• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Szkocja > Hogsmeade i okolice > Szkoła Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie > Lochy Hogwartu
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
15-10-2025, 15:21

Lochy Hogwartu
Lochy Hogwartu rozciągają się głęboko pod zamkiem, w labiryncie wąskich korytarzy i kamiennych przejść o chłodnych, wilgotnych ścianach. Panuje tam półmrok, a jedynym źródłem światła są drżące pochodnie, które rzucają długie, groźne i roztańczone cienie. Powietrze jest ciężkie, przesycone zapachem ziemi, starego kamienia i lekko metaliczną wonią wody sączącej się po murach. Od czasu do czasu słychać tu charakterystyczne echo kroków rozbieganych uczniaków. W lochach znajdują się niektóre sale lekcyjne, magazyny i chłodne komnaty domu Slytherinu, ukryte za kamiennymi ścianami i tajnymi przejściami. Nikt dokładnie nie wie jak wiele zakamarków kryje się za mnogimi, zaryglowanymi koładkami.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Nylah Black
Czarodzieje
It's only illegal if I get caught.
Wiek
24
Zawód
Śpiewaczka operowa i łamaczka klątw
Genetyka
Czystość krwi
potomkini wili
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
9
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
3
8
Siła
Wyt.
Szybkość
5
9
5
Brak karty postaci
02-11-2025, 15:40
30 kwietnia 1962

Zdarzenie losowe
Irytek
Korytarze zamku dudnią echem kroków absolwentów, ale gdzieś ponad głowami słychać znajomy chichot. To Irytek, psotliwy poltergeist Hogwartu, który nie mógł przepuścić okazji, by pojawić się na zjeździe. Krąży nad tłumem, przewraca łańcuchy świeczników i co chwila zatrzymuje się przy kolejnej ofierze, gotów do złośliwego komentarza.
„Dawaj różdżkę, sprawdzimy, czy działa! Ups… chyba ją trochę przypaliłem.”
Różdżka pryska iskrami i wypuszcza gryzący, śmierdzący dymek.

Znaleźć się po tylu latach ponownie w Hogwarcie było czymś... zaskakującym. Mało kto myślał o tym, by po zakończeniu nauki wrócić w mury dawnej szkoły, no chyba że miał ciągoty do nauczania innych. Nil w sumie nie miała, więc nie sądziła, że kiedykolwiek jeszcze przyjdzie jej wizytować te mury... A tu proszę, niespodzianka. Zjazd absolwentów. W sumie przyjemnie było przyjść tutaj i spotkać dawnych znajomych, w końcu z większością z nich kontakt straciła zaraz po opuszczeniu tutejszych murów. Dorośli, mieli własne życia... Czyżby ten zjazd miał stać się świetnym pretekstem do odnowienia kontaktów? W sumie nawet by na to nie narzekała.
Po uroczystym otwarciu nadszedł czas na zwiedzanie. Stare mury nadal tęskniły życiem, z uczniami przemykającymi tu czy tam. Dziwnie było przechodzić po korytarzach ze świadomością, że wcale nie była już uczennicą Hogwartu. Odwiedziła kilka miejsc, swoich ulubionych w zamku, aż w końcu skierowała się w stronę lochów, w tę plątaninę korytarzy, w której kiedyś tak prosto było się zgubić. Dla jednych lochy tchnęły grozą, ale dla Nil kojarzyły się z czym zgoła odmiennym. Kierowała się wprost do sali eliksirów, licząc, że może spotka kogoś znajomego, pokój wspólny Slytherinu zostawiła sobie na koniec. Na jednym z korytarzy usłyszała zamieszanie i krzyki, kierowana ciekawością, a do tego wspomnieniem bycia perfektem. Kto mógłby robić aż takie zamieszanie...?
No oczywiście, tylko jedna persona zamku siała chaos wszędzie, gdzie tylko się dało - poltergeist Irytek.
- Irytku, co tam znowu kombinujesz? - spytała wesoło, obserwując, jak zaraz potem mały złośliwiec porywa czyjąś różdżkę. - Irytku, nie! Proszę, zostaw różdżkę. - przekonanie go jednak do czegokolwiek graniczyło z cudem, jak zwykle, poltergeist nigdy nie był zbyt chętny, by słuchać innych. No chyba, że chodziło o zrobienie komuś psoty, wtedy można było z nim negocjować.
Ewidentnie też trafili na moment, gdy Irytek miał ochotę na chaos i nie był skłonny porzucić pomysłu. I zanim ktokolwiek się spostrzegł, różdżka biednej ofiary Irytka zaczęła najpierw iskrzyć, a potem dymić. I to na bardzo śmierdząco.
- Sacré bleu... - jęknęła. Oczywiście nie znała się ani trochę na wytwarzaniu różdżek, nie miała więc pojęcia, jak pomóc. Zaczęła się rozglądać za kimś, kto mógłby jej pomóc - jej i tej ofierze - i dostrzegła znajomą twarz.
- Vivienne...?
I am the voice in the wind and the pouring rain
I am the voice of your hunger and pain
I am the voice
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Vivienne Burke
Czarodzieje
Wiek
23
Zawód
Badaczka historii run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zamężna
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
7
12
15
Brak karty postaci
15-11-2025, 16:28
Xavier nie mógł być przy mnie non stop podczas wizyty w Hogwarcie. O ile on nie chciał brać udziału w przewidzianych atrakcjach, tak ja się uparłam, że chcę wziąć udział chociaż w Olimpiadzie. Mieliśmy spotkać się później, więc korzystając z okazji krążyłam po Hogwarcie tylko sobie znanymi ścieżkami. Szłam tymi samymi korytarzami co kiedyś, wspominałam swoje dziecięce lata, przypominały mi się sceny, które miały miejsce w tych murach. Zawędrowałam nawet w stronę Lochów, którymi niegdyś również się poruszałam. Przecież przyjaźniłam się z Nathanielem, okolice wejścia do pokoju wspólnego ślizgonów nie były mi obce. Lochy znałam prawie równie dobrze co Krukońską wieżę.
Dźwięki, które do mnie dotarły, było nie do pomylenia. Głos Irytka rozniósł się po okolicy i chociaż nawet go jeszcze nie widziałam, to już wiedziałam, że znajduje się niedaleko. Zaciekawiona komu robi psoty, skierowałam się za dobiegającymi mnie hałasami. Gdy wyłoniłam się zza rogu Irytek szalał, trzymał czyjąś różdżkę w rękach. Strzelały iskry, z różdżki unosił się dym, a nieprzyjemny zapach rozniósł się po całym korytarzu. Przewrócone świeczniki, absolwenci starsi i młodsi uciekający w popłochu. Chyba zdążyli zapomnieć, co to znaczy spotkać Irytka. Zmarszczyłam nosek, wpatrując się w dziewczynę, któremu Irytek odebrał różdżkę. Próbowała przekonać go do oddania swojej własności, ale poltergeist nic sobie z próśb nie robił. Potem usłyszałam swoje imię. Dopiero wtedy dostrzegłam stojącą obok kobietę, którą rozpoznałam od razu. Moja szkolna koleżanka, którą nie tak dawno widziałam podczas mojego urodzinowego przyjęcia. Uśmiechnęłam się do niej i zbliżyłam się, obejmując i witając się.
- Nylah, jak dobrze cię widzieć - zaczęłam, na chwilę tracąc zainteresowanie Irytkiem. - Wybacz, że tak zniknęłam podczas przyjęcia, nawet nie zdążyłyśmy porozmawiać - zauważyłam. - Mam nadzieję, że miło spędziłaś resztę popołudnia? Primrose i Pani Burke na pewno umiliły wam obecność z Burke Manor.
Każdemu z gości wysłałam osobną sowę z przeprosinami. Swoje nagłe zniknięcie tłumaczyłam, co zresztą było prawdą, nagłym gorszym samopoczuciem. Oczywiście zapewniłam, że jestem pod opieką uzdrowiciela i to nic groźnego. Niemniej było mi niezwykle wstyd, że tak opuściłam swoje własne przyjęcie urodzinowe i już nie wróciłam. Ale nie byłam w stanie. Zbyt dużo wydarzyło się tamtego dnia, nie miałam sił, aby zabawiać gości.
Kolejny strzał iskier, donośny śmiech Irytka i płaczliwy pisk kobiety, która nie mogła zmusić ducha do oddania swojej własności. A ten wyjątkowo dobrze się bawił. Spojrzałam w tamtym kierunku nie kryjąc skrzywienia na twarzy. Przeklęty poltergeist.
- Czy jako były prefekt, masz jakieś sprawdzone sposoby na Irytka? - Zapytałam. - Chyba wypadałoby, abyśmy pomogły. To by źle wyglądało, jakbyśmy odeszły. Jeszcze ktoś by zaczął na nas źle mówić…
Niespecjalnie chciałam wchodzić z Irytkiem w dyskusje, zazwyczaj starałam się go omijać. Jednak teraz, zostałyśmy z Nylah i tą biedną dziewczyną i jej towarzyszką same. Pozostawienie ich samym sobie mogłoby odbić się na naszej reputacji.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Nylah Black
Czarodzieje
It's only illegal if I get caught.
Wiek
24
Zawód
Śpiewaczka operowa i łamaczka klątw
Genetyka
Czystość krwi
potomkini wili
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
9
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
3
8
Siła
Wyt.
Szybkość
5
9
5
Brak karty postaci
27-11-2025, 16:17
Nil było naprawdę żal ewidentnie załamanej kobiety, która nie dość, że straciła różdżkę na rzecz Irytka, to jeszcze teraz ta różdżka nie była w zbyt szczęśliwym stanie. Naprawdę miała nadzieję, że przedmiot da się jeszcze naprawić i pozostanie różdżką, a nie tylko magicznym patykiem. Na krótką chwilę jednak porzuciła ofiarę i pocieszającą ją jej koleżankę i zwróciła większą uwagę na Vivienne. Raz, że były koleżankami, a dwa… Cóż, w końcu Xavier był jej kuzynem. Viv należała więc niejako do rodziny.
- Ciebie też wspaniale zobaczyć tutaj. – odpowiedziała bez wahania i całkowicie szczerze. Wspomnienie jednak o zniknięciu z własnego przyjęcia urodzinowego sprawiło, że Black delikatnie potrząsnęła głową, a w jej błękitnych oczach można było dostrzec lekką troskę.
- Nie musisz się tym przejmować, ciotka Tytania zawsze wiedziała, jak zabawiać gości. – uspokoiła Vivienne, a przynajmniej miała nadzieję, że dziewczynę to uspokoi. – Naprawdę nic się nie stało. Wszystko już z tobą w porządku? – wolała się mimo wszystko upewnić. Sowa Viv była niejako enigmatyczna, gorsze samopoczucie mogło mieć wiele wyjaśnień, Nylah jednak nie zamierzała pchać się z butami w prywatne życie drugiej kobiety. Dzisiaj wprawdzie wyglądała całkiem kwitnąco, ale kto wie.
Zanim jednak zdążyła pociągnąć temat, Irytek dał o sobie znać, przypominając, że w końcu były w Hogwarcie i miały bardzo istotną sprawę do załatwienia. A tą istotną sprawą był rzecz jasna pewien niekoniecznie grzeczny poltergeist, którego życiowym celem było sianie chaosu.
- Mhmmmm. – westchnęła. – Z tymi złymi opiniami to prawda… Zresztą nie byłabym sobą, gdybym, chociażby nie spróbowała czegoś z nim zrobić. – wykrzywiła lekko wargi. Wewnętrznie niezbyt obchodziło ją, co pomyślą inni, ale w końcu najistotniejsza była tu reputacja rodziny. Wypadało spróbować pomóc, a przynajmniej wezwać kogoś, kto sobie poradzi. Sama myśl o tym sprawiła, że Nil uśmiechnęła się trochę paskudnie. – A wiesz, że mam taki sposób? – mruknęła do Vivienne, zaraz potem prostując się i wbijając wzrok w krnąbrnego ducha.
- Irytek. – Nil nie krzyczała, nie podnosiła głosu, ale obniżyła niego jego oktawę, pozwalając na to, by w jej słowach wybrzmiała czysta powaga. – Oddaj różdżkę. – polecenie było wydane dokładnie tym samym tonem, a do tego wyciągnęła w stronę Irytka dłoń. – W innym wypadku wrócę się do pokoju wspólnego Slytherinu i poproszę Krwawego Barona, by tu przybył. Nie sądzę, by był zachwycony przerwaniem mu aktualnego zajęcia. – i, w domyśle, całą swoją złość zapewne wyładowałby na Irytku. Każdy, kto miał nieco więcej do czynienia z duchem Slytherinu wiedział, że był on jedyną istotą, którą Irytek szanował. I zapewne się bał, co też było istotne.
Cała czwórka mogła zobaczyć, jak poltergeistowi rzednie mina na samą myśl o wezwaniu Barona. Wściekły syk sprawiał, że Nil z trudem zachowała powagę, ale w końcu była do tego przystosowana.
- Masz. I się wypchaj! – oburzył się poltergeist, z wściekłością oddając różdżkę w ręce byłej Ślizgonki. Zapewne wolałby nią rzucić, ale może lepiej było nie prowokować Nil do wezwania Barona? Cóż, Black zdecydowanie była do tego zdolna. Nie była jednak na tyle podła, by zostawić Irytka samopas.
- Gryfoni są trzy korytarze dalej. – mruknęła tak cicho, by jedynie Irytek ją usłyszał i puściła mu oczko. W odpowiedzi poltergeist zniknął z kwikiem, a Nil obróciła się do biednej ofiary. – Niestety nie znam się na różdżkach, więc nie wiem, czy jest szansa, by ją naprawić. Przykro mi. – bez przeciągania zwróciła dziewczynie jej różdżkę.
I am the voice in the wind and the pouring rain
I am the voice of your hunger and pain
I am the voice
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Vivienne Burke
Czarodzieje
Wiek
23
Zawód
Badaczka historii run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zamężna
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
7
12
15
Brak karty postaci
20-12-2025, 21:45
Skłamałabym, gdybym powiedziała, że wydarzenia które spotkały tamtą kobietę jakoś mnie mocno przejęły. Najważniejsze było dla mnie, aby nie wejść w paradę Irytkowi, ale też nie zostać odebraną źle przez innych absolwentów, którzy krążyli w okolicy. Razem z Nil byłyśmy najbliżej, społeczeństwo wymagało, abyśmy pomogły. Stąd moje pytanie odnośnie sposobów na Irytka. Ja ich nie znałam, nie chciałam skierować na siebie jego złośliwości. Gdyby Xavier się dowiedział, że chwilę po tym jak kazał mi na siebie uważać idąc w drugą stronę korytarzem, ja wpakowałam się bezpośrednio na poltergeista, nie odstąpił by mnie na krok do końca imprezy. Z niemałą ulgą przyjęłam do wiadomości fakt, że moja koleżanka faktycznie zna sposoby jak poradzić sobie z tym okropnym psotnikiem. Obserwowałam jak panna Black wchodzi z Irytkiem w dyskusje, straszy go Krwawym Baronem i z trudem powstrzymywałam śmiech widząc, jak mu mina zrzednie. To chyba była jakaś tajemnicza wiedza ślizgonów, nigdy specjalnie nie miałam problemów z poltergeistem, więc nie musiałam uciekać się do tak radykalnych kroków. Zawsze miałam to szczęście, że jakiś inny uczeń mnie ochronił albo w okolicy był profesor, więc Irytek nie miał na tyle odwagi. Siedem lat bez większych przykrości z jego strony. Gdy Nil oddała różdżkę obcej kobiecie, zawołałam ją, a następnie chwyciłam pod rękę.
- Nil, chodźmy stąd, zanim ten okropny Irytek tu znowu wróci - udałam przejętą i szybko odeszłam ciągnąć za sobą koleżankę.
Zostawiłyśmy te dwie kobiety, jedną rozpaczającą nad swoją różdżką. Nie specjalnie mnie to przejęło, bardziej chciałam oddalić się od tego miejsca i faktycznie nie narażać się na ponowne spotkanie irytującego ducha. Może nie odeszłyśmy daleko, ledwie za róg, ale przynajmniej tu mogłyśmy sobie w ciszy porozmawiać, nie słuchając lamentu i złości tamtej kobiety. Uśmiechnęłam się do koleżanki i kiwnęłam głową.
- To było fenomenalne - pochwaliłam ją. - Już rozumiem dlaczego byłaś prefektem. Postraszyć Irytka Krwawym Baronem? Chyba bym na to nie wpadła - zaśmiałam się cicho, ukrywając usta za dłonią. - O, opowiedz mi lepiej co u ciebie. Dawno nie miałyśmy okazji porozmawiać.
Od razu się ożywiłam, plotki z koleżankami to było coś, co bardzo mnie interesowało. Lubiłam wiedzieć co się dzieje w ich życiu, jak zmienia się ich świat i porównywać do swojego. Jak wypadam na tle innych kobiet w moim wieku, chociaż chciałam powiedzieć panien, jednak panną już nie byłam. A mężatką. A Nil niedawno się zaręczyła również, mniej więcej w podobnym okresie co ja. Ale mój ślub już się odbył, a jej jeszcze nie.
- Pytałaś się wcześniej, czy już wszystko ze mną dobrze. Nie musisz się martwić kochana, to była jedynie chwilowa słabość i wszystko już jest dobrze. Pech chciał, że akurat tamtego dnia - machnęłam ręką teatralnie, trochę lekceważąco chcąc pokazać, że naprawdę nic złego się nie stało. Chociaż w tamtej chwili mój świat się zawalił. - Powiedz mi, co u ciebie? Czy data ślubu została już wyznaczona, czy możesz cieszyć się jeszcze trochę wolnością? Jak się czujesz?
Przechyliłam głowę, przyglądając się Nil uważnie. Sama niedawno przez to wszystko przechodziłam, wspomnienia uczuć były świeże.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Nylah Black
Czarodzieje
It's only illegal if I get caught.
Wiek
24
Zawód
Śpiewaczka operowa i łamaczka klątw
Genetyka
Czystość krwi
potomkini wili
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
9
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
3
8
Siła
Wyt.
Szybkość
5
9
5
Brak karty postaci
05-01-2026, 17:02
Pełen satysfakcji uśmiech mógł być zrozumiany na różne sposoby, jednak dla każdego obok oczywistością było, że cieszy się z załatwienia sprawy z Irytkiem. Zwłaszcza, że dzięki temu poltergeist gdzieś zniknął i istniała całkiem spora szansa, że przynajmniej na jakiś czas zostawi lochy w spokoju. A to oznaczało, że mogła w spokoju porozmawiać z Vivienne, reputacja rodziny ocalona i nikt nie mógł się do niczego przyczepić.
- Mmmm, jasne. – zgodziła się bez najmniejszego oporu pozwalając Burke pociągnąć się gdzieś dalej. Dopiero za rogiem rozejrzała się krótko, czy poltergeist faktycznie ewakuował się gdzieś daleko od nich i z ulgą oparła się o ścianę, obejmując się ramionami.
- To taka powiedzmy, że tajemnica poliszynela. Krwawy Baron to jedyna istota, którą Irytek szczerze szanuje i jednocześnie się go boi. Inna rzecz, że z Baronem trzeba żyć w zgodzie, żeby posłuchał takiej prośby, ale tego już Irytek wiedzieć nie musi. Prawda? – puściła Viv oczko, chichocząc cicho. Najistotniejsze było to, że groźba zadziałała. I oczywiście nie należało jej wykorzystywać za często. Musiała jednak przyznać, że to był bardzo dobry moment na posłużenie się Baronem.
- U mnie? Nic nowego. – potrząsnęła lekko głową. – Głównie praca, próby, czasem trafią się jakieś artefakty do sprawdzenia. – nie miała za wiele do powiedzenia na swój temat, a przynajmniej nie z tych rzeczy, którymi mogła się podzielić. Za dużo było takich, którymi nie mogła, jak chociażby koszmary senne, które czasami nadal wracały nocami. No i do tego te zaręczyny, których wcale a wcale nie chciała. Przede wszystkim dlatego, że obawiała się, czy czasem nie skończy się wtedy jej łamanie klątw. Licho wie, kogo rodzice wybrali jej na męża, bo trochę głupio było spytać.
- No skoro tak mówisz. – przewróciła lekko oczami, częściowo wierząc a częściowo nie. – Tak czy siak jestem pewna, że rodzina o ciebie zadba nawet, gdyby się coś stało. – i była to jedna z rzeczy, których naprawdę była szczerze pewna. Zaraz jednak Viv wróciła do tematu jej własnego ślubu i Nil musiała lekko przewrócić oczami.
- Nie, jeszcze nie została ustalona. Na szczęście powiedziałabym. – zażartowała sobie, chociaż lekko się spięła na słowa o wolności. Tak naprawdę nie chciała życia w obowiązku. Miała więc nadzieję, że chociaż trochę uda jej się dogadać ze swoim przyszłym mężem. – Uczciwie mówiąc nie wiem, jak się czuć. – przyznała z wahaniem. – Wiesz, mimo wszystko to wybór mojej rodziny. – aranżowane małżeństwa były w końcu codziennością w tym świecie. Nylah nie sprzeciwiała się temu w żadnym wypadku, ale nie zmieniało to faktu, że zwyczajnie się bała. – Chyba trochę się boję, wiesz, to całkiem spora zmiana w życiu, nie? – stwierdziła lekkim głosem, chociaż wcale lekko się nie czuła.
I am the voice in the wind and the pouring rain
I am the voice of your hunger and pain
I am the voice
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#7
Vivienne Burke
Czarodzieje
Wiek
23
Zawód
Badaczka historii run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zamężna
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
7
12
15
Brak karty postaci
18-01-2026, 11:58
Słuchając koleżanki nie mogłam uwierzyć, że było to tak bardzo łatwe. Po prostu przestraszyć Irytka Krwawym Baronem. Proste, ale zarazem jakie skuteczne. Ja nigdy nie wpadłabym na takie rozwiązanie, ale faktycznie musiała być to informacja przekazywana “z pokolenia na pokolenie” wśród uczniów Slytherinu. Nigdy nie słyszałam, aby Krukoni mieli jakiś sposób na Irytka. Nie mieliśmy też dobrych relacji z Krwawym Baronem, to nie był duch naszego domu. Na szczęście, to nie powinien być już mój problem jako absolwentki. A jednak okazało się, że i absolwenci mogą paść jego ofiarą. Cieszyłam się jednak, że ten atak Irytka nie był skierowany we mnie i że była ze mną Nylah, która wiedziała jak sobie z tym poradzić.
- Ale z was cwaniaki - podsumowałam tylko lekko śmiejąc się z pomysłowości Ślizgonów.
Odeszłyśmy kawałek dalej i skupiłyśmy się już na rozmowach bardziej teraźniejszych, związanych z naszą aktualną sytuacją. Bardzo mnie ciekawiło co się dzieje i Nylah, nie miałyśmy ostatnio okazji, aby porozmawiać. Obie byłyśmy zajęte, a jak już taka okazja się pojawiła, to niestety moje samopoczucie nie pozwoliło mi do niej podejść i nawet zamienić kilku zdań. Tak strasznie było mi z tego powodu wstyd.
- Zawsze zapominam, że i ty zajmujesz się artefaktami - przewróciłam oczami.
Dla mnie Nylah była jednak przede wszystkim artystką. Śpiewaczką. Nigdy nie rozmawiałyśmy o artefaktach, może kiedyś czasami o jakiś runach, ale jednak towarzyszyły nam głównie damskie tematy. Tak jak teraz, bardzo szybko zeszłyśmy na zagadnienia związane ze ślubem i przeżyciami, jakie towarzyszą pannie młodej. Słysząc słowa Nylah uśmiechnęłam się lekko. Jakbym widziała siebie, sprzed paru miesięcy, pełna obaw przed wyjściem za mąż. Jak się później okazało, były one kompletnie bezpodstawne.
- Nie przewracaj tak oczami - zareagowałam rozbawiona. - Naprawdę nic mi nie jest, musisz mi zaufać.
Nikt jeszcze o ciąży nie wiedział, dopóki sama nie będę tego chciała lub nie będzie tego po mnie jeszcze widać, nie miałam zamiaru nikomu o tym mówić. Wiedziałam jednak, że dla większości z moich przyjaciół będzie to cudowna wiadomość. Dlatego też z takim przekonaniem mówiła, że naprawdę nie jestem chora i nie jest to coś, czym powinni się martwić. Wystarczyło, że Xavier bardzo wziął sytuację na poważnie i zdążyłam już to odczuć na własnej skórze.
- Mój ślub był po trzech miesiącach od zaręczyn - zauważyłam. - Nie powinni zbyt długo zwlekać, to może nie zostać odpowiednio odebrane.
Byłam dość konserwatywna, tak jak moja rodzina. Ślub był szybki, trzy miesiące narzeczeństwa to był według nich odpowiedni okres czasu byśmy z Xavierem zdążyli się poznać. Na początku podchodziłam do tego z ogromną niechęcią i sceptycyzmem, spotykając się z nim po raz pierwszy i przez kilka kolejnych razy z czystego obowiązku. Potem okazało się, że rozmowy z nim są przyjemne i gdybym miała czekać na ten ślub dłużej, to nie wiem czy bym wytrzymała.
- Też się bałam i to bardzo duża zmiana, to prawda - przytaknęłam, spoglądając na Nylah w zastanowieniu. - Okazało się jednak, że ten ślub wcale nie był taki straszny, a życie u boku mojego męża bardzo przyjemne. A jaki jest twój narzeczony? - Zapytałam, szukając wzrokiem pierścionka zaręczynowego na palcu koleżanki. - Znam go? Na pewno jest bardzo przystojny!
Liczyłam na jakieś ciekawe plotki. Zdecydowanie chciałam się dowiedzieć czegoś więcej.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#8
Nylah Black
Czarodzieje
It's only illegal if I get caught.
Wiek
24
Zawód
Śpiewaczka operowa i łamaczka klątw
Genetyka
Czystość krwi
potomkini wili
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
9
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
3
8
Siła
Wyt.
Szybkość
5
9
5
Brak karty postaci
24-01-2026, 19:31
Nie była pewna, czy którykolwiek dom miał dobre relacje z Krwawym Baronem. W Slytherinie to też nie było takie proste, bo Baron nawet wśród Ślizgonów budził pewnego rodzaju respekt. Nylah swego czasu zwyczajnie przyuważyła, że duch Slytherinu lubi spokój, lubi szacunek i nie lubi bezpodstawnego zawracania głowy. To wystarczyło, by nawiązała z nim uprzejmą nić porozumienia, którą tylko odrobinę rozwinęła zostając prefektką. Wtedy musiała zacząć z nim współpracować porządniej, w końcu Baron także pilnował porządku w Slytherinie. Zresztą to był dom pozorów, inaczej na zewnątrz, inaczej w środku. Ale nie były tu po to, by rozmawiać o starych sposobach na Irytka, prawda? Zresztą o ile ktoś nie zorganizuje następnego zlotu, to Nil serdeczniue wątpiła, czy uda się ponownie pojawić w Hogwarcie. Z zasady o ile nie było się nauczycielem, to nie było powodu, by się tutaj pojawiać. A to oznaczało także brak okazji na spotkania z Irytkiem, którego pomysły potrafiły potrafiły wprowadzić chaos dosłownie wszędzie. To jakiś cud, że nie rozwalał w swój irytkowy sposób lekcji uczniom.
Roześmiała się krótko słysząc, że Vivienne zapominała o jej tak zwanym hobby. No cóż, zapewne nie ona jedna. To nie było za bardzo coś, czym zajmowały się panny z dobrego domu. A przynajmniej nie z domu Blacków.
- To takie tam drobne hobby. – zapewne zgodnie z oczekiwaniami zbagatelizowała temat artefaktów. – Najważniejsze jest to, że ostania premiera wspaniale wyszła. Zebrało się mnóstwo osób, a samo tło było wspaniałe. Wszyscy się tak bardzo starali! – westchnęła z zachwytem na samo wspomnienie występu. Pamiętała emocje towarzyszące pierwszemu prawdziwemu występowi w Arkadii i musiała przyznać, że każdej premierze towarzyszyły bardzo podobne odczucia. Każda premiera była jak pierwszy występ, pierwsze wyjście na deski. Tego się nie dało podrobić, nie dało się z niczym pomylić, na nic zamienić. A największą satysfakcją były zawsze reakcje publiczności. Ich emocje, gdy przeżywali spektakl.
- Ufam przecież. – udała oburzenie, choć szeroki uśmiech wskazywał na to, że naprawdę ufała Vivienne. Było z nią w porządku, czuła się teraz dobrze, była dorosła – umiała o siebie zadbać, miała rodzinę. Wystarczy w końcu. A jej sprawy prywatne były tylko i wyłącznie sprawami prywatnymi. Westchęła w duchu, bo wychodziło na to, że nie uniknie rozmowy o własnym ślubie. Ślubie, którego bardzo, ale to bardzo nie chciała.
- Jestem pewna, że wszystko będzie ustalone tak, by zostało dobrze odebrane. – uspokoiła Vivienne. – Wiesz, wuj Pollux nie wtajemnicza mnie w swoje plany. Zapewne ma jeszcze coś do uzgodnienia, albo coś planuje. Może wielką niespodziankę w postaci bardzo wystawnego wesela? – podsunęła byłej Krukonce temat do rozmyślań. Cóż, podywagować nad pomysłami Polluxa mogła, prawda? Nie było to przecież niczym zaskakującym.
- Cóż, nie jestem kimś, kto specjalnie lubi zmiany. – przyznała cicho, uśmiechając się rozbrajająco. – Pewnie stąd te wszystkie obawy i stres, a do tego w Arkadii przygotowujemy następną premierę i o. Zamiast się cieszyć, to się człowiek tylko stresuje. – zaśmiała się, bo częściowo zresztą tak było. – I cieszę się bardzo, że jesteś szczęśliwa z Xavierem. – dodała miękko, zwłaszcza, że kuzyn zdaje się też był całkiem szczęśliwy z małżeństwa. To dobrze, że oboje tak trafili. Oby sama miała chociaż trochę szczęścia. Złota klatka nadal była klatką i Nil nie chciała do niej trafić. Vivienne jednak pytała dalej i dalej i w ostatniej chwili wpadła na to, jak rozwiązać tę kwestię. Uśmiechnęła się tajemniczo do młodej Burke i puściła oczko.
- Chcemy wprowadzić element zaskoczenia. Postanowiliśmy, że wszyscy dowiedzą się o nas dopiero na ślubie. Obiecałam, że nie pisnę choćby słowa. – rozłożyła lekko ręce.
I am the voice in the wind and the pouring rain
I am the voice of your hunger and pain
I am the voice
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#9
Vivienne Burke
Czarodzieje
Wiek
23
Zawód
Badaczka historii run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zamężna
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
7
12
15
Brak karty postaci
08-02-2026, 17:44
W moim mniemaniu nie kto inny jak właśnie ślizgoni powinni mieć dobre relacje z Krwawym Baronem. Nawet z duchem naszego domu, z Szarą Damą, można było nawiązać relację. Chociaż ona była wyjątkowo nieśmiała, zawsze trzymała się z boku i trzeba było się mocno natrudzić, aby zdobyć jej zaufanie. Mi się nigdy nie udało, ale też niespecjalnie byłam tą relacją zainteresowana. Całe szczęście, że trafiłam tutaj na Nylah właśnie, bo sama chyba bym nie wiedziała co zrobić. Na szczęście Irytek został pogoniony, sytuacja została opanowana, a my mogłyśmy oddać się ploteczkom.
- Musisz mi koniecznie dać znać kiedy będziesz miała kolejną wielką premierę. Zaproponuję mojemu mężowi wyjście, z pewnością będzie nam się podobać, a miło będzie zobaczyć cię na scenie - podchwyciłam temat zadowolona ze swojego pomysłu. - Szkoda, że nie wiedziałam o twoim ostatnim występie. Pojawilibyśmy się z pewnością.
Lubiłam takie atrakcje i zdecydowanie powinniśmy się z Xavierem pojawiać częściej publicznie razem. Póki jeszcze będzie mi wypadać i będę mogła. Kto wie co się będzie działo w przyszłości i czy będę miała siły na takie wyjścia. Na razie czułam się dobrze. Wręcz bym powiedziała, że coraz lepiej. Ale za miesiąc albo dwa już będzie po mnie widać, że jestem w ciąży. A wtedy nie wiem jak będzie reagować moje ciało. Kto wie, może nie będę miała sił by wejść na piętro w Burke Manor, albo nadal będę biegać po korytarzach gdy nikt nie będzie patrzył.
- Oh, to z pewnością nie sam Pollux Black zajmuje się twoim ślubem tylko twoja matka i matka twojego narzeczonego - wywróciłam lekko oczami. - I myślę, że wielkie przyjęcie to jest coś, co cię nie ominie. Mało kto decyduje się na skromne przyjęcie. To byłoby wręcz niepokojące - zauważyłam. Z tego co wiedziałam Primrose i Bradford nie mają mieć hucznego wesela, ale oni byli sami decydowali. Rodzina musiała zaakceptować ich zdanie. - Oj wiem co czujesz, też się strasznie denerwowałam swoim ślubem. Ale, możesz mi wierzyć, nie jest to takie straszne. Ty też z pewnością będziesz bardzo szczęśliwa.
Bo co innego mogłam jej powiedzieć. Nie znałam jej narzeczonego, nie wiedziałam jakim jest mężczyzna więc nie mogłam też stwierdzić, czy będzie dla Nylah odpowiednim partnerem. A ona jeszcze nie chciała mi nic powiedzieć. Oburzyłam się, wzięłam głęboki wdech, a dłonie oparłam o biodra.
- No chyba sobie ze mnie żartujesz? - Zapytałam. - Jak to tak, nie wolno trzymać tego w tajemnicy. Co… oh, to okropne! Co to za zwyczaj… Nylah, musisz mi zdradzić chociaż cokolwiek. Może imię? Albo z jakiej rodziny pochodzi? Mam nadzieję, że nie trzymacie tego w tajemnicy bo… nie ma odpowiedniego nazwiska, prawda? Nie możesz mnie tak trzymać w niepewności - uniosłam wysoko brwi.
No tego się nie spodziewałam, raczej liczyłam na ploteczki. Może mogłabym rzucić na tego mężczyznę okiem i go ocenić albo dowiedzieć się u Xaviera co o nim myśli. A tu, moja droga koleżanka, nie chciała mi absolutnie nic powiedzieć. Byłam o b u r z o n a. Tylko trochę co prawda, długo gniewać się nie będę, ale jednak.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 14-02-2026, 18:31 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.