• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Domostwa > Londyn, Pokątna 13/3 > Salon z kuchnią
Strony (2): 1 2 Dalej
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
07-08-2025, 16:31

Salon z kuchnią
Wchodząc do mieszkania natrafia się na ciasny korytarzy, na końcu, którego są drzwi prowadzące do sypialni, zaś parę kroków wcześniej, skręcając w lewo wchodzi się do salonu. Jedna ze ścian największego pomieszczenia została przeznaczona na przestrzeń kuchenną. Pod oknem stoi stolik kawowy, obok niego przy ścianie dwuosobowa kanapa o kwiecistym wzorze. Okno przyozdabiają firanki, a na ścianach wisi mnóstwo obrazków i zdjęć. Parkiet chroni ciemnozielony dywan sporej wielkości, który swoje lepsze dni ma już dawno za sobą. Nieopodal kanapy stoi komoda wypełniona różnymi szpargałami, zaś obok niej półka z różnymi książkami, w tym tymi mugolskimi przeznaczonymi dla dzieci.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Willow Weasley
Zwolennicy Dumbledore’a
Nothing you can take from me was ever worth keeping.
Wiek
25
Zawód
Służba w Policji Magicznej
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
22
0
OPCM
Transmutacja
21
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
10
Brak karty postaci
02-01-2026, 12:32
20 marca 1962
Sny rzadko miały kolor, a jeśli istniał to raczej czuć było jego strukturę pod opuszkami palców, niż wizualnie raczył obecnością. Nie było też zapachów i nie odnajdywały drogi przez inne zmysły. A reszta? Reszta była nawet podobna do realnego świata, choć rozmyta i drgająca tam, gdzie nie skupiał się wzrok. Może dlatego nigdy nie miała talentu do oneiromancji? Balansowanie na granicy znaczeń i ich interpretacja w magicznej metaforze bardziej wzbudzała w niej irytację niż chęć poznawania dalszych ukrytych znaczeń. Rzadko miały w sobie też tyle prawdy, ile by oczekiwała, więc wskazówki jakiekolwiek by nie były, mogły według niej wyrządzić więcej złego przy błędnej interpretacji. Słyszała o policjantach, detektywach czy nawet aurorach, którzy stawiali tarota w celu popchnięcia sprawy dalej, ale według niej niewiele było tam nadprzyrodzonego wskazywania palcem, a raczej w ten sposób porządkowali sobie wszystko w głowie, żeby móc spojrzeć z innej perspektywy.
Inna sprawa w przypadku snów to też ich sens, przysłowiowa fabuła – u niej na próżno było jej szukać. Tak było też i tym razem. Pod opuszkami palców czuła ciepłą, lekko żółciejącą biel. Może nawet taką, która skłaniała się powoli do zimowego wschodu słońca – chłód z obietnicą ciepła. Kształtem było całkiem blisko jaśniejącego na niebie punktu, choć było to zależne jak obrócić ten delikatny twór. Owalny i kruchy, mały, gładki, potrzebujący miękkich, czułych dłoni, w których mógł odnaleźć bezpieczeństwo. Czy była to jej rola?
To jest twoje. Tylko ty możesz sprawić, że przetrwa.
Owal zadrżał, a raczej coś, co było w jego wnętrzu i pukało w kruche ścianki. Czy miały zaraz pęknąć? Co miała zrobić? Kurczowo trzymać skorupkę, aby nie nastąpił rozpad owalnego tworu? Opiekować się i naprawiać? A może nie to było jej celem? Na czym właściwie miała polegać ta opieka? Rozejrzała się wokół, lecz była w szarej, mętnej mgle, na próżno było szukać czegoś innego, była zdana na siebie, a to, co trzymała w dłoniach było zdane na nią i jej decyzje.
Może wystarczyło po prostu być? Wspierać?
Stuk. Stuk. Stuk.
Dźwięk pęknięcia bębnił wokół, jakby echo mgliste zwiększało jego głośność po tysiąckroć. Drżenie dźwięku sprowadziło ją na kolana, lecz owal nie wypadł z jej dłoni. Natomiast małe płatki skorupki powoli opadały na skórę, lekko parząc, mrowiąc – to coś przeistaczało się, nie znaczyło to jednak, że należało to wyrzucić. Rolą opiekuna było trwać, aby zwiastun poranka mógł przetrwać.
Stuk. Stuk. Stuk.
Owal rozdzielił się szczeliną na pół, a z pęknięcia wyjrzało światło. Migotało lekko, niemal, jakby było zaspane, jak mała gąska, choć kształtu gęsi nie miało. Skorupka rozwiała się nagle, jak kurz zdmuchnięty z parapetu starego mieszkania. Mglista szarość, ściemniała, pokrywała się plamami czerni, a z daleka słychać było odległe kapanie wody. Podniosła się więc z kolan i dzierżąc małe światło blisko serca – jedyne światło – ruszyła w ciemność szukać wyjścia.
Obudziła się nagle, trzymając prawą dłoń zawiniętą w pięść na klatce piersiowej. Oddech miała szybki, nierówny, a duchota w pokoju nie pomagała w zaczerpnięciu pełnego oddechu. Odciągnęła dłoń od piersi i rozchyliła palce, lecz nie znalazła tam nic poza własną, spoconą skórą.
Kap. Kap. Kap.
Uchylone drzwi od łazienki ziały ciemnością, a dźwięk kapiącej wody z prysznica, wskazywał, że musiała wczoraj ze zmęczenia nie dokręcić kranu po prysznicu. Przetarła powieki palcami i zaraz zsunęła się z łóżka, krzywo i ciężko stąpając do zasłon. Gdy rozchyliła je, uderzyło w jej twarz ostre słońce. Ile spała? Jaki dziś w ogóle był dzień? Otworzyła z trudem zacinające się okno i wciągnęła świeży zapach marcowego powietrza, otrzeźwiając umysł. Wreszcie pochyliła się nad biurkiem, zerkając do kalendarza. Wtorek, nocna zmiana, czyli spieszyć się na komisariat nie musiała. Wtedy usłyszała dźwięk z salonu i bardzo nieśmiało dochodzić zaczęły do niej wspomnienia poprzedniego wieczora. Powieki rozchyliły się szerzej i czarownica dopadła do drzwi, otwierając je dość raptownie, jakby była gotowa na przyłapanie uciekającego z jej mieszkania złodzieja.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Fintan Farley
Czarodzieje
do you have enough love in your heart to go and get your hands dirty?
Wiek
25
Zawód
przedsiębiorca (diler i złodziej)
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
żebracza
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
8
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
10
15
Brak karty postaci
11-01-2026, 21:31
Odkąd sięgał pamięcią, spanie w nowych miejscach było dla niego trudne. Nieznane odgłosy budynku, w którego trzewiach układał się po raz pierwszy do snu, zwykle nie przynosiły wytchnienia. Pozostawał boleśnie świadom każdego dźwięku, ruchu powietrza, zapachu. Leżał wtedy jak najbardziej nieruchomo, jak najciszej, starając się chłonąć dźwięki, kategoryzować je, oswajać. Zmieniło się to trochę odkąd nauczył się animagii. Paradoksalnie, zwinięty w czarny kłębek czuł się bezpieczniej. Wciśnięty w kąt lub dziurę, osłonięty, nie na bezpośrednim widoku, z możliwością bezszelestnego rozmycia się w nocnych cieniach.
Dziś musiał jednak stawić czoła nieznanemu we własnej skórze — i we własnej głowie. Krótki, przerywany sen przeplatał się z powidokami zapłakanej twarzy Willow i echem słów, które między nimi padły i których żadne z nich nie mogło cofnąć. Fintan miał wrażenie, że tą jedną decyzją by za nią pójść rzucił się z krawędzi prosto w przepaść i nie było już powrotu do punktu, w którym znajdował się wcześniej.
Co niekoniecznie samo w subie musiało być czymś złym, po prostu... chyba wczorajszego dnia nastąpił jakiś przełom i wszystkie dotychczasowe "stałe" jego życia przestały być aż takie jednoznaczne. Napawało go to strachem, który napędzał nocną gonitwę myśli, aż pierwsze blaski poranka nie zaczęły rozjaśniać otaczających go czerni do odcieni szarości. Mieszkania dookoła zaczynały budzić się do życia, woda w rurach szumieć, a kuchnie niewątpliwie budziły się do życia, a Fintan czuł się tak bardzo kruchy i zmęczony, że w końcu sen zdołał porwać go na dłużej.
Gdy znów otworzył oczy, dzień zaczynał się na dobre. Zza okna dobiegały go wątłe odgłosy ludzi spieszących się pozałatwiać swoje sprawy, rozmów sklepikarzy i skrzeczenia sów pocztowych, które przemykały nad głowami przechodniów. Fintan odwinął się z embrionalnej pozycji w której spał i przeciągnął się, słuchając jak strzykają mu kości i stawy. Nieśmiało odchylił firankę, jednym okiem wyglądając na zewnątrz i obserwując przez chwilę to poranne poruszenie, pozwalając, by twarz ogrzewały mu jeszcze nieco chłodne, ale już zdecydowanie bardziej wiosenne promienie słońca. Ciekawskie spojrzenie wróciło później do wnętrza, gdzie w upstrzonym wirującymi drobinkami kurzu powietrzu mógł zajrzeć do życia Willow przez pryzmat jej mieszkania.
Ostrożnie, żeby nie narobić hałasu, podniósł się z rozkładanej sofy i zaczął kręcić po pokoju, co chwilę zerkając w stronę korytarza i pokoju Willow. Nie żeby coś ale nie chciał być przyłapany na byciu wścibskim. Z drugiej strony miło by było jakby już wstała, bo nie zamierzał zakradać się do jedynej w mieszkaniu łazienki przez jej sypialnię. Doprawdy, to mieszkanie projektował jakiś architektoniczny analfabeta, którego Farley wyklinał teraz w myślach.
Zajął się więc zaglądaniem w szafki kuchenne, podziwianiem kolekcji kubków — każdy wydawał się z innej parafii — i próbami wygrania pojedynku ze skrzypiącymi zawiasami w drzwiczkach. Skrzywił się na te oburzające dźwięki, wątpiąc, by Willow miała tu gdzieś smar. Może chociaż olej? Rozejrzał się dookoła i wtedy dostrzegł półkę z książkami, a dokładnie to jakie książki się tam znajdowały.
Niczym ciągnięty niewidzialnym sznurkiem przycupnął na podłokietniku kanapy i zaczął czytać tytuły.
— No nie — zaśmiał się cicho do siebie, ściągając z półki "Przygody małego tostera" i zachodząc w głowę, dlaczego Willow miała u siebie mugolskie książki dla dzieci.
Zupełnie nie zauważył przy tym, że wyciągając tomik zaburzył delikatną strukturę bibliotecznej konstrukcji i znajdująca się na samym końcu książka — chyba kucharska? — zachybotała się i spadła z półki, z donośnym plaskiem lądując na podłodze. Fintan zamarł, wciąż przycupnięty na oparciu kanapy, i szeroko otwartymi oczyma obserwował Willow, która w całym swoim porannym zaspaniu i nieokiełznaniu wpadła w wejście do salonu, niewątpliwie w poszukiwaniu źródła hałasu.
— Dzień dobry — Fintan prędko odzyskał rezon i uśmiechnął się leniwie, płynnym ruchem zeskakując z kanapy. Nic nadzwyczajnego, prawda? Zachowuj się normalnie. Podniósł upadłą książkę, żeby następnie odłożyć ją ostrożnie na miejsce. — Nie wiedziałem, że znajdę u ciebie taką literaturę — uniósł w górę "Przygody...", przekartkowując bajkę i ostatecznie również odkładając ja na półkę. — Dobrze spałaś? — zapytał praktycznie od razu, zaplatając ramiona na piersi i przysiadając na krawędzi stołu w całej swojej chwale powyciąganego podkoszulka i starych spodni od piżamy, które Willow wygrzebała mu z czeluści szafy po bracie, a które kończyły mu się dobrze przed kostkami.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Willow Weasley
Zwolennicy Dumbledore’a
Nothing you can take from me was ever worth keeping.
Wiek
25
Zawód
Służba w Policji Magicznej
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
22
0
OPCM
Transmutacja
21
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
10
Brak karty postaci
20-01-2026, 18:41
Wczorajszy wieczór migał jej w głowie obrazami, urywkami tego, co zaszło, gdy mieli opuszczać spleśniałe poddasze kamienicy, w której dotychczas Farley utrzymywał swoje lokum. Mignięcie jego spojrzenie, gdy zamiast skierować się w dół klapy z poddasza po prostu wyciągnęła ramię i ot tak trzasnęło powietrze, zawijając ich sylwetki w dziwnej miotaninie, przenosząc z jednego adresu na drugi. Nawet nie pod kamienicę, nie pod drzwi mieszkania, a prosto do samego, ciasnego korytarzyka, gdzie mogli zostawić błoto z butów i utrzymać w tajemnicy sprowadzanie niewidzianego nigdy wcześniej przez wścibskie sąsiedztwo chłopaka. Stały tam pozostawione wciąż dwie pary butów – jedne damskie, a drugie ewidentnie męskie. Obie pary jednak pozostawione krzywo pod ścianą i powieszonymi na haczykach płaszczami. Jednak te oznaki nie powstrzymały ją przed tym, aby w paru susach znaleźć się w łuku drzwiowym prowadzącym do salonu. Dłonie oparła po przeciwnych stronach framugi, wręcz, wpadając w pole widzenia tymczasowego gościa. Był tam. Tak o siedział sobie po prostu na podłokietniku kanapy. Przywitał ją z uśmiechem, którego ani trochę się nie spodziewała, co jasno było wymalowane na jej twarzy. Czyli nie wymyśliła sobie tej historii?
Klatka piersiowa chodziła jej dziwacznie szybko, zupełnie, jakby przed chwilą ktoś poraził ją zaklęciem i może dlatego włosy sterczały w różne strony. Potrząsnęła głową raptownie, przeniosła spojrzenie na książkę, do której była przyklejona dłoń Fintana.
– Śmiejesz się ze mnie – bąknęła w jego kierunku oskarżycielsko, choć z nutą rozbawienia. Oderwała dłonie od framugi i przetarła oczy palcami, a potem wierzchem dłoni, czując, jak suche powieki nie współgrały ze spuchniętymi workami pod oczami. Czy dlatego pytał o jej sen?
Pokręciła przecząco głową i wydała z siebie jakiś rodzaj pomruku niezadowolenia. Nie chcąc stać dłużej w progu i nie wiedząc za bardzo cóż, więcej mogła zrobić, skierowała kroki do szafki kuchennej, z której wyciągnęła najbardziej krzywy kubek ze wszystkich z lekko uszczerbioną rączką. Był to prezent świąteczny od siostry, który wręczyła jej parę lat temu – co ważne, był wykonany własnoręcznie. Czarownica odkręciła kran i wlała z chluśnięciem zimną wodę do kubka, po czym przykleiła się do ceramiki, pochłaniając wodę, jakby dopiero co wróciła z wędrówki po pustyni.
Zachowuj się normalnie, sama go zaprosiłaś tutaj, to żyj z tą konsekwencją. Odstawiła kubek od ust, a potem położyła go na blacie i zerknęła na Fintana paradoksalnie nieśmiało, jakby straciła cały wczorajszy rezon.
– Masz wolną łazienkę, ręcznik powinien już być suchy, a jak nie to w tej szafie przy ścianie po lewej stronie jest parę czystych – dała mu znać, będąc w pełni świadomą, że prawdopodobnie, skoro już hałasował to nie spał od jakiegoś czasu, a potrzeby wołały. Schyliła się do szafki i otworzyła ją, po czym przywitał ją widok czerstwego chleba, o którym zapomniała. – Skoczę na dół do piekarni. Jakieś preferencje? – zagaiła, dając mu wybór. Może wolał bułki, drożdżówki albo coś jeszcze innego, choć pewnie nie wybrzydzałby nawet tym czerstwym chlebem, biorąc pod uwagę jego sytuację. Zaraz potem stanęła na palcach i zajrzała do szafki z innymi zapasami, sięgnęła po kobiałkę z jajkami i jak się słusznie spodziewała była ona pusta. – Zgarnę też jajka i jakieś warzywa. Trochę zapomniałam ostatnio robić zakupy – zaśmiała się nerwowo. Nie spodziewała się gości, a ostatnie parę dni jadła śniadanie na komisariacie kupione za grosze w mugolskiej jadłodajni. Nie przyjmowała sprzeciwu, nawet jeśli kręciłby nosem, że to za dużo, że on jeść nie musi, to najpewniej spiorunowała go już pewniejszym spojrzeniem. Czuła się za niego poniekąd odpowiedzialna, a skoro u niej gościł, to nie mógł wyjść z pustym brzuchem – może i umiejętności jak swoja mama nie miała, ale podejście do goszczenia było bliskie. Przemknęła obok Farleya do przedpokoju i założyła jednego buta, a potem przetruchtała w nim do sypialni, łapiąc różdżkę z biurka, portmonetkę z galeonami i materiałową torbę uszytą z różnych materiałów przez matulę-Betulę. Podciągnowszy zjeżdżającą z kostki skarpetkę, wpakowała stopę w drugiego buta, nałożyła płaszcz i jak gdyby nigdy nic wyszła w pasiastych czerwono-żółtych spodniach od piżamy oraz koszulce z logiem Harpii z Holyhead, w której spędziła noc. Nie był to pierwszy raz, gdy w takim odzieniu wybywała z domu po śniadanie, a mając na sobie płaszcz, który szczelnie zapięła, uznawała, że nikt nie domyśli się, że to, co ma na sobie pod spodem to piżama. Klucze brzęczały w kieszeni, gdy zbiegała po schodach, a potem brzęczały ponownie, gdy wracała, mając zakupy w materiałowej torbie.
Czy ani przez moment tego całego zamieszania nie przeszło jej, że zostawia bezdomnego mężczyznę w swoim mieszkaniu, którego choć teoretycznie znała od dawna, w praktyce widziała w ostatnim czasie straszliwie krótko i to w sytuacjach co najmniej dziwacznych? Przeszło. Cały czas przechodziło, tłukło się z jednej strony głowy w drugą, bombardując pytaniami, wątpliwościami, oskarżając się o lekkomyślność, a jednocześnie łamiąc się na wyobrażenie jego kruchego spojrzenia. Może dlatego tak usilnie, choć do niego się odzywała, unikała go spojrzeniem? Ale potrzebował pomocy i Merlin jej świadkiem, że nie zamierzała odmówić. Wczoraj podjęła ku temu pierwszy krok, a dziś musiała postawić kolejny. Jakkolwiek chciałaby się wypierać błękitnokrwistego pochodzenia, tak wartości Weasley’ów wręcz kipiały z jej altruistycznej postawy.  Tylko czy naprawdę była to sama chęć pomocy? Postąpiłaby tak z każdym innym czarodziejem? A może naprawdę chodziło to, że... to był Fintan?
Nim, jednak weszła do mieszkania, zatrzymała się i manewrując torbą wyciągnęła papierowe zawiniątko, z którego wysypała do miseczki stojącej przy drzwiach suchy pokarm, jaki kupowała dla bezdomnych kotów kręcących się po okolicy.
– Paput nie pchaj się – mruknęła, odsuwając szarobure, tłuste kocisko przeciskające się między jej nogami. – Daj mi nasypać do końca – powiedziawszy to potrząsnęła torebką i przesypała zawartość w taki sposób, że sporo chrupków potoczyło się w dół po schodach. Przeklęła pod nosem i odstawiła torbę z zakupami pod drzwi, by zaraz zacząć zbierać do papierowej torebeczki rozrzuconą karmę. W tym czasie Paput usiadł zadkiem obok miseczki i zaczął raczyć się w głośny sposób tanim kocim przysmakiem. Właściwie Willow nie wiedziała, jak nazywał się ten bezpański kot, ale pasowało jej do niego Paput, więc tak go nazywała od paru miesięcy.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Fintan Farley
Czarodzieje
do you have enough love in your heart to go and get your hands dirty?
Wiek
25
Zawód
przedsiębiorca (diler i złodziej)
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
żebracza
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
8
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
10
15
Brak karty postaci
31-01-2026, 20:42
Kiedyś byli z Willow blisko, więc była w tym pewna łatwość: dopóki skupiał się na tym, co było znajome, szło nieźle. Schody zaczynały się wtedy, gdy zaczynał poświęcać więcej uwagi różnicom, które narosły przez lata. Owszem, znał setki jej małych zwyczajów i sposobów, ale ile z nich zdążyło umrzeć śmiercią naturalną? Ile pojawiło się nowych? A ile wciąż trwało, lecz troszeczkę zmienionych?
Fintan udawał bardziej pewnego siebie i nieskrępowanego niż faktycznie się czuł. Skakał między światami, raz niemagiczny a raz czarodziejski, lecz w tej chwili jakoś uporczywie obijały mu się nauki z dzieciństwa, kiedy Blacksmithowie, a później opiekunowie z sierocińca zabierali go co niedzielę na nabożeństwa. Sam fakt tego, że spędził noc w mieszkaniu Willow było czymś, co za dzieciaka wpojono mu jako zachowanie bardzo źle rzutujące na jej reputację. Normalnie nawet o tym nie myślał, naginając i łamiąc wszelkie zasady społecznego konwenansu. Dlaczego więc akurat teraz przyszło mu to na myśl? Czym różniło się to od tych wszystkich razów, gdy nocował u znajomych płci dowolnej?
— Gdzie tam, nie śmiałbym się z ciebie śmiać — odparł żartobliwie i przez chwilę obserwował Willow, która zachowywała się bardziej niepewnie niż wskazywałby na to fakt, że byli w jej mieszkaniu.
Odnotował, że pominęła odpowiedź na jego pytanie, ale nie potrzebował słów by wyczytać ją z twarzy czarownicy. Przecierane sennie oczy były od dołu podkreślone cieniami, które wskazywały na to, że w nocy Willow nie zaznała tyle odpoczynku ile powinna. Choć właściwie to pewnie był efekt wielu niedospanych nocy i zmiennego trybu życia wiążącego się ze zmianową pracą na komisariacie.
Wspomnienie łazienki przypomniało mu, dlaczego w pierwszej kolejności zaczął zajmować się półką na książki. Dywersja odwracająca uwagę od pełnego pęcherza została właśnie przerwana, a pytania Weasley zatrzymały go jeszcze na krótką chwilę w miejscu. Patrząc jak przegląda zawartość szafek myślał prędko, jednak wciąż tkwił w spirali tego, że nie chce jej robić jeszcze większego problemu niż już się dokonał. Przez moment chciał jej powiedzieć, żeby się nie kłopotała, ale spojrzenie rudowłosej skutecznie wybiło mu tę opcję z głowy.
— Cokolwiek zwykle bierzesz będzie w porządku? — odpowiedział, ale właściwie to co wydobyło się z jego ust było bardziej pytaniem niż odpowiedzią. Tak długo jak ktoś oferował mu jedzenie zdatne do spożycia — czyli nie zapleśniałe i nie skiśnięte — to naprawdę nie miał preferencji. Jak był w Hogwarcie to wyrobił sobie jakiś tam gust względem jedzenia, ale było to już dawno i nieprawda.
Idąc do łazienki mógł obserwować spektakl, jakim była zbierająca się do wyjścia Weasley. Musiał bardzo mocno się pilnować, żeby przypadkiem nie wybuchnąć śmiechem. Pokręcił tylko lekko głową, gdy zniknęła za drzwiami do mieszkania, po czym wszedł do łazienki. Idea dostępu do toalety, bieżącej wody i prysznica zarówno przed snem jak i po była dla niego luksusem, na który często nie był sobie w stanie pozwolić. Dlatego zamierzał skorzystać z okazji, bo kto wie, kiedy nadarzy się kolejna?
Łazienkę opuścił świeży i znów pachnący mydłem i szamponem Willow, przyjemnie przywodzącym na myśl zajęcia z zielarstwa. Naciągnął na siebie wyprany golf i spodnie, włosy zostawił do wyschnięcia tak o, po prostu. Zebrał resztę prania i poskładał wszystkie swoje ubrania, skrupulatnie pakując je do swojego wysłużonego kufra, który również wczoraj przeszedł gruntowne, magiczne czyszczenie. Po ukończeniu zadania opadł na kanapę i po raz pierwszy dotarło do niego, że został w mieszkaniu całkiem sam. Z możliwością, by w każdej chwili wyjść.
Nie zamierzał jednak tego robić, bo bardziej uderzył go fakt, że Willow zaufała mu na tyle, by po prostu zostawić go tutaj samego. Bezdomnego, z odnotowanymi kradzieżami w kartotece.
— Och, Willow — westchnął, chowając twarz w dłoniach. Zaraz podniósł się gwałtownie, intensywnie przecierając oczy i poklepując się po policzkach. Potrzebował zajęcia.
Uchylił okno, wietrząc salon z sennego zaduchu i wpuszczając do środka świeże powietrze, które niosło w sobie nieodległą zapowiedź wiosny. Na pierwszy ogień poszła woda na herbatę, która dochodziła do wrzenia gdy kroił czerstwy chleb, następnie rozkładając go do całkowitego wyschnięcia na pierwszym z brzegu czystym talerzu.
Kiedy Willow wróciła do mieszkania, znalazła go nad zlewem, z pianą na rękach i wpół umytą szklanką w dłoniach, gdy kończył zmywać pozostawione tam Merlin wie kiedy naczynia.
— Udane zakupy? — zapytał niby od niechcenia, ale jego z pozoru lekki uśmiech podszyty był czymś nieco bardziej spiętym.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Willow Weasley
Zwolennicy Dumbledore’a
Nothing you can take from me was ever worth keeping.
Wiek
25
Zawód
Służba w Policji Magicznej
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
22
0
OPCM
Transmutacja
21
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
10
Brak karty postaci
31-01-2026, 21:57
Cokolwiek – tylko to do niej dotarło i już było widać lekkie drgnięcie brwi, sugerujące, że oczekiwała nieco większej decyzyjności. Może raczej wskazówki, żeby nie tracić czasu nad kolejną dorosłą decyzją: pomidor, czy ogórek? Ostatecznie już nic nie odpowiedziała, a w samym sklepie zgarnęła ogórka, pomidora, cebulę i sałatę – tyle warzyw to już dawno jej mieszkanie nie widziało. Potem do torby trafiła kostka masła, aż wreszcie stanęła przed kobiałkami z jajkami. Otworzyła pierwsze z brzegu opakowanie i zastygła na chwilę, widząc tę samą biel, którą widziała w swoim śnie. Przygryzła lekko wargę, a potem strząsnęła sen z myśli, udając, że wcale jej nie prześladował obecnie, nie miał powiązania z rzeczywistością, a całe wróżbiarstwo można o kant stołu rozbić.
Rozbić jak jajko, bo ostatecznie, choć potrafiło w nich rosnąć życie, to były kruche i podatne na rozbicie. Zamknęła więc kobiałkę i wzięła dziesięć jaj, obecność piórek i kurzych odchodów uznała tylko za pozytywne znaki jakości. Jednak na pewno nie były tak dobre, jak te z przydomowego kurnika w Devon. Na odchodne poprosiła o torebkę z kocią karmą, a potem skierowała się do piekarni, ostatecznie, decydując się na ten sam rodzaj chleba, który zdążył nauczyć się niesamowitej sztuki transmutacji i próbował przeistoczyć się w kamień przez ostatnie parę dni.
Kilka kamieni wpakowała też przez przypadek do torebki z kocią karmą, gdy zbierała ją ze starych schodów i zakurzonego dywanika. Paput był sam sobie winien, ale i tak zasłużył na poczochranie po głowie, a potem przebiegnięcie palcami wzdłuż grzbietu, kończąc przy ognie. Koszmarnie słodkie zwierzę, jeszcze do tego mruczące w taki sposób, że człowiekowi całkowicie opada wszelka garda, złość i irytacja. Podstępnik, zasłużył na mandat za przekroczenie piękności – czarownica podrapała kotka przy ogonie, a potem zniknęła za drzwiami, pozwalając dźwiękom chrupania suchej karmy rozchodzić się po klatce schodowej.
– Jestem – zaanonsowała się, gdy zamknęła drzwi – bo przecież sam dźwięk drzwi nie wystarczył, prawda? Farley mógł być jeszcze w łazience albo… mogło go już w mieszkaniu nie być. Zerknęła na buty, lecz te stały wciąż tam, gdzie je wczoraj zdjął. Odstawiła swoje obok nich, tym razem równo ułożone, prawie nienaturalnie jak na nią.
Gdy weszła do salonu, zlustrowała spojrzeniem jego sylwetkę, doprowadzoną już do porządku, nie tylko pod względem samej zmiany z piżamy na strój codzienny, ale przede wszystkim na uprane odzienie. Zatrzymała spojrzenie na jego dłoniach ze szklanką i pianą – nawet nie pamiętała, kiedy jej naczynia były myte ręcznie, zwykle machała na nie zaklęciem, a to wiadomo, że zostawiało zacieki, niedomycia i wiele niedociągnięć, które znajdowała w postaci, chociażby suszonego koperku na talerzu.
– Można powiedzieć, że udane – odpowiedziała dość nieobecnie, a zaraz potem położyła torbę na stole i wpakowała całą zawartość, stawiając tam też otwartą torebkę z kocią karmą. Ściągnęła z siebie płaszcz i przewiesiła go przez krzesło. Już miała kierować się do pokoju, żeby przebrać się w coś bardziej sensownego, gdy zdawało jej się, że dostrzegła mokrą plamę na boku opakowania z jajkami. – Cholera! – wkurzona otworzyła kobiałkę i przyglądała się przez dłuższą chwilę pękniętemu jajku, którego zawartość wyciekała w opakowanie. Musiała je jakimś cudem stłuc przy odstawianiu pod drzwiami. – Jak kupowałam to były całe, przysięgam – jęknęła wręcz ze skrytym żalem do samej siebie. A może do tego obłego kształtu, którego nie była w stanie objąć należytą opieką we śnie? Przez chwilę stała w paraliżu decyzyjnym, nie wiedząc, czy powinna podstawić pod kobiałkę ścierkę, czy wyrzucić jajko do zlewu, a może po prostu pójść po kubek, w którym wsadzi jajko? Ostatecznie próbowała wyciągnąć jajko w taki sposób, żeby nie uszkodzić go bardziej.
Miała taki sprytny plan, że jak tylko się przebierze, to ponownie obleci całe mieszkanie zaklęciem Muffliato, tak jak wczorajszego wieczora, gdy Fintan szorował się pod prysznicem, a jej niespokojny umysł potrzebował znaleźć sobie zajęcie. Może była to zbyteczna ostrożność, ale nie chciała słuchać pytań wścibskiej sąsiadki, tudzież plotek na swój temat. W zasadzie mogłaby mieć to całkowicie gdzieś, bo co, kogo obchodziło, kogo sprawdzała pod swój dach? Przecież nie byłaby jedyną kobietą w takiej sytuacji, świat stawał się nowoczesny, sąsiadka z kamienicy naprzeciwko miała w oknie niemal co wieczór innego jegomościa. Przynajmniej tak wydawało się Weasley, szlag…  czy ona sama też była przez to piekielnie wścibska?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#7
Fintan Farley
Czarodzieje
do you have enough love in your heart to go and get your hands dirty?
Wiek
25
Zawód
przedsiębiorca (diler i złodziej)
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
żebracza
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
8
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
10
15
Brak karty postaci
31-01-2026, 22:58
Fintan skończył ze szklanką i zabrał się za wycieranie naczyń do sucha, zgadując następnie co odłożyć do której kuchennej szafki. Obserwował przy tym Willow, która wypakowywała sklepowe zdobycze na stół — przynajmniej do momentu, jak z otwartej torebeczki nie uderzyła go znajoma woń. Pociągnął nosem raz jeszcze, jakby chcąc się upewnić.
— Kocia karma? — zapytał, unosząc pytająco brew. — Jak na posiadaczkę kota masz zdecydowanie za mało futra na każdej możliwej powierzchni w mieszkaniu — powiedział, zaintrygowanym wzrokiem ogarniając pomieszczenie. No i nie widział nigdzie kuwety i miseczek. Jednocześnie skłamałby, jakby powiedział, że nie ucieszyłoby go, gdyby Willow lubiła koty. Byłoby to tylko kolejne potwierdzenie tego, że...
Nieważne.
To była zbyt niebezpieczna ścieżka myśli, by nią podążyć.
Dlatego wrócił do naczyń, a przynajmniej próbował, bo nagły wybuch Willow całkowicie oderwał go od zadania.
— Co się stało? — zapytał, oddychając z ulgą gdy okazało się, że chodziło tylko o jajko.
Finn otworzył szafkę, w której wciąż jeszcze była pusta kobiałka i łapiąc umytą właśnie szklankę podszedł w dwóch susach do stołu.
— Daj, pomogę — powiedział spokojnie, odstawiwszy rzeczy na stół obok miejsca tragedii. Sięgnął po trzymane przez Willow pudełeczko, łapiąc ją za nadgarstek i odciągając od pękniętego jajka, nie myśląc nawet o tym, co właśnie zrobił. Szybko przełożył pozostałe do starej kobiałki, po czym naddarł tę nową na tyle, żeby oblepiony białkiem kartonik poluzował się wokół pękniętej skorupki.
— Tak będzie łatwiej — powiedział, robiąc Willow miejsce i zostawiając jej wydobycie jajka, samemu podstawiając zaraz obok szklankę. — Nie zmarnuje się — uśmiechnął się, spoglądając przelotnie na dawną przyjaciółkę. Wtedy dotarło do niego to, co przed chwilą zrobił, więc szybko uciekł wzrokiem gdzieś w bok i odchrząknął. Wróciło to samo napięcie, które już od wczoraj towarzyszyło mu niczym cień. — Ale chyba w menu śniadaniowym trzeba będzie wpisać sadzone, albo jajecznicę... z cebulą? — zapytał, zauważając na stole wymienione warzywo. — Nawet ze stłuczonego jajka może w końcu jeszcze coś być — stwierdził, chcąc jakoś Willy uspokoić, bo ewidentnie cała ta sytuacja w jakiś sposób nią wstrząsnęła. Jasne, też nie lubił gdy marnowało się jedzenie, ale miał wrażenie, że to jej wybicie z równowagi wiązało się jeszcze z czymś innym: niewykluczone, że chodziło tu o jego obecność.
Na szczęście dla Willow zaraz po śniadaniu będą mogli się rozmówić — tak, jak się umówili poprzedniego dnia. I nie będzie dłużej jej się narzucał, a czarownica będzie mogła znów swobodnie się poczuć we własnym domu.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#8
Willow Weasley
Zwolennicy Dumbledore’a
Nothing you can take from me was ever worth keeping.
Wiek
25
Zawód
Służba w Policji Magicznej
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
22
0
OPCM
Transmutacja
21
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
10
Brak karty postaci
01-02-2026, 01:14
– Dokarmiam bezdomne koty – rzuciła niezobowiązująco, dopiero po chwili, zdając sobie sprawę, jak to właściwie zabrzmiało. – Przychodzą po prostu czasem pod drzwi – dodała, chcąc rozmyć w dalszej, udawanej, beztroskiej wypowiedzi to, co mogło nawiązywać do obecnego stanu, w jakim znajdował się też Farley. Szkoda, że Willow nie miała pojęcia, jak blisko była prawdy o tym, że to nie były tylko koty pod jej drzwiami.
Czasem rozważała, czy nie przygarnąć faktycznie, któregoś pchlarza. Byłoby znacznie bardziej wesoło, mając takiego czworonoga. Tylko że zwierzęta potrzebowały stabilnych opiekunów, takich, którzy nie sypną do miski „przy okazji”, a codziennie, zaopiekują się, umyją, posprzątają kuwetę, obetną pazurki. Była to cała nowa paczka obowiązków, która w życiu czarownicy mogłaby przysporzyć więcej problemów niż pożytku. I czy takie zwierzę byłoby szczęśliwe, gdyby większość dnia musiało przesiadywać w domu? Tak to te kociska wciąż mogły biegać gdzie chciały, polować na londyńskie szczury, szlajać się po dachach i czuć wolność, która z pewnością zostałaby zamknięta na niespełna czterdziestu pięciu metrach kwadratowych.
– Nie, nie, ja poradzę sobie – zaprotestowała słownie i chociaż chciała wygrzebać jajko, to pozwoliła Fintanowi odciągnąć swój nadgarstek. Wciągnęła powietrze, a dłoń zawisła niemal, jak u lalki, której ktoś postanowił zmienić pozycję. Oczy powędrowały do góry, odnajdując znajomą twarz, tak bardzo skupioną na celu. Powoli zjechała jednak spojrzeniem na kobiałkę, która w tej chwili była już pusta i czekała, aż czarownica pozbędzie się z niej felernego jajka. – Dzięki – rzuciła prędko, gdy oprzytomniała z tego… czegoś, co zatrzymało ją w czasie. Lekki uśmiech ulotnie pojawił się na ustach, nie lubiła marnować żywności. W domu, jeśli nie mama, to babcia potrafiły wymyślić zastosowanie dla jedzenia – suchego, zepsutego, niepełnego. A to jajko? Było absolutnie w porządku. – Jajecznica z cebulką brzmi dobrze – uśmiech pozostał, a białko z żółtkiem powędrowało do szklanki, zyskując w ten sposób nową formę bytu. Gdy jednak Farley odezwał się ponownie, dreszcz zatańczył po karku, a wzrok odszukał jego brązowe oczy, znajdując w nich swego rodzaju spokój. Mięśnie na twarzy złagodniały, źrenice rozszerzyły się lekko i sen, który tej nocy niepokoił jej spoczynek nabrał nowego sensu. Tudzież… więcej sensu? – Zawsześ taki wygadany? – zapytała złośliwie, nieco chcąc się podroczyć, żeby jakoś rozbić tę gęstą atmosferą mającą w sobie zbyt wiele nostalgii i czegoś, co było zbyt trudne do nazwania. – Ale masz jak najbardziej rację… – przyznała, mając w sobie troszkę więcej swobody niż wcześniej. – Z każdego może coś jeszcze być – na tyle więcej swobody, by nie uciec od razu spojrzeniem, przyjrzeć mu się, jego twarzy, małym zmianom, kropelce, która zawisła na czubku niesfornego loka, jaki zdecydował się zaburzyć mir zaczesu w tył i znaleźć swoją własną ścieżkę. Stała tak jeszcze przez moment, aż znów dopadła ją ta niezręczność, cisza i cały absurd tej sytuacji, tego, że stali tu we dwójkę, że przyjęła go pod swój dach, że mieli zaraz zjeść jajecznicę, jak by to było całkowicie naturalne i nie odbiegało od żadnej normy. A odbiegało. Tak cholernie odbiegało od każdej normy. – Jaa… pójdę się przebrać – stwierdziła i cofnęła się raptownie. Rozcierając w palcach lepkie białko jajka w drodze do pokoju, zdała sobie sprawę, że chyba najbardziej w tym wszystkim absurdalne było to, że wbrew pozorom czuła się z tym odbieganiem od normy nad wyraz dobrze.
W łazience umyła ręce i doprowadziła się do porządku, włącznie z wzięciem szybkiego, zimnego prysznica. Chyba Farley zużył ciepłą wodę? Albo może znów był jakiś problem z rurami. Niezależnie od powodu, nie utknęła pod strumieniem na długo. Wróciła do salonu w dżinsach i zielonym swetrze przypominającym samotną konserwową oliwkę.
– W czym ci pomóc?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#9
Fintan Farley
Czarodzieje
do you have enough love in your heart to go and get your hands dirty?
Wiek
25
Zawód
przedsiębiorca (diler i złodziej)
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
żebracza
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
8
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
10
15
Brak karty postaci
01-02-2026, 23:38
Słysząc jej odpowiedź zatrzymał się w pół ruchu i rzucił czarownicy spojrzenie: trochę niepewne, a trochę jednak rozbawione. Koincydencja była dla niego w końcu nieco zabawna, ponieważ wiedział coś, o czym ona nie miała pojęcia. Widział jednak, że chyba zrozumiała jak to brzmiało, więc spróbował rozluźnić nieco atmosferę.
— Miau? — rzucił, po czym zaśmiał się cicho, będąc rozbawionym przez może parę sekund, bo zaraz pochłonął ich dramat pękniętego kurzego jajka.
Zareagował odruchowo, trochę nie myśląc. Za to teraz co rusz w głowie pojawiała mu się uporczywa myśl, czy nie przekroczył jakiejś granicy, jeszcze te cholerne kazania świętobliwych dorosłych, którzy byli wszędzie wokoło w dzieciństwie... naprawdę teraz jego głowa chciała zajmować się tymi prawidłami?
— Nie ma sprawy — uśmiechnął się nieco, wracając do zlewu by wyszorować ręce po dotykaniu kobiałki. Zgarnął potem szmatkę z miejsca gdzie cisnął ją na blat i przerzucił ją sobie przez lewe ramię, ogarniając spojrzeniem kuchnię, wracając zaraz jednak do Willow. Ich oczy spotkały się na krótką chwilę, w której zanurzył się w cieple bijącym z jasnobłękitnych tęczówek. Nie rozumiał, jak błękitny mógł być nazywany chłodnym kolorem. Na pewno ktoś, kto to wymyślił, nigdy nie poznał osoby takiej jak Willy.
Odchrząknął i przytaknął.
— Czyli jajecznica — skwitował, zaczynając otwierać szafki w poszukiwaniu wszystkiego, co miało mu się przydać do zrobienia śniadania. Jakby stał tak jeszcze chwilę dłużej po prostu się na nią patrząc to zrobiłoby się tak niezręcznie, że chyba uciekłby przez okno, byleby tylko oszczędzić sobie i jej tych cierpień.
Odwrócił jednak głowę gdy zaczęła rakiem wycofywać się do sypialni. Dobra, jednak było to też minimalnie zabawne: niby byli dorosłymi ludźmi, a zachowywali się jak ledwo opierzone podloty, które pierwszy raz w życiu wyglądają poza bezpieczne ramy gniazda.
— Jasne, poradzę tu sobie — odparł, wiedząc jednak, że prawdopodobnie sobie nie poradzi. A na pewno nie tak, jak chciałby sobie poradzić w tej bardzo konkretnej sytuacji. Jego umiejętności gotowania były dość... ograniczone. W przeszłości też zdecydowanie częściej urzędował w kuchni bez pomocy magii: czy to w sierocińcu, czy czasem pomagając coś u swoich tymczasowych gospodarzy, którzy akurat przygarniali go na noc. Potrafił wykonywać proste polecenia i podstawowe rzeczy, wiec były szanse, że uda mu się zrobić nawet zjadliwą jajecznicę.
Dlatego więc gdy Willow wróciła do salonu zastała Fintana całego we łzach, mrugającego gwałtownie, by nie pokroić własnych palców razem z cebulą. Popatrzył na nią, widząc dość mocno rozmyty obraz, i pociągnął głośno nosem.
— O. Hm — zamyślił się, na moment przerywając nierówną walkę z cebulą. — Woda na herbatę przed chwilą się zagotowała, zaparzysz? Bo w sumie nie wiem jak pijasz — zapytał jak gdyby nigdy nic, jakby wspólne przygotowywanie śniadania było dla nich najbardziej naturalną rzeczą na świecie. Kiedyś bez chwili zawahania zaparzyłby jej kubek czarnej herbaty, ale nie za mocnej, za to z solidną łyżeczką miodu, a czasem też i z chluśnięciem malinowego syropu albo mleka: nad tym ostatnim nie raz i nie dwa debatowali przy długich hogwarckich stołach, gdzie ona z uporem godnym wołu broniła tej abominacji, a Fintan próbował przywrócić jej zdrowy rozsądek.
Spróbował raz jeszcze posiekać cebulę na trochę drobniejsze kawałki, ale poddał się prędko. — Może się wydawać, że kroiłem tę cebulę siekierą, ale musisz mi uwierzyć na słowo, że używałem noża — spróbował zażartować, ostrzem zrzucając nierówne kawałki palącego w oczy warzywa na rozgrzaną na palniku kociołkowym patelnię, na której strzelało już roztopione masło. Zasyczało, zaskwierczało, a Fintan czym prędzej zabrał ręce, niepewnie patrząc na Willow. — Może nie przypalę — rzucił życzeniowo, ale oczywiście gdy przyszedł czas na wbijanie jajek, cebula była nie tylko zeszklona, ale też dość mocno brązowa na brzegach.
W końcu jednak na talerzach znalazł się chleb i jajeczna masa, miejscami ścięta trochę za bardzo i trochę niedosolona, ale zjadliwa.
— To... smacznego? — zapytał z niepewnym uśmiechem, opadając na krzesło naprzeciwko rudowłosej.
Czy w czasie posiłku miała ich czekać niezręczna cisza, czy jeszcze bardziej niezręczna rozmowa?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#10
Willow Weasley
Zwolennicy Dumbledore’a
Nothing you can take from me was ever worth keeping.
Wiek
25
Zawód
Służba w Policji Magicznej
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
22
0
OPCM
Transmutacja
21
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
10
Brak karty postaci
02-02-2026, 22:45
Czy Fintan właśnie… miauknął? Patrzyła na niego przez chwilę z szeroko otwartymi oczami, mając na twarzy wypisane coś na kształt wstydu, zmieszanego z szokiem. Oczywiście, że było jej odrobinę głupio za porównanie, które mogłoby kogoś zaboleć, a tego nie chciała. Tymczasem ten, którego tak bardzo bała się uszkodzić słowami, sam zażartował z całej tej sytuacji. Parsknęła lekko pod nosem, chociaż na dłuższe rozbawienie nie miała czasu przez to przeklęte jajko. Potem chwila niezręczności, która wprowadzała atmosferę tak gęstą i dziwną, że gdyby skupić się odpowiednio na zaklęciu transmutacyjnym, to z pewnością udałoby się z tego zrobić włóczkę i zapleść szalik. Świat może byłby prostszy, gdyby magia mogła materializować emocje, atmosferę czy uczucia – może nie trzeba byłoby się domyślać w tak wielu kwestiach? Gorzej byłoby z ukrywaniem, ale jeśli ktoś nie miał nic do ukrycia, to sama idea wydawała się niezwykle kusząca.
Willow z pewnością miałaby więcej do ukrycia, niż chciałaby przyznać. Niezależnie, czy stała na straży prawa, czy nie, to uczucia, które miała, pewne opinie powinny zostać okryte zasłoną milczenia.
Całe szczęście miała chwilę, aby odświeżyć głowę, może nie w dosłownym sensie, bo nie miała najmniejszej ochoty moczyć włosów zimnym strumieniem prysznica. Jednak wiele dało jej spojrzenie w lustro i coś tak prostego jak umycie nareszcie zębów – bo w pędzie tego wszystkiego o tym zapomniała, a przysłowiowego kapcia nie pozbyła się przez wypicie kubka wody. Czy miała jakikolwiek plan na dalszą część tego, jak to wszystko miało przebiec? Nie. Tak naprawdę wolała o tym nie myśleć, uciekać, nie tworzyć miliona scenariuszy. Paradoksalnie wolała skupić się na tym, co było tu i teraz, a teraz ewidentnie górna siódemka i szóstka potrzebowała mocnego szorowania. Pewnie po śniadaniu też tego będą potrzebowały, jeśli łuska cebuli wciśnie się między tę dwójkę. Cebula swoim charakterystycznym aromatem zaanonsowała swe rozczłonkowanie już w korytarzyku prowadzącym z sypialni do salonu.
Farley miał sobie poradzić, ale najwidoczniej w pojedynku czarodzieja z dramatycznym warzywem wygrywało warzywo. Cały ten widok rozczulił czarownicę, jednak miast wydać z siebie dźwięk, jak na widok małego uroczego kotka, Willow podparła boki i uniosła brwi w szczerym rozbawieniu.
– Trzeba było użyć Bombardy – zasugerowała i choć ton na początku miała zabawny, to w sumie mówiła całkiem serio. A bo to raz z bratem rzucali Bombardę na cebulę? Co prawda było potem dużo zbierania i głównie używali warzyw do ćwiczenia celowania, ale znalazłoby się zaklęcie, które rozsiekałoby cebulę szybko. Można też było zakląć nóż, aby ten sam rozprawił się z rośliną, unikając aromatycznych tortur. – Zaparzę, zaparzę – przytaknęła, kierując się do metalowego czajniczka, z którego czubka unosiła się obficie para. Wzięła dwa pierwsze z brzegu kubki, które napatoczyły się w jej ręce i do obu wrzuciła po czubatej łyżeczce czarnej angielskiej herbaty. Bez koszyczka, bez woreczka, tak żeby pływały sobie fusy – ktoś mógłby ją posądzić, że będzie chciała z nich wróżyć, ale nic bardziej mylnego, po prostu nie chciało jej się czynić dodatkowych kroków. Do swojej abominacji dodała potężną łyżeczkę miodu z rodzinnej pasieki, a to przypomniało jej, że niedługo będzie musiała uzupełnić zapasy, bo została jej połowa ostatniego słoiczka! Potem otwarty słoik z łyżką postawiła na stole, jeśli gość zechciałby sam się poczęstować.
– Moje wszystkie noże są strasznie tępe, więc wydaje mi się, że siekiera poradziłaby sobie lepiej, dlatego ci wierzę – stwierdziła, trochę trzymając ton żartu, a trochę wskazując na to, żeby nie brał całej winy na siebie, bo jej przyrządy kuchenne naprawdę nie były w najlepszym stanie. Zaraz potem zaniosła kubki z herbatą na stół, następnie wyciągnęła talerze i sztućce, rozstawiając je po dwóch stronach stołu. – Jeśli ktoś ma tu większe prawdopodobieństwo wykonania katastrofy to będę, to ja – zaśmiała się pod nosem, czując się nieco luźniej. – Więc nie przypalisz – dodała, rozjaśniając o co jej chodziło. Zdecydowanie w kwestii pechowości zbierała dziś wszystkie darmowe bony rozdawane przez los, więc nawet nie chciała zbliżać się do kuchenki. Nóż zaczarowała, żeby sam pokroił ogórka i pomidora, bo spodziewała się, że przykładanie do tego siły rąk skończy się gorzej, niż skierowanie odpowiednio precyzyjnie magii, która potem już samoistnie wykonywała mechaniczną czynność. – Aaaa… to? Chwila. Czemu chleb jest czerstwy? – dotknęła kromki nieco zdziwiona i zerknęła pytająco na Fintana. Dopiero wtedy zdała sobie sprawę, że świeży chleb był już pokrojony na stole. Czy już jej coś się rzucało na głowę?
Te całe przygotowania były nawet rozluźniające, zupełnie, jakby pomagały w tym, żeby ta nieszczęsna dwójka ponownie oswoiła się ze swoją obecnością. Małymi krokami zawoalowanymi w prozaiczną codzienność, która obmywała barki spokojem. Nim Willow usiadła do stołu, uchyliła na oścież okno, pozwalając zapachowi cebuli ulotnić się prędzej. W tej samej chwili jakaś dwójka dzieciaków postanowiła zwyzywać się pod oknem, wykrzykując obelgi znacznie bardziej zaawansowane w stosunku do tego, jaki głosy reprezentowały wiek. Ach, Londyn.
– Smacznego – przytaknęła mu, patrząc na jajeczny wytwór, który wyglądał lepiej, niż, cokolwiek zrobiła z jajkami przez ostatnie parę tygodni. I smakował też lepiej, chociaż, jak na jej gust, to brakowało więcej soli, z drugiej strony ona zawsze potrafiła przesolić potrawy. Nic, jednak nie powiedziała, nałożyła widelcem jajecznicę na kromki chleba i przeszła do jedzenia.
Po skonsumowaniu pierwszej kanapki, napiła się herbaty, powoli, sącząc napar, tak aby nie wciągnąć fusów ustami. Trochę znów robiło się niezręcznie przez tę ciszę, ale skoro brzuch nie musiał już udawać orkiestry dętej to można było faktycznie wprowadzić nieco urozmaicenia do posiłku.
– Śniło ci się coś? – zapytała, dokładając na kanapkę plasterek pomidora. – I czy w ogóle dobrze się spało? Czasem zawiewa z okna, mam nadzieję, że nie było ci zimno. Mam jeszcze parę kocy, gdyby były potrzebne – zasugerowała, delikatnie, muskając temat, kolejnej nocy. Brzmiała tak, jakby założyła, że Fintan zostanie, a tego nie mogła być pewna, jednak w ten sposób było jej chyba łatwiej zacząć temat, niżeli, formułując pytanie wprost – co dalej?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): 1 2 Dalej


Skocz do:

Aktualny czas: 14-02-2026, 18:30 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.