• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Centralny Londyn > Pokątna > Zakątek Fałszywych Twarzy
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
10-07-2025, 22:39

Zakątek Fałszywych Twarzy
Jedno z przejść pomiędzy kamienicami mieszkalnymi na ulicy Pokątnej szczególnie zapada w pamięć. Nie przez swój urok, lecz niepokój jaki czuje każdy, kto w nie skręci. Ściany bowiem pokryte są licznymi lustrami, niektóre z nich są wyszczerbione, inne całkowicie stłuczone, po kolejnych pozostały jedynie odłamki. Pomiędzy lustrami zawieszono maski. Niektóre do złudzenia przypominają ludzkie twarze, inne znowuż są bardziej teatralne. Wszystkie te maski łączy jedno - śledzą spojrzeniem każdego kto przechodzi obok. Z kilkoma wyjątkami. Wzrok paru masek wydaje się utkwiony w przestrzeń, jakby niewidzący, co staje się jeszcze bardziej niepokojące. Dodatkowo ich odbicia w lustrze wprawiają przechodniów w poczucie, że są obserwowani. Maski uśmiechają się czasem, lecz nie ma w tym uśmiechu nic przyjemnego, czy radosnego.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Henry Teyssier
Zwolennicy Dumbledore’a
there's no man as terrified as the man who stands to lose you
Wiek
22
Zawód
auror, poczatkujący klątwołamacz
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
16
0
OPCM
Transmutacja
19
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
13
10
Brak karty postaci
20-03-2026, 19:18
25 maja 1962

Szlag, znowu się tu zapędził.
Do Zakątka Fałszywych Twarzy zazwyczaj trafiało się zupełnym przypadkiem. Przez nagłe zagapienie, czy złą kalkulację — bo chcąc iść na skróty, w pośpiechu wybierało się tą konkretną uliczkę. Gdy czas nie umykał poza jego kontrolę i nie mąciła go potrzeba szybkiego przemieszczenia się z jednego punktu czarodziejskiej dzielnicy na jej odległy koniec, Henry raczej unikał tego wąskiego zaułku, który zamykał jego ciało w klaustrofobicznym korytarzu. Wystarczył jeden krok za daleko od gwaru ulicy Pokątnej. Jeden skręt, wykonany bez większego namysłu, może nawet z lekkim roztargnieniem. I nagle milkły wszelkie uliczne dźwięki, jakby ktoś zamknął je w szklanej kuli.
Zakątek Fałszywych Twarzy wydawał się oddzielnym światem.
Ściany zaciskały się wokół niego ciasno i zdecydowanie zbyt nachalnie. Obwieszone lustrami, które nie odbijały świata tak, jak powinny. Jedne pęknięte, inne wyszczerbione, jeszcze inne rozbite na tak drobne kawałki, że zamiast twarzy pokazywały tylko poszatkowane fragmenty — oko bez reszty twarzy, zdeformowane usta, puste spojrzenie. Pomiędzy nimi wisiały maski. Henry zawsze wzdrygał się na ich widok. Wydawały się zbyt ludzkie, by uznać je za dekorację. Zbyt zastygłe, by uwierzyć, że są tylko przedmiotami. Ich spojrzenia zbierały się na wchodzącym w cichą uliczkę powoli, jakby oblepiając lepem, klejąc się do ubrań, do każdego odsłoniętego skrawka ciała, jak coś, czego nie da się z siebie strząsnąć. Niektóre śledziły każdy krok z niepokojącą dokładnością. Inne patrzyły gdzieś obok, jakby widziały coś, czego nie było — albo coś, czego lepiej było nie dostrzegać.
Henry mimowolnie zgarbił się, chowając głowę w ramionach, uszy w zagłębieniach kurtki. Półprzymknięte oczy służyły mu za marnego przewodnika, ukazując mu drogę na tyle, aby prowadzić go niewyraźnym obrazem rysujących się przed nim kostek brukowych. Chciał odciąć się od wszystkich zmysłów, przemknąć przez zaułek tak szybko jak to możliwe, aby znowu móc skupić się na celu, na obowiązkach. Teraz nawet już nie pamiętał czym one tak właściwie były.
A potem pojawiło się to dziwne uczucie, wspinające się po karku, powodując gęsią skórkę. Poczuł lekkie napięcie między łopatkami. W końcu pewność, że nie jest tu sam — nawet jeśli wciąż wydawało, że jedynym rzeczywiście żywym człowiekiem w przejściu pozostawał on sam i jego własne odbicie. Albo raczej jego nieskończone w swej liczbie wersje. Bo lustra nie zawsze zgadzały się ze sobą. Jedno pokazywało go takim, jakim był — zmęczonym, skupionym, może odrobinę zagubionym. Drugie odbijało go o ułamek sekundy za późno. Trzecie w ogóle nie nadążało, jakby obserwowało coś, co wydarzyło się wcześniej albo dopiero miało się wydarzyć. I właśnie tam — pomiędzy spojrzeniami, które nie należały do nikogo, i odbiciami, które nie do końca były jego — wpadł na kogoś. Nie było to gwałtowne zderzenie. Wydawało się, że przejście samo zdecydowało, że jego ścieżki powinny się przeciąć z kimś — nieznajomym? — kogo twarz odbijała się pośród refleksów jego własnej fizjonomii.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Jesse Leffingwell
Czarodzieje
You'll never get a second chance Plan all your moves in advance
Wiek
30
Zawód
Były auror, praca dorywcza
Genetyka
Czystość krwi
wilkołak
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
18
0
OPCM
Transmutacja
18
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
12
5
Brak karty postaci
26-03-2026, 11:47
Nawet kolorowa, przepełniona ludźmi Pokątna kryje w sobie miejsca, które przyprawiają o dreszcze. Kiedy wkracza się w gardziel Zakątka Fałszywych Twarzy można mieć wątpliwości czy nie zawędrowało się o wiele dalej, w miejsce o szemranej reputacji na poziomie podejrzanych zaułków Nokturnu. Okazuje się jednak, że nawet najbardziej oblegana część miasta może mieć swoje sekrety, tak jak i ciężko jest znaleźć przecież nieskazitelnie dobrego człowieka. Każdy posiada swoje demony, a Pokątna najwyraźniej lubi czasami zakpić ze zdrowego rozsądku odwiedzających ją czarodziejów.
Nie sądzi, aby ktokolwiek przychodził tu z własnej woli, to zwykle błąd w sztuce, omyłkowa kalkulacja bądź zamroczenie sprowadza człowieka w objęcia szaleństwa zaklętego w niezliczonych maskach poprzetykanych gdzieniegdzie lustrami. Tak więc i on teraz nie ma do końca pewności, dlaczego wkracza w opuszczony zakątek. Początkowo nie podnosi wzroku, nie szuka kontaktu z martwymi oczami, podobnie z własnym odbiciem, bo wie, że może w nim odnaleźć coś, czego później będzie żałował. I choć to może dalekie od prawdy wyrażenie, to jednak pozostawi w nim niepewność. A tej obecnie nie potrzebuje.
Zaciska pod pachą przesyłkę, którą ma dostarczyć na Nokturn. Nic szczególnego, nic co mogłoby przykuć czyjąkolwiek uwagę — magiczne ingrediencje, nawet nie z tych nielegalnych. Zwyczajna rzecz, choć kierunek, który obiera może budzić wątpliwości. Ma je dostarczyć pewnej alchemiczce, dawnej podopiecznej Kitty. Pamięta ją jeszcze z czasów, kiedy chodził do Hogwartu, była od niego starsza o dwa lata, studiowała. Sam nie wie, czy już wtedy miał do niej słabość. To jednak nie ważne, obecnie chodzi tylko i wyłącznie o zarobek, dlatego zapomina o niewygodnych zaszłościach. Jak to się dzieje, że musi w tej całej sytuacji zmierzyć się jeszcze z Fałszywymi Twarzami? Zdaje mu się, że los wciąż skąpi szczęścia, a przynajmniej nie zwiastuje, żeby jakiekolwiek działanie podejmowane przez jego skromną osobę miało iść jak z płatka.
Zaciska wargi na papierosie — gryzący obłok dymu na jakiś czas przesłania mijane lustra. Jedynie jaskrawe żarzące się oczko patrzy na niego co jakiś czas, przeskakując pomiędzy poszczególnymi taflami.
Rozmyśla zbyt intensywnie nad mnogością wątków i zapewne dlatego nie dostrzega postaci idącej wraz z nim tym mrocznym szlakiem. Rzadko spotyka się tu innych ludzi. Dopiero kiedy dzieli ich ledwie kilka łokci, unosi oczy — nie dostrzega nic podejrzanego, dlatego próbuje przybliżyć się do ściany, aby wyminąć nieznajomego bez ryzyka kolizji. Niestety, miejsce to zdaje się mieć własny plan, dlatego zahacza lekko ramieniem o szczuplejszego mężczyznę. Nie mówi jednak nic ponad ciche mruknięcie, jakby to miało załatwić sprawę „przepraszam”. Kiedy już niemal się rozchodzą, dostrzega kątem oka znajomy profil. Zatrzymuje się, bo przebłysk, że znów spotyka osobę ze swej zawodowej przeszłości, wybija go z rytmu. Pewnie powinien udawać, że nie wie, że umknął mu istotny szczegół, ale przecież nigdzie mu się nie spieszy. Upuszcza fajkę w jedną z niewielkich kałuż na chodniku. Papieros gaśnie z sykiem. Z jego ust ulatuje brudny kłębek dymu.
— Gdzie to cię wywiało, dzieciaku? — pyta jakby nigdy nic, nie licząc, że dostanie odpowiedź.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 04-04-2026, 16:57 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.