• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Szkocja > Edynburg > Apteka Kruegerów
Apteka Kruegerów
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
31-07-2025, 00:12

Apteka Kruegerów
Apteka Kruegerów to zaciszne, pachnące ziołami miejsce, ukryte w sercu czarodziejskiej dzielnicy. Drewniane, wiekowe półki pokrywają niemal każdą ścianę i uginają się pod rzędem szklanych flakonów, fiolek i słojów, z których każdy skrywa eliksir, nalewkę lub susz roślinny o niecodziennym działaniu. Wysłużony stół roboczy tonie w notatkach, otwartych księgach, a pomiędzy nimi leży pęk świeżo ściętej bylicy. Światło świec i pojedynczej lampy rozlewa się po wnętrzu ciepłym blaskiem, odbijając się od szkła i bursztynowych płynów. Na ścianie zawieszono starą mapę botaniczną z rysunkami magicznych roślin – skrupulatną, ale artystyczną. Atmosfera jest spokojna i otulająca. Cisza nie ciąży – raczej koi. To miejsce, gdzie wiedza splata się z troską, a każda mikstura powstaje z uważnością i szczyptą magii.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (2): « Wstecz 1 2
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
Loretta Krueger
Czarodzieje
I am mine before I am ever anyone else's.
Wiek
20
Zawód
alchemiczka, pracuje w aptece ojca
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
5
0
OPCM
Transmutacja
5
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
20
Siła
Wyt.
Szybkość
7
11
13
Brak karty postaci
11-11-2025, 09:47
Nie chciała właściwie niczego konkretnego od Cardiff ani od płynących stamtąd plotek. Oceniała jedynie samo miejsce, bo właśnie takie jej się wydawało. Każde miasto, każde miasteczko, każda społeczność miały przecież swoje cztery ściany, w których rozgrywało się całe życie towarzyskie. Przestrzeń, w której rodziły się plotki, gdzie można było dowiedzieć się wszystkiego o wszystkich, nawet jeśli z prawdą niewiele to miało wspólnego. Sądziła, że tawerna, w której pracowały Riven i Philippa, była właśnie takim miejscem. Tam musiało bić serce portowego miasteczka, tam krążyły historie, których nikt nie odważyłby się powiedzieć głośno na ulicy. I chyba byłaby naprawdę zaskoczona, gdyby blondynka nie czerpała z tego żadnych korzyści. Bo pewnie sama Loretta, gdyby przyszło jej pracować w takim miejscu, zrobiłaby dokładnie to samo. W aptece też ludzie dzielili się z nią szczegółami swojego życia - codziennymi troskami, małymi dramatami, sekretnymi nadziejami. Ona jednak wpuszczała to jednym uchem, a wypuszczała drugim, bo w gruncie rzeczy nie interesowało jej to wcale. Była uprzejma, może czasem aż nadto, ale i w tym miała swój cel. W ten sposób budowała atmosferę - miejsce, do którego ludzie chcieli wracać. Może właśnie tak samo robiła Riven w tawernie swojej ciotki? - Może po prostu zżera mnie ciekawość - zaczęła, a lekki uśmiech rozświetlił jej twarz. -Jeszcze do niedawna nie sądziłam, że tak wiele rzeczy łączy mnie z Cardiff. Nigdy nie wiadomo, jakie informacje mogą się przydać. - dodała, puszczając do kobiety oko w rozbawionym geście. W rzeczywistości nie miała teraz żadnych szczególnych potrzeb związanych z tym miejscem. Wszystko wydawało się układać tak, jak powinno. Wątpiła też, by Fred bywał w tawernie i nie czuła potrzeby dowiadywać się o nim więcej, niż sam chciał jej powiedzieć. A jednak wczorajsza rozmowa z Igorem nie dawała jej spokoju. Może rzeczywiście powinna bardziej zainteresować się tym, co robi brat i czego jej nie mówi. Zanim jednak miałaby rozmawiać o tym z kimkolwiek innym, chciała porozmawiać z nim. Kontrola była ważną częścią jej życia, ale dotyczyła przede wszystkim jej własnego życia.
Zastanawiała się, czy swoim stwierdzeniem o wczorajszym spotkaniu nie przysporzyła Philippie problemów, ale z drugiej strony - Riven zdawała się być dobrą przyjaciółką barmanki. Możliwe więc, że to tylko cień zazdrości przemknął przez jej myśli, że to ona musiała wczoraj zostać w pracy. Właściwie Loretta wcale nie planowała tego wyjścia - przynajmniej nie na taką skalę. Myślała, że spędzą tam krótką chwilę, a tymczasem wyszli z barki dopiero wraz z pierwszą szarością poranka. Uśmiechnęła się do kobiety, gdy ta wspomniała, że trzyma ją za słowo. Obietnic potrafiła dotrzymywać - nigdy nie rzucała słów na wiatr. To, co mogło świadczyć o niej samej, stanowiło dla niej najważniejszą walutę, której nie zwykła rozdawać lekkomyślnie. Choć dzisiaj… miała pewne wątpliwości co do jasności własnego umysłu.
Z tym że Loretta wcale nie zamierzała nic z tym robić. To, że była sama, nie wynikało z braku powodzenia u mężczyzn, ani z trudności w ich poznawaniu. Wiedziała przecież, że gdyby tylko chciała, już dawno mogłaby być mężatką. Ale nie chciała - przynajmniej nie w taki sposób, w jaki pragnęły tego inne kobiety. Bo Loretta nade wszystko ceniła własną niezależność, stawiając rozwój i ambicję wyżej niż romantyczne uniesienia. Wolność i samodzielność były dla niej fundamentem, nie luksusem. Zdążyła już zrozumieć świat na tyle, by wiedzieć, że większości mężczyzn marzą się kobiety posłuszne, stanowiące ostoję domowego ogniska. Nie uważała, że nie potrafiłaby w tej roli się odnaleźć - po prostu nie chciała, by była to jedyna rola, jaką w życiu odegra. - Napiszę do ciebie. Umówimy się na jakieś spotkanie, co by powspominać dawne czasy - odparła, a kiedy kobieta powtórzyła przekazaną jej wcześniej instrukcję podawania mikstury, pokiwała głową z dumą i odprowadziła ją spojrzeniem, aż dzwonek nad drzwiami przestał rozbrzmiewać.


z.t
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#12
Nylah Black
Czarodzieje
It's only illegal if I get caught.
Wiek
24
Zawód
Śpiewaczka operowa i łamaczka klątw
Genetyka
Czystość krwi
potomkini wili
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
9
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
3
8
Siła
Wyt.
Szybkość
5
9
5
Brak karty postaci
13-11-2025, 18:07
2 kwietnia 1962

Bywały momenty, że była na tyle wyczerpana próbami, że żaden koszmar nie był w stanie przedrzeć się przez zasłonę zmęczenia, pozwalając na nocne chwile wytchnienia od tego obrazu. Ale bywały też i takie dni, że budziła się z galopującym sercem, dziękując losowi, że nie miała w zwyczaju krzyczeć przez sen. Czy już zawsze będzie musiała wybierać między zmęczeniem a koszmarami? Pewnie nie, ale na chwilę obecną najbliższe dni nie kreowały się zbyt różowo. A tak już jeśli pominąć koszmary, zwyczajnie tęskniła. Przynajmniej o tęsknocie wiedziała, że ta minie, rzecz jasna z czasem. Westchnęła wewnętrznie, decydując, że potrzebuje chociaż raz się porządnie wyspać. Jak tak dalej pójdzie, to jeszcze zawali próby w teatrze, a tego by sobie nie darowała. W ogóle nie darowałaby sobie, gdyby cokolwiek i kiedykolwiek zawaliła.
Dlaczego wcześniej nie wpadła na to, by wpaść do apteki po jakiś eliksir nasenny? Coś jej się kołatało z czasów szkolnych, że na pewno istniało coś nasennego. Przejrzenie dawnych podręczników, których nie wyrzuciła z sentymentu pozwoliło przypomnieć sobie o istnieniu remedium na jej własne problemy. Eliksir na sen bez snów. Tak, to było dokładnie to, czego Nylah teraz potrzebowała. Wyspać się, nie mieć snów, zregenerować się.
A skoro i tak i tak była aktualnie w Szkocji, w odwiedzinach u dawnej znajomej, to równie dobrze mogła znaleźć magiczną aptekę, żeby nie straszyć potem nikogo podkrążonymi oczami. I musiała przyznać, że nawet lubiła Edynburg, choć Marsylię babci trochę bardziej. Ale może to raczej ze względu na beztroskie wspomnienia…? Wypytała znajomą o apteki, w końcu zapotrzebowanie na eliksiry było normalne u czarodziejów, skierowała się do poleconej jej apteki Kruegerów. W sumie zdała sobie sprawę, że to nazwisko nawet jej coś mówiło, ale chwilowo nie umiała sobie przypomnieć, co konkretnie. Ale czy miało to jakieś większe znaczenie?
Przestąpiła próg apteki, rozglądając się od razu po jej wnętrzu. Uniosła mimowolnie kącik ust czując spokój tego miejsca i kojącą ciszę. Potem obejrzała sobie stojące butelki, by na końcu wyłowić wzrokiem pracującą tu młodą kobietę.
- Dzień dobry. – przywitała się lekko przyciszonym głosem. Jakoś to miejsce nie zachęcało, by podnosić głos czy w jakikolwiek sposób się gorączkować. Przyciszony, stonowany ton był tym, co zdaniem Nylah najbardziej pasowało do atmosfery miejsca.
- Mają państwo może eliksiry nasenne? Dokładniej to poszukiwałabym eliksiru na sen bez snu. – po co, na co, dlaczego. To nie miało znaczenia, czy szukała specyfiku dla siebie, rodziny czy kogokolwiek innego. Spojrzała z zainteresowaniem na kobietę, ciekawa, czy faktycznie eliksir będzie dostępny od ręki, czy będzie musiała poczekać na jego przygotowanie.
I am the voice in the wind and the pouring rain
I am the voice of your hunger and pain
I am the voice
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#13
Loretta Krueger
Czarodzieje
I am mine before I am ever anyone else's.
Wiek
20
Zawód
alchemiczka, pracuje w aptece ojca
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
5
0
OPCM
Transmutacja
5
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
20
Siła
Wyt.
Szybkość
7
11
13
Brak karty postaci
21-11-2025, 18:56
Poniedziałki smakowały jej inaczej. Odkąd pamiętała, był to dzień tygodnia, który najbardziej ją drażnił i rozleniwiał. Z jednej strony czuła się wtedy zadziwiająco produktywna - w końcu poprzedzała go niedziela pełna wolności i błogiego nicnierobienia - ale mimo to samo zabranie się do pracy zawsze przychodziło jej trudniej. Jakby ciało i umysł zaciągały hamulec, którego nie potrafiła całkowicie zwolnić. Jednak jako naczelny kontroler własnego życia nie mogła sobie na to pozwolić. Nie zamierzała co poniedziałek czuć się, jakby ktoś brutalnie wyrwał ją z letargu. Dlatego wymyśliła sposób i wprowadziła poniedziałkowy rytuał. Zamiast walczyć z niechęcią, przekuła ją w to, co kochała najbardziej: poniedziałek stał się dniem warzenia eliksirów, tworzenia maści, suszenia ziół. Tym, co zwykle rozpraszała na cały tydzień, zbudowała fundament jego pierwszego dnia. Każdy, kto znał ją choć odrobinę, wiedział, że praca alchemika była jej sercem. Nie to sprzedawanie mikstur w aptece - która nawet nie należała do niej - ale właśnie samo warzenie. Mieszanie, gotowanie, odmierzanie, obserwowanie jak ingrediencje reagują na siebie, jak zmieniają kolor, konsystencję, zapach. To tam czuła się „na miejscu”, w najprawdziwszym sensie. Dlatego każdy poniedziałek zaczynała od przeglądania zamówień, szykowania ingrediencji, zapisywania braków i rozstawiania kociołków. A kiedy już wszystko było gotowe - kiedy kociołki czekały, zioła pachniały, a na stole leżały równiutko ułożone fiolki - wpadała w wir tworzenia tak nieokrzesany, tak dziki i pełen pasji, że czasem sama dziwiła się, że tak potrafi. Być taką lekką i swobodną. Dziką i nieokrzesaną.
Kolejną z fiolek wypełniła eliksirem i odstawiła na półkę, gdzie wszystkie świeżo uwarzone mikstury przechodzić miały krótką kwarantannę - tyle, ile potrzebowały, by ingrediencje związały się ze sobą na dobre. W dwóch ostatnich kociołkach wciąż bulgotało; dźwięk powinien być kojący, dobrze jej znany, ale coś w ich konsystencji budziło niepokój. Zmarszczyła brwi, dwa razy sprawdzając listę składników, ilości, jakość poszczególnych ziół. Wszystko się zgadzało. A jednak…
A jednak patrząc na efekt, widziała więcej znaków zapytania niż chciałaby przyznać. Bywało tak - nie mogłaby uznać tygodnia za naprawdę spełniony, gdyby choć raz któryś kociołek nie wybuchł w jej pracowni. Czasem zdarzało się to nawet częściej. Przestała się już o to obwiniać. Magia była przewrotna, kapryśna, czasem złośliwa. A ona nie była na tyle naiwna, by wierzyć, że można ją w pełni poskromić. Więc nie próbowała.
Dźwięk dzwoneczka nad drzwiami oznajmił pojawienie się klientki. Loretta wyślizgnęła się z pracowni akurat w chwili, gdy młoda kobieta rozglądała się po regałach z ciekawością. Spokojne, delikatne „dzień dobry” uniosło się w powietrzu. Blondynka odwzajemniła uśmiech i skierowała swoje kroki w stronę okna. - Witam, już do pani podchodzę, sekunda tylko - zapowiedziała, szeroko otwierając okiennice. - Okna! - krzyknęła w przestrzeń, wychylając się na ulicę. Dla kogoś z zewnątrz mogło to wyglądać co najmniej dziwnie, ale w odpowiedzi niemal natychmiast rozległ się zgrzyt zamykanych w pośpiechu okien w sąsiednich kamienicach i chóralne, przeciągłe komentarze: „Znowu!”, „Na gacie Merlina, Lora!”, „Cholerna alchemiczka!". Cała okolica wiedziała, że kociołki lubią wybuchać z fantazją. Ona sama dawno przestała się tym przejmować - w końcu ludzie się przyzwyczaili… przynajmniej w teorii. Stało się dokładnie to, czego się spodziewała: huk wstrząsnął pracownią, a nad wyjściem uniósł się gęsty słup dymu. Loretta machnęła różdżką i jednym, wprawnym ruchem wygoniła cały obłok przez otwarte okno, zanim ten zdążył rozlać się po aptece. Podeszła do lady, strzepnęła z sukienki pył i znów uśmiechnęła się do klientki. - Jak widać, czasem lubią zrobić wielkie… wyjście - wskazała kciukiem kierunek, z którego dochodził wybuch. - W czym mogę pani pomóc? - kobieta szybko wyjaśniła, z jakim problemem przyszła. Loretta skinęła głową, już odwracając się do odpowiedniej półki. - Oczywiście. - głos miała miękki, profesjonalny. - To na podstawie rekomendacji uzdrowiciela? Może mi pani opowiedzieć o objawach albo o tym, jakiego efektu pani oczekuje. Dobierzemy coś, co zadziała najlepiej. – odparła z uniesioną w pytającym geście brwią.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#14
Nylah Black
Czarodzieje
It's only illegal if I get caught.
Wiek
24
Zawód
Śpiewaczka operowa i łamaczka klątw
Genetyka
Czystość krwi
potomkini wili
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
9
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
3
8
Siła
Wyt.
Szybkość
5
9
5
Brak karty postaci
30-12-2025, 17:06
Choć apteka była otwarta, w pomieszczeniu nikogo nie było i w pierwszej chwili przywitanie poleciało gdzieś w eter. Mimowolnie Nylah zastanowiła się, czy minie dłuższa czy krótsza chwila, zanim wywabi aptekarza lub aptekarkę gdzieś z zaplecza, czy co tam też znajdowało się poza oczami ciekawskich. Zdecydowanie krótsza.
Uśmiechnęła się kącikiem ust na przywitanie i skinęła głową, słysząc o tej sekundce. W sumie nawet ją ciekawiło, co się tak właściwie stało, że kobieta aż otwierała okna. Nie potrzebowała jednak o to pytać – najpierw nastąpił bardzo wymowny okrzyk aptekarki, a zaraz potem komentarze sąsiadów. Czyżby poniedziałki także jej lubiły dawać w kość? Z nieukrywaną fascynacją obserwowała, jak najpierw dało się słyszeć huk z zaplecza – najwyraźniej tam powstawały eliksiry – a potem dzięki machnięciu różdżką dym wyleciał kulturalnie oknem, nie psując atmosfery w pomieszczeniu. Nil zaśmiała się lekko i odwzajemniła uśmiech kobiety.
- Najwyraźniej eliksiry też nie lubią poniedziałków. – w jej głosie brzmiało delikatne rozbawienie, nie była też za specjalnie przejęta kwestią wybuchającego kociołka.
Niejeden wybuchający kociołek widziała na lekcjach, a zwłaszcza podczas samodzielnych eksperymentów, gdy jeszcze miała ku temu jakieś zacięcie. Zresztą magia przecież bywała na tyle skomplikowana, że nie wszystko się zawsze udawało.
- Byle niczego przy tym nie niszczyły. Szkoda jedynie składników i włożonego czasu. – dodała nieco współczująco, choć szczerze. Nie zamierzała jednak jakoś specjalnie rozczulać się nad tym, zdejmowanie klątw przecież też nie zawsze wychodziło. No i przecież była tu w bardzo konkretnym celu.
- Nie, to nie od uzdrowiciela. – przygryzła lekko wargę, wahając się przy kolejnych pytaniach. Ile mogła powiedzieć? Ile powinna powiedzieć? Kłamstwa jakiekolwiek mijały się z celem, więc zdecydowała się ujawnić jedynie tyle prawdy, ile było konieczne. – Kilka miesięcy temu byłam świadkiem bardzo przykrych wydarzeń. – przykrych wydarzeń? Niedopowiedzenie roku… - Od tego czasu mam koszmary. Wiele koszmarów. Nie ma ich wtedy, gdy padam wyczerpana po pracy, ale to nie jest sposób w końcu. Dlatego pomyślałam o czymś, co doraźnie pomogłoby na te koszmary. Oczywiście rozumiem, że takie specyfiki nie są do brania ich co noc. – dodała na koniec, mniej więcej nakreślając sytuację.
Prawdę mówiąc miała nadzieję, że koszmary miną same z siebie. Nie, żeby za bardzo miała się komu na ich temat zwierzyć. Tłumaczenie się wstrząsem na widok czyjejś śmierci mogło działać na samym początku, teraz budziłoby za wiele pytań, na które w żadnym wypadku odpowiadać nie chciała.
- W pierwszej chwili myślałam nad eliksirem na sen bez snu, ale prawdę mówiąc nie jestem pewna, na ile zdałby egzamin w tym przypadku. – nie była osobą, która uparcie tkwiłaby przy swoim zdaniu, zwłaszcza gdy chodziło o własne zdrowie. – Jeśli zna pani lepszy napar, to chętnie posłucham więcej. – w końcu kto jak nie alchemik powinien wiedzieć wiele na temat właściwości eliksirów, które przygotowywał? Nylah alchemiczką nie była, choć przykładała się na lekcjach to tak naprawdę tylko i wyłącznie ze względu na opiekuna Slytherinu. Po tylu latach od ukończenia Hogwartu nabyte dawniej wiadomości w większości wyparowały, ograniczając się jedynie do wiedzy o istnieniu składników i tego, że niektórych absolutnie nie należało ze sobą mieszać. No i oczywiście o tym, że kociołki lubią czasem wybuchać bez większego powodu, czego zresztą świadkiem była chwilę wcześniej.
I am the voice in the wind and the pouring rain
I am the voice of your hunger and pain
I am the voice
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#15
Loretta Krueger
Czarodzieje
I am mine before I am ever anyone else's.
Wiek
20
Zawód
alchemiczka, pracuje w aptece ojca
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
5
0
OPCM
Transmutacja
5
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
20
Siła
Wyt.
Szybkość
7
11
13
Brak karty postaci
12-01-2026, 12:24
Alchemia z natury była dziedziną wdzięczną. Przynajmniej zazwyczaj. Wymagała spokoju w głowie, uważności i skupienia wyłącznie na tym, co naprawdę potrzebne. Zbiór ingrediencji oznaczał długie wędrówki przez knieje i lasy, pielęgnowanie własnych ziół w przydomowym ogródku, rozmowy z innymi, którzy podzielali to samo zamiłowanie. Później przychodził moment łączenia wszystkiego w cynowym kociołku - niemal jak w procesie gotowania. Choć do kuchni zaglądała rzadko, ten etap zawsze sprawiał jej przyjemność - chwila, w której składniki zaczynały się przenikać, tworząc precyzyjnie wykalkulowany efekt. I tak jak przy gotowaniu, tak i przy warzeniu eliksirów coś mogło pójść nie tak - i nie zawsze było jasne, dlaczego. Czy jakiś składnik był za słaby? Czy dodała coś zbyt szybko? A może czegoś było po prostu za mało? Często wracała myślami do własnych kroków, analizując je po kolei, bo wychodziła z prostego założenia - uczyć należy się przez całe życie. Kurs alchemii ukończony w szkole nie czynił z niej mistrzyni eliksirów - co najwyżej solidnego specjalistę. Te wszystkie rozważania prowadziły ją jednak do jednego, niezmiennego wniosku. Mogła narzekać, krytykować nauki ojca, sprzeciwiać się im z uporem podszytym złośliwością, ale pod tym wszystkim kryła się wdzięczność. Jej własna, cicha odmiana wdzięczności - za to, że robiła coś, co naprawdę było jej bliskie. Coś, co było pasją, a nie tylko obowiązkiem, który należało odbębnić, by potem za zarobione galeony móc wreszcie oddać się temu, co się kocha. Współczuła tym, którzy całe życie musieli poświęcać temu, czego wcale nie chcieli robić. Tylko dlatego, że tak wypadało. Choć czy często nie była to ich własna decyzja? Czy nie leżała w tym ich wina?
Uśmiechnęła się delikatnie na słowa czarownicy i skinęła głową. - Dzień tygodnia jest im zupełnie obojętny. Lubią się buntować również we wtorki i niedziele. - choć w tonie jej głosu brzmiało rozbawienie, to była z tym faktem po prostu pogodzona. Reakcja jej sąsiadów również potwierdzała fakt, że czasem tak po prostu się działo. Była to część procesu, przed którą nie mogła i zwykle nawet nie chciała uciec. - Czasem magia jest jak kobieta. Kapryśna i złośliwa. - uśmiech poszerzył się nieznacznie, bo doskonale zdawała sobie sprawę z własnej natury. Z tej swojej i z tej, która łączyła ją z innymi pięknymi kobietami, dla których emocje bywały językiem równie wymownym jak słowa.
Rozmyślania nad naturą eliksirów porzuciła jednak, gdy klientka wspomniała o swoich dolegliwościach. To, że potrzeba mikstury nie była wcześniej skonfrontowana z uzdrowicielem, wcale jej nie zdziwiło - właśnie dlatego Loretta zwykła dopytywać i weryfikować takie rzeczy. Ludziom często wydawało się, że wiedzą, co pomoże im najlepiej i choć nie zawsze się w tym mylili, świat eliksirów był o wiele bogatszy niż to, co zapamiętali z zajęć szkolnych. A poza tym wciąż powstawały nowe formuły: szybsze, łagodniejsze i z mniejszą liczbą skutków ubocznych. Skinęła głową, słysząc o koszmarach i przeżytych doświadczeniach. Kobieta zmagała się z nimi znacznie dłużej niż Loretta początkowo zakładała. - Zacznijmy od eliksiru na sen bez snów - powiedziała, sięgając po odpowiednią fiolkę. - Skoro koszmary trwają już od miesięcy, może się okazać, że to nie rozwiąże problemu. Wyśpi się pani, owszem. W głowie nie pojawią się żadne obrazy ani złe, ani dobre, ale każdy powinien śnić. Jeśli te nieprzyjemne wizje wracają co noc, istnieje spore prawdopodobieństwo, że sam eliksir w dłuższej perspektywie nie wystarczy. - położyła fiolkę na ladzie. Choć sama była mistrzynią odkładania emocji na bok, wiedziała, że dla nikogo nie było to naprawdę zdrowe - uczucia chciały być wysłuchane, zauważone, nie znosiły unikania. Tego jednak nie wypowiedziała na głos; miała nadzieję, że klientka wyczyta to między wierszami. - Nie ma pani na nic alergii? - zapytała spokojnie. - Waleriana nie powoduje u pani czerwonych plam na policzkach?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#16
Nylah Black
Czarodzieje
It's only illegal if I get caught.
Wiek
24
Zawód
Śpiewaczka operowa i łamaczka klątw
Genetyka
Czystość krwi
potomkini wili
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
9
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
3
8
Siła
Wyt.
Szybkość
5
9
5
Brak karty postaci
24-01-2026, 19:29
Krótki śmiech uciekł z ust Nylah, kiedy alchemiczka przyznała, że eliksiry buntują się nie tylko w poniedziałki. Mogło brzmieć to absurdalnie, ale było dość zabawne. Zwłaszcza, że przy tym w pełni prawdziwe – magia lubiła się buntować i bez względu na rodzaj posiadanej różdżki nie zawsze chciała słuchać czarodzieja. Obojętnie, czym by się nie zajmował, czy chciał rzucić podstawowe zaklęcie sprzątające, wytworzyć eliksir albo zdjąć klątwę, magia lubiła się zbuntować i nic z tego nie wychodziło. Zostawało wtedy jedynie próbować dalszej pracy, w końcu za którymś razem się przecież uda. Odetchnęła lekko, powtarzając sobie, że Orion nie wyskoczy gdzieś z zaułka, chociaż prawdę mówiąc po bracie mogła spodziewać się wszystkiego. Chyba jednak nigdy nie było aż tak źle między nimi, a wypowiedziane słowa bolały cały czas.
- Niestety. Zostaje jedynie mieć nadzieję, że za którymś razem zdecyduje się jednak wypełnić wolę czarodzieja. Może wystarczyłoby ładnie poprosić? – zastanowiła się nad tym, jednak w dość żartobliwy sposób. Chyba każdy czarodziej pogodził się już z tym, jaka jest magia. A jeśli się nie pogodził, to był po prostu skończonym idiotą.
Prawdę mówiąc opowiadając o problemie spodziewała się jakichś komentarzy ze strony drugiej kobiety. Jakichś tekstów w stylu, że powinna iść do uzdrowiciela, że czemu tyle zwlekała, że co to za wydarzenie i inne takie. Przyjemnym zaskoczeniem był fakt, że panna Krueger nie wypowiedziała żadnego z takich słów, od razu kierując się w stronę odpowiedniej półki z towarami. Nylah uśmiechnęła się kątem ust, słuchając rzeczowych wyjaśnień kobiety.
- Czasem chyba mam wrażenie, że wolałabym nie mieć snów wcale. – wykrzywiła lekko wargi, ale był to dość smutny grymas. Tak, uczuć nie powinno się tłumić, dokładnie to chciała jej powiedzieć. Czasem jednak się zwyczajnie nie dało. – Chyba, że ma pani coś, co pozwoli mi zapomnieć o tym, co widziałam. – w zasadzie palnęła to całkowicie bezmyślnie, nie wiedząc nawet, czy specyfik taki w ogóle istniał.
Jasne, istniało Obliviate. Problem w tym, że przynajmniej jak jej się wydawało, to zaklęcie nie zadziała aż tak daleko wstecz i musiałaby to być bardzo zaufana osoba, której pozwoliłaby zmodyfikować swoją pamięć w taki sposób. Przecież skąd miałaby wiedzieć, że dany czarodziej nie usunie niczego więcej? No i czy czasem wspomnienia z czasem nie zaczną wracać? Tyle pytań, żadnych odpowiedzi i widmo brata nad głową, który znowu jej coś wytknie. O nie, nawet nie mogła myśleć o szukaniu podobnych osób. Jeżeli ktoś by się dowiedział, byłaby skończona. A za jej sprawą ucierpiałaby reputacja Blacków.
- Nie, nie mam alergii. Ale… jestem ćwierćwilą, jeśli ma to jakiś wpływ. – wolała o tym powiedzieć, nie była wszakże pewna, czy eliksir nie miał jakichś ograniczeń związanych z dodatkowymi genami. – I nie, nigdy nic mi nie było po walerianie. – chociaż chyba nie powinno się jej z czymś mieszać? Niestety na zielarstwie nie znała się kompletnie, na eliksirach tylko minimalnie, więc wszelkie instrukcje były na wagę złota i Nylah zamierzała ich skrzętnie przestrzegać.
I oczywiście będzie trzeba ukryć wszystko przed rodziną, a już na pewno przed Orionem. Współczuła kompletnie Mellicie takiego męża. Prawdę mówiąc uważała, że mężczyźni tacy jak jej starszy brat nie powinni się w żadnym wypadku rozmnażać. To było z czystą szkodą dla społeczeństwa! A jak jeszcze miałby córkę i to z dziedzictwem babki? O nie.
- Zna pani może coś upośledzającego męską płodność? – spytała nagle, mrużąc lekko oczy. Nie, żeby od razu zamierzała mu to podać, ale zapytać nic nie szkodzi.
I am the voice in the wind and the pouring rain
I am the voice of your hunger and pain
I am the voice
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#17
Loretta Krueger
Czarodzieje
I am mine before I am ever anyone else's.
Wiek
20
Zawód
alchemiczka, pracuje w aptece ojca
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
5
0
OPCM
Transmutacja
5
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
20
Siła
Wyt.
Szybkość
7
11
13
Brak karty postaci
30-01-2026, 17:35
Drzwi apteki otwierały się często - w okolicy nie było zbyt dużej konkurencji. Dzwonek, przywieszony jeszcze przez jej mamę nad drewnianymi drzwiami, znała równie dobrze jak dźwięk własnego oddechu, mruczenie Felka, gdy dostawał kolejną przekąskę, czy charakterystyczny trzask wybuchającego kociołka. Klientela bywała tu różna. Większość ludzi znała dobrze - starsze panie przychodziły nie tylko po eliksiry, ale często po to, by zwyczajnie porozmawiać, podzielić się swoim życiem, tym, z czego przyszło im być dumnymi, albo tym, co nie dawało im spokoju. Mieszkały blisko, więc logiczne było, że zjawiały się w jej progu pod pretekstem potrzeby odpowiedniej mikstury, a w rzeczywistości spędzały tu długie chwile, opowiadając o swoich najważniejszych przeżyciach. Zdarzali się jednak i tacy, którzy pojawiali się znikąd - mając do wyboru wszystkie londyńskie apteki, wybierali właśnie ją, jej eliksiry i tę niewielką przestrzeń w Szkocji. Cieszyło ją to. Wiedziała, że w swoim fachu jest po prostu dobra. A mimo to wciąż dążyła do tego, by być jeszcze lepszą. Jej własne ambicje bywały czasem przerażające nawet dla niej samej, ale miała świadomość, że tylko w ten sposób będzie w stanie odcisnąć swój ślad na kartach magicznego świata. Była młoda, lecz jej umysł skutecznie wypierał te słodkie mrzonki - pragnienia bycia naiwnie idealną, ckliwą i spontaniczną. Nie pozostawiała sobie miejsca na błędy, już teraz wybierając dojrzałość zamiast dziarskości dziewczęcia, które nie zdążyło jeszcze niczego się nauczyć. Ta część jej samej jednak czasem się przebijała, czasem dochodziła do głosu - lecz tylko sporadycznie. Na przykład wtedy, gdy na barce z Fredem opróżniali kolejną butelkę średniej jakości trunku. Albo wtedy, gdy nago kąpała się w jednej z londyńskich fontann. Ulegała impulsom.
Śmiech kobiety rozszedł się po pomieszczeniu, a kącik ust Loretty drgnął ku górze. Widocznie wybuch kociołka i ich rozmowa o kąśliwości magii poprawiły nastrój czarownicy. Blondynka odebrała to jako dobry znak - w końcu tacy ludzie prędzej czy później wracają. Atmosfera zdawała się mieć tu przecież ogromne znaczenie. - Poprosić? - powtórzyła po niej z lekkim powątpiewaniem. - Wychodzę z założenia, że powinniśmy być towarzyszami. Współpracować. Towarzysza nie powinno się prosić - co więcej, uważam, że powinno mu zależeć równie mocno. - dodała, wciąż z uśmiechem na ustach. Tak naprawdę magia była głucha na prośby i błagania - czasem po prostu nie miało się nad nią kontroli. Gdyby pozwoliła sobie myśleć inaczej, nie potrafiłaby wyrzucić tej potrzeby z głowy. Drążyłaby i drążyła. Dlatego wybrała wyjaśnienie, które było dla niej wygodne. Jak zawsze - tak, by przede wszystkim zadbać o samą siebie.
Mogła jedynie domyślać się, jak silna musiała być przeżyta przez kobietę trauma, skoro jej marzeniem było nie śnić wcale. W snach człowiek potrafił osiągać tak wiele upragnionych celów, tyle marzeń mogło się w nich ziścić, że całkowite wyrzeczenie się ich mówiło o ogromnej potrzebie - a może wręcz desperacji. Wyciągnięcie tych wspomnień z głowy, zupełne zapomnienie - to zdawało się teraz największym pragnieniem czarownicy. - Tego by pani chciała? - zapytała, unosząc brew w pytającym geście. - Zapomnieć całkowicie? - bo czasem ludzie nie zdawali sobie sprawy, z czym mogłoby się to wiązać. Jak wiele wspomnień po drodze - również tych dobrych - mogłoby zostać utraconych. Z drugiej strony, znając samą siebie, doskonale wiedziała, że byłaby gotowa zrobić dokładnie to samo, gdyby mogło to pozwolić jej poczuć się lepiej. Wyzdrowieć. - Istnieje coś, co nazywamy eliksirem zapomnienia, ale nie jest to zbyt… etyczna mikstura. Alchemicy wciąż spierają się, czy jest ona pożyteczna, czy bliżej jej do trucizny. Działa w ten sposób, że usuwa wszelkie wspomnienia z ostatnich dwóch tygodni. Nie ma jednak mikstury, która potrafiłaby wymazać jedno, konkretne wspomnienie. I jeśli mam być szczera… może to i lepiej. To, co utracone, jest już nie do odzyskania. - dodała, spoglądając na kobietę twardo. Spojrzeniem pełnym zrozumienia, ale i specjalistycznej oceny. - Mogę zaproponować eliksir, o którym pani wspomniała - sen bez snów - albo eliksir słodkiego snu. Na uspokojenie pędzących myśli sprawdzi się również eliksir spokoju. Jednak sądzę, że wizyta u uzdrowiciela mogłaby pomóc pani uporać się z powracającymi wspomnieniami. - dodała, pakując fiolkę wybranego eliksiru w jasnobrązowy papier, który w razie potrzeby mógł uchronić szkło przed roztrzaskaniem w mak.
Skinęła głową, gdy kobieta wspomniała o braku alergii, z uwagą odnotowując również fakt, że była ćwierćwilą. Nie miało to jednak żadnego wpływu na działanie eliksirów, dlatego w ogóle się do tego nie odniosła. - Wszystkie eliksiry mają dość duże stężenie. Trzy krople na szklankę wrzątku lub herbaty. Najlepiej przed snem. Większa dawka nie jest konieczna, nawet jeśli na pierwszy rzut oka wydaje się, że eliksir nie działa. Wszystko potrzebuje czasu. - dodała, sięgając po kolejną fiolkę i czekając na to, co dokładnie kobieta wybierze.
Kolejne pytanie czarownicy zbiło Lorettę z tropu. Upośledzającego męską płodność? Brew poszybowała ku górze w pytającym - i nieco zszokowanym - geście. - Nie jest mi znana taka… trucizna - bo tak należało to nazwać wprost. - Proszę powiedzieć, do czego miałaby jej pani potrzebować. - ciekawość lekko drapała ją w gardle, niemal zmuszając, by poprosić kobietę o opowiedzenie całej historii, która skłoniła ją do zadania takiego pytania. Przez chwilę zastanawiała się nad wszystkimi znanymi sobie miksturami i toksynami, lecz żadna nie przychodziła jej do głowy. Choć przecież… mogłaby taką stworzyć.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#18
Nylah Black
Czarodzieje
It's only illegal if I get caught.
Wiek
24
Zawód
Śpiewaczka operowa i łamaczka klątw
Genetyka
Czystość krwi
potomkini wili
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
9
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
3
8
Siła
Wyt.
Szybkość
5
9
5
Brak karty postaci
06-02-2026, 18:45
Nawet jeśli być może twarz aptekarki była znajoma w jakiś delikatny sposób, to Nylah musiała docenić tę… obcość między nimi. Dwie młode kobiety, nieznane sobie z nazwiska – no, na pewno Nylah nie jest znana, a przynajmniej taką ma nadzieję – spotykające się jedynie w interesie. Niby taka prosta i błaha rzecz, a jednak jak bardzo taka luźna, lekka rozmowa mogła pomóc. W pierwszym momencie Black sądziła, że nigdy więcej tu nie wróci, ale teraz coraz bardziej zaczynała myśleć, że będzie wręcz przeciwnie. Zwłaszcza, że taki wypad do Szkocji z Londynu też jej dobrze robił. Z dala od trosk, od brata, od… wszystkiego. A po eliksir na sen czy jakikolwiek inny pewnie i tak będzie wracać, chociażby ze względu na swoją pracę i ewentualne wypadki przy niej. A londyńskie apteki… cóż. Zawsze istniało za duże ryzyko spotkania kogoś zbyt znajomego.
- Całkowicie się z tym zgadzam. Towarzyszowi powinno zależeć dokładnie tak samo mocno. – zgodziła się z delikatnym rozbawieniem, zaraz też tłumacząc skąd się u niej wzięło. – Pytanie jednak, czy magia sama siebie uważa za towarzysza naszych działań i interesów czy nie. – oczy Nylah się śmiały, nie zwykła toczyć takich dyskusji z ludźmi, ale tutaj się aż samo prosiło. No i częściowo kobieta sprowokowała tę dyskusję, choć zapewne pytanie „kim jest magia” wymagało ogromnych i czasochłonnych studiów w tym temacie. Co nie zabraniało w żaden sposób lekkich dywagacji, skoro prawdą było, że nie zawsze wszystko się udawało. Jedyną stałą świata był fakt, że magia była kapryśna i nie zawsze chciała współpracować.
Zawahała się jednak nad odpowiedzią, czy chciałaby zapomnieć całkowicie. W zasadzie to tak, chciałaby. Chciałaby wyrzucić tamto wspomnienie z głowy, widok martwego Gustave’a, całą tamtą scenę… Kobieta jednak mówiła dalej, więc Nylah zaczęła słuchać uważnie i już wiedziała, że jednak nie, to nie było rozwiązaniem. Teraz nie zmieniłoby niczego, a usunęło wspomnienia, które chciała i których potrzebowała.
- Gdyby była możliwość pozbycia się jednego wspomnienia, to tak. Chciałabym przestać widzieć ten jeden konkretny widok, tę jedną scenę. Ale utracić na zawsze dwa tygodnie życia? Nie wiem, czy potrafiłabym potem jakoś funkcjonować. Wiem też, że takie zapominanie to nie jest żadne rozwiązanie. – dodała miękko, może ciut uspokajająco, lekko potrząsając głową. To nie tak, że byłaby zdolna do tego, by posunąć się aż tak daleko, by pozwolić sobie wyrwać tak wiele dni z głowy. Nie wspominając o tym, że z tego, co mówiła aptekarka, to w jej przypadku i tak to nic by nie zmieniło. Poza zapomnieniem, jak zaatakował ją Orion, ale akurat nie po to potrzebowała eliksiru na sen. – Może i tak. Co innego myśleć o utracie czegoś, a co innego utracić to faktycznie i bezpowrotnie. Po prostu… po prostu bym chciała, żeby pewne obrazy przestały mnie nawiedzać. I tyle. – nie mogła powiedzieć nic więcej bez zdradzania głębszych szczegółów. Dziewczyna budziła zaufanie, jako aptekarka nawet musiała, ale gdyby po prostu można było wyciągnąć wspomnienie i odłożyć je na półkę, by nie drażniło więcej, ale żeby nie zniknęło na zawsze, a mogło wrócić, gdy będzie gotowa. Tak, marzenia ściętej głowy.
- Zapewne kiedyś będę musiała się do takiego udać. – zgodziła się z lekkim westchnięciem, chociaż sam pomysł nie był zbyt szczęśliwy. Ale jak tak słuchała swojej rozmówczyni, coraz bardziej zastanawiała się, czy nie wystarczyłaby po prostu zwykła rozmowa z kimś. Innym. Zaufanym. Po prostu zrzucenie z siebie ciężaru, który ukrywała skwapliwie tyle tygodni. Będzie musiała spróbować od małych kroczków. – Ale na razie zostanę przy eliksirze na sen bez snów. Nie chcę też przesadzić z ilością branych medykamentów. Chociaż eliksir spokoju też mógłby się przydać, więc wezmę obydwa. – stwierdziła po krótkim namyśle, kiwając potakująco głową na metodykę ich zażywania.
- Trzy krople na szklankę. Jakieś obostrzenia, jak długo można je stosować bez szkody dla zdrowia? I jakie przerwy należy robić? – wolała się upewnić, że niczego nie zepsuje. Zaraz potem lekko potarła kark, zastanawiając się, jak wytłumaczyć swoje pytanie.
- Powiem tak… Nie każdy mężczyzna nadaje się do tego, by się rozmnażać. – powiedziała bardzo ostrożnie. – Czasem, ze względów bezpieczeństwa rodziny, żony, przyszłych dzieci, zdecydowanie nie powinien mieć takiej opcji. Oczywiście to pytanie czysto teoretyczne. – zastrzegła sobie. W końcu kto pyta, nie błądzi, a od pytania do czynu jest bardzo daleka droga.
I am the voice in the wind and the pouring rain
I am the voice of your hunger and pain
I am the voice
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#19
Loretta Krueger
Czarodzieje
I am mine before I am ever anyone else's.
Wiek
20
Zawód
alchemiczka, pracuje w aptece ojca
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
5
0
OPCM
Transmutacja
5
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
20
Siła
Wyt.
Szybkość
7
11
13
Brak karty postaci
10-02-2026, 13:54
- Och, Merlin jeden wie, czy magia jest naszym towarzyszem, czy raczej uważa nas za swoją własność. Ja jednak wolę myśleć, że nie należę do nikogo, że moc wypełniająca moje ciało jest przyjemnym dodatkiem, częścią mnie samej, a nie naczyniem, które ktoś mógłby sobie rościć. - odparła z lekkością, bo choć rozmowa odbiegała od głównego wątku i ocierała się o abstrakcję, niosła w sobie coś istotnego. Myśl, która powinna wybrzmiewać głośniej - szczególnie z ust kobiet świadomych siebie i własnej wartości. Loretta taka właśnie była. Miała w sobie dość pewności, by obdzielić nią pół dzielnicy. Nie bała się mówić głośno o swoich potrzebach, nawet jeśli czasem robiła to z nadmiarem - lecz nigdy w formie przechwałek. Raczej jak ktoś, kto zna swoje racje i potrafi je uzasadnić. Widziała świat w określony sposób, bo miała ku temu powody. Po cichu życzyła każdej kobiecie podobnego spojrzenia: uważności na siebie - na własne dolegliwości i problemy, ale też na pasje, pragnienia, te najważniejsze potrzeby, które tak łatwo zagłuszyć. By decyzje podejmowały z myślą o własnym dobru, nie zawsze kosztem siebie dla innych. Wiedziała jednak, że rzeczywistość rzadko wyglądała w ten sposób. Historii nasłuchała się w murach apteki aż nadto. Przy wielu z nich włos jeżył się jej na karku. A jednak te same kobiety - niezależnie od tego, jak wyraźnie można było nazwać bagno, w którym tkwiły - wracały do tego, co znajome. Do tego, co bezpieczne. Bo ludzie nie byli uczeni troski o siebie. Byli uczeni skromności. Milczenia. Nieproszenia o więcej. Niekuszenia losu. Ona tymczasem wystawiała go na próbę niemal codziennie, traktując go raczej jak powiernika wyzwań niż drogowskaz. I to była jej droga. Mogła jedynie mieć nadzieję, że inni zrozumieją to w porę - zanim kostucha zapuka do ich drzwi, zupełnie nie zainteresowana tym, czy zdążyli spełnić choć jedno ze swoich największych pragnień.
Negatywne przeżycia miały to do siebie, że lubiły wracać. Wiedziała to aż za dobrze. Wystarczyło ciasne pomieszczenie albo trzask zamykanych drzwi, by dziecięce koszmarki wracały. Panika, która ogarniała jej ciało, była wstydliwym dodatkiem do codzienności - nic więc dziwnego, że unikała wszystkiego, co mogło ją do nich zbliżyć. A jednak, gdyby dano jej wybór - zabrać te wspomnienia albo zostawić je wraz z wiedzą, którą przyniosły - wybrałaby to drugie. Nawet jeśli to nie było bezpieczne. Nawet jeśli przez to cierpiała. Przede wszystkim dlatego, że zapomnienie niczego by nie zmieniło. To wciąż byłby fragment jej historii; tylko wyrzucony na margines, w ucieczce, bo tak było łatwiej. Kontrola była wszystkim, co miała. Nie mogła jej stracić. - Zapomnienie nie zmieniłoby faktu, że to się wydarzyło - odparła, nie wchodząc w szczegóły. Mogła reagować jedynie na to, co kobieta zdecydowała się jej ofiarować. - Cierpienie nie uszlachetnia. Ale z czasem przemija, jeśli tylko pozwoli się mu odejść. - w jej głosie pobrzmiewała cicha hipokryzja - taka, której nigdy nie nazwałaby głośno. Zawsze łatwiej było udzielać rad innym niż stosować je wobec samej siebie.
Potrzeba, by czuć się zdrowym, była czymś zupełnie naturalnym. Wszystko, co wytrącało człowieka z równowagi, prędzej czy później spotykało się ze sprzeciwem - nic więc dziwnego, że kobieta ostatecznie trafiła do specjalisty. Loretta nie mogła jednak niczego narzucać. Wizytę u uzdrowiciela mogła jedynie zasugerować i właśnie to zrobiła. Eliksiry bywały pomocne, lecz zazwyczaj tylko na czas stosowania. Później lęki i brzydkie obrazy potrafiły wrócić, bo co wtedy miało chronić ciało i umysł? Znów zostawały same. - Jeśli chodzi o eliksir na sen bez snów, proponuję, byśmy poprzestały na jednej fiolce - powiedziała spokojnie. - Jeżeli będzie pani potrzebować więcej, proszę przyjść ponownie. Wtedy zobaczymy, czy coś się zmieniło… a może w międzyczasie dojdzie pani do wniosku, że warto jednak udać się do uzdrowiciela i spróbować pomóc sobie w sposób trwalszy, a nie tylko powierzchowny. - sięgnęła po fiolkę z eliksirem spokoju, zawijając ją starannie w gruby, zabezpieczający papier. - Ten eliksir może pani przyjmować niezależnie od tego, czy sny się pojawią, czy nie - dodała z lekkim uśmiechem. - Nie zalecam jednak stosowania obu jednocześnie. Mają działanie wyciszające. Dawki proszę dostosować do siebie: cztery krople, jeśli emocji jest dużo, dwie jeśli mniej. - uniesiona brew zdradzała, że czeka na potwierdzenie ze strony kobiety. Eliksiry były bezpieczne, ale nawet z tymi można było przesadzić.
Nad pytaniem czysto teoretycznym zastanowiła się nieco dłużej. Każdy, komu choć przez myśl przeszło takie rozwiązanie, musiał mieć ku temu powody - i to nie byle jakie. Mogła stać za tym zemsta skrzywdzonej kobiety, ale równie dobrze troska o najbliższych, bo w imię dobra innych ludzie byli skłonni do rzeczy, które same w sobie trudno byłoby nazwać moralnymi. - Proszę się nad tym spokojnie zastanowić - powiedziała w końcu. - Jeśli wciąż będzie pani szukać odpowiedzi na to… teoretyczne zagadnienie, proszę posłać do mnie sowę. Czasem takie myśli rodzą się pod wpływem emocji, a czasem są wynikiem bardzo konkretnego celu. - zawiesiła głos na moment. - Ja z kolei zastanowię się nad recepturą takiego specyfiku. Jeśli jednak się pani nie odezwie, uznamy sprawę za zamkniętą. - nie negowała samego pytania ani nie próbowała zniechęcać rozmówczyni. Była przede wszystkim badaczką. Lubiła tworzyć, eksperymentować, odpowiadać na realne potrzeby świata - a te bywały znacznie bardziej złożone, niż chcieliby to widzieć ludzie o czystych sumieniach.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): « Wstecz 1 2


Skocz do:

Aktualny czas: 14-02-2026, 18:29 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.