• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Centralny Londyn > Horyzontalna > Pub "Fontanna Szczęśliwego Losu" > Brzegi fontanny
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
29-05-2025, 22:13
Brzegi fontanny
To właśnie tu, tuż przy magicznej fontannie w centrum pubu, rozgrywa się większość najciekawszych scenek z życia pubu. Kilka niskich stolików otacza marmurowy akwen z migoczącą wodą, która delikatnie podświetla twarze gości miękkim, srebrzystym blaskiem. Czasem nad powierzchnią pojawiają się ulotne obrazy — urwane wspomnienia, nieopowiedziane marzenia, a może zwykłe halucynacje po trzecim kieliszku ognistej whisky. To punkt, do którego ciągną stali bywalcy i nowi goście, każdy z własną historią — albo pragnieniem, by jakąś zostawić. Bo przy fontannie, jak mówią, los ma wyjątkowo dobry słuch.

Rzuć kością

Zanurz dłoń w wodnej tafli i rzuć kością k5:
1 - woda jest przeraźliwie lodowata. Przechodzi cię naprawdę upiorny dreszcz i gwałtownie odskakujesz.
2 - woda jest letnia, dostrzegasz w niej pofalowane i zdecydowanie niekorzystne odbicie swojej sylwetki.
3 - w wodnym zwierciadle odnajdujesz wdzięczny obraz samego siebie. Wzmaga się tobie pewność, tego dnia nic nie stanie ci na przeszkodzie. Otrzymujesz +5 do wszystkich rzutów do końca dnia.
4 - zanurzona w zbiorniku dłoń odnajduje złotą monetę. Gratuluję, otrzymujesz galeona. Zgłoś się do Mistrza Gry.
5 - los ci sprzyja. Zostałeś wypatrzony przez tajemniczego czarodzieja z końca sali - otrzymujesz darmową kolejkę ulubionego trunku.

    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Maya Crouch
Czarodzieje
Wiek
25
Zawód
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
panna
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
3
3
Siła
Wyt.
Szybkość
9
10
10
Brak karty postaci
26-01-2026, 14:13
8 maja 1962


W miejscu zetknięcia się szkła ze skórą pojawiły się drobne kropelki wody. Wibrujące zewsząd ciepło skondensowało się ze znajdującymi się w barwnym drinku kostkami lodu, przynajmniej na razie nie topiąc ich aż za bardzo i nie osłabiając alkoholu. Sama forma podania napoju była imponująca - umiejętności barmana i odrobina magii sprawiły, że wewnątrz kieliszka znajdowała się plejada nocnego nieba. Ciemnogranatowa ciecz usiana srebrnymi, skrzącymi się punktami do złudzenia przypominała to, co znajdowało się tuż nad jej głową. Była pewna, że gdyby nie próba dotrzymania kroku koleżankom w rozmowie, skupiłaby się wystarczająco i dojrzałaby w nim określone konstelacje. Jako jedyna z całej grupy spróbowała czegoś nowego, odrzucając przemycone z mugolskich barów wariacje Negroni, Cuba Libre czy czegokolwiek, co uszło gustom magicznej społeczności. W ostatecznym rozrachunku nie miało to żadnego znaczenia, bo każda wyglądała na zadowoloną ze swojego wyboru i tuż po otrzymaniu upragnionych drinków oddaliły się od baru w stronę fontanny.
Rześka bryza wody przepływającej po śnieżnobiałym marmurze wzruszyła nie tylko kaskadą złocistych włosów. Satyna sukienki o delikatnym, perłowym odcieniu poruszyła się w narzuconym przez nią rytmie, jedynie jeszcze bardziej podkreślając to, jak miękko dopasowała się do całej sylwetki. Po zajęciu miejsca przy jednym ze stolików poruszał się już wyłącznie brzeg spódnicy, dlatego nie przywiązała temu większej uwagi. Nie było lepszego sposobu na zakończenie tygodnia niż wyjście do pubu z osobami, dzięki którym mogła przetrwać do piątku bez większego uszczerbku na zdrowiu, zwłaszcza, jeśli problemy wykraczały poza pracę.
— Mayu? Jesteś z nami? — głos Eleny, choć niewątpliwie utrzymany w żartobliwym tonie, przejawiał objawy niepożądanego zainteresowania. Nie musiałaby odpowiadać na to pytanie, gdyby nie nadmierna koncentracja na konieczności strzepnięcia z sandałka drobnego paproszka. Nieco zdeprymowana nagłym przywołaniem do rzeczywistości zagrała to tak, jak najlepiej mogła - roześmiała się i puściła do niej oczko, byle odwrócić od siebie niepotrzebną uwagę. Wystarczało, że przechodzenie korytarzami Ministerstwa oznaczało wydanie się pod ostrzał litościwych spojrzeń. Od momentu dymisji wuja czuła na swoich plecach ciężar obcych myśli. Tu mogła choćby częściowo się od nich uwolnić, poddana osądowi o lżejszym kalibrze, wyznaczanym miarą prawdziwej troski.
— Nie przypominam sobie, żebym odeszła od was po kolejnego drinka — odparła lekkim tonem i wzniosła toast za spotkanie. O ile pozostałe dziewczyny wyglądały na przekonane, tak mina Eleny wyrażała dość względnie zadowolenie z takiego obrotu rozmowy. Wiedziała, że prędzej czy później oberwie za swobodę i zostanie przyparta do muru, aż nie będzie zdolna zbywać jej półsłówkami i wydusi z niej prawdę. Głód był tym większy, ponieważ ostatnio nie odczuwała potrzeby dzielenia się tkwiącymi wewnątrz uczuciami. Nienawiść do samej siebie, do tego, co zrobiła sobie z własnej woli, skutecznie hamował przed mówieniem czegokolwiek równie otwarcie co wcześniej.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Lysander Hatley
Czarodzieje
Marność nad marnościami
Wiek
25
Zawód
twórca magicznych protez w Howell's Hand
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
7
10
Magia Lecznicza
Eliksiry
15
4
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
10
Brak karty postaci
29-01-2026, 22:21
Zaskakująco rzadko korzystam z dobrodziejstw Londynu. Maj pachnie soczystą zielenią, rozwijającą się chętnie pod czujnym okiem wiosennych deszczowych, chmur. Powietrze jest lekkie, przyjemnie zachęcające do eksploracji. Ciężka, dymna woń powoli odchodzi w niepamięć, przynajmniej na tych kilka, ulotnych wiosenno-letnich chwil. To znak, aby wystawić nos dalej niż tylko wstęga ulicy przy której mieszkam i pracuję. To znak, żeby wreszcie zaczerpnąć z dobrodziejstw stolicy i na moment zapomnieć o obowiązkach, które przecież mogą się piętrzyć w nieskończoność. Zawsze przecież jest coś do zrobienia, poprawienia, udoskonalenia. Zawsze można siedzieć przy czymś dłużej, intensywniej, by następnie nie być w stanie uczynić nic więcej, niż tylko opaść bezwładnie w chłodną pościel. Znam doskonale ów schemat i zbyt często ulegam jego urokowi, jest łatwy, przystępny, pozwala myślom trzymać się bezpiecznych ram, odległych od zmartwień i rąsnącej niepewności. Już w czasach szkolnych korzystałem z niego bardzo często, zwłaszcza kiedy powracałem na czas wakacji do domu, gdzie czekała przykra rzeczywistość. Ciężka praca pozwoliła mi na odrobinę zapomnienia, kiedy mierzyłem się ze śmiercią Kyrosa. Pozwala mi wciąż…
Strząsam z siebie pył niepewności, dzisiaj jestem zdecydowany na to, aby wieczór zwieńczyć czymś innym niż tylko samotnością zaklętą w czterech ścianach własnego mieszkania. Okazja przychodzi do mnie sama, kiedy w drzwiach rozlega się pukanie i widzę twarz Gilberta — znajomego z czasów Hogwartu. Zamieniliśmy kilka zdań podczas zjazdu i okazało się, że również mieszka w Londynie, oraz że bardzo chętnie spotka się ze mną, by w nieco spokojniejszej atmosferze powrócić rozmową do dawnych czasów. To zabawne, bowiem nigdy nie sądziłem, że jakikolwiek ślizgon zapała choć odrobiną sentymentu w trakcie spotkania po latach do swych pobratymców. Jak jednak się okazuje, nieco demonizuję starych druhów.
Lądujemy w „Fontannie Szczęśliwego Losu”. Jest to miejsce oblegane i modne, więc nic dziwnego, że ciężko czasem o wolne krzesło, nie wspominając o stoliku. Siadamy jednak swobodnie — on w popielach, ja niczym szkiełka witrażowe, błyskam na prawo i lewo przepychem barw. Dobrze skrojona kamizelka, której rozpięte poły łączą ze sobą zmyślne łańcuszki i kamienie, szmaragdowy golf i luźne spodnie. Włosy ułożone w miękkie fale, zebrane złotym szpikulcem zwieńczonym kameą. Kontrastujemy ze sobą, co początkowo GIlbert przyjmuje z krzywym uśmiechem, wspominając, że zapomniał już prawie o moich nawykach.
Siedzimy tu już od kilku godzin, rozprawiając o dawnych czasach, alkohol przyjemnie wygładza myśli, sprawia, że sceny szkolne są bardziej strawne. Moje czujne oko wychwytuje nagle znajomy profil i kiedy tylko mózg dostaje sygnał, nie potrafię skupić się na powrót na rozmowie ze starym przyjacielem. Ten dostrzega zamieszanie i również ogniskuje spojrzenie na miejscach przy samej fontannie.
— Czy nie rozmawialiście podczas zjazdu? — zagaduje wyraźnie poruszony. Choć nie ma pojęcia o napięciu pomiędzy nami, zdaje się żywo zainteresowany samą wymianą zdań.
— Przez chwilę — mruczę znad drinka i przechodzi mi przez głowę myśl czy aby nie powinniśmy zmienić lokalu. Potem jednak dochodzi do głosu wrodzona przekora. Nie zamierzam marnować wieczoru. Dlatego też rozsiadam się wygodniej. Niby nie po to, aby być bardziej widocznym, ale kto wie… Kiedy jedna z koleżanek (na to wygląda) panny Crouch odwraca się w naszą stronę, mądrość Gilberta bierze górę. Kiwa do niej drinkiem i uśmiecha się szeroko, jakby liczył na uwagę. Częstuję go kopniakiem pod stolikiem. Na taką widoczność się nie pisałem.
— Ała! Hatley, rozum postradałeś? — burczy oburzony.
— Szczęścia szukasz? — odpowiadam i wzdycham ciężko. Zerkam kontrolnie czy reszta grupki zacznie zwracać teraz na nas uwagę.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Maya Crouch
Czarodzieje
Wiek
25
Zawód
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
panna
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
3
3
Siła
Wyt.
Szybkość
9
10
10
Brak karty postaci
31-01-2026, 20:48
Odmierzała upływający czas topnieniem kostek lodu. Woda zmieszała się z zawartym w drinku alkoholem i stępiła jego gorzkawy posmak, co przy każdym kolejnym łyku było coraz bardziej istotne. Plotkowanie o zmianach zachodzących w Ministerstwie z głową pełną zwartych, uporządkowanych myśli traktowało jako wyzwanie, na które niekoniecznie miała ochotę. Koleżanki zgrabnie omijały temat zwolnienia jej wuja i powstrzymały się przed wyłożeniem strzępek rozmów zasłyszanych w kuluarach. Ilość wersji krążących pomiędzy pracującymi tam czarodziejami musiała być zatrważająca, a źródło mogące potwierdzić jedno z nich i zaprzeczyć pozostałym starało się być neutralne i skupiało się na pracy. To dlatego Elena podczas jednej z przerw obiadowych zasugerowała wyjście do pubu. Obserwowanie miny zbitego psa przez kilka dni pod rząd musiało być męczące i wcale nie miała jej tego za złe. Z całego biura tylko ona szczerze interesowała się jej samopoczuciem i dlatego niedpowiedzenia dotyczące zlotu absolwentów niosły jeszcze większy ciężar. Tego wieczoru dzięki niej wpadła w odświeżający nurt rozmów o niczym, bo nie mogła inaczej nazwać zastanawiania się nad tym, dlaczego przełożona od blisko dwóch tygodni tuż przed południem znika na kwadrans i wraca z niedopiętym guzikiem koszuli.
Zanurzona po czubki uszu w tej rześkiej toni swobodnie podążyła za spojrzeniem Eleny, z którego w ułamek sekundy zniknęła stonowana ciekawość - zastąpiona czułą, zmysłową emanacją kobiecego piękna. Jeszcze zanim sięgnęła wzrokiem ku wybranemu przez nią punktowi wiedziała, że będącemu nim mężczyźnie pozostała zaledwie chwila spokoju. Posłała mu na wpół rozbawiony i współczujący uśmiech, po czym zamarła, ponieważ rozpoznała siedzącą obok niego postać.
Ubrany w pawie kolory Lysander z tej odległości nie wyglądał na skrępowanego. Wręcz przeciwnie. Wyglądał równie nonszalancko co przy ich ostatniej rozmowie, zwłaszcza, gdy odwrócił się plecami i wyszedł nie oglądając się za siebie. Złoty blask łańcuszków upniętych na marynarce kusił, przyciągał oczy wielu, wielu kobiet, o czym przekonała się spoglądając na pozostałe na miejscu dwie koleżanki. Kątem oka zauważyła prostujące się sylwetki, karminowe wargi rozchylone w zawadiackim uśmieszku i ostrożnie wychylające się do przodu klatki piersiowe. Sama zdobyła się jedynie na delikatne uniesienie brwi. Nie potrafiła podzielić tego podekscytowania - zamiast niego czuła grzęznący w płucach oddech i zwijający się na wysokości serca kłębek wściekłości, który w rzeczywistości mógł być zwitkiem bólu. Patrzyła na Lysa i nie mogła się zdecydować, co właściwie powinna czuć na jego widok. Niestety Elena zdecydowała się przeoczyć wysyłane przez nią sygnały i ruszyła w ich stronę niezwykle pewna siebie, gotowa rzucić wszystko na jedną kartę i odpowiedzieć na toast w bardzo wyrafinowany sposób.
— Nawet się nie waż — szepnęła, licząc, że nieme ostrzeżenie zbiegiem okoliczności jednak dotrze do Lysandra i wykaże się zdrowym rozsądkiem. Na ich nieszczęście jej przyjaciółka miała w sobie czar, przed jakim mało który mężczyzna zdołałby się oprzeć i przez to zaproszenie do stolika było zbędą formalnością. Wszystko zaczęło ją uwierać - satynowy materiał sukienki nieznośnie ocierał się o napiętą skórę, złocisty kosmyk włosów wypadł zza ucha, pasek czółenka wrzynał się w kostkę. Czuła się obco we własnym ciele, jakby nie należało już do niej. A wystarczyło zaledwie na niego spojrzeć i przypomnieć odrzucenie, z jakim zderzyła się po żywym wspomnieniu tamtego tańca.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Lysander Hatley
Czarodzieje
Marność nad marnościami
Wiek
25
Zawód
twórca magicznych protez w Howell's Hand
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
7
10
Magia Lecznicza
Eliksiry
15
4
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
10
Brak karty postaci
05-02-2026, 20:44
Jedyne słowo, które potrafię teraz wyartykułować to udręka. Udręka, którą sprowadził na mnie Gilbert ze swoją chęcią do nawiązywania kontaktu z przypadkowymi dziewczynami. O ile dobrze pamiętam, taki sam był w czasach szkolnych. Nie sposób poniekąd odmówić mu faktycznie czegoś, co przyciąga spojrzenia. Może nie w sposób taki jak zwykłem robić to ja, a jednak na tyle skuteczny, żeby dziewczyna, do której macha szklanką z drinkiem odpowiedziała słodkim uśmiechem. Sam dołączam do widowiska trochę na przekór sobie, bo potem odwraca się panna Crouch i mamy widowisko godne pożałowania. Tak bardzo nie chcę zaogniać czegoś, co wybuchło nieoczekiwanie podczas Zjazdu. Gdyby ode mnie zależało, odwróciłbym się na pięcie po czym wyszedł, ale niestety nie jest mi to dane. Muszę grać w grę pozorów, jeśli nie chcę spowiadać się ze wszystkiego Gilbertowi. To ostatnie na co mam ochotę, jest to nawet mniej przyjemne od perspektywy zawitania przy stoliku dziewcząt.
— No daj spokój, nie chcesz się przywitać? Poza tym, jest z koleżankami, a nie wiem jak ty, ja nie zamierzam kończyć tego wieczoru tylko i wyłącznie wspomnieniem twojej gęby — rzuca śmiejąc się złośliwie, a ja wywracam tylko oczami. — Poza tym, pierwsze słyszę, żebyś z własnej woli sam przepuścił taką okazję — dodaje jeszcze bardziej zjadliwie. I ma w tym dużo racji, ale dzisiaj wyjątkowo odpuściłbym sobie. Naprawdę, dla zdrowotności. Nie przeszkadzałaby mi twarz Gilberta na zakończenie dnia. Bywało gorzej. Mruczę w odpowiedzi coś zupełnie niezrozumiałego, szczerząc się nadal do dziewczyn przy fontannie. Przyjaciel wypija szybko drinka po czym szturcha mnie w bok.
— Chodź, dosiądziemy się — i zanim kończy zdanie, wstaje bez ostrzeżenia. Po drodze zamawia drinki, które lądują na blacie przed Mayą i jej koleżankami niemal w tym samym momencie, gdy my stajemy tuż obok. Znowu mam ochotę wywrócić oczami, bo wygląda to wszystko tak okropnie tandetnie, że aż skręca mi wnętrzności. Muszę grać na domiar złego zupełnie przeciwne odczucia. Dopiero kiedy jesteśmy tak blisko, przyglądam się bez skrupułów pannie Crouch. Zdaje mi się, że wygląda zupełnie inaczej niż podczas zjazdu — widać odrobinę zmęczenia ale i więcej swobody, którą emanuje wśród swoich towarzyszek. To chyba jedno z tych spotkań „na odreagowanie” po ciężkim tygodniu pracy. Kiedy stoję za nią, mogę też dokładniej prześledzić linię szyi i ramienia, spływającą po sylwetce suknię… delikatnie zagryzam wargę, robię to pomimo napięcia w sposób niekontrolowany. I cieszę się, na Merlina, że nie ogląda się od razu, by przyłapać mnie na momencie słabości. Oficjalnie mam dla niej nienagannie przyklejony do twarzy uśmiech, podbity złością. Bo owszem, jestem zły. Jestem wręcz wściekły na to, jak bardzo powierzchownie postanowiła ocenić moje intencje podczas zjazdu. Czy powinienem się odegrać? To chyba kiepski pomysł. Pozostaje mi więc uprzejmość ze względu na jej towarzyszki i na Gilberta. Niech go wszyscy diabli…
— Panie pozwolą, Gilbert — Klepie mnie po ramieniu. — Lysander. Możemy? — Dopytuje, co w sumie jest czystą formalnością. Kiedy kelner ustawia drinki, pierwsze lody są raczej przełamane. Poza tym, jesteśmy tu dzięki uprzejmości jednej z dam zachęcającej swoimi gestami Gilberta. Na nieszczęście przypada mi krzesło obok Crouchówny, bo przyjaciel wspaniałomyślnie ubiega mnie w zajęciu dogodnego miejsca.
— My się chyba nie znamy? — Udaję, robię z siebie głupka, ale może tak będzie lepiej. Mam przy tym poważną minę. Nie sądzę, żeby Gilbert słyszał moje kłamstwo, bo zajmuje się pozostałymi dziewczynami. Jemu naprawdę nie potrzeba wiele. Sięgam do swojego alkoholu i zanurzam w nim usta. Patrzę na Mayę uważnie, może trochę chłodno, ale nic więcej nie potrafię wykrzesać w obecnej sytuacji. — Mam nadzieję, że wieczór masz udany. — Nie gryzę się w język, to silniejsze ode mnie. Powinienem, a tymczasem robię to, co zwykle — staję okoniem, nie potrafię się dopasować. Potem z rezygnacją, wsuwam dłoń w wodne odmęty szukając drobnej odskoczni od rzeczywistości. Podobno fontanna ma niezwykłą moc.
1x k5 (co przynosi fontanna):
2
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Maya Crouch
Czarodzieje
Wiek
25
Zawód
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
panna
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
3
3
Siła
Wyt.
Szybkość
9
10
10
Brak karty postaci
08-02-2026, 20:17
Zadowolenie bijące z oczu Eleny zaraziło pozostałe koleżanki. Nie musiała z powrotem odwracać się do Lysandra i jego znajomego, by poznać konsekwencje zachęcającego nastawienia przyjaciółki. Przeczucie zbliżającego się koszmaru zacisnęło się na jej gardle, sprawiając, że nieznacznie ugięła kark. Może znalezienie męskiego towarzystwa na resztę wieczoru było ich założeniem od momentu wejścia do baru. Mogła przewidzieć, że dla niej nie skończy się to najlepiej. Mogła wstać od stolika, odwrócić się od nich plecami i wyjść, byle znaleźć się daleko poza terenem pubu, ale po wszystkim zmierzyłaby się z niechcianymi pytaniami. Wyglądałoby to jak ucieczka przed kimś zupełnie obcym - czego niestety nie mogła powiedzieć o zbliżającej się osobie. Padający zza pleców cień poinformował ją, że chwila próby nadeszła i nie odwrotu przed zetknięciem się z przeszłością, którą należało jak najszybciej pogrzebać. Zyskaliby na tym oboje. Nie trwałaby w zawieszeniu, niezdolna do najmniejszego ruchu. Bała się choćby drgnąć, jakby nawet sam trzepot rzęs czy opadająca powieka wywołałaby lawinę zdolną strzaskać kości i rozerwać mięśnie. On... Dla niego wszystko byłoby takie, jak zawsze.
— Witamy — odparła swobodnie Elena. Gilbert już teraz nie miał żadnych szans wydostać się spod ciepłego spojrzenia, które z upływem czasu rozgrzeje się do niebotycznego stopnia. — Jestem Elena. Zaczynając od mojej prawej strony, z przyjemnością przedstawiam wam Camillę, Grace i Mayę.
Zgrzyt przesuwających się krzeseł brzmiał donośniej niż gwar odbywających się wokół rozmów. Poczuła ulgę zaledwie przez chwilę, ponieważ spodziewała się poczuć u swojego boku zapach kwiecistych, delikatnych perfum, ale zamiast tego usłyszała ciche brzęczenie złotych łańcuszków. O ile było to możliwe w tych warunkach, usztywniła się jeszcze bardziej - równie niefortunnym zbiegiem okoliczności co obecna sytuacja mogłaby trącić go łokciem, otrzeć się biodrem o nogę lub zrobić cokolwiek innego, przez co podskoczyłaby jak tknięta rozżarzonym żelazem. Przesączanie przez myśli różnorodnych scenariuszy zakończyło się dopiero, gdy dopuściła do siebie brzmienie jego głosu. Z niepokojącą dla siebie pewnością delikatnie odwróciła głowę i podjęła obojętny wzrok Lysandra, dzieląc się z nim równie stonowanym wyrazem. Wspomnienie uporczywego zaprzeczania, zakrzywiania rzeczywistości migotało w jej oczach równie mocno co pełzający pod powłoką tęczówek gniew. Odruchowo nachyliła się ku niemu bliżej, w teorii dla zachowania większej prywatności. W praktyce był to dość nieprzemyślany ruch.
— Owszem. Do momentu, w którym twój kolega postanowił obdarzyć Elenę maślanym spojrzeniem, bawiłam się całkiem znośnie — szepnęła. Porzuciła pomysł wplecenia w ton głosu przekornej słodyczy, zamiast tego zaciskając smukłe palce na nóżce szklanego kieliszka. Nieprzypadkowo odtrąciła drinka przyniesionego przez kelnera na rzecz zamówionego wcześniej przez siebie. Z tej odległości blichtr biżuterii znaczył brązowe tęczówki złocistymi plamami, widziała też zawijające się ku górze smoliście czarne rzęsy i przyćmione światło padające na policzki. Tak bliska perspektywa oznaczała również dostrzeżenie lica naznaczonego obojętnością - zrozumiałą, o ile dobrze interpretowała, bo ostatniej rozmowie raczej nie przewidywali ponownego spotkania tak szybko. Rozchyliła usta, gotowa powiedzieć coś jeszcze, ale zaciśniętego gardła nie wydobył się żaden dźwięk. Kątem oka dostrzegała też zainteresowanie ognistowłosej Camilli, której dość wyraźnie nie podobała się ta zażyłość i fakt, że nie usiadła bliżej. Onieśmielona ilością otrzymanych bodźców odsunęła się od Lysandra i bezwolnie pozwoliła wiciom dyskomfortu rozproszyć się po całym ciele. Klatka piersiowa unosiła się i opadała w nierównym rytmie, bo oddech był popędzany jednocześnie przez złość, niezadowolenie i zazdrość. Z przyklejonym na ustach uśmiechem umoczyła usta w alkoholu.
— Więc? — zapytała Camilla, wyrywając pozostałych z trwających rozmów, a ją samą z letargu zaprawionego drinkiem. — Zdarzało się wam przyjść tu wcześniej? Z dziewczynami przychodzimy tu dość często, a was widzimy tu po raz pierwszy. A, zapewniam, zwracacie na siebie uwagę.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#7
Lysander Hatley
Czarodzieje
Marność nad marnościami
Wiek
25
Zawód
twórca magicznych protez w Howell's Hand
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
7
10
Magia Lecznicza
Eliksiry
15
4
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
10
Brak karty postaci
09-02-2026, 21:02
Tafla wody faluje pod naporem palców; spoglądam na swoje odbicie — rozszczepione, bez składu i ładu, pozbawione jakiegokolwiek wdzięku. Odruchowo zaczynam wygładzać niesworne kosmyki odstajace panad lewym uchem, bo wyraźnego niezadowolenia nie umiem tymczasowo schować. Próbuję skupić myśli na tym, co widzę, bo to zdecydowanie łatwiejsza opcja na przetrwanie trudnego początku. Dodając do tego moje wrodzone przeczulenie odnośnie prezencji, mam doskonały punkt zaczepienia, więc kolejne sekundy mijają mi na ukradkowym poprawianiu zauważalnych mankamentów. Zapewne nikt poza mną nie zdołał ich dostrzec, powierzchnia akwenu okazała się jednak bezlitosnym zwierciadłem, przed którym nic nie może się ukryć. Chyba, że tu wcale nie chodzi o wygląd zewnętrzny, a o moje ogólne odczucia względem spotkania z panną Crouch, które wpływają na gesty oraz mimikę? „Fontanna Szczęśliwego Losu” słynie ponoć ze swej magicznej atmosfery. O ironio.
Gdy upatrzona przez Gilberta panna przedstawia resztę towarzyszek, spoglądam na każdą z nich przez moment i obdarzam uśmiechem. Nawet Maya dostaje coś na kształt uprzejmości, bo nie zamierzam wystawiać nas na pożarcie domysłom. Myślę sobie, że nastawienie całej grupy zmieniłoby się diametralnie, gdyby każdy został wtajemniczony w to, co działo się podczas zjazdu. Na szczęście, ani ja ani Maya nie postradaliśmy jeszcze resztek zdrowego rozsądku, co jednak nie stopuje nas przed pewnymi uszczypliwościami.
Nie zdołałem jeszcze oswoić się całkiem ze słowami, które wtedy wymierzyła w moją stronę. Nadal wywołują dyskomfort i głęboki brak zgody. Nie sądzę, abym czymkolwiek zasłużył sobie na tak surowy osąd. Nic złego nie uczyniłem, jestem tego pewien. Coś po prostu wciąż w niej siedzi, coś z czym sobie nie radzi, a ja dostaję za to rykoszetem.
Mrugam oczami: raz, drugi. Opieram się wygodniej, co kontrastuje ze spiętą postawą panny Crouch. Jesteśmy niczym ogień i woda, ona się pilnuje, ja swoim zwyczajem zaczynam się panoszyć niczym zjadliwa samosiejka zagarniająca coraz większe połacie zapomnianego trawnika. Chwila nieuwagi i gąszcz masz pod samymi oknami.
— Uwierz mi, sam skróciłbym tego imbecyla o głowę — wyznaję półszeptem, kiedy pochyla się lekko ku mnie. Kiedy dostrzegam, że nie dotyka nawet napoju zamówionego przez Gilberta, unoszę lekko brwi. — Nie bój się, nie zdążyłem tam napluć — na usta ciśnie mi się złośliwy uśmieszek, który zaraz muszę zdusić, bo jedna z towarzyszek dzisiejszego wieczoru, zwraca się w naszą stronę. Czyżby dostrzegła, że za wiele słów pada między nami? Maya reaguje na to zaraz i odsuwa się ode mnie. Chłód pustki omiata moją twarz, co zaskakująco wcale nie jest aż tak przyjemne, jak tego bym chciał.
Poszukuję spojrzeniem Gilberta, ten już jednak całkiem przepadł, dopiero słowa rudowłosej sprowadzają go na ziemię.
— Mógłbym zapytać o to samo, nie należycie do kobiet, które jest się w stanie przeoczyć — stwierdza Gilbert.
—Merlinie… — mamroczę niewyraźnie, potem uśmiecham się tylko lekko zażenowany. — Niespotykane zrządzenie losu, nieprawdaż? — pytam wreszcie. — Wychodzi więc na to, Gilbercie, że musieliśmy się wszyscy jakimś dziwnym trafem rozmijać, straszny pech — wzdycham, rozbawiony, po czym sięgam po swojego drinka. — Tym bardziej powinniśmy uczcić to, jak dużo szczęścia dziś mieliśmy wpadając na siebie, prawda? — Wznoszę szklankę do góry. — Za owocny wieczór. — Wciąż przygląda mi się rudowłosa dziewczyna, nie wiem czy chodzi jej wciąż o to, że zbyt wiele uwagi poświęciłem jej koleżance. Czy może ma jakieś obiekcje do mojej osoby. W normalnych warunkach, pewnie próbowałbym ją rozgryźć, pociągnął rozmowę, może się przesiadł, wszystko to jednak zdaje mi się być jedynie wyrokiem wydawanym na samego siebie. Tylko że zupełne ignorowanie otoczenia również nie wchodzi w grę.
— Trudy pracy też gdzieś trzeba odreagować, prawda? — zagaduję, bardziej ogólnie, ni to celując do Camilli, ni to zwracając uwagę na Mayę.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#8
Maya Crouch
Czarodzieje
Wiek
25
Zawód
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
panna
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
3
3
Siła
Wyt.
Szybkość
9
10
10
Brak karty postaci
12-02-2026, 14:39
Zgadzali się przynajmniej w tej kwestii. Gdyby nie śmiałość Gilberta spędziliby ten wieczór w odosobnieniu, tak, jak powinni, ciesząc się z dzielącego ich dystansu. Brak bardziej wymownej reakcji był podyktowany względami o czysto estetycznej naturze - ze ścieżki wybrukowanej gniewem i złośliwością nie było już odwrotu, a przy odrobinie nieszczęścia koleżanka odkryłaby więcej niż sami chcieli pokazać. Do tej pory zachowywała się poprawnie, uwzględniając nawet bezmyślne pochylenie się ku Lysandrowi tuż po tym, gdy usiadł tuż przy niej.
— Dziś mamy go o wiele więcej niż zazwyczaj — zaśmiała się Camilla, stukając paznokciami o nóżkę kieliszka. Wysoki dźwięk otarł się o skórę i zostawił na niej wyjątkowo kąśliwe napięcie, pogłębiając niewygodę skupioną w miejscach styku ciała i sukni. — A wystarczyło tylko szeroko rozejrzeć się po pubie i sprawdzić, czy komuś nie brakuje odpowiedniego towarzystwa.
Wzniesienie ręki do toastu pozbawiło ją resztek godności. Alkohol, wcześniej przyjemnie słodki i dający nadzieję na udane zakończenie wieczoru, teraz osadził na podniebieniu gorzki nalot i zdarł skrzętnie nagromadzone wytchnienie. Wykrzywione w grymasie niezadowolenia usta skryła za trzymanym w górze szkłem - granatowa ciecz upstrzona srebrnym pyłem nadawała się do tego idealnie. Wszystko oprócz subtelnie ciepłego wzroku Camilli było wypłowiałe. Tylko ona, z burzą ognistych włosów spływających falami po plecach, z niesfornym kosmykiem opadającym na delikatnie zmarszczone czoło, emanowała wręcz niezdrowo żywą energią. Razem z Grace i Eleną przypominały małe, ale niebezpieczne płomyki, pod gorącem których z łatwością mogła się roztopić i zniknąć. A gdyby tak się stało, miejsce obok Lysandra zostałoby puste i już nic nie stałoby na przeszkodzie przez realizacją dość jasno zakreślonych zamiarów. W innych okolicznościach rzuciłaby koleżance ostrzegawcze spojrzenie i nie pozwoliła wyjść przed szereg. Pragnęła ustawić ją do pionu, pokazać, że nie powinna liczyć na zbyt wiele, ale nawet nie drgnęła. Zamiast tego odezwała się pierwsza, choć to Camilla szykowała się do odpowiedzi.
— Dlatego tutaj przyszłyśmy. Uznałyśmy, że w piątek nie wypada zostawać samemu i trzeba świętować koniec tygodnia jak, należy — jak na grzmiące z tyłu głowy nawoływanie do ucieczki, zaborcze spojrzenie koleżanki i drażniącą zmysły obecność Lysa zabrzmiała wiarygodnie. — Elena... — za to imię przyjaciółki zabrzmiało w jej ustach wyjątkowo nieporadnie, jakby język nagle przestał jej słuchać. Zaczerpnięcie łyka drinka mogło uratować lub doszczętnie pogrzebać całokształt sytuacji. — Właściwie to Elena jako pierwsza zasugerowała spędzenie tego wieczoru poza domem. Nie musiała zbyt długo przekonywać nas o słuszności takiego pomysłu, ale coś mi mówi, że z każdą chwilą jest nam coraz bardziej wdzięczna za brak oporu — mrugnęła porozumiewawczo do przyjaciółki. Zbolałe spojrzenie prześlizgnęło się tylko po Lysandrze, a i tak trwało to nie dłużej niż jedno uderzenie serca. Cała gama spranych, pozbawionych większej wartości myśli wykreowała pomiędzy nimi trudną do określenia słowem atmosferę. Cierpieli jednocześnie razem i osobno, nie mogąc znieść się wzajemnie i klnąc na swoich przyjaciół, którzy do uznania wieczoru za satysfakcjonujący oprócz alkoholu musieli odnaleźć się w towarzystwie. Dopiła resztę drinka i pomimo początkowej niechęci sięgnęła po ten przyniesiony przez kelnera, w międzyczasie jak ognia unikając choćby zdawkowego spoglądania na siedzącą blisko Camillę. Ona jeszcze nie dostała tego, co chciała.
Jeszcze.
Nie mogła powiedzieć tego samego o Elenie. Poufałość, jaką osiągnęła z Gilbertem w zaledwie kilka minut, była naprawdę godna podziwu. Ich ramiona praktycznie stykały się ze sobą, a rozmowa toczyła się z ust do ust, którym do przejścia na kolejny poziom zaangażowania brakowało zaledwie paru centymetrów. Znieczulenie myśli alkoholem nie pomogło i wkrótce zamiast nich miała przed oczami inną parę, której zaangażowanie przechodziło granice przyzwoitości. Odpędzanie od siebie tej wizji przyniosło skutek odwrotny od zamierzonego.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#9
Lysander Hatley
Czarodzieje
Marność nad marnościami
Wiek
25
Zawód
twórca magicznych protez w Howell's Hand
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
7
10
Magia Lecznicza
Eliksiry
15
4
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
10
Brak karty postaci
12-02-2026, 20:47
W normalnych warunkach dzisiejszy wieczór byłby dla mnie naprawdę ciekawą odskocznią od rutyny. Nie mam nic przeciwko zawiązywaniu podobnych znajomości, są one mile widziane. I pewnie, gdyby nie obecność panny Crouch, uśmiechnąłbym się do Gilberta z wdzięcznością w związku z jego nagłym przypływem wylewności w stosunku do siedzących przy stoliku panien. Niestety, spotkanie miało mi upływać pod znakiem ciągłego dyskomfortu i zastanawiania się, co tak właściwie powinienem ze sobą zrobić. Po jakimś czasie konstatuję, że nie ma tu dobrej odpowiedzi i wyjścia, które pozostawiłoby mnie bez uszczerbku. Jeśli zostanę, będę musiał się silić na przynajmniej minimum uprzejmości, a jeśli zechcę wyjść, będę pod ostrzałem pytań, tych niekoniecznie wygodnych również. Zdaje się więc, że jestem skazany na porażkę. Niedobrze.
Na moment postanawiam skupić się na rozmowie płynącej między naszą dwójką (mną, bo Gilbert już przepadł), a dziewczyną siedzącą tuż obok Mayi. Czuję, że skłania się ku mnie swoją ciekawością. Jest to przyjemna rzecz, ale mój zapał zaraz studzi marsowa mina tymczasowej „nemezis”. Zawłaszcza sobie odrobinę miejsca, aby wyjaśnić dokładnie, co zachęciło ją i koleżanki do wyprawy w miasto. Przysłuchuję się, kątem oka wciąż chwytając roziskrzone spojrzenie Camilli. Nie powinienem iść tą drogą, jeśli chcę by mój obraz pozostał nieskalany. Ale tak właściwie, to po co? Nagle odczuwam sentyment i współczucie, którego Maya przecież mi odmówiła, dobitnie zrównując zamiary do niecnych planów lisa wdzierającego się do kurnika tylnym wejściem. Tamtej nocy była bezlitosna, nie potrafię zrozumieć, dlaczego.
Przyciskam palce do chłodnej powierzchni szklanki, chcę złapać równowagę, kontakt z rzeczywistością, bo myślami odpływam coraz dalej i dalej.
— Och, wierzę, że to może być całkiem dobry wieczór, dla niektórych zwłaszcza — rzucam, obracając się w kierunku Gilberta. Coś czuję, że z tych ramion nie wyplącze się tak szybko. Być może będzie nad tym pracował do samego rana. Ale czy to źle? Zdaje się być bardzo pochłonięty piękną Eleną. Zawsze pchał się w podobne sytuacje, czuł się jak ryba w wodzie, gdy spływała na niego uwaga ze strony kobiet. Nie na darmo był jednym z popularniejszych ślizgonów w naszym roczniku. Ale to być może jedynie subiektywna ocena. Wiadomo, że Slytherin do najprzyjemniejszych miejsc w celu poszukiwania sobie partnerów nie należy.
— Zamierzacie skończyć na Fontannie? — pytam zaraz, tym razem już bezpośrednio chwytając spojrzenie rudowłosej Camilli. — Zastanawiam się, bo wygląda na to, że mój przyjaciel zaprzedał już swoją duszę, a ja pozostaję na placu boju zupełnie sam… — Zaczynam się śmiać. Pochylam się lekko nad drinkiem, a oczy płynnie przeskakują na osobę Mayi. Czy w ogóle istnieje szansa, że skończymy piątek bez poczucia niesmaku?
Siedzi nadal bez wykonywania zbyt gwałtownych ruchów, widzę każdy spięty fragment jej ciała, satysfakcję czuję jedynie przez moment. Zdaje się, że muszę ciągnąć grę najbardziej neutralnie jak to tylko możliwe, ale nie byłbym sobą, gdybym nie próbował ugrać czegoś przy okazji. Uderza mnie, jak mało wiem na temat obecnego życia Crouchówny. A przecież nie odmówi mi teraz odpowiedzi na kilka prostych pytań? W rewanżu może i ona czegoś się dowie? Nie wiem czy ma to jakikolwiek sens, po prostu nie zamierzam taplać się w uczuciu niechęci oraz wściekłości przez cały wieczór, skoro już Gilbert zdecydował się zafundować nam nieświadomie piekło.
— To o czym chcecie tu zapomnieć w piątkowy wieczór? Natrętni petenci? Mało wyrozumiali współpracownicy? Czym się zajmujecie? Camillo? — Zagaduję, a palcem obrysowuję rant szkła. Policzek układam na drugiej, zwiniętej luźno dłoni. Zerkam na moje towarzyszki spod przymrużonych powiek.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#10
Maya Crouch
Czarodzieje
Wiek
25
Zawód
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
panna
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
3
3
Siła
Wyt.
Szybkość
9
10
10
Brak karty postaci
Wczoraj, 13:16
Zazdrościła Elenie. Zazdrościła bardziej, niż była zdolna się przyznać.
— Wyciągasz bardzo mylne wnioski, Lys, bo wcale nie jesteś sam. I po prostu jeszcze nie zdążyłeś jej sprzedać — Camilla zaśmiała się razem z nim. Chciała dać mu wyraźnie do zrozumienia, że postawienie takiej tezy jest mylne i może udowodnić to na wielu płaszczyznach. — W zasadzie planowałyśmy spędzić tu cały wieczór. Ale kto powiedział, że planów nie można zmieniać, zwłaszcza w tak dobrym towarzystwie? — ujęcie liczby mnogiej w monologu było sporym dopowiedzeniem. W tym układzie o wiele wygodniej byłoby posługiwać się określeniami sugerującymi udział maksymalnie dwóch osób. Przez całą wymianę zdań wpatrywała się w nieokreślony punkt za plecami swojej koleżanki, chwilami przenosząc go na szemrzącą tuż obok fontannę. To bliskość wody pozwoliła zachować względną trzeźwość myśli, w których jedynie część domagała się zakończenia tego cyrku. Spoglądanie na wzburzoną taflę miało też swoje minusy - widziała ten zblazowany wyraz twarzy, mglistą powłokę oczu i drżące kąciki ust. Opuszczenie i podniesienie powiek nie dało oczekiwanego rezultatu, bo po wszystkim nadal wyglądała dokładnie tak samo.
W najgorszym koszmarze nie przewidywała takiego przebiegu spotkania. Z upływem czasu wydawało się, że zaczęła pływać gdzieś daleko poza świadomością i wydarzenia rozgrywające się tuż obok są senną marą. Głos Lysandra był przytłumiony, jakby on sam znajdował się głęboko pod powierzchnią wody.
— Razem z Mayą pracujemy w Służbie Administracyjnej Wizengamotu. Zajmujemy się tam... wszystkim? Rejestrujemy zaklęcia użyte jako dowody w toczących się postępowaniach, ustalamy harmonogramy przesłuchań, przygotowujemy materiały prawne... Jest tam naprawdę dużo biurokracji, ale raczej nie miałyśmy innych oczekiwań co do tej pracy — mimowolnie przytaknęła Camilli, po raz kolejny pozwalając jej na przejęcie inicjatywy. Koleżanka skrzętnie korzystała z nadanego przywileju i nie wyglądała na rozczarowaną, zwłaszcza, że dzięki temu mogła swobodnie rozmawiać ze swoim obiektem westchnień. Absurd rozgrywających się wydarzeń napawał ją pewnego rodzaju orzeźwieniem. Raz za razem moczyła usta w drinku, znajdując pociechę w cierpkim smaku alkoholu. — Nie jestem zbyt sumiennym pracownikiem, więc może nie powinnam zabierać głosu, ale nie mogę powiedzieć tego samego o Mayi. Często zostaje w biurze po godzinach i robi to nawet w piątki. Jestem pewna, że gdyby nie nasz dar przekonywania dzisiejszy wieczór nie byłby wyjątkiem.
Spojrzała na koleżankę z dozą zaskoczenia. Nie spodziewała się przeniesienia uwagi w ten sposób, choć tym samym dość sprytnie znów zaznaczyła swoją dominację. Każde słowo było idealnie wyrachowanym pchnięciem, punktem z listy dowodów, według której znajduje się daleko poza obszarem jakiegokolwiek zainteresowania. Mimo wszystko prychnęła śmiechem, bo naprawdę doceniła ten uwodzicielski kunszt.
— Lysander już dobrze wie, jak bardzo mógłby znudzić się mną zaledwie po pięciu minutach rozmowy, Camillo, więc nie musisz go w tym upewniać.
Balansowała na granicy złośliwości i pokory. Nie miała najmniejszej ochoty wchodzić w dyskusję pozbawioną ładu, zwłaszcza, jeśli jedną ze stron miał być zapędzony w róg Lys. Rzadko pozwalała sobie tracić energią i czas na tego typu rozmowy, dlatego jeszcze ani razu nie zaszczyciła go spojrzeniem. Równie dobrze mógł zniknąć i nie miałaby o tym pojęcia, ponieważ starała się odciąć od każdej oznaki jego obecności. Jedynie to mdłe, pokryte mgłą wrażenie czające się gdzieś z boku dawało jej poczucie, że nadal tu jest.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 14-02-2026, 23:38 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.