• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Północny Londyn > Szpital św. Munga > Punkt informacyjny
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
07-06-2025, 14:27

Punkt informacyjny
Niewielkie, półokrągłe biurko ustawione w holu głównym, tuż przy wejściu. Za ladą zazwyczaj siedzi pulchna czarownica o jasnych lokach, która z uśmiechem udziela wskazówek, odpowiada na pytania i zapisuje pacjentów na wizyty. Na ścianie za jej plecami zawieszono duży portret Świętego Munga – uzdrowiciela w długich, białych szatach, o łagodnym spojrzeniu i wyciągniętych dłoniach. Jego obraz porusza się delikatnie, jakby chciał błogosławić każdego, kto przechodzi obok. Pod portretem znajdują się ogłoszenia z informacjami o oddziałach, godzinach przyjęć oraz plakaty promujące najnowsze wywary lecznicze. Na blacie biurka leży kilka ulotek informacyjnych – od broszur o leczeniu skutków nieudanych zaklęć po porady dotyczące bezpieczeństwa przy warzeniu eliksirów.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Mellita Macmillan
Czarodzieje
Nobody but me is gonna change my story
Wiek
22
Zawód
magijubiler
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
panna
Uroki
Czarna Magia
5
0
OPCM
Transmutacja
0
21
Magia Lecznicza
Eliksiry
8
10
Siła
Wyt.
Szybkość
0
10
0
Brak karty postaci
23-09-2025, 10:24
09.03.2025
Dni takie jak ten bywały niczym liście wirujące na wietrze, w jednym momencie widoczne i łatwo przewidywalne aby za moment zniknąć sprzed spojrzenia, tak jakby nigdy ich tam nie było. Tak się czasem też czuła z bezpieczeństwem osób, które były jej blisko, bo chociaż sama Migrena Krucza nie była śmiertelna, każdy atak mógł się wiązać z poważnym wypadkiem który doprowadzić mógł do śmierci. Miała nadzieję, że to nie była dzisiejsza kwestia, ale na informację o tym, że matka wylądowała w szpitalu ze względu na atak nie napawała jej optymizmem. Szybko zorganizowała warsztat aby nie musiała niczego zamykać ani martwić się faktem, że klienci odbiją się od drzwi kiedy ona przebywa w Londynie.
Wybrała podróż proszkiem Fiuu, wiedząc że w stresowych sytuacjach nie mogła sobie pozwolić na teleportację która mogła sprawić, że jej przypadłość również się odezwie i wyląduje gdzieś po środku miasta w połowie, z drugą jej częścią dalej pozostałą w Szkocji. Sięgnęła ostrożnie po proszek, oddychając głęboko aby jak najwyraźniej wymówić słowa i miejsce, ostatecznie wyłaniając się z płomieni w poczekalni londyńskiego szpitala, wychodząc z zielonych płomieni owiana czerwienią koszulki na którą nawet nie narzuciła marynarki, za to czarne spodnie pozwalały jej na spokojne poruszanie się pomiędzy rzędami krzeseł, stuknięciami laski oznajmiając swoje zbliżanie się do punktu informacyjnego, przy którym kręciło się już wystarczająco dużo osób, tak że dopchanie się do frontu było niemal niemożliwe, musiała jednak spróbować.
Trzy szturchnięcia między żebra i jedno uderzenie laską o czyjeś kostki później, stanęła przed wyraźnie poirytowaną i znudzoną recepcjonistką, która ledwie na nią spojrzała przed wskazaniem jej tabliczki z miejscami i piętrami zanim nie przeniosła się z uwagą do następnej osoby, zostawiając ją samą, tak jakby nie była to jej praca aby nie tylko pokierować ją, ale także pomóc Mellicie aby móc jednak wejść i dotrzeć do miejsca, gdzie przebywa jej matka. Jak widać jednak, nie miała się dowiedzieć tego od tej kobiety, musiała więc zainteresować się tym sama, przepychając się spowrotem i kierując w stronę klatki schodowej.
Oczywiście, wszystko brzmiało o wiele łatwiej gdy się o tym rozważało, niż kiedy trzeba było podołać zadaniu, bo uszkodzona noga nigdy nie pomagała jej przy dłuższych odległościach a co dopiero przy wspinaczce po schodach. Na drugim piętrze czuła, że nie miała już za bardzo sił, a to nie była zbyt długa wspinaczka. Oparła się o jedną z balustrad, chociaż obecnie bardziej chciała przysiąść gdzieś i odetchnąć. Może któreś z jej rodzeństwa było już w szpitalu i mogła poprosić kogoś z obsługi aby ich tu sprowadzili.
Jakiś mężczyzna który wydawał się pracować w tym miejscu przechodził akurat obok, wpatrując się w trzymane przez niego papiery i chyba gdzieś się śpieszył, był jednak dla niej największą nadzieją.
- Przepraszam, szukam sali Valerii Macmillan. – Jeżeli nie był niezorientowany, musiał wiedzieć o kogo chodzi, bo najwyżsi statusem czarodzieje nie trafiali tutaj z przypadku.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Jasper Prince
Akolici
Wiek
38
Zawód
Uzdrowiciel, toksykolog
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
zaręczony
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
0
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
25
15
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
6
Brak karty postaci
27-09-2025, 18:33
9.03.19

Nie wyspał się.  Może powinien traktować swoją przypadłość jak zwykłą bezsenność i po prostu się do niej przyzwyczaić, ale z bezsennością żyło się stale, a jego sny nadchodziły niespodziewanie i bez żadnej reguły.
Nie lubił, gdy życie było nieprzewidywalne i gdy nie potrafił sobie czegoś ułożyć, nawet po dwudziestu latach prób. Po kilku tygodniach spokojnych nocy, dziś obudził się nad ranem i już nie mógł zasnąć,  zbyt pobudzony zarówno adrenaliną związaną z koszmarem (nie, tym razem to nawet nie był koszmar, to było miejsce) jak i nakręceniem samego siebie na próby zapamiętania, zanotowania (z sukcesem) i narysowania (z żałosnym skutkiem) sennych obrazów. Zanim skończył, słońce już wschodziło i nie było sensu kłaść się z powrotem.
Właśnie dlatego wolał nocne dyżury. Były zresztą dobrym pretekstem by mieć z żoną oddzielne sypialnie i nie fatygować jej swoim grafikiem, a konkretnie nie zdradzić się z problematycznym darem. Zabawne, utrzymywał wiele przyjaźni, w których nigdy nie musiał nawet myśleć o jasnowidzeniu, tymczasem jego małżeństwo od pierwszego dnia było obarczone pesymistyczną wizją i próbami utrzymania sekretu.
Dni na oddziale bywały powolne, ale dziś jak na złość trafił się jeden z tych bardziej intensywnych. Jakaś zamożna pacjentka (Jasper słuchał nazwiska jednym uchem) miała ciężki atak Kruczej Migreny i potrzebowała eliksirów w odpowiednich porcjach, a jakiś alchemik nie uzupełnił zapasów eliksiru na sen bez snów i teraz to toksykolog musiał fatygować się go popędzić i jeszcze wczytać się w dokumentację pacjentki by obliczyć bezpieczną i odpowiednią proporcję eliksirów przeciwbólowych: niby banalne, ale jednak odpowiedzialne jeśli (jak podejrzewał i jak właśnie wyczytał) zażywała je regularnie. Och, najlepiej byłoby z nią porozmawiać, by upewnić się, że w trakcie nagłego bólu nie zażyła więcej niż powinna, ale jej sala była na górze, a Jasper właśnie zbiegał po schodach i w dodatku czytał tą kartę w biegu, co pewnie nie było najlepszym pomysłem…
…co zdecydowanie nie było najlepszym pomysłem, bo prawie zderzył się z opartą o balustradę dziewczyną i wyhamował dosłownie w ostatniej chwili.
- Och, przepraszam— - rzucił odruchowo, podniósł wzrok, zobaczył laskę pacjentki i zmieszał się bardziej. Uzdrowiciel roku, o włos od stratowania niedysponowanej pacjentki (była pacjentką? Laska mogła być tymczasowa, choć dziwne, zwykle dawali pacjentom kule... i kto pozwolił jej chodzić po korytarzach w codziennym stroju?) na schodach. Zamrugał, usłyszenie nazwiska, o którym przed chwilą czytał wydawało mu się podejrzanym przypadkiem, ale dziewczyna patrzyła na niego wyczekująco i najwyraźniej się nie przesłyszał. - Ach, to 401b! - zerknął w papiery i uśmiechnął się (nie było w tej sytuacji nic radosnego, ale halo, znał odpowiedź!). - Dwa piętra wyżej, a potem w lewo i w prawo i do końca koryhtarza i… - palnął radośnie, bo nie dotarło do niego, że w jej sytuacji to nie jest optymistyczna odpowiedź. -…właściwie też muszę tam iść, odprowadzić panią? - zreflektował się wpół zdania.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Mellita Macmillan
Czarodzieje
Nobody but me is gonna change my story
Wiek
22
Zawód
magijubiler
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
panna
Uroki
Czarna Magia
5
0
OPCM
Transmutacja
0
21
Magia Lecznicza
Eliksiry
8
10
Siła
Wyt.
Szybkość
0
10
0
Brak karty postaci
29-12-2025, 20:38
Im starsza była, tym mniej doceniała schody do których nie miała już tej dziecięcej siły. Co prawda nie od zawsze pokonywanie kolejnych stopni było dla niej wspinaniem się na najwyższe szczyty, ale wiedziała i czuła, że im dalej jej lata będą przesuwać się w tej niepewnej klepsydrze, tym ciężej będzie jej poruszać się po miejskiej przestrzeni. Przerażało ją to w jakiś sposób – posiadać całkowitą zależność od narzędzia albo innej osoby aby w ogóle egzystować. Czy na starość zamknie się po prostu w warsztacie i przestanie udzielać się towarzysko, zasuszona niczym kolejny kwiat w kolekcji siostrzanych książek? Zadrżała na myśl, ale zaraz zatrzymała się kiedy sylwetka mężczyzny wyrosła niczym z cieni. Musiała przyznać, pozwoliła sobie opuścić gardę, dzięki czemu uzdrowiciele (i inni pracownicy szpitala) wydawali się pojawiać niczym z mgły.
- To ja przepraszam. Chociaż przyznam, miło było móc w końcu kogoś zaskoczyć. – Pozwoliła sobie na odrobinę żartobliwości, delikatnie stukając końcówką eleganckiej laski o kamienną posadzkę. Przeważnie ludzie widzieli i słyszeli ją już z daleka, więc była to całkiem miła odmiana.
Kiedy opisywał jak mogła dotrzeć na miejsce, jej twarz widocznie stawała się nieco bardziej pochmurna – nie z powodu samych wyjaśnień, ale z kolejnej perspektywy kolejnych stopni, które będzie musiała pokonać. Doprawdy, los naprawdę bywał okrutny i planowała już na ten moment rozmowę z ordynatorem – uprzejmą i okraszoną zdecydowanym wyjaśnieniem, dlaczego niektórzy członkowie rodziny nie mogą poradzić sobie zbyt dobrze jeżeli mowa o wędrowaniu przez liczne komentarze.
- Dziękuję, będzie to mocno pomocne. – Uśmiechnęła się lekko, ale zaraz wróciła do neutralnego wyrazu twarzy, jakby coś w niej martwiło się, że przesadna radość z jej strony ujawni zbyt wiele. Odnośnie czego i jak ktoś miałby to wykorzystać, pojęcia nie miała. Ale chyba zawsze wolała wracać do tego co znała, tej pogodnej neutralności w której nikt do końca nie wiedział, co kryje się w jej myślach.
- Mellita Macmillan. – Wyciągnęła dłoń w jego kierunku, drugą opierając się o laskę aby mogła przez chociaż moment przywitania stać prosto. Szkoda, że nie mieli okazji usiąść zaraz na wygodnych fotelach, jak to często robiła w rodowej posiadłości. Dziś musiała się zadowolić wyjątkowo klinicznym otoczeniem sal szpitalnych.
- Pracuje tu pan? Niechętnie przerywam cudze obowiązki, w najgorszym wypadku więc proszę się mną nie przejmować. – Ciekawa była, czy spędzał czas na uzdrawianiu czy może preferencją było wypełnianie kolejnych zamówień dla szpitalach.
- Czy wiadomo, co do…mojej matki, czy wszystko w porządku? – Wcześniej na recepcji zapewniali ją, że wszystko jest w porządku, ale równie dobrze recepcjonistka, która nawet nie umiała skupić się na niej dłużej niż parę chwil, mogła po prostu pomylić pacjentów. Skoro ktoś z pracowników szedł ją odwiedzić, mogło to znaczyć zarówno dobre jak i złe informacje.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Jasper Prince
Akolici
Wiek
38
Zawód
Uzdrowiciel, toksykolog
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
zaręczony
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
0
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
25
15
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
6
Brak karty postaci
03-01-2026, 22:22
Chociaż nigdy nie zmagał się z niedyspozycją ciała—no, nie licząc kolejnych rozczarowań i podejrzeń i czarnych myśli gdy Ingrid nie mogła zajść w ciążę—to i jego prześladowały kiedyś podobne myśli jak Mellitę. Na studiach zorientował się, że jest jasnowidzem; a nawiedzające go wizje były wtedy dokuczliwsze niż teraz, może z powodu szalejącej wojny. Choć przeważnie nadchodziły w snach, to miewał też przebłyski za dnia i wtedy bardzo go przerażały. Odarły go z młodzieńczego marzenia o zostaniu magichirurgiem, który przecież nigdy nie może zmarnować ani sekundy. Pesymistycznie martwił się też wtedy, że z biegiem czasu staną się nie do zniesienia, wyrywając mu kolejne części doby czy reputację w sytuacjach towarzyskich; że nigdy nie zdoła ukryć przed światem, że jest wariatem.
Ale zdołał. I nauczył się z tym żyć, albo pomimo tego. Z biegiem lat przestał nawet przejmować się perspektywą ewentualnego przytłoczenia wizjami na starość—przykład nagłej śmierci starszego brata pokazywał mu, że jej dożycie wcale nie było gwarantowane.
Pomimo dobrego humoru, sekundę zajęło mu zrozumienie, że chodząca o lasce pacjentka żartuje właśnie z własnego kalectwa. Zamrugał, ale w końcu—gdy już nabrał względnej pewności—pozwolił sobie na szerszy uśmiech.
- Świat bywa głośniejszy niż się nam wydaje. - stwierdził łagodnie, zastanawiając się, czy dla niej samej stukot laski był najgłośniejszym dźwiękiem w pomieszczeniu. Gdy samemu tracił sekundy albo ich ułamki, nieobecnie patrząc w ścianę i widząc coś, co jeszcze się nie wydarzyło—też wydawało mu się, że oczy wszystkich rozmówców są wtedy zwrócone na niego.
Przeważnie nie były.
Brunetka szybko jednak spochmurniała, a że Jasper zdołał już skupić na niej swoją rozchwianą uwagę—domyślał się dlaczego. Sala... nie była blisko i po drodze czekało jeszcze więcej schodów.
- Jasper Prince, oddział toksykologii. - przedstawił się, ściskając dłoń Mellity Macmillan i zarazem odpowiadając na jej kolejne pytanie. - Ale proszę się nie obawiać, przypadek pani Valerii Macmillan nie ma nic wspólnego z truciznami. Gdy akurat nie mam zatruć na oddziale, dobieram dawki eliksirów innych pacjentów. - wyjaśnił prędko, orientując się jak brzmi jego specjalizacja dla laika; zwłaszcza w połączeniu z informacją, że właśnie zmierza do sali jej matki. Zdusił cisnące się na język złośliwości pod kątem alchemików, którzy również powinni byli zadbać o zapas eliksiru dla chorej gdyby on i koledzy z oddziału byli akurat zajęci pilniejszymi przypadkami. Ale akurat tu był, miał czas i mógł dopilnować tej dawki. - Nie znam szczegółów - odpowiedział szczerze(j niż recepcja), w końcu nie był uzdrowicielem prowadzącym. - Ale dawka, na którą zamówienie otrzymałem wskazuje na to, że będzie dobrze. Po prostu potrzebuje silniejszego środka przeciwbólowego. - zdradził, ostrożnie dobierając słowa. Nie miał serca trzymać tej dziewczyny w niepewności. - Zresztą, zaraz zobaczysz. - obrzucił dziewczynę bacznym spojrzeniem. Czy atak był nagły lub silny, że pofatygowała się tu tak prędko, tak zmartwiona? - Mogę zaoferować ci ramię na tych schodach? - zapytał bezpośrednio, zdając sobie sprawę z niezręczności—ale wolał chyba zakłopotać Mellitę niż patrzeć, jak krzywi się na każdym kroku. Poza tym, samemu nie mógłby wyczuć odpowiedniego tempa; zwykle wbiegał po tych schodach.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Mellita Macmillan
Czarodzieje
Nobody but me is gonna change my story
Wiek
22
Zawód
magijubiler
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
panna
Uroki
Czarna Magia
5
0
OPCM
Transmutacja
0
21
Magia Lecznicza
Eliksiry
8
10
Siła
Wyt.
Szybkość
0
10
0
Brak karty postaci
06-01-2026, 13:25
Gdyby miała możliwość widzenia przyszłości albo przeszłości, byłoby to przynajmniej pewnym dodatkiem do jej życia, w którym praca była długimi godzinami powolnego procesu i zawsze mogła naprawić to, co zostało zepsute. W jej wypadku Migrena Krucza była jedynie przeszkodą, nie wynagrodzeniem za dar, a problemy które ją spotykały, łącznie z jej poruszaniem się o lasce, były wynikiem ataków które zdarzały się na głównym etapie jej życia. A teraz, gdy dorosła, martwiła się nie tylko o własne bezpieczeństwo, ale również o bezpieczeństwo matki i brata którzy cierpieli na tę samą przypadłość.
Ale, w przeciwieństwie do Jaspera, jej wiek był dopiero jak początek jej drogi, który dopiero zapowiadał dalsze problemy albo nauki, które mógł wyciągnąć z życia to co najlepsze. Lekcje, które toksykolog miał już za sobą, dla niej były dopiero przed nią i jedyne, co ją martwiło, to to jaką cenę przyjdzie jej za to zapłacić.
- Dla niektórych bywa też znacznie wolniejszy – stwierdziła, ostatecznie odsuwając się od stopni, tak aby w końcu zacząć drogę w stronę pokoju matki. Od dzieciństwa musiała poruszać się za pomocą jakiejkolwiek podpory, dlatego zdążyła całkiem przywyknąć do tego, że pewnego rodzaju ból będzie towarzyszył jej całe życie i nie musiała do tego podchodzić jako do katastrofy.
- Miło poznać. – Mimo zmartwienia które obecnie kładło jej się cieniem na uwadze, nie mogło jej umknąć zaciekawienie na temat jego pracy. Szybkie uspokojenie sprawiło, że nie popłynęła z możliwościami kolejnych teorii i problemów jakie szybko pojawiały się w jej myślach, ale zawód sam w sobie wydawał się całkiem ciekawy.
- Dziękuję, rozumiem, że to jest mimo wszystko nieczęsty przypadek? – Może to było błędne rozważanie, ale przynajmniej w jej podstawowym spojrzeniu na ten zawód, dostarczanie takich eliksirów wydawało się raczej przysługą dla kogoś niż codziennością, ale mogła mieć złe pojęcie. – Między nami, zawód toksykologa brzmi znacznie lepiej niż zawód uzdrowiciela. – Być może mężczyzna się z nią nie zgodzi, w końcu za zawodem stały jeszcze rzeczy dotyczące zarobków, poważania przez innych albo i tego, ile miało się czasu. Było na pewno więcej niż „to brzmiało lepiej” do zawodu.
- Dziękuję. Powinnam może wynaleźć magiczny wzór który pozwoli mi na lepsze poruszanie się. – Z ulgą ujęła go za ramię, wiedząc, że nowe wynalezienie czegoś nie mogło być tak łatwe, ale mogła się w końcu łudzić, prawda?
- Co najlepszego spotkał pan w pracy, przynajmniej do tej pory? O ile to oczywiście nie tajemnica… - nie zamierzała drążyć jeżeli nie mógł się podzielić.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#7
Jasper Prince
Akolici
Wiek
38
Zawód
Uzdrowiciel, toksykolog
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
zaręczony
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
0
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
25
15
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
6
Brak karty postaci
12-01-2026, 23:22
Czasem z goryczą wspominał pierwsze miesiące po zrozumieniu, że posiadał dar jasnowidzenia. Podpytywał wtedy ojca o rodzinne historie, a matkę o jej sny. Czujnie przyglądał się młodszemu rodzeństwu w nielicznych chwilach gdy wracał do domu z Evershire. Z jednej strony pragnął podobieństwa i zrozumienia, ale z drugiej nie życzył im tego ciężaru. Ostatecznie zrozumiał, że nikt z żyjącej rodziny nie zmaga się z darem (przekleństwem?) jasnowidzenia… ale po latach dotarło do niego, że to wcale ich nie ochroniło. I że on sam nie potrafił ich od niczego ochronić, skoro najpierw stracił starszego brata, a potem (pomimo świadomości własnego daru) młodszą siostrę. Te rany zarysowały blizny na relacjach z resztą rodziny, obecnie napiętych i powierzchownych.
Coś w gorączkowości, z jaką Mellita szukała tu matki go poruszyło. Samemu nadal oczywiście kochał swoją rodzinę, ale bał się, że o niedyspozycji rodziców pierwszy dowiedziałby się jego młodszy brat, a nie on…
Z zamyślenia wybił go żart panny Macmillan, ale... czy to był żart?
- Ja… - odchrząknął i już  miał powiedzieć coś albo elokwentnego, albo zabawnego, albo współczującego, ale zrezygnował. Nie był pewien, czy właśnie podeszła z humorem do swojego kalectwa i choć prawdopodobnie tak, to lepiej nie ryzykować. Urwał niezręcznie, ale na szczęście dziewczyna kontynuowała rozmowę.
- Och, dawkę sprawdziłbym tak czy siak, ale faktycznie... zwykle mam tyle przypadków na swoim oddziale, że nie biegam po schodach na inne. - uśmiechnął się, dyplomatycznie nie wspominając o dzisiejszej dezorganizacji alchemików.
- Naprawdę? - wyrwało mu się, gdy zaskakująco skomplementowała jego zawód. Zaskakująco, bo w młodzieńczych marzeniach chciał być magichirurgiem—zanim zrozumiał, że jasnowidzenie nie pozwoli mu wykonywać tej profesji z czystym sercem i wprawną dłonią, zanim poszedł na (jak się zdawało) kompromis pomiędzy pragnieniem uzdrawiania i rodzinnym dziedzictwem alchemicznym. Dziewczyna nie mogła o tym wiedzieć, nie miała też powodu go komplementować... o ile to nie flirt, którego nie wyczuł. Speszył się lekko, bo choć była ładna (co musiał ocenić dopiero, gdy świadomie o tym pomyślał) to nie powinien być beztroski wobec ani córek pacjentek ani wobec dziewcząt z tak dobrych rodzin. Ani o tyle młodszych - dodałby w myślach jeszcze jakiś czas temu, zanim uświadomił sobie, że nieustannie myśli o pewnej dziewczynie z Cradiff, będącej właśnie w tym wieku. Tak czy siak, zaoferował jej ramię, a ona znowu zażartowała i tym razem było to jasne, więc roześmiał się lekko.
- Proszę dać spokój, to te schody są zabójcze. Cieszę się, że nie biegam po nich codziennie. - skłamał z łatwością, bo tak naprawdę biegał po nich do szpitalnej kawiarni, czasem zbyt głodny lub spragniony kawy by czekać na windę. - Wzór? - podchwycił, zajmowała się wzornictwem? - Najlepszego? Mało to spektakularne, ale lubię uświadamiać rodzicom, by trzymali bahanocyd z dala od dzieci. A przy okazji dobrze się leczy to zatrucie, bo choć przykre, nie jest groźne i terapia szybko odnosi skutki. - zażartował, choć naprawdę lubił te przypadki. Nie mając własnych dzieci, dobrze było uwrażliwiać przynajmniej czarodziejów na bezpieczeństwo cudzych... o ile rodzice słuchali jego rad bez nadmiernego uporu. - Ale prawdę mówiąc, najbardziej lubię zarówno czytać kryminały, jak i zajmować się współpracą z policją czy aurorami. O tym jednak z oczywistych względów mówić nie mogę. - przyznał. - Jaki jeszcze wzór chciałabyś stworzyć? - kontynuował rozmowę, orientując się, że dzięki temu mordercze dla Mellity schody będą nieco znośniejsze do przebycia.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#8
Mellita Macmillan
Czarodzieje
Nobody but me is gonna change my story
Wiek
22
Zawód
magijubiler
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
panna
Uroki
Czarna Magia
5
0
OPCM
Transmutacja
0
21
Magia Lecznicza
Eliksiry
8
10
Siła
Wyt.
Szybkość
0
10
0
Brak karty postaci
29-01-2026, 21:10
Zdarzało jej się wypytywać matkę, po której ten problem na nią spadł, czy w ich rodzinie na pewno nie było jasnowidza, bo dla upewnienia się mogłaby chociaż mieć nadzieję. Niestety, w tym wypadku problemy zdrowotne nie wiązały się z żadnym wynagrodzeniem, musiała więc nie tylko narzucić sobie nowy reżim, związany z tym jak bardzo problematyczne było dla niej poruszanie się, ale również mieć na uwadze to, jak łatwą pułapką były najprostsze wyjścia. Teleportowanie się w końcu mogłoby jej pomóc, ale przecież nie wiedziała, czy przez to Migrena nie zaatakuje gdy tylko będzie na ważnym spotkaniu.
- Jak widać, jubilerstwo i medycyna mają dość wiele z sobą wspólnego – wystarczy zabrać jedno ogniwo a napotyka się przeszkodę, - Wydawała się nawet rozbawiona tym porównaniem, ale bardziej dla samej siebie niż w stronę Jaspera. Albo po prostu wszędzie doszukiwała się powiązań ze swoją pracą po tylu godzinach spędzonych nad kolejną obróbką metali.
- A czemu by nie? Poznawanie subtelnych różnic pomiędzy różnymi odczynami i eliksirami aby upewnić się, gdzie jest ta właściwa granica i jakie są konsekwencje za jej przekroczenie? Brzmi jak niezwykle interesująca dziedzina nauki, nad którą warto się pochylić. To niemal jak w rysunku technicznym, trzeba zbudować solidne podstawy aby wiedzieć, gdzie może zajść zmiana. – Mogła mieć całkiem naiwne podejście kogoś, kto w gruncie rzeczy poza znajomością eliksirów i maści oraz podstawowych zasad pierwszej pomocy, nie spędzał na uzdrowicielstwie o wiele więcej czasu. A jednocześnie wiedza, którą miała, zawsze sprawiała że rozmyślała nad tymi tematami jak nad prawdziwą nauką. W porównaniu do tego ciągłe oglądanie obrażeń, wysłuchiwanie roszczeń pacjentów a także odpowiadanie na byle kaprysy kiedy ktoś sypnął odpowiednią sumą gotówki w stronę szpitala nie wybrzmiewało, jak najbardziej fascynujący zawód tego świata.
Inna sprawa, że pewnie nawet nie rozważała, jak mogło to wybrzmieć, całkowicie pochłonięta perspektywą w której to nauka grała pierwsze skrzypce. Nawet gdyby Jasper był najbardziej przystojnym mężczyzną tego świata, obdarzonym urodą przez Merlina, założycieli Hogwartu i magia wie kogo jeszcze, jej zainteresowanie jego osobą byłoby znikome. Skąd jednak mógł wiedzieć cokolwiek na ten temat.
- Czy jest jakiś system na podstawie którego rozłożone zostały piętra? – W sumie nigdy się tym interesowała, nawet jeżeli szpitalne progi przekraczała dość regularnie od kiedy skończyła siedem lat. Mimo to, ktoś zadecydował o takim kierunku względem całego szpitala, a to znaczyło, że pewnie stał za tym koncept. Niekoniecznie logiczny, ale ktoś się przecież czymś kierował.
- Rodzinny fach. Czy też raczej jego część, bo od dawnych lat wykorzystujemy kamienie szlachetne do zaklinania w nich potężnych zaklęć ochronnych. – Część rodziny wykorzystywała to w amuletach, inna część zajmowała się, tak jak ona, wzornictwem. Jeszcze inna część Macmillanów nadzorowała kopalnie. Każdy mógł w końcu znaleźć coś dla siebie.
- Jeżeli dzieje się to tak często, aż strach się dowiedzieć, ile tak naprawdę rodziców nie zwraca na to uwagi. – Z własnego przykrego doświadczenia wiedziała, że dzieci i nagłe pojawienie się magii mogły mieć prawdziwie tragiczne konsekwencje, tutaj jednak to wydawało się tak łatwe do uniknięcia, że wręcz zaskakujące. Ludzie naprawdę często brali życie innych za zbyt wielki pewnik.
- Rozumiem i nie dopytuję. – Sprawy prawne raczej nie były przeznaczone dla takich uszu jak ona, co nie znaczyło, że wcale ją nie interesowały. Mimo dobrego rozproszenia jej uwagi, musiała na chwilę przystanąć, pozwalając sobie na krótką chwilę oddechu gdzie drugą dłonią mogła wesprzeć się w pełni o lasce, co odciążyło jej nogi, pozwalając mięśniom na chwilowy odpoczynek.
- Rozważałam wzór który mógłby uodpornić noszącego przed niechcianymi efektami wpływającymi na zauroczenie. Coś co ciężko wyczuć jeżeli intencje innej osoby nie są znane, albo ta nie ma zamiaru się ujawnić. – A co mogło stanowić atutu przy negocjacjach na wysokim szczeblu, co oznaczałoby zainteresowanie takim wzorem.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#9
Jasper Prince
Akolici
Wiek
38
Zawód
Uzdrowiciel, toksykolog
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
zaręczony
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
0
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
25
15
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
6
Brak karty postaci
07-02-2026, 23:55
Uśmiechnął się mimowolnie, bo komplementy wobec toksykologii podłechtały jego próżność. I zawiesił spojrzenie na dłużej na pannie Macmillan—już nie z próżności, a z ciekawości. Granica i konsekwencje, nie każdy rozumiał tak jego pracę i nie był pewien czy chciał, by inni tak ją rozumieli. Badacze trucizn siłą rzeczy potrafili zrozumieć je na tyle, by potrafić również je uwarzyć. Czasami zastanawiał się, czy ktokolwiek patrzył na niego z taką myślą—choć ukrywał przed światem wiele (zaangażowanie w idee Grindelwalda), to akurat na bycie trucicielem nie starczyłoby mu czasu. Potrafił za to sobie wyobrazić jak myślą, stykając się na oddziale z wieloma przypadkami, historiami i tragediami. Wciąż zastanawiał się—ze szczerej fascynacji, bo przecież nie z psychopatii—czy można popełnić morderstwo perfekcyjne i czy może jakieś przegapił. Jako miłośnik powieści kryminalnych, roztrząsał to nawet w czasie wolnym. W większości przypadków, zarówno w szpitalu jak i w książkach, trucicieli gubiły jednak detale. Łatwiej było sporządzić raport toksykologiczny i wykryć niejasności niż wymierzyć perfekcyjnie śmiertelną (i niewykrywalną) dawkę.
- Obawiam się - nie powie przecież nieznajomej, pomimo tego, że zdołała wzbudzić w nim sympatię, że tak, fascynują go trucizny, a nie tylko antidota. - że nasza praca to w głównej mierze analiza danych, dbałość o detale, wyliczanie dawek antidotów. Oczywiście, ciężkie przypadki są bardzo interesujące - choć zarazem na tyle stresujące, że czasami dobrze przypomnieć sobie, że rutyna też jest pożądana. - odpowiedział dyplomatycznie. Półprawdami, bo wolał ciężkie przypadki od tych rutynowych, ale nie zawsze wypadało się do tego przyznawać.
- Zależnie od tego, co leczy się na którym piętrze. Choć oczywiście eliksiry potrzebne są wszędzie. - więc nie omijała go konieczność biegania po schodach. - Pracuję głównie na oddziale toksykologii, ale moja ekspertyza wspiera też inne piętra czy chroniczne choroby, takie jak pani Macmillan. - wyjaśnił, mając na myśli jej matkę, rzecz jasna.
- Zaklęć ochronnych? - zainteresował się. - To pewnie temat na wizytę w państwa warsztacie, ale jakie są najbardziej polecane? Dla czarodziejów, którzy jeszcze takich nie mają albo chcieliby sprezentować komuś bliskiemu coś szczególnego? - dotychczas kojarzył jubilerów głównie z zachciankami Ingrid na urodziny czy rocznice. Zarówno on, jak i żona nie byli... zbyt romantyczni. Ingrid wprost mówiła mu, co się jej podobało, a on to kupował; rozważając budżet i okazje. Prezentowała się na salonach ładnie, ale wszystkie błyskotki jakie jej kupił były dekoracyjne. Żadna nie uchroniła jej przed tragicznym losem, który Jasper dojrzał w zaskakująco klarownej wizji i przed przedwczesną śmiercią.
- Czasami najbardziej niebezpieczne są rzeczy, o których z powodu ich prozaiczności wszyscy zapominamy. - zażartował w kwestii bahanocydu, choć nie dodał, że wliczają się do nich na przykład schody. - Już niedaleko. - wtrącił, gdy minęli półpiętro.
- Zauroczenie? - zainteresował się, gdy pokonywali kolejne stopnie. - Takie wywołane zaklęciami czy... potomków wili, chociażby? - nie wiedział, czy byłby na to popyt, ale pewnie panna Macmillan miała luksus poświęcenia się projektom z pasji, niekoniecznie dla gwarantowanego zysku. Nie wiedział nawet, czy spotkał w życiu potomkinię wili—może właśnie dlatego taki amulet byłby potrzebny, bo trudno było zdać sobie sprawę z własnego zauroczenia. - Oczywiście chodzi o magiczne zauroczenia, nie o porywy romantyczne serca? - zażartował. - Przed takimi też czasem dobrze się chronić. - i chronił się skutecznie przez większość życia, zawsze... zajęty czymś innym. Albo raczej dlatego, że doświadczył już złamanego serca po śmierci brata i nie miał zamiaru doświadczać tego znowu: ani wtedy, gdy wizje podszepnęły mu o przedwczesnej śmierci żony, ani wiążąc się z jakąś kobietą, z którą z uwagi na rodzinne zobowiązania nie mógłby spędzić życia. Ale... może nie dało się tak żyć, nie wiecznie. Powroty do pustego mieszkania bywały samotne.
- To odpowiednie piętro, jeszcze tylko w dół korytarza... - otworzył przed Mellitą odpowiednie drzwi, gdy wdrapali się po schodach. - Czy na co dzień to ty zajmujesz się zdrowiem matki, gdy ona sama... nie może? - Krucze Migreny mogły dosłownie powalić chorych z nóg. - Jeśli tak, to czy masz do mnie jakieś pytania odnośnie stałego dawkowania eliksirów czy nagłych przypadków? - dziś wydawała się zmartwiona, mogła więc skorzystać z tego, że do sali jej matki posłano dziś toksykologa-uzdrowiciela, a nie alchemika.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 14-02-2026, 20:17 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.