• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Inne miejsca > Falujące łąki (Yorkshire)
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
23-01-2026, 22:49

Falujące łąki (Yorkshire)
Rozległe wzgórza pokryte trawą i dzikimi kwiatami, które poruszają się miękko na wietrze niczym zielone fale. W oddali widać kamienne murki, rozsiane po całej przestrzeni. Pasące się owce, przechadzają się po soczystej zieleni, czekając na pasterzy. W oddali widoczne są niewielkie wioski zbudowane z miodowego kamienia. Powietrze pachnie ziołami i słońcem, a ciszę przerywa tylko śpiew skowronków.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Melusine Rookwood
Czarodzieje
Ślepa ja, oślepiona majem. Nic nie wiem prócz, że pachną bzy. I ustami tylko poznaję, żeś ty nie ty
Wiek
26
Zawód
urzędniczka, asystentka, pośredniczka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
0
Siła
Wyt.
Szybkość
4
14
11
Brak karty postaci
31-03-2026, 14:53

Naplotkowała sosna, że już się zbliża wiosna
13 maja 1962

Zagarniając go z nieużytków ojcowskiej hodowli ― miejsca, gdzie życie raczej trwało uparcie niż rozkwitało ― dostrzegła w nim coś więcej niż tylko mizerną powłokę napiętych ścięgien i zbyt widocznych żeber. Jaśniał osobliwą sprzecznością: słabością, która nie chciała się ugiąć, i wolą, która jeszcze nie wiedziała, jak bardzo potrafi być okrutna. Już wtedy, choć chwiejny, jakoby dopiero uczący się ciężaru własnego ciała, zdradzał niepokojącą zawziętość ― potrzebę udowodnienia czemukolwiek i komukolwiek, że nie jest przypadkiem, acz roszczeniem.
Nie pomyliła się, nadając mu imię obce, niemal zuchwale brzmiące na tle szorstkiej codzienności ― Éclat. Brzmiało jak obietnica światła, jak kaprys języka, który nie przynależał do tego miejsca, a jednak wdarł się w nie z nieproszoną elegancją. W tym jednym słowie zawarła własne upodobanie do rzeczy niepasujących, do kontrastów, które bardziej raniły niż zdobiły. Miał być jej prywatnym przebłyskiem ― czymś, co przeczy szarości, nie przez cichą obecność, lecz przez jawne jej zakwestionowanie. I przez chwilę, w ciasnocie kamienicznych czterech kątów, zdawał się spełniać tę rolę aż nazbyt gorliwie. Nie jako delikatne światło, lecz jako zuchwały rozbłysk ― niespokojny, roztrzepany, niemal bezwstydny w swojej żywiołowości. Tam, gdzie oczekiwała subtelności, przyniósł ruch; gdzie spodziewała się elegancji, wdarł się hałas.
Dostrzegała to nawet teraz, gdy hasał bez cienia rozwagi pośród rozrośniętego trawiszcza i krzaków, rozpraszając ciszę demonstracją samego faktu istnienia. Co jakiś czas zatrzymywał się tylko po to, by oznajmić światu swoją domniemaną wielkość ― szczeknięciem, ruchem, bezczelnym wtargnięciem w kolejną przestrzeń. Gdy wpadł w błoto, nie było w tym ani krzty zawahania; raczej coś na kształt dzikiej satysfakcji i niezbyt dobrego humoru właścicielki: ― Wybacz jego niesforność, niekiedy potrafi się zachować... ― przeprosiła z bladością uśmiechu na kantach twarzy, rzucając ustronnie gromy na stworzonko. Inaczej wyobrażała sobie ten dzień: miękkość światła rozlanego poza granicami miasta, ciszę nieskażoną londyńskim pośpiechem, rozmowę niespieszną, nadrobienie porzuconych kwestii. Ile czasu minęło? Zbyt wiele, by móc je bezkarnie zignorować. Zbyt wiele, by udawać, że nic się nie zmieniło. Życie dorosłych ludzi, z jego uporczywą koniecznością bycia gdzie indziej, robienia czegoś innego, odebrało im tę dawną lekkość ― beztroską zdolność istnienia obok siebie, bez rachunku strat i zysków. Wspomnienia, niegdyś żywe i bezwysiłkowe, teraz wymagały przywołania, jakby były czymś, co trzeba ostrożnie odkurzyć, by nie rozpadło się pod naciskiem teraźniejszości. ― Ostatnio dziabnął w parku kobiecinę w kostkę, wykrzykującą na odchodne ― toż diabeł wcielony ― zaśmiała się pod noskiem, w podparciu na jednym kolanie zabierając zadziorną łapkę od Gwen. Chyba nie miała jej tego za złe, prawda? Niezmiennie od lat, widziała w niej cechy, które obyczajnie się nie zmieniały ― niemalże anioł. ― Myślisz, że przejedzie mu to? ― Wszakże nikt nie zna się na zwierzętach, jak Ty.
Psiak zagrodził im drogę z niezachwianą pewnością siebie, nie tyle prosząc, co domagając się uwagi. Smagnięcie łapki trafiło w pannę Leffingwell, a jego spojrzenie ― rozświetlone naiwną, niemal bezwstydną mieszanką oczekiwania i uczucia ― nie pozostawiało miejsca na odmowę.
Miłość i uwielbienie, splecione w jednej, prostej potrzebie.
Podły.
Wiosna 1x: Kamyk*
W trawie dostrzegacie kamień, który na pierwszy rzut oka nie różni się niczym od innych. Jest gładki, ciemniejszy, mokry. Dopiero po dłuższym przyglądaniu się na jego powierzchni dostrzec można drobne żyłki układające się w nieregularny wzór.
Jeśli jedno z was zdecyduje się podnieść kamień, należy wykonać rzut k100. Do rzutu nie dolicza się żaden bonus. Spełnione PS 50 oznacza, że kamień zaakceptował znalazcę. Niespełnione PS oznacza lekkie poparzenie dłoni i utratę 5 HP, kamień wypada z ręki. Następna osoba może podjąć identyczną próbę podniesienia kamienia. Jeśli ktoś z was zdobędzie wiosenny kamyk, otrzyma przedmiot, który dodany do warzonego eliksiru zapewnia jednorazowy bonus +50 do rzutu na warzenie.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Gwen Leffingwell
Czarodzieje
There's always a sparkle of hope if you just believe
Wiek
28
Zawód
magizoolog
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
7
Siła
Wyt.
Szybkość
8
12
14
Brak karty postaci
02-04-2026, 17:23
Dobrze było się znaleźć gdzieś pośród natury, poza miastem i daleko od prozy życia. Chociaż Gwen nie mogła narzekać na brak świeżego powietrza i obcowania z przyrodą, zawsze wolała otwarte tereny od szarych ulic. Najbardziej lubiła, kiedy mogła z kimś porozmawiać i powłóczyć się gdzieś z przyjaciółmi. To było dobre uczucie, gdy było się daleko od szarej rzeczywistości i na chwilę zostawiało gdzieś dalej problemy i troski.
Przyjaźń pań, które obserwowały wspólnie pewne narwane stworzenie, była naprawdę niecodzienna. Pozornie różniły się od siebie wszystkim, a jednak odnalazły wspólne cechy, które sprawiły, że ich kontakt trwał już od lat i zawsze mogły na siebie liczyć. Uśmiechały się na pocieszny widok psiaka, który nie dawał im spokoju, czekając na zabawę.
- Nie przepraszaj – powiedziała wesoło Gwen. – Taki już ich urok. Mam nadzieję, że kiedyś i u mnie znajdzie się jakiś zwierzak. To trochę dziwne, że magizoolog nie ma swojego towarzysza, prawda? – Gwen może nie była aż tak zakręcona na punkcie magicznych stworzeń jak jej ojciec, ale lubiła się nimi opiekować czy pomagać im w razie utraty zdrowia.
- Wiesz, myślę, że on musi jakoś spożytkować swoją energię i przy okazji stara się zwrócić na siebie uwagę. To normalne, że zaczepia ludzi, bo chce się bawić i być w centrum zainteresowania – wyjaśniła, nie spuszczając wzroku z czworonoga. I wcale nie była zła na to, że starał się jakoś zaczepić i ją. Nie było w tym nic niestosownego, przeciwnie.
- Staraj się często głaskać go po brzuszku lub pyszczku, albo po uszach i unikać tego gestu na jego głowie. Nie lubią tego i czują się nieswojo – wyciągnęła ku niemu swoją dłoń, zachęcając zwierzątko do zabawy. – Jest taki uroczy – uśmiechnęła się znowu.
- Dziękuję Ci za to spotkanie, moja droga. Potrzebowałam tego – odetchnęła głęboko patrząc na przyjaciółkę. Ostatnio wiele spraw zaprzątało jej głowę i nie zawsze miała z kim porozmawiać. Dodatkowy bonus w postaci zawadiackiego pieska, był tym bardziej mile widziany. A zwierzątko zrobiło swoje, domagając się kolejnej zabawy. Nawet ugryzł ją lekko w palec, ale to było normalne zachowanie i nie próbowała się uwolnić.
- Czasem wydaje mi się, że nic mnie już nie zaskoczy, a tu masz – nie mówiła o szczeniaku, a o tym, że odwiedził ją zaginiony brat. – Wybaczyłabyś komuś to, że urwał kontakt na lata i nie dawał znaku życia? – zapytała ciekawa odpowiedzi Gwen, która i tak nie była w stanie się gniewać na osobę, którą kochała. Może była zbyt wyrozumiała i po prostu łagodna, ale naprawdę nie mogła zrobić inaczej.
Sięgnęła dłonią po źdźbło trawy, by po prostu zacząć się nim bawić (a kiedy zajmowała czymś ręce, to znaczyło, że coś ją męczy i nad czymś głęboko myśli).
- Czasami tęsknię za latami, kiedy moim zmartwieniem była nauka i zadane prace. Niby człowiek dojrzewa i może robić, co chce, ale sentyment zostaje – może nie chciałaby cofnąć się w czasie, ale na pewno tamta lekkość na duchu była jej potrzebna. Tymczasem dorosłe życie często sprawiało niespodzianki i mimo mijających lat, pewne rzeczy nadal były trudne.
Life is a
flower
- so precious
in your hand
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 04-04-2026, 15:24 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.