• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Szkocja > Caledonian Forest (Highlands)
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
27-09-2025, 22:02

Caledonian Forest (Highlands)
Na wyżynach Szkocji przetrwały fragmenty dawnej puszczy kaledońskiej - lasu, który niegdyś pokrywał niemal cały kraj. Sosny o czerwonych pniach wyrastają tu wysoko, ich igły szumią w wietrze, a pod nimi rosną paprocie i mchy, tworząc miękkie kobierce. Światło wpada do lasu złotymi smugami, a nocą panuje ciemność gęsta i nieprzenikniona. To kraina jeleni, orłów i cichych strumieni, które wiją się między głazami.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Axel Devereaux
Czarodzieje
Je est un autre.
Wiek
25
Zawód
Tancerz, Złodziej, Kelner w Białej Wiwer
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
12
16
Brak karty postaci
19-03-2026, 23:27
7 maja 1962 r.

Wyrwał się tylko na chwilę. Na jedną noc. I już nie potrafił usiedzieć na miejscu. Pierwsze w życiu odwiedziny Szkocji w czasie zjazdu absolwentów w Hogwarcie przekonały Axela, że jednak wyspy mogą być piękne. Na swój sposób, surowy, dziki i nieprzewidywalny. W zadymionym Londynie brakowało mu wiecznie powietrza. Paryż był o wiele bardziej zielony, otwarty i natura przeplatała się z piękna architekturą.
Posmakował raz przestrzeni i teraz już nie mógł sobie odmówić ucieczki. Chociaż na chwilę. Nie mial wiele czasu, ale nawet tych kilka godzin było dla niego ważne.
Zwłaszcza, że znów przeszłość go dogoniła, a on spanikował i tak zagmatwał sprawę, że teraz nawet nie mial pomysłu, jak z tego w przyszłości wybrnąć. Almyra była cierpliwa i wyrozumiała aż do nie pojęcia, ale i tak by go to drażniło, gdyby z tym swoim charakterystycznym uśmiechem powiedziała mu, aby się nie przejmował. Bo ona by mu wybaczyła, nie żywiłaby urazy i cieszyła się, że odnalazł się po tak długim czasie. Taka już była i widocznie się nie zmieniła, a to w niej go zawsze rozbrajało. Rozważał, by znów zniknąć, ale jeśli faktycznie uda mu się postawić stopę na scenie w Arkadii, to nie uniknie jej. I znów będzie się z tym źle czuł. Dlaczego to wszystko było takie skomplikowane?
Kłamstwo układało się na jego języku zbyt beztrosko, zbyt naturalnie, że czasami po prostu zapominał, że można inaczej. Szczerze i po ludzku. Kłamstwo stało się jego tarczą i tam gdzie emocje brały górę, on po prostu kłamał. A jeśli nie kłamał, to tylko wtedy, kiedy się bał, kiedy przed nim był ktoś, kto za to kłamstwo mógł go ukarać i doskonale wiedział, kiedy Axel łże.
Czyste powietrze uderzało do głowy, przyjemnie było czuć zapach natury a nie tylko ciężar smogu w płucach. Axel dotarł do Hogsmeade przez kominek a potem wyruszył jednym ze szlaków wskazanych mu przez miejscowych. Nie był wyborowym wędrowcem, chciał się po prostu przejść i popodziwiać szkockie bezdroża. Miał na to kilka godzin, więc tez nie oddalał się od osad, gdzie żyli czarodzieje. Musiał dziś być z powrotem w Londynie i wrócić do swojej szarej rzeczywistości.
Wszedł głównym traktem do puszczy, nie odchodził od drogi, pilnując się jej. Nie chciał się zgubić, bo doskonale wiedział, że trudno byłoby mu się potem odnaleźć bez pomocy. Zabrał ze soba torbę, w której upchnął coś do jedzenia i picia, tak przynajmniej mu się wydawało, że będzie mądrze mieć cos pod ręką. Różdżka była upchnięta w kieszeń, pod ręką, zabezpieczona przed kradzieżą i na tyle niewidoczna, że jeśli spotka mugola to nie wyda się to dziwne, że ma cos takiego ze sobą.
Maj rozpieszczał ciepłem, chociaż im bardziej oddalał się od zamieszkanych terenów, tym wiatr był bardziej przenikliwy i chłodny. Opatulił się cienkim płaszczykiem, który nijak chronił przed chłodem. Dzisiaj założył ciężkie buty, które zwykle zakładał do pracy w pubie, tam zawsze na podłodze znalazło się rozbite szkło i wolał nie uszkodzić sobie stóp. Dla tancerza były one bezcenne i taka jedna rana mogła go przyprawić o wiele problemów.
Szedł spokojnie, rozglądając się wokół. Myśli powoli przestawały go męczyć i po prostu skupiał się na otoczeniu. To było odświeżające i zdecydowanie musiał pomyśleć o tym, by od czasu do czasu wyrwać się z miasta.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Loretta Krueger
Czarodzieje
I am mine before I am ever anyone else's.
Wiek
20
Zawód
alchemiczka, pracuje w aptece ojca
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
5
0
OPCM
Transmutacja
5
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
20
Siła
Wyt.
Szybkość
7
11
13
Brak karty postaci
22-03-2026, 19:47
Trudno było wyobrazić sobie lepsze miejsce do życia dla zielarza i alchemika niż Szkocja. Choć zimą gromady białego puchu potrafiły przytykać drzwi i okna, a wiejący od północy oceaniczny wiatr urywał głowę i niszczył każdą, mozolnie ułożoną fryzurę, to i tak - wyczekiwanie było warte poświęconego mu czasu. Bo gdy w końcu słońce - leniwe, zaspane babsko - postanawiało zaszczycić ich swoją obecnością, wszystko budziło się do życia. A wraz z tym i ona. Jej chęć, by pracę z małej, aptecznej pracowni przenieść w teren. Bo coraz częściej łapała się na tym, że to, czym się zajmuje, zaczyna przypominać wizytę u uzdrowiciela. Albo u najlepszej koleżanki. Klientki wpadały przez drzwi, wzbudzając dźwięk dzwonka, który rozbrzmiewał tak długo, że umarłego wybudziłby z wiecznego spoczynku. A później rzadko wychodziły szybko. Bo zawsze miały coś do powiedzenia. Zawsze za ich przyjściem kryła się historia, którą - z jakiegoś powodu - chciały powierzyć właśnie jej. W pewnym momencie zaczęła się nawet zastanawiać, czy to nie rozmowa stanowi dla nich lepsze lekarstwo niż wszystkie eliksiry razem wzięte. I ta myśl wcale nie należała do przyjemnych. Bo przecież doskonale znała własne umiejętności. Wiedziała, czym naprawdę chce się zajmować. Podziękowania chciała przyjmować za to, co powstawało w jej kociołku - nie za to, że wysłuchała historii o czyjejś samotności skwitowanej fotografią kota.
A zimą zdarzało się to najczęściej. Zimą sprzedawała też najwięcej eliksirów uspokajających. Tych, które koiły rozum. Tych, które pozwalały w końcu zasnąć. Tych, dzięki którym człowiek mógł poczuć się choć odrobinę lżejszy. I wtedy wszystko stawało się boleśnie jasne. Bo to właśnie zimą ludziom najbardziej brakowało drugiego człowieka. Brakowało im słowa, które mogłoby ich ogrzać. Ciała, które potrafiłoby ukoić ich bolączki. Obecności - czegokolwiek, co w swojej naturze niosło choćby namiastkę ciepła.
Nic więc dziwnego, że gdy w końcu przychodziła wiosna - gdy mogła bez wyrzutów sumienia zamienić pracę za ladą rodzinnego biznesu na poszukiwanie ingrediencji - korzystała z tego niemal natychmiast. Zawsze zaczynała od miejsc najbardziej jej znanych. Tych, co do których miała pewność. A Szkocja takich miejsc miała naprawdę wiele - o ile wiedziało się, gdzie ich szukać. Caledonian Forest skrywał własne tajemnice. Las niemal pradawny, który potrafił dzielić się swoimi skarbami - choć niewielu zdawało sobie z tego sprawę. Porośnięte mchem pnie przywoływały na myśl bajki, które czytała jej matka. Ale im głębiej zapuszczało się w las, tym ten bardziej gęstniał. Ciemniał. Stawał się mroczny. To właśnie odstraszało tych, którzy w pohukiwaniu sowy i w szelestach przemieszczających się zwierząt dostrzegali zagrożenie.
Z zadowoleniem dostrzegła, że strączki pykostrąku były już gotowe do zebrania. Ich zielonkawy odcień kusił - zapewne nie tylko ją. Tak było przecież ze wszystkim, co w życiu dobre. To, co najbardziej jaskrawe, kolorowe i zachęcające, najczęściej okazywało się trujące. Albo przynajmniej zdradliwie toksyczne. Samo zadowolenie było przyjemną odmianą po ostatnich przewrotach w jej życiu. Czuła wyraźnie, że potrzebuje się na nowo ukorzenić - wrócić do własnej rutyny, zamiast wciąż gnać bez celu. Być gonioną. Albo gonić. Spontaniczność miała swój smak. I skłamałaby, gdyby powiedziała, że pokusa, by jej ulec, nie była w niej silna. A jednak - jak widać - zupełnie jej to nie służyło. A przynajmniej tak myślał każdy, kto zdążył się już własną spontanicznością zadławić.
Zebrane strączki schowała do skórzanej, znoszonej torby zielarskiej. Wyłoniła się z krzaków, kierując się w stronę kolejnego, dobrze znanego miejsca - gdy nagle, zupełnie niespodziewanie, tuż przed nią wyrósł mężczyzna. Merlin musiał nad nią czuwać, skoro nie wpadli na siebie z impetem. Odskoczyła gwałtownie, kładąc dłoń na piersi, jakby to mogło uspokoić serce tłukące się zbyt mocno. - Nie zauważyłam pana - powiedziała zgodnie z prawdą, przenosząc spojrzenie na jego twarz. Zawahała się na ułamek sekundy. - Przestraszyłam pana? Bo pan mnie… bardzo. - odetchnęła głębiej, a kącik jej ust drgnął w lekkim uśmiechu. Rzadko spotykała tu ludzi. Właściwie - prawie nigdy. Pozostawało mieć tylko nadzieję, że ten nie należał do tych, którzy czyhają w takich miejscach na cudze życie. Ta myśl przyszła zbyt szybko. I równie szybko starła uśmiech z jej twarzy.
Wiosna 1x: Krajobraz
Chmury nagle się rozstępują. Słońce przebija się ostrym strumieniem światła. Jeden fragment krajobrazu zostaje wyraźnie rozświetlony. Reszta tonie w cieniu. Kolory w jasnym miejscu stają się intensywne. Scena wygląda niemal teatralnie. Trudno oderwać wzrok.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Axel Devereaux
Czarodzieje
Je est un autre.
Wiek
25
Zawód
Tancerz, Złodziej, Kelner w Białej Wiwer
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
12
16
Brak karty postaci
30-03-2026, 22:56
Axel był typowym mieszczuchem, który doceniał naturę i uwielbiał jej bliskość. Mieszkając w Paryżu mial dostęp do rozległych parków i ogrodów, które swoja wielkością przypominały lasy i ogromne łąki, lecz wciąż było to miasto i wystarczyło odnaleźć bramę, by wrócić do betonowej dżungli. W takim terenie jak ten Axel czuł się o wiele mniej pewnie. Otaczającą go cisza rozpraszana przez szum wiatru w koronach drzew, szelest liści i stukot naprężających się od przechyłów drzew brzmiały jak swoista orkiestra natury. Tancerz wydawał się wsłuchany w rytm otoczenia, a kolory i kształty drzew, krzewów, runa i wszystkiego co ogarniał jego wzrok.
Przez chwilę wydawało mu się, że rozumie tych, którzy mieszkają tak blisko natury, czerpią z jej dóbr zbierając zioła, żywicę i liście drzew. Sam nigdy w tym nie był zbyt dobry, nie mial reki do roślin i cierpliwości do dumania nad kociołkiem. Nie był jednak skończonym ignorantem, aby nie rozumieć, że dzięki naturze magia również do nich trafia i niesie swoje dobrodziejstwa.
W całym tym teatrze natury cos w pewnej chwili wydało się Axelowi niepokojące. Usłyszał szelest, trzaśnięcie gałęzi i nagle na ścieżkę, która szedł wyskoczyła drobna postać o blond włosach. Devereaux stanął jak wryty, kiedy dotarło do niego, że nie jest tutaj sam. Był w takich okolicznościach bezbronny, nie licząc różdżki. Cofnął się o krok osłaniając się rekami, bojąc się w pierwszej chwili, że to dziki zwierz.
- Oh... - Wyrwało się z jego piersi, kiedy nieznajoma przemówiła. Wzrok Loretty natrafił na szczupła postać młodego mężczyzny, jego twarz była blada, wyraźne rysy układały się w przystojna twarz a charakterystyczne, zimno niebieskie oczy spoglądały na nią z lekkim przestrachem.
- Wyskoczyła panna z... krzaków. W pierwszej chwili pomyślałem, ze to dzik. - Również odetchnął z ulga, czując jak serce obija się o klatkę żeber. Położył dłoń na piersi próbując wyregulować oddech. Widzac jej minę, tancerz postanowił się przedstawić. - Jestem Axel.
Axel nie wyglądał na kogoś groźnego, ani silnego, a raczej na kruchego i wiotkiego. Był szczupły i bardzo wysoki, ale na pewno brakowało mu tężyzny fizycznej, by moc pomyśleć, że może być zagrożeniem.
Po chwili zawiał silniejszy wiatr, szarpiąc ubraniami i włosami nieznajomych. Axel przymrużył oczy osłaniając twarz dłonią przed poderwanym pylem, a po chwili jego twarz rozjaśniła się. Jego spojrzenie padło na miejsce, gdzie spomiędzy rozstępujących się chmur spłynęło światło słoneczne. Snopy światła objęły polane skryta w lesie, rozjaśniając pnie drzew i sprawiając, że zieleń wokół stawala się jeszcze bardziej soczysta.
- Merveilleux... - Wymamrotał z przejęciem w glosie, ten widok był przepiękny a jego wrażliwa dusza właśnie przeżywała istny zachwyt. - La... - Wskazał dłonią w kierunku spektaklu przyrody. Tańczące w świetle drobinki kurzu i pyłku sprawiały, że miało się wrażenie, że to nie jest rzeczywisty świat, jakby polana stanowiła inny wymiar.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 04-04-2026, 15:08 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.