• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Walia > Cardiff > Tawerna "Pod Mewą i Księżycem" > Przy barze
Przy barze
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
21-06-2025, 23:17
Przy barze
Bar z ciemnego drewna pachnie rumem, solą i dymem. Lustro za ladą nie odbija wszystkiego, czasem coś w nim znika. Barmanka – młoda dziewczyna o czujnym spojrzeniu i kołyszących się gładko biodrach – zna każdego pirata, którego noga przekroczy próg tawerny. Szafa grająca z tyłu sączy melodyjne szanty, ale cicho, żeby nie zagłuszyć szeptów pomykających ponad barową ladą, która lepi się od taniego piwa i podkoloryzowanych opowieści. Tu załatwia się sprawy: zaklęcia, kontrabandy, miłość na noc i znikanie na zawsze. Czasem ktoś zostawia na ladzie zaplutego knuta, czasem – kawałek historii swojej albo Morza Północnego, po którym pływał.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (2): « Wstecz 1 2
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
Philippa Moss
Akolici
Musimy mieć wytrwałość i ponad wszystko wiarę w siebie. Musimy być pewne, że mamy do czegoś talent.
Wiek
25
Zawód
barmanka, matka niuchaczy
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
25
0
OPCM
Transmutacja
16
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
11
11
Brak karty postaci
27-10-2025, 11:22
- Każdy powinien znaleźć swój osobisty sposób, wiesz? – zaczęła niespecjalnie przekonana co do tego, że oto tu i teraz wskazówki obejmą go magicznymi więzami i sprawią, że pokona swoje przeszkody i odetnie się od tego, co parszywe i niewygodne. Nie. To nie działało w ten sposób. – Idziesz swoją drogą, a potem dzieje się coś, spotykasz kogoś, kto pomaga odnaleźć w sobie siłę zdolną to wszystko odeprzeć. Albo inaczej. To, co działa u mnie, może nie zadziałać u ciebie, skarbie. Ale nic nie wydarzy się, jeśli się poddasz i nie spróbujesz – przedstawiła jasno swój punkt widzenia. Sądziła, że wygłoszone słowa dalekie były od wyrysowanych pod męskim czołem oczekiwań, ale nie męczyła tym myśli. Szła dalej – on miał zrobić z tą odpowiedzią, co chciał. Albo nie zrobić zupełnie niczego. – Ale na pewno… – urwała, by pochylić się nieco ku niemu i spojrzeć głębiej w te coraz mniej nieoswojone oczy. – poradzisz sobie – skończyła niespodziewanie krótko i rozciągnęła malinowe wargi w pokrzepiającym uśmiechu. W tej pozycji pozwalała mu jeszcze mocniej zaznajamiać się z zapachem tanich perfum. I bezsprzecznym urokiem czającym się w damsko-męskiej bliskości. Ostatni raz zamrugała tuż pod jego wejrzeniem i wyprostowała wreszcie plecy, aby swobodnie wrócić do pierwotnej pozy. Znów bar przyzwoicie oddzielał od siebie dwa ciała.
Lecz był jeszcze ten trzeci burzliwie dopraszający się o swoje. Pragnący, zaczepny i coraz bardziej napastliwy. Philippa pomyślała, że facet zaraz da mu w pysk i zaprowadzi ostro, po męsku właściwy porządek przy barze, ale to wcale się nie wydarzyło. Oparła łokieć na blacie, dłoń ułożyła pod swoją brodą i z ciekawością przyglądała się całemu zajściu. Sprawy miały się jednak całkiem znośnie. Po Żelaznej Kotwicy już widziała, że ledwo się na nogach trzymał i nie mógł już nikomu i niczemu tu zagrozić. Coś chyba do chłopa wreszcie dotarło, bo oto nagle począł wznosić dłonie w przepraszającym geście i, bełkocząc coś tam niewyraźnie, skierował się chybotliwie do drzwi. Mężczyzna w skórzanej kurtce mógł tu i teraz stać się tutejszym bohaterem – bo wystarczyło, by na dzielnicy właśnie tak go ochrzciła. Mężczyźnie czasem należało pozwolić zadziałać i bronić kobiecej delikatności – nawet jeśli potrafiła poradzić sobie z tym fantem samodzielnie. Niech działa, jej pozostawało tylko patrzeć, czarować wdzięcznym spojrzeniem i podziwiać dumę, która zaraz rozrośnie się w tym samczym spojrzeniu.
Wkrótce drewniane wrota tawerny zatrzasnęły się w wysłużonych futrynach, a ona zacmokała z uznaniem, sięgając po butelkę z należytym trunkiem. Złoty napój pokornie wypełnił szkło, by za chwile ruszyć ku ustom zasłużonego wybawiciela. – No proszę, spisałeś się. Problem rozwiązany, polazł daleko i szybko tu nie wróci – odezwała się z nutą nieskrytego zachwytu i posunęła po blacie szklaneczkę. – Teraz się grzecznie napij. Nikt niespełniony nie wychodzi z mojego baru, skarbie – wyjaśniła i sięgnęła palcami do jego rękawa, by pociągnąć go trochę bliżej, do siebie. Nikt. Może tylko Żelazna Kotwica, lecz ten obecnie szukał spełnienia, którego żadna z barmanek mu tutaj nie mogła ofiarować. Jego cel mieścił się zatem daleko od dachów Mewy i Księżyca. – Jesteś głodny? Mamy dzisiaj całkiem przyzwoitą potrawkę, nie przesadzam – kontynuowała czarowanie gościa. Zamierzała porządnie o niego zadbać i przypilnować, by równie porządną ilość monet pozostawił za tutejszym barem.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#12
Mitch Macnair
Śmierciożercy
Wiek
27
Zawód
Architekt i budowniczy
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
0
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
8
10
Brak karty postaci
30-10-2025, 20:42
Każdy swój sposób? Może coś w tym było. Nie mógł odmówić jej słowom sensu. Miała racje, każdy był zbudowany z innej gliny i inne rzeczy na niego działały, przynosiły ukojenie. Kiedy wspomniała o „tej osobie” mimowolnie uśmiechnął się lekko sam do siebie. Wydawało mu się, że on w zasadzie już taka osobę znalazł, a w zasadzie odnalazł po latach. Nigdy by się nie spodziewał, że ich losy potoczą się w taki sposób. Szkolna znajomość zmieniła się najpierw w przyjaźń, potem romans by na końcu wsunął jej na palec pierścionek i byli w trakcie przygotowań do ślubu. Być może to właśnie ona miała być jego siłą, która pozwoli mu wyjść z tego tymczasowego dołka.
- Na całe szczęście w moim słowniku nie ma słowa porażka, ale poddanie się. - odparł spokojnie kiwając przy tym lekko głową i nawet pozwolił sobie na lekki uśmiech.
Znów miał okazję przyjrzeć jej się dokładnie. Poczuć jej perfumy, które z pewnością nie były z najwyższej półki, ale mimo wszystko miały przyjemny zapach. Z całą pewnością potrafiła omamić mężczyznę bez problemu, sprawić by był na każde skinienie jej palca i pewnie jeszcze z pół roku temu i na niego by to podziałało. Pół roku temu, ale nie w tym momencie. Co prawda nie miał zamiaru odmawiać sobie niewinnego, nic nieobiecującego flirtu, ale jeśli chodziło o resztę, tutaj był jednak wierny do bólu.
Nie ruszył się nawet o minimetr nie spuszczając wzroku z pijaczka. Jedynie na moment rzucił spojrzenie barmance, która postanowiła zrobić krok w tył i obserwować całe przedstawienie opierając się wygodnie o bar. Może to w sumie i lepiej. Macnair był gotowy użyć siły jeśli zaszłaby taka potrzeba, w zasadzie już nawet sięgał do kieszeni, w której trzymał różdżkę, kiedy Kotwica postanowił jednak odpuścić. Nie miał pojęcia czy dotarło do niego, że nic nie ugra, w to wątpił akurat, czy po prostu jego upity umysł nagle zainteresował się czymś kompletnie innym. Obserwował jak ten unosi dłonie w przepraszającym, a może też poddańczym geście, po czym bardzo chwiejnym krokiem, po drodze obijając się o krzesła i stoły, kieruje się do drzwi. Dopiero kiedy te się za nim zamknęły z lekkim trzaskiem poczuł jak spięte miał mięśnie barków. Opuścił je więc lekko i wrócił na swoje miejsce na stołku.
- Nie żeby to było jakieś specjalne wyzwanie. - wzruszył ramionami na nowo skupiając spojrzenie na barmance - Chociaż pewnie jedyne miejsce gdzie go dzisiaj nogi zaprowadzą to do jakiegoś rowu. - dodał z rozbawieniem chwytając w dłoń szklankę.
Upił łyka alkoholu przez chwilę trzymając go w ustach, po czym pozwolił mu na spokojnie spłynąć przez gardło. Mimowolnie zaśmiał się cicho na jej słowa. Kotwica z pewnością wyszedł niespełniony, ale na całe szczęście nie był to ani jego, ani jej problem. Niech szuka chłopaczyna szczęścia gdzieś indziej, chociaż wątpił aby je znalazł gdziekolwiek w takim stanie.
- Potrawkę? - uniósł brew ku górze - Niee, dziękuję, nie jestem głodny. Już dawno nauczyłem się jeść przed wyjściem na takie zakrapiane gry w pokera. Teraz jedynie nie ma pokera, ale nie zmienia to faktu, że twoje towarzystwo zdecydowanie wynagradza ten brak. - uśmiechnął się lekko znad krawędzi szklanki puszczając jej oczko.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#13
Philippa Moss
Akolici
Musimy mieć wytrwałość i ponad wszystko wiarę w siebie. Musimy być pewne, że mamy do czegoś talent.
Wiek
25
Zawód
barmanka, matka niuchaczy
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
25
0
OPCM
Transmutacja
16
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
11
11
Brak karty postaci
01-11-2025, 14:08
Ależ tak, niczego innego się nie spodziewała. Właśnie tacy bywali mężczyźni. Przy kobiecie, w wywyższającej ich roli, gdy mogą się wykazać, gdy mogą zamanifestować swą siłę i zdecydowanie, żaden nie przyzna się do trudności, nawet gdyby faktycznie takie się pojawiły. Lubili, kiedy one ich doceniały, lubili otrzymywać zadania godne zaprezentowania swych możliwości. Ach, ci mężczyźni. Czarujący uśmiech barmanki zdawał się pieczętować jego słowa dodatkowym uznaniem. Niech ma, niech czuje komfort i wyjdzie stąd wkrótce w pełni doceniony. Philippa taką tu miała rolę i potrafiła doskonale odnaleźć się w podobnych okolicznościach.
– Sądzisz, że jedynie do rowu? Zbyt dobrze go znam, znajdzie sposób, by wniknąć między damskie nogi, choćby miał przy tym paść na krzywy ryj – zrobi to, w tym przypadku będzie bardzo uparty – stwierdziła bez większego przejęcia, zupełnie jakby oceniali dzisiejszy wiatr czy fabryczny smród w powietrzu. Ot, tutejsza codzienność powtarzała się, choć karty kalendarza wciąż się zmieniały. Tak właśnie mijało im życie w dokach. Wciąż te same historie, te same pragnienia i ten powtarzalny błysk w oku. Ona dobrze już znała takie historie i mało co mogło ją w tym względzie zadziwić.
Cieszył ją jednak widok ze smakiem spijanego trunku. Zadowolony klient to dobra wizytówka dla tawerny i zawsze dodatkowy galeon w kasetce. Dopóki dobrze im się piło i zamawiali dolewki, biznes się kręcił, a ona miała całkiem przyzwoitą płacę jak na tę dzielnicę i wykonywaną robotę. Choć z tego wszystkiego i tak najlepsze pozostawały napiwki. Zamrugała symbolicznie, pozwalając mu podziwiać piękne rzęsy. To jak będzie, kamracie? Odliczona ilość monet, czy coś więcej dla barmanki, która nie zlała cię ciepłym moczem? Śmiał się, był porządnie zaopiekowany, choć przychodził tu jako obcy, po którym mogła się spodziewać różnych rzeczy. Oby nie był tylko tym prymitywnym draniem, oby dorzucił coś od siebie.
– Szkoda, mój kochany – zacmokała z teatralnym rozczarowaniem i zabrała mu sprzed nosa puste szkiełko. – Ale kiedyś w końcu zgłodniejesz i do mnie wrócisz. Jestem absolutnie pewna. Każdy wraca… - przemawiała melodyjnie, odwzajemniając jego figlarny uśmieszek. – Ale wiesz co? Tam w rogu za kwadrans pojawią się chłopcy z kartami. Może mógłbyś do nich dołączyć? Domyślam się, że z pustymi kieszeniami nie przychodzisz. Przyjmą cię – zaproponowała nagle i odsunęła się kawałek od niższego blatu w barze. Gdy gość uiścił opłatę za solidne porcje alkoholu, nadszedł czas pożegniania:– A teraz musisz mi wybaczyć, piraci czekają, rum się sam nie poleje. Nawet w świecie czarodziejów – zakomunikowała, nim oddaliła się od niego, by po tej pogawędce wyjść zza kontuaru i zainteresować się tym, co działo się na sali. Z wypchaną po brzegi różnymi trunkami tacą udała się wprost w labirynt krzeseł i stołów – to tam toczyło się prawdziwe życie tej tawerny i to stamtąd galeony docierały wprost do kieszonek w jej spódniczce.

zt2
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#14
Mitch Macnair
Śmierciożercy
Wiek
27
Zawód
Architekt i budowniczy
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
0
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
8
10
Brak karty postaci
01-04-2026, 17:15
20.05.62'

Może nie było tak, że zżerała go ciekawość, ale z całą pewnością był zainteresowany. Znał Kenneth’a już dobre kilka lat i nie przypominał sobie aby kiedykolwiek chociażby pojawiła się kobieta, która byłaby w stanie zatrzymać go przy sobie na dłużej. Znał charakter kumpla i jego podejście do życia, dlatego tym bardziej nie spodziewał się, że ten będzie w stanie zatrzymać się przy jednej. Pod tym względem byli podobni i chociaż Macnair nigdy nie zaprzeczał, że kiedyś w końcu chce założyć rodzinę, to w ostatnich latach również nie koniecznie wytrwał w jakimś związku za długo. Zawsze było coś nie tak, albo z jego albo z jej strony i w efekcie końcowych rozchodzili się, czasami na dobry, a czasami na złych warunkach. Miał wrażenie, że nadal szuka, że jeszcze nie znalazł kobiety, w której odpowiadałoby mu wszystko, której wady potrafiłby przekuć w coś dobrego, a nie męczyć się z nimi. Wychodził z założenia, że ma jeszcze czas, chociaż z roku na rok był coraz starszy. Raptem kilka dni temu skończył dwadzieścia siedem lat i chociaż gdzieś tam z tyłu głowy majaczyła mu pewna myśl na temat pewnej panny, to jeszcze jej do siebie aż tak bardzo nie dopuszczał.
Tego dnia jednak miał inną misje. Chciał się na własnej skórze przekonać czy panna kapitana Złotej Łani faktycznie jest taka świetna. A może inaczej, chciał się dowiedzieć co w niej jest takiego, że ujarzmiła najbardziej wolnego ducha jakiego znał. Przekroczył próg znanej już sobie tawerny w dobrym humorze, bez żadnego planu, ale z uśmiechem na ustach. Zastanawiał się czy może spotka dzisiaj tą miłą, ciemnowłosą kelnerkę, którą miał przyjemność poznać ostatnim razem kiedy jego stopa zawitała w tych skromnych progach. W zasadzie nawet nie wiedział jak się nazywała, bo zajęty ogarnianiem pijanego gości, nawet nie zapytał o jej imię, a przecież tak ładnie się nim wtedy zajęła. No cóż, najwyżej podpyta się Riven, jak tamta druga się nazywała, ale to był plan na przyszłość.
Nie był specjalnie znany w tym miejscu, nie bywał w Cardiff jakoś specjalnie często, przeważnie jeśli akurat tutaj, a nie w Londynie, cumował Kenneth i potrzebował pomocy przy naprawie statku. Czasami pomagał też innym, jeśli oczywiście zaproponowali odpowiednie pieniądze za jego usługi, bo przecież nie pracował za darmo. Ale na ogół mało kto go tutaj znał, jeśli miał wyjść gdzieś na drinka, to w Dunwich miał swój ulubiony bar lub ewentualnie wybierał się do Londynu, gdzie również znał kilka porządnych lokali. Nie miał jednak nic przeciwko tawernie, raz na jakiś czas dobrze było odwiedzić jakiś inny lokal.
Wszedł pewnym krokiem do środka. Większość stolików była zajęta, pewnie stałymi klientami. Siedzieli i rozmawiali, grali w karty lub się z czegoś śmiali, jakiś samotny jegomość siedział w kącie, oparty o ścianę przytulając do siebie butelkę chyba drzemał. Typowy portowy obrazek. Mitch jednak nie zajął miejsca przy żadnym wolnym stoliku, a od razu skierował się do baru, gdzie klapnął spokojnie na stołku. Spojrzenie brązowych oczu od razu padło na młodą barmankę. Po tym jak opisał mu ją Kenneth, nie miał żadnych wątpliwości, że stoi przed nim nikt inny, jak panna Riven. Musiał przyznać kumplowi jedno, kijem by się nie opędzał. Dziewczyna miała wszystko na swoim miejscu, niebieskie oczęta, które nie jeden z całą pewnością chciałby aby na nim spoczęły, i z uśmiechem, za który chciało się umrzeć. Wizualnie niczego jej nie brakowało, była z całą pewnością marzeniem każdego faceta w porcie, teraz już kompletnie nie dostępnym i nieosiągalnym. Nie umknął mu wisiorek na jej szyi i jakoś mimowolnie uśmiechnął się do siebie. Kenneth ty zwyrolu. Jednak jakby nie patrzeć, wygląd to nie wszystko, ciekawiło go jaka jest naprawdę.
Zdjął z ramion skórzaną kurtkę i odłożył ją na wolny stołek obok, po czym podwinął rękawy ciemnej koszuli, jednocześnie obwieszczając, że ma zamiar trochę tu posiedzieć. Przed sobą położył paczkę fajek, jednocześnie wyciągając jednego papierosa i odpalając go zaciągnął się porządnie. Czekał spokojnie, a blondwłosa piękność go zauważy i podejdzie przyjąć zamówienie. Nie śpieszyło mu się, miał czas.
A kiedy wyłapała jego spojrzenie, uśmiechnął się do niej łagodnie i skinął lekko głową, dając znak, że jest gotowy coś zamówić.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#15
Riven Thorne
Akolici
Feel the rain on your skin. No one else can feel it for you. Only you can let it in. No one else.
Wiek
24
Zawód
Barmanka, kochanka kapitana Fernsby
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
10
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
11
Brak karty postaci
01-04-2026, 21:50
Sama nie wiedziałam czy byłam osobą cierpliwą czy nie. Na pewno miałam dużo cierpliwości do klientów tawerny, inaczej już dawno wyleciałabym na zbity pysk. Jednocześnie nie potrafiłam czekać i jeśli coś chciałam, to bardzo chciałam mieć to już, teraz i natychmiast. Metodyczne i spokojne dążenie do celu nie było moją domeną, czekanie mnie denerwowało. A jednak potrafiłam od lat czekać na mężczyznę, który wpadł mi w oko już przy pierwszym spotkaniu. Naprawdę nie wiedziałam, czy mogłam się nazwać cierpliwą czy też nie. Teraz byłam w trudnym okresie, a moja cierpliwość wystawiona była na próbę. Kenneth wypłynął kilka dni temu, minie jeszcze trochę czasu nim wróci. I chociaż wiedziałam, mniej więcej, kiedy to ma nastąpić, to za każdym razem oglądałam się w stronę drzwi gdy ktoś wchodził sprawdzając, czy to nie portowy chłopiec z informacją, że Łania cumuje. Wieczorami patrzyłam w stronę ujścia portu, czasem nocą używałam swojej animagicznej formy i siwa wrona latała nad portem. Tego dnia gdy Kenneth wypływał również mu towarzyszyłam, byłam cholernie ciekawa kiedy to zauważy i zacznie zastanawiać.
Uniosłam spojrzenie w stronę wejścia słysząc, że się otwierają. Stanął w progu młody mężczyzna z uroczym uśmiechem na ustach. Nie kojarzyłam jednak jego twarzy, patrząc po ubiorze mogłam śmiało stwierdzić, że nie był stąd. Nawet nie specjalnie był związany z portem, taka była moja teoria. Byłam jednak zajęta, kufle się same nie napełnią, więc nie zatrzymałam swojego spojrzenia na nim na zbyt długo. Czas mijał mi na pracy, trochę też ćwiczyłam swoje umiejętności. Przynajmniej się zbytnio nie nudziłam, dni mijały dość szybko i wiedziałam, że nim się obejrzę, to Kenneth będzie już z powrotem w porcie. Ale te noce, które spędzałam w swoim małym mieszkanku, były bardzo ciche i samotne. Szybko przyzwyczaiłam się do obecności kogoś w łóżku, do wspólnych nocy i wieczorów. Teraz gdy byłam sama już wiedziałam na czym ta cała trudność naszego układu miała polegać.
Wyszłam z za baru lewitując przed sobą kilka kufli mocnego portowego piwa i minęłam naszego nowego gościa. Spódnica falowała przy każdym moim kroku, podwinięty rękaw prawej ręki lekko się poluźnił. Czułam jak obcy mężczyzna mi się przygląda, trochę specjalnie z początku nie zwracałam na niego uwagi w pełni skupiając się na swoim zadaniu. A co, niech poczeka. Rozsiadł się na tyle, że nie wyglądał jakby mu się spieszyło. I coś mi śmierdział, bo czego ktoś taki szukał w Cardiff?
Gdy rozniosłam piwo i wróciłam za bar nie mogłam go dłużej ignorować. Spojrzałam więc w jego stronę, moje spojrzenie spotkało się z jego brązowymi oczami i posłałam mu uroczy uśmiech. Zbliżyłam się w jego kierunku nie spuszczając z niego wzroku. Był jedyną osobą siedzącą przy barze i chyba nie zapowiadało się, aby ktoś zaraz miał tu usiąść i zająć pozostałe krzesła. Oceniłam go szybciutko, zmierzyłam wzrokiem stwierdzając, że jest całkiem niczego sobie i oparłam się o bar, skupiając się już w pełni na nim.
- Przepraszam, że musiał pan czekać - zaczęłam grzecznie, w końcu był klientem, a klientów powinnam obsługiwać jak najszybciej. Co prawda bywało z tym różnie. - Co podać? Mogę nalać piwa, mam też otwartą dobrą whisky i mocny rum. Mamy też posiłki, jeśli jest pan głodny mogę coś zaproponować - trajkotałam radośnie przedstawiając ofertę. - Nie jest pan stąd.
Nie pytałam. Stwierdzałam fakt, moje spojrzenie mimowolnie zlustrowało go od czubka głowy po pas, tyle mogłam dostrzec zza lady. Czekając na jego odpowiedź i zamówienie poprawiłam naszyjnik, czasem chował się pod koszulę, czasem zaczepił o guziczek. Był ciężki, a jego ciężar był dla mnie wyjątkowo wyczuwalny. Nosiłam go jednak z dumą i nie ściągałam, tym bardziej teraz, kiedy Kennetha nie było w porcie.
- Jest pan tu pierwszy raz? Jestem pewna, że zapamiętałabym taką twarz - zmrużyłam lekko oczy, ale uśmiech nie schodził z mojej twarzy. - Ktoś polecił panu to miejsce, co? Może znam? Mam nosa do takich rzeczy.
Zaśmiałam się, dumnie wyprostowałam i czekając na jego reakcję machnęłam różdżką, a kufle pozostawione przy właśnie opustoszałym stoliku podleciały do baru.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#16
Mitch Macnair
Śmierciożercy
Wiek
27
Zawód
Architekt i budowniczy
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
0
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
8
10
Brak karty postaci
02-04-2026, 20:41
Doskonale wiedział, że nie pasuje do tutejszego obrazka. Nie żeby komuś coś brakowało, ale niektórym z pewnością przydałby się prysznic albo wizyta u fryzjera, no w ostateczności czyste ubrania. Wiedział jednak, że port rządził się swoimi prawami, mało kto tutaj oceniał siebie za wygląd, w każdy razie jeśli chodziło o lokalsów. On się zdecydowanie wyróżniał. Zawsze dbał o swój wygląd, jego zarost był idealnie przycięty, włosy tak samo, chociaż nie mógł powiedzieć, że były jakoś specjalnie ułożone, bo one akurat żyły własnym życiem. Klucz to dobre strzyżenie. Nosił się również inaczej. Daleko było mu do portowego ubioru, nie nosił marynarskich kurtek czy pocerowanych koszul. Czarne spodnie, ciemna koszula i skórzana kurtka były w zasadzie częścią niego. Dobrze czuł się w ciemnych ubraniach i w zasadzie jakby tak zajrzeć do jego szafy to wisiało tam może raptem kilka jaśniejszych koszul w tym dwie białe, które ubierał do garnituru czy szaty wyjściowej kiedy była taka potrzeba. Dlatego w żadnym razie nie zdziwiło go kilka podejrzliwych spojrzeń, które zostały mu rzucone kiedy szedł przez sale w kierunku baru.
Siedząc przy barze i popalając na spokojnie papierosa zaczął się zastanawiać czy dzisiaj przypadkiem znowu nie wpadnie na tego pijaczka co ostatnio. Nie było szans by tamten go pamiętał, był pijany w trzy dupy, ledwo trzymał się na nogach, a przede wszystkim, to było dwa miesiące temu. Nawet on nie był w stanie przypomnieć sobie jego facjaty, ale z pewnością gdyby go zobaczył to by go rozpoznał. Jak tak teraz myślał, to to wszystko wydało mu się zabawne. Wtedy też przyszedł do tawerny, bo umówił się z Kennethem na partyjkę kart, ale ten się nie pojawił. A teraz znów tu był i ta wizyta również miała dużo wspólnego z Kennethem.
W końcu kapitanowa panna postanowiła w końcu zwrócić na niego swoją uwagę. Miał wrażenie, że z początku specjalnie go ignorowała, ale nie mógł jej za to winić. W końcu tutaj nie pasował. Finalnie jednak był klientem, który miał zamiar wydać tutaj swoje pieniądze, więc w końcu należało się nim zająć. Przez chwilę nawet mierzyli się wzrokiem, obczaiła go całego, co mu kompletnie nie przeszkadzało, w końcu sam zrobił z nią wcześniej dokładnie to samo. Co było z tymi kobietami i ich pojedynkami na spojrzenia?
- W żadnym razie nic się nie stało, ja mam czas. - odezwał się spokojnie wypuszczając dym przez nos.
Doskonale wiedział czego chce się napić, chociaż w sumie zaciekawiła go propozycją posiłku. Ostatnio, ta druga barmanka zaproponowała mu jakąś potrawkę, ale nie był specjalnie głodny, może tym razem się na coś skusi. Zanim jednak zamówił, zaśmiał się na jej stwierdzenie.
- Aż tak widać? - uniósł brew ku górze, niby to zaskoczony jej słowami, ale po chwili pokręcił głową z rozbawieniem - Trafiła pani w punkt. Nie jestem stąd, jakiekolwiek stąd miała pani na myśli.
Podobała mu się ta jej bezpośredniość. Wyrobiła ją sobie pewnie przez lata użerania się z tymi wszystkimi pijakami, musiała być też pewna siebie. Ale była też również w pracy, więc domyślał się, że ten jej uśmiech również jest wyuczony. Co wcale w niczym nie przeszkadzało, bo był ładnym widokiem do oglądania.
- Tu jednak skucha, nie jestem tu pierwszy raz. Ostatnim razem obsługiwała mnie pani koleżanka, więc nic dziwnego, że mnie pani nie pamięta. - zaciągnął się na spokojnie papierosem - Ale tak, w zasadzie polecił mi tawernę znajomy. - dodał po chwili uśmiechając się lekko pod nosem - A więc uważa pani, że mam twarz wartą zapamiętania? - uniósł po chwili brew ku górze.
Na razie nie miał zamiaru zdradzać się z tym, że jest znajomym Kenneth’a. W zasadzie nie wiedział czy w ogóle to zrobi, wszystko zależało od tego jak potoczy się ta rozmowa. Po chwili jednak przełożył sobie papierosa do lewej dłoni, a prawą wyciągnął w jej stronę.
- Mitch. - uśmiechnął się do niej - I poproszę rum, macie naprawdę dobry rum. - złożył w końcu swoje zamówienie.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#17
Riven Thorne
Akolici
Feel the rain on your skin. No one else can feel it for you. Only you can let it in. No one else.
Wiek
24
Zawód
Barmanka, kochanka kapitana Fernsby
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
10
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
11
Brak karty postaci
Wczoraj, 16:13
Mężczyzna nie wyglądał na człowieka, któremu przeszkadzała by ta chwila oczekiwania. Klientów też należało wyczuć. Czasem przychodzą tacy jegomości, co lepiej by nawet pół minuty nie czekali, bo skończyć mogłoby się to burdą. Ale są też tacy, którym się po prostu nie spieszy. I to czy będą czekać minutę, dwie czy pięć właściwie nie robi żadnej różnicy. Ten oto mężczyzna chyba do takich właśnie należał. Na jego słowa odpowiedziałam więc uśmiechem, czułam że będzie spokój i mogłam się rozluźnić. Nie wyglądał na takiego co wszczynał kłótnie i szedł się lać po mordzie za krzywe spojrzenie.
Zaśmiałam się pod nosem i kiwnęłam głową.
- Oj, widać bardzo - odparłam nadal rozbawiona. - Proszę się tylko rozejrzeć.
W porcie występował inny styl ubierania. Ludzie, którzy tu mieszkali głównie nie należeli do specjalnie bogatych. Stroje były skromne, często czuć było marynarski styl. Mężczyźni ubierali się typowo, a jeśli byli jeszcze marynarzami lub kapitanami, to nie można było ich z żadnym innym miejscem pomylić. Kobiety też, często długie spódnice, koszule z podwiniętymi rękawami i ta siła i zawziętość w spojrzeniu. Tu kobiety musiały być silne, aby czasami miesiącami dać sobie radę bez swojego chłopa u boku. I ja też się tego uczyłam.
- Stąd, czyli z portu. Tego portu - lekko kiwnęłam głową. - Inaczej na pewno bym pana kojarzyła. Ale, sądząc po akcencie, to jest pan Anglikiem, prawda?
Uniosłam lekko brwi, szczerze zdziwiło mnie, że nie był to jego pierwszy raz tutaj. A jak wspomniał o koleżance, to już wiedziałam, że pewnie chodziło o Philippe. Może chciał ją spotkać jeszcze raz? Nie zdziwiłabym się, panna Moss silnie przyciągała mężczyzn, działała na nich jak lep na muchy. Nic więc dziwnego, że mężczyźni wracali tu tylko po to, aby im nalała piwo czy uraczyła miłym słówkiem. Przechyliłam lekko głowę.
- Koleżanka będzie dopiero jutro, ale chyba nic nie stoi na przeszkodzie, aby odwiedzić nas po raz trzeci? - Puściłam mu oczko i nachyliłam się lekko nad blatem. - I oczywiście, że tak. Wysoki brunet o ciemnych oczach z uroczym uśmiechem, już zapamiętałam. Tylko jeszcze nie wiem czy dobrym, czy kłopotliwym sensie.
Bardzo dobrze się bawiłam. Nie robiłam właściwie nic złego, ot miła rozmowa z klientem tawerny, który może dzięki temu komplementowi wróci do nas jeszcze kiedyś, jeśli faktycznie będzie w okolicy. Szybko zabrałam się za robotę, za to nalewanie rumu.
- Riven - przedstawiłam się, gdy szklaneczka stanęła naprzeciwko Mitcha. Już miałam coś dodać, o coś zapytać, gdy kolejny klient pojawił się przy barze.
Posłałam mu przepraszające spojrzenie i przesunęłam się w stronę drugiego mężczyzny. Też był obcy, więc rozmowę zaczęłam w podobnym tonie nie bacząc na to, że Mitch mógłby cokolwiek usłyszeć. Padło pytanie, że pan jest nie stąd. Coś o godnych zapamiętania oczach, chęci pomocy, gdyż mężczyzna kogoś szukał. Gdy zadowolony, z połechtanym ego i pełnym kuflem piwa odszedł w stronę wolnego stolika, ja jednym susem znalazłam się znów obok bruneta. Uśmiechnęłam się szeroko biorąc się za szorowanie kufla.
- Nadal mamy tak dobry rum, jak pamiętałeś? - Zagadnęłam.
Klient jak klient, nie wiedziałam, że Mitch jest tutaj z jednego konkretnego powodu. I że tym powodem jestem ja. Dlatego traktowałam go normalnie, jak każdego nowego, który się tu pojawiał. Tawerna miała być kojarzona dobrze, obsługa, czyli chociażby ja, miałam się wyróżniać. Dawać także poczucie swojskości, nie byliśmy miejscem dla klientów zadzierających nosa wyżej niż czubek głowy, co to, to nie. I myślę, że czuć to było od samego wejścia. Tu się piło piwo i rum, jadło się potrawkę, wieczorami grała muzyka i śpiewano radośnie szanty. Dziś co prawda była dość spokojnie, ale śmiechom i głośnym rozmowom nie było końca. Zerkałam tylko na salę czasami, czy aby nic się nie dzieje i nikt nie przywołuje mnie gestem ręki. Drugi barman wrócił z zaplecza, nie byłam więc już sama i mogłam skupić się na swoich obowiązkach. W tym na rozmowie z nieznajomym.
- Twój znajomy ma dobry gust, że cię tutaj przysłał - zaczepiłam go, rzucając mu krótkie spojrzenie.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): « Wstecz 1 2


Skocz do:

Aktualny czas: 04-04-2026, 15:09 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.