• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Inne miejsca > The Forest of Dean (Gloucestershire)
The Forest of Dean (Gloucestershire)
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
11-07-2025, 00:04

The Forest of Dean (Gloucestershire)
Rozległy, pradawny las w zachodniej Anglii, gdzie gęste korony drzew tworzą zielony dach nad siecią ścieżek, strumieni i ukrytych polan. To miejsce przesiąknięte historią i naturą – od starych dębów i buków, które pamiętają czasy celtyckie, po opuszczone kamieniołomy, jaskinie i ciche leśne drogi porośnięte paprociami i mchami. Promienie słońca przecinają liście niczym złote wstęgi, poranne mgły snują się nisko, a powietrze pachnie ziemią, korą i wilgocią. W głębi lasu można natknąć się na sarny, lisy, a nawet dziki. Czas płynie tu inaczej: wolno, rytmiczni. W samym sercu lasu ukryte są liczne tajemnicze ścieżki i układy kamieni, które zdają się być pozostałością dawnych rytuałów i pradawnych wierzeń. Mieszkańcy okolicznych wiosek często opowiadają historie o leśnych duchach i niewidzialnych strażnikach drzew, które strzegą tego miejsca.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (2): « Wstecz 1 2
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
Drew Macnair
Śmierciożercy
the only way to get rid of temptation is to yield to it
Wiek
32
Zawód
zaklinacz, namiestnik Suffolk
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
pełna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
0
40
OPCM
Transmutacja
14
2
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
12
2
Brak karty postaci
08-12-2025, 22:29
Zaśmiałem się pod nosem słysząc jej słowa i choć, aż prosiło się, abym na nie odpowiedział, to tym razem uraczyłem ją wyłącznie ciszą i spojrzeniem, które najpewniej mówiło samo za siebie. Zbędne tu były słowa wszak znała mnie zbyt dobrze i doskonale wiedziała, że nie zwykłem gryźć się w język, a tym bardziej ważyć wygłaszanych myśli – często mylonych ze zwykłą zgryźliwością – w towarzystwie osób, z którymi oficjalna granica została już przekroczona. I choć w Ministerstwie tudzież przebywając w gościnie u możnych starałem się trzymać zasad etykiety, tak lawirując na prywatnym gruncie byłem po prostu sobą – chłopakiem z Nokturnu; rzekomo zbyt bezpośrednim, ironicznym oraz pewnym siebie, aby bez goryczy i przepełnionych ignorancją spojrzeń wkroczyć w świat inny, w codzienność będącą jedynie mrzonką w ambitnym umyśle. Czy udowodniłem coś wszystkim? Nie, przede wszystkim nieustannie udowadniałem coś sobie i to było dla mnie wystarczającą nagrodą za lata pracy i szerokorozumianych wyrzeczeń.
-A zatem co najbardziej?- spytałem unosząc brew. Zapewne nie był to odpowiedni czas i miejsce, ale skoro nie mieliśmy sposobności spotkać się w innych okolicznościach, to pozostało mi liczyć, że pomiędzy opowieściami o tajemnej jaskini znajdzie się przestrzeń na drobną prywatę. -To, że znów przeszliśmy na per Pan? Panno Burke? Może zaś już nie panno i nie Burke?- zaśmiałem się pod nosem lustrując wzrokiem wyryte w skale znaki. Niezmiennie przeczuwałem, iż magia – jeśli faktycznie miała tu swój ślad – była ukryta głębiej; tam, gdzie nie mogliśmy sięgnąć wzrokiem, a strach i uczucie niepokoju stanowiły świadectwo jej obecności lub były częścią legendy ciążącej na tym miejscu. Wielokrotnie już przekonywałem się, iż opowieści miały równie wielką moc, co same klątwy wszak to właśnie niewiadoma była najczęstszym powodem rezygnacji. Wbrew pozorom ludzie nie lubowali się z ryzykiem – traktowali go jak wroga i to możliwie najgorszego, bo nieprzewidywalnego. I nie miało już znaczenia, jak wielkie wyzwanie rzuci pod nogi, choć przecież nie musiało być go wcale. Niewiedza, niepewność; to zwykle one dawały siłę wspomnianym historiom – nawet jeśli nie było w nich źdźbła prawdy. Czy w tym przypadku było podobnie?
-Czyżbyś nie mogła się tego doczekać?- uniosłem kącik ust widząc, jak bez zastanowienia przecisnęła się obok mnie i ruszyła tunelem. Zrównując się z nią ramieniem sam sięgnąłem po to samo zaklęcie pragnąc rozświetlić skalne ściany, bowiem na ich powierzchni znajdować się mogły nie tylko wskazówki w kwestii czyhających zagrożeń, ale też odpowiedzi – te, których łaknęliśmy obydwoje.
-Widziałaś to?- mruknąłem mając wrażenie, że coś z oddali połyskuje w blasku Lumos. Niewielkie strużki światła odbijały się od przedmiotu zdającego się lewitować w powietrzu – choć najpewniej była to wina ciemności i odległości – a zmiana krzywizny ich padania mogła sugerować, iż nieznacznie się poruszał. Zbliżyłem kraniec orzechowego drewna wpierw do ścian, a następnie sufitu i podłogi, aby upewnić się, że przestrzeń pozostawała wolna od runicznych barier. Oczywiście musieliśmy zakładać, że coś przeoczyliśmy, jednakże podejmując ryzyko należało zachować choć pozory ostrożności.
Wolnym krokiem ruszyłem przed siebie starając się w miarę możliwości wytężyć wzrok i wykluczyć złudzenie tudzież rozpoznać przedmiot.

Im bardziej zbliżamy się do przedmiotu:
k1 - Ten się oddala - cofa się dokładnie o tyle, o ile się zbliżymy.
k2 - Zapada zupełna ciemność - zaklęcia przestają działać, a różdżki odmawiają posłuszeństwa.
k3 - Światło Lumos pulsuje nieregularnie, podłoże zaczyna drżeć - z każdą chwilą coraz intensywniej.
k4 - Przedmiot znika i pojawia się co chwilę w innym miejscu.
1x k4 (Rzut do wątku ):
4
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#12
Primrose Burke
Czarodzieje
Wiek
25
Zawód
Badaczka artefaktów i run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
12
9
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
8
Brak karty postaci
11-12-2025, 15:31
Ujął ją od początku tym, że nie traktował jej jak typowej panienki z dobrego domu, której usługuje skrzat, a rodzina strzepuje pyłek spod nóżek, tylko dlatego, że nosiła pewne nazwisko. Oczywiście, od tych ze skorowidzu wymagało się więcej i oczekiwało pewnych działań. Drażniło ją jednak to, że wiecznie była oceniania przez pryzmat nazwiska. Niejednokrotnie jej to pomogło, nie była ślepa. Wiedziała, że nazwisko Burke otwierało wiele drzwi. Jednocześnie już nawet w szkole była porównywana do poprzednich pokoleń, co obciążało ją mocno. Co kończyło się później licznymi listami z domu, a nawet wyjcem kiedy znów wylądowała w kozie i miała szlaban. Drew od początku machnął na to ręką i nie zwracał uwagi na to kim jest, ale co mówi i co chce robić. To sprawiło, że wzniesiony mur szybko zaczął opadać rozbijany cegła po cegle za pomocą jego słów i bezpośredniości.
Wiedziała, że właśnie się z nią drażni. Sprawdza też jak bardzo się zmieniła i czy słowa pokrywają się z rzeczywistością. Posłała mu spojrzenie, które również wiele mówiło.
-Bardzo zabawne. - Mruknęła. -Jeszcze panno Burke. - Miało się to zmienić, i to nie aż w tak odległym terminie. Matka już mówiła pod nosem o sukni, a ojciec o całym przyjęciu. Ona spychała to na dalszy plan. Inne sprawy bardziej ją zajmowały. -Nadal wchodzę tam gdzie nie powinnam, ale śmielej się odgryzam, a potem słyszę, że mogłam się ugryźć w język. Znasz to? - Teraz ona się zaśmiała, bo z tego co wiedziała, to czarodziej obok niej mógł nieraz dostać kuksańca za swój zuchwały komentarz.
Ciekawość była zbyt silna, aby nie uległa pokusie wejścia do wnętrza jaskini. Ponadto czuła się bezpiecznie w otoczeniu Drew. Miała poczucie, że nawet jak wchodzą prosto w pułapkę, to dadzą sobie radę. -Jeszcze się pyta! - Zawołała ze szczerą radością w głosie, tak dla niej typową kiedy mogła odkryć coś nowego, zajrzeć za zasłonę tajemnicy, sięgnąć ku wiedzy. Łączyła w sobie mola książkowego z odkrywcą, który podąży za wskazówką, mapą, którą znajdzie między zakurzonymi kartkami. Gotowa zawsze sprawdzić ile jest prawdy w legendach i podaniach. Nie zawsze znajdowała artefakty, ale za każdym razem taka wyprawa uczyła ją czegoś, pozwalała lepiej zrozumieć korzenie i istotę magii, a ta była zaklęta w takich miejscach jak to. Rozglądała się wokół szukając runicznych znaków więc dopiero po chwili spojrzała w kierunku, w którym wskazywał czarodziej. -Co to może być? - Oczy czarownicy zaświeciły się tak samo jak ten nieznany im przedmiot. Już była gotowa przyspieszyć kroku, ale w ostatniej chwili się powstrzymała zachowując ostrożność, która była wskazana. Stawiała ostrożnie kroki podążając zaraz za Drew, a wtedy dostrzegła, że niezidentyfikowany przedmiot zniknął. -Co się… - zawołała oburzona, ale zaraz spostrzegła, że przedmiot pojawił się w innym miejscu. Gdy się do niego zbliżyli zobaczyła jak znów znika i pojawia się w innym miejscu. -Lumos Maxima - Wypowiedziała zaklęcie chcąc zobaczyć więcej, a wtedy ściany rozświetliły się mocniej ukazując malunki na nich. Przedstawiały rodzajowe scenki i dziwne symbole, zawiłe, roślinne. Primrose złapała gwałtownie powietrze. -Drew! To są malunki rodem z siódmego wieku! - Były wyblakłe, naruszone zębem czasu, ale jeszcze widoczne. Na chwilę straciła zainteresowanie tajemniczym przedmiotem. -Możliwe, że to miejsce kultu Tailtiu…- Powiedziała cicho. -Jej atrybutem jest korona z liści, kwiatów i ziół. Imię pochodzi z języków bretońskich, zbliżonych do walijskich, do wyrazu podobnego z walijskiego co znaczy - dobrze ukształtowana, piękna. Opiekunka zielarzy, mówi się też, że była czarownicą, która opiekowała się roślinami. - Przypomniała sobie co pamiętała o tej mitycznej postaci. Wiedza z czasów Merlina i jeszcze wcześniejszych przepadła. Większość wiedzy sięga czasów założycieli Hogwartu kiedy zaczęło się spisywanie wiedzy, a nie przekazywanie jej ustnie. -Jedna legenda mówi, że zmieniła las w pola uprawne, ułatwiając ludziom przeżycie i od tego czasu mugole zaczęli czcić ją jako boginię.
Oderwała się od wyblakłych malunków i spojrzała na błyszczący z oddali tajemniczy przedmiot, a potem na Drew. Widać było, że intensywnie myśli, gdyż przez jej twarz przebiegały różne emocje. Można był z niej czytać jak z otwartej księgi - ciekawość, zmieszana z obawą i ekscytacją, chęć rzucenia się w stronę przedmiotu i jednocześnie reszta rezerwy, że powinna bardziej uważać. -Muszę zobaczyć co to za przedmiot. Myślisz, że Wingardium zadziała? - Zapytała -Albo powielenie? By zobaczyć co to jest? - Zaraz postanowiła sprawdzić teorię i wycelowała różdżką w przedmiot póki stali nieruchomo. Nie wiedziała czy zadziała. -Duplicatum

|Rzut na Duplicatum, st.40 (+12 uroki), T:4 tury
1x k100 ((Rzut do wątku)):
58
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#13
Drew Macnair
Śmierciożercy
the only way to get rid of temptation is to yield to it
Wiek
32
Zawód
zaklinacz, namiestnik Suffolk
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
pełna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
0
40
OPCM
Transmutacja
14
2
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
12
2
Brak karty postaci
21-01-2026, 21:30
Czasem najprostsze rzeczy przychodzą najpóźniej – albo raczej przychodzą od razu, tylko człowiek z premedytacją udaje, że ich nie zauważa, bo łatwiej jest funkcjonować w półcieniu niedopowiedzeń niż dopuścić do siebie myśl, która mogłaby zmienić układ sił. Nigdy nie widziałem w Primrose wyłącznie nazwiska, tak naprawdę nikogo nie określałem z góry przez wzgląd na pochodzenie; było ono ledwie elementem, pewną częścią historii oraz korzeni i tylko od jednostki zależało jak pragnęła to wykorzystać. Jedni czerpali wygody, inni majątkowe korzyści, zaś kolejni stawiali na indywidualizm starając się osiągnąć więcej, niżeli wymagały tego od nich społeczne ramy. Kobieta z pewnością wymykała się schematowi, do jakiego przyzwyczaiły nas błękitnokrwiste rody, ale nie uważałem tego za brak subordynacji, czy powód do wstydu – wręcz przeciwnie. Doskonale wiedziała, jakie miałem podejście i choć mój głos na salonach nie miał większego znaczenia – zwłaszcza, gdy zajmowałem się ledwie nokturnowskim barem – to nie wyobrażałem sobie milczeć. Częściej zdarzało mi się szydzić z kolejnej pozłacanej sukni niżeli spracowanych, ale wciąż delikatnych, dziewczęcych dłoni.
Właśnie dlatego jej słowa, wypowiedziane półżartem, półironicznie, rozbawiły mnie bardziej niż chciałem przyznać. Lubiłem w niej tę przekorność, nigdy nie wybierała drogi na skróty. I tak, znałem to - znałem kuksańce, spojrzenia pełne dezaprobaty, listy pisane z wyższością i moralne kazania wygłaszane przez ludzi, którzy nigdy nie zeszli z wydeptanej ścieżki. Różniliśmy się pochodzeniem, ale nie sposobem myślenia. Ona miała nazwisko, ja musiałem na nie zapracować – dwa różne piętna, ten sam ciężar.
Trudno było jej odmówić entuzjazmu, jednak zdawał się on udzielać i mi, nawet pomimo faktu, że ewentualna nagroda spocznie w jej rękach. To był owoc jej pracy, samozaparcia i godzin spędzonych nad licznymi manuskryptami, a mnie – co zabawne – już dawno przestało bawić podkładanie konkurentom przysłowiowej nogi. -Tylko ostrożnie, bo z tej radości zaraz nieświadomie wpadniesz w sidła klątwy- odparłem starając się nieco ostudzić zapał oraz przypomnieć, że nie gwarantowałem, iż to miejsce jest takowych kompletnie pozbawione. W końcu przyszło mi sprawdzić jedynie samo wejście do jaskini.
Proste Lumos Maxima pozwoliło nam dostrzec więcej; w świetle różdżki dostrzegłem liczne malunki, które po bliższym zapoznaniu przestały być tylko przypadkowym zbiorem linii. Spiralne motywy roślinne, przeplatające się łodygi, sylwetki o wydłużonych proporcjach – nie przypominało to wyłącznie dekoracyjnej sztuki, co zdawała się potwierdzić sama Primrose wspominając o kulcie Tailtiu. Skłamałbym twierdząc, że od razu połączyłem kropki. -Zatem może wcale nie przekleństwa są tu problemem, a- przerwałem i instynktownie rozejrzałem się dookoła siebie. -Rośliny- dokończyłem myśl powracając wzrokiem do kobiety. -Ile jest prawdy w tych legendach?- spytałem nie mogąc przypomnieć sobie przytoczonych historii. -Jeśli to rzeczywiście miejsce kultu- ciągnąłem, stawiając krok w bok, gdy jeden z błysków pojawił się zbyt blisko -to ten przedmiot może nie być tutaj po to, żeby dać się zabrać. Może być częścią rytuału albo próbą- zasugerowałem ponownie wbijając spojrzenie w igrającą z nami rzecz. To znikanie i pojawianie się stawało się nieznośne.
-Dobre pytanie- rzuciłem nie wiedząc, czy cokolwiek dadzą równie proste zaklęcia. Obserwowałem kątem oka jak jej zaklęcie powielenia dosięgnęło tajemniczego przedmiotu i kiedy ponownie zniknął zakląłem bezgłośnie zdając sobie sprawę, że igrał z naszą cierpliwością. Nie minęła jednak chwila, a nieopodal dalej kopia wyłoniła się obok oryginału, który znów przemieścił się, pobłyskując bladozielonym światłem. Zdawała się być nietrwała, lekko drżała, ale był wyraźna – zawisła w powietrzu, posłuszna zaklęciu. Widziałem, jak jej ekscytacja miesza się z rezerwą; dokładnie ta sama mieszanka, którą sam nosiłem w sobie, choć nauczyłem się ją lepiej maskować. Zbliżyłem się o krok, pozwalając, by światło Lumos – tym razem z mojej różdżki – odbiło się od powierzchni. Dzięki temu mogliśmy dostrzec zarys, strukturę i delikatne żłobienia, które wcześniej ginęły w migotaniu. Artefakt – bo nie miałem już wątpliwości, że nim był – przypominał niewielki fragment korony lub wianka, spleciony z metalu i czegoś organicznego, co wyglądało jak skamieniałe łodygi. Pozostawało pytanie czym tak naprawdę był? I jak można było go przechwycić? -Jakieś pomysły? Masz to w tych swoich- zerknąłem na jej skórzaną torbę. -Notatkach?- wygiąłem wargi w kpiącym wyrazie.
-Translatio- wypowiedziałem nagle, gdy tylko oryginał znów pojawił się nieopodal jednej z kamiennych ścian. Musiałem spróbować.
1x k100 (Translatio):
23
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#14
Primrose Burke
Czarodzieje
Wiek
25
Zawód
Badaczka artefaktów i run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
12
9
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
8
Brak karty postaci
26-01-2026, 21:14
Urodzenie się w rodzinie z pewnym nazwiskiem wiązało się z przywilejami i obowiązkami. Z oczekiwaniami innych, które zderzały się z marzeniami młodych umysłów. Nie mogła narzekać. Rodzina Burke na wiele pozwalała swoim latoroślą wychodząc z założenia, że sami nie wpisują się w sztywne ramy, to hipokryzją byłoby kazać kolejnym pokoleniom rezygnować z tego co było przypisane do natury tej rodziny. Żywe dyskusje, snucie teorii, które nie musiały się nigdy ziścić - to pobudzało jej wyobraźnie i nakazywało kwestionować istniejący świat, ale nie dlatego, że był z natury buntownicza i chciała się wszystkim sprzeciwiać, a z natury badacza, który zadaje pytania bo chce lepiej poznać otaczającą ją rzeczywistość. Drew nigdy nie wyśmiewał jej pytań, nie umniejszał jej wątpliwością, których sam się dawno wyzbył ze względu na swój wiek i płeć. Szydził, wyśmiewał, a jednocześnie okazywał szacunek tym, którzy potrafili bronić własnego zdania. Stał się egzotyką, za którą zafascynowana podążyła niczym ćma lgnąca do ognia. Lubiła zderzać z nim pewne teorie, wyobrażenia czy też prawdy, to pozwalało jej poznać inne możliwości i zachęcało do myślenia nieszablonowo. Nic więc dziwnego, że wylądowała w domu Ravenclaw, bo choć ambicji jej nie brakowało, to zdecydowanie inne cechy charakteru przeważyły i nie poszła śladem braci do Slytherinu. Tiara Przydziału dostrzegła w niej inny potencjał. Ten, który teraz sprawiał, że prawie skała z podekscytowania.
Entuzjazm został przytłumiony ostrzeżeniem jakie padło z ust mężczyzny. Zwolniła kroku i zaczęłą zwracać większą uwagę na otoczenie wokół. -Jak dobrze, że mam obok siebie specjalistę od klątw. - Powiedziała cicho, ale na tyle wyraźnie, że mógł dosłyszeć jej słowa. Wodziła wzrokiem po malunkach starając się znaleźć w tym jakiś wzór. Schemat, który powiedziałby więcej. Zdecydowanie prowadziły w głąb jaskini. Podejrzewała, że jedna wyprawa do tego miejsca to za mało, aby w pełni zrozumieć co się tutaj dzieje. -Rośliny? - Powtórzyła za mężczyzną w pewnym zamyśleniu, które zdobiło teraz jej twarz. Brwi nieznacznie ściągnięte, skupienie charakteryzujące się przygryzaniem policzka od wewnątrz.-Jak to legendy, gdzieś coś jest prawdą, ale trudno dociec co dokładnie. - Wzruszyła ramionami. Legendy i stare zapiski zawsze brzmiały pewnie, jakby ich autorzy wiedzieli dokładnie, co opisują, lecz im dłużej się im przyglądała, tym wyraźniej widziała, jak wiele było w nich domysłów, skrótów myślowych i późniejszych dopowiedzeń. Rzeczywistość rzadko dorównywała opowieściom, ale też nigdy nie okazywała się zupełnie im obca. Prawda kryła się gdzieś pomiędzy, w porównaniach z innymi miejscami, w analogiach do lepiej poznanych kultur, w ostrożnym składaniu fragmentów w całość, która i tak pozostawała niepełna. Wiedziała, że w tej pracy nigdy nie dotrze do jedynej odpowiedzi i że każde odkrycie rodzi kolejne pytania, lecz właśnie ta niepewność, to ciągłe balansowanie między tym, co zapisane, a tym, co tylko możliwe, sprawiało, że przeszłość wciąż miała jej coś do powiedzenia.
Energia zaklęcia zawibrowała w powietrzu, czuła jak przepływa przez różdżkę, po czym zapadła cisza i nic nie nastąpiło. Poza irytacją Drew, która zmieszała się z jej poczuciem zawodu. Zaraz jednak niewyraźna, migająca, delikatna kopia pojawiła się przed nimi. Prawie pisnęła z radości. Podążyła zaraz za czarodziejem chcąc zobaczyć z bliska kopię, która mogła zaraz zniknąć. Podeszła jeszcze bliżej. -To będzie jej korona i… - Obejrzała się na czarodzieja i przewróciła wymownie oczami. -Nie, nie mam. -Prychnęła cicho. -Cały w tym problem. To może być droga do odkrycia skrywanej wiedzy. - Wskazała na kopię starając się zapamiętać jak najwięcej z tego fragmentu. Ile by dała, aby móc tego dotknąć i obejrzeć. Drew wpadł na inny pomysł i postanowił sprawdzić czy inne proste zaklęcia pomogą. Okazało się, że tak, ponieważ zaraz w jego dłoni zalśnił fragment, który wcześniej widziała jako kopia. -Udało się! - Zawołała, ale zaraz jej entuzjazm opadł. -Pytanie, czy da się go wynieść z jaskini. - Bo co z tego, że pochwycił fragment korony, kiedy wyniesienie go było niemożliwe. Mogli dowiedzieć się tylko w jeden sposób. Wyjść z jaskini. - Sądze, że dzisiaj więcej niczego się nie dowiem. - Potoczyła wzrokiem po ścianach. -A dowiedziałam się wiele. - W jej głosie dało się wyczuć nutę radości, pomieszaną z ekscytacją dziecka. -Sprawdźmy czy da się wynieść ten fragment.

|Rzut k3 na to co się stanie z fragmentem korony po wyjściu z jaskini:
k1 - udaje się wynieść fragment bez problemu
k2 - fragment nie można wynieść z jaskini, upada zaraz na granicy i nie da się żadnym zaklęciem przywołać
k3 - fragment po wyniesieniu z jaskini rozpada się w rękach i zostaje tylko pył
1x k3 (rzut na wydarzenie):
2
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#15
Drew Macnair
Śmierciożercy
the only way to get rid of temptation is to yield to it
Wiek
32
Zawód
zaklinacz, namiestnik Suffolk
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
pełna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
0
40
OPCM
Transmutacja
14
2
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
12
2
Brak karty postaci
Wczoraj, 15:45
Zaśmiałem się pod nosem słysząc jej słowa, które zapewne w innej sytuacji uznałbym za nic innego jak kpinę, wszak komplementowanie doświadczeń tudzież zawodowych możliwości nie leżało w naszej naturze. Nadto zwłaszcza podobne stwierdzenia były podszyte ironią, ale – o dziwo – nie przyszło mi takowej wyczuć w jej głosie. Czyżby tym razem rzeczywiście głośno doceniła fach i zawierzyła mi na tyle, by zwolnić kroku? Najpewniej, bowiem zdawała się nieco ochłodzić entuzjazm i nabrać czujności, jaką dostrzegłem w spojrzeniu lustrującym nietypowe malunki, pokrywające wilgotne ściany. -Wolałbym, abyśmy dzisiaj nie musieli testować moich możliwości- odparłem w końcu z lekkim uśmiechem.
Zadarłem nieznacznie brodę, wpatrując się w linie biegnące ku wnętrzu jaskini upewniając się, iż nie były przypadkowe – co do zasady nic w miejscach takich jak to nie bywało. -Fakt, legendy bywają wygodne- mruknąłem. -Skoro nie mamy żadnego punktu zaczepienia, co do ich prawdziwości, pozostaje liczyć na jakiekolwiek wskazówki lub przy odrobinie szczęścia nawet odpowiedzi- dodałem zgodnie z prawdą – choć była ona na tyle oczywista, że z pewnością nie musiałem wdawać się w szczegóły. Liczyłem, że ujrzane symbole znalazły swe definicje w przejrzanych przez nią księgach i tym samym posłużą za dowód, lecz skoro wciąż pozostawała w niepewności nie było sensu drążyć. Zapewne zmuszona będzie tu powrócić, gdy tylko odtworzy na manuskryptach znaczenie ujrzanych wzorów. -Opowiesz mi o tym kulcie coś więcej?- spytałem w końcu, bowiem kompletnie nie mogłem sobie przypomnieć tejże historii. A naprawdę chciałem się na coś przydać.
Zrobiłem krok naprzód, wolniej niż wcześniej, różdżkę trzymając nisko, lecz w gotowości. Nie obawiałem się mroku – obawiałem się tego, co mogło w nim czekać cierpliwie, aż ktoś przekroczy niewidzialną granicę. To nie był strach - raczej szacunek wobec nieznanego. Tylko głupiec szedłby w takie miejsce z przekonaniem, że nic nie może go zaskoczyć.
Kiedy zaklęcie zawibrowało w powietrzu, poczułem znajome napięcie rozchodzące się po kamiennych ścianach. Magia odbiła się od nich jak echo - głucha, ciężka, pozornie bezowocna. Wilgoć na ścianach zadrżała, jakby coś pod nią poruszyło się na moment, po czym znów zapadła cisza. I przez krótką chwilę rzeczywiście nic się nie wydarzyło. Niemal zakląłem, czując rosnącą irytację, gdy magia zwlekała z odpowiedzią, jakby rozważała, czy w ogóle zasługujemy na jej reakcję. Wreszcie jednak zmieniła zdanie.
Odpowiedziała nagle - ostrym, srebrzystym błyskiem, który skupił się w mojej dłoni, formując już nie kopię, a prawdziwy fragment artefaktu. Wygiąłem wargi w nieznacznym uśmiechu, ale nie był to czas na ekscytację, lecz prędkie zbadanie przedmiotu. Obróciłem go nieznacznie, pozwalając, by srebrzysta poświata wydobyła z metalu każdy szczegół; subtelne wgłębienia, nierówności powstałe nie tyle z upływu czasu, co z celowego działania czyjejś ręki oraz znaki, które nie były najpewniej jedynie dekoracyjnym ornamentem. Linie układały się w ciągi, które zdawały się prowadzić ku sobie nawzajem, zamykając formę w czymś na kształt niedokończonego kręgu.
-Nawet jeśli nie, to chociaż mieliśmy okazję się jej przyjrzeć- mruknąłem zerkając to na artefakt, to na wyjście. Zrobiłem krok w stronę słonecznych promieni wpadających przez otwór w skale i już przy pierwszym ruchu poczułem subtelny opór, jakby powietrze przede mną zgęstniało. Kolejny krok przyniósł wyraźniejszy protest, bowiem blask fragmentu korony przygasł, zaś on sam drgnął i finalnie wyrwał się gwałtownie z uścisku palców. Upadł na kamień z metalicznym brzękiem, sunąc kilka cali wstecz i zatrzymując się dokładnie tam, gdzie ujrzeliśmy go po raz pierwszy.
Nie było w tym przypadku; coś zrobiliśmy nie tak. Spróbowałem przywołać artefakt ponownie, kierując ku niemu magię spokojnie i precyzyjnie, lecz zaklęcie rozproszyło się bez efektu, jakby znajdował się poza swego rodzaju zasięgiem. -Szlag- rzuciłem pod nosem, po czym zerknąłem na dziewczynę. -Czyli wiemy, że czegoś nie wiemy. To też jakaś informacja- wygiąłem wargi w kpiącym uśmiechu. Najwyraźniej jaskinia pozwalała dotknąć tajemnicy, lecz nie pozwalała jej ze sobą zabrać. Do Primrose należała decyzja, co dalej z tym uczyni i czy zamierzała mnie to w jeszcze angażować. Pozostało mi czekać.

/ztx2
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): « Wstecz 1 2


Skocz do:

Aktualny czas: 14-02-2026, 18:31 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.