• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Centralny Londyn > St James's Park
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
08-06-2025, 15:18

St James's Park
To rozległy park położony między Pałacem Buckingham a dzielnicą rządową. W latach 60. to miejsce spacerów urzędników, turystów i londyńczyków spragnionych chwili wytchnienia. Zadbane alejki wiją się między kwitnącymi rabatami, a na tafli jeziora spokojnie suną łabędzie, kaczki i pelikany – osobliwość przyciągająca spojrzenia.Mostek w centralnej części parku oferuje malowniczy widok: po jednej stronie błyszczy fasada pałacu, po drugiej rozciąga się Horse Guards Parade – szeroki, ceremonialny plac, na którym często ćwiczy gwardia konna. Park sprzyja spokojnym rozmowom, dyskretnym spotkaniom i chwilom samotności. Choć znajduje się pomiędzy ośrodkami władzy, panuje tu atmosfera spokoju i subtelnej elegancji – idealna dla kontemplacji, flirtu lub cichych intryg w cieniu królewskich budynków.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Rodric Carrow
Śmierciożercy
Wiek
28
Zawód
Służby Administracyjne Wizengamotu
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
10
17
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
3
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
3
Brak karty postaci
27-02-2026, 00:57
12 maja

Ten dzień musiał nadejść, ale dopiero kiedy wczesnym popołudniem znalazłem się w umówionym miejscu, zacząłem dostrzegać takie szczegóły jak fakt, że najwyraźniej deszcz padał cały poranek i dopiero co się rozpogadzało. Kałuże, które tworzyły się na kamiennych dróżkach nie były duże, ale wystarczyły, bym obudził się z jakiegoś letargu i pojął, że nawet jeżeli Leopoldine obiecała, że pojawi się na przechadzce, to może będzie chciała odwołać ją w ostatniej chwili w związku z podłą pogodą. Czy wyglądałem sowy, która miałaby znaleźć mnie, kiedy stałem sztywno na jednym z mostków przy wejściu? Nie powiem, że raz czy dwa obejrzałem sie, słysząc ruch skrzydeł. Za każdym razem były to jednak kaczki. Większość czasu wpatrywałem się więc w taflę wody w stawie, oraz w obrastające je chwasty, starając się przygotować do spotkania. Miałem kilka strategii w głowie, ale im bliżej umówionej godziny, tym łatwiej było mi wątpić w ich wartość i odrzucałem jedna po jednej. Zdawałem sobie sprawę z tego, że jest to przedziwne z punktu widzenia Lepoldine. Może wygodniej byłoby, gdybyśmy nigdy wcześniej po prostu się nie spotkali, a ja właśnie czekałbym na spotkanie na którym pierwszy raz zobaczyłbym jej twarz. Biorąc jednak pod uwagę to, że mieliśmy już (nie)przyjemność, moje zaproszenie do spotkania - i małżeństwa, musiało być dla niej czymś nieoczekiwanym. A jednak to właśnie tą drogą podjąłem decyzję iść, kiedy Cassius podsunął mi 2 nazwiska.
Unoszę spojrzenie znad wody, przeczesuję nim uważnie okolicę, ale nie widzę Leopoldine na horyzoncie.
Czyli może jednak nie przyjdzie.
Czy to znaczy, że będę musiał napisać taki sam list do właścicielki drugiego nazwiska?
Z jakiegoś powodu nie podoba mi się ta myśl i odrzucam ją równie prędko jak się pojawiła.
Wreszcie jednak dojrzałem pannę Flint, która zbliżała się do umówionego miejsca. Musiałbym skłamać, gdybym powiedział, że nie rozpoznałem jej sylwetki z daleka. Miałem jednak ku temu łatwość, bo przecież obserwowałem jej występy z wielu lóż, balkonów, siedzeń w przeciągu ostatnich miesięcy i wiedziałem dokładnie jak wygląda z daleka. Z bliska widziałem ją dotychczas tylko dwukrotnie. Za pierwszym razem w okolicznościach, które rozgrzewały wyobraźnię, za drugim razem w tych nieco mniej pozytywnych, podczas których jasno dała mi do zrozumienia, że powinienem nie wchodzić jej w drogę. I mimo tego co zostało wtedy powiedziane, wciąż wysyłałem do jej garderoby kwiaty. Minął jednak więcej niż miesiąc odkąd rozmawialiśmy, i chociaż zdaje się że  cień podobny do jej kształtu widziałem dwa tygodnie temu podczas Zjazdu Absolwentów, wciąż nie jestem pewny z czym przyjdzie mi się zmierzyć.
Leopoldine podeszła i czekam na jej  pozdrowienie, nim odpowiem podobnym. Zastanawiałem się kilka dni,  jaki wyraz twarzy będzie miała, a jaki miała kiedy odczytała mój list. Miałem jakiś cień nadziei, że ten pomysł (małżeństwa) nie wydaje się dobry, jedynie mi. Ale może na zbyt wiele fantazje sobie pozwalałem, albo znów żyłem fatamorganami które sprzedawała mi ona (albo moja podświadomość), kiedy pierwszy raz z nią rozmawiałem po premierze.
- Przejdziemy się? - proponuję, nader energicznie, co nie współgrało z powolnym i opanowanym chodem, którym zaczynamy spacer. Osobiście uważałem, że taki pomysł na wspólne spotkanie było wygodne dla nas obojga, chociaż skręcało mnie w żołądku, kiedy myślałem o tym, że miałbym zaimponować jej czymkolwiek podczas takiego spaceru. Na herbatce mógłbym przynajmniej zamówić odpowiedniej wielkości talerz (wieżę) przekąsek. W restauracji moglibyśmy zamówić najdroższe dania. Tu natomiast nic nie może mówić o moim statusie, może poza szatą. Jest ona robiona na zamówienie i odpowiednio znajduje balans pomiędzy szatą czarodzieja, a szatą akceptowaną przez mugolskie społeczeństwo - które mogliśmy obserować w całym parku.  Możliwe, że oboje podjęliśmy tę samą decyzję, by nie rozpoczynać rozmowy zbyt prędko. Ja rezygnuje z kolejnych strategicznych rozpoczęć rozmowy, które nagle w świetle dnia i w obliczu jej obecności obok wydawały mi się zbyt naiwne.  W końcu jednak decyduję się na rozpoczęcie rozmowy od pytania.  - Zdaje się, że już wiem co przywiodło cię panno Flint do Anglii. Mogę spytać gdzie mieszkałaś wcześniej?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Leopoldine Flint
Czarodzieje
if i was the moon, would you still look for the stars?
Wiek
23
Zawód
wschodząca gwiazda baletu
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
0
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
13
16
20
Brak karty postaci
04-03-2026, 18:30
Przez ostatnich kilka dni towarzyszyło jej silne pragnienie ucieczki. Ba, podjęła nawet jedną próbę podpalenia wszystkich struktur jej życia, ponownego zniknięcia z Flintowskiej przestrzeni, a może nawet przestrzeni angielskiej. Była przekonana, że dla jej ojca musiał być to kolejny dowód jej niedoskonałości. I kolejny przyczynek do chwalenia Leopolda, jedynego dziecka, które nigdy w niczym mu nie umniejszyło. Chciała jednak sprawiać pozory zadowolenia z całej sytuacji. Otrzymawszy listy od pana Carrowa, odpisywała mu bez zbędnej zwłoki, ba, umówiła się nawet na spotkanie w terminie odpowiednio odległym, że była przekonana, że do niego nie dojdzie. I nie doszłoby, gdyby nie interwencja Leopolda, gdyby znów nie musiała chodzić po korytarzach Tir Eilean.
Opuszczając tego dnia tereny rezydencji, była w zaskakująco dobrym humorze, nawet pomimo nieprzychylnej do spacerów aury. Z pewnym zaskoczeniem, bowiem pierwszy raz od tygodnia, przyjęła myśl, że naprawdę cieszyła się na podróż. Nie dlatego, że zostawiała za sobą Margate, ale dlatego, że naprawdę chciała go spotkać ponownie.
Minął ponad miesiąc od chwili, w której widzieli się ostatni raz. Pożegnali się w humorach wielce ponurych, ona z życzeniem na ustach, aby nie widzieli się już nigdy więcej. Po wszystkim nastąpiło jeszcze kilka rzeczy; jej gorączkowa rozmowa z Leopoldem. Kolejne serie przeprosinowych kwiatów, które przychodziły do jej garderoby. I każdy kolejny bukiet stopniowo rozmiękczał kamień jej gniewu, aż do chwili, gdy nieznajoma sowa zasiadła na jej parapecie, a człowiek, który nie potrafił specjalnie posługiwać się słowem w mowie, nakreślił zdanie, którego brzmienia spodziewała się usłyszeć z ust ojca lub wuja Ignatiusa. Wiedziała, po co przyjechała do kraju. Wiedziała, że wielu kawalerów starało się o jej rękę, ale fakt, że jednym z nim miał być nie kto inny jak Rodric Carrow, przyjęła z przedziwną mieszanką uczuć. Wcześniej uważała go za głupca. Teraz, o dziwo, zaimponował jej swoją stałością w wyborze. A była to pierwsza jego zaleta, która przychodziła Leopoldine do głowy i nie wiązała się z wyglądem urzędnika.
Tak jak on rozpoznał ją, tak i ona rozpoznała go z daleka. Był człowiekiem słusznego wzrostu, w tym aspekcie charakterystycznym w takim samym stopniu, co filigranowa budowa baletnicy. Ostatnie chwile samotności, przed zbliżeniem się do Rodrica na stosowną odległość, spędziła na rozmyślaniu nad słusznością ewentualnego mariażu. Jej mężem mógł zostać ktoś o dobrym nazwisku, jeszcze lepszym rodowodzie, o porządnym, przynoszącym prestiż zajęciu, stały w uczuciu na tyle, aby nawet po upływie ponad miesiąca dojść do wniosku, że należało się o nią starać. Ten sam człowiek jednakże nieprzesadnie dziarsko władał słowem, miewał porywcze pomysły, które były już przez nią nieodpowiednio odebrane, w dodatku chętnie, w jej opinii, sięgał po kłamstwo, gdy palił mu się grunt pod nogami. Nie był więc ideałem, jakiego wyobrażała sobie jako mała dziewczynka, lecz i ona małą dziewczynką nie była. Wiedziała już, jak okrutny bywa świat i choć pragnęła być posłuszna zdaniu rodziny — jeżeli mogła, chciała mieć wpływ na swoje życie.
A Rodric Carrow już reagował na jej upomnienia. Może nie tak sprawnie, jakby tego chciała, ale dawał jej wyjątkowe poczucie bezpieczeństwa przyszłości, o ile dalej będzie się stosował do jej życzeń i wskazań.
— Panie Carrow — skinęła głową na powitanie, przekładając towarzyszący jej parasol z jednej ręki do drugiej. — Pogoda nas nie rozpieszcza — stwierdziła grzecznościowo, przenosząc na moment wzrok na rozpościerającą się przed nimi ścieżkę. Cóż, doskonale, że ubrała na tę okazję wyższe, skórzane botki, nie zaś pantofelki odsłaniające więcej stopy i bardziej skłonne do zanurzenia się w błocie. Ciężko było cokolwiek wyczytać z jej twarzy. Nie wydawała się ani przesadnie zadowolona, ani nie zdradzała znaków sugerujących, że najchętniej spędzałaby ten czas w innym miejscu, czy w towarzystwie kogoś innego. Chociaż do czasu — energiczna propozycja sprawiła, że wargi Leopoldine wygięły się w niekontrolowanym, rozbawionym uśmiechu. Umyślnie czy nie, Rodric potrafił skłonić ją do uśmiechu i poprawić humor. To też należało dopisać do listy jego zalet.
Szli powoli, ale to właściwie odpowiadało Leopoldine; nie spoglądała w twarz kandydata do jej ręki, skupiona bardziej na obserwowaniu tego, co działo się wokół nich. Kropli deszczu osiadłych w kwitnących już, ciężkich kielichach kwiatów. Przechadzających się obok czarodziejów i mugoli, od których niespecjalnie odstawali strojem. Mugolscy mieszkańcy Londynu mogli uważać ich po prostu za parę hołdującą sprawdzonej klasyce, nie zaś kolorowym nowościom.  Poza tym, wszystkie wspomniane wcześniej okoliczności przyrody miały tę jedną zaletę, że nie zmuszały Leopoldine do zadzierania głowy.
Na pytanie, zadane w sposób delikatnie niepokojący (cóż bowiem mogło znaczyć, że już wiedział?) należało przecież odpowiadać spoglądając prosto w głęboki brąz tęczówek je zadającego.
— W Leningradzie, ma tam swoją siedzibę najbardziej klasyczny i elegancki z wielkich rosyjskich teatrów baletowych — nie rzucała nazwą Teatru im. Kirova, uznając, że urzędnikowi zapewne niewiele to powie. A może oceniała go zbyt ostro i zbyt pochopnie? Możliwe, że odkąd zaczął obserwować ją na deskach Arcadii wiedział o absolwentkach Kirova więcej, niż sam mógłby przypuszczać. — Gdybym chciała pana lepiej poznać, co powinnam o panu wiedzieć? — pytanie za pytanie.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Rodric Carrow
Śmierciożercy
Wiek
28
Zawód
Służby Administracyjne Wizengamotu
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
10
17
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
3
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
3
Brak karty postaci
16-03-2026, 04:28
Idąc wiosennym parkiem rozważałem, kiedy mam podnieść temat jutrzejszego wydarzenia na które zostaliśmy  zaproszeni wraz z narzeczoną. Nie zdążyłem jeszcze zaprosić Leopoldine, wszak zostawiłem na ostatni moment zaproszenie jej na spacer. Jeszcze tydzień temu, kiedy Lucinda wysłała mi list, zastanawiałem się, czy nie będzie wystarczające jeżeli tam zaproszę Leopoldine na nasze spotkanie. A jednak okazało się, że  mieliśmy mieć jeszcze jedną, wcześniejszą okazję do rozmowy twarzą w twarz i teraz docierało do mnie, że chociaż uznałem z góry, że to nie problem, byśmy dzień po dniu mieli pokazywać się publicznie, tak teraz zaczynałem mieć wątpliwości, czy znów nie jestem jednym który uważa to za dobry pomysł.
Oczywiście mówiąc o powodzie jej pobytu w Londynie chodziło mi o nic innego jak o to, że nigdy nie otrzymałem od niej odpowiedzi po tym kiedy  pod windą pytałem jej o cel jej wizyty. Teraz, skoro już wystartował wyścig do jej ręki, było jasne, że wróciła po to, aby zostać czyjaś żoną. Stary Flint najpewniej zrobił odpowiednie podliczenia i uznał, że więcej dobrego wyjdzie z dobrego małżeństwa niż z tych jej tańców.
Spoglądam pod ramię gdzie znajduje się postać baletnicy. Znajduje tam szukające mnie spojrzeniem oczy, które gotowe są nieść odpowiedź o poprzednim życiu, które znajdowało się w miejscu dla mnie zupełnie nieinteresującym,  dalekim  i jak podejrzewałem okropnie lodowatym. Ten fakt dodawał nieco kontekstu do postaci panny Flint, natomiast nie było go na tyle wiele, bym zaczął wiedzieć w niej kologolwiek więcej niż piękną lalkę, którą chciałem postawić w swoim salonie.
- Teatr Kirova - mówię prawie odruchowo, spoglądając na spokojną ale ciemną taflę parkowego jeziorka. - Nie miałem przyjemności, ale słyszałem, że faktycznie robi wrażenie - wspomniałem, mając na myśli wszystkie dostojne damy po siedemdziesiątce, które zwykle towarzyszą mi podczas przedstawień baletowych, a które poza tym jeszcze podróżują i podczas podróży chodzą na przedstawienia. - Czy tutejszy teatr Arkadia jest dobrym zamiennikiem? - zastanawiam się, chociaż chyba bardziej z typowej angielskiej grzeczności, niż dlatego, że interesowało mnie to. Jeżeli przecież weźmiemy ślub, to nie będzie to miało żadnego znaczenia.
Co powinna wiedzieć o mnie Leopoldine, żeby mnie poznać? Gdzieś przemknal mi przez głowę pomysł, żeby faktycznie jej powiedzieć coś prawdziwego. O tym co sądzę o tych mugolach, których mijamy. O tym dlaczego spinam się za każdym razem, kiedy przechodzimy obok niemagicznych. O tym, ze dla rozluźnienia chodzę torturować mugoli. O tym że do niedawna trzymałem mugola w piwnicy. O tym, że mam szlame na utrzymaniu.  Ale był to jeden z głupich pomysłów, który na szczęście równie szybko zniknął.
- Jestem najmłodszym synem, więc jak się domyślasz niewiele sie odemnie wymaga, jedynie to bym mnie przynosił wstydu  - szkoda, że to mi nie wychodzi wcale najlepiej. Szybko dochodzę do wniosku, że nie ma we mnie nic równie ekscytującego do baletu Leopoldine. Moje hobby nie należały do tych którymi warto się chwalić. Zerkam w dół, oczekując tam znow nieusatysfakcjonowanego spojrzenia, bo poza tym że nie mam hobby, jestem jeszcze małomówny. Uśmiecham się lekko.
- Chyba potrzebuję od Ciebie pytania pomocniczego panno Flint, bo obawiam się że nie mam takiej zdolności otwierania się jak ty
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Leopoldine Flint
Czarodzieje
if i was the moon, would you still look for the stars?
Wiek
23
Zawód
wschodząca gwiazda baletu
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
0
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
13
16
20
Brak karty postaci
22-03-2026, 18:09
Był czas oswoić się z myślą, że jej powrót do Anglii rozpoczął swego rodzaju wyścig. Nie z tych, które lubiła oglądać z trybun w trakcie chociażby Epsom Derby. Ktoś złośliwy mógłby uznać, że właściwie to i tam i tu do wyścigów wystawiano ogierów. Istotną różnicą, że w przypadku Epsom można było liczyć na naprawdę pokaźną sumę pieniędzy z nagrody, a w przypadku gonitwy małżeńskiej nagrodą miała być ona sama. Nie lubiła tej myśli. Wciąż, może nieco naiwnie, trzymała się wizji, że nawet w przypadku małżeństwa aranżowanego, z rozsądku, czy innej istotnej korzyści, uda jej się zyskać męża, który będzie ją szanował. Całe życie przygotowywano ją do roli żony, a przed listem żądającym jej powrotu w celu matrymonialnym była przekonana, że była do tej roli gotowa. Że będzie wiedziała, jakie pytania zadawać. Kiedy się uśmiechnąć. Jak ściągnąć ciężar nużącej rozmowy z ramion przyszłego i późniejszego męża. W snutych rozmyślaniach nad dalszymi losami wszystko było prostsze. Nawet potencjalny Rodric Carrow był nieco niższy albo ona trochę wyższa, w każdym razie nie była zmuszona do zadzierania tak wysoko głowy.
Tym razem jednak było warto to zrobić. Odnalazła szukane spojrzenie brązowych oczu swojego absztyfikanta, choć to nie powiedziało jej przesadnie wiele. Właściwie nie powiedziało nic, a umocniło tylko w przekonaniu, że albo pan Carrow wypił zbyt dużo na pamiętnym bankiecie, stąd wydawał się tak bardzo pewny siebie, szarmancki i rozgadany, albo w obecnej sytuacji czuł się przeokropnie zmieszany i postanowił obrać nieco inną strategię. Myśli baletnicy wybiegły więc gdzieś daleko, na tory, o których istnieniu Rodric pewnie w ogóle nie zdawał sobie sprawy. Poszukując rozwiązania stworzonej przez siebie zagadki, dalej samodzielnie, dotarła do konkluzji — pan Carrow musiał milczeć tak usilnie głównie dlatego, że bał się, iż w potoku słów chlapnie coś głupiego, co ponownie skończy się awanturą i koniecznością słania do jej garderoby kolejnych bukietów kwiatów. Gdyby taka myśl faktycznie pojawiła się w umyśle urzędnika, pochwaliłaby go za zdroworozsądkowe podejście...
... Samej gubiąc odrobinę swego zdrowego rozsądku i oddech na kilka sekund, bo oto Rodric Carrow zaimponował jej swoją wiedzą o międzynarodowym balecie, czego zupełnie się nie spodziewała (a właściwie dlaczego? Przecież to właśnie po spektaklu baletowym się poznali).
— Słyszał pan o nim? — nie dało się już zignorować ekscytacji, która przebijała się przez głos Leopoldine z całą swoją mocą. Prędko jednak została ściśnięta węzłami dobrego wychowania. Nie powinna była okazywać potencjalnemu kandydatowi do swojej ręki przesadnych wyrazów zadowolenia, zwłaszcza, że wciąż nie miała do niego nawet połowy zaufania. Dlatego też po zadanym przez niego pytaniu milczała przez dłuższy czas, wpatrując się — nie za jego przywództwem w niedaleki wodny akwen, a w ścieżkę prosto przed nimi. — Odpowiem panu zupełnie szczerze, że do teatrów rosyjskich bądź francuskich nie umywa się wcale — szczerość powinna być podstawą dobrego małżeństwa, dlatego postanowiła być z nim zupełnie szczera. Jeżeli nie będzie w stanie przełknąć narzekań na angielskie instytucje kultury — trudno. Nie zamierzała kryć się ze swoją opinią na świat. Jeżeli nie był w stanie jej znieść, może to lepiej, żeby doszedł do tego wniosku odpowiednio wcześnie, a nie obudził się pewnego dnia z myślą, że są zupełnie do siebie niedopasowani. Sam nic nie ryzykował, a ją mógłby nieopatrznie skazać na resztę życia w złotej klatce bez możliwości ucieczki.
Powstrzymała się od westchnienia, nie chciała przeszkadzać mu w kolejnym wywodzie. Analizowała słowa, które jej przedstawiał. Najmłodszy syn. Niewielkie wymagania. Poczuła ukłucie w boku. Flintowie od zawsze byli ambitni. Nie znosili porażek. Czy byłaby w stanie być żoną człowieka, który z biegiem lat mógłby zupełnie zgnuśnieć, nim dotknie granicy wstydu?
Gdy Rodric pochylił głowę, chcąc spojrzeć jej w oczy, mógł napotkać spojrzeniem jedynie czubek jej głowy. Dopiero po dłuższym czasie uniosła swoje spojrzenie, aby skrzyżować je z tym należącym do najmłodszego syna Carrowów. Posłała mu uśmiech. Nieco nieobecny, tak samo jak jej myśli. Ale w odróżnieniu od nich, uprzejmy.
— Proszę wybaczyć mi śmiałość, panie Carrow — rozpoczęła ostrożnie, przestępując zwinnie z nogi na nogę, aby nie musieć stanąć na sporawym kamyku wyrzuconym przez kogoś nieostrożnie na ścieżkę. — Ale sam prosił pan o pytanie pomocnicze. Wyobraźmy sobie zatem, że znów stajemy w sytuacji konfliktowej. Małżeństwo uniemożliwiłoby nam, jak ostatnio, odejście w swoje tylko strony. Myślał pan o tym, jak zachowałby się w takiej sytuacji? Jeżeli tak, proszę zdradzić mi pańskie podejście do tego rodzaju kłopotów.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Rodric Carrow
Śmierciożercy
Wiek
28
Zawód
Służby Administracyjne Wizengamotu
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
10
17
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
3
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
3
Brak karty postaci
22-03-2026, 21:44
W świecie, gdzie wszystko wydawało się być wykalkulowaną strategią, ta którą obrałem mogła zdawać się irytująco nuda. Szczególnie dla Leopoldine, która przecież otrzymała próbkę moich możliwości, kiedy oszalały z uczucia sądziłem, że nie mam nic do stracenia, więc mówiłem kwieciście, przekonująco i dobierałem słowa które dziś stanęłyby mi niby ość w przełyku.
Lecz nie widziałem innej drogi. To m u s i a l o się udać, a skoro posłusznie wykonywałem polecenie Cassiusa, nie było miejsca na ruchy które mogłyby dać powód pannie Flint by zrezygnowała z mojej kandydatury.
- Tak to… - nie wiem jak opisać to, że słysząc entuzjazm w głosie Leopoldine, zaraz zrozumialem, że trafiłem w dziesiątkę. Obiecuję posłać kwiaty do wszystkich moich koleżanek dostojnych, pań po osiemdziesiątce, które wspólnie ze mną oglądały przedstawienia w teatrach i opowiadały mi o swoich teatralnych fantazjach. Oczywiście tym razem nie wyślę hortensji. -Pewnego rodzaju biały kruk wśród Twojej widowni, słyszałem o nim niejednokrotnie. Możliwe nawet, że kiedyś słyszałem o Pani wstępie. Natomiast żaden opis nie odda przyjemności oglądania Ciebie pani na scenie  - mam takie wrażenie, że ten jeden komplement będę musiał jeszcze powtorzyc kilka razy, zanim otrzymam pozwolenie na mówienie bez ogródek, albo co gorsza na krytykowanie jej tańca. Narazie nie widziałem takiej potrzeby, ale przecież kiedyś różowe okulary stracą swój kolor i będę widział trzeźwo to jak Leopoldine Flint pracuje na scenie.  Idąc jeszcze dalej nawet ucieszyło mnie, że jest wyraźnie niezadowolona z obecnego miejsca pracy, bo dawało mi to jakiś argument na przyszłość, w której nie widziałem powodu dla którego moja żona miałaby pracować. Ale tego już nie powiedziałem na głos, wiedząc że w obecnej sytuacji ta myśl mogłaby narobić więcej szkody niż pożytku. Szczerość… szczerość. Nie, to jeszcze nie czas na szczerość. Jakbym wyrzucił  z głowy wszystkie słowa i rady, które otrzymałem od matki i Lucindy apropo małżeństwa. Nic w tym dziwnego,  to co mówiły wpuszczałem jednym uchem a wypuszczałem drugim.
Ze zdumieniem odkrywam, że zachęcona moją prośbą (sądziłem, że wycofa się z prób zadawania mi niewygodnych pytań, stało się odwrotnie),  postanowiła zadać mi kolejne z pytań.  Unoszę dłoń, by mogła się na niej wesprzeć kiedy przeskakuje pomiędzy kamieniami, ale nie była jej zupełnie potrzebna - nie dziwi mnie to, Leopoldine jest dużo sprawniejsza fizycznie od większości dam. Moja dłoń opada więc nieużyta sztywno obok ciała, a ja sam marszczę czoło szukając odpowiedzi na jej pytanie. 
- Czy tym pytaniem chciałaby mi pani zasugerować, że zamierza być konfliktowa żoną? - zastanawiam sie na głos,  podświadomie licząc na to, że Leopoldine właśnie taką będzie. Nie podświadomie, żyłem w przekonaniu, że wszystkie kandydatki na żony miały jeden wspólny lęk, mianowicie to, że mężczyźni odrzucą je, bo wydadzą się za trudne. W przypadku Leopoldine dawałem jej nadzwyczajnie duży margines, chociaż tego jeszcze chyba żadne z nas nie wiedziało.  Głośno opiniująca wszystko Leopoldine, wciąż jeszcze nie funkcjonowała w moim obrazie, jaki sobie jej w głowie zaprogramowałem, ale  przecież jest ambitnym Flintem. Tu na pewno czaił się ogień, zresztą lekko już mnie połaskotał kiedy wybuchła na mnie w windzie . - Muszę wyjaśnić, że ja odszedłem w swoją stronę tylko dlatego, że mnie o to pani poprosilas  - czy raczej wskazała mi, że miałem odejść, ale skoro jesteśmy tu na neutralnym gruncie, staram się trzymać na wodzy również mój język. - Zdawałaś się być zdecydowana w tym życzeniu i zdenerwowana na tyle, że nie widziałem powodu by się przeciwstawiać. Przyznam nawet…  - śledzę spojrzeniem błyszczące w po-deszczowym słońcu elementy jej szukani, kiedy przeskakuje kolejne kamienie. Moje akrobacje za znacznie sztywniejsze, ale z racji wzrostu robię kroków dwa razy mniej.  - że chciałbym dowiedzieć się co sprawiło, że zmieniałaś zdanie? - tym razem spojrzenie ciemnych oczu zatrzymuje się twarzy Leopoldine, wiem jednak że nie uniknę odpowiedzi na pytanie. - Wracajac do twojego pytania: jestem przekonany, że wszelkie konkflikty należy rozwiązywać na zimno, bez emocji. Dlatego dążyłbym do tego- cóż za dyplomatyczna odpowiedź, byłem z siebie dumny. Szkoda tylko, że teoria teorią, ale przecież dobrze wiem ja ciężko mi nie mieć ostatniego zdania. Zerkam na Leopoldine ukradkiem, przez grubą skórę wyczuwając, że żadna z moich odpowiedzi jej nie przypadła do gustu. Jeszcze dziś kiedy wrócę do domu będę analizować te słowa i wyrzucać sobie, że nie miałem lepszych.
- Mam pomysł  - rzuciłem, kiedy skręciliśmy w miejsce w którym karmi się kaczki. Niektórzy również puszczali kaczki, co mnie osobiście zdumiewało, ale przez chwilę patrzyłem na te absurdalna zabawę.  - Czy zgodzisz się ze mną pani, że nic tak nie zbliża jak dzielenie się sekretami? Mam pomysł, abyśmy podzielili się jednym dziś. 
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#7
Leopoldine Flint
Czarodzieje
if i was the moon, would you still look for the stars?
Wiek
23
Zawód
wschodząca gwiazda baletu
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
0
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
13
16
20
Brak karty postaci
30-03-2026, 18:47
Wbrew najszczerszym pragnieniom Rodrica, jego postać w oczach Leopoldine była wszystkim — ale nie nudną. Wzbudzał w niej wręcz zabawnie intensywne uczucia, niezależnie od tego, czy akurat składał na jej dłonie najpiękniejsze i najbardziej kwieciste komplementy, czy wyłącznie górował nad nią z zasznurowanymi ustami. Być może właśnie to ich pierwsze spotkanie, przypadkowe i nieplanowane, było powodem, dla którego baletnicy nie było dane uciec w bezpieczne objęcia nudy w jego towarzystwie. Wolałaby chyba, aby okazał się najnudniejszym mężczyzną w towarzystwie. Aby znała jego odpowiedzi, nim nawet zdąży otworzyć usta. Aby był w tej nudzie zupełnie przewidywalny. Wtedy nie mógłby jej niczym zaszkodzić, ona za to miałaby przestrzeń do swobodnego poruszania się wśród wszystkich dostrzeżonych uchybień jego charakteru tak, aby nie musieć na nie spoglądać dłużej, niż było to absolutnie konieczne.
Ale Rodric Carrow, wbrew swojemu postanowieniu, był dla niej niewiadomą. Irytującą, drapiącą jak norweski sweter. Równie bliską skóry.
— Biały kruk to z pewnością dobre określenie — przyznała mu rację, po odczekaniu stosownych kilku sekund. Po pierwsze — aby nie wejść mu w słowo. Po drugie — aby nie obnosić się dalej ze swym entuzjazmem. Balet nie był tylko jej pasją, był całym życiem. Dlatego, gdy tylko znajdowała powód do rozmowy o tańcu, korzystała z okazji. I o ile mogła to robić bez cienia wyrzutów sumienia w towarzystwie koleżanek, o tyle towarzystwo pretendenta do jej ręki w małżeństwie nie należało do tych, w których mogła czuć się swobodnie. Myśl o tym, że mogło tak pozostać już na zawsze, jeżeli kiedykolwiek przyjdzie jej przyjąć nazwisko Carrow, ścisnęła jej żołądek żelazną ręką dyskomfortu. — Żałuję, że nie miał pan okazji kiedyś zasiąść na widowni tego teatru. Byłby pan w stanie dostrzec wtedy również pewne niuanse, których grono składa się na mój raczej ostrożny entuzjazm względem Teatru Arkadia — może wtedy teatr stałby się punktem wspólnym ich zainteresowań, fundamentem, na którym mogliby zbudować wspólne zrozumienie? Teraz jednakże miała wrażenie, że sam balet był tematem ledwie powierzchownym, dlatego też skinęła głową, w niemym podziękowaniu za następny komplement. Nawet, gdyby chciała, nie byłaby w stanie odpowiedzieć mu tym samym. Nie wiedziała, jakim był urzędnikiem, czy rozwiązywał swoje sprawy wzorowo i z zachowaniem terminów, czy odmawiał łapówek — i szczerze powiedziawszy, w ogóle jej to nie interesowało.
Na jeden, krótki moment, pomiędzy jej brwiami pojawiła się pionowa zmarszczka, a same brwi ściągnęły się w momentalnej konsternacji, na równi z przymrużonymi oczami. Prędko jednak, bo ledwie jedno uderzenie serca później, opanowała już swoją mimikę, powracając do neutralnej pozy.
— Chciałabym zasugerować, że nie istnieją małżeństwa bez różnicy zdań — skłamała gładko; znała jedno, które w jej opinii było małżeństwem idealnym. Małżeństwo jej rodziców, Maerina i Esme Flint. Gdy matka została zamordowana przez ludzi Grindelwalda Leopoldine i Leopold mieli sześć lat. Nie pamięta, aby kiedykolwiek była świadkiem ich kłótni. Po śmierci matki ojciec zamknął się w sobie, albo raczej zamknął się przed nią. Leopoldine była bowiem skórą zdjętą ze swojej matki, przypominała ją do tego stopnia, że ojciec celowo unikał jej towarzystwa, wszelkie swoje rodzicielskie pokłady przenosząc na relację z jej bliźniakiem. Wracając jednak do tematu, Leopoldine nie sądziła, że z aranżowanego związku mogła trafić na historię równie piękną, co historia jej rodziców, którzy przecież pobrali się z miłości. Musiała być więc przygotowana na wszelakie niesnaski. I chciała wiedzieć, jak do wszystkiego mógł być przygotowany starszy od niej Carrow. Ponownie skierowała swoje spojrzenie ku jego twarzy, gdy spytał, co sprawiło, że zmieniła o nim zdanie. Nie odzywała się wcześniej — choć chciała wtrącić, że nie pytała go o powody jego zachowania w trakcie tamtego nieszczęsnego spotkania w windzie, a o hipotetyczną sytuację. Dopiero gdy na moment przystanęła w miejscu, jakby ściągnięta na ziemię ciężarem jego pytania, pozwoliła sobie na odpowiedź, która zaskoczyła również nią samą: — Interes, dobro i ambicje rodziny przedkładam nad moje własne, panie Carrow — na tym mogłaby zakończyć i chyba odpowiedziałoby to w całości na pytanie Rodrica. A jednak coś nakazało jej kontynuować. Skoro ona pragnęła od niego szczerości, sama zaserwuje mu własną: — Wyjawię panu, choć ma już pan zapewne tego świadomość, że nie jest pan jedynym, który stara się w tej chwili o moją rękę. Zaskoczyły mnie pańskie zamiary, ale cenię sobie osoby wytrwałe i stałe w uczuciach, jakiekolwiek by one nie były — a Rodric Carrow, co by o nim nie powiedzieć, był wystarczająco uparty, aby słać kwiaty, zasiadać na jej widowni, wreszcie wystosować również list do wuja Ignatiusa. — Na spotkanie zgodziłam się z jedną myślą. Chcę pana lepiej poznać, nim przekażę swoje zdanie ojcu i wujowi — na wierzch wypływała więc olbrzymia chęć na posiadanie wyboru co do swej przyszłości. Niewiele kobiet mogło korzystać z tego prawa. Ale też niewiele kobiet było diamentami w koronie Flintów. Póki nie sprawiała rodzinie kłopotów, a wręcz przeciwnie — sławiła ich swym zachowaniem i osiągnięciami, chciała wierzyć, że mogła liczyć na przychylność starszych. — Muszę jednakże pana ostrzec. Nawet, jeżeli będę kiedyś panu przychylna, ostateczną decyzję mają właśnie mój ojciec i wuj. Są oni zdecydowanie bardziej wymagający ode mnie.
Czy to ostrzeżenie? Może.
Dalej po raz kolejny skinęła głową, przyjmując do wiadomości jego krótką i treściwą odpowiedź. Na zimno i bez emocji. Piękne i proste w teorii. Praktyka bardzo często wymuszała zupełnie inne zachowania. Chociaż kto wie — jeżeli taki właśnie był prawdziwy Rodric Carrow: milczący i wyniosły, uda mu się dotrzymać danego słowa. Wszak mógł być odpowiezialny tylko za swoje zachowanie, czyż nie?
— Pomysł? — zagaiła, niepewna tego, czy w ogóle powinna pozwalać sobie na okruchy entuzjazmu. Rodric Carrow udający Leopolda Flinta miał w sobie coś ciekawego, jakiś romantyczny magnetyzm. Rodric Carrow będący Rodricem Carrowem wydawał się w przedziwny sposób trzymać ją na dystans, choć listy i zamiary przez niego głoszone mówiły coś zupełnie innego. Wreszcie jednak kąciki jej ust drgnęły niekontrolowanie, aby następnie unieść się wyżej i zastygnąć w zdobnym w ciekawość uśmiechu. Odetchnęła cicho, może z ulgą. — W takim wypadku wypada, aby proponujący czynił honory pierwszeństwa.
Co ma mi pan do powiedzenia, panie Carrow?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#8
Rodric Carrow
Śmierciożercy
Wiek
28
Zawód
Służby Administracyjne Wizengamotu
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
10
17
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
3
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
3
Brak karty postaci
4 godzin(y) temu
Absurdalnie byłoby otrzymać komplement dotyczący pracy urzędnika. Co więcej, gdybym usłyszał coś podobnego, najpewniej ze zniesmaczenia odwróciłbym się nagle na pięcie i poszedł na piechotę do Allerton Castle, co zajęłoby z trzy do pięciu dni, idealną ilość czasu by przetrawić takie słowa. Nie wiadomo nawet czy chodziłoby mi tu bardziej o to, że otrzymuję komplement, czy o to, że moja praca podlega ocenie. Artyści są łasi na komplementy, urzędnicy są łasi na pieniądze i awans. Komplementy są bezwartościowe i świadczą o bezwartościowości ich pracy.
- Wiesz dużo o małżeństwie, panna Flint? - zastanawiam się czy jej teorie mają jakiekolwiek podparci i  wrzucam podpowiedź - Czy dużo osób w twoich kręgach jest już po ślubie? - podejrzewałem, że to może być albo absolutnie niemożliwe, bo przecież na codzień obracała się wśród wątpliwej opini tłumu aktorów, aktorek, tancerzy i artystów, którym w głowie same romanse z dostojnymi panami (stąd moje przecież sugestie podczas naszego pierwszego spotkania), albo jest to oczywiste - wszak pochodziła z rodziny o długich tradycjach i miała również kontakt z damami z tego towarzystwa. Jakby się tak zastanowić, to wciąż nie rozumiałem jak łączy obie swoje twarze. Zapewniała mnie przecież z wielkim zaangażowaniem o tym, że moje poglądy na baletnice są starożytne, co podpowiadało mi, że może coś zmieniło się jednak w ich kulturze. Nie wiedziałem natomiast, że jej słowa były jedynie niewinnym kłamstwem, którym chciała zamknąć mi usta. Może się okazać że ciężko nam będzie dojść do jakiegokolwiek kompromisu, jeżeli ona ma ambicje, a ja nie rozumiem ludzi.
Zatrzymujemy się na chwilę  i Leopoldine poza tym, że przyznaje mi, że w prawdzie jestem interesującą partią, wyjawia, że faktycznie ma wielu adoratorów. Podejrzewałem, że to była prawda, chociaż przywołując wszystkie nazwiska w angielskim kotle, mam wrażenie, że góruję nad nimi wszystkimi  przynajmniej wzrostem. Podczas tego przystanku już nie muszę spoglądać na kształt drzew przed nami, bo mogę zwrócić spojrzenie bardziej bezpośrednio na nią. Jest to miła odmiana, chociaż sam spacer nie gorszy mi się tak, jak zwykły gorszyć mi się podobne przechadzki w innym towarzystwie. Kiedy na miskę moich zalet wpada karta z upartością, nie mogę się nie zgodzić, ale dodaję sprawnie: - Poza tym jestem też przyjacielem Leopolda, to musiało mieć znaczenie - jak się nie mylę rodzeństwa bliźniacze mają to do siebie, że dążą do jedności, a skoro Leopold jest mi bliski, to nie dziwi mnie że i w Leopoldine zapaliła sę ciekawość. O tyle o ile z Leopoldem podzielaliśmy zainteresowania typowo męskie (klub zainteresowań Toma Riddle), o tyle z Leopoldine.. no cóż, może jej ciekawość będzie tutaj najlepszym architektem. Wspominam też Leopolda pewnie po to, aby przypomnieć też sobie o tym, że jeszcze długa droga przede mną nim zarówno jej wuji ojciec jak i ona sama wydadzą pozytywną opinię. Przyglądam jej się ukradkiem, ciekawy czy wspomnienie brata każe jej zaprzeczyć (czyli skłamać), czy może przyzna się do tego, że to głównie ciekawość jego najbliższego towarzystwa zaprowadziła ją dziś na spotkanie ze mną. - Nie wiem jak dużo Ci powiedział brat, panno Flint,  ale przyznam, że odkąd wiem, że ma siostrę zawsze chciałem Cię poznać - przyznaję, natomiast w moim wyobrażeniu jego siostra wyglądała zupełnie inaczej. Nim skojarzyłem Leopoldine z Leopoldem, byłem przekonany, że będzie ona wysoka, czarnowłosa, o szerokich męskich ramionach i płaskiej klatce piersiowej, i ostrej szczęce. Nie chcąc tu nikogo obrażać, przyznaje, że w moim przelotnym przekonaniu wyobrażenie jego siostry było jego obrazem w sukni balowej, a jedyną widoczną różnicą był róż na policzkach i ustach. Szczęśliwie - i chyba to głównie zaważyło na prędkości podejmowania decyzji - jego siostra okazała się jego zupełnym przeciwieństwem.
Skoro więc i ona przyznaje, że mogła chcieć mnie poznać, nieco rozczarowuje mnie moja własna reakcja, bo minę mam nietęgą a oczy nagle uciekają gdzieś w bok ruszam, zmusząjąc i ją do ponownego ruszenia z miejsca. Poznanie mnie nie było opcją, na którą byłem przygotowany, a sama sugestia mnie zdumiała. Poznać, cóż znów chciala poznać Leopoldine? Mój kalendarz, który wypełniony był obowiązkami pracowniczymi? Nie uważałem, bym miał jej cokolwiek do przekazania w tym temacie. Moje (i wuja Festera) hobby którym zajmuję się w wolne dni? O tym nie zająknę się nigdy. Moje i Leopolda spotkania fakultatywne? O tym nie mogę zająknąć się nigdy. Pozostaje więc tylko to co robię dla rodziny, czyli reprezentacja na premierach teatralnych - a o tym już wie. Więc nie, nie uważałem, że powinna mnie poznać.
Wpadło mi nawet do głowy, że może w takim wypadku zamiast na spotkanie z Leopoldine powinienem wybrać się na drinka z panami Flint.
Wpadłem więc na pomysł dzielenia sekretów. Już sama a propozycja w mojej ocenie świadczyła o tym, że moje intencje są ostateczne i nieskore do zmian. Nie dzieliłem się przecież takimi rzeczami z nikim a już na pewno nie z dziewczętami. Dlatego, wywołany do odpowiedzi zaciąłem się wyraźnie, lecz jakiś lekki uśmiech wkrada się na moją twarz. Sam tego chciałem.
- Dobrze, ale proszę nie traktować tego jak wiedzę powszechną którą można powtarzać, chciałbym pani ufać - niepoważne, nierozważne, a jednak szalone i może trochę romantyczne było to, co planowałem zrobić. Stajemy więc przy barierce przy której rozpościera się widok na staw na którym figlują kaczki. Zawieszam wzrok na nich, na żadnej konkretnej, ale na tym obrazie. - Przez moją matkę musiałem nauczyć się okulmencji - dziwnie jak łatwo było to powiedzieć na głos - Mam do niej wciąż ogromny szacunek, nie zrozum mnie źle. Ale musiałem nauczyć zamykać się umysł, przed jej manipulacjami. - zrzuciwszy te bombe pewnie znów zamilkłem, chociaż niepewnie spoglądam w bok czy Leopoldine pojęła co miałem na myśli. Najprawdopodobniej znów potrzebuję pytań pomocniczych.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 04-04-2026, 16:37 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.