• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Centralny Londyn > Śmiertelny Nokturn > Knajpa "Biała Wiwerna" > Bordowa sofa w kącie
Strony (2): 1 2 Dalej
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
31-05-2025, 15:45

Bordowa sofa w kącie
W jednym z bardziej spokojnych kątów stoi jedyna w lokalu sofa, która zdecydowanie wyróżnia się na tle licznych, twardych krzeseł i wąskich ław rozstawionych bez większego ładu po całej sali. Jej bordowy materiał, choć kiedyś zapewne bardziej schludny, teraz jest mocno wyblakły i poprzecierany, a na poduszkach wyraźnie widać odgniecenia, jakby wiele osób szukało tu wcześniej miejsca na chwilę samotności. Tkanina miejscami przetarła się, ukazując wełnę, a przy siadaniu mebel wyraźnie skrzypi, najpewniej najlepsze lata mając już dawno za sobą. Ten kawałek przestrzeni nie cieszy się dużą popularnością – większość gości unika sofy, wybierając twarde ławy, choć wielu z nich podejmuje najpierw próbę ułożenia się na sofie. Warto dodać, że miejsce to znajduje się dość blisko pulsującego ciepłem kominka, co zdaje się niwelować część niewygody związanej z przebywaniem na bordowej sofie, ale wciąż nie jest to ulubiony zakątek tutejszych bywalców.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Axel Devereaux
Czarodzieje
Je est un autre.
Wiek
25
Zawód
Tancerz, Złodziej, Kelner w Białej Wiwer
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
12
16
Brak karty postaci
06-11-2025, 18:02
19.03.1962 r.

Środa minie, tydzień zginie. Te słowa obijały się pod sklepieniem czaszki młodego Francuza, kiedy snuł się z tacą między stolikami, stawiał pełne pokale pienistego piwa i zgarniał puste szkło. Długie ręce przydawały się, kiedy musiał sięgać spomiędzy rosłych mężczyzn, a lepiej było ich nie tracąc i nie przeszkadzać, kiedy rozmawiali miedzy sobą. Axel udawał obojętność, a tak naprawdę przysłuchiwał się tym rozmowom, łowiąc słowa klucze. Większość ludzi przychodzący do Wiwerny kojarzył, znal ich imiona i nazwiska, potrafił powiedzieć co nieco o nich, o tym co robili i o czym najczęściej tutaj rozmawiali, nie mówiąc już o tym, co zazwyczaj zamawiali.
Ta cala wiedza była praktyczna i stanowiła często walutę do wymiany na złote monety. Po pijaku ludzie mówili zwykle prawdę i nie mogli się powstrzymać przed wychlapaniem tajemnicy. Co inni wstawieni towarzysze rozmów często ignorowali, ale nasłuchujący kelner oczywiście notował w pamięci. Potem tez ciężko było ustalić, skąd i przez kogo dana informacja wypłynęła i kiedy nieszczęśnik, który wlał w siebie za dużo piwa musiał się gęsto tłumaczyć, Axel liczył zarobek.
Po odniesieniu pustego szkła na zmywak Axel rozejrzał się po sali notując w pamięci, co gdzie zostało doniesione, gdzie za chwilę powinno się skończyć piwo i czy ktoś doszedł do całego towarzystwa. Ku swojemu zaskoczeniu dostrzegł kobiecą sylwetkę, która podeszła do sofy w kącie obok kominka. Marcowa pogoda nie rozpieszczała, więc rozpalono dziś porządnie w kominku i gdyby nie to, że sofa była średnio wygodna, było to idealne miejsce na rozgrzanie się.
Deveraux odbił się od lady i poszedł w stronę sofy wyciągając z kieszeni fartucha malutki notatnik. Nikt tego nie praktykował tutaj oprócz niego. Lubił ten gest, lubił mieć w dłoni ten niewielki atrybut kelnera z restauracji, bo kojarzyło mu się to z Francja i Paryżem. A kiedy dostrzegał kogoś wybitnie wybijającego się ponad typowa nokturską chołotę, po prostu nie mógł się powstrzymać. W kilku krokach zbliżył się do klientki, splótł smukłe palce wokół ołówka i pochylił się niezbyt nachalnie.
- Dobry wieczor, co podać? - Zagadnął przywołując na usta miły uśmiech. Mówił nienagannie po angielsku z typowym, londyńskim akcentem. Tutaj rzadko kiedy sięgał po francuskie brzmienia, potrafił doskonale naśladować kilka akcentów z wysp brytyjskich, chociaż szkocki do dziś sprawiał mu wiele problemów, pomimo że twarde R nie było wcale takie trudne w wymowie. Jeszcze dwa lata temu zaciągał mocno francuskim akcentem, kalecząc odrobinę zdania i naciskając niemiłosiernie na przedostatnią sylabę. Jednak wziął mocno do serca radę pewnego czarodzieja z Nokturnu i w niespełna dwa lata był nie do odróżnienia spośród miejscowych.
- Proponuję grzańca, dziś pogoda jest wyjątkowo nieprzyjemna. - Spojrzał na kobietę i lekko zmarszczył brwi. Jej twarz wydala mu się w jakiś sposób znajoma, jakby widział ją ostatni raz wiele lat temu.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Manon Baudelaire
Śmierciożercy
normal is an illusion. what is normal for the spider is chaos for the fly.
Wiek
25
Zawód
alchemiczka w szpitalu św. munga
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
10
OPCM
Transmutacja
4
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
23
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
7
Brak karty postaci
11-11-2025, 13:56
Przebywanie na Śmiertelnym Nokturnem nie należało do jej ulubionych sposobów spędzania wolnego czasu. Gdyby mogła, najchętniej prowadziłaby swoje interesy w jakimś przyjemnym, nieśmierdzącym fragmencie Londynu, bez obaw, że jeden zły obrót sprawi, że nagle z ulicy wejdzie prosto w rzygownik. Obrzydzały ją podobne myśli i podobne lokale, ale sprawy, które załatwiała na Nokturnie były zbyt delikatne, aby ryzykować przypadkowe podsłuchanie przez tego, czy owego, który w pierwszej kolejności czmychnąłby zapewne na komendę magicznej policji. Trucizny nigdy nie były towarem zalegalizowanym przez prawo, dlatego obrót nimi musiała powierzyć pośrednikom. A gdzie można było znaleźć chętnych do szybkiego zarobku, których można było również łatwo zastąpić kimś kolejnym, gdyby nastał taki przymus? Na Śmiertelnym Nokturnie właśnie.
Biała Wiwerna była chyba najbardziej porządnym z lokali znajdujących się na tej zapomnianej przez Merlina alei. Oczywiście, brakowało jej wielu przymiotów, aby — chociaż symbolicznie — nazwać ją restauracją. Na szczęście Manon nie była głodna, nie wiedziała, czy byłaby w stanie zmusić się do przełknięcia chociaż jednego kęsa tutejszych specjałów. Pozostawał więc tylko alkohol, a raczej pozorna myśl o nim. W takich lokalach nawet jeżeli wino było dostępne, smakowało bardziej jak siarka pomieszana z dżemem owocowym, jak coś, co przy dłuższym piciu niechybnie spowodowałoby wypalenie dziur w ścianach przełyku i żołądka. Zbyt mocno ceniła sobie swoje zdrowie, aby sięgnąć po taki trunek. Ostatecznie piwo bywało opcją bezpieczniejszą nawet od wody, dzięki niższemu prawdopodobieństwu zakażenia. No cóż, gdy wchodziło się między wrony, należało krakać jak one.
Drzwi od knajpy otworzył jej starszy, kaprawy mężczyzna. Współpracowali ze sobą już od kilku lat i jeszcze nigdy jej nie zawiódł. Pomimo swego wyglądu, który mógł dawać mylne wrażenie o jego niedostatkach, czy to fizycznych, czy psychicznych, wykazywał się nie tylko werwą, ale i sprytem większym od niejednego młodego nokturnowego szczurka. To on poprowadził Manon — odzianą w czarną szatę z kapturem naciągniętym na połowę głowy — do bordowej kanapy, słusznie zakładając, że pomimo jej niewygody, kobieta nie będzie chciała dzielić miejsca na ławie wśród niepewnego lokalnego elementu. Zielone spojrzenie Baudelaire omiotło zgromadzonych, jak i całą salę. Musiała być czujna, w razie wątpliwości dowieść swojej siły. Nie tej fizycznej, oczywiście, ale tej, która najpiękniej prezentowała się w zielonej wiązce zaklęcia uderzającego we wroga. W miejscach takich jak to nie było przestrzeni na zawahanie się.
Gdy usiedli, Manon zdążyła przekazać już umówione fiolki staremu mężczyźnie, który wsunął je w specjalne kieszenie po wewnętrznej stronie swojego wytartego płaszcza. Nie musieli dyskutować o podziale zysków, ten mieli już od dawna umówiony. Manon oparła plecy o niewygodne oparcie sofy i tak przez chwilę trwała w milczeniu. Jej myśli oscylowały wokół możliwości podarowania pośrednikowi jakiejś nagrody za lojalność, wokół sklepu Borgina i Burke, w którym mogłaby spotkać Antonię, gdyby akurat pracowała i z którego mogłaby się wydostać bezpiecznie z Nokturnu, przez wzgląd na podłączony do sieci Fiuu kominek. Z zamyślenia wyrwał ją jednak ktoś inny. Nachylający się blisko jej twarzy, zbyt blisko.
— Nie tak blisko, śmierdzisz Nokturnem — syknęła z irytacją, unosząc dłoń do góry, jej wnętrze ukazane zostało Axelowi, zewnętrzna strona wyeksponowana była w stronę Manon. Kobieta zmarszczyła brwi, najpierw poświęcając uwagę swojemu dzisiejszemu towarzyszowi. Ten nie wydawał się być przesadnie zaskoczony obecnością nieznajomego, co pozwoliło Manon uznać, że nie miała do czynienia z kimś niebezpiecznym. Przynajmniej na pierwszy rzut oka. Dopiero po chwili, gdy zaproponował jej grzane wino, opuściła rękę o kilka centymetrów, posyłając mu wciąż zdjęte niezadowoleniem spojrzenie. — Ile w tym prawdziwego wina, a nie Merlin—jeden—wie—co—tam—trzymacie—za—barem? — spytała już nieco spokojniej, chociaż jej ton pozostawał dość ostry, jakby domagała się wyjaśnień. Widziała jego zmarszczone brwi, spodziewał się zobaczyć kogoś innego? Dlatego pozwolił sobie na taką poufałość? Po dłuższym przyjrzeniu się, przypominał jej kogoś. Twarz, która powinna chyba zostać gdzieś w przeszłości, twarz, która pasowała do Paryża, Rzymu, Mediolanu, Barcelony i Moskwy, a nie Śmiertelnego Nokturnu. Imię zamajaczyło jej gdzieś na granicy pamięci, ale... To przecież nie mógł być on. To nie mógł być Axel Delacour.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Axel Devereaux
Czarodzieje
Je est un autre.
Wiek
25
Zawód
Tancerz, Złodziej, Kelner w Białej Wiwer
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
12
16
Brak karty postaci
12-11-2025, 22:39
Biała Wiwerna była odrobine porządniejsza niż pozostałe lokale na Nokturnie, ale wciąż pozostawała częścią Nokturnu. Również i tutaj działo się wiele rzeczy, które wychodziły poza ogólnie przyjęte normy i zasady. Na każdym kroku spotkać można tutaj było szumowiny z dna rynsztoka, złodziei, handlarzy i morderców. Naiwny ten, kto myślał, że może to stanowi oazę pośród głębokich cieni przeklętej dzielnicy Londynu.
Kto odważny, ten stołował się na Nokturnie, lub ten, kogo sakiewka nie była wystarczająco zasobna. Axel spędzał sporo czasu na zapleczu i doskonale wiedział, czego się spodziewać po tym, co ładuje na talerzach lub w szklankach. Wszystko to zależało od klienta i tego, jak bardzo kelnerzy i barman mieli z tą osoba na pieńku. Wtedy zawartość mogla bardzo mocno odbiegać od tego, co powinno się tam znaleźć, a czasami jeden łyk mógł zwalić postawnego osiłka z nóg.
Axel obserwował z drugiego końca sali kobietę i mężczyznę, który pojawił się w jej towarzystwie. Był pewny, że doszło do wymiany i jakaś transakcja została dobita. Czy interesowało go to, co właśnie zaszło? Możliwe, ale mial na to czas, by ustalić to i owo. Byli na terenie kontrolowanym przez wielu o znaczących nazwiskach, o tym nie wolno było zapominać.
Dając znać innym kelnerom, Axel zajął się klientka na bordowej kanapie. Z miłym uśmiechem przyszytym do ust lekko drgnął, kiedy wyciągnęła w jego kierunku dłoń. Śmierdzisz rozbrzmiało pomiędzy nimi sprawiając, że Axel spiął mięśnie pleców i odrobine się uniósł, jednakże nie odsunął się ani na krok. Gdyby to była rozmowa towarzyska, zapewne by się śmiertelnie obraził, ale w tej sytuacji musiał zagryźć zęby i po prostu ignorować ten bezpośredni gest. Wzrok kelnera przeskoczył po chwili na towarzysza Manon, ale póki co nie pytał o jego życzenia.
Pytanie o zawartość wina sprawiło, że Axel wyprostował się i z lisim uśmiechem zerknął w stronę barmana. Ten kiwnął mu głową i dopiero wtedy chłopak z charakterystyczna dla siebie manierą wywodząca się jeszcze z Paryża przekrzywił głowę.
- Wystarczajaco, aby można było to nazwać winem. - Odparł pewnym głosem, który nie nosił w sobie ani odrobiny obcego brzmienia. Lecz glos dziewczyny i jej twarz teraz w umyśle Axela przypasowywali się do kadrów z przeszłości. Znał ją, znał ją stad, z Londynu i wokół niej brzmiał język francuski. Lodowato niebieskie tęczówki chłopaka wpatrywały się w oblicze Manon i kiedy w jej spojrzeniu pojawiła się iskra olśnienia, jego również i jego to uczucie dopadło.
- Manon... - Wyszeptał ledwie wydobywając z piersi głos. Jej skojarzenia nie były błędne, acz tego nazwiska już dawno Axel nie używał. Lecz nie dało się ukryć, że zmienił się acz charakterystyczne cechy pozostały. Nietypowy kolor oczu, wyraźna przerwa w lewej brwi, która kiedy Axel starannie zamalowywał kredką do oczu. Zmężniał, chociaż wciąż był tak samo szczupły i wysoki, jego rysy się wyostrzyły i widać było po nim, że życie musiało mu dać nieźle w kość, bo daleko mu było do wymuskanego młodzieńca z salonów. Gesty pozostawały takie same jak kiedyś, lekko przerysowane, pełne gracji i lekkości, jakby zwyczajne chodzenie było zbyt banalne i przyziemne.
Axel już dawno nie spotkał nikogo z czasów, kiedy był jeszcze Dealcour. Większość z tych osób z którymi nawiązał zerwany kontakt albo poddały się niechęci do niego wytworzonej przez jego ojca, lub po prostu przyjęły sytuacje taka jaka była. Tak w tej sytuacji trudno było mu ukryć zaskoczenie, akurat Manon nie spodziewał się spotkać na Nokturnie.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Manon Baudelaire
Śmierciożercy
normal is an illusion. what is normal for the spider is chaos for the fly.
Wiek
25
Zawód
alchemiczka w szpitalu św. munga
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
10
OPCM
Transmutacja
4
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
23
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
7
Brak karty postaci
29-11-2025, 21:05
Im dłużej jej spojrzenie spoczywało na stołujących się w Białej Wiwernie ludzi, tym mocniej przekonywała się o tym, że nic nie zmieniło się od czasu jej ostatniej wizyty w tym przybytku. Dalej nienawidziła tych zapijaczonych, parszywych mord. Oczywiście, że czuła się od nich lepsza. Miała swoje życie w garści, była niezależna od całego brudu i syfu, który wydawał się osiadać na każdej przestrzeni tej przeklętej i zapomnianej przez prawo dzielnicy. Była tu nie dlatego, że nie miała wyjścia. Była tu dlatego, że miała wybór, czego nie mogła powiedzieć o sobie zdecydowana większość zgromadzonych w środku ludzi. Czuła, jak na samą myśl o podobnym losie przechodzi ją dreszcz. Jeżeli czegoś bała się w życiu, to przede wszystkim paskudnej biedy, bycia zepchniętą na margines, utraty kontroli nad swoim życiem i wolnością. Wolałaby się zabić, niż pozwolić sobie znaleźć się w takim położeniu.
A jednak Nokturn i maczający palce w zakazanych arkanach czarodzieje i czarownice byli ze sobą nierozłącznie związani. Jedno potrzebowało drugiego do życia. A pozycja Manon, jej powiązania z rozwijającą się z dnia na dzień, coraz większą siatką powiązań prowadzących do Lorda Voldemorta i jego ludzi sprawiała, że czuła się w podobnych przybytkach bezpieczniej, niż powinna.
Stąd jej duma, stąd mocna potrzeba kontrolowania nie tylko przebiegu transakcji, ale i przestrzeni wokół niej. Nagłe pojawienie się wścibskiego bądź co bądź kelnera wymusiło na niej prędką reakcję, która spotkała się z niewielką reakcją ciała mężczyzny. Nie zamierzała mu odpuszczać. Gdy wreszcie skupiła na nim jadowitą zieleń swojego spojrzenia, nie zamierzała odwrócić wzroku jako pierwsza. Gdy tego chciała, potrafiła obrzucić swoim oceniającym spojrzeniem kogokolwiek, od góry do dołu. Zazwyczaj to wystarczało, niewiele osób bowiem było przygotowanych na opór ze strony delikatnej na pierwszy rzut oka kobiety. Nie opór agresywny, z którym mogliby poradzić sobie bez problemu wyłącznie siłą mięśni, ale opór milczący, stabilny, wydawałoby się, że nienaruszalny. W podobnych chwilach kluczowe było nieokazywanie słabości. Nawet chwila zawahania się mogła przesądzić o zwycięstwie lub dotkliwej porażce.
— Zapłacę podwójnie, jeżeli zrobisz z tego tylko wino — zaproponowała ściszonym głosem, po raz pierwszy od początku ich nietypowej interakcji pozwalając sobie na uśmiech. W mgnieniu oka całe napięcie zniknęło z twarzy kobiety, ba, opuściła nawet rękę w dół, pozwalając im na bezpardonowe stanięcie twarzą w twarz. Teraz tym bardziej nie pasowała do Wywerny, uśmiechała się do kelnera słodko, niemalże niewinnie, za nic mając sobie chłód wpatrujących się w nią tęczówek. Z kelnerami należało żyć dobrze, o ile mieli świadomość swojej pozycji. Nie chciała nawet myśleć o tym, co by się stało, gdyby ten człowiek postanowił napluć jej do i tak niskiej jakości wina. Wyglądał na takiego, który obrażony, byłby w stanie posunąć się do takiej zemsty.
Cała kokieteryjna uprzejmość zniknęła w jednej chwili, gdy usłyszała dźwięk swojego imienia. W pierwszej chwili miała wrażenie, że musiała się przesłyszeć. Oczy otworzyły się szerzej, na ułamek sekundy. Palce dłoni, które dotychczas leżały swobodnie na przykrytym materiałem ubrania kolanie zacisnęły się w pięść, a spojrzenie kobiety szybko uciekło w kierunku pośrednika. Pierwsza myśl, szybsza od logiki, mówiła, że ktoś ją wsypał. Druga, nadganiająca logikę, skupiła się z kolei na sposobie, w którym kelner wypowiedział jej imię. Tak, jakby sam w to nie wierzył. Po dołączeniu do tego przeczucia o znajomości tego człowieka, w pamięci układała obraz młodego jeszcze chłopca o charakterystycznej, lodowatoniebieskiej barwie tęczówek i przerwie w brwi. Tancerza, który wraz z rodzicami odwiedzał Manon i jej rodzinę, chłopca, z którym konwersowała wyłącznie po francusku, w tęsknocie za rodzinnym dziedzictwem głównej linii Baudelaire'ów.
— Axel? — nie wierzyła, że mógł to być on. Bo jakże wytłumaczyć to, że pochodzący z dobrej rodziny, obiecujący tancerz nagle znika z paryskich salonów i ląduje w centrum londyńskiej degrengolady? Jeszcze jako kelner w pożal—się—Morgano przybytku takim, jak Biała Wiwerna? To właśnie przez zmiany, które w nim zaszły, to ogołocenie z salonowej delikatności, którą nasiąknęli w trakcie dzieciństwa, a która wciąż towarzyszyła Manon, nie poznała go od razu. Zmężniał, nosił na sobie wyraźne ślady nieznanych jeszcze kobiecie trudów, które musiały go spotkać. — Poczekaj chwilę — musiała prędko otrząsnąć się z szoku, a tym bardziej z rozrzewnienia, które oplatać zaczęło jej ciało przez to nagłe, niespodziewane spotkanie. Nie mogła jednak prowadzić tej rozmowy dalej, nie, jeżeli wciąż towarzyszył im parchaty czarodziej. To ku niemu zwróciła swą uwagę Baudelaire, z niezwykłą łatwością przywołując na twarz swą wcześniejszą maskę, stalowa pewność popłynęła z jej głosu: — Na dziś to wszystko. Oczekuj mojej sowy, dokończymy interesy kiedy indziej — oznajmiła apodyktycznym tonem, opierając wreszcie plecy o niewygodne oparcie sofy. Na szczęście jej towarzysz był na tyle domyślny, że od razu pojął sens polecenia swojej mocodawczyni. Z trudem dźwignął się z miejsca, ale nim odszedł, obrzucił jeszcze postać Axela oceniającym spojrzeniem. Co tak naprawdę oceniał — było tylko i wyłącznie jego tajemnicą.
Dopiero gdy zostali sami, Manon przesunęła się w bok kanapy, dając Axelowi możliwość zajęcia miejsca na jej krawędzi.
— Co ty tutaj robisz? — syknęła, choć w jej głosie nie dominowała złość, raczej żądanie wyjaśnień pomieszane z bardzo minimalną dawką troski. Powinna przejść nad tym spotkaniem do porządku dziennego, pozostawić mężczyznę samemu sobie, skoro jego decyzje wygnały go aż na Nokturn. Ale coś w jej środku, może ciekawość, może sentyment z dawnych lat, kazało jej dowiedzieć się, jakim sposobem los popchnął ich do spotkania w tak... Nietypowych okolicznościach. — To nie miejsce dla takich jak... my — w ostatnim słowie celowo wybrzmiało duże wahanie. Kiedyś faktycznie byli sobie równi. Statusem majątkowym, statusem krwi, prestiżem ich rodzin. Teraz? Łączyła ich tylko krew. Aż krew. I mikroświat, w którym utknęli — Manon chwilowo, Axel najwyraźniej na dłużej.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Axel Devereaux
Czarodzieje
Je est un autre.
Wiek
25
Zawód
Tancerz, Złodziej, Kelner w Białej Wiwer
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
12
16
Brak karty postaci
15-12-2025, 16:20
Nokturn zmieniał się, przeistaczał i przeobrażał w najbardziej prymitywny sposób, ekosystem tego miejsca, który tonął w rynsztoku nie mial nadziei na zmianę tak drastyczną, by zmienić się w czyste i przyjazne miejsce, jakim była Pokątna. To działało tak jak w ekosystemie, musiał panować pewien balans. W każdym dużym mieście znajdowały się slumsy, gdzieś gdzie biedota gnieździła się w grupach, grzejąc się nawzajem i żyjąc na skraju ubóstwa. Takie miejsca przyciągały szemrane interesy, to tutaj można było znaleźć desperatów, którzy probowali nowych rodzajów używek, to tutaj za garść złotych monet można było znaleźć kogoś, kto sprzeda wszystko, łącznie z samym sobą. Tam, gdzie nie dosięgało oko Temidy, działo się wszystko, a i tutaj panowały swoiste zasady, mechanizmy o wiele bardziej skomplikowane niż wśród ludzi prawych. Bo jeśli nie potrafiłeś się dostosować, to ginąłeś zapomniany przez cały świat.
Axel dopasował się do tego miejsca na swój sposób. Jego buntowniczy charakter, nabyte umiejętności i determinacja nie pozwalały mu stracić gruntu spod nóg bardziej, niż to się stało po kłótni z ojcem, która skończyła się jego wygnaniem. Upadł bardzo nisko, uciekł z Francji i słuch o nim zaginął. Bajeczka rodziny łatwo przekonała bliskich, że uciekł, że wybrał karierę i szeroki świat. A on rzeczywiście próbował przetrwać, upodlony do żywego dźwigał się z kolan i wciąż dążył za swoim celem. Ciało baletmistrza wciąż było giętkie i wyćwiczone, kondycja zadawalająca ale daleka od idealnej. Musiałby poświęcić o wiele więcej czasu na ćwiczenia i nadrobić masę ciała, aby dojść do pożądanego poziomu. A o to teraz było mu trudno.
- Dla panienki zadbam, aby obyło się bez zbędnych dodatków. - Lekki uśmiech przeciął blady policzek chłopaka a chłodne oczy błysnęły porozumiewawczo. Kobieta zachowywała się jak ktoś z wyższych sfer, widać było po niej, że Nokturn nie był jej straszny i stanowi jakąś część tej nieprzeniknionej masy ludzi, istot i interesów. Axel wiedział, że takimi gestami mógł zaskarbić sobie pewne lukratywne kontakty i czasem niewielki gest wystarczył, aby załatwić sobie dobrego dostawcę. Ciekaw był, czym handlowała czarnulka i co miała ciekawego do zaoferowania, skoro zastawała interesy z kimś, kto nie wyglądał nazbyt przyjaźnie i Axel doskonale kojarzył tę mordę.
Po chwili jednak atmosfera zgęstniała i dopadło ich porażenie wspomnień, i Manon i Axel odkopali z dawnych wspomnień siebie nawzajem. Reakcja kobiety była jasna, zmieszała się i była zaskoczona. Axel zrobil krok w tył i poczuł jak wokół piersi owija mu się duszący pas, odbierając oddech na kilka chwil. Akurat ten czas Manon poświęciła na szybka wymianę zdań z facetem, który raczej nie wygadał na zainteresowanego jej osobistymi powiązaniami z kelnerem i z chęcią odszedł kiwając jej na pożegnanie głową. Załatwia swoje sprawy później. Axel zmarszczył brwi, kiedy dryblas minął go ewidentnie przyglądając mu się, posłał mu wrogie spojrzenie. Niech się nie interesuje.
A kiedy czarodziej zniknął, Axel spojrzał w dół napotykając puste miejsce na kanapie i obok Manon, która wyczekiwała aby usiadł. Barman zerkał w jego stronę a Axel gestem dal mu znać, że potrzebuje chwili. Inni kelnerzy zajęli się robotą, a Axel wiedział już, że wszystkie jego napiwki dziś przepadną.
Usiadł w końcu przebierając palcami po drewnianej powierzchni ołówka. Ciche pytanie przecięło ciszę, a Axel zacisnął usta posyłając Manon przeciągle spojrzenie.
- Mogę również i tobie zadać to pytanie. - Zdobył się na luźny, charakterystyczny dla niego ton lekkoducha. Próbował grać przed nią pewność siebie, jednak zmieszanie i zaskoczenie wyraźnie mu to utrudniało. - Zanim odpowiem. Jaką bajeczkę usłyszałaś od... Delacour? - Nie zdobył się na określenie ojca jego mianem. Dla Axela ten człowiek już nie istniał, a o matce wolał nie wspominać, która jako jedyna walczyła o niego i wcisnęła mu w dłonie naprędce wyrwane z domowego sejfu pieniądze. - Słyszałem już kilka wersji. - Zacisnął palce na ołówki, który skrzypiał gotów zaraz pęknąć na pół.
- A jednak jesteśmy tutaj oboje. - Łączyła ich czystość krwi, wychowanie i to, że byli czarodziejami. Poza tym istniała aktualnie miedzy nimi ogromna wyrwa i Axel był na jej dnie, gdzie tylko na skraju przepaści dostrzegał ludzi, wśród których jeszcze kilka lat temu był jednym z nich. Chciał zapytać o szemranego typa, ale póki co powstrzymał swoja ciekawość. Mieli o czym rozmawiać i tematów zbierze się jeszcze więcej.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#7
Manon Baudelaire
Śmierciożercy
normal is an illusion. what is normal for the spider is chaos for the fly.
Wiek
25
Zawód
alchemiczka w szpitalu św. munga
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
10
OPCM
Transmutacja
4
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
23
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
7
Brak karty postaci
06-01-2026, 18:59
Aby nie zatonąć w Nokturnie, należało przestrzegać pewnych zasad. Gdy wchodzisz między wrony, kracz jak one było radą prostą, ale niekoniecznie pomocną, jeżeli chodziło o te zapomniane przez władze, los i zwykłych ludzi miejsce. Na Nokturnie przeżyć mogli wyłącznie najsilniejsi, a jeżeli komuś brakło tężyzny fizycznej — najsprytniejsi. Przebywanie w tej okolicy, zawieranie znajomości z jej mieszkańcami było grą o wiele bardziej niebezpieczną, niż mogłoby się wydawać. Ludzie ci mieli niezwykle wyczulony węch. Jeżeli kiedykolwiek wyczuliby choć delikatną nutę strachu od swojego rozmówcy, roznieśliby go w pył. Osoby pokroju Manon i Axela już na pierwszy rzut oka nie pasowały do tegoż obrazku — ale każde z nich dopasowywało się do niego na swój sposób, wykrawając sobie miejsce w fundamentach tego przedziwnego ekosystemu.
Dlatego też to właśnie na Nokturnie Manon uśmiechała się szerzej, bez krępacji pokazując swoje zęby. Po części robiła to, aby odwołać się do prymitywnych instynktów tutejszych bywalców. Pokazać się od strony drapieżnika, bo w istocie — gdyby nastała taka potrzeba, gotowa była skoczyć komuś do gardła i własnoręcznie wygryźć mu tętnicę. Z drugiej jednak strony, jej zęby — proste, białe, w pełnym składzie — stanowiły wyraźny symbol statusu. Miała na tyle pieniędzy, że mogła o nie zadbać. Nie wpakowywała się w żadne burdy, które mogłyby skończyć się ich utratą. Ten sam uśmiech podarowała właśnie stojącemu przy niej kelnerowi, choć pozornie tylko ubrała go w wyraz wdzięczności. Domyślała się, że nie robił tego z własnego kaprysu czy chęci zaimponowania ciemnowłosej kobiecie, która rzadko przekraczała próg Wywerny. Przysługa za przysługę, na Nokturnie była to najpewniejsza waluta.
— Nie jesteśmy dziećmi, aby bawić się w odbijanie — ucięła jego zapędy może zbyt prędko, zbyt gwałtownie, bo najwyraźniej Axel Delacour nie był szczególnie zadowolony z perspektywy opowiadania jej o szczegółach swych losów i tego, jakim cudem trafił na Nokturn; odbicie uwagi w stronę kogoś innego, kto również nie powinien się w tym miejscu znaleźć, było zagraniem trafnym, nawet bardzo. O ile przeciwnikiem nie okazała się Manon, która zdecydowanie nie zamierzała odpuścić w drodze do zaspokojenia swojej ciekawości. Z lekką ulgą przyjęła jego zajęcie miejsca na kanapie, choć zbiegło się to w czasie z myślą o tym, że przeszkadza mu w pracy. W pracy, której dynamiki zupełnie nie rozumiała, a przez to nie była w stanie wyobrazić sobie ewentualnych konsekwencji takiego spoufalania się z klientami. Nikt nie będzie go pytał, czyim pomysłem było to, aby usiadł obok niej przy jednym ze stolików. Będzie liczyło się to, że to zrobił, a raczej nie powinien. Cóż, to zmartwienie Axela w przyszłości. Może zajmie też trochę czasu Manon w przyszłości.
Teraz — w teraźniejszości — należało skupić się na czymś innym.
— Od twojego ojca? Że wyjechałeś za marzeniami — nie spodziewała się, że jej ton wybrzmi w tym momencie tak... płasko. Jakby bezosobowo. Jakby zamiast przywołania historii, która dotyczyła prawdziwego, siedzącego przed nią człowieka, poruszała aktualnie temat jakiegoś pobocznego bohatera powieści. Czuła na sobie pociągłe spojrzenie Axela; ciężkie, wciąż noszące w sobie... Właśnie, co? Złość? Niepogodzenie się z własnym losem? Jeżeli dominowało to ostatnie — nie miała prawa mu się dziwić. Wielka kariera taneczna, która zamiast zmienić go w kwitnący kwiat, cisnęła nim wprost do kompostownika zwanego Nokturnem.
Coś ścisnęło ją w klatce piersiowej, gdy dostrzegła ten prawie umykający uwadze gest, sposób, w jaki bawił się ołówkiem.
Czy to mogło być współczucie?
— Z tego, co pamiętam, tancerzem byłeś niezłym, więc jeżeli twój ojciec mówił prawdę, musiało stać się coś złego. Kontuzja? —
uniosła jedną brew w górę, a następnie przechyliła się nieco, starając się dostrzec ukryte pod materiałem spodni nogi kolegi z dawnych lat. Nie wyglądały na jakieś powykrzywiane, ba, za wyjątkiem faktu, że dość mocno wychudł i wyglądał, jakby potrzebował zdecydowanie więcej snu, Axel dalej miał swój czar. Przyciągał spojrzenia, idealnie skupiał na sobie uwagę, przy odrobinie szczęścia mógł być gwiazdą swojego mikrokosmosu. Ale kto o zdrowych zmysłach wybrałby sobie do tego Nokturn? — Zostaw — poleciła mu głosem cichym, ale nieznoszącym sprzeciwu. Jednocześnie jej lewa dłoń sięgnęła do tych Axelowych, próbujących złamać ołówek w pół. Nakryła je swoimi, próbując zmusić go, aby przeniósł swoją uwagę na nią. Jeżeli ich spojrzenia się spotkały, chciała posłać mu kontrastującą wiadomość. Akceptujące ciepło, przecież była do tego zdolna. Do braku oceny, do braku pogardy, do współczucia i chęci pomocy. Ale musiała tego naprawdę bardzo chcieć. Tak jak dzisiaj. — Uprzedzając twoje pytania, jestem tu w interesach. Możesz domyślić się w jakich, ale nie mogę podać ci szczegółów — nierozsądnie było naciskać go, aby wyjawił jej przyczyny swojej rezydencji na Nokturnie, gdy sama swój pobyt w tych stronach traktowała jak sekret. Przysługa za przysługę, słowo za słowo. — Ale gdy wypiję zamówione u ciebie wino, wyjdę stąd i znowu wejdę wśród czarodziejów, będę przestrzegającą prawa obywatelką magicznej Wielkiej Brytanii. Ty, zdaje mi się, próbujesz tutaj zapuścić swoje korzenie?
Wyprowadź mnie z błędu, proszę.
by the pricking of my thumbs, something wicked this way comes
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#8
Axel Devereaux
Czarodzieje
Je est un autre.
Wiek
25
Zawód
Tancerz, Złodziej, Kelner w Białej Wiwer
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
12
16
Brak karty postaci
14-01-2026, 18:30
Jeden, nawet najmniejszy błąd na Nokturnie mógł człowieka kosztować bardzo dużo, mogla to być godność, mogło to być ciało, mogło to być życie. Axel swoje pierwsze doświadczenia z Nokturnem wspominał gorzko, ledwie udało mu się tutaj zjawić, ogarnąć podstawowe potrzeby, a dotknął go bolesny pazur konsekwencji. To miejsce rządziło się własnymi prawami, a te prawa nigdzie nie zostały spisane i rzadko kiedy przekazywano je takim nowicjuszom, jakim Axel był tych dwa lata temu. Uczniem na szczęście był pojętnym, łapał w lot zasady, aż w końcu stal się jednym z nich. Jednym. tych, którzy Nokturn nazywali swoim domem, a w ich duszach, głęboko w sercu wciąż tlił się promyk nadziei, że jutro cos się zmieni. I tak trwał, walczył co dzień o przeżycie, próbował i upadał. I tak bez końca.
Jego największym orężem był spryt, kłamstwo i zwinność. Nie mial wiele siły, nie była to wystarczająca ilość, by móc konkurować z zakapiorami, którzy zazwyczaj właśnie siłą dostawali to, czego chcieli. Devereaux a niegdyś Delacour nie mial aż takiej siły przebicia, ale mimo to przetrwał i jakoś dawał sobie tutaj radę. Zmężniał, chociaż był szczuplejszy niż jeszcze wtedy, kiedy przyjeżdżał do Londynu z rodziną, czarne włosy wygadały raczej na zadbane a on sam nie nosił na sobie skaz, poza tymi, które już mial kiedyś.
Spodziewał się tych słów, dopwiadaraie pytaniem na pytanie zazwyczaj świadczyło o tym, że człowiek nie chciał na dany temat rozmawiać. A on nie chciał wspominać rodziny, ani tego dnia, kiedy ojciec wyrzucił go z domu. Był to ten dzień, kiedy wszystko runęło i wszystko stracił. Nikt nie lubił wspominać takich chwil, własnych osobistych porażek i tego, jak bardzo wtedy się przegrało na loterii życia. Słowa Manon nijak go zabolały, a na jego bladej twarzy pojawił się jedynie grymas zniechęcenia.
Axel nie bal się gniewu barmana, bo aktualnie tak czy siak rozmawiał z klientką. A to, kiedy Manon dostanie swoje wino, to była kwestia tego, jak długo zajmie im rozmowa. Axel nie mial innych klientów, a umykające mu w tej chwili napiwki nadrobi w swoim czasie. Nie mógł się oprzeć, chciał porozmawiać z kimś, kto pamiętał go jako kogoś innego. Nie wiedział po co, ale jego ciągły strach o zapomnieniu sprawiał, że w tłumie łowił twarze i liczył po cichu na to, że kiedyś dostrzeże tam przyjazne oblicze.
Prychnął na słowa Manon o wyjezdzie. Przecież czego innego mógł się spodziewać, ojciec musiał jakoś wybrnąć towarzysko z nieobecności syna. Dorosłego i samodzielnego, tak bardzo utalentowanego, że poniósł go wiatr kariery.
- Niezła bajeczka, bardzo prawdopodobna. - Mruknął opuszczając spojrzenie. Rozmawiali cicho, Axelowi trudno było w tej chwili utrzymać pewny siebie głos. Raczej szeptał, jakby nie chciał by ktoś ich podsłuchał. A wokół było wiele ciekawskich uszu.
Dziewczyna wspomniała o tańcu i zapytała go o kontuzję. Po nim nie było niczego takiego widać, kiedy podchodził do stolika nie kulał ani nie opierał się o żadna pomoc w postaci laski. Axel pokręcił głową, a nieszczęsny ołówek zaskrzypiał w jego palcach. Złość i żal w tej chwili owładnęły jego myśli i w jakiś sposób poczuł ciepło, które musiało świadczyć o pewnym rodzaju szczęścia. A to wszystko za sprawą Manon, która go poznała i która okazała mu w jakiś sposób współczucie. Chociaż wcale o to nie prosił ani tego nie chciał.
Ciepły dotyk dłoni Manon sprawił, że Axel znieruchomiał a zbielałe od wysiłku palce zatrzymały się. Tancerz uniósł na nią spojrzenie, jego chłodne oczy zwykle były wesołe i pełne blasku, a teraz były zimne i zrezygnowane. Tak długo nosił maskę na twarzy, starając się odciąć od ludzi i otoczenia, że teraz w obliczu kogoś mu drogiego, kojarzącego się z dobrem przeszłości nie potrafił udawać. Wypuścił ołówek, który opadł na stolik i delikatnym gestem nakrył dłoń Manon swoja druga dłonią. Jej ciepło było takie kojące.
- To nieprawda, co rozpowiada. - Odezwał się po chwili ciszy, przyjmując do wiadomości słowa dziewczyny o jej obecności na Nokturnie. To były jej sprawy i nie mial zamiaru w nie wnikać. Domyślał się, co mogla tutaj robić i wiedział, że cokolwiek powie, będzie to bez sensu. - Nie jestem już Delacour. O... on kazał mi się wynosić. - Spojrzenie Axela stało się puste i a glos tak bezbarwny, jakby jego emocje skamieniały, a on przestał cokolwiek odczuwać. Nieszczęsny ołówek wypadł z dłoni chłopaka i potoczył się pod sofę.
Po chwili Manon zaczęła mówić dalej, mówiąc o tym, co czeka ją na zewnątrz i Axel okazał przez chwilę strzępek emocji, cos jakby przestrach, że Manon zaraz zniknie i juz nigdy nie zobaczy jej ponownie. Ona wiązała go z tym, kim był naprawdę i kim mógł być. Jej pytanie o zakorzenianie się na Nokturnie spotkało się z gorliwym kręceniem głowy. Nie chciał tutaj zostawać na zawsze, on z całych sil próbował wypłynąć na powierzchnię.
- Nie, nie chcę. Nie próbuję... Staram się odbić od dna. - Zacisnął delikatnie palce na dłoni Manon, by nie sprawić jej bólu, ale by jednocześnie pokazać jej, że on nie zrezygnował z siebie i ze swoich marzeń. - Tańczę, nie porzuciłem tego. Jeśli bym przestał, to równie dobrze mógłbym przestać oddychać. - Westchnął cicho zabierając jedna dłoń, otarł policzki.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#9
Manon Baudelaire
Śmierciożercy
normal is an illusion. what is normal for the spider is chaos for the fly.
Wiek
25
Zawód
alchemiczka w szpitalu św. munga
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
10
OPCM
Transmutacja
4
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
23
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
7
Brak karty postaci
17-01-2026, 10:59
Wino, które zamówiła, bez słowa sprzeciwu odeszło nie tyle na drugi, ale i dalszy plan. Wszak miało ono wyłącznie sprawić, że przyjemniej spędzi czas w i tak nieprzyjemnym miejscu. Włoski na karku i przedramionach kobiety zaczęły stroszyć się - coś, może intuicja, podpowiadało jej, że powinna się przygotować na to, co zaraz nadejdzie. Być czujną, bo każda minuta spędzona na Nokturnie, nawet w granicach relatywnie bezpiecznego schronienia, jakim była Biała Wywerna, mogła przynieść coś nieoczekiwanego, a jednocześnie coś niezwykle nieprzyjemnego. Póki co miała przy sobie Axela. Axela, który już na pierwszy rzut oka nie przypominał tego, którego widziała oczami swojej wyobraźni, gdy zastanawiała się nad progresją wiekową starego znajomego, chłopca, któremu jako mała dziewczynka płakała w rękaw, gdy obtarła sobie kolano, próbując z marnym skutkiem naśladować jego taneczne pozy. Gdy czasami, już jako dorosła kobieta, wracała do tych wspomnień, nie mogła powstrzymać się przed mieszanymi uczuciami. Ich spotkania bowiem naznaczone były dziecięcą niewinnością, wiarą, że ich świat na zawsze miał pozostać znaczony ciepłymi promieniami słońca, a marzenia, które pęczniały w dziecięcych główkach były nie tylko na wyciągnięcie ręki — były pewne do zrealizowania.
Tymczasem, dwadzieścia lat później, odnaleźli się oboje na Śmiertelnym Nokturnie, ze wszystkich miejsc świata. Marzenia o pięknie i dobru zostały wypchnięte przez cierniste macki prawdziwego życia, kolei losu, które dla jednego z nich okazały się bardziej przychylne, niż dla drugiego. Ciemne brwi Manon ściągnęły się więc w wyrazie zamyślenia, gdy czujnym spojrzeniem szmaragdowych oczu lustrowała nie tylko twarz, ale całą postać swojego rozmówcy. Już na pierwszy rzut oka było widać, że wersja jego historii, którą poznała za pośrednictwem jego ojca, była wersją nieprawdziwą. Może powinna na tym poprzestać. Przyjąć fakt, że w rodzinie Delacour nastąpił rozłam — to, z jakiego powodu on nastąpił, nie było przecież w żadnym wypadku sprawą, którą powinna się zajmować. Może powinna poprosić go, aby wstał, cofnął się do baru i przyniósł jej to wino, aby mogła wypić je w samotnym spokoju, a później — jak już to przyznała — zniknąć na Pokątnej pośród praworządnych obywateli Magicznej Wielkiej Brytanii.
Czemu nie potrafiła się na to zdobyć?
Bo w odpowiedzi na jej dotyk, Axel zupełnie znieruchomiał. Znała doskonale to uczucie. Moment, w którym zwierzyna łowna uświadamia sobie, że na jedną chwilę znalazła się w miejscu, do którego nie dotrze myśliwy. Że odnalazła stado, które będzie jej bronić, że nagle szala sukcesu, przetrwania zaczęła się wyrównywać. Domyślała się, że Axel przez zdecydowaną większość czasu po prostu udawał. Stworzył sobie zbroję, bezpieczny pancerz, który ochraniał go przed agresją świata zewnętrznego. Baudelaire była przekonana, że robił dobrze, ba, przez pół bicia serca była z niego dumna. Miał silny instynkt przetrwania, nie był przypadkiem beznadziejnym. Ale każda maska prędzej czy później pękała. Samej Manon wystarczyło dostrzeżenie rezygnacji czającej się w jego jasnych oczach o chłodnym odcieniu. Kontrast pomiędzy sztuczną wesołością spojrzenia a tym, jak patrzył na nią teraz, gdy z jego dłoni wypadł ołówek, gdy drugą rękę ułożył na jej własnej, był poruszający. Kobieta poczuła znajome, zazwyczaj tak bardzo niechciane ukłucie pod trzecim żebrem. Żołądek ścisnął się boleśnie, bo w tej samej chwili zrozumiała, że to, czego wyczekiwała, czego nadejście podpowiadała jej przed chwilą własna intuicja, właśnie się zaczęło. Nikt jej, ich, nie zaatakował. W powietrzu nie błysnęły zielone wiązki czarnomagicznych zaklęć. Nie poczuła pod palcami mrowiącej lepkości, która mogła świadczyć o nasiąknięciu drewna stołu przez jedną z palących trucizn.
Jej dłoń, jakby bez udziału umysłu, nakryła finalnie drugą dłoń Axela. Ścisnęła ją w prostym geście wsparcia.
Współczuła mu.
Pozwoliła mu mówić. Wyglądało na to, że tego najbardziej potrzebował. Bycia wysłuchanym, obecności drugiego człowieka. Nie mogła zrozumieć w pełni jego sytuacji, jeżeli nie zarysuje jej chociaż naprędce sytuacji, w której się odnalazł. Kiwała tylko głową, chcąc dać mu do zrozumienia, że słuchała jego słów. Nie był już Delacour. Ojciec kazał mu się wynosić. Ciekawska część jej duszy chciała dowiedzieć się natychmiast, co spowodowało takie, a nie inne reakcje jego ojca. Rozsądna część nakazywała cierpliwość. Wymuszane wyznania nie miały aż takiej mocy. Axel powinien chcieć powiedzieć jej wszystko. I może tak się stanie, w swoim czasie.
— Niech taniec będzie twoją kotwicą. Nigdy go nie trać — gdy zacisnął palce na jej dłoni, na ustach kobiety wreszcie wykwitł uśmiech. Niewielki, acz sięgający oczu, szczery. Gdy zabrał jedną dłoń, ona uniosła własną. Samodzielnie otarła kciukiem łzy z jego lewego policzka, pozwalając sobie przechylić jednocześnie głowę w bok. — Przed tobą niezwykła szansa. Możesz zdefiniować siebie na nowo, bez ciężaru nazwiska rodziny. Skoro nie jesteś już Axelem Delacour, jak powinnam się do ciebie zwracać? — uniosła delikatnie jedną brew, wciąż utrzymując uśmiech na swojej twarzy. Wolną już dłonią odgarnęła kosmyk ciemnobrązowych włosów za ucho. — Zapamiętaj ten adres: Vauxhall Road 119/4. Obiecaj mi, że przyjdziesz w wolnej chwili — dodała szeptem, tym razem śmiertelnie poważnie. Niewiele było osób, z którymi dzieliła się swoim adresem domowym. Axel jednak, czy tego chciał, czy nie, wzbudził jej zainteresowanie. Nie dlatego, że rozpłakał się przy niej, nie dlatego, że rodzina postanowiła zepchnąć go na margines, nie dlatego, że znalazła go pośród ścieku Nokturnu. Widziała w nim talent. Ten sam, którym emanował już za czasów ich dzieciństwa, ale którego wtedy nie potrafiła pojąć. — Tylko przed wizytą umyj się porządnie, nie zniosę smrodu Nokturnu na swoim fotelu — dodała na koniec, pozwalając rozbawieniu zadźwięczyć między zgłoskami.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#10
Axel Devereaux
Czarodzieje
Je est un autre.
Wiek
25
Zawód
Tancerz, Złodziej, Kelner w Białej Wiwer
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
12
16
Brak karty postaci
27-01-2026, 12:52
Nokturn nie był miejscem, gdzie Axel spodziewałby się, że przeszłość go dogoni. Zawsze taka myśl istniała, że mógł się spodziewać spotkać kogoś z danych lat dosłownie wszędzie. Utknął tutaj około dwa lata temu i jeszcze nie natknął się na nikogo, kto zapisał się w jego pamięci na długi czas. Dlatego widok Manon tak bardzo nim wstrząsnął, dlatego jego myśli rozprysły się spłoszone, a on nie mógł ukryć wzruszenia. Wspomnienia z panną Baudelaire wiązały się z radosnymi chwilami, pełne kolorów, muzyki, śmiechu i beztroski. Tęsknił za tymi chwilami, kiedy nie martwił się o nic, a jego jedynym zmartwieniem bylo to, że jeszcze nie dawał rady wykonać jakiejś pozy, albo że Charlotte gdzieś zapodziała mu jego ulubione pointy.
Na szczęście dla obojga czarodziejów, sofa była skryta w kącie sali, skąd czujne oko barmana nie dostrzegało z kim rozmawia Axel. Chłopak potem mógł zbyć jego złość tym, że klientka niezdecydowana albo że to ktoś z interesem do jego szefa. I po temacie.
Reakcja i zachowanie Manon na jego osobę i to, co tutaj robił, coraz bardziej go szokowała. Każdy inny z jego przeszłości słysząc o tym, że ojciec się go wyrzekł, po prostu odwracała się i w milczeniu odchodziła. Tak, jakby Axel był chory albo dokonał niewybaczalnej zbrodni. A Manon została, objęła swoimi ciepłymi dłońmi jego palce i w jej spojrzeniu dostrzegł troskę. Przejęła się jego losem i tym, że pod płaszczem kłamstwa rzeczywistość jest o wiele bardziej brutalna i Axel zamiast rozwijać swoja karierę na deskach najlepszych teatrów świata, walczy o przetrwanie w codziennej bitwie. Strącono go nisko, przyduszono do brudnego, zimnego bruku Nokturnu, a on nie poddawał się. Pracował, widać było po nim, że wciąż ćwiczy, że tańczy i robi wszystko, by odbić się od dna.
Gest Manon uświadomił mu, jak bardzo tęsknił za ciepłem, bezinteresownym i po prostu związanym z sympatią. Ona go w tej chwili nie oceniała, a widziała w nim kogoś, do kogo mogla wyciągnąć pomocną rękę, kogoś komu jej obecność dodawała otuchy i w ciemności tej podłej egzystencji po prostu mógł dostrzec przebłysk niebieskiego nieba wśród ciemnych, ciężkich chmur. Otoczenie jego chłodnych, szorstkich od pracy dłoni dodało mu otuchy, ramiona tancerza lekko opadły a napięcie widoczne w jego całej postaci odrobinę zelżało. W obecności starej przyjaciółki poczuł się bezpiecznie, widział w jej oczach mieszankę emocji i nie dostrzegał błysku nadchodzącego ataku. Manon nie wykrzywiała ust i nie odsuwała się od niego, a wręcz przeciwnie, otwierała się na niego pokazując swoje poruszenie.
- Tylko taniec trzyma mnie na powierzchni, Manon. - Wyszeptał przez zaciśnięte gardło. - I tylko dzięki temu jakoś przetrwałem. - Ściągnął usta i pokręcił głową, kiedy pamięć podsuwała mu obrazy tego, że w jego przypadku taniec nie wiązał się tylko z teatrem, ale również z wiele bardziej upadlającymi formami w nocnych klubach. Ale nie miało to znaczenia, najważniejsze było to, że taniec wciąż był obecny i on wciąż to robił.
Łzy perliły się w kącikach oczu tancerza, a on starał się nie pozwolić im umknąć. Własną dłonią starł te, które nie zdołały umknąć w dół po jego policzku. Natomiast Manon dotykając jego twarzy sprawiła, że kilka łez spłynęło w dół a Axel musiał przez ułamek sekundy zapanować nad swoim oddechem i ciałem, by nie pozwolić sobie na szloch. Nie tutaj, nie przy nich wszystkich, którzy obserwowali jego każdy krok i to, z kim rozmawia. Opanował się opuszczając głowę, napierając delikatnie policzkiem na dłoń Manon.
Manon miała rację, teraz sam pisał własną historię i to co osiągnie, będzie tylko jego. Bez udziału rodziny i bez udziału jej wpływów. Mial w sobie determinację, by walczyć o własną przyszłość jako on sam. I nikt nie będzie na niego spoglądał przez pryzmat powiązań i innych twarzy.
- Devereaux. - Wypowiedział nazwisko, które obrał wchodząc na pokład Zefira, w dniu kiedy opuścił Francję. - Axel Devereaux.
Po chwili Manon zmieniał ton a jej głos stal się szeptem. Axel uniósł na nią zaskoczone spojrzenie, kiedy dotarło do niego, że podała mu adres i chciała, by przyszedł do niej. Zaskoczyło go to, spojrzał na nią z niedowierzaniem szukając spojrzeniem jej oczu, przełknął gulę, która zebrała się w jego ustach i pokiwał głową.
- Obiecuję, przyjdę. - Uśmiechnął się blado, czując jak kiełkuje w nim cieple poczucie obecności Manon i nie chodziło tylko to, że siedziała tuż obok, ale o to, że go nie odrzuciła i chciała by znów zagościł w jej otoczeniu.
Kolejna uwaga na temat smrodu Nokturnu i tego, że ma się porządnie umyć, sprawiła że na bladej twarzy tancerza pojawił się rozbawiony uśmiech. Cicho zaśmiał się, jego ramiona podskoczyły kilka razy w tej spontanicznej reakcji.
- Będę o tym pamiętał. Ubiorę się porządnie, by nie wyglądać jak żebrak. - Dodał z nutą przekory w glosie. To spotkanie wywołało w nim wiele emocji, a przede wszystkim wzbudziło w nim pewne zaufanie wobec Manon, czytając z jej reakcji i postawy, że nie było w tym niczego, co miałoby się wiązać z naigrywaniem się z niego, lub wciąganiem w pułapkę podłego żartu. Manon nigdy taka nie była.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): 1 2 Dalej


Skocz do:

Aktualny czas: 14-02-2026, 22:01 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.