stan - musiała bowiem zrezygnować z jednej ukochanej rzeczy na rzecz drugiej.
Rodzice Edwarda pracowali w dwóch całkowicie różnych zawodach i każde z nich próbowało zaszczepić w synie zainteresowanie swoją branżą. Ojciec był z zawodu Aurorem w Departamencie Przestrzegania Praw Czarodziejów i całe dnie spędzał na egzekwowaniu prawa, tropieniu czarnoksiężników oraz ich likwidacji. Matka zaś była artystką – malarką, która niegdyś piastowała stanowisko w znanej londyńskiej pracowni, a teraz siedziała w domu, łącząc pracę zawodową z opieką nad małym dzieckiem. Do pomocy miała jednak rodzinę Johna, ponieważ jej własna znajdowała się na kontynencie, we Francji, gdyż Marie pochodziła z rejonu Paryża.
Mimo że większość lat młodzieńczych przypadła na spędzanie czasu wraz ze swoją rodzicielką, nigdy nie udało się zaszczepić w nim większego zainteresowania ani miłości do szeroko pojętej sztuki i kultury. Oczywiście Edward nie wyrastał na całkowitego ignoranta i prostaka, ponieważ obcował z dziedzinami Marie, chociaż nigdy nie przejawił szczególnych umiejętności artystycznych. Jedyną rzeczą, którą udało mu się przejąć od matki i która miała pewien związek z jej specjalnością, było zainteresowanie literaturą. Jego brak zdolności humanistycznych był na tyle duży, że nigdy nawet nie nauczył się języka francuskiego, co powodowało problemy z komunikacją z drugą częścią rodziny. Nie przejmował się jednak tym zbytnio, ponieważ rzadko odwiedzali krewnych na kontynencie.
Tego samego nie można było powiedzieć o fachu ojca, do którego Edward przejawiał niepokojące przyciąganie, chociaż nikt nie potrafił tego wytłumaczyć. Dziadkowie próbowali usprawiedliwiać to faktem, że po prostu ciągnęło syna do ojca. Inni twierdzili, że wynikało to z barwnych i ciekawych opowieści, które rodzic przynosił z Departamentu i którymi raczył swoją pociechę. Jeszcze inna wersja głosiła, że najmłodszy z Taylorów czuł się odrzucony przez głowę rodziny i w ten sposób próbował się przypodobać - zdobyć trochę ojcowskiej uwagi i zyskać w jego oczach.
A jaka była prawda? Cóż, tego nie wiedział do końca nikt, a sam Edward również nie potrafił udzielić na to odpowiedzi.
Wraz z upływem lat zdolności magiczne dały o sobie znać. Najpierw przejawiały się w formie małych, niekontrolowanych zmian w otoczeniu wywołanych przez młodzieńca, których mógł do końca nie rozumieć, ale na pewno rozumieli jego rodzice, którzy odetchnęli z ulgą. Na pewno zrobił to John, który był bardzo wymagający i nie wyobrażał sobie charłaka w swojej rodzinie. Dużo bardziej wyrozumiała była Marie, dla której liczyło się po prostu dobro jej dziecka i nigdy by się go nie wyrzekła - nawet w przypadku wystąpienia charłactwa. Mimo znaczącej różnicy w podejściu do pewnych spraw, jedno było pewne - należało już tylko wyczekiwać listu z Hogwartu.

1935 - "Czasy Gryfońskie", czyli początek nauki w Hogwarcie

Zgodnie z założeniem list z Hogwartu przyszedł, a młody Edward zaczął się pakować do szkoły. Przy wsparciu matki dokonał wszelkich potrzebnych zakupów - a raczej został zaciągnięty przez nią na zakupy, mimo wszelkich prób oporu i tłumaczeń, że "nie chce mu się iść" i „"czy nie możesz tego załatwić za mnie?". Niestety, nie dało się inaczej i musiał tam być, co wcale nie okazało się tak ciężkie i męczące. Ojciec był w pracy, co nikogo nie dziwiło, a już na pewno nie najbliższą rodzinę Johna.
Pierwsze kroki w Hogwarcie były rzeczą magiczną - dosłownie i w przenośni. Młody Taylor nie potrafił objąć tego swoim umysłem, bo opowiadania nie oddawały majestatu tej instytucji; dopiero zobaczenie jej na własne oczy dało mu pełne wyobrażenie.
Tiara Przydziału postanowiła jednak namieszać trochę w historii jego rodziny i skierować młodzieńca do domu Godryka Gryffindora, a nie Roweny Ravenclaw, gdzie trafiała większość jego krewnych. Los tak chciał - i kim byli, aby mu się sprzeciwić? Nikim, choć ojciec miał swoje zdanie na ten temat, a wiele lat zajęło mu zaakceptowanie tego wyboru.
Sama nauka była wymagająca i momentami ciężka, a Edward sprawiał mniejsze problemy wychowawcze - zwłaszcza gdy stawał w obronie słabszych, co uważał za konieczność. Nie potrafił patrzeć, jak jakiś uczeń był gnębiony, co zawdzięczał matce i jej empatycznemu spojrzeniu na świat. Nie zawsze wychodził z tych pojedynków zwycięsko, czasami trzeba było wezwać rodziców do szkoły.
Jeśli chodzi o postępy edukacyjne i promocję z klasy do klasy, nie było większych problemów. Taylor dawał sobie radę, choć nie wszystkie przedmioty szły mu gładko. Miewał problemy z zielarstwem, astronomią czy eliksirami. Nie było jednak rzeczy, której nie dało się załatwić przy pomocy uzdolnionych koleżanek i kolegów. Godziny spędzone na tłumaczeniu się opłaciły, a oceny Gryfona uległy poprawie, pozwalając mu zdać potrzebne egzaminy i testy.
Dużo lepiej radził sobie w obronie przed Czarną Magią i zaklęciami, które uważał za swój konik i specjalność. Z wielką chęcią i zawziętością brał udział w zajęciach, zaczytując się w kolejnych tomach poświęconych tym zagadnieniom. Bez trudu mógłby określić się jako prymus w tej dziedzinie.
Z entuzjazmem podchodził też do historii magii i pozostałych przedmiotów, co przełożyło się na odpowiednio wysokie wyniki końcowe, które zadowalały Edwarda, a przede wszystkim rodzinę z wymagającym Johnem na czele. Czy potrzebował czegoś więcej w tej chwili?

1942 - "Śladami ojca", czyli początek kursu Aurorskiego

Wpływ Johna na życie Edwarda był widoczny już od lat młodzieńczych. Zawsze spoglądał w kierunku ojca jak na ikonę, a może wręcz idola. Nic więc dziwnego, że droga zawodowa pchała go w stronę Ministerstwa Magii, a dokładniej do Departamentu Przestrzegania Praw Czarodziejów i pozycji Aurora. W końcu niedaleko pada jabłko od jabłoni, a Taylor miał zadatki, by kontynuować niejako rodzinną tradycję stróżów prawa - miał być trzecim pokoleniem, które ruszyło drogą prawości i bezpieczeństwa społecznego. Młody funkcjonariusz miał z tyłu głowy tylko jedno: nie chciał skończyć jak ojciec - człowiek pozbawiony emocji, empatii i zrozumienia dla innych.
Mimo pewnych oskarżeń o nepotyzm, które wynikały z faktu służby dwójki Taylorów w jednej instytucji, młodzieniec chciał, a przede wszystkim musiał, udowodnić swoją wartość. Od samego początku kursu przykładał się do nauki, chłonąc kolejne informacje. W ten sposób nauczył się wielu przydatnych rzeczy z pogranicza prawa, przetrwania i szpiegostwa, takich jak metody przesłuchiwania, sztuka infiltracji czy śledzenie. Nie zabrakło też pierwszej pomocy - wszak co to za stróż prawa bez podstawowych umiejętności medycznych? Nic z tego nie byłoby możliwe, gdyby nie pomoc bardziej doświadczonych kolegów i koleżanek z Departamentu. Prawdę mówiąc, mieli ogromny wkład w rozwój Edwarda, biorąc go pod swoje skrzydła, gdy dopiero stawiał pierwsze kroki w tej sztuce. Cały czas stawiał jednak na praktykowanie magii obronnej, nieraz stając we szranki z własnym ojcem, który również miał swoją cegiełkę w jego nauce. To właśnie Johna można uznać za pierwszego nauczyciela, mentora i krytyka, który pokazał mu podstawy zawodu oraz poświęcał swój czas na doskonalenie umiejętności syna.
Jedną z najważniejszych umiejętności, do jakiej zaczął się przykładać, była oklumencja. Z początku nie uważał tego za szczególnie przydatną zdolność, lecz po godzinach poświęconych jej poznawaniu, uznał ją za niejako obowiązkową i powoli zaczynał rozumieć o co w niej dokładniej chodzi. Mimo wyzbycia się niemalże całego czasu wolnego, który poświęcał na naukę nowej sztuki, nie żałował, bo wiedział, że to się w końcu odpłaci.
To jednak miała być długa przeprawa, wymagająca więcej poświęcenia i wyrzeczeń, niż wstępnie był w stanie założyć.

1946 - śmierć Johna

Kiedy Edward myślał, że został już królem świata i że teraz wszystko pójdzie z górki, a przed nim leży życie usłane różami, wszystko zostało wywrócone do góry nogami. Dwójka Taylorów pracowała już wspólnie w Departamencie, ponieważ młody funkcjonariusz przeszedł kurs pozytywnie i nawet zdarzyło mu się współpracować z ojcem w kilku sprawach. Niestety, nie wszystko mogło skończyć się dobrze - i tak też było tym razem.
Podczas jednej z operacji jego ojciec musiał stawić czoła czarnoksiężnikowi, który wyszedł z tej batalii zwycięsko, posyłając Johna do grobu. Tym razem zwyciężyła czarna magia, przed którą próbowali chronić świat.
Ta śmierć nie pomogła w niczym, a już na pewno nie miała dobrego wpływu na i tak tragiczny stan psychiki Marie. Od tej pory matka Edwarda zamknęła się w sobie, popadając w głęboką depresję i melancholię. Młodzieniec został de facto sam w tym świecie i, mimo gniewu, który w nim narastał, nie porzucił prawdziwego siebie ani wszystkiego, co wpajano mu przez całe życie - nie wyrzekł się empatii i miłosierdzia wobec drugiego człowieka.
Wiedział, że nie tędy prowadzi droga, a dobro musi zwyciężyć.
To nie były jedyne problemy, które go spotkały w życiu. Utracił swojego mistrza i wsparcie, więc musiał skierować się po pomoc do starszych kolegów z Departamentu, którzy podali pomocną dłoń, ale ta nauka nie była tak efektywna jak się spodziewał. Początki z nowymi nauczycielami nie należały do najprostszych, a panowie musieli się po prostu dopasować do siebie. Gdyby zapytany go o opinię, uznałby, że zaliczył początkowo regress umiejętności, który po kilku miesiącach został nadrobiony dzięki zmianie w podejściu i wzajemnym zrozumieniu.

1955 - odesłanie Marie do Paryża

Kolejne lata niemal przeciekały przez palce. Edward oddał całe swoje serce służbie, niejako stając się kopią Johna, co mogło również wskazywać na jego drugie imię, nadane mu przy narodzinach na cześć ojca. Złość i gniew tliły się w jego sercu przez cały ten czas, a widok niszczejącej matki tylko mu o tym przypominał. Niegdyś kobieta pełna życia i chęci do działania, teraz była wrakiem samej siebie. Spędzała całe dnie w ogrodzie, izolując się od społeczeństwa. Jedynym momentem, w którym odżywała, były wizyty jej siostry.
Idąc za tą sugestią, Edward postanowił odesłać Marie do Paryża, aby mogła trochę odpocząć i zażyć "terapii kulturalnej", jak sam nazywał wyjazd ze względu na ogromną ilość sztuki w stolicy Francji.
Teraz został dosłownie sam. Nie miał żadnej partnerki ani życiowej towarzyszki. Wszystkie relacje kończyły się prędzej czy później. Taylor zaczął podejrzewać, że taki los może mu być pisany i po prostu zaakceptował ten obrót spraw. Miał poświęcić swoje życie jako Auror - i poświęcał je całkowicie, tego był pewien.
I o ile nie wyzionął jeszcze ducha w walce ze złem, tak dalej spędzał długie godziny na praktykowaniu czarów obronnych, ale i sztuki oklumencji, bo nie chciał aby lata męki z ojcem poszły na marne. Dalej sięgał po porady bardziej doświadczonych Aurorów, ale sam również zaczął takie porady udzielać młodym adeptom, którzy również byli skłonni na zdobycie doświadczenia, a Edward na utrwalenie podstaw. W końcu praktyka czyniła mistrzem.

1960 - dołączenie do zwolenników Albusa Dumbledore'a

Śmierć ojca była niczym wyznacznik końca świata i zakrzywienia czasoprzestrzeni. Edward mógłby przysiąść, że z roku na rok było coraz gorzej, a pula optymizmu powoli się wyczerpywała. Społeczeństwo, zamiast się wspierać i pomagać, zaczęło wybierać drogę zła, przemocy i nienawiści. Coś, co kiedyś było rzadkością, powoli stawało się codziennością.
Taylor nigdy nie uważał, że krew czysta - czyli choćby taka, która płynęła w jego żyłach - zasługiwała na jakieś szczególne wywyższenie, docenienie czy specjalne traktowanie. Nie sądził też, że mugole są od nich gorsi, choć dla ich własnego bezpieczeństwa lepiej było trzymać przed nimi pewne informacje. Z drugiej strony czarodzieje pochodzenia mugolskiego posiadali równie wysokie kwalifikacje co inni, więc nie widział w nich "niczego gorszego". W końcu koleżanki i koledzy ze wszystkich stron czystości krwi mieli swój udział w szlifowaniu jego umiejętności, więc to tylko potwierdzało jego słowa i rozumienie. Żaden amator nie byłby w stanie pomóc w zrozumieniu oklumencji na przestrzeni tylu lat, tak jak czynili to inni Aurorzy.
Taka postawa i wszechobecne przyzwolenie na zło spowodowały, że Edward zdecydował się poprzeć wizję świata głoszoną przez Albusa Dumbledore’a. Zwłaszcza że wiele osób wymagało ochrony i wsparcia - a kim był Auror, by takiej pomocy nie udzielić?

1962 - "Spełnienie marzeń?", czyli zaręczyny

Kiedy wszystko wskazywało, że jego kalendarz jest zapełniony po brzegi i nie da się już tam nic wrzucić, los - po raz kolejny - postanowił dorzucić swoje pięć groszy. Prawdę mówiąc, Edward próbował nawet "odczarować" jego urok, a może był to pech czy niemoc, która sprawiała, że nie był w stanie stworzyć stabilnej relacji z nadzieją na coś więcej. Tak czy siak, świat - a raczej pewni państwo - przedstawił mu swoją córkę, która z początku podchodziła niczym pies do jeża, ale z biegiem czasu zmieniła nastawienie. Nawet zgodziła się na zaręczyny, widząc, że Edward jest dobrym człowiekiem i nie ma zamiaru jej do niczego zmuszać ani jej wykorzystywać.
A co świat miał jeszcze w zanadrzu? Nie miał pojęcia, ale musiał stawić temu czoła.
0
Pozostało PP
wand
20
Pozostało PM
20
15
0
OPCM
Uroki
Czarna magia
0
0
0
Transmutacja
Magia lecznicza
Eliksiry
10
12
10
Siła
Wytrzymałość
Szybkość
Ścieżka VII — Magia uzdrawiania
Pierwsza pomoc
Ścieżka X — Polityka i prawo
Znajomość prawa i regulacji
Śledztwa i dochodzenia
Taktyka przesłuchań
Ścieżka XIII — Szpiegostwo
Kamuflaż i maskowanie tożsamości
Sztuka infiltracji
Skradanie się
Ścieżka XV — Przetrwanie
Tropienie i śledzenie
Sztuka kamuflażu
Ścieżka XVI — Społeczeństwo i wpływy
zastraszanie i manipulacja
sztuka kłamstwa i oszustwa
odczytywanie emocji i czujność
Ścieżka XVIII — Sport
walka wręcz
Ścieżka XXI — Magiczna umiejętność
Oklumencja

drzewko

Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
15-03-2026, 22:34

Witamy na forum Serpens!

Mistrz Gry utworzył dla Ciebie osobisty dział, w którym została umieszczona Twoja skrytka bankowa. Udaj się do niego i opublikuj temat z sowią pocztą oraz umieść tam swój prywatny kuferek. Na start otrzymujesz też od nas skromny prezent – znajdziesz go w swoim ekwipunku.

Możesz już rozpocząć zabawę na forum! Zachęcamy, abyś sprawdził, co Ci się przyśniło, rozeznał się w aktualnych wydarzeniach oraz spytał, kto zaczyna.

Odtąd Twoje słowa, decyzje i sojusze mają znaczenie. Uważaj, komu zaufasz — wężowe języki są zdradliwe. Dobrej zabawy!

Karta zaakceptowana przez: Vincent Rinehart

    Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
15-03-2026, 22:44

Edward Tayor

Ekwipunek

pozostałe przedmioty spoza automatycznego ekwipunku

darmowa sowa pocztowa

Historia rozwoju

[26.03.2026] zatwierdzenie karty postaci, +1 [Siła]
    Odpowiedz
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 04-04-2026, 18:37 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.