• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Centralny Londyn > Śmiertelny Nokturn > Mur Przysiąg
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
01-06-2025, 00:09

Mur Przysiąg
Pewna ponura, kamienna ściana ciągnąca się wzdłuż jednej z bocznych uliczek Nokturnu. Pokryta jest gęstą siecią wyrytych imion i przysiąg, spisanych w różnych językach i stylach – od chaotycznych bazgrołów po eleganckie, kaligraficzne litery. Każde z nich kryje obietnicę, którą ktoś złożył najprawdopodobniej pod wpływem magicznie zawiązanej umowy. Mówi się, że kto zapisze swoją przysięgę na tym murze, zostaje nią związany na wieczność. Złamanie słowa sprawia, że inskrypcja zaczyna krwawić, a imię stopniowo zanika, pozostawiając po sobie jedynie ślad przypominający popiół. W nocy Mur Przysiąg tętni cichym szeptem – echo złamanych obietnic i zdradzonych sekretów. Czasami na powierzchni kamieni można dostrzec ledwo widoczne błyski – rzekome ślady po czarnej magii, która zdaje się czuwać nad każdym zapisanym słowem.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Varya Borgin
Czarodzieje
Wiek
22
Zawód
łowczyni
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
5
4
OPCM
Transmutacja
5
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
19
13
Brak karty postaci
28-12-2025, 00:08
30 kwietnia 1962 roku. o świcie

Chłód poranka był mi przyjazny, niemal nieodczuwalny w swym negatywnym drażnieniu, bo moje ciało dawno temu nauczyło się znosić największą niewygodę. W nocy musiało padać. Wysokie myśliwskie sztyblety zanurzyły podeszwę w płytkiej, brązowej kałuży rozlewającej się leniwie po nierównym chodniku. Nokturn pogrążony w głębokim śnie, utulony przez mgliste pierzyny wydawał mi się jeszcze bardziej wrogi od gwarnych, tłocznych wieczorów. Wiedziałam, że szczególnie wtedy należało mieć oczy z tyłu głowy. Ja się nie bałam. Wciąż wolałam porę ciszy od dziesiątek głośnych twarzy, które próbowałyby napastliwie pozyskać dla siebie garści mojego istnienia. Moje wybory zazwyczaj ograniczały się do samotnego szlaku. Miast unikałam, choć musiałam nauczyć się akceptować ich tłoczność, bowiem mało który łowca zdoła przehandlować swoje wszystkie łupy na wiejskim targowisku. Miasta płaciły lepiej i miasta szukały zwierza mniej pospolitego, a ja coraz częściej rzucałam sobie groźne wyzwania. By czuć na skórze gryzący oddech niebezpieczeństwa, by rozwijać to, co mogło jeszcze zostać rozwinięte. Zawsze mogłam być lepsza, zawsze mogłam się czegoś nauczyć. Dla ojca zawsze pozostawałam jednak niewystarczająca. Starego Borgina trudno było prześcignąć. Nęciła mnie ta ambicja, choć podchodziłam do świata raczej z rozsądkiem – przynajmniej w tym względzie. Nigdy nie będę mogła się z nim równać i nie szukałam podświadomie drogi ku temu. Chyba.
Wznosząca się w powietrzu wilgoć zaczepiała blade policzki, kilka metrów za mną trzaskała któraś z okiennic, choć powietrze zdawało się stać w miejscu. Owa ponura aleja przyciągała jednak anomalie, których nikt z tutejszych nie próbował tłumaczyć. Gościłam tutaj zbyt często, by szukać wyjaśnienia dla tak pozbawionych znaczenia kwestii. Podążałam dalej, mijałam zabite dechami lokale na parterze sypiących się kamienic, mijałam ponure sklepowe ekspozycje, metalowe ramy, w których wisiały upiorne figury i ogarnięte nienormalną ciemnością zakręty prowadzące wprost do zaułków wypchanych ucieleśnieniem najgorszych koszmarów. Jako Borgin narodziłam się być może odporna na podobną makabrę, choć moi rodzice prawdziwe wytrzymałą uczynili mnie swym surowym wychowaniem. Dziś żadne z nich nie odwiedzało stolicy. Mnie gnała tam od czasu do czasu możliwość, choć tym razem zdawałam się kroczyć zwężającą się uliczką zupełnie pozbawiona celu. Od początku wędrówki nie dojrzałam ani żywej duszy, ledwie spodziewane cienie, duszne istnienia, niepokojące ślady po tych, którzy odeszli. Żaden z nich nie potrafił mnie skutecznie rozproszyć. Płaszcz ciężko wisiał na ramionach, spływając do mlecznobiałych basenów, oczy mocno koncentrowały się nad zamazanym celem kilkadziesiąt metrów stąd. Dłonie miałam schowane w głębokich kieszeniach, chłodne, skryte niedaleko noża i różdżki. Okolica nie sprzyjała wyprawom samotnych kobiet. Ja aż za dobrze wiedziałam, że nie sprawiałam wrażenia groźnej - to stanowiło moją broń. Od zasłaniania się budzącym grozę w tych stronach nazwiskiem wolałam sama skutecznie odstraszyć ewentualnego wroga. Inaczej nie byłabym córką swego ojca.
Do zapisanego tysiącem nierównych liter muru dotarłam przypadkiem. Ściana pełna przysiąg nigdy nie stanowiłam mojego celu, ale teraz stałam tuż przed nią. Wpatrzona w czarne i czerwone obietnice trwałam przez chwilę sztywna jak cmentarny posąg. Wcale nie czytałam zapisanych inskrypcji. Pomyślałam o mojej własnej próbie, o mojej osobistej misji. O tym, co zuchwale i wręcz szaleńczo przyrzekłam sama sobie minionej nocy. Gdy ślubowałam sobie spróbować, gdy zobowiązałam się tym razem uczynić wyjątek i złamać niemiłosiernie twardą, osobistą granicę. Podskórnie przecież nie od dziś czułam, że to szansa, która mogła mi się przysłużyć. Nawet jeśli niewidzialnie urastała przed moimi oczami do niemożliwego, cuchnącego upiora. Lęki, które w sobie nosiłam nie nosiły straszliwego miana wśród pospolitych ludzi. Lęki, które nosili oni, dla mnie wydawały się czymś niewielkim. Borginowie nie narodzili się po to, by podążać z prądem, co najwyżej deptali czyjeś niedbale porzucone w świecie tropy.
Z zakamarków czarnej szaty wyjęłam ostrze. Przecięłam wnętrze prawej dłoni, metal zachlapał się krwią. Nie spojrzałam na podłużną ranę. Zamiast tego zmoczyłam w niej końcówkę różdżki i podeszłam bliżej muru. Dwie czerwone krople spłynęły na zabłocony bruk. W gęstwinie liter i obcych znaków umieściłam pierwszą symboliczną linię. Pisałam dalej, korzystając z mowy i alfabetu moich rosyjskich przodków, płynne obietnice szybko wchłaniały się w nasączoną ciemną mocą konstrukcję. Я остаюсь. Даже когда. Moja krew pieczętowała przyrzeczenie. Tylko dla mnie. Choć czy tylko mnie jedną czyniąc świadkiem?
– Prosisz się o to, by twoją krew wchłonęły te ściany – mruknęłam oschle, wcale nie obracając się w stronę tego, kto czaił się kawałek za moimi plecami. – Brutalnie odebraną. Nie lubię, gdy ktoś mnie śledzi– sprecyzowałam.
Nieczęsto reagowałam w ten sposób. Jednak bycie śledzoną stanowiło jedną z kilku sytuacji, których nie mogłam zdzierżyć i w obliczu których zdolna byłam do wyrwania się z roli kamiennej obserwatorki świata. To ja byłam łowcą, to ja podążałam tropem. Nigdy odwrotnie. Mocno ścisnęłam pięść, w której zbierały się wciąż krople posoki. Ta chwila należała wyłącznie do mnie. Powinien oddać to, co mi zabrał.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Axel Devereaux
Czarodzieje
Je est un autre.
Wiek
25
Zawód
Tancerz, Złodziej, Kelner w Białej Wiwer
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
12
16
Brak karty postaci
29-12-2025, 16:20
Poranek powoli wkraczał w zaspane ulice Londynu. Leniwe słońce przełamywało granat królujący na bezchmurnym niebie pełnym gwiazd. Ten widok często towarzyszył Axelowi, kiedy ten wychodził z Wiwerny, kończąc swoja zmianę kelnerską. Cichy gwar pod lokalem szybko cichł wraz z rozpierzchnięciem się stałych bywalców, którym nigdy nie spieszyło się do domu. Ognista była ich żoną, a oni wiernie trwali przy szklankach aż barman nie zarządził zamknięcia budy. Sen mocno otulał uliczki, w których nie było widać żywego ducha, Nokturn zapadał w swego rodzaju sen, kiedy dzień rozgaszczał się, wszyscy odsypiali pracowitą noc.
Devereaux przemykał uliczkami nie obierając jednej, i tej samej trasy co rusz. Kluczył, jakby mial nadzieje, natrafić na dobrą okazję. Kryjąc się w cieniach i wspinając na niskie dachy oglądał Nokturn z wyższej perspektywy, zaglądając od czasu do czasu przez okna do mieszkań i magazynów, a nóż cos ciekawego zwróci jego uwagę. Był jak zjawa, która kluczy bez celu po okolicy niosąc za soba jedynie smutek i nieszczęście.
I tak się w pewnej chwili stało. Szczupła, drobna postać przemknęła nieopodal, szelest płaszcza i stukot obcasów dotarły do tancerza błyskawicznie, a on jak czujny gończy zlokalizował postać, która zbuntowała się przeciwko nocy. Zainteresowany ruszył za nią trzymając się trasy prowadzącej przez balkony i niskie dachy. Bezszelestnie przeskakiwał pomiędzy konstrukcjami, nie tracąc z oczu zaobserwowanej kobiety. Ciekawość grała pierwsze skrzypce, bo widział po niej, że nie była to przestraszona istota, która zabłądziła. Poruszała się pewnie, wybierając trasę jakby świadomie.
Devereaux w swoich zobowiązaniach wobec Burke'a mial również zadanie obserwować Nokturn, być jego oczami i donosić mu, gdyby zauważył cos nietypowego, kogoś nowego. Handel musiał być pod kontrolą, nie było opcji na to, że cokolwiek się tutaj ukryje.
Postać zatrzymała się przed charakterystyczna ścianą, gdzie naiwni i zdeterminowani składali przysięgi. To miejsce powodowało, że Axel czul na karku ciarki. Nigdy nie skorzystał z magicznych właściwości tego miejsca i nie spieszyło mu się do tego. A raczej go to przerażało, że musiałby wystawić na publiczne miejsce swoje słowa i imię.
Kiedy kobieta się zatrzymała, Axel obserwował ją zza jej pleców kryjąc się w cieniu niedużego balkoniku, obok którego wznosiła się latarnia z charakterystycznym, metalowym koszem na magiczną świecę. Nakreślone przez postać litery były zagadka dla Axela, kojarzył jedynie, że Rosjanie posługują się czymś podobnym. Ale nie był w stanie tego rozczytać, jedynie zapamiętać i ewentualnie później znaleźć kogoś, kto pomoże mu to rozszyfrować.
Drgnął w pewnej chwili, kiedy cisze przeszył kobiecy glos ewidentnie skierowany w jego kierunku. Axel zaklął pod nosem, był pewny, że jest niezauważony i bezszelestny. Zbyt intensywnie przyglądał się, jego obecność wyczuto pomimo, że nie pałał gwałtownymi emocjami wobec osoby, która obserwował.
Powoli uniósł się z cienia i wspiął na barierkę balkonu, skąd mógł się chwycić latarnii i zsunąć na poziom ulicy,
- To z ciekawości. - Odparł nienagannym angielskim, charakterystycznym dla mieszkańców Londynu. Opadł miękko na kamienny chodnik, jedna dłoń skryta była w kieszeni lekkiego płaszcza, który spływał z barków młodego mężczyzny, kończąc się gdzieś na wysokości kolan. Smukłe palce oplotły różdżkę, będąc w każdej chwili gotowym do obrony lub ataku.
- Nie musisz od razu uciekać się do przemocy. - Na twarzy chłopaka pojawił się łagodny uśmiech, a jego chłodne, lodowo niebieskie oczy pozostawały czujne. - To po rosyjsku? - Skinął głową w kierunku muru. Widać było, że bardzo intrygowało go to, co kobieta napisała.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Varya Borgin
Czarodzieje
Wiek
22
Zawód
łowczyni
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
5
4
OPCM
Transmutacja
5
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
19
13
Brak karty postaci
25-01-2026, 17:09
Wybrałam słowa, które niosły groźbę, wybrałam szorstkość i śmiercionośne obietnice, manifest swej obrazy dla tego, czego podjął się właśnie ten mężczyzna. Dreptał po moich śladach, będąc zupełnie przekonanym, że posiada do podobnej praktyki pewne prawo. Bezczelne przeświadczenie pchało go prosto w moje plecy, pod mury tysiąca przysiąg, w zaułek przez chwilę tak intensywnie nasączony wonią mej krwi. Bo z jakiejś przyczyny pod tą ścianą wszystko wydawało się przenikać czarodziejów z większą intensywnością. Wybrałam słowa, której prędzej włożono by do ust mego brata lub mego ojca, ale nieznajomy dokonał prowokacji, wyłowił mnie z osobistej jamy spokoju, poniekąd wymuszając nieprzychylną dlań wizję. Gniotłam własną pięść, czując jak ściskana w załamaniach skóry wilgoć przemieszcza się, rozmazuje po całej powierzchni. Czułam ciężar jego obecności, gdy wkradł się w intymność, do której nie umiałam przyznać się w samotności, a co dopiero przy czyjejś niepożądanej wizycie.
– Ciekawość cię nie usprawiedliwia – wyznałam cicho, obracając ku niemu wreszcie wejrzenie. Nie wyglądał wcale groźnie, ale ja trzymałam się zawsze szeregu wszelkich możliwości – nie tylko tej podawanej na tacy przy pierwszym pobieżnym spojrzeniu. Ocena bywała mylna. Ignorowałam zmierzwiony widok płaszcza i dziwaczną skoczność. Koncentrowałam się na twarzy kogoś, kto nie miał dla mnie póki co tożsamości. Żadnej historii, żadnej rozpatrywanej szczególnie możliwości dalszego działania. Musiałam szukać dalej. Nie odpowiedział głębiej na zarzut, który dla mnie pozostawał, w istocie, niemal jawnym dowodem pogwałcenia tego, co uznawałam za świętość. Tych świętości uznawałam kilka, on wdepnął w jedną z nich. – Tym bardziej tutaj. Jesteś podejrzany – objawiłam coś, z czego powinien zdawać sobie doskonale sprawę, jeśli nie był tym, kto przypadkiem zabłądził i wcale nie zdawał sobie sprawy, na jakiej alei przyszło mu się odnaleźć. Czy jednak wtedy przemawiałoby przez niego tak wyraźnie echo śmiałości? Przemoc. Nokturn, tutejsze lęgowisko mroku i deprawacji, uwielbiał przecież taką scenerię. Właśnie to był nasz świat. Lecz czy i jego?
- To nie twoja sprawa – odezwałam się niezwykle spokojna, kiedy szukał przynależności dla wyrysowanych przeze mnie znaków. Wtedy też zmusiłam ciało, aby całe skierowało się ku niemu. Ruch ten, mimo mojej zwinności, objawił się w formie dziwacznie posztywniałej, niemal sztucznej. Skoncentrowałam na nim całą uwagę. – Kim ty jesteś? – zapytałam zupełnie bezpośrednio i podeszłam o krok bliżej. Poraniona skóra zapiekła mnie, ale nauczyłam się ignorować tak drobne urazy. Uśmiechał się do mnie, zdradzał dziwaczny entuzjazm, pokrętne malowidło sympatii, gdy ja sugerowałam nieprzyjazne zamiary. Wtedy też wiatr zdołał – być może zaproszony przez magię tego zakamarku – wedrzeć się blisko i przynieść szept gromady przysiąg z przeszłości. Zdawało mi się, że nadchodzą idealnie zza mych pleców, lecz tak naprawdę ciche, podniosłe słowa niosły się przejmującą falą, nadciągając niemal z każdej strony. Wpisana w cegły czarna magia ożywała w formie pozostawionych tutaj przyrzeczeń. Czułam, jak chłód muska nieznośnie odsłonięte kawałki skóry.
– Nie podoba im się to – mruknęłam bardziej do siebie niż do nieznajomego. Moje oczy prześledziły czujnie otoczenie, szukając zmian i budzących podejrzenie elementów. Dłoń moja dotknęła zimnej ściany, pozostawiając na chropowatej powierzchni czerwony ślad – świadomie. Nie bałam się pieczętować niedawnych obietnic własną krwią. Tutaj były bezpieczne. Tak powiadał ojciec. Cofnęłam się o krok. Czy ten mężczyzna zdawał sobie sprawę, że nie byliśmy tu już mile widziani? Rytuał się dopełnił. Nie zamierzałam go uświadamiać.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Axel Devereaux
Czarodzieje
Je est un autre.
Wiek
25
Zawód
Tancerz, Złodziej, Kelner w Białej Wiwer
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
12
16
Brak karty postaci
04-02-2026, 10:26
W tym miejscu nie powinno się nikogo lekceważyć, Nokturn był zbudowany z pozorów, jego fundamenty osadzono na tysiącach łupin pokruszonych masek. Żyjąc tutaj kilka lat, Axel nauczył się, by nie pozwolić pozorom go zmylić. To mogło być dziecko, drobna kobieta, czy starszy człowiek, z pozoru, a kiedy dochodziło do konfrontacji twarzą w twarz, okazywało się, że śmierć dyszała wprost w kark, unosząc czarną kosę w powietrze. Czekając, obserwując, czyja dusza zostanie porwana w czeluści piekła,
Młoda kobieta wwiercała spojrzenie w Axela, czul jej nieprzychylność na swojej postaci i życzenie śmierci miedzy sylabami jej słów. Wrogość bijąca z jej postaci dawała jasno do zrozumienia, że nie życzy sobie takich spotkań, nie tutaj, nie w takim czasie. Axel wiedziony ciekawością, węsząc okazję na pozyskanie cennych wiadomości przystanął rezygnując ze swojego celu i podążył za tajemniczą postacią. Zapach krwi rozchodził się miarowo w powietrzu, a to mogło znaczyć jedno, magia zaklęta w przeklętej ścianie zadziałała. Lada chwila mogą pojawić się drapieżnicy, którzy zwabieni specyficznym odorem przyjdą sprawdzić, czy coś łakomego na nich tutaj nie czeka.
Nie wyglądała na groźna, kiedy w końcu odwróciła się w kierunku Axela, ale on nie lekceważył jej. Mogła mieć taką postać dla zmyłki, a nawet jeśli nie, magia w niej drzemiącą mogla być potężna i bolesna. Tancerz uniósł obie dłonie, puste, otwarte wnętrzami w kierunku do Varyi, by zobaczyła brak nieczystych zamiarów.
- Niby tak, ale to Nokturn. Jeśli ktoś cię zauważy, na pewno ktoś za tobą pójdzie. - Jego mina i spojrzenie pozostawały czujne, chociaż przybrane w żartobliwą maskę. - Masz szczęście, że trafiłaś akurat na mnie, Nie zrobie ci krzywdy, a ty nie probuj nic zrobić mnie. - Podszedł odrobine bliżej, ale nie za blisko, by kobieta mogla próbować go złapać, albo dźgnąć, jeżeli miałaby jakakolwiek broń.
Określenie go podejrzanym wywołało na ustach chłopaka rozbawiony uśmiech, ale nie roześmiał się, nie chciał jej poniżać i umniejszać jej swoją reakcją. Pokiwał głową zgadzając się z dziewczyną. - To prawda, wyciągasz prawidłowe wnioski spotykając tutaj kogokolwiek, kogo nie życzyłaś sobie widzieć.
Westchnienie zawodu przemknęło przez twarz nieznajomego, może czas w końcu chociaż poznać cyrylicę, by potem spróbować to przetłumaczyć na własną rękę. No nic, póki co musiał zapanować nad rozmową i tym, dokąd ona podąży.
- Rzeczywiście, ale mam nadzieje, że to była przemyślana decyzja. Ten mur... - Axel uniósł spojrzenie chłodnych oczu na poznaczony przeróżnymi słowami ścianę. - Tutaj nie ma miejsca na taryfę ulgową. - Jej sztywny ruch został przez niego zauważony i widać było, że lekko drgnął. Nie wiedział, czego może się spodziewać, a jeżeli to miała być zapowiedz ataku, wolał być w pogotowiu.
- Alex. - Odparł ze swobodą, nie bojąc się tego, że dziewczyna podchodzi bliżej. - Skoro ja się przedstawiłem, to wypadałoby abyś i ty zdradziła swoje imię, nawet jeśli jest ono wymyślone. - Puścił jej oko, bo było oczywistym, że tylko głupiec przyznawał się do swojego imienia w magicznym świecie tak ochoczo, a miło by było jednak jakoś się do siebie zwracać zamiast z pomocą ordynarnego "ty".
Nagły powiew wiatru i fala szeptów sprawiły, że chłopak się spiął a po chwili skrzywił, jakby uderzył go paskudny odór. To ściana i zawarta w niej magia właśnie "ożyła" uwalniając z siebie magiczną moc. Axel zmrużył oczy obserwując otoczenie, wiedział doskonale, że nocą działy się tutaj dziwaczne rzeczy, a echo złamanych przysiąg mogło doprowadzić do szaleństwa. Czy właśnie teraz to się działo? Czy to jednak działanie dziewczyny? Spojrzał na nią czujnie a kiedy ta znów odwróciła się do ściany, pozwalając by wchłonęła kolejne krople krwi bez namysłu chwycił ja za nadgarstek jej drugiej ręki. Lekko szarpnął, nie boleśnie, a z specyficzna wprawą, kiedy to tancerz wprowadza nieruchomą postać swojej partnerki w ruch. Lecz teraz nie przyciągnął jej do siebie, nie objął w talii i nie poprowadził tanecznym krokiem, ale odsunął od ściany. Włoski na karku tancerza zjeżyły się a jego czujne spojrzenie zimnych oczu błyskało od zaniepokojenia.
- Oszalałaś? Mało ci? - Wzdrygnął się przenosząc spojrzenie na nią. - Co ty zrobiłaś? - Axel rzucił spojrzeniem to w prawo, to w lewo, czy nikt się nie zbliża. Szepty nasilały się a dławiącą smród czarnej magii, który wyczuwał tylko Axel zaczynał być dla niego nieznośny. - Chodźmy stąd, tutaj dzieje się cos złego. - Rzucił wymagające spojrzenie Varyi, by nie stawiała oporu i by ruszyła z nim z dala od tego miejsca, chyba że ma ochotę na kłopoty, no to niech śmiało zostaje.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Varya Borgin
Czarodzieje
Wiek
22
Zawód
łowczyni
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
5
4
OPCM
Transmutacja
5
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
19
13
Brak karty postaci
03-03-2026, 20:08
Nieporuszona moja sylwetka, czujnie, dokładnie śledząca gest za gestem, odczytująca to, co traktowało o przyszłym zamiarze nieznajomego mężczyzny. Otoczenie musiało być pod kontrolą, zmysły bez ustanku poszukiwały sygnałów, drobnych dowodów, często jakże niepozornych, które pozwalały łowcy przewidzieć, co zrobi ten, który stanął po drugiej stronie. Przyuczona do tego jeszcze w kolebce musiałam weryfikować wszystko – nie tylko podejrzane poruszenie w sylwetce bezimiennego. Wszystko. Czające się w tych stronach cienie bywały złudne, budzone do istnienia przez parszywe moce, jakże chętnie igrające z toczącym się wąskimi przesmykami jestestwem. Tożsamości jego nie miałam szansy prawdziwie odszyfrować, ale cicha obserwacja, przedłużające się moje milczenie, które jemu dawało pole do większej ekspozycji, pozwalało pozyskać garść kluczowych informacji. Minimalny oddech, ciało moje sztywne jak tutejsze wpuszczone w mury sylwetki upiorów, ponad odgłosem naszego spotkania melodię znacznie dobitniejszą wygrywały wątpliwe uroki tychże zaułków. On wykładał mi bukiet śmiałych wniosków, trochę pouczając, trochę próbując głaskać drapieżną naturę. Nie wiedziałam, po co to robił.
– Ty za mną poszedłeś – nazwałam powoli i dokładnie rzecz tak oczywistą. Nie odejmowałam oczu, nie pozwalałam sobie prawie na mrugnięcie. Trwałam stateczna niemal w niezdrowy sposób. I tylko kapiąca z dłoni krew opowiadała o mojej żywości, namolnie przebijała się przez bezbarwność tego otoczenia. – Nokturn nie jest mi obcy. Ty tak – dodałam, wreszcie rozpędzając nieco te przymrożone bezruchem powieki, jakby ich opuszczenie darowało lepszy widok na potencjalne ryzyko. Nie bywałam tu pierwszy raz, choć on najwyraźniej posądzał mnie o nieznajomość miejsca, w którym zbiegły się nasze dwa cienie. – Nie jestem twoim zagrożeniem, dopóki nie dasz mi powodu – przyznałam, racząc go tym razem dość długim zdaniem, jak na swój skąpy styl komunikacji. Opuściłam przy tym brodę, dokładnie rejestrując, że odległość między nami zmalała – wyłącznie przez jego działania. Nieco mocniej wciągnęłam powietrze do płuc, godząc się na mieszankę kurzu, chłodu i ciężkiej wilgoci. Warunki zupełnie zwyczajne jak na ten rejon, choć daleki od tego, co preferowałam.
Dywagował tuż pod moim nosem, wtrącając się w sprawę mojej osobistej przysięgi. Zadrapywał w moim środku coś, co nie miało ochoty na podobny kontakt. Odpychałam uwagi, niewygodę ich trzymałam na mocnej uwięzi. Nikt nie powinien interesować się moimi intencjami. Szczególnie ktoś taki. Kompletnie obojętny mi i ja jemu również. A może się myliłam? – Wiem, jak działa ten mur – uspokoiłam więc jego troskliwe próby poznania dodatkowych szczegółów sytuacji, która należała wyłącznie do mnie. Siedział na moich śladach, wciskał się nieproszony z uwagą. Czułam wzrastającą niewygodę, ale wciąż nie uczyniłam niczego, co dobitnie by mu o tym opowiedziało. Tak przynajmniej sądziłam.
– Varya. Nie używam fałszywych imion. Varya Borgin – wypowiedziałam gładko, bez zawahania. Swoje nazwisko nosiłam z dumą. Ktoś, kto szczycił się dobrą znajomością tej ulicy, winien też kojarzyć je z jednym z najbardziej rozpoznawalnych biznesów. Ulubiony przybytek lokalsów, współprowadzony przez moich krewnych. Znał go? Niektórych dźwięk tego nazwiska napawał lękiem, inni zaczynali twierdzić, że wiedzą o mnie już wszystko. Nigdy się nie kryłam, nigdy nie wyrzekałam się prawdy o własnej krwi. A on? Dziwny gest oka wywołał u mnie dozę pewnego niezrozumienia. Czy on… był rozbawiony? A może coś kombinował?
Nie miał prawa. Nie miał prawa przedrzeć się poza moje osobiste, niewidzialne granice, kierować położeniem mojego ciała. Dotykać. Drgnęłam, jakby co najmniej poraził mnie prądem. Cokolwiek rozlało się po tym zaułku, winien interesować się wyłącznie własnym losem. Dlaczego mnie nie porzucił? Dlaczego wiązał ze sobą nasze dwa losy? Byłam mu nikim.
– Nie dotykaj mnie –
wydusiłam prawie przez zaciśnięte wargi, dodając do tego zimne wejrzenie. – Niczego nie zrobiłam i nic się więcej nie wydarzy – uznałam, obserwując, jak otoczenie zaczynało z wolna gasnąć, jak wiatry uspokajały się, znów pozostawiając nasze dwa istnienia w mglistej ciszy. – Dlaczego sądzisz, że to ja? – zapytałam jednak, próbując bronić się przed zarzutem. Niechaj opowie, niech objaśni, skąd podły zarzut. Pokręciłam lekko głową. – Niczego nie zrobiłam – powtórzyłam, a jednak jego propozycja sugerowała, że wcale nie było to bezpieczne miejsce. Odeszłam jednak, kontrolując z boku, czy on nie znajdował się zbyt blisko.
Przy głównej alei słabe ślady słońca próbowały pieścić moja twarz. Nie miałam pewności, czy mur przyjął moje słowa, ale melodia niewiadomych głosów i zbudzone nagle duchy tych stron pozwalały wysunąć tezę, że właśnie tak było. – Nie widziałeś nigdy czegoś takiego – stwierdziłam, odczytując jakiś ślad paniki w jego reakcji. Oszalałaś. Przecież nie słyszałam tych słów po raz pierwszy w swoim życiu.
Za naszymi plecami przeraźliwie zaszczekał czyjś wilczur. Trzasnęła jakaś drewniana osłona. Nokturn się budził. Uniosłam głowę, by prześlizgnąć się okiem od parterów po skośne poddasza. Obserwowało nas tu więcej istnień, niż mogliśmy podejrzewać.
Kiedy znów wróciłam do przyglądania się mu, świat wydał się mniej ponury. Wytarłam mokrą dłoń w płaszcz. Zapach krwi wabił ponure mary. Kawałek wyjętego z kieszeni materiału prędko owinął się wokół palców. – Przysięgałeś kiedyś?
Wiedział, o co pytałam. Tajemnica za tajemnicę.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#7
Axel Devereaux
Czarodzieje
Je est un autre.
Wiek
25
Zawód
Tancerz, Złodziej, Kelner w Białej Wiwer
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
12
16
Brak karty postaci
16-03-2026, 14:22
Jej oczy były wlepione w niego, ona czytała go, on odwzajemniał się jej tym samym. Uważnie się oceniali, analizując każdy ruch, gest, grymas, gotowi na reakcję niemal odruchową. Axel widział napięcie na twarzy młodej kobiety, która go zaintrygowała. Czy podążając za nią, sprowadzał na siebie nieszczęście? Doskonale wiedział, że Nokturn był miejscem, gdzie nic dobrego samo nie przychodzi, natomiast na te złe można było łatwo się natknąć. Poruszał się ostrożnie, zdradzając swoją gibkość, jego buty nie stukały o bruk, tak lekko się poruszał. Można by rzec, że niczym zjawa, ale faktycznie był człowiekiem z krwi i kości. Zimne oczy błyskały w świetle latarnii, nie było to martwe spojrzenie, a blada cera musiała być dla niego normalna, chociaż szczupłość ciała sugerowała raczej problemy z odżywianiem.
Milczenie Varyi jasno dawało Axelowi do zrozumienia, że go analizuje i jest czujna. On jest tutaj intruzem, narusza jej spokój i prywatność swoja ciekawością, a kiedy się zbliża, ona jest już przygotowana do konfrontacji. Ale jemu o to nie chodzi, to nie jest jego cel. On nigdy nie walczy otwarcie, nie atakuje i nie działa bezpośrednio. Zawsze tego unika, by nie wchodzić w bezpośrednią konfrontację.
- Możesz mówić o szczęściu. - Przekrzywił lekko głowę przenosząc spojrzenie na jej krwawiącą dłoń. Jej spokój i to, że nie zwraca uwagi na ból i dyskomfort wprawiały go w zdumienie. On nie lubił bólu, nie znosił dyskomfortu płynącego z uszkodzenia ciała.
- Tak sądzisz? - Axel przymruża oczy spoglądając na kobietę, ciekaw jak bardzo jest zaznajomiona z Nokturnem, jak bardzo to miejsce jest jej miejscem. I dlaczego na to się godzi. - Nie mam zamiaru dawać ci powodu do ataku. - Pokręcił głową zakładając ręce na piersi, krzyżując je swobodnie.
Doskonale wiedział, że wtrąca się i narusza jej przestrzeń osobistą swoim pojawieniem się. Ciekawość pchała go w objęcia zagrożenia za każdym razem, kiedy dostrzegał cos, lub kogoś, kto zwracał jego uwagę. A Varyia właśnie to zrobiła, nie ważne jak bardzo chciała pozostać anonimowa i niewidzialna, wpadła w jego czujne spojrzenie i ruszył za nią, by poznać jej tajemnice. To, że znała działanie muru, nie zaskakiwało go, chociaż on sam nigdy nie odważył się na własnej skórze o tym przekonać i nie mial zamiaru tego zmieniać.
Jej nazwisko było jej znajome, chociaż jej samej nie kojarzył ze sklepu, w którym często bywał i nie jako klient. Chłopak zmarszczył brwi uważniej przyglądając się Varyi, skoro była Borgin, to znaczyło, że była o wiele niebezpieczniejsza niż na początku sądził. A jego instynkt samozachowawczy postanowił trzymać się początkowo na dystans od niej, by nie sprowokować jej do działania przeciwko niemu.
Nie gryzł się w język, że nie podał swojego imienia w prawidłowym brzmieniu, chociaż wiele osób przekręcało Axel na Alex. Za to on nie mial reputacji rodziny za swoimi plecami, by powodować respekt wokół. Doskonale wiedział, ze sprawdziłby na siebie ogromny gniew, gdyby z jego reki stałoby się cos pannie Borgin.
Po chwili jednak wszelkie niuanse związane z pochodzeniem i dumą z noszonego nazwiska poszły w zapomnienie. Axel zadziałał instynktownie, odciągając kobietę od ściany. Nie zastanawiał się nad tym, dlaczego zadziałał w ten sposób, że zamiast ratować własną skórę, ryzykował i skupił się na Varyi, by i ją odciągnąć od nagłej zmiany.
Wysyczane "nie dotykaj mnie" poskutkowało tym, że długie, smukłe palce tancerza cofnęły się, puszczając jej rękę. Jego czujne spojrzenie przeskakiwało po uliczce i murze, jakby faktycznie przeszukiwał okolice w poszukiwaniu zagrożenia. Czarna magia powodowała w nim reakcję natychmiastową, obronną i nigdy nie próbował jej przeciwdziałać, woląc uciec się do wycofania.
- Skąd ta pewność? - Wzburzone spojrzenie chłopaka zdarzało jego zdenerwowanie, kiedy spojrzał na nią w odpowiedzi na jej słowa. Brzmiała pewnie, a dla niego to sprawiało, że aż włosy jeżyły mu się na karku. Jak zwykle, polazł za kimś, za kim nie powinien nawet się obejrzeć.
- Ty nakarmiłaś mur. Zaklęta w nim magia ożyła, wywołując szepty... - Pobladł bardziej oglądając się przez ramię. Dłonie trzymał blisko własnego ciała, prawa ręką była gotowa, by dobyć różdżki.
- Widziałem, ale nie byłem nigdy tak blisko. - Nie oglądał się juz więcej na mur, kierując spojrzenie gdzieś przed siebie. Spięcie jego ramion zdradzało, że był poruszony, jakby zlękniony tym doświadczeniem. Otrząsnął się po chwili lekko wzdrygając, powietrze powoli przestawało nieść ze soba charakterystyczny smród, przechodząc w typowe dla Nokturnu wilgotne powietrze nasycone aromatem rynsztoka.
Odchodząc od przeklętego muru Axel powoli się rozluźniał nabierając typowej dla niego czujności i prostując przygarbione plecy. Otoczenie ożywało na swój sposób, który był typowy dla rytmu Nokturnu. Chociaż echo doświadczeń i otarcie się o czarnomagiczne doznania jeszcze przez kilka chwil wprawiały go w nieprzyjemny rezonans z otoczeniem.
Varyia milczała przez pewna chwile obserwując okna i otoczenie, jej gest związany z zaopiekowaniem się samej zraniona dłonią przywołał Axela. Jego uwaga na powrót skupiał się na niej. Pokręcił głową.
- Nie i nie zamierzam. - Mruknął buńczucznie, spojrzał na nią uważnie, czujnie i jakby z lekkim przestrachem. Wcale mu się ten jej spokój nie podobał. - A ty? Wiele razy? Po co to robisz? - Wiedział, że jest wielu, którzy trudnią się czarna magia, uzależniają się od niej ale dla niego było to po prostu obrzydliwe. Jak sama czarna magia, która odstręczała go okrutnie, bał się tej dziedziny magii i za każdym razem przypominało mu się to uczucie, kiedy Crucio ugodziło w jego ciało.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#8
Varya Borgin
Czarodzieje
Wiek
22
Zawód
łowczyni
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
5
4
OPCM
Transmutacja
5
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
19
13
Brak karty postaci
19-03-2026, 21:54
Ta część magicznej dzielnicy gryzła przychodniów – niemal dosłownie. Nieoswojeni padali jak muchy, szybko znikając w lepkich pułapkach tutejszych złych duchów. Lokalni bardzo precyzyjnie z morza posuwających się ponuro cieni wyłapywali zbłąkanych, łatwe ofiary, zwierzynę, przy której nie trzeba było się trudzić. Tak ojciec zawsze opowiadał o tych stronach. Lecz Nokturn nie trwał jako mój osobisty las, w którym zwyczajowo zastawiałam wnyki. Nie szukałam krwi, choć chroniłam dokładnie swojej prywatności. Ów chłopak rozprawiał o braku niecnych motywacji, lecz moja wiara w to pozostawała wybitnie ograniczona. W niepozorności i głośno wygłaszanych pochwałach dla swej niewinności czaić potrafiła się najbardziej zdradliwa zasadzka. Lecz przed nim wielu było podobnych, wciskających się gdzieś na moje osobiste ścieżki, bez powodów, bez rozpoznanych tropów. Zazwyczaj jasno stawiałam granice.
Jemu zaś nie odpowiedziałam, przyjmując milczenie, któremu towarzyszyło wyłącznie to powoli posuwające się po nim spojrzenie. Wcale nie był to gest lekceważenia – wręcz przeciwnie. Miałam na uwadze wszystko, co robił i mówił. Próbowałam ocenić, co mogło się chować w niewypowiedzianych intencjach. Miał swobodę, miał w sobie autentyczność, w którą łatwo było uwierzyć, ale to wciąż nie była pogodna ulica Horyzontalna, gdzie dzieciaki biegały od kawiarni do sowiarni, dzieląc się beztroską i fantazją ze światem. Tu ludzie snuli się z groźbą, zakładali straszliwe maski.
Dowodem tego okazało się to, co nastąpiło później.
- Ja zrobiłam to, co zrobiło tu tysiąc osób przede mną, Alexie – odpowiedziałam powoli, obserwując, jak on wykazywał przejawy nerwowości. W opozycji do mojej stateczności. – To nie jest nic, czego nie zna ten zaułek – zauważyłam, mrużąc lekko oczy. Czy naprawdę był tutejszy? Jak więc radził sobie, kręcąc się po tych stronach, skoro dziwiły go pazury wywołanego mroku? Moje działanie nie było nowe, nie wywołało niczego niespodziewanego. Uznawałam te szepty za naturalny odzew tutejszych mroków. W Durmstrangu otwierano przed nami sekrety czarnej magii, musieliśmy umieć z nią obcować. Bez tego nie moglibyśmy tam przetrwać, bez tego nie byłabym prawdziwym Borginem.
Na moment zacisnęłam powieki, pozwoliłam, by ciężkie powietrze wpadło do moich płuc, na moment zagnieżdżając się tam za bardzo. Gdy spojrzałam na mężczyznę ponownie, wydawał się niemniej przejęty. Pomyślałam, że brzmiałby inaczej, gdyby kiedykolwiek zdecydował się stanąć przy murze i złożyć przysięgę. Oddać temu miejscu jakąś myśl, związać swój los z tutejszą grozą. Choćby na chwilę. Lecz może nie była to jego droga. – To już koniec – powtórzyłam w innych słowach, ostatni raz zwracając oko ku nagle dziwacznie ciasnemu przesmykowi, na końcu którego trwała wiecznie zapisana ściana. Historie znałam dzięki przekazom moich krewnych, od pokoleń powiązanych z tym miejscem. Krew zawsze powinna ufać swojej krwi. Podążanie śladami przodków uznawałam za mój obowiązek. Wysuszone cegły spiły łapczywie każdą czerwoną kroplę i każdy znak cyrylicy. Wszystko pozostało tam, gdzie historia Borginów toczyła się od pokoleń. I chociaż moja własna rozbiegała się na dwa kontynenty, to jednak jednym z krańców pozostawała właśnie ta aleja.
- Nie brzmisz jak tutejszy – zauważyłam, próbując w ten sposób bez zbędnego kamuflażu wybadać, z kim właściwie miałam do czynienia. Poruszenie zbudzonej czarnej magii zdawało się przeczyć oswojeniu z tym miejscem. Kim więc był? Wydawało mi się, że raczej znał te strony. Krótka myśl została jednak urwana. Przecież tak naprawdę nie potrzebowałam tych informacji.
Wyrzucona przez Alexa kolejka pytań wpędziła mnie w lekkie rozdrażnienie, ale przede wszystkim niepewność. Nie chciałam o tym mówić i nie chciałam, by dowiedział się o mnie jeszcze więcej. Wystarczyło, że stał się świadkiem tamtej obietnicy. Że wdarł się pokrętnie do prywatnego momentu bez zaproszenia. – Powody są moją sprawą. Nie powinieneś o to pytać – odpowiedziałam cicho, pozostawiając tajemnice dla siebie. A potem przeniosłam wejrzenie na zabity deskami lokal po byłym zakładzie pogrzebowym. Szyld w kształcie kostuchy lekko kołysał się na wietrze. Lekko, lecz dostatecznie, by zbudzić przyrdzewiały metal i miejscowego kocura. Zwierzę przeszło koło nas i usiadło na zapaskudzonych schodkach wspomnianego miejsca. – Każdy kiedyś tu trafia – wyznałam cicho, niezmiennie zapatrzona w śmiertelne usługi. Nie precyzowałam, czym takim było owo tu: czy wciąż murem przysiąg, czy może ostatnim grobowym ceremoniałem. Później znów oglądałam twarz Alexa. Dłoń znów mnie zapiekła, gdy za mocno zacisnęłam palce. Czy coś jeszcze pragnął wiedzieć? – Powinniśmy stąd odejść, duchy drepczą po naszych śladach, są ciekawe – przyznałam, unosząc nagle dłoń, by wskazać na przestrzeń tuż za jego plecami. Poruszona rzeźba starej czarownicy obracała się, węsząc zapewne za jakaś sensacją. Jeśli jemu znane były te rejony, winien już dobrze wiedzieć, że patrzyło na nas znacznie więcej istnień. A nasz los związał się w ułamkach tego incydentu. – Chodź za mną – wyszeptałam nagle i ruszyłam mocnym krokiem na północ. Należało po drodze zgubić kilku natrętów. Jego postawa zdradzała, że nie znosił tego najlepiej. Powinien znaleźć się dalej od tej mgły. Kierowałam się w stronę wyjścia na Pokątną. Te słowa były pokraczną próbą zabrania ze sobą kogoś, kto był przecież mi zupełnie zbędny. Dlaczego?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#9
Axel Devereaux
Czarodzieje
Je est un autre.
Wiek
25
Zawód
Tancerz, Złodziej, Kelner w Białej Wiwer
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
12
16
Brak karty postaci
20-03-2026, 23:42
Nieufność stała się podstawą ich spotkania, to na niej rozpisywali swoje losy skrzyżowane na tej zdradzieckiej ulicy. Ona nie ufała jemu, on nie ufał jej, pomimo że utrzymywał maskę pozorów, uśmiech i lekkość ruchów. Jednak on potrafił to udawać wręcz mistrzowsko. Mial kontrole nad swoim ciałem tak duża, że potrafił to wszystko zagrać. A jedynie w mroku jego spojrzenia potrafiły zamigotać iskierki napięcia. Mogliby się tak mierzyć wzrokiem do rana, próbując odczytać wzajemne intencje.
Ale przerwała im magia i natura wpisana w to miejsce. Nerwowość chłopaka była związana z czarną magią, która owiała go i wywołała naturalna dla niego reakcje. Kiedyś tak nie reagował, czul dyskomfort, ale potrafił zapanować nad umysłem i ciałem. Lecz od pewnego czasu, od chwili kiedy niewybaczalne zaklęcie spłynęło na jego ciało i umysł, po prostu się tego bał i instynktownie odsuwał się od wszelkich przejawów tego rodzaju magii i zjawisk.
- Istotnie, widać to gołym okiem. - Mruknął unosząc spojrzenie na upstrzona napisami ścianę. Ten widok wywoływał w nim reakcję odrzucenia, chyba tylko zmuszony i poprowadzony brutalną siłą mógł zostać doprowadzony do pozostawienia tutaj swojego śladu. - Karmi się... - Spojrzał na Varyę oceniając jej intencje, lecz jej spokojna maska utrudniała odczytanie, co też ją tutaj sprowadziło. Zmiął w ustach słowa, które przychodziły mu na myśl, ale i tak nie pasowały do niej i jej emocji, których brak dostrzegał na jej twarzy.
Nie przejawiał zdziwienia, a raczej przestrach, jakby reakcja muru i uwolniona magia wzbudziła w nim instynkt, który nakazywał mu oddalenie się od tego miejsca. O jeden raz za dużo doświadczył czarnej magii w jednej z jej najgorszej odsłonie, teraz trzymał się na tyle dystans na ile mógł.
Po jej słowach to już koniec rzeczywiście otoczenie się uspokoiło. Powietrze odzyskało swój charakterystyczny swąd Nokturnu, przepełnionego wilgocią, rozkładem i smogiem. Axel obserwował Varyę przez cały ten czas, widział jak odetchnęła głęboko, a jej twarz się zmieniła, dokonało się i to magia musiała przez nią przeniknąć.
- Staję się tutejszy z każdą chwilą, która tutaj spędzam. - Przejrzała go, chociaż jej wnioski płynęły raczej z jego reakcji i nie wydedukowała w pełni jego nastawienia do tego miejsca i magii, która tutaj osiadła.
Zapisał w pamięci znaki, które zdążył zauważyć na ścianie, chociaż ich nie rozumiał, potrafił je odtworzyć i znaleźć kogoś, kto mu powie co to znaczy. Na pewno nie spotkałoby się to z aprobatą panny Borgin, która uparcie strzegła swoich sekretów.
- Próbuję zrozumieć. - Pokręcił głową, bo ciekawość to jedno, ale zrozumienie to całkiem co innego. On chciał wiedzieć, dlaczego ludzie to robili, co nimi kierowało i dlaczego ryzykowali.
Podążył za jej wzrokiem, lokując spojrzenie na specyficznym szyldzie. Śmierć była wszechobecna i za często zaglądała w oczy Axela. Czasem sam ją próbował zaprosić, lecz uparcie nie przychodziła, dając mu do zrozumienia, że to jeszcze nie jego czas. Obok przeszedł kocur, niespeszony ich obecnością.
- Prędzej, czy później. - Zgodził się z nią ze specyficznym spokojem w głosie. Świadomość śmierci nie przerażała go, wręcz absurdalnie, kontrastowo do reakcji na czarną magię, która niosła śmierć. Axel nie raz już wszedł w taniec ze śmiercią, lecz nie wybierała go do dalszego pląsu w zaświaty, a pozostawiała go tutaj, na tym łez padole.
Z tej chwilowej zadumy wyrwała go Varya, która spojrzała na niego i potem na przestrzeń za nim. Poczuł dreszcz przebiegający po jego plecach, kiedy wspomniała o duchach, nie obrócił się za siebie. Nie spojrzał bojaźliwie, jak zaszczute zwierzę, chociaż w jego oczach grały emocje ukazując chwile zwątpienia. A wiedział, że lepiej nie obracać się, by przypadkiem nie spojrzeć w odchłań, która jak dementor mogłaby porwać jego duszę.
Ruszył za nią bez słowa, jakby w tej chwili okazała się być najbezpieczniejszym wyborem spośród wszystkiego tego, co ich otaczało. Wyczuwał od niej pewne intencje, jakby jego los obchodził ją. Szybko zrównał z nią krok poruszając się praktycznie bezszelestnie, blada twarz chłopaka migała w niezbyt mocnym świetle mijanych latarnii i im bardziej oddalali się od przeklętego miejsca, tym mniej zaciskał szczękę. Jego spojrzenie się stabilizowało i chociaż bardzo go korciło, nie oglądał się za siebie.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#10
Varya Borgin
Czarodzieje
Wiek
22
Zawód
łowczyni
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
5
4
OPCM
Transmutacja
5
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
19
13
Brak karty postaci
21-03-2026, 23:13
Ja potrafiłam jedynie zasłaniać się za kamiennym spojrzeniem. Miałam obserwować i nie ujawniać osobistych sekretów. Miałam trzymać emocje na wodzy i zachowywać kontrolę w najbardziej zawiłych sytuacjach. Wychowano mnie właśnie tak: podkreślając wagę czujności i kamuflaż odczuć. Ostatecznie zaś stałam się kimś, kto własnych uczuć nie potrafił do końca rozszyfrować, kto odrzucał garść obcych – czy raczej niemile widzianych – emocji, bo tego od niego oczekiwano. Bo to były objawy słabości. Twardy duch, twarde ciało. Tego życzył sobie mój ojciec i z takiego gniazda pochodziłam. Mój uśmiech był szczątkowy, podczas tego spotkania kompletnie nieobecny. Ale on, ten mężczyzna o imieniu Alex, potrafił się uśmiechać i robił to, choć spotkał się z moją niechęcia i nieufnością. Czy powinno mnie to niepokoić bardziej?
- Strzeże – poprawiłam go, niejako eksponując w ten sposób swój osobisty pogląd na rzeczony rytuał. Tak po prawdzie nie negowałam jednak wygłoszonej przez niego teorii. Wiedziałam, jak działy i czym były czarne moce. Kosztowały. A ten mur przysiąg nie był zjawiskiem normalnym, skrywał w sobie magię tysiąca czarodziejskich intencji – w tym moją własną. Karmił się więc i zarazem strzegł pewnej pomyślności. Po pozostawieniu tu tego krótkiego zapisku, po zmoczeniu go swoja krwią, czułam się przejęta. Jakby w stonowanych myślach coś się jednak poruszyło z chwilą złożenia tego przyrzeczenia. Wierzyłam, że nie pozostanie ono tylko zbitką słów, ale naprawdę doprowadzi mnie do miejsca, w którym pragnęłam się znaleźć – sama ze sobą. Ślad tego, co przed chwilą uczyniłam, miał mnie przynajmniej przez jakiś czas prowadzić. A przynajmniej pozornie. Chciałam spróbować tego sposobu – jakkolwiek dziwaczne i złudne się to wydawało.
Nie zareagowałam raczej, gdy przyznał się do bycia nie tak bardzo tutejszym. A więc spędzał tutaj czas, być może nawet mieszkał. Jak na mieszkańca zbyt prędko wpadł w popłoch. Bywał więc prędzej przelotnie niż regularnie – tak sądziłam. Prawił śmiało o rozpoznaniu tutejszych mechanizmów, nokturnowej kultury, lecz zadrżał, gdy nadeszła fala mrocznych szeptów. Coś tu nie do końca pasowało.
- Nikt nie zrozumie – wyznałam cicho prędzej dla siebie niż dla niego. Nikt. Tak sądziłam. Może jedynie Artheyn mógłby rozszyfrować to, co trzymałam przed światem w głębokiej tajemnicy. Może nawet pojąłby to lepiej, niż ja sama dziś umiałam zrozumieć. Wciąż się przecież motałam, wciąż czegoś szukałam, wciąż błądziłam po omacku. Nie znosiłam tego parszywego poczucia zguby. Było moim osobistym wstydem.
Nie potrzebowałam się obracać, by zorientować się, jaką podjął decyzję. Nie budziłam jego zaufania. Nie budziłam w ogóle zaufania, a jednak podążył za mną. Nie musiał, niczego nie znaczyłam dla niego i on dla mnie również pozostawał obojętny, zupełnie obcy. Los, który mógłby przestać istnieć. Ta relacja wydawała się wzajemna. A jednak mijaliśmy kolejne ponure odmęty tej dzielnicy, przedłużając niespodziewane spotkanie. Nie mówiłam wiele, ale o tym zapewne on zdołał już się dowiedzieć po krótkawym zderzeniu dwóch naszych światów. Wilgotny piach, którym posypane były kamienne mozaiki na chodnikach, charakterystycznie chrzęścił pod grubymi podeszwami łowieckich butów. Nosiłam je nawet do spódnicy. Przemycałam praktyczną wygodę wszędzie, niemal niezależnie od okazji. Teraz solidne czubki zdawały się stawiać opór temu wszystkiemu, co z wolna pozostawiałam za sobą. – Tutaj się rozstaniemy. Nie myśl o tym murze – poradziłam, gdy znaleźliśmy się przy przejściu na Pokątną. Wystarczył jeden krok, by ponura aura przestała się za nim panoszyć. Ani o mnie. O mnie też nie myśl.
Odeszłam, pozostawiając tego nieznajomego Alexa samego. Dokąd poszedł?


zt
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 04-04-2026, 16:52 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.