• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Północny Londyn > Szpital św. Munga > Centralny korytarz
Centralny korytarz
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
07-06-2025, 15:31

Centralny korytarz
Okrągła arteria łącząca główne oddziały szpitala, wyłożona błyszczącymi, białymi kafelkami, które zdają się zawsze lśnić nieskazitelną czystością. W samym centrum korytarza stoi wysoki, ruchomy pomnik Świętego Munga. Figura co jakiś czas obraca się wokół własnej osi, a jej oczy lśnią złotym blaskiem, który ma przynosić spokój i nadzieję pacjentom. Wzdłuż ścian ustawiono rzędy drewnianych ław z zaklętymi poduszkami, które automatycznie dopasowują się do sylwetki siedzącego, oferując mu chwilę ulgi. Na ścianach umieszczono wielkie, podświetlone tablice informacyjne, na których pergaminowe kartki same się zapisują i aktualizują, pokazując harmonogramy wizyt i zmiany w oddziałach. W chwilach największego ruchu korytarz potrafi samoczynnie się wydłużyć lub poszerzyć, aby pomieścić większą liczbę przechodniów, a jego powierzchnia miękko pulsuje pod stopami, niwelując ewentualne potknięcia.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (2): « Wstecz 1 2
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
Moira Sanderson
Akolici
It's gotta happen, happen sometime
Maybe this time I'll win
Wiek
40
Zawód
Naukowczyni, magichirurg
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
pełna
wdowa
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
24
5
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
5
Brak karty postaci
22-02-2026, 17:25
Nie wie czy wciąż mówią o tym samym, czy może zmieszały już wątki wojny czarodziejskiej i mugolskiej na tyle, by rozróżnienie granic każdej było niemożliwe. A może zauważenie ich było faktycznie, fizycznie niemożliwe? Może pozostawały laboratoryjnymi naczyniami powiązanymi – elementami niemogącymi istnieć bez siebie? Jeśli tak było, zamknięcie się na tak straszny i brutalny niemagiczny świat było błędem, odebraniem sobie szansy na zauważenie potencjalnej szkody wcześniej… Ale czy to oznaczało, że należało się do nich zbliżać? Czy nie lepiej było ich zwyczajnie… Skontrolować?
Sanderson zagryza policzki, nie chcąc zdradzić mimiką własnych przemyśleń. Nie musi być najwnikliwszą obserwatorką, by zauważyć, że Doherty patrzy jej w oczy z odpowiednią pewnością. Mówiła co myślała. Tak zakładała, bo było to bardziej prawdopodobne niż to, że młodsza pracownica szpitala stała tu i mówiła to wszystko tylko po to, by sprowokować reakcję (właściwie jaką reakcję?) u starszej uzdrowicielki.
– To… Niepokojące – gdzie Natasa znajduje pretekst do uzewnętrznienia – pokazania własnej osoby w pełnej gamie kolorów – Moira znajduje miejsce na neutralność. Neutralnosć płynącą z milczenia, bo przecież nie z odpowiedniego wyważenia własnych poglądów. Zakładała już w czym mogły się różnić. Nie ucieknie od myśli, że Doharty jeszcze z tego wyrośnie – Sanderson też już wyrosła, też nie była tak ślepo zapatrzona we wszystko to, co wcześniej uznawała za pewnik i nie była gotowa poświęcić wszystkiego w imię “większego dobra”. W końcu do poświęcenia miała chyba zbyt wiele. Wszystko było zarezerwowane dla ludzi, którzy do poświęcenia nie mieli niemal niczego.
Więc nawet jeżeli słowa zielarki były jedynie przesadzoną paplaniną – snem człowieka w gorączce, który hipertermią reagował na każde wspomnienie wojny – nie mogła zupełnie ich zignorować. Machnąć ręką, odejść, pośmiać się z nich w dyżurce. Nie.
Od wczoraj faktycznie bała się powtórki – nawet jeżeli strach nigdy nie wpływała na nią na tyle, by kontrolować jej życie. Pytała o opinię każdego, kto miał okazję być tam we własnej osobie. Myślała, by zwrócić się z pytaniem do osób, które poznała bliżej w trakcie Wojny Czarodziejów i które w tamtych czasach pomagały jej w składaniu do kupy jej ofiar. Widocznie spytała o to nawet dopiero rozpoznaną dziewczynę. Chciałaby być gotowa. Gdy będzie trzeba… Będzie gotowa. W to wierzyła.
A wszystkie te tematy – wojna, wczorajsze Zaprzysiężenie, powrót postaci która powinna cieszyć – a jedynie niepokoiła… Odciągają jej myśli od przewiny Doherty. Natasa miała chyba dar do przekazywania trudnych informacji – być może rozegrała Sanderson po fachowemu, z alchemiczną precyzją dostarczając informacje o sobie, o obecnych wydarzeniach, a dopiero na końcu o prawdzie, która zmusiła je do dłuższego spotkania na dziedzińcu. Moira pamięta irytację, którą czuła chwilę temu, widząc panią Young na ławce, jeszcze zza okna. Mocniej pamięta jednak świeższy wstyd, kiedy próbowała łączyć twarz dorosłej kobiety z katalogiem dzieciaków spotkanych w mugolskich dzielnicach.
Zaciska szczękę. Nie. To wszystko nie sprawi, że nagle zmieni swoje podejście. Spotkanie z blondynką nie zmieni jej podejścia do obowiązków służbowych.
– Pani Windle jest odpowiedzialna za panią Young, niezależnie jak bardzo dałaś się jej owinąć wokół palca, Nataszo – odpowiada więc, skutecznie izolując się zarówno od szansy na pobłażliwe podejście do całej sytuacji, jak i od wcześniej poruszanych tematów. Przeszły na ty, wiedziały o sobie, a kolejne spotkania pewnie nie będą już tak jałowe. Sanderson nie może wiedzieć, że Doherty być może trochę tego chciała – Doherty nie może zaś wiedzieć, że Sanderson też nie chce stracić jej z pola widzenia. Jest pewnie jednym z niewielu elementów, które przypomną jej ten 1944. Niebezpieczny, bolesny, krwawy – te tygodnie wyrwane z wygodnej pracy i wygodnego rozwoju na Evershire. – Nie wydaję zgody na to, byś czuła wobec mnie jakikolwiek dług. Uznaj go za spłacony, a teraz wracaj do pracy – mówi, kładąc dłoń na jej ramieniu, w ramach pożegnania – pewnie wylewniejszego niż z większością jej znajomych. Odchodzi, ale myśli o spotkaniu odejdą dopiero za jakiś czas. Dłuższy czas.

2xzt
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#12
Oriana Medici
Akolici
niepokorne myśli, niepokoje
Wiek
25
Zawód
magimedyczka, genetyczka, badaczka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
4
0
OPCM
Transmutacja
4
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
25
9
Siła
Wyt.
Szybkość
5
6
8
Brak karty postaci
16-03-2026, 19:37
| 03.05.62 |


Z miesiąca na miesiąc wydawało jej się, że przypadków pacjentów z chorobami genetycznymi jest coraz więcej. Było to nierealistyczne, wszakże statystyka wiodła w tym prym i podkreślała, wydawać by się jednak mogło, że informacje o zainteresowaniu chorobami przywiodło do niej kolejnych pacjentów. Dyżur nie dłużył się specjalnie; wieczorny poród, przy którego odbiorze pomagała, zajął co najmniej połowę czasu pracy, a późniejsi pacjenci w ramach rutynowych kontroli, wydawali się pozytywnie nastawionymi — śpiącymi smacznie —  co mimo podłości ostatnich tygodni, pozytywnie wpływało na jej wieczorny dyżur. Kozetki kusiły krótkim snem, nawet przygotowała sobie już swój najcieplejszy koc na wiosenne, chłodne noce, nim okazało się, że noc wcale nie będzie przyjemna.
Koło trzeciej w nocy rozniósł się alarm, skupiający uwagę Oriany. Z jednej strony zaskoczeniem było pojawienie się ciężarnej w Mungu — nadal porody były częściej odbierane w domach, a przypadki trafiające do szpitala wskazywały na niebezpieczeństwo życia matki lub płodu, z drugiej strony z pacjentką nie było kontaktu, a mimo skurczy, dziecko wydawało się nie przychodzić na świat. Pielęgniarki były najbardziej przydatne w takich momentach, szczególnie te szkolone na akuszerki. W mniejszych poradniach znajdowały się maternities, ale Mung nie posiadał swojej własnej porodówki, co od personelu wymagało jeszcze więcej pracy.
Emma Whistley miała 19 lat, od lat cierpiała na Kruczą Migrenę. Trafiła do Munga po 6 godzinach nieudanego porodu - wszystkie wody płodowe odeszły, a wraz z ciśnieniem i bólem porodowym, nasilały się objawy — trwające od pierwszych chwil wywołanej akcji porodowej w pełni, wcześniej potęgowanej stresem — Kruczej Migreny. Dziecko utknęło w przewodzie rodnym, co nie tylko stanowiło komplikację chirurgiczną, co także stanowiło zagrożenie dla wykończonej porodem i długim atakiem pacjentki.
Pielęgniarki pobladły, otaczając ciało kobiety mokrymi ręcznikami, jakby miało to je jakkolwiek ratować. Opadające z kozetki nogi wskazywały na brak sił, ryk wychodzący z ust kobiety niósł przerażenie i współczucie, a zaciśnięte, wprost wbijane w twarz palce wskazywały na ból, który roznosił się w głowie kobiety. Patologia całej sytuacji tkwiła w błędnym kole — migrena uniemożliwiała parcie, a utknięcie dziecka potęgowało ból, który potęgował atak. Pierwszym ruchem Oriany było podejście do kobiety, widząc jednak, że niewiele jest na start zdziałać, wyciągnęła różdżkę, kierując w jej kierunku krótką inkantację.
—  Insania Sedare
Pozwoliło to na, chociaż, minimalne uspokojenie nerwów, a Oriana momentalnie zaczęła sięgać po ubranie kobiety, rozrywając poły nałożonej na siebie bluzki.
—  Zasilające, trójka S i wołacie Sanderson, kroimy!!
Trójka S, czyli eliksir siły i słodkiego snu stanowiły zestaw pomocy w przygotowaniu do cesarskiego cięcia i niektórych operacji ortopedycznych. Nie było tu raczej ratunku, przedstawiona w biegu historia przez pielęgniarkę stawiała jasny obraz, który szerokie rozwarcie i niewidoczne dziecko tylko potwierdzało — nie tylko dziecko mogło się udusić, co w ciele matki dochodziło już zapewne nie tylko do niedokrwienia, co powoli następującej martwicy.

| rzut udany, 70<71
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#13
Moira Sanderson
Akolici
It's gotta happen, happen sometime
Maybe this time I'll win
Wiek
40
Zawód
Naukowczyni, magichirurg
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
pełna
wdowa
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
24
5
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
5
Brak karty postaci
21-03-2026, 00:52
Od czterdziestu minut zalegała na niewygodnym krześle lekarskiej dyżurki, przeglądając raporty z pracy zespołu naukowego – unosząc palcami okulary do czytania, przecierając oczy, krusząc tusz złożony na rzęsach… Nocny dyżur był koniecznością nudną, dłużącą się, ale i zupełnie zrozumiałą i potrzebną – zwykle pacjenci nie trafiali do świętego Munga nocą na własnych nogach, zwykle trafiali tu z przypadkami nagłymi, często skomplikowanymi i niecierpiącymi zwłoki – a doświadczony uzdrowiciel w momentach takich jak ten, bywał elementem nie tyle korzystnym, co niemal niezbędnym. Sanderson doskonale wiedziała jak pracować na ograniczonych zasobach – wiedziała jak zarządzać skromnym zespołem tak, by z wątłego grona wycisnąć coś, co będzie efektem co najmniej akceptowalnym, a i może zadowalającym. I jak rozumiała swoją rolę w trakcie nocnej pracy, tak z niechęcią zerkała na umieszczone w kalendarzu dyżury na izbie przyjęć, świadoma, że z pomocą tamtym pacjentom poradziłby sobie nawet uzdrowiciel świeżo po studiach. Czasami poradziłaby sobie z nimi nawet pielęgniarka. A czasami i czyjaś kochająca matka, która powiedziałaby ostrym tonem, by nie użalał się nad sobą i podmuchał na poparzony paluszek.
Koło trzeciej w nocy oparła wreszcie policzek na swojej dłoni – miała zamiar przymknąć oko na chwilę, tylko na moment – byle urwać dla siebie chociaż ułamek zbawiennego snu. Patrzy na zegarek, mruga, a kiedy otwiera oczy – widzi utracone dwadzieścia minut. Słyszy głos pielęgniarki wiszącej nad jej sylwetką, czuje łagodne potrząsanie jej ramieniem i chociaż instynktownie zepchnęłaby z siebie niechciany bodziec – teraz wydaje się zbyt zszokowana i zaspana. Raptem chwilę, bo kiedy przykłada palce do wewnętrznych kącików oczu – masując je łagodnie – zaczyna rozumieć sens rozbudzających ją słów.
Nie mija kilka chwil, a już stoi na korytarzu, przed salą do której prowadzi ją posłana pracownica. Zbiera włosy spinką, zdejmuje okulary do kieszeni medycznego kitla i nabierając powietrza w płuca – przekracza próg, od razu słysząc jęki umęczonej nastolatki, niemal od razu zauważając też jak niemal bezwładne pozostawało jej ciało. W trakcie krótkiej podróży przez korytarze szpitala zdołała zadać kilka pytań – o powód, o stan, o rokowania. O dziecko.
Teraz kiedy znajduje się na sali, próbuje przejść do dzieła niemal od razu.
– Co już zrobiliście? – nie wita się z Orianą w sposób inny od zderzenia spojrzeniem – mijały się dzisiaj już wiele razy i chociaż wcześniej dyskutowały o tym, że noc zapowiadała się spokojna – chyba powinny to wtedy odpukać.
Słysząc sygnał do cięcia – nawet pomimo oczywistego odizolowania emocjonalnego od zastanej sytuacji – pamięcią wróciła trzy lata wstecz. Do swojego bólu, wielogodzinnego cierpienia, usilnych prób, a potem ostatecznej decyzji o cięciu – tej podjętej przez jej własnego męża (sama nie miała siły by wydać polecenie – na logikę też nie powinna go przecież wydawać), który kilka chwil później nosił na rękach swojego nowonarodzonego syna. Nie nacieszył się nim długo, ale obraz pozostawał wypalony w pamięci Sanderson skutecznie i na stałe.
– Sanguis Renovare – próbuje rzucić momentalnie, ledwo wyciągając różdżkę z kieszeni kitla. Zaklęcie wydaje się ledwie iskrą – być może nieskuteczne wyłącznie przez jej rozkojarzenie, a może przez jej zmęczenie, a może przez tysiące innych czynników, o których woli teraz nie myśleć. Zbliża się do kozetki, próbuje wykonać ruch nadgarstkiem ponownie – wypowiedzieć słowa z większym namaszczeniem: – Sanguis Renovare – ale zaklęcie chociaż dosięga celu, nie wpływa na niego w żaden sposób. Sanderson czuje to. Czuje, że magia i tym razem pozostawała za słaba. Krzywi się nieznacznie, ale nie marudzi na własne zdolności - a raczej wyznacza dalszy plan działania. – Psia krew, trzeba próbować dalej, szczególnie jeżeli chcemy wykonać rozcięcie, ma skórę bladą jak pergamin. Medici. Jesteśmy pewni, że dziecko…? – żyje – nie kończy myśli – mając na względzie to, że dziewczyna – chociaż ledwo przytomna – mogła usłyszeć dobijające ją zdanie. Mówi więc krótko, kładąc dłonie na udzie kobiety i przygotowując się do wykonania rozcięcia. Bardzo rzadko wykonywała operacje tak mugolskimi metodami – ale w chwilach takich jak ta – nie miała właściwie wyboru. – Podano przeciwbólowe? Będę ciąć – wasze zadanie: tamować krwawienie – nawet jeżeli kobieta wydawała się wyciśnięta z krwi niemal do cna i jeżeli efekt po nacięciu z pewnością nie będzie spektakularny.

1. Sanguis Renovare - idzie mi okropnie, ale może jestem rozkojarzona
2. Sanguis Renovare - idzie mi okropnie i już nie mam na co zwalić
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): « Wstecz 1 2


Skocz do:

Aktualny czas: 04-04-2026, 16:43 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.