• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Domostwa > Cheshire, Skała > Salon
Salon
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
02-10-2025, 20:38

Salon
Swoich gości Augustus zwykle zaprasza do największego salonu parterze, do którego można przejść prosto z jadalni oraz korytarza ze schodami; jest to największe i najbardziej zadbane pomieszczenie na parterze starego domostwa. Część ścian pokrywa ciemnozielona tapeta, a część pokrywa ciemne drewno. Na dębowej podłodze leżą cenne dywany. a naprzeciw kamiennego kominka stoi wygodna sofa oraz pasujące doń dwa fotele obite seledynowym welurem. We wnęce stanął regał z zakurzonymi księgami. Okna salonu wychodzą na duży ogród angielski oraz ścieżkę prowadzą do Twojej Starej.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (2): « Wstecz 1 2
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
Augustus Rookwood
Śmierciożercy
paint me as a villain
Wiek
32
Zawód
właściciel pubu, przestępca, oszust
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
5
16
OPCM
Transmutacja
7
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
15
10
Brak karty postaci
14-12-2025, 21:00
Nie musiała wspominać o stole, ani o dywanie, ani o kanapie. Miał wystarczająco bogatą wyobraźnię w sztuce miłości, by zadowolić kobietę i wciąż ją czymś zaskoczyć. Sam miał być tym wszystkim zaskoczony nazajutrz, gdy otrzeźwieje, kiedy wątroba przetrawi wypity alkohol, a umysł pozbędzie się magicznej energii półwili, która go pętała. Urok nie był jednak potrzebny, aby całował ją tak zachłannie; nie potrzebowała po niego sięgać, żeby wzbudzić w nim pożądanie, bo ono pojawiało się w chwili, gdy tylko miał ją w zasięgu wzroku. Była wręcz nieludzko piękna. Niczym nimfa z obrazu, których tytułów nawet nie próbował zapamiętywać, bo nieszczególnie go interesowały, jeśli największe kobiece atuty były zasłonięte (dlatego doceniał sztukę poruszającą tematykę mitologii, ubrania były niewarte uwiecznienia). Ten wieczór mógł mieć podobne zakończenie nawet i bez tej parszywej zagrywki, do jakiej się posunęła, bo nie tylko kłócili się ogniście - ale i sam pakt pokojowy bywał nad wyraz rozkoszny.
Augustus postrzegał siebie jako słońce w tym układzie, gwiazdę, wokół której krążyli i do niego mieli się dostosować; czuł się pępkiem świata, swoje potrzeby i pobudki zawsze egoistycznie stawiał na pierwszym miejscu, więc nawet teraz próbował przeforsować swoje widzimisię, zaczynając odczuwać lekki skurcz w żołądku, który przez cały wieczór wypełniał niemal jedynie alkoholem. Próba namówienia Nastyi, aby się podniosła i przygotowała mu coś do jedzenia, spełzła jednak na niczym, lecz wyjątkowo, w tej właśnie chwili, wciąż będąc pod wpływem jej silnego uroku - nie potrafił się na nią rozgniewać. Skinął leniwie głową, skoro już obiecał jej rozmowę, to dotrzyma tego słowa (w ramach wyjątku potwierdzającego regułę), szczególnie, że nie odmówiła tej propozycji całkiem, a jedynie przesunęła ją w czasie. Wizja kolejnych rozkoszy wzmogła głód, ale jej ciała i dotyku, więc zanim jeszcze uniosła się na łokciu, wykradł jeszcze jeden pocałunek, jakby zdążył zapomnieć co potrafią jej słodkie, pełne wargi.
- Tęskniłem - przytaknął Augustus, uśmiechnąwszy się przy tym błogo, nie mając najmniejszego zamiaru doprecyzować za czym konkretnie tęsknił, skoro nie pytała, a stwierdzała fakt. Był pewien, że to właśnie pragnęła usłyszeć. Mógł dodać, że tęsknił za jej ciałem, za dotykiem, za miękką skórą i zapachem perfum, za smakiem ust i ich zachłannymi pocałunkami; uzmysłowić, że tęsknił za jej bliskością jej ciała, a nie duszy, ale tego już słyszeć nie chciała - a on pragnął ją teraz zadowolić. Pólwili urok mącił w jego umyśle, sprawiał, że pragnął ją teraz uszczęśliwić.
Powie wszystko, co tylko chciała usłyszeć. Powie wszystko, byleby tylko nie odsunęła się choćby o centymetr.
Pragnął ją teraz trzymać w ramionach do świtu, obudzić się i ujrzeć jej uśmiech, choć najlepiej byłoby, gdyby zbudził go trzask smażonego bekonu na śniadanie. Wibrujący głos tuż przy uchu potęgował to pragnienie, przeganiał odczuwane jeszcze rozleniwienie, nawet podobało mu się to co mówiła i nie miał najmniejszego zamiaru temu przeczyć. Na pewno nie teraz. Odwzajemnił pocałunek i milczał, słuchając dalej.
Mógł się tego spodziewać. Tych słów, tej propozycji.
Anastasiya upartością dorównywała jemu samemu; nosiła w sobie wytrwałość swoich przodków, którzy przez wieki zmagali się z trudami życia na wschodzie, nie odpuszczała łatwo. Była też sprytna, odkładając tę rozmowę na później, na chwilę, gdy będzie miała go w garści, oczarowanego urokiem i wciąż zachwyconego rozkoszą jaką potrafiła mu dać i jaką pozwalała mu brać. W innej sytuacji zaśmiałby się szyderczo, wytknąłby jej, że oszalała, przypomniał, że nie ma zamiaru się żenić, jeszcze nie teraz, a na pewno nie weźmie za żonę ruskiej imigrantki, która nawet nie przedstawiła mu drzewa genealogicznego swojej rodziny, aby miał pewność, że jej genów nie skalała żadna mugolska, brudna naleciałość. Jego matka trzymała podobną dokumentację w kufrze niczym największy skarb, dowód na czystość i wielkość rodziny Rookwood.
Teraz nie mógł jednak zareagować szczerze. Trzymała go na smyczy uroku, zapominając jednak, że nawet własnemu psu ufać nie można, bo potrafi ugryźć rękę, która go karmi.
- Dobrze, najsłodsza - wyrzekł jedynie, podnosząc głowę, aby znów ucałować jej usta. Dłoń zaciśnięta na przyrodzeniu nie robiła na nim wrażenia, nie w kontekście groźby; nawet teraz nie wierzył, że pozbawiłaby go części ciała, której przecież sama tak bardzo pragnęła. A może powinien pamiętać o jej skłonnościach do samookaleczania się, o tym jak wielką była masochistką, bo gdyby było inaczej, nie żądałaby kolejnej szansy dla ich romansu. - Niczego innego nie pragnę - dodał z nieprzewrotnym uśmiechem, kłamiąc jak z nut, przekonany jednak, że postępuje właściwie - przecież tego pragnęła, tego chciała, a on zamierzał ją zadowolić. Uszczęśliwić. Może nawet nie kłamał całkiem, bo teraz naprawdę pożądał jej obecności. Nie tylko do rana, ale i dłużej. Otumaniony urokiem czuł więcej niż jedynie pożądanie. Czuł pragnienie posiadania jej na własność. - Spróbujemy jeszcze raz - obiecał, sięgając lewą dłonią do pukla złotych włosów, aby wsunąć go za ucho Nastyi.
Wygramy, a jak nie, to przynajmniej rozwalimy kilka łbów
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#12
Anastasiya Trubetskoy
Czarodzieje
si tu n'existais pas déjà
je t'inventerais
Wiek
29
Zawód
utrzymanka i matka
Genetyka
Czystość krwi
potomkini wili
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
16
0
OPCM
Transmutacja
0
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
5
15
Siła
Wyt.
Szybkość
10
5
10
Brak karty postaci
03-02-2026, 17:18
Zaledwie jutro, o świcie, gdy w niemym pożegnaniu pozostawi po sobie ― celowo, z premedytacją ― kolczyk nie do pary, zaciągniętą pończochę, albo oczekującą na ciepło piecyka brytfankę z pieczenią z hipogryfa, dopadnie ją to okropne wrażenie, że znów, że dalej, że wciąż była dlań niewystarczająca.
Na tyle niechciana, by do łóżka zaciągać musiała go podstępem, uciekając się do jakże prymitywnych metod; na tyle antagonizowana, by w pierwszym odruchu odzywał się do niej tak paskudnie, tak wulgarnie, tak obco; na tyle niepoważna, że wyciągniecie roznegliżowanej Beth za fraki wprost z objęć jej byłego mężczyzny dla niego samego stanowiło raczej przedmiot lekkiego dowcipu, niźli gorszącego obiektu zawstydzenia. To on powinien błagać ją na kolanach, by podążała wzdłuż za jego śladem, by wybaczyła zdradę i wszelkie cienie przeszłości; to on pierwszy powinien przyznawać, że tęskni, że pragnie, że bez niej ― tej, którą zabobon i jej własna imaginacja przypisały mu przeznaczeniem ― sens jego życia stawał się zupełnie nijaki.
Przez to miała zaledwie jutro, już po wzejściu słońca, żałośnie płakać do poduszki błogo śniącego syna.
Teraz jednak ogarnęła ją prosta ekstaza ― to naiwne poczucie spełnienia, majaczące do pary z nadzieją; teraz jednak interesował ją tylko on i to, jak wiele był w stanie dać jej w zamian, choćby świat miał skończyć się z chwilą, gdy lepka od namiętności skóra zapomni już szorstkość tej męskiej, narażając się znowuż na samotność. Nawet jeśli biodra służalczo kołysały się teraz nęcąco, a usta raczyły ciepłe powietrze donośnym westchnieniem, nawet jeśli przez chwilę ― trwającą bodaj minut kilkanaście, bo grę wstępną zakończyli prędzej, niżby sobie życzyła ― czuła się w końcu jego panią i decydentką, w jego oczach doglądając płomieni nieludzkiego pożądania, nie pozwalała sobie mylić tego z miłością.
Ta jego wygasła wszakże już dawno temu, o ile wyrastała względem niej kiedykolwiek na serio; ta jej trwała nieprzerwanie, niekiedy osłabiana, innym zaś razem wzmacniana, ale niewiele znaczyła przecież dla mężczyzny, który nie chciał jej przyjąć.
A gdy ostatni jęk wymieszał się z trzaskiem drewna w palenisku, on na moment stał się jakby chętny, jakby osiągalny; i wtedy też czułość spętała go z mieszaniną pierwotnej dzikości, i wtedy też szantaż ― stanowczy, brzydko uparty, zarazem zbudowany na fałszu wilego uroku ― wydusił z jego krtani kilka bladych obietnic.
Tęskniłem, przyznał jej rację.
Dobrze, najsłodsza, niczego innego nie pragnę, przytaknął jej propozycji.
Spróbujemy jeszcze raz, obiecał tak po prostu.
Więc jej uśmiech rozciągnął się mimowolnie, więc bezwolnie spuściła z twarzy pozorowaną maskę chłodu i obojętności, w duchu rozkoszując się brzmieniem jego głosu, a może prędzej tychże konkretnych sylab, w toku których ― tak nienormalnie ― stawał się jej, jej, i tylko jej.
Przedmiotem jej obsesji, podmiotem jej marzeń i materią ich stopniowej realizacji. Choćbyś zapierał się rękami i nogami, nawiedzać cię będę do końca twych dni, postanowiła sobie, przed pięcioma laty dowiadując się o nieplanowanej ciąży; choćbyś miał przeze mnie cierpieć, już zawsze należeć będziesz tylko do mnie, dodawała do brzmienia staroruskich czarów, które nieznaną jej bliżej magią połączyć ich miały z powrotem w jedności. Bo bez niego nie było jej, bo bez niej nie było jego ― a przynajmniej w to życzyła sobie wierzyć.
Najpewniej widmo dawnego trenera ― albo innego, naprawdę bliskiego jej sercu kochanka ― tę wiarę raptownie jej odebrało, ale na ten moment liczył się Augustus i ich wspólne dziecko. Biada jej, że tego wieczora doszło do poczęcia kolejnego; biada jej, że w swojej impulsywności brakowało jej niekiedy rozumu.
― Tak nam będzie najlepiej, mruczku, zaufaj mi ― stwierdziła jeszcze, pomiędzy pocałunkiem jednym i drugim, nim z gracją kocicy nie podniosła się w końcu na nogi, bezwstydnie emanując nagością, dopóki z oparcia pobliskiego fotela nie zabrała męskiej, za dużej dla niej, koszuli; tą zarzuciła sobie na ramiona, dłońmi poprawiła zwisające luźno pukle blond włosów, a na koniec zapowiedziała:
― Nalej mi wina, kochanie. A ja... usmażę ci jajka. Z bekonem. ― Ponieważ ona miała co świętować, a on sygnalizował przecież, że jest głodny; ponieważ ona deklaracji dotrzymywała ― lecz czy on także będzie potrafił?

ztx2
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): « Wstecz 1 2


Skocz do:

Aktualny czas: 14-02-2026, 18:33 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.