• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Południowy Londyn > Deptak nad Tamizą
Deptak nad Tamizą
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
10-06-2025, 16:56

Deptak nad Tamizą
Na południowym brzegu Tamizy rozciąga się spokojny deptak, chętnie odwiedzany przez mieszkańców szukających chwili wytchnienia nad wodą. Wzdłuż promenady rosną potężne drzewa, które rzucają delikatny cień na ławeczki ustawione przy samej krawędzi nabrzeża. Ludzie siadają tam, aby obserwować różnorodne łodzie przepływające po rzece — od małych, drewnianych łodzi rybackich, przez pływające targowiska, po większe barki towarowe powoli sunące ku portowi. Poranki często spowija lekka mgła, która dodaje miejscu melancholijnej atmosfery. Gdy nadchodzi wieczór, stare latarnie o ciepłym, żółtym świetle rozświetlają alejkę, a w tle słychać stłumione odgłosy miasta — pracujące dźwigi, szum ulic i odgłosy portowych maszyn. Pomimo miejskiego zgiełku, deptak pozostaje ostoją spokoju i codziennych spotkań.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (3): « Wstecz 1 2 3
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#21
Axel Devereaux
Czarodzieje
Je est un autre.
Wiek
25
Zawód
Tancerz, Złodziej, Kelner w Białej Wiwer
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
12
16
Brak karty postaci
26-03-2026, 18:16
Znaleźli się w tej samej grupie nieszczęśników, których dzień zaczął się nie tak, jak sobie by tego życzyli. Chociaż w przypadku Axela okoliczności były dość miłe i sympatyczne, to jednak całokształt jego obecności w sypialni Manon wcale nie był wcale czymś, czego można było mu zazdrościć. Z pomocą przyjaciółki z dzieciństwa uporał się z fizycznymi urazami, przetrawił wydarzenia ostatniego wieczora i mógł wrócić do siebie. Pierwsze co zrobil, to przede wszystkim ukrycie fantów i rozeznanie w terenie, czy ktoś go nie szukał. Na szczęście nikt nie powiązał go z czymkolwiek, a Rookwood nie rozpoczęli pościgu za jego osobą, chociaż nie mieli za bardzo danych, kogo ścigać.
Mel nie znała jego prawdziwych personaliów, a ludzi o nazwisku Devereaux było całkiem sporo, to dość znane nazwisko wśród czarodziei i mugoli. na wszelki wypadek Axel wolał się jednak trzymać dziś z dala od Nokturnu i magicznych dzielnic Londynu. Nie chciał też zaczepiać nikogo znajomego, tak na wszelki wypadek, gdyby jednak ktoś go śledził. Nie czul na plecach wzroku donosicieli, oddalił się od Nokturnu na tyle, że tutaj mógł w spokoju wędrować i dumać nad tym, co zrobić dalej.
Musiał jednak niedługo pojawić się w odpowiednich miejscach, by zebrać informacje i co nieco puścić w obieg, by zobaczyć reakcję. Te informacje były dla niego ważne, zwłaszcza że nie tylko wkurzył Melusine, ale w całym tym cyrku pojawił się również Lorcan i to z nim będzie musiał jak najszybciej porozmawiać. Axel czul przez skórę, że Lestrange jest na niego wściekły i najprawdopodobniej chuj strzelił cale zaufanie, jakie mieli wobec siebie. A szkoda, Lorcan był jedną z niewielu osób, które traktowały go odrobine lepiej niż cala reszta, przyjemnie się z nim rozmawiało i na dodatek dostawał od niego ciekawe fanty z wypraw.
I tak dumając Axel snuł się w tej chwili po deptaku nad Tamizą. Ubrał się dzisiaj bardziej kolorowo, tak jak lubił się nosić w Paryżu. Może dlatego Mitch od razu go rozpoznał na niezbyt zaludnionym deptaku o tej porze. Zamyślenie uśpiło czujność tancerza, przez co dopiero wyraźnie zakrzyknięte jego imię sprawiło, że poderwał spojrzenie ponad wodę i rozejrzał się. W pierwszej chwili z lekkim przestrachem, spinając się a kiedy dostrzegł Micha, który szedł w jego stronę odrobine się rozluźnił. Przywołał na usta swój najlepszy uśmiech i uniósł ramiona.
- Mitch! Co ty tu robisz? - Zaświergotał z wyraźnym akcentem. Po chwili został pochwycony przez Macnaira i to go lekko zdziwiło, bo już dawno Mitch zakreślił granice, przez które Axel nie powinien przechodzić i zazwyczaj witali się uściskiem ręki, klepnięciem w bark i tak dalej. A tutaj architekt złapał go w objęcia, co sprawiło, że na ułamek sekundy Axel posłał mu pytające spojrzenie i spojrzał ponad ramieniem na zmieszana dziewczynę, która spoglądała na nich wielkimi oczami. Jedno zdanie wypowiedziane przez Micha, kiedy był już całkiem blisko wiele rozjaśniło, a Axel uśmiechnął się lisio.
- Ah! Mon cher. Je suis désolé... musiałem uciec, bo bym nie zdążył na próbę. - Posłał mu przepraszające spojrzenie, a po chwili ujął jego twarz w dłonie. Posłał kumplowi porozumiewawcze spojrzenie, aby ten nie zepsuł całej akcji ratunkowej. - Ale nie bój się, nie uciekłem daleko i na długo. - Axel zarzucił ręce na szyję Mitcha, po czym pocałował go wprost w usta i zaśmiał się wesoło. Pocałunek na szczęście nie był przesadnie długi, a Axel zaraz obejrzał się na zszokowana dziewczynę.
- A to kto? Masz ochotę na wspólna zabawę? - Mruknął z wyraźnym zainteresowaniem i zogniskował na niej swoje spojrzenie, w którym mogla wyczytać ewidentnie, że jest oceniana i chyba spodobała się młodszemu chłopakowi.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#22
Mitch Macnair
Śmierciożercy
Wiek
27
Zawód
Architekt i budowniczy
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
0
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
8
10
Brak karty postaci
30-03-2026, 16:48
Nie przywykł do czegoś takiego. Już sam fakt, że nie miał ochoty wyjść na drinka z piękną kobietą sprawiał, że czuł się niekomfortowo. Przecież to nie było w jego stylu, zawsze chętnie wychodził z kobietami, cholera lubił się otaczać kobietami. Dzisiaj jednak coś było nie tak. Nie miał pojęcia czy miało to coś wspólnego z tym dziwnym snem, który miał poprzedniej nocy, ale z całą pewnością rozpamiętywał go cały czas. Widział te pajęczyny, czuł je na swojej skórze i wcale mu się to nie podobało. Rzadko kiedy pamiętał w ogóle to co mu się śniło, nie przykładał do tego zbytnio uwagi, chociaż kiedyś usłyszał, że sny nie raz bywały prorocze. Nie wierzył jednak w takie bzdury, nigdy nie uczęszczał na zajęcia z wróżbiarstwa w szkole, jasnowidzem też nie był, a po za tym, nie lubił myśleć, że jego los jest przesądzony z góry. Był panem własnego życia i z takim nastawieniem szedł przez życie.
Przeważnie nie przeszkadzało mu, że kobiety dużo mówiły, mógł ich słuchać, odpowiadać czasami na pytania, które zadają, jednocześnie nie zdradzając zbyt dużo o sobie. To mu odpowiadało, chociaż czasami nie pogardziłby szczyptą tajemniczości, odsłanianiem siebie po kawałku, nie wszystko na raz. Tego dnia jednak, Clarissa mówiła praktycznie cały czas. Opowiadała o swoim dzieciństwie, o szkolnych latach i pracy, nie pozostawiała nic domysłom i po dwóch godzinach spędzonych nad drinkiem miał wrażenie, że zna ją już na wylot, kiedy on powiedział o sobie bardzo mało. Nie chodziło o to, że go nudziła, ale naprawdę w tym momencie wolałby być gdzieś indziej, gdzieś gdzie nikt go tak sobą nie osaczał z każdej strony.
Axel wydawał się być jego wybawieniem w tej sytuacji. Nie spodziewał się spotkać nikogo znajomego, w końcu Londyn to duże miasto i nie często można było przypadkiem spotkać znajomą twarz. Wychodziło jednak na to, że miał szczęście. Kumpel spadł mu jak gwiazdka z nieba. Uradowany tym faktem, zapomniał o granicach, które wyznaczył. Francuz doskonale wiedział jakie jest jego podejście do niektórych rzeczy. Nie potępiał ich może, ale jednak wolał aby działy się z dala od niego lub chociażby nie był w nie wciągany.
Zauważył to lekko zagubione spojrzenie, które kumpel mu posłał, więc jedynie lekko skinął głową w kierunku kobiety za nim. We Francji, podczas tych wielu nocy spędzonych na zakrapianych, i nie tylko, imprezach, zdążyli poznać się dobrze, więc domyślał się, że kumpel dość szybko ogarnie o co chodzi. Tak też było, chociaż może nie do końca spodziewał się jak potoczy się to dalej.
To, że zaczął mówić do niego po francusku w ogóle co nie zdziwił, jednak to jak ujął jego twarz w dłonie, Mitch mimowolnie się cały spiął. W żadnym razie nie spodziewał się tego co nastąpi dalej. Czując jego usta na swoich, w pierwszej chwili cały zamarł, kompletnie go zatkało. Stał tak przed nim, z jego rękami na swoich, z szeroko otwartymi oczyma przez dobre pięć sekund. Dopiero po upływie tego czasu odzyskał rezon, bo dotarło do niego co się wydarzyło i jakie Axel miał w ogóle zamysł na to wszystko.
- Je vais t'étrangler - mruknął po francusku, ale po chwili postanowił zagrać w tą grę dalej, więc objął go ramieniem i uśmiechnął się szeroko, odwracając się w kierunku Clarissy, na którą francuz zwrócił uwagę - Ach to jest Clarissa, poznaliśmy się niedawno, byliśmy na drinku… - odparł spokojnie - Nie zdążyłem jej nic zaproponować, więc zgrabnie i mało subtelnie mnie wyprzedziłeś. - puścił oczko do Axela z rozbawieniem wymalowanym na twarzy.
Kobiecie za to wcale nie było do śmiechu. Stała jak wryta, z szeroko otwartymi oczyma i patrzyła to na jednego to na drugiego. Po chwili jednak zrobiła się cała czerwona na twarzy i zanim Macnair zdążył w ogóle zareagować sprzedała mu siarczysty policzek, aż lekko odrzuciło mu głowę bok.
- Ałaaa… - jęknął łapiąc się za szczękę - Za co to?
- Ty draniu! - pisnęła zdenerwowana, po czym posłała wściekłe spojrzenie Axelowi i obracając się na pięcie, odeszła szybkim krokiem.
Mitch dalej trzymając się za szczękę poruszał nią kilka razy patrząc jak kobieta odchodzi oburzona, po czym westchnął ciężko, ale mimo wszystko nadal z rozbawieniem wymalowanym na twarzy.
- Coś mi mówi, że drugiej randki nie będzie. - zaśmiał się cicho, po czym zabrał rękę z ramienia Axela i trzasnął nią go w brzuch, a wiedział dobrze gdzie wycelować aby ten poczuł - Nigdy więcej tego nie rób. - zogniskował na nim spojrzenie ciemnych oczu, ale po chwili uśmiechnął się już łagodniej - Dzięki za pomoc. Gadała i gadała, nie mogłem jej już znieść, a za dobrze mnie wychowano żebym po prostu kazał jej spadać. - pokręcił głową sięgając do wewnętrznej kieszeni kurtki po paczkę papierosów, jednego wsadzając sobie między zęby, a po chwili paczkę kierując w stronę kumpla.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#23
Axel Devereaux
Czarodzieje
Je est un autre.
Wiek
25
Zawód
Tancerz, Złodziej, Kelner w Białej Wiwer
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
12
16
Brak karty postaci
30-03-2026, 19:43
Nastroje były czymś ludzkim, oczywistym i łatwo było wybaczyć człowiekowi, że akurat do czasu do czasu po prostu nie mial ochoty na spotkanie, czy rozmowę. Axel mial dziś podobnie. Po opuszczeniu mieszkania Manon mial ochotę po prostu zapaść się pod ziemię i zniknąć, ale nie mial gdzie się podziać za bardzo, wiec włóczył się po Londynie odwiedzajac ładne i przyjemne dla oka miejsca. By po prostu sobie poprawić humor, bo przecież obiecał Manon, że wybije sobie z głowy pewne złe myśli i będzie trzymał się od kłopotów z daleka.
Ale kłopoty widocznie miały inne plany i deptały mu po pietach. Dzisiaj pojawiając się w postaci serdecznego kumpla Mitcha Macnair'a, który wybitnie dziś potrzebował pomocy. Chociaż panna, która z nim szla wyglądała całkiem, całkiem i może gdyby faktycznie mniej trajkotała, mogłaby uchodzić za ideał. A Mitch ostatnio mial plany ustatkować się i widocznie bardzo angażował się w znalezienie partii na dobrą żonę. Z punktu widzenia Axela, który dosłownie przez sekundy obserwował cudaczy obrazek, mogło się to wydawać odrobine zbyt zdesperowane poczynania.
Jednak Mitch w kilku susach znalazł się przy nim, dając wszelkie sygnały, że potrzebuje ratunku, a śliczna panna powinna się odczepić od zahukanego architekta. Axel był mistrzem improwizacji, aktorstwo było wpisane w jego charakter, dlatego mając niemą zgodę i prośbę wymalowana na twarzy Mitcha po prostu zadziałał. Reakcja kumpla sprawiła, że Axel musiał się solidnie upomnieć w myslach, by za wcześnie nie roześmiać się, zdradzając cały fortel wymyślony w trzy sekundy.
- Oh... mon cher. Tu as l'air mal. - Axel zmarszczył brwi odrobine zatroskany, Mitch wyraźnie nie był dziś sobą. Bo przecież ten jeden buziak nie mógł aż tak bardzo mocno go poruszyć. No chyba, ze mu się spodobało. Jednak grę trzeba było ciągnąć dalej i Axel skupił wzrok na Clarissie.
- Oh... lala. - Wydal z siebie zachwycone westchnienie, ale po chwili jego mina zrzedła aktorsko i ni to się uśmiechając ni to w grymasie przerażenia obserwował czerwieniejącą się dziewczynę. - La diablesse... - Wymamrotał zaciskając mocniej dłoń na ramieniu kumpla, to będzie piękna katastrofa.
I wcale się tancerz nie pomylił. Clarissa nie podzielała ich entuzjazmu i zadziałała błyskawicznie, traktując z liścia biednego Mitcha, który gdyby nie Axel, zaliczyłby pewnie piękny piruet. Francuz zachłysnął się powietrzem na ten jej gest i nienawistne spojrzenie zaadresowane do niego.
- Qu'imaginez-vous ? - Warknął pod adresem rozzłoszczonej pannicy gotowy złapać ją za kudły. Obraza obrazą, ale od razu rękoczyny? Axel widocznie wczuł się w rolę i gdyby nie to, że Mitch go trzymał, skoczyłby na Clarissę, by wyrwać jej ze dwie garści jej blond włosów.
Clarissa odeszła obrażona niczym chmura gradowa, Axel w tym czasie porzucił obserwowanie jej i zaraz spojrzał na kumpla z zaniepokojeniem.
- Oby nie... uhhh.... - Gest Macnaira zaskoczył tancerza i ten zgiął się w pół czując uderzenie pięści w brzuch. - Za co? - Zabrzmiał równie zaskoczony co i sam Mitch przed chwilą. - Ja ci tu skórę ratuję, a ty mi tak? - Axel przycisnął dłoń do brzucha, może i nie bolało ale on był tak czy siak przewrażliwiony na punkcie swojego ciała i nie znosił znosić bólu fizycznego, no chyba ze to był ból związany z treningiem. Często zdarzało mu się przereagowywać takie gesty.
- Nie obiecuję. - Posłał mu równie intensywne spojrzenie, kiedy Mitch zastrzegł sobie, by więcej nie całował go. Uśmiech po chwili zagościł na twarzy tancerza. Lekko się krzywiąc masował miejsce uderzenia, chociaż cios nie był silny.
- Nie ma sprawy. Po to są kumple. - Axel westchnął spoglądając na pusty deptak, skąd Clarissa juz dawno się ulotniła. - Całkiem ładna, ale jeśli taka papla, to faktycznie słabo. - Wracając spojrzeniem do kumpla dostrzegł wyciągnięta w jego stronę paczkę papierosów. Poczęstował się i podszedł bliżej po ogień. Zaraz tez skupił się na obitej mordzie Mitcha. - Ale cię chlasnęła. Zaraz spuchniesz. - Axel wysunął z rękawa czubek różdżki i niezwykle dyskretnie dotknął jej czubkiem czerwieniejącego się policzka Mitcha. - Aqua Vitalis
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#24
Mitch Macnair
Śmierciożercy
Wiek
27
Zawód
Architekt i budowniczy
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
0
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
8
10
Brak karty postaci
31-03-2026, 16:55
Macnair nie był typem, który przyciągał kłopoty. Nie było też tak, że ich szukał na gwałt. Lubił swoje życie i po prostu wiedział, że czasami nie da się uniknąć pewnych sytuacji. Nie brał jednak pod uwagę, że w ogóle kiedykolwiek będzie postawiony w takiej sytuacji. Obcowanie z innymi zawsze sprawiało mu przyjemność, nie stronił od ludzi, po prostu dzisiaj było coś zdecydowanie nie tak i czuł to w kościach. Chociaż może nie traktował Clarissy jako potencjalnej kandydatki na żonę, to jednak zawsze było miło spotkać się z atrakcyjna kobietą. Kto wie, może nawet by do czegoś doszło jakby się dobrze postarał, a od tego akurat nigdy nie stronił. Musiałby być jakiś niedorozwinięty aby nie chcieć czegoś więcej z tak pociągającą kobietą. Dzisiaj jednak nie był sobą i nawet przeszkadzało mu to, że tak dużo mówi. Chociaż jej historie były ciekawe i czasami nawet zabawne, to naprawdę miał ich już dość. Pewnie gdyby trafiła na inny dzień, kiedy czułby się jak on, sam by ja zagadywał, zadawał pytanie i inicjował nawet coś więcej. Nie tym razem jednak.
Wystarczyło jedno spojrzenie na kumpla po tej całej akcji z pocałunkiem, żeby wiedział, że ten się świetnie bawi. Nie mógł mieć mu tego za złe, chcąc nie chcąc trochę go do tego zmusił, a przecież doskonale zdawał sobie sprawę, że Axel potrafi improwizować jak nikt inny. Ale nie spodziewał się takie improwizowania. Francuz z całą pewnością widział doskonale ten szok, który malował się na twarzy Macnaira. Ale kto by nie zdębiał po czymś takim? W zasadzie sam nie wiedział czego tak naprawdę się spodziewał, ale z całą pewnością nie tego. A Axel grał dalej jakby był do tego stworzony, jakby to co przed chwilą odwalił było najprawdziwszą prawdą i jakoś mimowolnie Mitch uznał, że to na swój sposób zabawne. Nie zdradził się z tym jednak, zwłaszcza, że powinien grać razem z nim, skoro sam go w to wszystko wciągnął.
Obserwował jak twarz Clarissy zmienia kolor. Najpierw pobladła, a po chwili zrobiła się czerwona jak dojrzały pomidor. Emocje na jej twarzy również miały różną gamę. Od szoku, po niedowierzanie aby w końcu dojść do oburzenia. Czy jej się dziwił? Nie cholery. Może ona również oczekiwała czegoś więcej od niego, ale po prostu trafiła na zły czas. Co jest swojego czasu śmieszne, bo to on w końcu zaprosił ją na to spotkanie, chociaż w zasadzie nie musiał jakoś specjalnie nalegać, bo ta szybko się zgodziła. Dlatego, chociaż był szczerze zaskoczony przyjętym ciosem z otwartej dłoni w policzek i teraz skóra go piekła, to wiedział doskonale, że zasłużył sobie na to w stu procentach.
- Allez, c'est ma faute. Je l'ai bien cherché. – machnął ręką do Axela kiedy ten wydawał się oburzony zachowaniem blondynki, która już od nich odchodziła.
Rozmasował jeszcze obolałą szczękę. Poboli i przestanie, ale nauczka na przyszłość z całą pewnością z nim zostanie. Może faktycznie byłoby rozsądniej z jego strony odwołać do spotkanie, wykpić sie choroba lub czymś podobnym i poprosić o spotkanie się w innym terminie? No teraz to mógł sobie gdybać, było już zdecydowanie za późno.
- Oj ty już doskonale wiesz za co. – uniósł brew ku górze, ale po chwili mimowolnie roześmiał się i pokręcił głową z rozbawieniem – Ale nie powiem, dobrze rozegrane. Sam bym na to nie wpadł...dlatego byłem w szoku kiedy to zrobiłeś...w sumie mogłem się domyślić, to bardzo w twoim stylu. – zaciągnął się papierosem, a po chwili, tym razem już lekko, trzasnął go w ramię – Nie przeginaj stary.
Axel doskonale zdawał sobie sprawę, że akurat Mitch’a w stu procentach interesowały jedynie kobiety. Z resztą przecież nie raz nie dwa widział go w takich, a nie innych sytuacjach gdy bawili się wspólnie w Paryżu. Macnair wiedział, że kumpel się z nim tylko drażni, chociaż kto wie, może mu się spodobało i jeszcze będzie chciał więcej? Musiał dopilnować aby nie doszło już nigdy do podobnej sytuacji, bo jednak nie chciał w żaden sposób psuć tej znajomości.
- No normalnie by mi to nie przeszkadzało. Mogę słuchać jeśli kobieta ma coś ciekawego do powiedzenia...ale dzisiaj to było dziwnie męczące. – pokręcił głową znów się zaciągając i powoli wypuszczając dym przez usta – Aż tak źle to wygląda? – uniósł brew ku górze nie zdając sobie sprawy, że jego policzek zrobił się aż tak czerwony, bo, że lekko piekł to doskonale czuł – No muszę przyznać, miała sporo siły jak na tak drobne dziewczę...może ćwiczyła na innych. – uniósł brew ku górze i mimowolnie zaśmiał się cicho pod nosem.
Zaklęcie, które rzucił Axel podziałało w zasadzie od razu. Poczuł ulgę, kiedy przyjemne zimno rozeszło się po rozpalonej skórze, już aż tak nie piekło.
- Wielkie dzięki, już mi lepiej. Nie wiedziałem, że znasz się na zaklęciach leczniczych. – uniósł brew ku górze i pokiwał głowa z uznaniem – Chodź, kupie ci chociaż kawę za to wszystko. – dodał po chwili z lekkim uśmiechem, po czym ruszył w kierunku małego stoiska gdzie sprzedawano kawę.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#25
Axel Devereaux
Czarodzieje
Je est un autre.
Wiek
25
Zawód
Tancerz, Złodziej, Kelner w Białej Wiwer
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
12
16
Brak karty postaci
31-03-2026, 18:21
W zachowaniu Mitcha było cos nietypowego, co Axel w lot wyłapał. Może mial gorszy dzień, cos mu na żołądku siadło, albo jakaś modliszka na niego klątwę rzuciła? Mógł szukać odpowiedzi bardzo długo, ale najlepsza droga na pewno będzie po prostu wypytanie kumpla. Bo tak wiać przed całkiem niczego sobie laską, no to już niepokojące. Macnair tez przy okazji nie zmienił preferencji, co właśnie pokazywał z oburzeniem rzucając mu spojrzenia i zastrzegając, by znów sobie nie pozwalał. Axel jedynie raczył go uśmiechem, z którego wnikało, ze jego groźby i ciosy nie są w stanie go zatrzymać jeśli znów nabierze ochoty.
Jednak Francuz tez wiedział, kiedy należy odpuścić. Bo żarty, żartami. Ale ubaw kosztem dobrego kumpla nie był niczym, co Axel robiłby z przyjemnością. Miał swoje za uszami, o czym Mitch wiedział, ale tak naprawdę te osiem lat, które dzieliło ich ostatnie spotkanie w Paryżu a to przypadkowe spotkanie na ulicy było pasmem gorszych i lepszych wydarzeń, o których w większości Axel nie chciał się chwalić.
Axel był dobrym aktorem, potrafił wczuć się w rolę i grac tak przekonująco, że czasami można było mieć wątpliwości, czy on dalej gra, czy juz się po prostu nabija. Początek spotkania przebiegł błyskawicznie szybko, jeden gest wystarczył, aby dziewczyna postanowiła zakończyć randkę i wrócić do siebie tak szybko, jakby wściekle pufki ją goniły. Za to Mitch musiał przeprocesować szok, drugi szok i droczenie się Axela z nim.
- Baaaah.... - Przeciągła onomatopeja wprost z paryskich uliczek wyraziła dezaprobatę tancerza. Nie zgadzał się z Mitchem, bo czemu mógł zawinić taki ktoś jak on. Przecież to był równy gość! Clarissa ulotniła się, Axel uspokoił się wzdychając, widać byli po nim, że jest z siebie bardzo zadowolony.
Droczenie się z oburzonym Mitchem przynosiło wiele satysfakcji, ale Axel wiedział, kiedy powinien odpuścić. Fakt, że Macnair zadawał się z nim i nie patrzył na niego przez pryzmat tego, że w kręgu zainteresowań tancerza nie były tylko kobiety, był ogromnym plusem dla architekta. Otwarte umysły zawsze należało doceniać i szanować.
Śmiech Mitcha rozluźniał atmosferę, która wiła się jak sinusoida na najbardziej szalonej funkcji matematycznej. Francuz machnął ręką kręcąc głową, dal juz spokój tym dwuznacznym spojrzeniom i tekstom.
- Cała przyjemność po mojej stronie. - Axel kiwnął głową w lekkim ukłonie. Trzaśnięty w ramie westchnął tylko. - Dobra, spokój, bo mnie jeszcze rozochocisz. - Puścił Mitchowi oczko i pokręcił głową z rozbawieniem. No przecież już przestał się zgrywać, ale cierpliwie pozwalał Mitchowi się po prostu wyładować. - Nie dałeś mi nawet minuty na zastanowienie, a tak się na mnie rzuciłeś, jakbyś chciał się schować w moich ramionach. Także musiałem improwizować. - Wyszczerzył się do kolegi unosząc dłoń do ust. Przesunął kciukiem po ustach.
Axel nie lepił się do Mitcha w tej chwili, reakcje kumpla jasno dały mu do zrozumienia, że nic z tego by nie było, a i jeszcze od niego Mitch próbowałby teraz uciec. Dlatego popalając papierosa nie łamał juz jego przestrzeni osobistej i myślami skupił się na czymś innym.
- C'est bizzarre. - Mruknął słuchając Macnaira. - No właśnie, normalnie to ty jesteś towarzyski gość i gębą ci się nie zamyka. A teraz skarżysz się, że laska paple. - Zmrużył oczy przyglądając się architektowi. - Chory jesteś, czy co? Wypiłeś jakiś podejrzany eliksir? A może ktoś coś ci dolał cos do drinka? - Axel martwił się o stan kumpla, to było oczywiste. Chociaż częściej skupiał się na sobie, to jednak potrafił być koleżeński i okazywać zainteresowanie.
- No, wzięła niezły zamach, a palce miała całkiem długie i smukłe. Ciesz się, że pazury krótkie, bo byś mial sznyty na pysku. - Chłopak pokręcił głową, przemawiało przez niego cos tak jakby doświadczenie. A faktycznie takie mial, bo nie raz i nie dwa dostał po pysku od kobiet, od facetów i wszystkiego na około.
- Nie ma sprawy. - Różdżka tancerza zniknęła w jego rękawie równie szybko, jak się pojawiła. - Coś tam umiem, wiesz takie okłady tez są nieźle na zakwasy i siniaki. - I wiele innych urazów, dodał w myślach bawiac się nadpalonym papierosem w palcach. Propozycja kawy od razu zainteresowała Axela, ten spojrzał we wskazanym kierunku i z ochota ruszył za Macnairem.
- O, kawa.... cudownie. - Zaświergotał zdając sobie sprawę z tego, że od czasu jak wyszedł od Manon nic nie jadł ani nie pił. Grunt, by zdrajca w postaci żołądka nie odezwał się znienacka. Kawa powinna zagłuszyć kiszki i dodać mu energii.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#26
Mitch Macnair
Śmierciożercy
Wiek
27
Zawód
Architekt i budowniczy
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
0
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
8
10
Brak karty postaci
02-04-2026, 19:19
Poruszał ponownie obolałą szczęką i jeszcze rzucił jedno spojrzenie w kierunku, w którym odeszła Clarissa. Było po sprawie, pewnie gdyby któregoś dnia zachciało mu się znów z nią spotkać, to nie odpisałaby na jego list. Nie daj Merlinie zrobiłaby jeszcze coś jego sowie w napadzie gniewu, a akurat Leo nie chciał narażać na żadne uszczerbki na zdrowiu. Mentalnie więc machnął na dziewczynę ręką. Jak nie ta to inna. Zwłaszcza, że ostatnie kilka dni jedna pojawiała się częściej w jego myślach niżby sobie życzył. Nie dlatego, że jej nie lubił, wręcz przeciwnie. Ciekawiła go i na swój sposób intrygowała, spotkali się dwa razy i za każdym razem te spotkania były na swój sposób interesujące. Zwłaszcza pierwsze, kiedy niezdarnie wylał na nią prawie cały kałamarz. Był ciekaw czy gdyby do niej napisał, zgodziłaby się znów gdzieś z nim wyjść. To jednak nie były rozważania na ten moment, nie kiedy czuł się tak dziwnie i nie wiedział skąd to się bierze. Jeśli miałby się ponownie spotkać z pisarką, wolał być w najlepszej formie.
Macnairowi w zasadzie nie przeszkadzało to droczenie się. Było to pewnego rodzaju powiewem świeżości, a po za tym zawsze doceniał humor kumpla. W Paryżu nie raz się tak droczyli, do niczego nie doszło, bo jednak Mitch nakreślił granice, ale przecież jeszcze nikomu nie zaszkodziły głupie żarty.
- O tak, z pewnością była to przyjemność. - pokręcił głową z rozbawieniem, a słysząc jego kolejne słowa, po prostu się roześmiał - Poważnie, niemożliwy jesteś czasami. - odparł patrząc na francuza z udawanym niedowierzaniem, a po chwili westchnął cicho - Wiem, wiem. Przepraszam. Po prostu tak bardzo chciałem się jej pozbyć, że jak cię tylko nie zobaczyłem to byłeś dla mnie jak dar zesłany z niebios. - uśmiechnął się pod nosem - I nawet nie pomyślałem w sumie nawet przez sekundę. Ale cóż, przynajmniej raz, że mnie uratowałeś, a dwa dobrze się przy tym bawiłeś. - dodał z rozbawieniem.
Ruszyli powoli w kierunku stoiska z kawą, a kiedy się tam znaleźli, Mitch zamówił dwie kawy i po prostu stali obok czekając aż będą gotowe. Macnair nasunął na nos okulary przeciwsłoneczne, po czym wzruszył ramionami.
- Nie musisz mi mówić. Obudziłem się dzisiaj taki jakiś nie swój. Od samego rana mi chodziło po głowie żeby odwołać to spotkanie albo je przełożyć, w ogóle nie miałem na nie ochoty. I tak, to jest mega dziwne, bo w końcu sam ją zaprosiłem i jakoś nawet nie musiałem się jakoś specjalnie wysilać, bo była chętna. - pokręcił głową - Nie mam pojęcia o co chodzi, ale mam nadzieję, że to szybko minie. Zwłaszcza, że za dwa dni mamy w domu imprezę, więc muszę być w najlepszej formie.
W tym momencie jednak nawet urodzinowe przyjęcie Lucindy mu się nie widziało. Normalnie przecież z przyjemnością by się wyszykował i zszedł na dół, do tych wszystkich gości, którzy zostali zaproszeni, brylowałby w towarzystwie jak to miał w zwyczaju. Teraz jednak w jego głowie jawiło się to jak nieprzyjemny obowiązek, od którego nie może uciec, bo już obiecał, że na pewno się pojawi. Odwołał w końcu wszystkie plany na ten dzień, tylko po to aby móc wziąć udział w przyjęciu.
- Wiesz, nie pogardziłbym jakimiś szramami od tych wymalowanych paznokci, ale może nie koniecznie na twarzy. - poruszał zabawnie brwiami.
Humor mu jakoś już wracał, starał się teraz nie myśleć o tym wszystkim. Miał okazje spotkać się z kumplem, ostatnio widzieli się prawie półtora miesiąca wcześniej i to po ośmioletniej przerwie. Trzeba było zdecydowanie nadrobić te zaległości. Akurat ich kawy były gotowe, więc zapłacił i podał Axelowi jeden z kubków.
- Ale dosyć o mnie i moich problemach z dupy. - pokręcił głową - Co tam u ciebie? Wszystko dobrze? Przesłuchania ci idą? Wspominałeś ostatnio, że nadal tańczysz.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (3): « Wstecz 1 2 3


Skocz do:

Aktualny czas: 04-04-2026, 13:53 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.