

- Odpowiedz na posta
Igor Karkaroff
— najedź, by rozwinąć pergamin —
Suffolk, 19 marca 1962
Szanowna Pani Trelawney,
nie czuję się wystarczająco uprawniony do tego, by tą cherlawą i nieproszoną korespondencją zajmować Pani zbyt wiele czasu, ale spoczywa chyba na mnie dziwne poczucie obowiązku.
Obowiązku, by donieść, że się Pani nie myliła. Że cała treść Pani przewidzenia okazała się, bądź co bądź, gorzką prawdą, której bynajmniej słyszeć nie chciałem, lecz za którą niezmiennie pozostaję wdzięczny. Zasygnalizowała mi Pani czujność i jej nie straciwszy, bliską osobę przyłapałem na kłamstwie ― a jego forma i charakter były jak żywcem wyjęte z przekazanej wieszczby. Ciekawość jutra i podziw dla Pani talentu nakazywałyby poprosić Panią o kolejne to spotkanie, o kolejny wyrok, z nadzieją na coś bardziej, tym razem optymistycznego, ale... o niektóre rzeczy chyba lepiej nie pytać. Niepewność związana z odkryciem kłamstwa obudziła we mnie wprawdzie dylemat, czy wyjazd z kraju nie byłby dla mnie w tej sytuacji korzystniejszym rozwiązaniem, ale może o tym nie powinien już chyba decydować układ gwiazd i planet.
Niemniej, w charakterze skromnego podziękowania przesyłam Pani coś słodkiego, wraz z życzeniami zdrowia i pomyślności. Proszę tego wyjątkowego daru nigdy nie zaniedbywać.
Z wyrazami szacunku
Igor Karkaroff
Do listu dołączono Czekoladową żabę.
- Odpowiedz na posta
Wiem, że się nie znamy i że mój list może być dla Ciebie zaskoczeniem. Mam na imię Lucinda i jestem żoną Drew, a Ty, jak się w ostatnim czasie okazało, jesteś moją szwagierką. To odkrycie spadło na nas wszystkich równie niespodziewanie, jak zapewne na Ciebie. Przechodząc jednak do sedna - bardzo chciałabym Cię poznać. Chciałabym, żebyś poznała naszą rodzinę, skoro jesteś jej częścią.13 maja obchodzę swoje dwudzieste ósme urodziny i będzie mi ogromnie miło, jeśli zechcesz pojawić się w naszym domu w Suffolk, by wspólnie spędzić ten wieczór. Nie musisz się niczym martwić, to naprawdę spokojne spotkanie w kameralnym gronie. Jestem pewna, że wszyscy z radością Cię poznają, tak samo jak ja. Zwykle nie przyjmuję odmowy, ale w Twoim przypadku zrobię wyjątek. Jeśli to dla Ciebie zbyt wiele lub zbyt szybko - proszę, daj mi znać. Z przyjemnością znajdziemy inny termin, abyśmy mogły spotkać się choćby we dwie i spokojnie porozmawiać. Drew również bardzo ucieszyłby się, mogąc gościć Cię w naszym domu. Oczywiście możesz przyjść z osobą towarzyszącą, jeśli będziesz czuła się bardziej komfortowo. Będę wypatrywać Twojej sowy.
- Odpowiedz na posta
Loretta Krueger
— najedź, by rozwinąć pergamin —
4 kwietnia 1962
Droga Violet,
po tylu atrakcjach, spotkaniach i rozmowach zasypianie przyszło mi z wyraźnym trudem. Przez kolejne dwa dni musiałam wspomagać się eliksirami na spokojny sen - choć właściwie nie powinnam być tym zaskoczona. Od zawsze właśnie w ten sposób odreagowywałam emocje. Bez względu na to, czy były dobre, czy złe.
Na całe szczęście nie spotkałam Mary Goyle. Choć mam wrażenie, że gdzieś w Wielkiej Sali mignęły mi jej krzywe nogi. Wolałam jednak nie podnosić wzroku wyżej - nie chciałam ryzykować, że los nagle przypomni sobie o moim istnieniu i postanowi mnie wystawić na próbę.
Cieszę się, że podeszłaś do nas na dziedzińcu. Wiesz, Freddie czasem tak ma. Wiele rzeczy go onieśmiela - ale, jak się ostatnio przekonałam, przede wszystkim onieśmielają go piękne kobiety. Więc jeśli poczułaś się choć odrobinę odpowiedzialna za jego nagłe milczenie… cóż, potraktuj to raczej jak komplement niż powód do zakłopotania. I naprawdę - nie przeszkodziłaś nam. Możesz mi zaufać. A nawet, jeśli kiedyś uznam inaczej, obiecuję powiedzieć to znacznie mniej subtelnie.
Wielka Sala wyglądała przepięknie. Nawet w dniu zakończenia szkoły nie błyszczała takim światłem. Wciąż jednak jestem zdania, że zamiast tych wszystkich tradycyjnych tańców, znacznie przyjemniej byłoby po prostu dać się ponieść muzyce. Bez zasad. Bez wyuczonych kroków. Bez tej całej sztucznej elegancji, która czasem bardziej ogranicza, niż zachęca.
Jeśli chodzi o maski, wciąż nie jestem pewna, co o nich myśleć. Z jednej strony nadawały pewnej tajemniczości. Może nawet odrobinę intymności. Z drugiej - miałam wrażenie, że coś mi odbierają. Że zamiast pozwalać być bliżej, tworzą jeszcze jedną warstwę, za którą można się schować. Źle na mnie to wpłynęło, nie mam w zwyczaju przecież się ukrywać.
Choć, muszę przyznać, odnalazłabym się w murach tej szkoły równie dobrze, co w naszym Hogwarcie. Nie bez powodu ten język nazywany jest językiem miłości, moja droga. Zresztą… ostatnio sporo o tym myślałam. Francuski sam w sobie brzmi tak, jakby przepełniony był zakochaniem. Hiszpanie witają się za to pocałunkiem w oba policzki, jakby bliskość była czymś zupełnie naturalnym. A my? My, chyba przesiąknięci jakąś nieustanną, ponurą aurą, wolimy trzymać dystans. Bezpieczny. Wyuczony. I byłoby to nawet zabawne…gdyby nie przyszło nam w tym żyć.
Nawet nie wiesz, jak bardzo zaskoczył mnie ten zbieg okoliczności. Mam wrażenie, że odkąd znów pojawiłaś się w moim życiu, jest ich coraz więcej. Jeszcze chwila i zacznę wierzyć w los.
Widzisz, w ogóle nie nazwałabym go dziwnym. Może właśnie dlatego moja głowa wcześniej nie próbowała tego w żaden sposób dopasować. Znamy się zresztą dość krótko i na pewno nie uczył się w Hogwarcie. Właściwie to bardziej znajomy Freddiego niż mój. Ale miałaś rację…
Nie stałam zbyt długo sama na parkiecie. A potem wszystko jakoś… się skomplikowało. Noc uznała, że zwykły taniec to zdecydowanie za mało. Bo wyobraź sobie - ta cholerna szkoła postanowiła zamknąć mnie w schowku na miotły. Nie pytaj. Do dziś próbuję zrozumieć, co to właściwie miało znaczyć. Myślałam, że skoro już się tam nie uczę, to mogę czuć się bezpiecznie, jeśli chodzi o poczucie humoru tych starych murów.
Chętnie przyjmę Twoje zaproszenie, ale będę potrzebowała nieco więcej szczegółów. Co właściwie planujesz i jak powinnam przygotować się na tę pełnię? Jeśli tylko będziesz miała ochotę, zapraszam Cię również do siebie, do Szkocji. Gdy pogoda dopisuje, naprawdę trudno wyobrazić sobie lepsze miejsce do spędzania czasu. Chyba że… masz jej już chwilowo dość. Wciąż mam też nadzieję, że uda nam się wybrać razem na tę potańcówkę. Fred - o dziwo - wydawał się całkiem zainteresowany. Czekam na Twój list!
Trzymaj się ciepło,
Lora
- Odpowiedz na posta




