• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Wschodni Londyn > Portowy pub "Sól i Mgła" > Główna sala
Strony (2): 1 2 Dalej
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
01-11-2025, 14:09

Główna sala
Główna sala "Soli i Mgły" tętni życiem od świtu do późnej nocy. W powietrzu unosi się ciężki zapach rumu, whiskey, dymu z fajek i morskiej soli, którą marynarze przynoszą na butach prosto z doków. Drewniane stoły, porysowane nożami i zalane piwem, pamiętają niejedną burzliwą opowieść o wyprawach i sztormach na morzu. Całe pomieszczenie oświetlają lewitujące w powietrzu świece. Z boku, pod ścianą, stoi stare pianino, na którym siostra właściciela czasami umila gościom pobyt swoimi umiejętnościami muzycznymi.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Morgan Warren
Nieaktywni
Oh, honey, I ain't your savior
Wiek
30
Zawód
Właściciel pubu
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
5
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
15
5
Brak karty postaci
06-01-2026, 19:43
16 Marzec '62

Okolica Soli i Mgły nigdy nie należała do pięknych i  sympatycznych. Nocami liny cumownicze skrzypiały jak stare kości, a zapach soli mieszał się z wonią piwa i smoły. Dla Morgana miało to jednak swój urok, którego nie zamieniłby nawet na luksusową posiadłość. Widział już wszystko: sztormy, które zmywały łodzie na brzeg, powroty z połowów kończące się śpiewem do rana, a także kłótnie marynarzy, którzy po tygodniach na morzu mieli w sobie więcej gniewu niż cierpliwości.
Tego dnia tawerna była wyjątkowo pełna. Do portu zawinęły trzy statki, a ich załogi, spragnione lądu, tłoczyły się w zadymionej sali. Warren stał za ladą, wycierając szklane kufle i uważnie obserwując salę. Znał większość twarzy, wiedział, kto pije, by świętować, a kto - by zapomnieć. Pomimo tłumów, wieczór pierwotnie zapowiadał się dość spokojnie. Przynajmniej dopóki gdzieś koło północy progu drzwi nie przekroczyła dwójka nieznanych mu marynarzy. Dostali to co wszyscy inni - po szczodrej porcji ognistej - którą zabrali do ostatniego wolnego stolika, umiejscowionego gdzieś w kącie. Problemy zaczęły się niewinnie. Najpierw były tylko słowa. Ciche, kąśliwe uwagi, których sens ginął w gwarze tawerny. Morgan, kręcący się czasem między gośćmi, zwrócił na nich uwagę z jednego powodu - choć wszyscy wokół byli głośno, tylko twa dwójka wyglądała na ewidentnie wściekłą. Właściciel miał nadzieję, że skończy się na słownej przepychance - tak bywało najczęściej. Jednak gdy usłyszał trzask przewróconego kubka i zobaczył, jak starszy z dwójki nieznajomych gwałtownie wstaje, wiedział, że to nie jest zwykła kłótnia.
- Ostrożnie z tym szkłem! - zawołał donośnie. Jego głos, na co dzień chrapliwy, potrafił brzmieć jak rozkaz. - Jeśli macie jakiś problem, radzę to załatwić między sobą na zewnątrz! - nie zdążył jednak podejść bliżej, bo młodszy marynarz wstał i zamachnął się na kompana. Stół zadrżał, ławy zaskrzypiały, a rozmowy wokół ucichły. Ktoś się roześmiał, ktoś inny wstał, gotów dołączyć. Bójki w tawernach miały w sobie coś z widowiska, ale Morgan wiedział, jak szybko mogą wymknąć się spod kontroli.
Starszy marynarz jakoś sparował cios, jego napastnik zrobił krok w tył i wtedy poszło już lawinowo. Dwóch kolejnych marynarzy ruszyło, by „pomóc”, choć nikt nie wiedział komu. Kufle poleciały na podłogę, ktoś przewrócił krzesło. Warren poczuł znajome napięcie w ramionach - nie strach, raczej ciężar odpowiedzialności i irytację. To był jego lokal. Jego problem. Nie mógł pozwolić, aby to poszło dalej. Całkowite zdemolowanie Soli i Mgły oznaczało duże kłopoty, mogłoby go to całkowicie zrujnować finansowo. Wyciągnął różdżkę jako pierwszy, celując w sufit i wypowiadając pod nosem zaklęcie hukowe. Dźwięk był tak głośny i dotkliwy, jakby w środku wybuchła bombarda. Przetoczył się po sali, głośniejszy niż krzyki.
- Dosyć! - ryknął Warren. - Skończyliście się popisywać? Jak chcecie się lać po mordach, możecie wypierdalać na zewnątrz! Jeszcze jedna taka akcja, a dostaniecie  drętwotę między oczy!
Marynarze zawahali się. Większość portowców znała Morgana. Wiedzieli, że nie mówi po próżnicy. Starał się unikać otwartej konfrontacji, ale nie wahał się, jeśli sytuacja robiła się gorąca. Sól i Mgła były dla niego czymś więcej niż tylko miejscem pracy, musiał je więc chronić za wszelką cenę. Nawet jeśli musiał przez to grozić i wyrzucać klientów z lokalu.
- Ty - rudzielec podszedł do dwójki, która rozpoczęła aferę. - I ty. Won. Albo sami znajdziecie sobie dziś inne miejsce do picia, albo ja was stąd wyprowadzę. Na kopach.
Młodszy marynarz ewidentnie chciał zaprotestować. Wyraźnie spiął mięśnie i otwierał już usta, ale zanim cokolwiek powiedział, na jego ramieniu wylądowała ręka jednego ze stałych bywalców tawerny. Paul przewyższał nieznajomego niemal o głowę, a jego wygląd przeraziłby pewnie niejedno dziecko. Twarz przeorana bliznami, jedno oko zamglone bielmem, łapska jak bochny chleba. Był jednym z tych, którzy pili w ciszy, na uboczu. Prowodyr awantury został więc poniekąd osaczony, zamknięty w kleszcze między Warrenem i starym, milczącym marynarzem. Zamknął usta i otworzył je jeszcze raz, ale widząc spojrzenie gospodarza, tylko splunął na bok i ruszył ku drzwiom, wyrywając swoje ramię z uścisku Paula. Drugi awanturnik bez słowa podążył za nim. Reszta bójki wyciszyła się tak szybko, jak powstała. Kilku marynarzy pomogło podnieść ławy, ktoś machnięciem różdżki posprzątał potłuczone kufle. Gwar powoli wrócił, choć był już cichszy, ostrożniejszy. Warren stał jeszcze chwilę pośrodku sali, upewniając się, że wszystko jest pod kontrolą. Dopiero wtedy wrócił za ladę. Paul w podzięce za swoją milczącą pomoc otrzymał kufel ognistej za darmo. Gdy Morgan nalewał napitek, ręce mu lekko drżały, ale twarz pozostała spokojna. Wiedział, że jutro znów ktoś się pokłóci, znów trzeba będzie rozdzielać ludzi zmęczonych morzem i sobą nawzajem. Cieszył się tylko z tego, że tego dnia jeden ze starych bywalców był obecny - a także że jego siostra wybrała dziś inne zajęcia niż pomaganie w tawernie. Nigdy nie chciał, aby oglądała go w takim stanie -  rozgniewanego, rzucającego przekleństwami, grożącego innym. Do hołoty rzadko jednak dało się przemówić słowami i rozsądkiem. Ten świat był prymitywny i dość dziki. Często jedyne prawo uznawane przez ludzi morza, było prawem silniejszego. Jeśli więc Morgan musiał kogoś zgnoić, aby zachować porządek, był na to gotowy każdego dnia.

[zt]
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Axel Devereaux
Czarodzieje
Je est un autre.
Wiek
25
Zawód
Tancerz, Złodziej, Kelner w Białej Wiwer
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
12
16
Brak karty postaci
03-02-2026, 07:11
5.05.1962 r.

Wyprawa do Hogwartu okazała się być ciekawym doświadczeniem, Francuz mial okazje zobaczyć w końcu legendarne zamczysko, posnuć się po korytarzach tego przybytku, poznać Bezgłowego Nicka i zajrzeć do Zakazanego Lasu. Przy okazji dostrzegł wśród absolwentów Beauxbatons kilka znajomych twarzy, ale nie był to nikt warty jego uwagi, przed kim chciałby się demaskować. Poza tym raczej nie doświadczyłby radości w związku ze swoim nagłym pojawieniem się, po tym jak zniknął z Paryża bez śladu. Był to ciekawie spędzony wieczór, objadł się jak bąk, drugie tyle wziął na wynos i na dodatek spotkał kogoś, kto uparcie nie znikał z jego pamięci.
Blond dziewczyna, która kiedyś oprowadzał po Paryżu, oswajał z francuskim i spędzał cale wieczory po prostu rozmawiając. Byli wtedy na progu dorosłości, do niczego wielkiego nie doszło, ale kiedy wyjechała, Axel czuł przez długi czas irytującą pustkę pod mostkiem, smaki stały się mdłe, muzyka monotonna, a myśli apatyczne. Nana widząc jego stan uśmiechała się tylko pod nosem i pocieszała, mówiąc że z czasem wszystko wróci do normy. I wróciło, wrócił do Beauxbatons, rutyna nastoletniego życia powróciła odwracając jego uwagę od wakacyjnej znajomosci, a potem zadziało się o wiele za dużo i za szybko.
Listy i od Almyry przestały do niego przychodzić, nikt juz do niego nie pisał. Axel podejrzewał, że postarano się i każdy, kogo znał został poinformowany i wszyscy odwrócili się od niego. Żeby chociaż wiedział o klątwie w tamtym momencie, może byłoby mu łatwiej. Ale domyślił się dopiero po jakimś czasie, kiedy na stale zamieszkał w Soho.
Niedługo po Zjeździe Absolwentów Axel postanowił zjawić się w pubie Morgana, Almyra juz kiedyś wspominała, że jej brat ma pub. Oczywistym było, że zanim tutaj wszedł, zrobil odpowiedni wywiad. Widywał ją tutaj, zjawiała się po południu i przed późnym wieczorem opuszczała to miejsce. Axel wnioskował, że musi pomagać bratu w prowadzeniu tego miejsca, ale dopiero kiedy wszedł do środka, rzeczywiście się przekonał, jakiego rodzaju jest to pomoc.
Gwar przeplatał się z melodia wygrywana na pianinie, skoczna muzyka od progu budziła pozytywne odczucia, co sprawiło, że na ustach Axela pojawił się uśmiech. Łowiąc wzrokiem w tłumie charakterystyczne twarze postanowił najpierw podejść do baru i kupić ćwiartkę jasnego pilsa. A potem dopiero zlokalizować najlepsze miejsce, by przysłuchiwać się wygrywanym utworom. Pamiętał, że Almyra grała na fortepianie, pokazywała mu nuty i nawet parę razy zagrała mu w Paryżu. A teraz siedziała wyprostowana przy barowym instrumencie i zabawiała towarzystwo, niektórzy podchodzili, stając wokół niej z kuflami piwa i bujali się w rytm melodii. Czasami zdarzał się jakiś odważny, który znal piosenkę i zaczynał śpiewać, ale nigdy nie kończył wołać utopić słowa w złotym piwie.
Axel znalazł wolne krzesło nieopodal pianina, przysiadł się tak, aby dziewczyna mogłaby go bez trudu zobaczyć. Nie był w tej swojej obecności na początku nazbyt nachalny, ot pil sobie piwo i obserwował blondynkę. Jednak z czasem jego chłodne spojrzenie mogło zacząć grac jej na nerwach i zwrócić na niego uwagę. A kiedy uniosła wzrok, napotkała znajomą twarz otoczona przez ciemne włosy, teraz jego rysy były o wiele lepiej widoczne niż w mrokach lasu, a uśmiech malując się na obliczu chłopaka przypominał pewne lato w Paryżu.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Almyra Warren
Czarodzieje
Hovering like your shadow and whispering to you - I’m your light and your darkness.
Wiek
24
Zawód
Artystka, pianistka
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
5
21
Magia Lecznicza
Eliksiry
10
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
15
Brak karty postaci
04-02-2026, 13:04
Almyra szybko przestała się przejmować tym, co się działo na zlocie. Tak naprawdę na początku to robiła, bo jej brat zaczął suszyć jej głowę o to całe wyjście do Zakazanego Lasu. Nie było ono jakoś nawet kiepskie w skutkach, bo wyszli z niego bez szwanku tak naprawdę. Ale swoje pogadać musiał. Dobrze, że Almyra przekonała go, by nie robił awantury Melusine... Jakby nie patrzeć sama przecież za nią poszła, nie groziło jej żadne zaklęcie jeśli tego nie zrobi, prawda? Nie widziała zatem większego sensu, by zajmował kobiecie czas...
Po powrocie ze zlotu wróciła do swojej rytuny. Chodzenie do pracy, po pracy chwila dla siebie, by jeszcze na chociaż godzinę czy dwie usiąść przy pianinie w barze. Nie robiła tego codziennie, czasami trafiały się inne rzeczy do roboty, inne zajęcia jej trochę zajmowały czas. Nie mniej w większej części zamknęła się znów w swoim małym, muzycznym świecie, w którym czuła się najbezpieczniej.
Dzisiejszego dnia w pubie było nieco tłoczniej niż zazwyczaj. Przynajmniej w momencie, kiedy przyszła. Widziała dużo stałych bywalców, których znała po imieniu i wiedziała mniej więcej, czego się spodziewać. W końcu ludzie byli różni, czyż nie? Z reguły nikt się nie czepiał, atmosfera była w porządku i można było się dobrze pobawić. Nie spodziewała się, by dzisiaj wydarzyło się cokolwiek innego, niż w ostatnich miesiącach jej życia. Wpadła w rutynę, najbezpieczniejszą opcję. Usiadła za pianinem, odetchnęła cicho i zaczęła przygrywać osobom w pubie. Sama nie piła za dużo, nie ciągnął ją alkohol. Raz na jakiś czas mogła wypić coś mocniejszego, ale bez większej przesady. Nie rozglądała się dookoła, rzucała tylko szybkie spojrzenia, gdy ktoś podchodził do pianina. Nie przejmowała się tym, że ktoś próbował śpiewać, lub tańcował przy instrumencie - tak wyglądał praktycznie każdy dzień. Coś jednak było innego.
Czuła to spojrzenie. Ktoś się w nią wpatrywał. Była chyba jednak za bardzo skupiona na tym, by grać, na tym, że ktoś stoi przy pianinie i się o nie opiera. Dopiero po dłuższej chwili, gdy po raz kolejny przeszedł jej chłodny dreszcz po karku, postanowiła rozejrzeć się nieco bardziej. I jej spojrzenie w końcu odnalazło spojrzenie chłopaka. To był moment. Iskra, którą poczuła w ciele. Momentalnie się wyprostowała, a jej oczy otworzyły się szerzej. Dobrze, że palce miały pamięć mechaniczną, nie popełniła za dużo błędów - no, ten jeden, słyszalny dla kogoś nie pod wpływem, gdy palec omsknął jej się z czarnego klawisza na biały. Wszystko przez ten impuls, który przeszedł jej ciało. Wpatrując się w te oczy, za którymi tęskniła tyle miesięcy, miała wrażenie, że trwa to wieczność. Skończyła utwór i nie zaczęła kolejnego. Dłonie spokojnie leżały na klawiaturze, czuła, że delikatnie drży. Dopiero czując jak łza spływa jej po policzku, oprzytomniała. Szybko uniosła dłonie i otarła palcami policzki, pozbywając się słonych łez z twarzy. Nie podjrzewała, że kiedykolwiek jeszcze zobaczy Axela. Przestał odpisywać na listy, nie było go we Francji gdy tam wróciła - a szukała go, naprawdę. Chciała go jeszcze raz zobaczyć, porozmawiać. Nawet nie wiedziała, że aż tak ciężki będzie brak kontaktu z tym chłopakiem.
Czując, jak pod powiekami łzy znów się gromadzą a usta są spiechrznięte, przesunęła językiem po nich, chcąc choć trochę je nawilżyć. Udało jej się w końcu odwrócić spojrzenie od tych pięknych tęczówek Francuza. Odchrząknęła i uśmiechnęła się, może trochę krzywo. Cieszyła się, że osoby wokół pianina raczej nie zwracały na nią uwagi, zajęte piciem i dobrą zabawą.
- Przerwa. - powiedziała spokojnie, wyraźnie, by ją słyszeli i wstała od pianina. Nie mogła teraz grać, nie w tym momencie. Szybko rozejrzała się dookoła - nie widziała nigdzie Morgana, ale to dobrze. Nie będzie im przeszkadzał. Poprawiła białą sukienkę do kolan, wychodząc zza instrumentu i przeszła obok krzesła, gdzie siedział Axel. Zwolniła przy nim, najwidoczniej nie do końca wiedząc, co powinna zrobić. Bardzo delikatnie dotknęła dłonią jego skóry, ruszając dalej, przed siebie. Do swojego ulubionego stolika, który był trochę przysłonięty z jednej strony, gdzie czasami spędzała czas, odpoczywając między utworami. Usiadła przy stoliku, wbijając spojrzenie w swoje dłonie, położone na stole. Niepewnie uniosła głowę, nie będąc przekonaną, jak powinna w tym momencie zareagować. Wpatrywała się w Axela, z niepewnym, ledwo zauważalnym z daleka uśmiechem na ustach. Zrobiło jej się cieplej, ale jednocześnie... nie wiedziała, jak powinna się czuć.
Fly up
Fall into the Sunkiss
I’ll embrace you fearlessly
I’ll kiss you in that red light
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Axel Devereaux
Czarodzieje
Je est un autre.
Wiek
25
Zawód
Tancerz, Złodziej, Kelner w Białej Wiwer
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
12
16
Brak karty postaci
05-02-2026, 11:58
Zlot w Hogwarcie był niespodziewanym punktem na mapie Axela, w ostatniej chwili uznał, że jedzie. Skusił go przede wszystkim Hogwart i jego tajemnice, Zakazany Las i te wszystkie opowieści o starym zamczysku na szkockim wzgórzu. Roboty akurat wtedy dużo nie mial, bo właśnie dużo znanych mu czarodziei jechało do Hogwartu, to czemu on by mial tam nie jechać? Objedzony jak już dawno nie był i uraczony tyloma ciekawostkami w końcu i jego kroki zawędrowały do Zakazanego Lasu, a tam znalazł kogoś, kogo nie oczekiwał się spotkać już więcej. Chociaż nadzieje jeszcze się tliły przez długi czas, to jednak jego życie tak się pokomplikowało, że z czasem przestał szukać kogokolwiek z tych, którzy go znali z dawnych lat.
Nie rozpoznał jej od razu, ale po chwili, łącząc kropki, słowa, majaczącą w ciemności twarz doznał olśnienia. Lecz nie byli tam sami i musiał zdławić w sobie entuzjazm, a może po prostu obawiał się reakcji na swoją osobę.
Teraz też nie zjawił się tutaj bez wahania. Już nie był tym Axelem z Paryża, który miał przed soba świetlaną przyszłość i zasoby tak ogromne, że wcale nie musiał myśleć o tym, co będzie za dzień, tydzień, miesiąc, czy rok. Niestety to nie było wieczne, minęło kilka miesięcy od pożegnania na Gare du Nord i on przestał istnieć jako Axel Delacour. Jego już nie było. Przepadł zapomniany.
Jednak nie mógł odpędzić od siebie myśli, chociaż spędzili raptem niespełna dwa miesiące w Paryżu, to jednak zapisała się w jego pamięci bardzo mocno. Zwlekał kilka dni, wyszukiwał argumenty za tym, by iść i za tym, by dać jej spokój.
I na co ty jej? Wtedy, owszem, miałeś co zaoferować, a teraz? Daj jej spokój. rozum mial swoje zdanie na ten temat. Ale tu nie chodziło o uczucia, o coś większego, bo nie wiedział, nie czul już żadnych emocji do nikogo. Był jak sprana szmata, stracił kolory, utracił głębsze emocje do kogokolwiek. Nie chciał tych emocji i tak długo je z siebie wypierał, że w końcu przestał je odczuwać. Wiec o co teraz mu chodziło? O wspomnienia? O to, by po prostu powiedzieć część i porozmawiać jak starzy znajomi? Przecież już przestał chcieć szukać drogi do przeszłości, by wrócić. Nie potrzebował tego. Manon miała rację, jest teraz Axelem Devereaux i pisze swoja historie sam, osiagnie sukces na własnych warunkach.
i to może o to chodziło, nie chciał przerzucać na nowo mostu, który rozpadł się. Po prostu chciał zacząć od nowa, jako nowa wersja siebie, bez oczekiwań i bez sentymentów.
Chociaż te myśli krążyły długo pod czaszka tancerza, to po chwili zniknęły i cala pewność siebie uleciała. W chwili, kiedy Almyra spojrzała na niego, zobaczył jak reaguje, jak wstrzymuje oddech, jak drży i jego uwadze nie uszły fałszywe nuty, które wkradły się w jej grę. A kiedy skończyła, łza spłynęła po jej policzku i wtedy jego zmroziło. Poczuł dosłowny chłód, jaki go otoczył i poczucie winy osiadło całym swoim ciężarem na jego barkach.
Gratulacje, jesteś jak nieszczęście włóczące się po ludzkich sercach, zadowolony? Nie rozumiejąc do końca, czy to była łza radości, czy smutku, czy żalu zamarł w ciszy. Nie chciał robić niczego nachalnego, niczego co zwróci na niego uwagę. Przeniosł spojrzenie przed siebie i dopił resztkę ćwiartki piwa. Rzeczywistość ścisnęła się do ciasnego obrazu wokół jego stolika, serce zaczęło łomotać pod klatką żeber, a myśli galopować.
A potem nastąpił dotyk, poczuł na dłoni lekkie muśnięcie i kiedy uniósł głowę, Almyra szla juz dalej. Odprowadził ją wzrokiem, spoglądając na jej plecy. Chciał stąd uciec, odejść w cholerę i nigdy więcej nie zapuszczać się w te okolice. Jej łzy były czymś, czego się nie spodziewał i poczuł jak wzbiera pod skora panika, jak żelazna obręcz zaciska się na jego głowie. Spojrzał w kierunku drzwi i już mial szarpnąć krzesłem, przejść przez sale i zniknąć, ale zatrzymał się, kiedy tylko wstał.
- Putain... - Warknął pod nosem, po czym poszedł w ślad za Almyrą. Dlaczego los się z tak niego naigrywał, dlaczego nic nie mogło być prostsze? Miał już wystarczajaco popaprane życie, żeby jeszcze bardziej sobie je komplikować. Ale skoro już sprowokował to, poczuł że musi brnąć dalej.
Przeczesał ciemne włosy gestem bliższym nawykowi, zawsze tak robił, jak się denerwował. W końcu dosunął krzesło do stolika i poszedł w stronę Almyry. Złapał obiema dłońmi za oparcie pustego krzesła. Przywołał na usta miły uśmiech, ale nie zbyt luzacki, nie chciał bardziej wkurzyć dziewczyny niż była, bo na pewno była.
- Salut. - Odezwał się w pełni francuskim akcentem. - Mam nadzieję, że to są łzy radości... - Zaczął całkiem pewnie, chociaż wypowiedz zakończył niepewnym chrząknięciem. Już dawno nie wiedział co powiedzieć.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Almyra Warren
Czarodzieje
Hovering like your shadow and whispering to you - I’m your light and your darkness.
Wiek
24
Zawód
Artystka, pianistka
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
5
21
Magia Lecznicza
Eliksiry
10
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
15
Brak karty postaci
05-02-2026, 15:35
W życiu Almyry aktualnie tak naprawdę nie dużo się działo. Przynajmniej, tak to postrzegała. Odkąd wróciła do Londynu z Francji, po tych intensywnych dwóch latach nauki jedyne, co było jej w głowie to fortepian. Muzyka, gra, spełnianie się jako artystka. Dlatego od razu skierowała swojego kroki ku teatrowi "Arkadia", pokazując, na ile ją stać, co może zaoferować. Dostanie pracy było łatwiejsze niż jej się początkowo zdawało. Była co prawda zaskoczona, ale jednocześnie cholernie szczęśliwa, że jej się udało. I od tego momentu rzeczy niezwiązane z pracą zeszły na drugi tor. Nie zastanawiała się nad wieloma rzeczami, nad niektórymi czynnościami, które wykonywała - w większości była to dzienna rutyna, byleby tylko wejść do teatru, oddać część siebie muzyce i wyjść. Owszem, były momenty, kiedy to automatuczne czynności były przerywane przez jakieś niecodzienne wydarzenia, chociażby niespodziewaną kolacją w Srebrnym Kielichu jakiś czas temu, ale nadal nie były one aż tak ważne, jak muzyka.
We Francji było inaczej. Z początku. Gdy przyjechała do tego pięknego kraju, za którym tak tęskniła, zaczęła w wolnych chwilach odwiedzać miejsca, gdzie miło spędzała czas. Z pewnym Francuzem, za którym tęskniła i do którego pisała dość długo, aż w końcu przestała. Brak odpowiedzi bolał, ale dziewczyna nie wiedząc dokładnie o co chodzi, nie chciała się poddać. Nie chciała przyjąć do wiadomości tego, co było najbardziej realne - że chłopak po prostu przestał odpisywać. Że męczyła go swoimi listami, próbami kontaktu. Chodząc w poszczególne miejsca wyglądała znajomej twarzy, mając nadzieję, że jeszcze kiedyś go spotka. Że znów będzie mogła ujrzeć to chłodne spojrzenie, które wywoływało rumieniec na jej twarzy, powodowało ciepło w sercu i którego codziennie wyczekiwała. Koniec końców jednak musiała dać sobie spokój. Trochę to trwało, ale będąc jeszcze we Francji kierowała swoje myśli na inne rzeczy. Muzyka, nauka, występy, ewentualne wypady na salony z nowo poznaną przyjaciółką...
Nie spodziewała się po tym czasie spotkać Axela. Miała wrażenie, że wszystko z nim związane powinna spisać na straty, że trzymanie sie jakichkolwiek wspomnień jest bardzo złudne, a koniec końców będzie bardzo bolesne. I tak z każdym dniem starała się przestać o nim myśleć. Zajęła się innymi rzeczami, innymi sprawami. I nie sądziła, że jeszcze kiedykolwiek będzie mogła go zobaczyć na własne oczy. Nie rozpoznała go tak całkowicie w Zakazanym Lesie. Owszem, nowo poznany chłopak, który napatoczył się w Lesie wyglądem bardzo go przypominał. I byłaby w stanie oddać wszystko, by to był on, ten Francuz. Ale chłopak przedstawił się inaczej. Podobnie, a jednak całkowicie inaczej. I odrzuciła kiełkującą w sobie nadzieję, że to może być on.
Dlatego jego pojawienie się w pubie było dla niej szokiem. Czymś, czego się nie spodziewała, co przez długi okres czasu odrzucała od siebie, jakąkolwiek możliwość nawiązania kontaktu. Była pewna, że już nigdy nie zobaczy tego uśmiechu, który zawsze podnosił ją na duchu - a tu proszę. Niespodzianka! Dokładnie w tym momencie, gdy go zauważyła, zalała ją fala różnych emocji. Miała wrażenie, że jej ciało sobie z tym nie radzi, że głowa nie nadąża za wszystkimi myślami, które starały się przejąć prym w jej umyśle. Gdy usiadła przy stole, do którego zaprosiła Axela, zaczęła sobie wszystko układać. Powoli, ale stanowczo skupiając się na poszczególnych myślach. Musiała - wiedziała, że inaczej wybuchnie i nie będzie to przyjemny widok ani doświadczenie.
Przypatrywała się chłopakowi, gdy podchodził do stołu. Każdy jego ruch, mimika, spojrzenie... Nie było to nachalne, nieprzyjemne spojrzenie. Po prostu bardziej obserwujące, aniżeli oceniające. Znów uniosła dłoń i otarła kolejną łzę spływającą po policzku. Wszystko zaczęło się układać w głowie. I to właśnie było jej potrzebne.
Nie odpowiedziała mu od razu. Przyglądała mu się przez chwilę, dłuższą chwilę, gdy już stanął obok stolika i oparł się o krzesło. Czas jakby wokół niej się zatrzymał - nie zwracała już uwagi na to, że jest w pubie, że dookoła nich są ludzie. Wiedziala, że raczej nikt nie będzie zwracał na nią uwagi - wiedzieli bowiem, że gdy nie siedzi przy pianinie, ma chwilę dla siebie. I takiej właśnie potrzebowała w tym momencie. Powoli podniosła się do pozycji stojącej. Podeszła wolnym krokiem do Axela, automatycznie kierując spojrzenie prosto w jego tęczówki. Był wyższy od niej, zdecydowanie, dlatego musiała delikatnie zadrzeć głowę do góry. Ale po paru sekundach na jej twarzy pojawił się uśmiech, dobrze znany chłopakowi z ich spotkań we Francji. Gdy uniosła kąciki ust w górę, z oczu znów pociekły łzy, ale Almyra zdawała się tym nie przejmować, nie w tym momencie.
- Mhm. Zdecydowanie radości. - przytaknęła na jego słowa, stając obok chłopaka i chwyciła lewą dłonią oparcie krzesła, na samym jego brzegu. Przesunęła delikatnie mały palec, stykając się nim z dłonią Axela. Nie zrobiła nic więcej. Pamiętała, że chłopak we Francji dbał o swoją przestrzeń osobistą, i chociaż bardzo chciała go przytulić, zniknąć w jego ramionach - powstrzymywała się, nie chcąc go przestraszyć czy odrzucić - Myślałam... Myślałam, że już nigdy... - szybki wdech i otarcie płynących łez prawą dłonią. - Co Ty tu robisz? Jak... jak mnie znalazłeś...?
Fly up
Fall into the Sunkiss
I’ll embrace you fearlessly
I’ll kiss you in that red light
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#7
Axel Devereaux
Czarodzieje
Je est un autre.
Wiek
25
Zawód
Tancerz, Złodziej, Kelner w Białej Wiwer
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
12
16
Brak karty postaci
06-02-2026, 23:32
Wyminęli się i to dosłownie. Axel trafił do Londynu, a Almyra spędzila dwa lata we Francji. To wtedy Axel nie dostał od nikogo żadnego listu, sowy po prostu dostarczały je do gabinetu ojca Axela, a nadawcy powoli przechodzili do codzienności z myślą, że Francuz już nie ma ochoty na prowadzenie korespondencji. Axelowi dopiero udało się złamać tą klątwę jakiś czas później, ale wtedy już nikt o nim nie pamiętał i wszyscy bliscy mu sercu zapomnieli o nim.
Po przybyciu do Londynu Axel próbował dostać się do Arkadii, znał ten teatr i bywał w nim, kiedy jeszcze odwiedzał Londyn wraz z rodziną. Ale tutaj znów zadziałał ojciec wysyłając listy do większości dużych, magicznych teatrów w Europie z ostrzeżeniem, aby nie pozwolić mu się zatrudnić. Historyjki były różne, ale wszystkie sprowadzały się do jednego, Axel nie jest godnym zaufania czarodziejem i ma problemy, które na pewno zniszczą każde przedstawienie. Oczywiście tancerz nie mial o tym pojęcia, kiedy przychodząc albo wysyłając swoje zgłoszenie na przesłuchanie zostawał zdyskwalifikowany zanim cokolwiek zdążył okazać. Bolało go to niezmiernie i pomimo licznych porażek, wciąż próbował. Teraz dostał angaż w Dublinie, mial nadzieje, że przerwie to złą passę i w końcu cos w tym kierunku się ruszy.
A sen o karierze tancerza był jak balsam na jego zraniona duszę, jeśli w końcu uda mu się odbić od dna, będzie mógł przestać kraść, oszukiwać, mataczyć i dla pieniędzy przestanie robić podłe rzeczy.
Wspomnienia ostatniego lata, kiedy jego życie wyglądało jak marzenie większości nastolatków wiązało się w dużej mierze z osobą Almyry. Zaprzyjaźnili się w tym czasie, dwa miesiące częstych spotkań, spacerów i rozmów o sztuce, kulturze, tańcu, muzyce. To były mile wspomnienia i kiedy tylko Axel trafił do Londynu, próbował odnaleźć Almyrę. Pamiętał jej opowieści do Morganie i jego pubie, ale ile razy tutaj nie zachodził, nigdy jej nie spotykał, aż w końcu dal sobie z tym spokój. Nie mial odwagi wypytywać Morgana o siostrę, sama aparycja ryżego mężczyzny sprawiała, że Axel wolał jednak go nie zaczepiać. Zwłaszcza, ze w tamtym czasie wyglądał okropnie i raczej mógłby się spodziewać negatywnej reakcji, aniżeli otrzymania informacji, gdzie jest Almyra.
Rozpoznał ją w Lesie, ale nie mial wtedy odwagi się ujawnić i na myśl przyszedł mu pub. Kilka dni obserwacji, w tym czasie dowiedział się wiele, śledził ją i w końcu uznał, że pub będzie najlepszym miejscem aby się ujawnić. Lecz w tej chwili zaczynał żałować, że to uczynił, rozbiegane emocje szarpały nim i nie tylko nim, Almyra wygadała jakby zobaczyła ducha, rozpłakała się i musiała odejść w zaciszne miejsce, aby nie wzbudzić zamieszania. Axel nie spodziewał się, że jego osoba aż tak bardzo nią wstrząśnie. Wręcz go to przeraziło i sprawiło, że czul narastającą panikę. Jednak nie uciekł, jak to mial w zwyczaju, kiedy emocje zaczynały go przerastać. Postanowił brnąć w to co zaczął i nie spodziewał się niczego dobrego, a raczej awantury i wygnania.
Milczała, patrzyła się na niego i Axel jak nigdy nie mial problemu z czytaniem ludzi, tak teraz dosłownie zgłupiał i walczył sam ze sobą, aby nie pozwolić panice wypłynąć na jego bladą twarz. Kiedy wstała, lekko drgnął, obserwował jej ruchy aż znalazła się obok niego i aż wstrzymał oddech. Po chwili znów go dotknęła i to wywołało dreszcz, chłopak prawie podskoczył z zaskoczenia. Jej uśmiech rozjanswial jej twarz i sprawiał, że jego wątpliwości wyparowywały, ale wciąż obręcz strachu zaciskała się wokół jego szyi. Płacz wciąż był płaczem i sprawiał, że w tej chwili dosłownie gubił się w swoich myślach.
Zdobył się na uśmiech, odrobine wystudiowany i stanowiący w tej chwili maskę, mająca zasłonić jego zmieszanie. A jej słowa i kolejne lzy sprawiły, że nie wytrzymał i musiał sprawić, by przestać to widzieć. Uniósł prawa rękę, ta której palec dopiero co Almyra dotknęła i objął ja kładąc dłoń na jej ramieniu. Przyciągnął ja do siebie, przytulając do swojej szczuplej piersi. Serce waliło mu jak oszalałe,  w uszach dudnił szum krwi a w głowie myśli galopowały. Czul jak zaschło mu w gardle i słowa nie chcą nabrać kształtu na języku, który postanowił zesztywnieć jak kołek.
- Już... nie maż się... - Mruknął gładząc palcami blond włosy Almyry. Kiedy nie spoglądał na nią, myśli powoli się porządkowały. - Tak wyszło, wybacz, że przestałem odpisywać. Miałem tr.... miałem ci... miałem dużo na głowie. - Jak skroić dobre kłamstwo, kiedy tak wiele emocji krąży pod czaszką? No właśnie nijak i do dupy mu to szlo.
- Zauważyłem cię przez przypadek na ulicy. - Powoli do przodu, do brzegu. Nie wspomni przecież, że to on był wtedy w Zakazanym Lesie, nie teraz. - Wspomniałaś mi kiedyś, że twój brat prowadzi pub. - Słowa płynęły coraz swobodniej, ale w sercu było mu coraz ciężej, jakby każde kłamstwo, każda półprawda sprawiały, że kolejna szpila wbijała się boleśnie w jego pierś.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#8
Almyra Warren
Czarodzieje
Hovering like your shadow and whispering to you - I’m your light and your darkness.
Wiek
24
Zawód
Artystka, pianistka
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
5
21
Magia Lecznicza
Eliksiry
10
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
15
Brak karty postaci
07-02-2026, 00:34
W najskrytszych snach Almyra nie spodziewałaby się, że chłopak mógł przenieść się do Londynu. Gdy nie otrzymywała do niego odpowiedzi na swoje listy, różne rzeczy przychodziły jej do głowy. Różne powody, dla których chłopak mógł nagle zniknąć jak kropla w morzu. Oczywiście, momentami, przez dłuższą chwilę - martwiła się, czy coś się nie stało. I może nawet gdzieś przeszło jej przez myśl, a co jeśli o ich relacji dowiedział się ojciec Axela? Widziała go przecież w akcji, a ona nie była nikim ważnym w świecie. Ot, zwykła nastolatka, czarownica, do tego jeszcze nie pałająca wielką miłością do rzucania zaklęć, a do siedzenia przy instrumencie. Bardzo magiczna rzecz. Jej to nie przeszkadzało i nie wstydziła się tego - choć bywały momenty... Bywały momenty, kiedy zastanawiała się, czy nie powinna przemyśleć swoich zainteresowań. Tego, co robi i czy aby na pewno powinna w to wszystko brnąć. Bo to nie było pierwsze lepsze zajęcie - już lepiej by było, gdyby znalazła nudną pracę w Ministerstwie Magii chociaż, w najgorszym i najmniej ciekawym departamencie. Ale nie, jej się marzyło iść w świat muzyky, być artystką...
No i dobra, koniec końców jej się to udało. Musiała wiele poświęcić, wiele zdziałać, wiele lat ćwiczyć, by dojść do tego poziomu, na którym teraz była. Będąc jeszcze we Francji często siadała w oknie w swoim mieszkaniu, i wpatrując się w wieżę Eiffel, wspominała wszystko, co ją tutaj spotkało. Nie cały czas. Widząc, że nie ma szczęścia w życiu w tym konkretnym celu i nie może znaleźć Axela, zrezygnowała. Ale długo jej zajęło, nim naprawdę się poddała. Nie mówiła też o nim zbyt dużo. Pielęgnowała wspomnienia w głowie, bojąc się, że gdy opowie o nich za dużo, rozpłyną się i znikną. A ona nie chciała ich tracić. Nawet, jeśli nie było najmniejszej szansy na powrót do tego. Skupiając się coraz bardziej na sobie i na osiągnięciu swojego celu w życiu, spełnienia marzenia tego konkretnego, coraz bardziej oddawała się muzyce.
A gdy wróciła do Londynu, nie rozglądała się za znajomymi twarzami. Owszem, z paroma osobami udało jej się nawiązać kontakt i wrócić do mniejszej bądź większej relacji - ale to, co było dla niej najważniejsze, miała obok siebie i na wyciągnięcie ręki. Nie lubiła opowiadać o swojej rodzinie i o tym, co ją spotkało w życiu - nie mniej jednak tego, że brat był dla niej najważniejszą osobą nigdy nie ukrywała. Jeśli ktoś chciał ją znaleźć, było to łatwiejsze niż mogło się wydawać. Chociaż, może faktycznie nieosiągalne w momencie, gdy dziewczyna była w innym kraju, niż Londyn...
Nie wiedziała, jak jej zachowanie wpływa na chłopaka. Nie mogła tego wiedzieć. Tak samo jak nie mogła wiedzieć tego, co się u niego działo przez ostatnich parę lat. Dlaczego tak naprawdę znajduje się w Londynie i co przeżył. Tak naprawdę teraz nic o nim nie wiedziała. Prócz tego, że pojawił się, tutaj, w pubie, znalazł ją. I nie wiedziała nawet, jak bardzo za nim tęskniła. I co ma ze sobą zrobić, gdy już uświadomiła sobie, że to nie jest wymysł jej wyobraźni. Dotyk jego skóry na małym palcu utwierdził ją w przekonaniu, że ich spotkanie jest prawdziwe. Po wielu latach w końcu widzieli się po raz kolejny. Nie myślała o tym, jak bardzo byli doświadczeni teraz przez życie, ile mogło się zmienić na przestrzeni tych kilku lat. Wpatrywała się w niego, chłonąc każdy detal jego twarzy. Czy starała się dojrzeć, jak bardzo się zmienił? Cóż, możliwe.
Ale to, że ją do siebie przyciągnie, było dla dziewczyny mocnym zaskoczeniem. Na moment zesztywniała, nie wiedząc co się dzieje. Z jednej strony mogła się do niego przytulić, zrobić coś, co właśnie teraz bardzo chciała zrobić, ale z drugiej... Czemu? Za co? Co sprawiło, że to zrobił? Raczej z Francji pamiętała, że takie nagłe i niespodziewane ruchy - zwłaszcza w kontekście kontaktu fizycznego - raczej nie wchodziły w grę, więc... O co teraz chodziło? Zaraz jednak poczuła, jak jej mięśnie się rozluźniają. Sama przymknęła oczy i wtuliła się twarzą w jego klatkę piersiową. Objęła go dłońmi, zaciskając mocniej palce na ubraniu na plecach. Wzięła głęboki wdech, nic nie mówiąc przez dłuższą chwilę. Próbowała zapanować nad łzami cieknącymi po policzkach, których w pierwszych kilku sekundach nie potrafiła zatrzymać. To było po prostu silniejsze. Gdy usłyszała jego pierwsze słowa, skinęła głową parę razy, będąc w niego wtuloną, mógł poczuć każdy jej ruch. Chcąc odpowiedzieć na przeprosiny, schyliła nieco głowę w przód, opierając się czołem o jego klatkę.
- Bałam się, że... nie wiem, nie chcesz mnie znać, przestałeś odpisywać i tak... myślałam, że coś się stało. Że coś Tobie się stało. - po ciele przeszedł jej dreszcz, przez co zadrżała delikatnie w jego ramionach, ale zaraz pokręciła głową. To chyba nie był moment, gdy powinna mu suszyć głowę. Stać mogło się wiele, a nie chciała, by ich pierwsze spotkanie po latach było naszpikowane negatywnymi emocjami. - Rozpoznałeś mnie? I znalazłeś pub? - niepewnie podniosła głowę w górę, kierując na niego spojrzenie. Już nie płakała. Uśmiech rozjaśniał jej twarz i chociaż oczy były lekko zaczerwienione, łzy powoli zanikały. - Cieszę się, że Cię widzę. Że tu jesteś. I... że mnie znalazłeś.
Nie do końca była świadoma, że wpatruje się w niego z rumieńcem na twarzy. Nie mniej, to było miłe. Że przyszedł tutaj, że się z nią spotkał. Mógł przecież równie dobrze stwierdzić, że nie ma sensu nawiązywać z nią znów kontaktu. Była z tym już pogodzona, że kontakt się urwał. Przymknęła powieki i uśmiechnęła się szerzej, luzując nieco uścisk dłoni na jego plecach. Nie chciała, by poczuł się uwiązany, mógł w każdej chwili się odsunąć, skoro już się uspokoiła.
- Co robisz w Londynie? Byłam we Francji jakiś czas temu, ale... nie mogłam Cię znaleźć. Odwiedziłam chyba wszystkie miejsca, które mi pokazałeś, ale nie było Cię tam... I jesteś tutaj, w Londynie. - nie mówiła do końca składnie, ale naprawdę była zaskoczona i wiele słów cisnęło się jej na język w tym momencie, a jednocześnie nie chciała zarzucać chłopaka niewiadomo jakimi informacjami. To na pewno nie było miejsce do tego.
Fly up
Fall into the Sunkiss
I’ll embrace you fearlessly
I’ll kiss you in that red light
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#9
Axel Devereaux
Czarodzieje
Je est un autre.
Wiek
25
Zawód
Tancerz, Złodziej, Kelner w Białej Wiwer
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
12
16
Brak karty postaci
08-02-2026, 22:25
Porzucił nadzieje już dawno, kiedy to upadł tak nisko, że nawet kiedy wyławia w odmętach wspomnień mgliste obrazy siebie sprzed kilku lat, ogarnia go obrzydzenie. Teraz był nie wiele lepszy, wciąż na dnie, brocząc w rynsztoku. Najbardziej boli, kiedy spada się z wysoka i upada poniżej poziomu godności. A czy on jeszcze jakaś godność posiadał? Sklejał ją, rozbijaną raz po raz, kalecząc dłonie okruchami i wciąż wmawiał sobie, że jeszcze nadejdzie taki dzień, w którym znów spojrzy w lustro i zobaczy kogoś, kim nigdy nie był, a chciałby nim być. Takiego kogoś, kto nie musiał kłamać, kto nie upadlał się ze strachu i dla zarobku, kogoś kto nie był uwiązany na smyczy i był wolny.
Strach zamieszkiwał jego umysł rozgaszczając się tam na dobre, Nokturn przenikał go, deformując jego psychikę i postrzeganie świata. Czego spoglądał w niebo, jakby tam było to cos, czego nie potrafił dosięgnąć, ale dawało mu jakaś nadzieję. Trzymał się kurczowo swoich marzeń, nie wypuszczając z dłoni tej ostatniej deski ratunku. Bo gdy już całkowicie pogrzebie tą cząstkę siebie, wtedy zniknie i stanie się jedynie pustą skorupą bez chęci do życia.
Przestał ich szukać, tych znajomych twarzy, które zamieszkiwały Londyn i okolice. Wiedział, że i oni już przestali o nim myśleć. Musiał się skupić na przetrwaniu, wiedząc doskonale, że wygnanie z domu było raptem wierzchołkiem góry lodowej. Poza tym padło kilka klątw, odebrano mu wszystko i postawiono przed nim mur, którego nie był w stanie pokonać. Walił wen głową, starał się wciąż go przebić, byleby tylko dano mu szanse, by pokazał im, że słowa maja się nijak do pustych słów.
Stali się sobie na powrót obcy, mając w umysłach widok tych, którymi byli sprzed ponad siedmiu lat. Zmienili się, zgromadzili pewne doświadczenia i pamiętali siebie tylko z tamtego lata w Paryżu i kilkunastu listów. Wiec mogli mówić o tym, że się znają? Oni siebie pamiętali. Axela reakcja Almyry totalnie zbiła z tropu, spodziewał się... Sam nie wiedział, czego tak na prawdę się spodziewał. Ale na pewno nie łez i nie tak bezwarunkowej radości na jego widok. Przez te wszystkie lata podłości utwierdził się w jednym, nie był wart niczyjej życzliwości, przyjaźni, a tym bardziej miłości. Bo skoro już go przekreślono jak był dzieckiem, to kimże on był teraz, by pałac do niego jakimikolwiek pozytywnymi emocjami.
W spojrzeniu Almyry odbiło się cos znajomego, widział to już u Manon, tylko że do niej dotarło kłamstwo utkane na potrzeby zatuszowania zniknięcia Axela. Obie spoglądały jednak w podobny sposób, kiedy go rozpoznały i powodowało to w Axelu tak samo nieodganione emocje, które go przerażały.
Niewiele myśląc, przytulił Almyrę do siebie i kiedy ta po chwili konsternacji obiegła go swoimi ramionami, Axel poczuł jak ogarnia go dziwne uczucie, z jednej strony ten gest był przyjemny, a z drugiej czuł się osaczony. Nie przepadał za dotykiem, nawet jeśli był życzliwy i nie niósł ze soba groźby krzywdy. Przechodziły go dreszcze, ze każdym razem, kiedy ktoś łamał jego przestrzeń osobistą i bardzo trudno było mu zaakceptować taką bliskość. Wyjątkiem zawsze była jego młodsza siostra, dla której zrobiłby wszystko, a jej ciepły dotyk jej malutkich dłoni był zawsze dla niego przyjemny, kiedy opierała palce na jego policzkach, ściskała jego ramiona i przytulała się do niego. W tej chwili uścisk, który go otaczał nie przypominał ani odrobine tego uczucia, a on walczył z własną mimiką, aby nie okazać negatywnych emocji.
Zadrżała w jego uścisku, a on nie potrafił ani cofnąć ręki, ani bardziej jej utulić, by dodać jej otuchy. Stal jak sparaliżowany, a jego serce dudniło w szczuplej piersi jak oszalałe. Pobladł na twarzy, przez chwilę mial wrażenie, że pociemniało mu w oczach i wszelkie lęki go zdominowały. Zamarł w tej chwili przytoczony przez emocje swoje i Almyry. Z tej pułapki powoli wydobył go glos dziewczyny, która mówiła o swoim zmartwieniu, bo przestał odpisywać.
- Nie... - Wychrypiał przez zaciśnięte gardło, ale glos uwiązł mu w gardle. Ruszył w kierunku kłamstwa, które zapiekło go w gardle, spływając po krtani niczym kwas. Uśmiech dziewczyny był taki radosny, jak mogla się cieszyć, że go widzi? Po tym jak zniknął bez słowa? Powinna go nienawidzić, przestać o nim myśleć i po prostu o nim zapomnieć. Axel potrzebował chwili, by zebrać myśli, pokręci głową i poklepał ja po ramieniu. Chciał uwolnić się z tego uścisku, który coraz bardziej go osaczał, lekki cofnął się dając jej znać, że chce się wycofać.
- Mhm... znalazłem.... - Pokiwał głową, odwracając na chwilę wzrok od tego promiennego uśmiechu. Gdzieś tam cieszył się, że ją widzi i wciąż uśmiecha się na jego widok. Uczepił się tej myśli, by nie wycofać się i nie uciec stąd. Przywołał na usta lekki uśmiech, upominając siebie w duchu, że przecież aktorstwo mial tak wyuczone, że potrafił wyłgać się z najgorszej sytuacji. A teraz nie potrafił złożyć zdania.
Odsunął krzesło i usiadł przy stoliku, skoro już wykonał krok w kierunku Almyry, nie powinien się wycofywać. Chociaż teraz tak bardzo chciał wyjść na chłodne powietrze wiosennego wieczoru.
- A wiesz, praca i takie tam. Po Beauxbatons było intensywnie i dużo zmian, podróży... - Ubierał w słowa powierzchownie fakty, nie chcąc zagłębiać się w to, co się z nim działo. Przecież nie opowie jej o wygnaniu, nie wspomni o Soho i co tam robił, a tym bardziej nie może jej powiedzieć, że jego aktualny adres to Nokturn. - Przykro mi, że tak wyszło. Że mnie szukałaś... - Mruknął czując się kompletnie zażenowany, ale czy to jego wina, że wszystkie listy trafiały nie do niego, a do jego ojca? Nie mial pojęcia, czy je czytał, czy od razu niszczył. - Tak, jestem tutaj. Na dłużej... - Zdobył się na odrobinę weselszy uśmiech. - Będę próbował zadebiutować na tutejszych scenach. - Dodał po chwili.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#10
Almyra Warren
Czarodzieje
Hovering like your shadow and whispering to you - I’m your light and your darkness.
Wiek
24
Zawód
Artystka, pianistka
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
5
21
Magia Lecznicza
Eliksiry
10
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
15
Brak karty postaci
08-02-2026, 23:21
Almyra w najgorszym snach nie podejrzewała nawet, co mogło się zadziać w życiu Axela. Jedyne, co wiedziała, to to, że chłopak nie miał dobrej relacji ze swoim ojcem i bratem. Ale prócz tego? Była pewna, że jest szczęśliwy. Tylko, faktycznie, że nie ma ochoty do niej pisać. no, może parę razy przeszło jej przez myśl, że może się coś u niego... źle dziać. Że mogło spotkać go coś złego i właśnie dlatego przestał się odzywać. Trzymała się nadziei, że ten brak jakiejkolwiek wiadomości od niego to po prostu... Sowa zaginęła. Może stwierdził, że nie jest dla niego odpowiednią osobą. Przetrwałaby to, gdyby tylko wiedziała, że chłopakowi nic nie jest, spełnia się w tym, co robi i goni za marzeniami. Że nie jest dla niego przeszkodą zachowanie jego ojca i jest szczęśliwy. Tego starała się mocno trzymać, to ją podnosiło na duchu. Co prawda, gdy znalazła się we Francji różne rzeczy przechodziły jej przez myśl. Jeszcze gorsze. Nawet to, żeby odwiedzić jego dom rodzinny! Ale co ona by powiedziała? Po pierwsze, była nikim. Po drugie - ojciec Axela nie wydawał się być nim zainteresowany. No i mogłaby mu przysporzyć dość dużych kłopotów. Nie taki miała cel. Owszem, bolało ją, że się do niej nie odzywał. Ale nie był to powód, by niszczyć mu życie. A przynajmniej tak na to patrzyła - gdyby tylko wiedziała, że coś się u niego złego dzieje... Cóż, znając Almyrę rzuciłaby wszystko, co mogła i pognała mu na pomoc. Ale nie wiedziała, niestety. Nie była w stanie się tego dowiedzieć i wymyślić. Ale było jak było. Nic nie mogła zrobić.
Czy wiedząc o tym czułaby się bezsilna? Prawdopodobnie. Pewno próbowałaby coś zmienić. Wyciągnąć rekę, pomóc. Już taka była, odkąd tylko pamiętała. Mimo, że sama nie miała rodziców, w domu dziecka często to ona sprawiała pieczę nad innymi dzieciakami. To do niej wszystkie dzieci lgnęły. Nie przeszkadzało jej to, w ogóle, nawet, jeśli było to bolesne doświadczenie, dosłownie. Przecież do tej pory nosiła chociażby blizny po nieudanych w jej przypadku poszukiwaniach dzieciaków. Nikomu o tym nie mówiła, nawet bratu, a nie było go już wtedy w sierocińcu. Z reguły nie zwracała uwagi na tego typu blizny. Chociaż zależało chyba od sytuacji. Ale mało kto o tym wiedział.
Przytulała się do Axela, ciesząc się z tego, że go widzi. Że usłyszała jego głos, że zobaczyła ten uśmiech, że był tutaj i mogła z nim porozmawiać. To było dziwne, czuła, jakby... Jakby wszystko nagle się zmieniło. Jak za dotknięciem magicznej różdżki, odblokowała wspomnienia i cały jej świat zawęził się do tej sytuacji. Do tego, że właśnie stali tutaj, we dwoje, w pubie jej brata... Którego w sumie dobrze, że nie było. Czując, że chłopak chciał się wycofać, nie zwlekała. Od razu go puściła i przyglądała mu się jedynie. I tak nadal była w szoku, że chłopak ją do siebie przyciągnął. Nie wiedziała, jakie były ku temu jego powody, ale to nadal było miłe. I zaskakujące. Ale nie zamierzała przedłużać. Widząc, jak chłopak się usadowił przy stole, cofnęła się i zrobiła to samo, siadając na przeciw niego. Wbiła spojrzenie swoich jasnoczekoladowych oczu i słuchała uważnie jego słów. Nie płakała już, a na jej twarzy błąkał się przyjemny uśmiech. Miała w sobie wiele emocji w tym momencie, i jedną z nich na pewno gdzieś w środku była złość... Ale Almyra cieszyła się z tego, że chłopak żyje i że tutaj przyszedł, znalazł ją... A nie narzekała teraz na to, że ją... olał? Nie zamierzała w tym momencie pytać. Teraz najważniejsze dla niej było to, co u niego słychać, jak się trzyma i co robi w Londynie. I, mówiąc całkowicie szczerze, miała cichą nadzieję, że to nie jest jedyne ich spotkanie. Skoro już ją odnalazł, może mogliby chociaż raz na jakiś czas się spotkać?
Gdy powiedział, że jej przykro, przymknęła powieki. Skrzywiła się na ułamek sekundy, ale zaraz potem wzięła głębszy wdech i pokręciła głową. Nie mogła się denerwować w tym momencie, nie chciała.
- Byłam we Francji na dwuletnim kursie gry. Myślałam, że może uda mi się Cię spotkać, ale... Nieważne zresztą, Cieszę się po prostu, że tutaj jesteś i że Cię widzę. - powiedziała spokojnie, przywołując cieplejszy uśmiech na twarzy. Uchyliła powieki i splotła ze sobą dłonie, kładąc je na stole przed sobą. - Na dłużej? Czy... Będziesz chciał jeszcze tutaj kiedyś zajrzeć? Albo... Albo pozwolisz mi się z Tobą zobaczyć? Później, mam na myśli. Na spokojnie... - ach, mogła się ugryźć w język, bo to było bez sensu w jej wykonaniu. Nie chciała wywierać żadnej presji na nim w tym momencie... Zaraz jednak skupiła się na czymś innym, na jego następnych słowach i otworzyła oczy nieco szerzej. - Na tutejszych scenach? Świetnie! Będę trzymać kciuki! Jak.. jakbyś był kiedyś w Arkadii, daj znać. Może będziemy mogli napić się kawy lub herbaty w teatralnej kawiarni?
Zaraz jednak skierowała spojrzenie na bar. Przechyliła głowę w bok i odchrząknęła cicho.
- A może masz teraz ochotę się czegoś napić? Na koszt firmy. - mrugnęła do niego okiem z wesołym uśmiechem na ustach. Nie nadużywała żadnych napojów, by Morgan mógł się czepiać, więc jakby teraz coś uszczknęła z puli... Może by nawet nie zauważył.
Fly up
Fall into the Sunkiss
I’ll embrace you fearlessly
I’ll kiss you in that red light
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): 1 2 Dalej


Skocz do:

Aktualny czas: 14-02-2026, 22:03 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.