• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Centralny Londyn > Ogród przy Middle Temple
Ogród przy Middle Temple
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
08-06-2025, 15:16

Ogród przy Middle Temple
Spokojna enklawa zieleni w samym sercu Londynu. Starannie przystrzyżone trawniki, kwitnące rabaty i ciche alejki tworzą miejsce wytchnienia od zgiełku pobliskiej Fleet Street. Wiosną ogród tonie w barwach krokusów i tulipanów, latem pachnie różami i lawendą. Stare platany dają cień, a drewniane ławki zachęcają do lektury, rozmowy lub chwili samotności. W tle słychać delikatny szum Tamizy i odległe dźwięki miasta. Ogród przy Middle Temple to miejsce idealne na dyskretną rozmowę, spotkanie w tajemnicy lub cichy moment refleksji – magiczny zakątek w gwarnym świecie paragrafów i sekretów.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (15): « Wstecz 1 … 13 14 15
 
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#141
Mitch Macnair
Śmierciożercy
Wiek
27
Zawód
Architekt i budowniczy
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
0
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
8
10
Brak karty postaci
16-12-2025, 18:10
To wszystko co się działo w około było co najmniej dla niego surrealistyczne. Przyszedł tutaj żeby zobaczyć jak to wszystko wygląda, dowiedzieć się jaki kit będzie chciał wszystkim wciskać nowy Minister, a skończył z opierdolem od kuzyna, nagłą słabością i pomocą uzdrowicielki. Bardzo ładnej uzdrowicielki coby nie mówić, więc pod tym względem nie miał zamiaru narzekać. Nie zmieniało to jednak faktu, że czuł się fatalnie, pierwszy raz miał takie dolegliwości po Dymorośli, a przecież to nie był jego pierwszy raz z tym specyfikiem.
- Dziękuję panu. - odezwał się w kierunku mężczyzny (Wulfric), który pomógł mu się przetransportować do drzewa.
Na Merlina jaki wstyd. Miał tylko nadzieję, że nikt z jego rodziny tego nie widział, bo na bank nie daliby mu potem żyć. Dobrze, że chociaż nikt go nie pytał o imię to przynajmniej nikt go nie połączy z namiestnikiem Suffolk.
Moment później jednak przestał o tym myśleć, kiedy uzdrowicielka złapała go za twarz. No cóż, może nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Może w tej całej katastrofie były jakie plusy. Kobieta przyglądała mu się uważnie, a on nawet przez chwilę nie poczuł się niekomfortowo. Lekko jednak drgnął niespokojnie kiedy wycelowała w niego różdżkę, okazało się jednak, że miała jedynie dobre zamiary. Po drugiej próbie poczuł się zdecydowanie lepiej niż jeszcze chwilę temu. Owszem, nadal był słaby, ale chociaż ten cholerny brzuch już go tak nie bolał. Potrzebował chwili żeby zebrać myśli, co teraz przychodziło mu zdecydowanie łatwiej niż jeszcze moment temu, chociaż pytanie uzdrowicielki dotarło do niego zdecydowanie z opóźnieniem.
- Tak, tak są tutaj. - pokiwał lekko głową, po czym jeszcze przeniósł spojrzenie na kobietę, które sam próbował pomóc zanim i jego zmogło.
Wychodziło na to, że jej również nic nie będzie, a w każdym razie miał taką nadzieję. W końcu, czując, że siły mimo wszystko do niego wracają, powoli zebrał się z ziemi, na którego do tej pory siedział.
- Bardzo pani dziękuję za pomoc, naprawdę. Nie mam pojęcia co się przed chwilą wydarzyło, ale może być pani pewna, że nie pozwolę aby to znowu miało miejsce. - powiedział spokojnie stając pewnie na nogach.
Nie mógł jej obiecać, że już nigdy nie połasi się na Dymorośl, ale na pewno zadba o to żeby mieć zapas jedzenia kiedy najdzie go ochota na takiego rozrywkowego dymka.
- Mam nadzieję, że pani też się polepszy niedługo. - zwrócił się do Mellity posyłając jej delikatny uśmiech - Em…to ja pójdę poszukać kogoś z rodziny i pewnie będziemy się stąd zwijać. - dodał po chwili rozglądając się jednocześnie, dopiero teraz zauważając jakieś dziwne poruszenie, którego źródła przez swoje osłabnięcie wcześniej nie wyłapał.
Nie udało mu się już jednak niczego konkretnego dostrzec, ale był pewny, że potem się dowie czego trzeba. Rzucił jeszcze jedno spojrzenie na uzdrowicielkę, po czym skinął jej głową w kolejnym, niemym już, podziękowaniu i ruszył szukać Cilliana, który na bank jeszcze gdzieś się tu kręcił.

zt
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#142
Drew Macnair
Śmierciożercy
the only way to get rid of temptation is to yield to it
Wiek
32
Zawód
zaklinacz, namiestnik Suffolk
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
pełna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
0
40
OPCM
Transmutacja
14
2
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
12
2
Brak karty postaci
02-02-2026, 14:12
To nie był nasz konflikt, to nie była nasza waśń – jeszcze nie. Brak wyraźnych rozkazów jednocześnie nakazywał spokój oraz wycofanie, bowiem jeden zły ruch mógłby skończyć się dla śmiałka, a zarazem kompletnego głupca, olbrzymimi konsekwencjami. Czarny Pan nie tolerował niesubordynacji, nie akceptował wychodzenia przed szereg bez wyraźnych instrukcji. Takowych nie było i na próżno szukać przyczyn; być może nie przewidział pojawienia się Grindelwalda, być może podobną ewentualność uznał za cios w liberałów – staranny i na tyle wyważony, że ostatnim co winniśmy robić, to obnażać swoje niezadowolenie. Każdy z zebranych śmierciożerców najpewniej czuł to samo; niechęć oraz niezrozumienie, a gromki aplauz podziwiał ledwie obojętnym spojrzeniem. Wzrokiem przepełnionym goryczą oraz politowaniem względem uśmiechniętych i pełnych nadziei twarzy osób pchających magiczne społeczeństwo ku upadkowi. Ku słabości i zatraceniu najważniejszych wartości. Ale to właśnie na wspomnianym spojrzeniu powinniśmy zakończyć, trzymając różdżki nie w gotowości do ataku, a ewentualnej obrony.
Zerknąłem na Lucindę i skinąłem jej lekko głową dając tym samym oznakę swej wdzięczności, wszak nie było to ani miejsce, a tym bardziej czas na dyskusje. Trudno było przewidzieć co miało wydarzyć się dalej, dlatego najrozsądniejszym był powrót do Dunwich i oczekiwanie na dalsze instrukcje. Musiała wybaczyć mi stanowczość lub – co wydawało się najlepsze – po prostu do niej przywyknąć, nawet jeśli godziła ona w jej przyzwyczajenia. Tu nie chodziło już o nasze wewnętrzne przekomarzania i przyjętą swobodę, a bezpieczeństwo, jakie w sytuacji podobnych tej, było dla mnie priorytetem.

/zt
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#143
Oriana Medici
Akolici
niepokorne myśli, niepokoje
Wiek
25
Zawód
magimedyczka, genetyczka, badaczka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
4
0
OPCM
Transmutacja
4
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
25
9
Siła
Wyt.
Szybkość
5
6
8
Brak karty postaci
21-02-2026, 15:42
Wszyscy opuszczali powoli ogród, w tym dwójka nagłych pacjentów, którym doraźna pomoc pomogła. Oszołomienie wydarzeniami w niej jednak pozostawało - biło coraz głośniej, tak, jak biło przeczucie, że Gellert powróci do nich. Odżył, tak jak odżyła nadzieja na lepszy świat, na lepszy moment. Musiała się przenieść z ogrodów, wszakże spotkanie, na które oczekiwała i które miało odgonić jej myśli od wydarzeń tutaj. Czas akolitów powrócił, nic nie miało być takie same a panika w spojrzeniach tylko to potwierdzała. Ideały nigdy nie rodziły się w wygodzie, wręcz przeciwnie, powstawały tam, gdzie człowiekowi czegoś brakowało — sensu, sprawiedliwości, ładu, jasności — jakby umysł, niezdolny pogodzić się z niedoskonałością świata, rysował nad nim drugi, czystszy kontur, który tutaj wypowiedziano na głos. Marzenia i pragnienia nie były niczym złym, dążenie do perfekcji było wpisane w doskonałość ludzkich umysłów, tym lepszym, co czarodziejskim. Najbardziej bolało to, że nie można było żyć w zgodzie z nimi bez ranienia siebie albo innych, jej myśli otwarcie wędrowały w kierunku Francesci. Wierność własnym zasadom bywała formą samotności, a odstępstwo — formą zdrady, więc każde rozwiązanie miało smak utraty. Człowiek uczył się więc upadać i nadal nie przestawać wierzyć, jak oni, rodzina Medici, oddana od lat słuszności poglądów. Ruszyła wraz z resztą tłumu w stronę wyjścia, obijała się o barki, słuchała szeptów i krzyków. Kilka powitań docierało do jej uszu i z pewnym zakłamaniem odpowiadała im uśmiechem i kiwnięciem głową; nie w pełni wybrała bycie Akolitką — był to wybór rodziny, skazany paktem krwi i przynależnością. Ideałami, które tak ciężko było zrealizować. Bo ideały nie były po to, by je osiągnąć, mawiał ojciec, a pyły po to, by wyznaczały kierunek, gdy wszystko inne próbowało przekonać, że kierunek nie istnieje. To dotyczyło chyba całego jej życia. I może dlatego najbardziej marzenia należały do tych, którzy często przegrywali — bo tylko oni wiedzieli, jak wiele kosztuje trwanie przy czymś, co nigdy nie obieca nagrody, a jedynie sens. Może dlatego była w niej wola walki o własne jestestwo, o własne ja, które karmiło się resztkami oczekiwań wobec marzeń, których jej — kobiecie — nie było dane mieć. Nadszedł dla nich lepszy czas; nadeszła nadzieja, które zniknęła niegdyś w mroku. Nadeszła przyszłość, o której zapominali w codzienności.
Bracia i siostry, przyszłość jest przed nami.

zt.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#144
Antonia Borgin
Śmierciożercy
I can resist everything except temptation
Wiek
28
Zawód
zaklinacz, pracuje w Ministerstwie Magii
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
14
OPCM
Transmutacja
6
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
11
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
8
Brak karty postaci
18-03-2026, 22:14
Obietnice nie były nielegalne. Niewywiązywanie się z nich również. Każdy polityk doskonale zdawał sobie z tego sprawę i potrafił wykorzystywać ten fakt na własną korzyść. Nikt nie karał tych, którzy używali wyobraźni do snucia teorii mogących się ziścić - choć wcale nie musiały. Często były to piękne obrazy. Świat wypełniony pokojem, ludzie przemierzający londyńskie ulice w zgodzie, z uśmiechem witający się ze sobą bez względu na krew i pochodzenie. Piękne - dla ignorantów. Dla ludzi pozbawionych racjonalności. Bo tam, gdzie są ludzie, nigdy nie istniało pojęcie pokoju. Zawsze znajdą się odmienne zdania. Zawsze będą ci, którzy widzą świat inaczej. Zawsze będzie możliwość by wywołać kolejną wojnę.
Dla niej wizja była jedna. Jasna. Przejrzysta. Jedyny świat, który była w stanie zaakceptować, to ten, w którym nie było miejsca dla mugoli, nie było miejsca przede wszystkim dla szlam. Dawno przestała widzieć siebie w barwach hipokryzji. Choć nie miała wpływu na to, jaka krew płynęła w jej żyłach, wiedziała, jak ich świat powinien wyglądać. Nikt nie zmieniłby jej zdania. A już na pewno nie obietnice rzucane z mównicy - czy to przez tego błazna Nobbiego Leacha, czy przez postać przeszłości, jaką bez wątpienia był Gellert Grindelwald. Nie zachwycał jej wzniosłymi słowami, które tak chętnie wypowiadał. Był znakiem minionych czasów. Świadectwem porażki. Bo gdyby naprawdę był w stanie osiągnąć to, o czym mówił - już dawno by to zrobił. Nie bagatelizowała go. Znała jego historię. Ale wciąż była to historia człowieka przegranego.
Gdy tłum zaczął się rozchodzić, gdy ludzie kierowali się ku wyjściu, ona wciąż wpatrywała się w scenę, chcąc zapamiętać ten moment. Twarze stojących najbliżej. Ich podniesione głosy. Strach tych, którzy pamiętali i już wiedzieli, co może oznaczać powrót tego czarnoksiężnika. Nie wiedzieli jednak, że to, czego powinni się bać, dopiero nadchodziło.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#145
Eliksir Wielosokowy
Eliksir Wielosokowy
Wiek
999
Zawód
Każdy
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
Sakiewka
Stan cywilny
żebracza
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
19-03-2026, 22:03
To było pierwsze tak odpowiedzialne zadanie jakie przydzielono świeżo upieczonemu funkcjonariuszowi, Malcolmowi Brown, który aż palił się do działania. Wstępował do magicznej policji z poczuciem misji i odpowiedzialności, z wiarą w sprawiedliwość oraz prawo. Nie dostał się na kurs aurorski, ale nie ostudziło to jego zapału do ratowania świata, choć naiwnie sądził, jeszcze kilkanaście minut wcześniej, że niewiele ponad huligaństwo i niezadowolonych konserwatystów, którzy chcieliby zakłócić przebieg uroczystości, jaką było zaprzysiężenie nowego Ministra Magii. Miał zaledwie dwadzieścia trzy lata, ledwo pod nosem wyhodował wąsa i nigdy nie stanął twarzą w twarz z prawdziwym czarnoksiężnikiem. Nie pamiętał właściwie czasów wojny, a nazwisko Grindelwalda kojarzyło mu się ze starymi wydaniami gazet i opowieściami rodziców.
W życiu nie pomyślałby, że ujrzy go na własne oczy. I to w momencie, gdy nosił policyjny mundur.
W pierwszej chwili pragnął wyrwać się do przodu, uniósł już różdżkę i zamierzał cisnąć w niego jakimś zaklęciem, naiwnie sądząc, że mógłby stawić mu czoła, lecz starszy funkcjonariusz przywołał go do porządku. Przypomniał mu jaka rola została mu przypisana - jako magiczny policjant, ledwo mianowany, powinien był zadbać o ewakuację tłumu. A Grindelwalda pozostawić obecnym na zaprzysiężeniu, jak się okazywało, aurorom. Malcolm zasalutował i natychmiast wziął się do roboty, w pierwszej kolejności kierując się do osób starszych i matek z dziećmi, a kiedy oni znaleźli się już poza terenem ogrodów, wrócił tam biegiem; przez hałas, chaos i błyski zaklęć nie miał pewności co się właściwie dzieje bliżej sceny.
Jego uwagę przykuła sylwetka młodej, samotnej czarownicy o ciemnych włosach i pięknej twarzy; nogi wyrwały się ku niej więc same. Na pewno potrzebowała pomocy silnego, odpowiedzialnego mężczyzny, który mógłby zapewnić jej bezpieczeństwo.
- Szanowna pani, proszę za mną, pomogę się pani dostać w bezpieczne miejsce! - zawołał, podbiegając do Antonii, biorąc za pewnik, że takiej pomocy potrzebowała. Bezceremonialne złapał ją więc za łokieć, bo przecież sytuacja nie pozwalała na to, aby przestrzegać konwenansów; a jeśli wydawało jej się, że byłaby w stanie pomóc aurorom, to zapewne była w wielkim błędzie. Pociągnął brunetkę za łokieć, a choć siły nie miał wiele, bo mierzył zaledwie metr siedemdziesiąt i czasami omijał zajęcia sportowe, a na egzaminach ze sprawności fizycznej oszukiwał, to kobieta była odeń znacznie drobniejsza. - Proszę się nie lękać, jestem przy pani! - zapewnił pannę Borgin Malcolm, dbając o to, aby jego głos obniżył się o kilka tonów, a klatka piersiowa była wyraźnie wypięta do przodu. Jej opór wziął za strach.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#146
Antonia Borgin
Śmierciożercy
I can resist everything except temptation
Wiek
28
Zawód
zaklinacz, pracuje w Ministerstwie Magii
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
14
OPCM
Transmutacja
6
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
11
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
8
Brak karty postaci
20-03-2026, 17:51
Odpowiedź dla Eliksir Wielosokowy

Najpierw wielu po prostu stało, wpatrując się w scenę jak w spektakl rozgrywany na deskach teatru. Jakby bali się odwrócić wzrok, jakby obawiali się przegapić to, co za chwilę mogło się wydarzyć. Mógł kierować nimi lęk - nikt przecież nie chciał powrotu tego czarnoksiężnika. Wszyscy zgodnie przyjęli, że to już przeszłość. Że Grindelwald zgnije w więzieniu i nigdy więcej nie zakłóci ich spokojnego życia. Niektórzy chcieli jednak usłyszeć, co ma do powiedzenia. Poznać jego wizję, a może nawet zacząć się nią kierować. Inni, tacy jak ona, po prostu rejestrowali. Zapamiętywali słowa. Twarze. Magię rozchodzącą się po scenie. Nieporadne ruchy nowego Ministra i jego służb. Konsternację rysującą się na twarzy Dumbledore’a. Wszystko było podane jak na tacy. A taka wiedza - chłodna, uporządkowana, pozbawiona emocji - prędzej czy później mogła się przydać. Tego była więcej niż pewna.
Gdy ludzie zaczęli opuszczać ogrody, kierowani przez funkcjonariuszy i pracowników Ministerstwa, nie miała zamiaru wtapiać się w tłum. Wolała poczekać. To i tak niczego nie zmieniało. Strach nikomu nie pomagał. A oni właśnie temu ulegali - gnali przed siebie, szukając bezpieczeństwa, którego tak naprawdę nie było. Jeszcze o tym nie wiedzieli. Nie w świecie, w którym czarna magia była dla niektórych czymś więcej niż narzędziem. Czymś na kształt przedłużenia własnej ręki.
Jej wzrok padł na szczupłego, młodego funkcjonariusza policji, który, dostrzegając jej zawahanie, postanowił zareagować. Chwycił ją za ramię - a ona odruchowo stawiła opór. Nie potrzebowała niczyjej pomocy. Nie bała się Grindelwalda. Przynajmniej nie tu. Nie teraz. Nie w tej scenerii. Widząc jednak zapał czarodzieja, odpuściła. Musiała wyjść z roli śmierciożerczyni i wejść w rolę pracownicy Ministerstwa Magii. Bo jutro - albo któregoś dnia później - mogli minąć się na zatłoczonym korytarzu. - Bardzo dobrze, że pan tu jest - zaczęła, a na jej twarzy pojawił się uśmiech wyćwiczony do perfekcji. Idealny. Dopasowany. - Nie chciałam się tam przepychać, nie chciałam… - zawahanie - krótkie, kontrolowane - bez trudu mogło zostać odczytane jako lęk. I dokładnie taką rolę miało spełnić. Poszła więc za nim, pozwalając się prowadzić, wiedząc, że szybko wyprowadzi ją z tłumu. Wyglądał na kogoś, kto bardzo chciał się wykazać. Uśmiechnęła się ponownie, gdy tylko znalazła się z dala od ścisku i mogła swobodnie odetchnąć. - Nie omieszkam wspomnieć o pana pomocy w Ministerstwie. - to były najlepsze podziękowania, na jakie była gotowa. Przecież pomocy wcale nie potrzebowała.

z.t
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (15): « Wstecz 1 … 13 14 15
 


Skocz do:

Aktualny czas: 04-04-2026, 15:31 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.