• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Centralny Londyn > Pub „Pod Zegarem”
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
10-06-2025, 14:26

Pub „Pod Zegarem”
W zaułku starej londyńskiej dzielnicy, gdzie brukowane uliczki pamiętają czasy sprzed II wojny światowej ulokowano pub „Pod Zegarem”. Jego nazwa wywodzi się od licznych zegarów, które zdobią ściany wewnątrz – każdy z innej epoki, każdy tykający w swoim rytmie. Wnętrze lokalu jest raczej ciemne, dębowe belki stropowe, ściany pokryte starymi fotografiami i plakatami, a między nimi właśnie zegary – od wielkich, stojących modeli po małe, ozdobne zegarki na łańcuszkach. Zegarów jest naprawdę wiele, często pokazują różne godziny — nigdy nie wiadomo, który kłamie, a który mówi prawdę.
Dźwięk stukających kufli łączy się z delikatnym tykaniem zegarów, tworząc niepowtarzalną melodię tego przybytku. Właśnie tutaj lokalni bywalcy zasiadają wygodnie przy drewnianych stołach, by dzielić się opowieściami i śledzić codzienne zmiany miasta. Często zdarza się, że „Pod Zegarem” staje się tłem dla nieoczekiwanych spotkań i niespodziewanych sojuszy, które na długo pozostają w pamięci.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Jasper Prince
Akolici
Wiek
38
Zawód
Uzdrowiciel, toksykolog
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
zaręczony
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
0
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
25
15
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
6
Brak karty postaci
15-10-2025, 21:03
20.03

Obudził się wyspany i niewyspany zarazem, po wyjątkowo wyrazistym śnie, który skutecznie rozpraszał go od poważnych planów na wieczór. Bo taka miała być kiełkująca przyjaźń z Nedem Rineheart, poważna i ostrożnie budowana w szpitalnej sali, a potem poza nią. Pewnie prościej byłoby rekrutować czarodziejów do akolitów bez żadnych emocjonalnych obciążeń, na podstawie chłodnej kalkulacji—i z jednej strony Rineheart był zarazem kalkulacją i okazją, nie mieli w swoich szeregach żadnego aurora...
...ale z drugiej strony Jasper szczerze go polubił, choć wciąż był ostrożny względem nawigowania tej znajomości. Prince był z natury ekstrawertyczny, choć przynajmniej poczucie misji względem akolitów potrafiło przystopować jego gadatliwość i zmusić go do uważnego słuchania i obserwowania. Rineheart… cóż, mówił niewiele, do czego Jasper starał się przywyknąć. A po wyjściu ze szpitala potrzebował czasu i przestrzeni do namysłu, które Prince mu dał.
Nowy rok przyniósł nowe decyzje Rinehearta, a choć znajomość pacjenta i uzdrowiciela nie byłaby niczym niezwykłym, to nadal pozostawali… dyskretni. Nawet wybierając pub, Jasper zrezygnował ze swoich ulubionych lokali na rzecz miejsca w dzielnicy, do której zapuszczał się nieco rzadziej.
Szkoda tylko, że w dniu spotkania uleciały z niego postanowienia o opanowaniu i spokoju. Umawiając się, chciał poznać reakcję Neda na powrót Grindelwalda. Dzisiaj… chciał też po prostu się napić. Pogadać. Może wyznać aurorowi coś szalonego, jak to, że kiedyś obstawił mecz Quidditcha na czarnego konia i jakimś cudem wygrał i zobaczyć jak tamten zareaguje. Próbował przywołać się do porządku i skupić, ale albo osiągało to odwrotny skutek albo myślał wtedy o niej i zakazanych owocach ze swoich snów, więc ostatecznie machnął ręką i uznał, że jedno piwo mu dziś nie zaszkodzi.
Albo dwa.
Pojawił się na miejscu pierwszy, choć każdy zegar chodził tu inaczej i Jasper nie miał pojęcia, czy jest za wcześnie czy na czas. Z zamówieniem poczekał na Neda, którego powitał uprzejmym uśmiechem, jak zawsze w szpitalu - choć dziś nieco szerszym.
- Współczułbym ci obowiązku stawienia się na inauguracji, ale teraz sam żałuję, że nie poszedłem… - rzucił zniżonym głosem, mogącym dotrzeć jedynie do uszu samego Neda. Choć czy na pewno żałował? Spędził tamten wieczór na tańcach w Cardiff, a na samo wspomnienie krew krążyła mu szybciej w żyłach. - jak było? I jak się masz? - neutralne słowa wybrzmiały nieco głośniej, choć Jasperowi nagle wydały się cięższe niż powinny. Z ukłuciem sumienia przypomniał sobie, że wciągnął poranionego (na wiele sposobów) ojca małego dziecka w coś, co miało być powolną działalnością konspiracyjną… ale kto wie czym będzie, w obliczu nagłego powrotu Grindelwalda?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Ned Rineheart
Akolici
Wiek
34
Zawód
auror
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
16
0
OPCM
Transmutacja
21
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
11
10
Brak karty postaci
25-11-2025, 20:52
W powietrzu coraz wyraźniej dało się wyczuć nadchodzącą wiosnę, choć w drodze do pubu nadal towarzyszył Nedowi chłodny wiatr. Poprawił kołnierz skórzanej kurtki, próbując w ten sposób trochę się przed nim osłonić. Rzadko zaglądał w tę część Londynu, ale o pubie “Pod Zegarem” słyszał kilkukrotnie, przemierzając kręte ministerialne korytarze. W końcu mógł się przekonać na własnej skórze czy miejsce jest warte swojej renomy – w dodatku w ciekawym towarzystwie. Jasper Prince, niecodzienny sojusznik, którego normalnie omijałby szerokim łukiem, jak chodzącą zmorę, przypominającą mu o najgorszym. Częściowo faktycznie tak było - na dźwięk jego imienia wracał na chwilę wspomnieniami do nieprzyjemnej szpitalnej sali, ale Prince zaoferował mu coś więcej: obietnicę lepszego świata, której tak potrzebował. Rineheart jeszcze nie wiedział czy mężczyzna jest odpowiednim kandydatem na przyjaciela, ale z pewnością był osobą, którą warto znać.
Wszedł do lokalu przepełniony pewnością siebie, którą niejeden czarodziej pewnie mógłby przypisać do jego zawodu; to prawda, że odznaka aurora potrafiła wystrzelić ego w kosmos, ale tym razem to nie był ten przypadek. Sen tak wyrazisty, jakby przeżyty na jawie – dawno nie przyśniło mu się nic podobnego, ale od kilku dni czuł się dzięki niemu lżejszy, a świat dookoła wydawał się prostszy niż zazwyczaj. Niecodzienne uczucie.
Szybko zauważył Jaspera pośród tykających zegarów. Usiadł obok, nie zaglądając nawet do menu – dzisiaj miał ochotę na ognistą whiskey. – Żartujesz? Marzyłem o tym, żeby wyrwać się z biura – dni dłużyły się niemiłosiernie, kiedy musiał je spędzać przy biurku zawalonym stosem papierów. Gdyby taka praca mu odpowiadała, zostałby zwykłym urzędnikiem i skazywałby przestępców w drogim garniturze zamiast biegać za nimi, narażając swoje zdrowie. Był człowiekiem czynu, siedzenie w miejscu go męczyło. – Ale to co się tam wydarzyło… – pokręcił głową, podkreślając swoje niedowierzanie. W żadnych snach, nawet tak wyrazistych jak ten, który nawiedził go kilka dni temu, nie przewidziałby takiego rozwoju wydarzeń. – Żałuj. Zdecydowanie żałuj. Zobaczyć go na żywo… Poczuć, że on wie, że ty też tam jesteś? I ta cała otoczka, niebo osnute czerwienią… Niesamowite – ściszył głos na wszelki wypadek, żeby jego relacja nie dostała się do niewłaściwych uszu. Darował sobie chłodny profesjonalizm, z którym tak skrupulatnie relacjonował fakty na spotkaniu u Medicich. – Aurorzy nie są bandą idiotów. Byli tam ze mną naprawdę dobrze wyszkoleni specjaliści, a i tak nie mogli nic zrobić. Grindelwald robił tam co chciał – kolejne zaskoczenie, bo choć dużo słyszał o potędze Gellerta, czym innym było zobaczyć ją na własne oczy. Prince służył mu od lat, ale Ned był pewny, że i na nim zrobiłoby to duże wrażenie. Niecodziennie obcuje się z czarodziejami tego kalibru. – A ty? Co robiłeś w tym czasie? – Odbił piłeczkę, celowo omijając ostatnie pytanie. Nie byli już w szpitalu, a on przestał być pacjentem – nie musiał mu się ze wszystkiego spowiadać. Jasper i tak wiedział dużo więcej niż Ned by chciał
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Jasper Prince
Akolici
Wiek
38
Zawód
Uzdrowiciel, toksykolog
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
zaręczony
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
0
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
25
15
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
6
Brak karty postaci
03-12-2025, 20:59
Coś w znajomości z Nedem—a ostatnio w całym minionym miesiącu, w powrocie Grindelwalda i szalonej nocy w Cardiff—przypominało mu o czasach studenckich. O młodości, którą spędził wcale nie czując się młodym. Czasami wydawało mu się, że beztroskę i optymizm i pragnienie  wyszalenia się utracił w dniu śmierci Severusa, gdy z jednej strony spadły na niego oczekiwania rodziny wobec pierworodnych synów, a z drugiej desperacja by znaleźć swoją ścieżkę (niewykradzioną martwemu bratu...) i ich uniknąć. Tyle, że ta własna ścieżka była wyczerpująca, zarówno pod kątem zaangażowania w trudne studia, jak i czasu poświęconego nowej ideologii. Nie pamiętał, czy w wieku dwudziestu lat w ogóle znalazłby czas na potańcówkę, o ile nie mógłby na niej poznać kogoś przydatnego dla sprawy. Regularnie znajdował albo rozciągał za to czas dla ludzi w sytuacji podobnej do tej Neda: ciężko rannych i powoli dochodzących do siebie, a na dodatek czujących się obco po powrocie do domu. Część powracała do Anglii po walkach na kontynencie, część pochodziła z Europy i z różnych względów trafiła na leczenie lub wygnanie akurat tutaj.
Zmierzył się wtedy z różnymi emocjami i był świadom, że wdzięczność wcale nie rodziła przyjaźni; że poczucie upokorzenia lub wspomnienie traumy mogło być silniejsze. Ba, któregoś razu leczony u Atticusa czarodziej zaatakował ich nawet w malignie czarną magią—to chyba wspólne próby uspokajania rannego przerodziły znajomość z Lestrange'm w najtrwalszą przyjaźń w życiu Prince'a. Nie spodziewał się tej samej otwartości od Rineheart'a, Ned przypominał mu nie Atticusa, a właśnie tamtych zamkniętych w sobie pacjentów. Tyle, że oni już byli po stronie Grindelwalda. Tyle, że ich nie musiał unikać na własnej ulicy żeby po wszystkim dać im przestrzeń—a z Rineheartem'm mijali się czasem na Horyzontalnej, widzieli nawet swoje balkony. Gdyby było to opcją, Jasper nawet unikałby swojego balkonu dla dobra akolitów, ale nie było. Akurat tej przestrzeni potrzebował, tylko na świeżym powietrzu znajdując w środku nocy ukojenie po koszmarach o mugolskich bombach i wojnach i gruzach.
Dziś jednak nie śniło mu się nic takiego, dziś jego sny były ciężkie zarówno od poczucia ekscytacji, jak i poczucia winy. Może dlatego nadmiernie rozpamiętywał swoją dynamikę w kontaktach z Nedem i zbyt długo zastanawiał się, czy auror doszedł już w pełni do siebie po pobycie w szpitalu.
Brunet wszedł do pubu tak pewnym siebie krokiem, że domysły Jaspera były chyba bezsensowne.
- Nadal zbyt często trzymają cię w biurze? - zagaił, medycznie Rineheart chyba mógłby już iść w teren... ale o niemedycznych aspektach pracy aurorów Jasper wiedział niewiele. Słysząc relację o Grindelwaldzie, spojrzał na aurora z wyraźną zazdrością i ukłuciem żalu, że go tam nie było. Poznał już przebieg wydarzeń na spotkaniu akolitów, ale tam Ned mówił... inaczej, bardziej rzeczowo. Nic dziwnego, znalazł się wtedy w gronie nowych ludzi, a niektórzy patrzyli na niego z jawną podejrzliwością. Teraz w głosie Rineheart'a słychać było żywe emocje, utwierdzające Jaspera w przekonaniu, że ich ideologia już była mu bliska (i może podobnie utwierdziłyby sceptyków z jadalni Oriany) i że powrót Grindelwalda wywołał kolosalne wrażenie. Na wszystkich, bo jak mogła zareagować szara publika, skoro olśniony był nawet doświadczony auror?
- Żałuję. - przyznał. - Chciałem... nie zgadzam się z wyborem Ministra, więc nie chciałem tam być. - powiedział szczerze, również zniżył głos do szeptu. - Ale gdybym wiedział albo i tak się przemógł... byłoby warto. - zgodził się, zduszając ukłucie wywołane tym, że samemu—pomimo wielu lat służby w szeregach akolitów—nigdy nie widział Grindelwalda, a Ned doświadczył tego zaledwie kilka miesięcy po dołączeniu do sprawy. Mortie powiedziałby, że może to przeznaczenie i może tak miało być. Jasper, pomimo swoich wizji, nie wierzył w przeznaczenie aż tak bardzo... ale widząc teraz twarz Neda uwierzył, że zobaczenie przywódcy było mu potrzebne.
A on sam? Może i był trochę zazdrosny, ale przecież nie potrzebował tego do lojalności.
- To niesamowite. - zgodził się, kiwając głową. Aurorzy nie byli bandą idiotów, wiedział to—i właśnie dlatego był tak zadowolony,  że zrekrutował do sprawy jednego z nich.
Nie umknęło mu, że Ned zignorował jego pytanie i zastąpił je swoim. Zawahał się, choć tego nie okazał. Znajomość z Rinehearte'm była świeża, a wydarzenia tamtej nocy Jasper omówił już z przyjacielem, wobec którego szczerość nie była obarczona żadnym ryzykiem; który nie oceniłby nawet reputacji samej Leonie. Instynkt kazał mu chronić prywatność zarówno swoją jak i jej, ale z drugiej strony nie musiał wspominać jej personaliów, a rozsądek... Rozsądek dyktował, że z powodu szpitalnego kontekstu ich znajomości Jasper i tak wiedział już o Nedzie więcej niż ten miał szansę świadomie zaoferować. Że szali tej relacji były nierówne i że może powinien powiedzieć coś o sobie, coś szczerego, by w jakikolwiek sposób spróbować je wyrównać.
- Byłem w Cardiff. Wspominałem ci o mojej siostrze - przelotnie, nie na zasadzie obciążania pacjenta tą wiedzą i ciężarem, a na zasadzie wzajemności i strategii rekrutacji: mnie też skrzywdzili mugole, moja siostra jest przez nich zaginiona - i chciałem sprawdzić głupi i ślepy trop, a może raczej strzęp nadziei, że może jest... gdzieś tam. Próbuję sobie wyobrazić gdzie by poszła gdyby rzuciła wreszcie tamtego mugola, a nie wróciłaby do Manchesteru ani Londynu. - zwierzył się, ale nie o to Ned pytał. - Ale w zamian trafiłem na potańcówkę, spotkałem tam uroczą dziewczynę i... - wzruszył ramionami, sen o Leonie rozwiązał mu język. - Pomimo żałowania, że nie było mnie na inauguracji, nie żałuję tamtego wieczoru. - uśmiechnął się szelmowsko, choć spojrzał na Neda trochę czujnie. Był już mężem i ojcem, a choć wiedział, że Jasper jest wdowcem to... rozumiał czy potępiał takie przyjemności? - Napijmy się. - na pewno po ognistej łatwiej je zrozumieć.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Ned Rineheart
Akolici
Wiek
34
Zawód
auror
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
16
0
OPCM
Transmutacja
21
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
11
10
Brak karty postaci
30-01-2026, 22:17
– Na szczęście już nie, inaczej bym oszalał. Najpierw zamknięty w szpitalu, potem w ministerstwie. Nie wiem co gorsze – machnął ręką, dając Jasperowi znać, że ten temat już był nieaktualny. Co prawda jego zachowanie na inauguracji nie spotkało się z pochwałą ze strony przełożonego i prawdopodobnie będzie musiał napisać mu jeszcze jeden raport uzupełniający, ale osobiście uważał, że całkiem dobrze poradził sobie z tą niewygodną sytuacją. Zazwyczaj męczyła go świadomość, że takich sytuacji będzie coraz więcej, ale dzisiaj był przekonany, że z każdą świetnie sobie poradzi. Był dobry w swoim fachu, ale aspirował być n a j l e p s z y.
– Nawet jak się z nim nie zgadzasz to warto być na bieżąco z tym co się dzieje – stwierdził, trochę zaskoczony lekceważącym podejściem Jaspera do polityki. Ned zaryzykowałby stwierdzeniem, że właśnie dlatego powinien być nim jeszcze bardziej zainteresowany. – Przyjaciół trzema trzymać blisko, ale wrogów jeszcze bliżej. Na pewno znasz to powiedzenie – dodał, rozsiadając się wygodniej na krześle, choć i tak nie był to szczyt komfortu. Po kilku łykach ognistej whisky klienci zapewne mniej zwracali uwagę na twarde siedzenia, więc po co właściciel miał się tym przejmować.
– Wspominałeś – potwierdził, choć nie pamiętał wszystkich szczegółów z jego opowieści. Wszystkie wspomnienia ze szpitala były zamglone i prawdopodobnie takie już miały pozostać. Nie był do końca świadomy tego co się działo wokół niego, nie tylko z powodu rozległych obrażeń fizycznych, ale również (a może przede wszystkim) przez zanurzenie się w bólu i żałobie z powodu śmierci przyjaciela – niewiele informacji uważał wówczas za ważniejsze. Ale coś zapamiętał, szczególnie pod koniec pobytu na oddziale, kiedy pozwolił sobie na obdarzenie Jaspera odrobiną zaufania. – Podziwiam, że dalej ci się chce – powiedział, przyglądając się Jasperowi z zainteresowaniem. – Ja po takim czasie już bym się poddał – przyznał, dobrze wiedząc o czym mówi, bo ze zniknięciem Vincenta pogodził się zaskakująco szybko. Może to kwestia ich skomplikowanej relacji, może sytuacji w której zniknął, a może Jasper był po prostu lepszym człowiekiem i los siostry nawet po tylu latach nie był mu obojętny. – Korzystałeś kiedyś z usług specjalistów czy od początku szukasz jej na własną rękę? – Dopytał, bo przecież byli ludzie, którzy posiadali odpowiedni zestaw umiejętności do poszukiwania zaginionych czarodziejów, z Nedem włącznie. A Jasper nie sprawiał wrażenia osoby, której nie stać na wynajęcie kogoś takiego. Chyba że ukrywał jeszcze inne powody, co Neda nieszczególnie by zaskoczyło – wrodzona czujność mu podpowiadała, że Akolita nie podzielił się z nim jeszcze wszystkimi tajemnicami. Chociaż uchylił rąbek kolejnej z nich.
– Czemu tak się na mnie patrzysz? Na Merlina... – Skrzywił się nieznacznie, łapiąc za szklankę z ognistą whisky. – Jestem aurorem, nie strażnikiem moralności. Tylko pozazdrościć – uniósł szklankę wyżej w geście uznania za wieczorne przeboje swojego kolegi i wypił haustem jej zawartość. – To stawiam drugą kolejkę – postanowił od razu, łapiąc spojrzeniem barmana. Czuł, że to dobry dzień na rozluźnienie.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Jasper Prince
Akolici
Wiek
38
Zawód
Uzdrowiciel, toksykolog
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
zaręczony
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
0
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
25
15
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
6
Brak karty postaci
08-02-2026, 01:28
- Szpital przynajmniej nie jest miejscem pracy. - zażartował, uderzając w nuty czarnego humoru. Obydwoje wiedzieli, że szpital był gorszy niż biuro; bo obydwoje wiedzieli ile czasu Ned tam spędził i z jakimi obrażeniami przybył. Połączenie bezsilności i unieruchomienia musiało być dla niego trudne, a Jasper podejrzewał, że wspomnienia i rany na psychice goiły się jeszcze wolniej niż te na ciele—ale zachował te podejrzenia dla siebie, bo przecież spotkali się jako dwaj akolici i jako prawdziwi mężczyźni. Nie jako uzdrowiciel i pacjent. Co prawda, Prince niejako wykorzystał chwilową słabość i zagubienie Neda by przekonać go do idei Grindelwalda... ale teraz bezpieczniej było nie wracać do tamtych chwil, najlepiej nigdy. Dlatego odwrócił wzrok w stronę baru, dając Nedowi furtkę do zignorowania tematu szpitala.
Spojrzał na niego z ponurym uśmiechem dopiero, gdy przeszli do omawiania inaugracji.
- Śledziłem to wszystko w prasie, choć z perspektywy czasu oczywiście żałuję, że nie widziałem tego na własne oczy. - zawiesił wymownie głos. Gdyby nie relacje świadków-akolitów na spotkaniu u Oriany, byłby skazany na pominięcia i nieprawdy powielane w oficjalnych wiadomościach. - Ale wtedy osobista obecność wydawała mi się symbolem poparcia. - wyjaśnił. - Choć masz rację, warto sprawiać... pozory. - dodał z uśmiechem. Ned dołączył do nich niedawno, a już wykazywał się dobrą intuicją w kwestii ukrycia własnych poglądów. Swoje Jasper ukrywał od zawsze, korzystając z tego, że nie walczył dla Grindelwalda czynnie i nikt nigdy nie powiązał go z jego sympatykami. Mógł sobie pozwolić na milczenie w sprawie wyboru Ministra, bo o swoją reputację zadbał w inny sposób—ale zarazem zgadzał się z Nedem, że najciemniej jest pod latarnią. I może warto było nawet pokazać się na inauguracji lub pokiwać głową gdy ktoś będzie chwalił Ministra-mugolaka, jeśli miało to pomóc w utrzymaniu własnej przykrywki. Akolici mieli swoich ludzi w szpitalu świętego Munga, w Ministerstwie, a dzięki dołączeniu Neda—również w Biurze Aurorów. To bezcenne.
Upił większy łyk alkoholu i westchnął ciężko na wspomnienie Eileen.
- Moja rodzina poddała się szybko, pewnie z powodu hańby. Ja... pewnie poddałbym się, gdyby uciekła z kimś uboższym czy półkrwi. Myślałem o tym i może nawet zdołałbym się pogodzić z wyborem mugolaka. - skrzywił się lekko. - Ale mugol... wiesz, moi rodzice odcięli się od niej, bo jej decyzja nie mieści się w głowie i nie przystoi czarodziejce. Ale ja zwyczajnie się martwię, że robi jej krzywdę. - ja to widzę, w koszmarach, ale tego nie potrafił wyjaśnić. - Albo że zabrał jej różdżkę czy coś, wywiózł daleko, i choćby chciała to już nie może się rozmyślić. Kiedyś sowa, którą tam posłałem, nie wróciła. - na moment maska spokoju opadła i wydał się autentycznie smutny, rozważając los zwierzęcia posłanego w paszczę lwa. Chciałby wierzyć, że ptak zgubił się, a potem wybrał życie w dziczy—podobno to się zdarzało, chociaż bardzo rzadko, bo sowy były przecież doskonale szkolone. Bał się jednak, że posłał własnego pocztowego ptaka w okolice człowieka agresywnego i prymitywnego i tego, co zniecierpliwiony Tobias Snape mógł zrobić. I bał się tego, co mógł zrobić Eileen. - Mówisz, że wroga należy znać, a ja... nie wszystko rozumiem z ich świata, ale śledziłem trochę ich historię, okrutne wynalazki, wojny. Boję się tego, do czego są zdolni. - jako mugole wobec czarodziejów; grupa, którą Grindelwald chciał powstrzymać. I jako jeden człowiek, który zdołał jakoś omotać jego młodszą siostrę gdy wciąż była prawie dzieckiem.
- Wynająłem czarodzieja-mugolaka, powiązanego zresztą z magipolicją. Zależało mi na kimś, kto rozumie ich świat i byłby zdolny ją odnaleźć. - zwierzył się. - Ale nie odnalazł. A ja zastanawiam się czy wyczerpałem wszystkie metody i czy na pewno był tak skutecznym śledczym jak obiecywał. - mruknął, choć—o dziwo—nie narzekał na mugolskie pochodzenie tego człowieka, a jedynie na potencjalną niekompetencję. Nie znosił mugoli, ale choć z nieufnością podchodził do czarodziejów z niemagicznych rodzin to był w stanie ich jakoś tolerować, zakładając, że magia jednak w jakiś sposob ich wybrała.
- Jesteś mężem i ojcem, a ja szanowanym uzdrowicielem i stosunkowo świeżym wdowcem. - parsknął śmiechem, rozluźniając się nieco gdy Ned nie oceniał jego moralności. - Nie mam zwykle czasu na taką... beztroskę, może to jakiś znak, że akurat inaugurację spędziłem tak... miło. - uśmiechnął się znacząco, nie precyzując, czy ma na myśli tańce czy coś więcej. - Zresztą, jeszcze się z nią spotkam, jeśil ona zechce. - zwierzył się, choć nie był pewien czy robi to po to by samemu się wygadać, czy po to by zaoferować Nedowi coś o sobie i zrównoważyć nieco nierówne szale ich znajomości. Z wdzięcznością skinął głową w kwestii drugiej kolejki i już po chwili uniósł kolejny kieliszek. Korciło go by spytać o to, jak miewa się rodzina Neda, ale powstrzymał się. Wydawało mu się, że to dla aurora prywatny temat, póki co. - No to wypijmy za przyszłość. - powiedział w zamian, ogólnikowo. A nową przyszłość obiecał im powrót Grindelwalda.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#7
Ned Rineheart
Akolici
Wiek
34
Zawód
auror
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
16
0
OPCM
Transmutacja
21
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
11
10
Brak karty postaci
09-02-2026, 21:14
– Dla niektórych jest – zauważył, spoglądając na Jaspera znacząco. Jak Prince wytrzymywał w tym ponurym miejscu tyle czasu? Ciągły kontakt z chorobą i skrzywdzonymi ludźmi w połączeniu z jasnymi ścianami i momentami rażącym wręcz światłem tworzyły ze szpitala miejsce koszmarne. Ned pamiętał z dzieciństwa podobną atmosferę ze szkolnego skrzydła szpitalnego, które już wtedy wzbudzało w nim niepokój, ale Mung był nieporównywalnie większy, więc wszystkie najgorsze cechy takich placówek również były jeszcze gorsze. Co prawda jako auror trafiał tam częściej niż przeciętny czarodziej, ale dotychczas z drobnymi urazami, które szybko były leczone. Wchodził i jak najszybciej uciekał, nie myśląc o tym więcej. W zeszłym roku było inaczej, pamiętny pobyt w Mungu dalej w nim siedział, ale wręcz na siłę starał się do tego nie wracać – z różnym skutkiem.
– Pozory to jedno, ale w gazecie nigdy nie napiszą ci całej prawdy. Niektóre rzeczy lepiej doświadczać na własnej skórze – stwierdził, bębniąc leniwie palcami o szkło kieliszka. Dziennikarze w gazetach opisywali najważniejsze wydarzenia i jak szaleńcy uczepiali się jednej wybranej sensacji, pomijając wszystko co mniej interesujące, a czasem właśnie to, co działo się w cieniu, okazywało się istotniejsze. Nic nie było w stanie zastąpić własnych doświadczeń. – Gdybym nie musiał to i tak bym poszedł – dzisiaj był co do tego pewny. Stanąłby w pierwszym rzędzie.
– A co ci mugolak przeszkadza, ważne, że czarodziej – oburzył się. – Natomiast mugol... ciężkie – przyznał, kręcąc wymownie głową, bo to nie była prosta sytuacja. Słuchał go dalej, w skupieniu, zastanawiając się, czy było jeszcze coś o czym Jasper nie pomyślał, czy coś przegapił. Sam nie brał pod uwagę, że Vincent też mógł sobie w międzyczasie znaleźć jakąś mugolkę – takie myśli nie mieściły mu się w głowie, choć drugiej strony kto go tam wie.
– Słuchaj – zaczął, pochylając się bliżej niego. To był ten dzień, w którym nie było miejsca na gdybanie. – Nie ma szans, że twoja siostra tak po prostu zapadła się pod ziemię. To zwykła czarownica, na pewno nie ma takich kompetencji, żeby rozmyślnie rozpłynąć się w powietrzu. Chyba że o czymś nie wiem... – zrobił krótką pauzę, czekając na ewentualne zaskakujące fakty ze strony Jaspera. – Jeżeli zniknęła z mugolem to tym bardziej, przecież on nie jest w stanie ukryć się przed naszymi zaklęciami – dodał. – Nam zdarza się wyciągać spod ziemi jakichś pieprzonych recydywistów, trochę to trwa, ale jest możliwe – to byli specjaliści w swoim fachu, chowali się po świecie jak karaluchy, ale prędzej czy później popełniali błąd, a wtedy aurorzy byli gotowi zareagować. Wątpił, żeby siostra Prince'a była aż tak cwana, żeby nie dało się jej znaleźć, a już tym bardziej mugol, który nawet nie do końca wiedział przed czym miałby się chować. – Uważam, że to za wcześnie, żeby się poddać. Znajdź innego człowieka, mogę ci kogoś polecić. Tamten pewnie wylosował licencję w czekoladowej żabie – skwitował, upijając łyk alkoholu.
Argumentu Jaspera nie skomentował, bo nawet silny sen, który dzisiaj nim zawładnął, aż tak nie rozwiązał mu języka, żeby przyznawać się do własnych słabości. Poza tym starał się za dużo nie opowiadać o swojej rodzinie, chroniąc ten swój niewielki bastion przed wszelkim złem i wścibskim spojrzeniem.
– No proszę, czyli zapowiada się coś poważniejszego? – Skomentował, skoro Jasper już tak planował kolejne spotkanie z tajemniczą kobietą, to nie mógł wyciągnąć innych wniosków, a senny nastrój wyjątkowo nastrajał go na plotki. Zaraz potem uniósł świeżo wypełniony kieliszek, wtórując Jasperowi w toaście. – Za przyszłość – Oby tylko lepszą.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 14-02-2026, 22:02 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.