• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Domostwa > Londyn, Stoneleigh Street 6/2 > Kuchnia
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
18-03-2026, 22:39

Kuchnia
Kuchnia jest nieduża, ale mieści się w niej wszystko co potrzebne, łącznie z okrągłym stołem i kilkoma krzesłami. Zazwyczaj panuje w niej drobny bałagan: brudna patelnia stoi na kuchence, kubek z resztką kawy przytrzymuje wczorajszą gazetę, a garnek po makaronie czeka na umycie w zlewie. Mimo to Peggy dba, żeby było tutaj przyjemnie. Na lodówce wisi kilka zdjęć jej rodziny i znajomych, na bieżąco aktualizowana lista zakupów i terminarz treningów na dany miesiąc. Okno wychodzi na ulicę, na wszelki wypadek przysłonięte białą zazdrostką, żeby nie rzucać się w oczy mugoli. W pomieszczeniu unosi się zapach świeżych ziół, z których Peggy często korzysta podczas gotowania.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Margaret Davies
Czarodzieje
Blackbird, fly
Into the light of the dark black night
Wiek
21
Zawód
ścigająca Os z Wimbourne
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
mugolak
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
4
9
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
14
24
Brak karty postaci
20-03-2026, 01:02
12 maja 1962

Łóżko ciasno oplotło Peggy swoimi mackami, nie pozwalając szybko się z niego podnieść. Otuliła się mocniej kołdrą i odwróciła od jasnego okna, próbując jeszcze na chwilę przysnąć. Dzisiaj miała dzień wolny i zamierzała spędzić go w domu na porządnym lenistwie. Ciało miała obolałe po ostatnich intensywnych treningach i wyjątkowo nie miała ochoty na żadne wyjścia i spotkania z przyjaciółmi. Chciała posiedzieć na balkonie i poczytać książkę, może upiec dobre ciasto i zjeść całe na kanapie przed telewizorem – ot, błogie nicnierobienie.
Była w kuchni, kiedy wydarzyło się coś niespodziewanego. Gotowała owsiankę, kiedy wprost do garnka wpadła kropla dziwnej cieczy, barwiąc jedzenie na niebiesko. Zaraz potem kolejna kropla spadła obok niej na podłogę. Peggy podniosła wzrok, widząc jak strużka tej specyficznej substancji zbiera się w zagłębieniu szafki. Chwyciła za ścierkę, wycierając wszystko do sucha. Dziwne, przecież nic nie trzymała w tej szafce. Chyba nawet nie zdążyła do niej zajrzeć odkąd się tu wprowadziła – wisiała zbyt wysoko, żeby z niej wygodnie korzystać. Podstawiła taboret i ostrożnie otworzyła drzwiczki, a to, co tam zobaczyła, przerosło jej oczekiwania. Wnętrze szafki zarosło jakąś rośliną, zbyt niecodzienną, żeby Peggy była w stanie ją rozpoznać. Miała znikomą wiedzę na temat zielarstwa, ale to jedno spojrzenie wystarczyło, żeby uznać ją za coś magicznego. A kiedy zauważyła, że z jednego ze strąków zaczyna wydobywać się kolejna maź, momentalnie zamknęła szafkę i odsunęła się od niej na bezpieczną odległość. Bała się. W roślinie było coś niepokojącego, jakby zaraz miała wydostać się znad kuchenki i obrosnąć całe mieszkanie, łącznie z nią samą. Aż wzdrygnęła się na samą myśl. Zrobiła dwie rundki po mieszkaniu, zastanawiając się co z tym zrobić – nałożyć rękawiczki i wyrwać? Usunąć to zaklęciem? Tylko jakim? A czy nie zarośnie od nowa? A może samo wdychanie było już niebezpieczne? Im dłużej o tym myślała, tym bardziej ją to niepokoiło. W końcu napisała szybki list do znajomej z prośbą o pomoc, a kiedy dostała od niej namiary na jakąś botaniczkę nie wahała się ani chwili. Z nerwów zaczęła zmywać naczynia, jak zwykle bez pomocy magii, bo nie miała zwyczaju się nią wyręczać w codziennych obowiązkach. A kiedy dostała odpowiedź, że niejaka Leonie Figg jest gotowa przybyć tutaj aż z Cardiff, pobiegła do łazienki trochę się ogarnąć. Przebrała się w zieloną sztruksową sukienkę przed kolano, a pod spód nałożyła białą koszulę i cienkie czarne rajstopy. Włosy zostawiła rozpuszczone. Zatrzymała się na moment, spoglądając na swoją nieco zaczerwienioną twarz. Westchnęła cicho, trochę się przypudrowując i muskając usta owocową pomadką. Nie lubiła paradować publicznie w byle czym – piżamy, szlafroki i wyciągnięte swetry zwykle nosiła w samotności.
– Leonie Figg? Margaret Davies, miło mi – przedstawiła się, kiedy zielarka w końcu pojawiła się w drzwiach. – Zapraszam do środka, zaraz wszystko opowiem. Jeszcze raz przepraszam za ten lakoniczny opis w liście, ale naprawdę nie wiedziałam jak do tego podejść – zaczęła swoją opowieść, w międzyczasie prowadząc kobietę do kuchni. – Wie pani, niedawno się wprowadziłam do tego mieszkania, nie zauważyłam, że tam coś rośnie. Nie wiem czym zajmował się poprzedni czarodziej, który tutaj mieszkał, może handlem? – Gadała dalej, trochę z nerwów, bo wciąż się obawiała, że może to jednak zwykła pleśń albo coś równie błahego i wyjdzie na jakąś panikarę. – Przepraszam, nawet nie zaproponowałam nic do picia. Kawy, herbaty? O, i woda dla kaczuszki, tak? – Od razu podeszła do zlewu i zaczęła napełniać go wodą. – A roślina jest w tej szafce nad kuchenką – dodała, wskazując na nią palcem. Oby Leonie Figg faktycznie okazała się jej dzisiejszą wybawicielką.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Leonie Figg
Akolici
i dug my heels into the gravel as evidence for you to unravel. can you find me?
Wiek
25
Zawód
magibotaniczka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
15
8
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
13
Brak karty postaci
26-03-2026, 20:52
Paciorkowate ślipia kaczęcia oglądały świat z ciekawością stworzenia, które nie zdawało sobie sprawy z dżungli, jaką mogło być miasto. Każdy głośny dźwięk wytrącał ptaszka z równowagi i sprawiał, że podskakiwał lekko, a potem popiskiwał, dopóki Leonie nie uniosła dłoni i nie pogładziła nią czubka mięciutkiej głowy. Bycie tak małą istotą w tak wielkim Londynie musiało być przerażające, dlatego niosła pisklaka w przedniej kieszeni ogrodniczek, w które była ubrana, w zagłębieniu między piersiami, czyli tam, gdzie przez materiał mogło wyczuwać bicie jej serca. Zauważyła, że to przypadło mu do gustu. W spokojne wieczory kaczka, zwana mało kreatywnie - Kaczuszką, Kaczusią, mościła się na torsie Leonie, obok dwóch pufków. Wtulali się w siebie całą gromadą, aż zwierzęta zapadały w sen, do wtóru z cicho pochrapującą w nogach Helgą - i tylko Puszek zdawał się patrzeć na nią z politowaniem, jego oczy mówiły, że sama się w to wpakowała. Ale jak mogła postąpić inaczej? To nie tak, że prosiła Figę i Księżniczkę, żeby patrzyły przez oszkloną witrynę menażerii, błagalnie wlepiając wzrok w Jaspera i w nią. Albo że dopraszała się od trzody w Dartmoor, żeby odeszło i zostawiło pod jej opieką porzucone na pastwę losu kaczątko. Na szczęście narzeczony lubił ich zwierzyniec i jeszcze nie stawiał jej żadnych ultimatów, ale przeczuwała, że jeśli następnym razem wróci do domu z lunaballą, może pojawić się problem... Choć pewnie i tak pozwoliłby jej ją zatrzymać.
Na Stoneleigh Street pojawiła się ubrana roboczo. Sytuacja nakreślona przez Margaret Davies - chyba tę Margaret Davies, na bogów, gwiazdę sportu i odkrycie Os z Wimbourne!; co prawda Leonie nie interesowała się sportem, ale nawet ona zerkała na okładki czasopism i potrafiła rozpoznać znane postaci - była na tyle tajemnicza, że na dobrą rzecz można było spodziewać się w jej kuchni wszystkiego. Opisane zjawisko przywodziło na myśl kaszę kaznodziei, ale Figg spotkała się już z sytuacjami, kiedy do mieszkań zmarłych alchemików wprowadzali się nowi lokatorzy i okazywało się, że przez opary eliksirów znajdująca się w środku flora zmutowała na dziesiątki sposobów, dlatego lepiej dmuchać na zimne i być przygotowanym na niespodzianki. W przewieszonej przez ramię torbie niosła pomniejszone magią rzeczy, które mogły się jej przydać, a na sobie niosła wspomnianą wcześniej Kaczuszkę, na którą Księżniczka i Figa patrzyły trochę zazdrośnie, kiedy wychodziła. Na szczęście jako siostry pufki mogły zająć się sobą nawzajem i nie było z tym kłopotu, a potem wynagrodzą im to z Jasperem długim i solidnym wygłaskiwaniem.
- Dzień dobry - przytaknęła z uśmiechem, powitana przez Margaret Davies. Och, zdecydowanie tę Margaret Davies, tak. W myślach już wertowała listę przyjaciół, którym mogłoby zależeć na autografie młodej ścigającej, a jako pierwszy w myślach pojawił się Keith. Ucieszyłby się z takiej zdobyczy? Na pewno, przecież Davies była zarówno utalentowana, jak i, jak się okazywało, prześliczna. Zielony kolor doskonale podkreślał złocistość włosów, a w połączeniu z błękitem oczu powstawał uroczy pejzaż. Szkoda, że nie zabrała ze sobą Keitha. Bo wolała, żeby Jasper na nią nie patrzył, tak na wszelki wypadek. - Nic się nie stało, tak jak pisałam - dla mnie to ekscytująca zagadka - zaśmiała się ciepło wobec zakłopotania gospodyni, w progu zdejmując buty, żeby już w samych skarpetkach pójść za nią do kuchni. - Jeśli handel, to mógł obracać ingrediencjami i, hm... zapomnieć o jednej z nich, a roślinom, które lubią ciemne i ciche miejsca, w to graj - nie wszystkie potrzebowały bowiem do życia gleby, deszczu i promieni słonecznych. Niektóre wolały kuchnie gwiazd quidditcha, ot, takie specyficzne preferencje. - Wystarczy woda dla kaczki, bardzo dziękuję - uśmiechnęła się z zakłopotaniem, bo wiedziała doskonale, że pojawienie się u nieznajomej i sławnej osoby z pisklęciem było pewną ekstrawagancją. Davies musiała pomyśleć, że Leonie była nawiedzona, ale nawet jeżeli, to nie dała tego po sobie poznać. Wręcz przeciwnie, sprawiała wrażenie miłej i dobrodusznej. - Po pani liście mam swoje przypuszczenia co do gatunku pani współlokatora, ale proszę powiedzieć, co się stało, jak otworzyła pani szafkę? Chodzi mi o to, czy gagatek w ogóle zareagował na pani towarzystwo? - kucnęła, raz po raz zerkając na Margaret. Przy okazji wydobyła z torby parę grubych zielarskich rękawic i różdżkę, za pomocą której rzuciła finite na pomniejszoną uprzednio skrzynkę, w której zamierzała zabrać stąd roślinę.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 08-04-2026, 15:16 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.