• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Szkocja > Wyspa Skye (Inner Hebrides)
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
27-09-2025, 21:20

Wyspa Skye (Inner Hebrides)
Skye to wyspa, która wygląda, jakby powstała z marzeń i koszmarów jednocześnie. Jej wybrzeża to mieszanina ostrych klifów, skalnych iglic i zielonych wrzosowisk, które schodzą prosto do oceanu. Cuillin - poszarpane góry - dominują nad krajobrazem, ich cienie kładą się na dolinach pełnych mgieł. Na zachodzie wyspy wznoszą się bazaltowe kolumny Quiraing, przypominające zamrożone stworzenia w skale. Pogoda zmienia się tu w ciągu minut - od złotego blasku słońca po zasłonę deszczu, który spada z nieba nagle i bez ostrzeżenia. Skye jest dzikie i nieprzewidywalne, pełne miejsc, które wyglądają jak nie z tego świata. To wyspa, która nie daje się w pełni poznać - za każdym zakrętem kryje coś nowego, coś, co sprawia, że serce bije szybciej.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Manon Baudelaire
Śmierciożercy
normal is an illusion. what is normal for the spider is chaos for the fly.
Wiek
25
Zawód
alchemiczka w szpitalu św. munga
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
10
OPCM
Transmutacja
4
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
23
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
7
Brak karty postaci
17-01-2026, 11:11
22 maja 1962

Rzadko kiedy pozwalała sobie na entuzjazm, w dodatku takiego rodzaju. Można było powiedzieć, że dzisiejsze późne popołudnie było dla niej prawdziwym testem nie tylko silnej woli, ale granic jako takich. Chłodny wiatr wiejący znad Atlantyku szarpał za ciemne włosy kobiety, jak i ciemnobrązowy płaszcz, zapięty pod samą szyję, którą dodatkowo chronił przed wpływem zimna wełniany szalik w kratę. Powietrze pachniało morską solą i czymś jeszcze, czymś, co było Manon zaskakująco znajome, a jednoczenie tak rzadkie, że wywoływało w niej dodatkowe prądy ekscytacji, które przechodziły swobodnie pomiędzy wszystkimi komórkami jej ciała.
Zasiadła na chłodnym kamieniu, zakładając nogę na nogę. Kolano jednej z nich objęła swoimi dłońmi, zapatrzona w morski horyzont. Wśród niskiego szumu wiatru przebijało się jeszcze rytmiczny plusk fal zderzających się z kamieniami poniżej klifu, od czasu do czasu słychać było zawodzenie jakiegoś przeklętego chyba ptaka. A ona czekała — jak pomnik zaklęty w czasie, za towarzyszy mając sobie tylko zgaszoną zieleń traw, rdzawobrązową ziemię przebijającą się gdzieniegdzie, wzmagający się grafit nieba i analogiczny doń granat morza. Spomiędzy tego, tak jak spomiędzy chmur wiszących nisko nad ziemią, raz za razem przebijał się nieśmiało promień nadziei, jak promień słońca. Że przybędzie na czas. Że nie wystawi jej w tym istotnym dniu.
Że liczyła się dla niego bardziej, niż koledzy i koleżanki, niż adoratorki i adoratorzy, którzy zabiegali o jego uwagę. W gardle kobiety narosła nagle gula niepewności — ona była pewna, że gdyby nadeszła taka potrzeba, rzuciłaby wszystko, aby być obok. Gdyby żądał jej uwagi, jej obecności — spełniłaby jego prośbę z oddaniem, jakiego wymagało łączące ich uczucie, które coraz częściej, odważniej, nazywała w swoich myślach miłością. Tylko w myślach, nigdy na głos, bowiem nie była wcale pewna, czy kiedykolwiek mogłaby wyznać to, co czuła wprost. Zawsze używała do tego emocji współtowarzyszących, lub takich, które były w niej kolejną najsilniejszą emocją. Nienawidzę cię, szeptała więc wprost w usta Mortiego pomiędzy pocałunkami, chciałabym cię mieć tylko dla siebie, znajdowało się zaskakująco blisko do kiedyś cię zabiję. Byli skomplikowani, nie tylko ona, ale oni — razem, osobno, omotani przez los i wplątani pomiędzy własne kłamstwa, najczęściej mówione dla zachowania swojego tylko komfortu, między obietnice bez pokrycia i marzenia, które albo nie miały odwagi jeszcze się zmaterializować, albo — zwyczajnie, po ludzku — spychane były gdzieś wgłąb ich umysłów, gdzie urastały wreszcie do rangi niezaspokojonej obsesji.
Nikt inny nie musiał ich rozumieć. Wystarczyło, że w tym, co między sobą tworzyli, czuli się wygodnie. Prawda?
Od jakiegoś czasu widziała w oczach Dunhama coś, co było w nim wyraźniejsze, gdy spotkali się pierwszy raz. Ten nietypowy głód, który widziała w swoim spojrzeniu, nie do pomylenia z czymkolwiek innym. Pierwszy krok w stronę szaleństwa, do którego krawędzi niechybnie zmierzali — dotychczas przede wszystkim samodzielnie, bez udziału drugiego z nich. Wtedy też, gdy wierzchem dłoni gładziła delikatnie szorstki policzek kochanka, do głowy przyszła jej myśl, która w efekcie zaprowadziła ją na wyspę Skye. Aby plan doszedł do skutku, musiała pociągnąć za kilka sznurków, przypomnieć o zaległych długach wdzięczności i zaciągnąć kilka innych. Dla przekroczenia cienkiej granicy szaleństwa mogła zrobić wiele — i to właśnie uczyniła, za słodką nagrodę uznając sobie fakt, że jeżeli wszystko pójdzie dziś dobrze — przekroczą ją oboje. Czy było coś bardziej romantycznego? Coś, co jeszcze mocniej mogło związać ze sobą losy dwóch ludzi? Nosili już wspólnie jedną tajemnicę. Jednego trupa zakopanego w nieoznakowanym grobie. Już nie raz patrzyli śmierci prosto w oczy.
Ale dziś — och, dziś czekało na nich coś naprawdę wyjątkowego.
— Myślałam, że tu zamarznę — nie czekała nawet na słowa przywitania; starczyło usłyszenie niedaleko siebie cichego, charakterystycznego trzasku teleportacji, aby wiedziała, że Morty Dunham już tu był. Powstała natychmiast z miejsca, w kilka kroków niwelując dzielący ich dystans. Wokół nich nie było nikogo — tylko surowe piękno szkockiej natury, doliny i pagórki, i jedno miejsce skryte przed wzrokiem nieupoważnionych. Manon złożyła swoje zimne już dłonie na policzkach Mortimera, a następnie stanąwszy na palcach, złożyła na jego wargach krótki, acz czuły pocałunek. — Mam dla ciebie niespodziankę — już sam fakt, że przemawiała swoim charakterystycznym, ociekającym słodyczą głosem mógł zdradzić Dunhamowi, że coś mogło być prawdziwie nie tak. Manon uśmiechała się zupełnie niewinnie, ktoś, kto zupełnie jej nie znał, kto widział ją po raz pierwszy, mógł odnieść wrażenie, że nie była zdolna skrzywdzić nawet muchy. Jedna z dłoni opartych na policzkach mężczyzny zsunęła się z niego, przez podbródek na szyję, z szyi na kark, gdzie znalazła idealne miejsce, aby wsunąć palce pomiędzy jego gęste, ciemne włosy. Nie zaciskała ich, jeszcze nie, ale druga dłoń też zsunęła się z policzka mężczyzny, zatrzymała się natomiast na jego podbródku, który został ściśnięty — nieprzesadnie mocno, acz z wyraźną intencją — przez długie palce kobiety. Ta zbliżyła swe usta do ucha Morty'ego, lecz początkowo nie powiedziała nic. Zamiast tego owiała delikatną skórę swym oddechem, kontrastującym w delikatności z porywczym, szkockim wiatrem. — Mam nadzieję, że jesteś na nią gotowy...
by the pricking of my thumbs, something wicked this way comes
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 14-02-2026, 18:30 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.