• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Centralny Londyn > Kąpielisko St George's
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
08-06-2025, 13:22

Kąpielisko St George's
W sercu Bloomsbury znajduje się publiczny basen. Sercem kąpieliska jest duży, prostokątny basen o przejrzystej, chłodnej wodzie. Jego głębokość zmienia się stopniowo, umożliwiając zarówno spokojne pływanie, jak i naukę dla początkujących. Kafelki w niebiesko-białych odcieniach pokrywają dno i ściany, potęgując wrażenie czystości. Woda delikatnie faluje przy każdym ruchu, a jej rozbryzgi słychać w całym pomieszczeniu. Obrzeża basenu wyłożone są drewnianymi listwami, które zapewniają pewny chwyt pod stopami. Para unosząca się nad wodą nadaje miejscu niemal tajemniczy charakter, łącząc surowość przestrzeni z miejskim życiem i codziennym relaksem.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Amodeus Nott
Czarodzieje
well fed devils behave better than famished saints
Wiek
32
Zawód
Łamacz klątw; badacz run i artefaktów
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
22
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
9
8
Brak karty postaci
22-12-2025, 00:01
data do wyboru



O tej godzinie świat jeszcze nie zdążył zebrać się w całość. Nie było poranka w sensie, który ludzie lubią sobie nadawać — z obietnicą, ruchem, narracją. Istniał jedynie stan przejściowy: chwila, w której rzeczy funkcjonowały obok siebie, bez potrzeby tworzenia wspólnego porządku. Światło miało barwę rozrzedzonego mleka, chłodne i pozbawione intencji, rozlane po powierzchniach bez cienia dramaturgii. Nic nie domagało się uwagi. Nic nie próbowało znaczyć więcej, niż było.
Amodeus znał tę porę zbyt dobrze, by uznawać ją za przypadkową. Przychodził tu właśnie dlatego, że nie stawiała wymagań. Zanim dzień zacznie domagać się definicji, zanim pojawią się głosy, struktury i role, istniała luka — krótka, ale wystarczająca, by funkcjonować poza nimi. Była jak zawieszenie pomiędzy oddechem a decyzją. Neutralna. Uczciwa.
Woda należała do nielicznych rzeczy, którym ufał bez zastrzeżeń. Chłodna, gładka, konsekwentnie obojętna, przyjmowała ruch bez komentarza i bez pamięci. Nie zapamiętywała ciała ani zamiaru. Mięśnie poruszały się w niej same, zanim umysł zdążył cokolwiek nazwać; rytm istniał bez narracji. Myśli rozpadały się szybciej, niż mogły przybrać formę — i właśnie to czyniło ten stan rzadkim.
Wszedł do wody bez pośpiechu, pozwalając, by chłód najpierw objął stopy, potem łydki, wreszcie całe ciało. Przez ułamek sekundy mięśnie odpowiedziały napięciem, krótkim impulsem cofnięcia, który natychmiast wygasł. Zanurzył się dalej, aż woda zamknęła się nad ramionami, a świat powyżej stracił ostrość.
Ruch przyszedł sam. Oszczędny, równy, pozbawiony demonstracji. Nie przecinał wody — współpracował z nią, pozwalając, by stawiała opór tylko tam, gdzie było to konieczne. Chłód osiadał głęboko, porządkując napięcie w karku i barkach, wygładzając to, co przez resztę dnia miało tendencję do twardnienia.
Po kilku długościach coś przestało się zgadzać. Nie jako obraz, raczej jako zmiana w odpowiedzi wody — minimalnie inny opór, drobne przesunięcie w rytmie. Zwolnił, pozwalając, by ciało samo dostroiło się do nowego układu.
Kiedy dotarł do końca basenu, zatrzymał się, opierając dłonie o chłodną krawędź. Dopiero wtedy uniósł wzrok. Po drugiej stronie ktoś właśnie wchodził do wody. Ruch był spokojny, pozbawiony niepewności, bez nerwowego sprawdzania temperatury. Zanurzenie nastąpiło płynnie, a linia ciała ułożyła się w wodzie miękko, z wyraźnym przesunięciem ciężaru ku biodrom, jakby środek równowagi przebiegał niżej, niż był przyzwyczajony obserwować.
Amodeus rejestrował sposób poruszania się — tempo, powtarzalność, to, jak ruchy układały się w ciąg zamiast serii przypadkowych gestów. Ramiona pracowały równo, ale to talia prowadziła skręt, nadając całości ciągłość, której nie dało się osiągnąć siłą. Pływała gładko. Zbyt gładko, by był to przypadek. Bez szarpnięć, bez prób zaznaczania przestrzeni. Jak ktoś, kto nie przyszedł tu po uwagę.
Pozwolił sobie jeszcze na chwilę bezruchu, po czym odepchnął się od krawędzi i ruszył w przeciwną stronę. Po jednym, dwóch nawrotach wiedział już, że rytm nie wróci do wcześniejszej neutralności. Zamiast kolejnej długości skręcił ku drabince i wyszedł z wody.
Usiadł na leżaku ciężej, niż planował. Sięgnął po ręcznik i przeciągnął nim po włosach, karku, ramionach, pozwalając, by powtarzalność gestu domknęła to, czego przestrzeń nie chciała już porządkować sama. Kiedy uniósł wzrok, była wystarczająco blisko, by nie udawać, że jej nie zauważa.
— Zazwyczaj o tej porze bywam tu sam.
Powiedział to swobodnie, niemal mimochodem, jakby dzielił się oczywistością, a nie sprawdzał granice. Kącik ust drgnął minimalnie — nie w uśmiechu, raczej w geście, który sugerował, że zauważył więcej, niż zamierzał skomentować. Oparł się wygodniej o leżak i pozwolił spojrzeniu pozostać na niej o sekundę dłużej, niż wymagała uprzejmość.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Philippa Moss
Akolici
Musimy mieć wytrwałość i ponad wszystko wiarę w siebie. Musimy być pewne, że mamy do czegoś talent.
Wiek
25
Zawód
barmanka, matka niuchaczy
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
25
0
OPCM
Transmutacja
16
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
11
11
Brak karty postaci
26-12-2025, 19:59
Tamtej nocy po skończonej zmianie w walijskiej tawernie nie potrafiła wrócić tak po prostu do mieszkania na czwartym piętrze zapyziałej kamienicy. Dwanaście godzin nieustającego przelewania piwa do kufli i głaskania siwiejących bród portowych gawędziarzy tamtego dnia dały jej w kość. Gdyby czuła się zupełnie zwyczajnie, wcisnęłaby pantofel na połamane kafelki wstrętnej klatki schodowej i zaległaby w łóżku na następne kilka godzin. Szkopuł jednak w tym, że ta wizja wcale nie wydawała jej się, mimo zmęczenia, ani trochę pociągająca. Dlatego też wkrótce mrugająca na rogu dwóch ulic latarnia stała się świadkiem ucieczki pewnej portowej dziewczyny. Sylwetka wiedźmy w ramionach mglistej nocy zdawała się z charakterystycznym trzaskiem po prostu rozpłynąć, a ostatni ślad jej obecności szybko zmył się z ponurych widoków robotniczej dzielnicy.
Właśnie tak trafiła do Londynu, w godzinie namolnego pochrapywania większości tutejszych mieszkańców. Wśród masy absolutnie obojętnych i całkiem obcych jej żywotów. Jeśli jednak istniał na mapie Brytanii jakikolwiek basen oferujący się w tak osobliwej godzinie, to mogła go odnaleźć wyłącznie tutaj. W bramach miejskich wylądowała w pozycji dość stabilnej, nie zachwiawszy się mimo pary nieprzyzwoicie wysokich obcasów i bruku wybitnie zabłoconego. Być może było to kwestia wprawy, bo ulice w Cardiff prezentowały się chyba jeszcze gorzej – szczególnie w porcie. Philippa nie od dziś szukała okazji do podszlifowania swoich pływackich zdolności. Za sobą miała kilkanaście tygodni prób, mniejszych sukcesów i żenujących porażek, ale gdy coś postanowiła, nie schodziła z kursu. Gryzła jej się ta rola obrotnej portowej dziewczyny z kimś, kto mógłby przekręcić się przy pierwszym przypadkowym zanurzeniu w płytkim basenie. Skoro już tamtejsi chłopcy ochrzcili ją syreną i uczynili z niej uosobienie swoich marynarskich fantazji, to mogła zapełnić tę lukę i stać się osobą faktycznie zaradną w otoczeniu napastliwej fali. Dlatego od początku roku konsekwentnie pojawiała się na kąpieliskach. Poza upartym pielęgnowaniem pożądanej umiejętności było w tym jednak coś jeszcze. Zaskakujący spokój, którego przecież nigdy nie doceniała, ukojenie, którego przecież nie potrzebowała. A jednak po nocy takiej jak ta z niepojętą ochotą wdrażała w życie ten plan. Chłopcy w tawernie nakręcali zadymę przy byle okazji i – choć bezsprzecznie ich uwielbiała – po czymś takim jakikolwiek basen wydawał się znacznie przyjemniejszy od spania.
W wodzie skupiła się przede wszystkim na dokładności, na odtworzeniu już całkiem oswojonej kombinacji, na właściwym oddychaniu i głowie w pełni skoncentrowanej na zachęcaniu ciała do tego konkretnego ruchu. Pływała zauważalnie wolno, ale starała się unikać gestów przypadku, pułapek, po których tak łatwo było zgubić rutynę i wpaść w panikę. Ktoś jej niedawno powiedział, że owa panika to najbardziej podstępna przyjaciółka każdego topielca. Ona nie chciała się topić, jej ambicje i nieugaszone pragnienie zaradności nie pozwalały pogrążyć się w tak prozaicznej udręce. Skoro wszyscy to potrafili, to ona również. I tak teraz, znacznie lepiej niż jeszcze miesiąc temu, pokonywała przestrzeń sztucznego akwenu, ciesząc się z doskonałej sposobności do oczyszczenia wytarganych myśli.
Aż w końcu echem poniósł się głos, który przypomniał walijskiej dziewczynie, że w tym oceanie wcale nie pozostawała jedyną rybą. Głos mężczyzny skutecznie wytrącił z rytmu jej ciało. Podpłynęła do brzegu, na dłoniach podciągnęła się, by wcisnąć się całkiem zwinnie na mokrą krawędź. Tam też usiadła, układając się równolegle do basenu. Obróciła głowę w stronę tego faceta i zgięła nogę w kolanie.
– Zazwyczaj o tej porze śpię –
mruknęła dość śmiało. Uniosła nieco brew i podejrzliwie przyjrzała się owemu pływakowi. – Więc jesteś niezadowolony z towarzystwa – ni to zapytała, ni to stwierdziła, a błyszczące oko dalej bezwstydnie przeciągało się po jego półnagiej sylwetce. Takie widoki z pewnością mogła dopisać do dodatkowych korzyści regularnego odwiedzania kąpieliska. – I już się zmęczyłeś? Szkoda...– kontynuowała wywiad i westchnęła nieco rozczarowana zakładanym stanem rzeczy. Zazwyczaj miała do powiedzenia całkiem dużo i lubiła kusić los. Wybierał ten niewygodny leżak zamiast łóżka w swoim domu. Mogłaby to skomentować bardziej, ale przecież sama tej nocy robiła dokładnie to samo. Chwyciła swoje cieknące włosy i ścisnęła je lekko, pozwalając wodzie swobodnie spłynąć wzdłuż ciała. Później przesunęła pasma na plecy i jedną z dłoni pozostawiła na zgiętym kolanie. Pływał nocą, pływał samotnie – musiał mieć jakieś strasznie męczące życie za dnia. Kim więc był? – Myślałam o tym, by spróbować skoków – podzieliła się głośno swoim planem, na moment kierując spojrzenie na osadzone wyżej słupki. – Ale nigdy tego nie robiłam... – dodała, wtłaczając między słowa porcję stosownej niepewności. Trochę zaczepnie, trochę prowokująco. Znów przyglądała się jego zmęczonej postaci. Może ty mógłbyś mi to pokazać?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Amodeus Nott
Czarodzieje
well fed devils behave better than famished saints
Wiek
32
Zawód
Łamacz klątw; badacz run i artefaktów
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
22
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
9
8
Brak karty postaci
02-01-2026, 23:08
Spojrzenie Amodeusa zatrzymało się na nieznajomej na dłużej, niż planował. Sposób, w jaki się poruszała, sprawiał wrażenie, że przestrzeń nie stawiała jej oporu. Jakby basen, kafle i chłodne powietrze były czymś oczywistym, a nie elementami, które należało oswoić. Nie rozglądała się, nie sprawdzała otoczenia nerwowym gestem. Weszła w nie tak, jak wchodzi się w coś, co już się zna.
Nie ruszył się z miejsca, nie poprawił też swojej pozycji. Pozwolił ciału pozostać w stanie, w jakim znalazło się po wyjściu z wody, odejmując sobie chwilowo wygody. Mięśnie wciąż trzymały napięcie po pływaniu, skóra była wilgotna, chłód powietrza brał ją powoli, metodycznie, jakby wiedział, że wystarczy mu czasu. Woda nie zeszła jeszcze z karku ani ramion; osiadła w zagłębieniach nad obojczykami, wzdłuż kręgosłupa, w miejscach, które zawsze zdradzają, jak niedawno ciało było zanurzone. Z ciężkich, mokrych włosów odrywała się czasem kropla i spadała na kafle krótkim, delikatnym dźwiękiem, który w tej ciszy brzmiał niemal zbyt głośno.
Nie poprawiał ich. Pozwolił, by kosmyki opadły na czoło w nieładzie, który jeszcze nie wymagał ingerencji. Ten moment nie należał do porządkowania czegokolwiek — ani ciała, ani myśli.
Gdy usiadła na mokrej krawędzi basenu, wystarczyło jedno, spokojne spojrzenie. Nie potrzebował więcej. Zgięta noga, dłoń oparta o kafelki bez cienia wahania, gest ściskania włosów pozbawiony nerwowości — wszystko to układało się w obraz kogoś, kto nie pyta przestrzeni o pozwolenie. Ta swoboda, zbyt naturalna jak na zetknięcie z obcym mężczyzną, nie miała w sobie przypadku. Przez moment pomyślał, że albo nie miała w zwyczaju się zatrzymywać i analizować, albo przeciwnie — doskonale wiedziała, co robi, i nie widziała potrzeby, by to maskować.
Przez chwilę rozważał, czy to spotkanie nie jest jedynie zbiegiem okoliczności — tą samą porą, tym samym miejscem, tą krótką szczeliną między nocą a dniem, w której wszystko wydaje się jeszcze możliwe, bo nic nie zdążyło się określić. Przypadek był prostym wyjaśnieniem. I być może właśnie dlatego... niewystarczającym? Przyszedł tu po ciszę, po rytm niewymagający uwagi. Tymczasem sama obecność drugiej osoby wystarczyła, by przestrzeń przestała być obojętna.
Nie ruszył się z leżaka. Pozwolił, by ciało powoli traciło ciepło po wysiłku, bez pośpiechu i bez oporu. Mięśnie jeszcze nie zapomniały ruchu, w głowie wciąż istniał rytm długości basenu — równy, powtarzalny, pozbawiony myśli. Teraz rytm się rozmywał. Zastępowała go uważność —  irytująca i nieproszona.
Jej głos zabrzmiał swobodnie, jakby rozmowa była czymś oczywistym, a nie ingerencją. Uwaga o spaniu i towarzystwie miała w sobie lekkość, ale też coś zaczepnego, ledwie wyczuwalnego pod powierzchnią. Amodeus nie odpowiedział od razu. Przesunął ciężar ciała, opierając łokcie o kolana, tym samym skracając dystans samą zmianą postawy. Kącik ust uniósł się minimalnie, bardziej w odruchu, niż w świadomej decyzji.
— Towarzystwo bywa podstępne — odezwał się spokojnie. — Czasem zapowiada się lepiej, niż faktycznie wygląda.
Pozwolił, by zdanie wybrzmiało pomiędzy nimi niespiesznie.. Pierwsze wrażenie było jak powierzchnia wody: gładkie, dopóki ktoś nie poruszy ręką zbyt gwałtownie. Lubił ten moment zawieszenia, zanim coś się określi albo rozpadnie. Ciało reagowało jeszcze na różnicę temperatur po pływaniu, ale bez dyskomfortu.
Jej kolejna uwaga, tym razem  o zmęczeniu, trafiła celniej niż mogła przypuszczać. Przez krótką chwilę pomyślał o dniach, które faktycznie zostawiły po sobie ślad, o nocach, które kończyły się zbyt szybko. Zarejestrował też coś jeszcze — cień rozczarowania w jej tonie, jakby liczyła na inną odpowiedź, inny obraz. To go rozbawiło. Uniósł brew, nie prostując się ani nie poprawiając pozycji.
— Zmęczony? — powtórzył. — Aż tak źle się prezentuje?
Ironia pojawiła się naturalnie, niemal mimochodem, jak odruch wypracowany przez lata, a nie celową intencję. Nie zmieniła układu między nimi ani nie próbowała go przestawić — była tylko krótkim ruchem, zaznaczeniem obecności. Przestrzeń wokół pozostała taka sama — cicha, chłodna, obojętna. Jakby wszystko, co istotne, działo się wyłącznie na tej wąskiej linii napięcia między nimi.
Kiedy wspomniała o skokach, jego uwaga na moment przesunęła się ku metalowym słupkom. Nie mierzył  wzrokiem wysokości. Nie układał w głowie sekwencji ruchu. Bardziej interesowało go to, co kryje się za samym pomysłem. Co sprawia, że ktoś, kto mówi o śnie, nagle rozważa rzucenie się w zimną wodę.
— To ciekawe — stwierdził, a w jego głosie ponownie zatańczyła nuta uszczypliwości. — Nieznajoma, która zamiast snu wybiera ambicje.
Wrócił uwagą do niej bez pośpiechu. Pozostał w tej samej pozycji, zastanawiając się, czy ta swoboda była jej naturalnym sposobem bycia, czy tylko chwilowym nastrojem, który dobrze pasował do tej pory i tego miejsca.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Philippa Moss
Akolici
Musimy mieć wytrwałość i ponad wszystko wiarę w siebie. Musimy być pewne, że mamy do czegoś talent.
Wiek
25
Zawód
barmanka, matka niuchaczy
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
25
0
OPCM
Transmutacja
16
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
11
11
Brak karty postaci
25-01-2026, 18:18
Nie pierwszy raz wystawiała się męskim oczom na pełen widok. Znała tajemnicę czającej się w tym wejrzeniu iskry, rozszyfrowała dawno temu ciąg postępujących po sobie spojrzeń: czasem błądzili gdzieś dla pozorów, odnajdując punkt zainteresowania w pozbawionym znaczenia kształcie, byle jak najdalej od niej. Ale w końcu powracali, zbyt złaknieni, zbyt nakręceni możliwością dalszej interakcji. I choć zdawało się, że na kąpielisku, z racji mało maskującego ciało stroju, podobne sytuacje będą przydarzały się jej częściej, to wcale nie było to prawdą. Bywały tu przypadku tak dobitnie skoncentrowane na pompowaniu swych mięśni i rytmicznym, jednostajnym ruchu od jednego do drugiego krańca basenowego, że nawet całkowite obnażenie nie przyciągnęłoby ich uwagi. Lecz i nie dla nich tutaj przybywała, nie o nich w tym wszystkim chodziło – nawet jeśli uczucie wilgotnego spojrzenia podbudowywało jej łasą naturę. Cel tych wycieczek i każdej mniej lub bardziej udanej próby mierzenia się z wodą kiełkował głęboko w niej od kilku ładnych miesięcy. Pozostałe okoliczności uznawała za sprzyjające, choć niekonieczne. Ten mężczyzna wcale nie byłby pierwszym.
Ponownie pozwoliła sobie na śmiech, nieco przy końcu już stłumiony, daleki od wykpienia jego tezy. W myślach jednak przezywała go od gamonia, uznając, że ten wydał już sąd, najpewniej dyktowany przez garść doświadczeń z przeszłości.
– Marne to były przypadki – stwierdziła pewnym tonem i lekko pokręciła głową. – Te kobiety, które spotkałeś – doprecyzowała, wyobrażając sobie, że biedaczyna nałykał się okrągłych wdzięków, by finalnie zastać intelektualne mokradła.
Ona na tym pochlapanym brzegu, on rozciągający się w jakimś marazmie na leżaku. Jeszcze przez chwilę dystans czynił ich parą tajemniczych nieznajomych. Jeszcze przez chwilę mogło się wydarzyć wszystko, albo zupełnie nic. Wystarczyłoby podnieść plecy i obrócić się znów w stronę akwenu. A potem powróciłaby do trenowania zawiłej techniki pływackiej. A on? Być może zasnąłby tam, zbudzony kwadrans później przez powabną blondynkę w czerwonym bikini, której zamarzyło się sprawdzić moc jego ramienia. Wszystkie te sceny bywały tak bardzo przewidywalne, każdy ze schematów już zdążyła kiedyś przerobić, choć w świecie portowych prymitywów rzadko mogła liczyć na wysublimowane gierki. Jej mentorka jednak i na to miała ją już przygotować te kilka lat temu, gdy brała pod swój dach brudną i głodną sierotę, wprost z koszmaru zimnej ulicy. Otrzymała więc w darze od niej całe lata, by nauczyć się patrzeć i mówić, gdy stała się syreną rzuconą do oceanu pełnego piratów.
- Nie, nie tak źle, ale… patrzę na ciebie i wiem, że mógłbyś lepiej. To nie jest twój dzień – zawyrokowała odważnie, wcale nie pieszcząc go wodospadem przewidywalnej adoracji. – Pocieszę cię, dopiero się zaczął. Jeszcze można coś z tym zrobić, mój drogi – dodała nieco milszym głosem, na koniec rozciągając wargi w delikatnym uśmiechu. Mówiła szczerze, dzieląc się – teraz być może mniej subtelnie – obserwacją, przy której nie musiała się nawet aż tak starać. Przecież on już z tej wody wyszedł, podczas gdy ona ledwo pomoczyła łydkę. Westchnęła niby zamyślona, raz po raz przesuwając dłonią po całej długości zgiętej nogi. Porzuciła go, koncentrując uwagę gdzieś indziej, ale tylko na chwilę. Oni przecież lubili, kiedy wychodziło się naprzeciw ich zbolałym życiorysom. Nieważne czy był to Londyn czy Cardiff. – Coś cię trapi? – spytała więc, znów brązowym wejrzeniem oddając mu swoją obecność, tę pożądaną chwilę całkowitej uwagi, gotowość do posłuchania, co takiego kotłowało się w uścisku ich myśli. Jako barmanka przez cały czas bywała spowiednikiem. Piratów, kamratów, robotników i podejrzanych przedsiębiorców. Aż w końcu, po prostu, mężczyzn.
- To mój mały kaprys, lubię wyzwania – wyznała z zadowoleniem i puściła mu oko, w duchu jednak dywagując nad tym, dlaczego nie zdecydował się wystosować spodziewanej propozycji. Dlaczego tak po dżentelmeńsku nie zaoferował wsparcia przy wyłożonej na wierzch bolączce? Tak przecież zachowałoby się większość bytujących na kąpielisku przedstawicieli jego płci. Lecz nie on. W duchu przyznała, że to dość interesujące.
Wstała wkrótce, odpowiednio dobierając gest i miękkość każdego ruchu. On przez chwilę dysponował pełnym widokiem. Ponownie włosy spłynęły kilkoma ciemnymi wstęgami po plecach, a ona bosą stopą odcisnęła mokry ślad na kilku ułożonych w charakterystyczną mozaikę kafelkach. Potem jednak zastygła i obróciła głowę maksymalnie w jego stronę. – Dołączysz? – spytała zaczepnie, nie czując najmniejszego skrępowania. Jeśli wolał wylegiwać się na leżaku, nie musiał nawet odpowiadać. Philippa ruszyła dalej w stronę słupków, wcale na niego nie czekając.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Amodeus Nott
Czarodzieje
well fed devils behave better than famished saints
Wiek
32
Zawód
Łamacz klątw; badacz run i artefaktów
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
22
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
9
8
Brak karty postaci
31-01-2026, 00:23
Kącik ust Amodeusa drgnął ledwie zauważalnie na jej słowa o kobietach. Nie był to uśmiech w pełnym znaczeniu tego gestu — raczej cień reakcji, krótki impuls, który pojawił się i zniknął, zanim zdążył się ukształtować. Znał ten odruch. Pojawiał się zawsze wtedy, gdy ktoś mówił zbyt pewnie o cudzych doświadczeniach, a jednak trafiał bliżej prawdy, niż sam by chciał przyznać. Nie skomentował tego. Pozwolił, by milczenie zrobiło swoje, bo czasem właśnie ono było najuczciwszą odpowiedzią.
Zmęczenie, o którym wspomniała, osiadło w nim nagle ciężej, niż się spodziewał. Nie było nowe ani zaskakujące — raczej stale obecne, wdrukowane w ciało jak napięcie, którego nie da się rozciągnąć jednym ruchem. Ramiona wciąż pamiętały wodę; mięśnie nie zdążyły zapomnieć rytmu, a chłód powietrza brał skórę powoli, metodycznie. W tej porze dnia — albo nocy — wszystko miało prawo być nieostre. Granice były płynne, podobnie jak myśli. Przez moment zastanowił się, czy rzeczywiście mógłby lepiej, jak stwierdziła z taką łatwością. Ta myśl nie zabolała. Raczej rozbawiła go swoją prostotą.
— Zwykle przychodzę tu wtedy, gdy jestem zmęczony… — … albo gdy coś mnie trapi.
Jego głos, choć spokojny, nie krył rozbawienia jej bezpośredniością.
— Głośne myśli łatwiej topić w wodzie. — Zawiesił głos na moment, jakby ważył następne słowa. — A basen o tej porze… zwykle bywa pozbawiony widowni.
Patrzył na nią bez pośpiechu. Obserwował sposób, w jaki wstała, jak każdy ruch był jednocześnie miękki i zdecydowany, jak ciało zdawało się znać przestrzeń, zanim jeszcze ją sprawdziło. Mokre ślady jej stóp znikały na kaflach szybciej, niż by się spodziewał. Włosy opadały po plecach ciężkimi pasmami, a gesty — nawet te pozornie przypadkowe — miały w sobie rytm. Nie był to pokaz ani zaproszenie. Raczej naturalna konsekwencja bycia w ciele, które nie potrzebowało aprobaty.
Kiedy ruszyła w stronę słupków, Amodeus jeszcze przez chwilę pozostał na leżaku. Dystans między nimi był czytelny, ale nie zamknięty. Mógłby zostać tam, gdzie był. Pozwolić jej odejść, wrócić do wody, do własnego rytmu. Zamiast tego podniósł się wolno, jakby każda decyzja wymagała krótkiego namysłu, choć w rzeczywistości zapadła już wcześniej. Stopy zetknęły się z chłodnymi kaflami, a różnica temperatur przeszła przez ciało ostrym, otrzeźwiającym impulsem.
Podszedł do niej powoli. Nie skracał dystansu gwałtownie, nie próbował jej zaskoczyć swoją obecnością. Zbliżał się w tempie, które pozwalało obojgu zarejestrować każdy krok, każdy dźwięk odbijający się echem w niemal pustej hali basenu. Zatrzymał się obok, wystarczająco blisko, by poczuć ciepło jej ciała i wilgoć unoszącą się w powietrzu, ale nie na tyle, by naruszyć przestrzeń, którą wyraźnie kontrolowała.
Wyciągnął rękę.
Gest był prosty, pozbawiony teatralności. Dłoń zawisła między nimi, otwarta, spokojna, gotowa — ale nie natarczywa. Nie dotknął jej. Nie pochylił się. Zostawił decyzję tam, gdzie powinna być — po jej stronie.
— Jeśli chcesz — powiedział cicho, jakby to było oczywiste, a nie zaproszenie obarczone konsekwencjami.
Basen wokół nich trwał w ciszy. Woda była gładka, niemal nieruchoma, a blade światło odbijało się na jej powierzchni długimi pasmami. Wszystko brzmiało wyraźniej, oddech, szelest skóry, cichy metaliczny pogłos słupków. Amodeus czuł, jak chłód powoli wgryza się w skórę, ale nie przeszkadzało mu to. Wręcz przeciwnie — było przypomnieniem, że chwila jest rzeczywista.
Spojrzał na nią uważnie. Nie jak na kobietę, która przed chwilą rzuciła mu zaczepne spojrzenie, ale jak na kogoś stojącego na granicy decyzji. Ten moment — pomiędzy ruchem a jego zaniechaniem — był mu aż nazbyt znajomy.
Kącik ust uniósł mu się ponownie, tym razem wyraźniej, choć nadal bez pełnego uśmiechu.
— Powiedz mi, nieznajoma — dodał ciszej — czy poprawianie cudzych dni to również część tego wyzwania… czy tylko mój przypadek?
Pozwolił spojrzeniu przesunąć się po jej sylwetce bez pośpiechu, bez ukrywania zainteresowania, ale też bez potrzeby jego podkreślania.
Nie cofnął dłoni. Nie zmienił pozycji. Stał obok, obecny, uważny, jak ktoś, kto nie próbuje przejąć kontroli nad sytuacją — jedynie sprawdza, dokąd może ona sama poprowadzić.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 14-02-2026, 23:36 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.