• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Domostwa > Hampshire, Rowlands Castle > Salon muzyczny
Strony (2): 1 2 Dalej
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
27-10-2025, 13:49

Salon muzyczny
W salonie muzycznym znajduje się stuletni fortepian, o którego brzmienie dbają najznakomitsi czarodziejscy specjaliści. Jego dźwięk jest niezwykle głęboki, znakomicie rezonuje z przestrzenią pomieszczenia. Znajduje się w nim bardzo wygodna kanapa i kilka foteli, dla spragnionych wrażeń megalomanów. Po prawej stronie od wejścia, w ścianę wbudowano kominek. W chłodniejsze miesiące zawsze trzeszczy w nim ogień.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Cassius Avery
Śmierciożercy
Haunted spirits in my head, the thoughts themselves are the thinkers
Wiek
32
Zawód
badacz umysłów, pracownik MM, zaklinacz
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
0
25
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
5
Brak karty postaci
09-11-2025, 09:58
18 kwietnia 1962 roku

Sen
Sen we śnie

Budzisz się. Wydaje ci się, że sen minął. Ale wszystko wokół jest dziwnie znajome. Wychodzisz z pokoju – i jesteś znów w łóżku. Tak pięć razy. Aż przestajesz wiedzieć, czy w ogóle żyjesz.

Granica między snem a jawą się rozmywa. Postać przez tydzień ma momenty zawahania – czy to, co widzi, jest realne. Może być rozkojarzona, mówić dziwne rzeczy, mieć ‘przeczucia’. Czasem zastyga, jakby nasłuchiwała, czy zaraz się nie obudzi.

Sen powracał. Prześladowało go irytujące przeświadczenie, że ktoś postanowił zabawić się jego kosztem. Gdy po raz piąty wyszedł z sypialni, by po chwili na powrót znaleźć się w swoim łóżku, gotów był przysiąc, że ktoś rzucił na niego klątwę. Przecież doskonale znał objawy, wiedział co to znaczy zamknąć kogoś w klatce własnego umysłu, Nie pomyślałby jednak, że ktokolwiek odważyłby się skierować przekleństwo właśnie w jego stronę.
Szósty raz przyniósł zmianę, Powrót do rzeczywistości. Ale czy na pewno? Doskonale znał podstępność obrazów, moc tworzonych iluzji, które pozwalały wierzyć, że to, co znajdowało się wokół było prawdziwe, a tak naprawdę stanowiło swoisty labirynt, obcy konstrukt, który doświadczony zaklinacz mógł z łatwością umieścić w obcej głowie.
Tego poranka Cassius zaszył się więc w rodzinnym domostwie, przemykając po pomieszczeniach niby zjawa, niepewny czy ściany pośród których się znajdował istniały naprawdę czy były jedynie wyobrażeniem. Krzyżował spojrzenia ze służbą, ignorując ich kpiące spojrzenia, będący przekonanym, że to element spektaklu, w którym ktoś uczynił go postacią pierwszoplanową, Usiłował uspokoić się, miarowo, szczegółowo, krok po kroku przebadać swoją jaźń, aby znaleźć odpowiedź na to, czy uwolnił się już z natrętnego snu, czy może wciąż w nim tkwił.
Czupryna blond włosów pozostawiała w nieładzie, na spodnie i granatowy golf nie wiedzieć kiedy narzucił szlafrok, co nadawało mu wygląd niestabilnego szaleńca, zatopionego we własnym świecie. Stanął przy fortepianie, podniósł ciężką klapę i zaczął wygrywać na instrumencie niekoherentne nuty, nawet najmniej wprawny megaloman nie nazwałby tego ani improwizacją, ani utworem w zamierzeniu atonalnym. Tak jakby Cassius chciał jedynie zagłuszyć krążące w umyśle myśli, dotąd zawsze należycie poukładane, poddające się zupełnie jego władzy. Wiedział, że nie zwariował, nie mógł jednak zaprzeczyć temu, że coś było mocno nie tak. Zamknął z trzaskiem wieko fortepianu, chciał uchwycić następującą po tym dźwięku ciszę, W niej szukał informacji, potwierdzenia, że zaraz znowu się obudzi i znajdzie się w swoim łóżku na piętrze.
Zupełnie wyleciało mu więc z głowy umówione spotkanie. Czas przeleciał mu między palcami. Była już naprawdę ta godzina? Spojrzał nieprzytomnie na lokaja, który właśnie zapowiedział mu przybycie niejakiego pana Hatleya. Wzrok wydawał się przez moment zupełnie pozbawionym zrozumienia. Hatley, Hatley. Przeklął lekko pod nosem, uświadamiając sobie, czego dotyczyło spotkanie,
- Przyprowadź do mnie Blake'a za dwadzieścia minut - warknął do służącego. Pudło fortepianu było na tyle wypolerowane, że Cassius mógł dostrzec w nim swoje odbicie. Włosy sterczały we wszystkie strony, pod oczami rysowały się cienie. Wyglądał zupełnie jak nie on. - Wprowadź gościa. - W ostatnim momencie ściągnął jeszcze z siebie szlafrok, machinalnie złożył w pól i odłożył na krzesło fortepianu.
Sam usadowił się w jednym z foteli i skierował spojrzenie w stronę drzwi.
Czy to wszystko działo się naprawdę?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Lysander Hatley
Czarodzieje
Marność nad marnościami
Wiek
25
Zawód
twórca magicznych protez w Howell's Hand
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
7
10
Magia Lecznicza
Eliksiry
15
4
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
10
Brak karty postaci
25-11-2025, 21:16
Są takie miejsca, których aura odstręcza nim jeszcze przekroczy się próg. Są miejsca, których nie odwiedza się nawet w najśmielszych snach. A jednak los zdaje się nie zważać na wyimaginowane przeszkody i układa zdarzenia tak, by udowodnić, że niemożliwe może się ziścić i wcale nie potrzeba do tego magicznych zdolności transmutacyjnych.
Są też takie nazwiska, które budzą konkretne skojarzenia. W połączeniu z miejscami niosą ładunek emocjonalny, potrafiący mieszać w zmysłach nawet najbardziej przytomnego i twardo stąpającego po ziemi człowieka. Jeśli wziąć pod uwagę, że raczej się do owych nie zaliczam, można wysnuć wniosek, że już sam moment otrzymania niespodziewanego listu nałożył na moje barki brzemię, z którym nie potrafiłem sobie poradzić. Sytuacja wymagała jednak pełni profesjonalizmu, choć dyskomfort wgryzł się w moje ciało tak zajadle i kilka razy siadałem, by odpisać, a cały ten proces kończył się fiaskiem. Ostatecznie przecież chodziło o wykonanie pewnego zadania, nic więcej. Spowiadać się z mało wygodnych faktów na mój temat nie musiałem, lecz świadomość, że przez wszystkich Averych zostałbym zaklasyfikowany do gatunku podrzędnego, nie budziła entuzjazmu. I nawet perspektywa dobrego zarobku była tu dość marną zachętą. Ostatecznie musiałem natomiast wybrać to, co postawi moje nazwisko w dobrym świetle, a więc brak odmowy. Przynajmniej na ten moment.
O wiele wygodniejsze byłoby spotkanie w mojej pracowni; tylko z pewnymi kwestiami rody krwi błękitnej nie lubią się obnosić, co rozumiem doskonale. Dlatego wybranie rodzinnej posiadłości było czymś, czego mogłem się spodziewać. Idę więc tam z duszą na ramieniu, wyposażony w małą torbę z potrzebnymi do wszelkich pomiarów narzędziami i miną nie zdradzającą nawet odrobinę, że czuję się niepewnie. Jeśli czegoś nauczyło mnie życie, to właśnie tego, iż pokazywanie swojej słabości nie jest dobrym rozwiązaniem. Nie chodzi tu też, by zbytnio wyróżniać się odwagą i gadatliwością, raczej należy pozostać w sztywnych ramach uprzejmego profesjonalizmu. Przynajmniej tyle zwykle starcza. Czy i tym razem?
Zapowiedziany wpierw Cassiusowi Avery, zostałem poprowadzony korytarzami skąpanymi w przyćmionym świetle. Nie mam pojęcia, gdzie dokładnie przyjdzie się nam spotkać, czy to w gabinecie czy w mniej formalnym pomieszczeniu, natomiast nie przeszkadza mi to, by przez ułamek chwili kontemplować wystrój posiadłości. To mogę dla siebie zrobić, żeby nie zastanawiać się zbytnio nad tym, co mnie czeka w styczności z mężczyzną pragnącym skorzystać z moich zdolności.
Intuicyjnie na to spotkanie postanawiam przyoblec coś, co nie będzie nadmiernie skupiać uwagi na mojej osobie. Choć bordowa, aksamitna kamizelka ze złotymi obszyciami i wystające spod niej rękawy grafitowej, atłasowej koszuli również nie są czymś szczególnie przeciętnym. Starannie ułożone włosy i biżuteria – ta typowa dla mnie, ciężka i rzucająca się w oczy. Jedyna rzecz, z której rzadko potrafię zrezygnować. Wszystko w ostatecznym rozrachunku okazuje się stanowić paskudny kontrast dla stanu w jakim znajduję pana Avery. Zaczynam rozważać nawet czy przypadkiem nie pomyliłem dnia lub godziny naszego spotkania. Szybka kalkulacja pozwala wywnioskować, że nie ma tu miejsca na pomyłkę z mojej strony i ewentualnie to on zatracił się w codzienności na tyle, by nasze spotkanie mu umknęło. Niekoniecznie to smutne, na pewno zaś w pewnym sensie rozczarowujące. Pozostaje mi nadal grać swoją rolę.
Wprowadzony do pomieszczenia, zatrzymuję się w należytym dystansie od mężczyzny i z lekkim uśmiechem kiwam głową.
— Lysander Hatley — przedstawiam się zapewne zbędnie, ale tak nakazuje mi dobry zwyczaj. Czekam na reakcję, ściskając nadal w dłoniach moją niewielką, skórzaną torbę z przyrządami pomiarowymi i starym notesem oprawionym w granatową skórę. Mam chwilę, żeby przyjrzeć się wszystkiemu nieco dokładniej i być może wyczytać cokolwiek z postawy Avery’ego.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Cassius Avery
Śmierciożercy
Haunted spirits in my head, the thoughts themselves are the thinkers
Wiek
32
Zawód
badacz umysłów, pracownik MM, zaklinacz
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
0
25
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
5
Brak karty postaci
11-12-2025, 19:32
Wiedział, że jego nazwisko budziło respekt. Zazwyczaj podszyty strachem czy zachowawczym dystansem - bo to, co kryło się w murach zajmowanych przez nich posiadłości, niekoniecznie cieszyło się dobrą sławą. A rodzina Avery skrzętnie z tej szczególnej sławy korzystała. Przeświadczenie, że nikt nie śmie im odmówić, odzwierciedlane w rzeczowym tonie wysłanego swego czasu listu, rzadko pozostawiało pole manewru. Oczywiście, zaproszony - czy raczej wezwany - mógł po prostu nie pojawić się na wyznaczonym spotkaniu. Jednak w sferze wpływów, świecie poczty pantoflowej i tak liczącego się pieniądza, byłoby to nad wyraz ryzykowne. Przekreślenie własnej kariery w tak trywialny sposób z pewnością nie należało do najbardziej pociągającego w wachlarzu rysujących się na horyzoncie wyborów.
Niespecjalnie interesowało go, kto dokładnie stanie przed nim w umówionym dniu, o ustalonej porze. Liczyć miał się przede wszystkim rezultat, a o takowym go zapewniano, wygłaszając pompatyczne ody na cześć Pana Hatleya. Cassius przełknął je jednak, z pewnym zażenowaniem, uznając, że polecenie z ust pracownicy Ministerstwa musi nieść w sobie jakąś wagę. Wyrobienie sobie na temat mężczyzny własnej opinii wydało mu się najrozsądniejszym podejściem. Jeśli chodzi zaś o obdarzenie go należytym zaufaniem... Zamierzał posłuchać własnego instynktu, ten jednak zadziałać mógł jedynie w trakcie rozmowy w cztery oczy, na jego zasadach, na własnym terenie.
Jej zaplanowanie okazało się jednak jednym, a rzeczywistość czymś zgoła innym. Miał wrażenie, że przebywał gdzieś na pograniczu świadomości. Nagle wydało mu się, że popełnił błąd, że sam zastawił na siebie pułapkę, której mechanizmów nie potrafił zrozumieć.
- Cassius Avery. Doceniam, że się pan pofatygował. - Podniósł się z miejsca niczym królowa angielska, przyzwyczajona do przyjmowania gości w swoich progach, gdy wyciąga przy tym przed siebie dłoń gotową do złożenia na niej pocałunku. On oczywiście nie wykonał podobnego gestu, zboczył jednak z instynktownie obranego kursu, nieco przygarbiony, jakby pragnąc utrzymać w sobie wciąż mgliste poczucie rzeczywistości, wciąż nie pozwalające mu przesądzić czy ma przed sobą osobę z krwi i kości, czy jedynie marę senną gotową rozpłynąć się w powietrzu, gdy tylko zamierzy się do niej zbliżyć.
- Czegoś się pan napije? - zapytał, zwrócony do Lysandra profilem, obserwując go czujnie kątem oka, równocześnie nalewając sobie odrobinę brandy. Powstrzymał się przed wypiciem jej jednym, szybkim haustem. - Proszę się nie krępować i zająć dogodne dla pana miejsce.
Czekał aż ten odpowie, zanurzając usta w alkoholu, czując jego smak na czubku języka. Czy powinien wziąć to za dowód na to, że dręczący koszmar w końcu się skończył? Czy kubki smakowe podatne na cierpką, gorzkawą nutę przemawiały za jawą, czy były jedynie podstępnym elementem wciągającym go jeszcze głębiej w otchłań nagłej, psychicznej aberracji?
- Co pana sprowadza? - wymsknęło mu się mimowolnie. Kotłujące się w umyśle myśli wprowadzały zamęt, na moment odsuwając logikę na dalszy plan. Na ułamek sekundy Cassius naprawdę zapomniał, z jakiego powodu się tutaj znaleźli. Zreflektował się jednak, parskając teatralnym śmiechem. - To znaczy, zamierzałem powiedzieć. że zapewne zastanawia się pan, skąd to nagłe zaproszenie… - zaczął. - Może opowie mi pan co nieco o pańskiej profesji? - Grał na zwłokę, próbował uporządkować szuflady własnej świadomości, a równocześnie badał mężczyznę jakby liczył się z tym, że jakieś pojedyncze słowo okaże się namacalną sugestią, że cały dzisiejszy dzień był jedynie absurdalną maskaradą, w której dotąd nieznajomy czarownik z jakiegoś powodu postanowił wziąć udział i odegrać nie tak poboczną rolę.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Lysander Hatley
Czarodzieje
Marność nad marnościami
Wiek
25
Zawód
twórca magicznych protez w Howell's Hand
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
7
10
Magia Lecznicza
Eliksiry
15
4
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
10
Brak karty postaci
30-12-2025, 22:15
Przyjmuję zaproszenie do zajęcia jakiegoś wygodnego miejsca. W rezultacie opadam na miękką sofę, układając swoją torbę tuż przy prawej nodze.
— Chętnie, dziękuję — odpowiadam wreszcie. — Może być to samo… — dodaję w momencie, kiedy nalewa sobie złocistą ciecz do szkła.
Zaskakujące pytanie o powód mojego pojawienia się mrozi skórę na karku.
Nie tego się spodziewam. Kiełkująca w drodze niepewność zdaje się karmić tym, co serwuje w swej łaskawości Cassius Avery. Jego słowa, przynajmniej te, których używał w liście, świadczyły o doskonale znanym celu, o tym, że wie konkretnie, co chce osiągnąć, wzywając mnie w progi swej rezydencji. Tutaj wszystko zaczyna się chwiać lekko, a jego reakcja poświadcza tylko, że zdaje się być odległy od tego, co wytłuścił na piśmie. Zastanawiam się czy ludzie jego pokroju mogą aż tak łatwo zapominać? Czy w natłoku codzienności umykają im sprawy, które nakazują zasięgać rady protetyka? Rozważam jeszcze jego ogólny stan. Analizuję ruchy i ton głosu, bo zewnętrzna powłoka dała mi już nieco do myślenia.
Podobno jedynie ci, którzy nie są szczęśliwcami posiadającymi czyste sumienie, odczuwają niepokój w niejednoznacznych sytuacjach. I choć obiektywnie nigdy nie zaszedłem za skórę jakiemukolwiek Avery’emu, a już na pewno nie temu, którego mam właśnie przed sobą, to daleko mi od człowieka o nieskalanym imieniu. Być może dlatego tak intensywnie rozważam czy w moim życiorysie istnieje choćby najmniejsza sprawa, która mogłaby skłonić Cassisa do wezwania mnie, a która nie miałaby nic wspólnego z moim fachem. Robi mi się niedobrze. Tak zwyczajnie po ludzku czuję, że gardło ściska niewidzialna siła i dezorientacja wkrada się tam, gdzie powinien być zdrowy rozsądek.
Nic na ciebie nie ma, Hatley. Chce tylko pomocy, a jego zachowanie jest jedynie niefortunnym zbiegiem okoliczności, aurą, bądź czymkolwiek innym, czym nie powinieneś zaprzątać sobie głowy.
Skupiam się raczej na treści korespondencji, robię jeszcze dwa kroki w kierunku wnętrza pokoju, tym samym grzebiąc jakąkolwiek opcję ucieczki. Po co miałbym uciekać? Muszę omówić przecież interesy…
Gram więc zdaje się w to, co i on sam próbuje. Kiwam głową, po czym przechodzę do krótkiego objaśnienia rzeczy bardzo oczywistych, a jednak z jakichś powodów koniecznych do wyartykułowania.
— Cóż. Praca protetyka, czyli moja, zdaje się być ratunkiem tam, gdzie konwencjonalna magia i zaklęcia rekonstrukcyjne nie zdają egzaminu. Tam, gdzie połączeń nerwowych odtworzyć się nie da lub zwyczajnie tam, gdzie konkretna część ciała nie jest możliwa do uratowania… Możemy też mówić o protetyce leczącej ułomności wrodzone, również mało podatne na plastykę zaklęciami. — Ogólne ujęcie sprawy powinno go zadowolić. — Czy mam opowiedzieć o tym, co sam zwykle robię, czego w pracy używam, w czym się specjalizuję? Chciałbym w pełni odpowiedzieć na pana pytania i ewentualne wątpliwości, zanim przejdziemy do konkretnego tematu. — A temat ten został jedynie mgliście zarysowany w otrzymanym liście. Kwestie dzieci były zawsze dość trudne, wiem to doskonale. Na swoim koncie mam bowiem i te protezy, które były przeznaczone dla pacjentów niepełnoletnich, więc główny kontakt odbywał się przez opiekunów i rodziców, co i dla nich było sytuacją mocno stresującą.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Cassius Avery
Śmierciożercy
Haunted spirits in my head, the thoughts themselves are the thinkers
Wiek
32
Zawód
badacz umysłów, pracownik MM, zaklinacz
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
0
25
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
5
Brak karty postaci
12-01-2026, 18:50
Odpowiadała mu ta chwilowa iluzoryczna przewaga - gdy mężczyzna zapadł się w miękkiej sofie, on nadal stał, wyprostowany, dzierżąc tym samym chociaż pozorne poczucie kontroli. Panował przynajmniej nad tym. Mógł odgrywać rolę pana na włościach, spoglądać na gościa z perspektywy kolosa, podczas gdy tak naprawdę nie był w stanie opanować kierunku, w którym zmierzały jego własne myśli.
Zdawał się tracić grunt pod nogami, chociaż ziemia wcale nie drżała, a ich świat nie nawiedziło żadne trzęsienie ziemi. Na powierzchni rzeczywistości pojawiały się jednak pęknięcia, szczeliny mogące nieść ze sobą zagładę - jeden fałszywy krok, a przyjdzie mu wpaść w otchłań przepaści. Na moment przymknął oczy. Mroczne czeluści od dawna nie wzbudzały w nim strachu, jednak tym razem ich nierówne ściany zdawały się na niego napierać, udzielało mu się ich rozedrganie - przeszedł go nagły dreszcz. Chciał obudzić się po raz kolejny. Tym razem już naprawdę. Bo nadal tliło się w nim przekonanie, że wciąż tkwił w marze sennej, że siedzący przed nim mężczyzna był jedynie widmem. Cassius nie potrafił jedynie dojść do czego, co nieznajomy sobą reprezentował. Czy to zemsta? Może kolejna zagrywka matki? A może ciche wołanie zza grobu, czy żona w końcu postanowiła do niego wrócić? Dlaczego jednak w takiej właśnie postaci?
Gwałtownie otworzył oczy, źrenice rozszerzyły się nienaturalnie. Zdołał jeszcze dostrzec rysujące się na twarzy gościa zaskoczenie. Czy może raczej wzgardliwe niezrozumienie?
Musi wziąć się w garść.
Powolnym ruchem sięgnął po kolejną kryształową szklankę, nalał do niej odrobinę alkoholu i podał ją mężczyźnie. Sam opadł na pobliski fotel, opierając łokcie na zadbanych obiciach, zapadając się w nim nieco bardziej niż powinien. Spoglądał na Hatley’a poprzez kryształ, drgający w nim bursztynowy płyn nieco deformował obraz. Kąciki ust uniosły się lekko w sugestii uśmiechu, gdy przez moment balansował szklanką w powietrzu, bawiąc się tym zaskakującym narzędziem pozwalającym mu nagle wykrzywić otaczającą go rzeczywistość według własnego widzimisię. Potem pociągnął kolejny łyk.
Nawet nie wiedział, kiedy mężczyzna ponownie wstał. Czy to jakaś zagrywka? Czy to miało jakiekolwiek znaczenie? W najgorszej sytuacji za parę minut Cassius po raz kolejny miał zwlec się z łóżka.
Gdy Lysander zaczął mówić, Avery nagle zaczął rozumieć, dlaczego wynalazca się tutaj znalazł, Na moment skupił w sobie całą energię, poszczególne elementy układanki - zarówno sytuacji jak i jego własnej jaźni - wskoczyły na swoje miejsce, Odetchnął z ulgą. Nie tracił jednak czujności, gotowy na to, że rzeczywistość za moment znowu zadrży w posadach.
- To naprawdę bardzo interesujące. Przypuszczam, że poza podstawową wiedzą o protezach musi pan wykazać się odpowiednią dawką kreatywności… Czy przyjmują i sprawdzają się one również w przypadkach ran pozostawionych po kontakcie z przekleństwem? - zapytał wprost, poprawiając się w fotelu i spoglądając na mężczyznę przenikliwym wzrokiem. - Zapewne pan pamięta, w liście wspominałem o konieczności zachowania dyskrecji. Czy mogę na nią liczyć? - Nie czekał na potwierdzenie, jakby przekonany o tym, że sama perspektywa możliwego zarobku skłoni mężczyznę do przystania na jego warunki.. Zupełnie jakby nie dawał mu wyboru. - Jak może zdążył się pan domyślić, sprawa jest delikatna. Jestem przekonany, że zachowa ją pan dla siebie. Pieniądze nie grają roli. Mój syn nieszczęśliwym przypadkiem wszedł w posiadanie przedmiotu obarczonego klątwą. Dokucza mu teraz nie tylko lekki niedowład prawej dłoni, ale stracił też dwa palce. Mimo że przekleństwo udało się odwrócić, pewnych następstw nie można uniknąć. - Zamilknął na moment. Odwrócił się gwałtownie i spojrzał w stronę wychodzącego na ogrody okna, bo miał wrażenie, że dochodził stamtąd jakiś szept. - Słyszał pan to? - syknął cicho, niemal z wyrzutem, jeżąc się, z brzękiem odstawiając kryształową szklankę na pobliski stolik. Szybko otrząsnął się jednak i jakby nigdy nic wrócił do tematu. - Blake niedługo zacznie naukę w Durmstrangu, chciałbym, aby jak najszybciej wrócił do możliwie najlepszej sprawności. Czy podobne wyzwania leżą w kręgu pańskich zainteresowań i… specjalizacji? - Ostatnim zdaniem zachęcał gościa do rozwinięcia tematu na temat stosowanych metod.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#7
Lysander Hatley
Czarodzieje
Marność nad marnościami
Wiek
25
Zawód
twórca magicznych protez w Howell's Hand
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
7
10
Magia Lecznicza
Eliksiry
15
4
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
10
Brak karty postaci
12-01-2026, 23:07
Na ludzkie zachowanie wpływa mnogość czynników. Nie mogę o tym zapominać. Z uprzejmością przyjmuję szkło od gospodarza i jak nakazuje dobry zwyczaj, zanurzam usta w połyskującym od odbijanych refleksów płynie. Ciepło alkoholu zlewa się spokojnie poprzez język, dalej do przełyku. Robię to dość ostrożnie z wyczuciem, nadal spoglądając na Avery’ego. Stoi tuż obok, chwilę zwleka z rozłożeniem się w fotelu. Nie wątpię, iż jest to gest pełen konkretnego znaczenia. Nie emocjonuję się tym jednak nadmiernie, postanawiam wejść w rolę medyka (przecież w jakimś sensie nim jestem) notującego wszystkie zachowania pacjenta. Może właśnie to jest odpowiednie podejście? Rozpatrywanie każdego dziwnego drgnienia przez pryzmat potencjalnych trudności Cassiusa? On nie musi o tym wiedzieć, a ja poczuję się zdecydowanie bardziej pewnym swej roli.
Dostrzegam zwężone źrenice, ruchy, które zdają się być przesiąknięte podejrzliwością. Chyba nie do końca rozumie sytuację, z jakichś powodów, choć przecież mnie wezwał, nie jest pewien tego, co się dzieje. Pozostaje mi mądra powściągliwość — zarówno w gestach jak i słowach. Nie zamierzam interweniować i pytać czy wszystko jest w porządku. Przynajmniej do czasu, kiedy uznam, że Avery „wylądował”. Przynajmniej do czasu, kiedy stwierdzę, że interwencja jest konieczna, bo sytuacja wymyka się spod kontroli. Zajmuję się znów sączeniem alkoholu i kiedy wreszcie Cassius próbuje przemówić, zamieniam się w słuch.
Odnotowanie, że chodzi o jego syna jest niezwykle istotne, bo dodaje do ważkości sprawy. Nie jestem tu z byle powodu i czuję ciężar potencjalnie podjętych decyzji. Dobra pamięć pozwala przynajmniej na ten moment uniknąć zbędnego siłowania się z teczką i pergaminem.
Intuicyjnie sądzi się, że powód kalectwa może namieszać, sprawa wygląda jednak tak, że zazwyczaj protetyka stosowana jest właśnie tam, gdzie magia zawodzi. I o ile magia w kwestiach uszczerbków permanentnych, doświadczanych przez obecność czarnej magii bądź kąśliwych klątw, nie radzi sobie dobrze, o tyle proste, mechaniczne rozwiązania są często remedium na poważne bolączki. Schody zaczynają się wprawdzie w momencie wyboru połączenia protezy z ciałem ale i to nie jest rzecz nie do obejścia. Jeśli integracja bezpośrednio z nerwami nie zadziała, to poradzimy sobie bardziej tradycyjnie, korzystając z mięśni, które działają powyżej. Jedynie zakres ruchów będzie nieco gorszy.
— Mogę powiedzieć, że w przypadku takich ran, często protetyka to jedyne wyjście z sytuacji. Działam tam, gdzie wszystko inne zawodzi. — Uspokajam go. Powoli układam w głowie plan — działam na zasadzie wyćwiczonych mechanizmów. Z miejsca rozważam najrozsądniejsze materiały, które będą współgrały z dziecięcą plastycznością tkanek. Dodaję następne cegiełki w miarę rozwijania historii. Przezornie Avery zahacza o kwestię poufności. Nic dziwnego. Dziecko, które ma kontakt z przedmiotami przeklętymi nie jest codziennością i raczej nie zwiastuje niczego dobrego. Kłopoty. Oczywiście. A czegóż innego mogłem się spodziewać. Zdaje się, że gwarant poufności to również gwarant mojego bezpieczeństwa. Kiwam głową.
— Oczywiście, na to może pan liczyć. Zresztą, w żadnym z rozwiązywanych przeze mnie przypadków nie stosuję innej zasady. — Każdy ma prawo do prywatności na takich samych zasadach. Jest to święta świętość, nawet dla człowieka takiego jak ja.
Przez moment zapominam o dziwnym zachowaniu mojego pracodawcy. Wszystko zmienia się jednak, kiedy porusza się paranoicznie i pyta o dźwięk, który musiał go zaniepokoić. Z tym że… że nic tu nie słychać.
Bądź niczym medyk…
Potrząsam lekko głową z nutą zatroskania. Może niepotrzebnie?
— Nie, nic… Lecz widzę, że pana coś zaniepokoiło. — Decyduję się, aby zauważyć problem. Układam szklankę na kolanach, oplatam ją palcami. Avery wraca do tematu pierwotnego.
— Jeśli chodzi o sam problem sprawności w dłoni… czy oglądał go chirurg? Wypowiadał się na temat uszkodzenia mięśni i nerwów? Ja działam tam, gdzie jest faktyczny brak czyli teoretycznie tam, gdzie owe palce. Obejrzę jednak wszystko dokładnie i wtedy będę mógł powiedzieć nieco więcej. — Potem myślę przez chwilę i kontynuuję. — Generalnie dłoń jako taka i wszelkie protezy, które mieszczą się w obrębie kończyn górnych, są w pewnym sensie moim głównym obszarem zainteresowań. Chodzi o to, że faktycznie ich wykonuję najwięcej i najwięcej różnorakich przypadków zdołałem poznać. Utrata palców czy całej dłoni… Zwykle przy dość… dość nieprzyjemnych sytuacjach — mówię sugestywnie, aby miał świadomość, że byle nóż nie odcina bezpowrotnie paliczków u osób posługujących się magią. — Myślę, że uda nam się tu podziałać, ale póki nie poznam dokładnie pana syna… ciężko mi wyrokować, na jakich konkretnych mechanizmach będziemy pracować. Chodzi mi o efektywność protezy. Ta uzależniona jest od tego, co pozostało w dłoni i czy mięśnie oraz nerwy odpowiednio reagują w miejscu rany. Póki co, to rozmowa czysto teoretyczna.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#8
Cassius Avery
Śmierciożercy
Haunted spirits in my head, the thoughts themselves are the thinkers
Wiek
32
Zawód
badacz umysłów, pracownik MM, zaklinacz
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
0
25
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
5
Brak karty postaci
01-02-2026, 15:10
Stan, w jakim się znajdował, rzeczywiście niczego nie ułatwiał. Wręcz przeciwnie. Spotkanie, mające w założeniu mieć charakter zupełnie rutynowy, chociaż obarczone specyficzną dyskrecją. przebiegało nie do końca po jego myśli. Kolejne wątki chwilami wymykały mu się z rąk, a raczej pamięci, a mimo braku najdrobniejszej nuty dociekliwej ewaluacji widocznej w brązowych tęczówkach, wiedział, że był poddawany szczegółowej analizie. Podejrzliwość wzmagał nie tyle brak zaufania, ale wewnętrzne rozdarcie, poczucie podskórnego zażenowania, bo oto miał wrażenie, że z twarzy opadała mu wbrew własnej woli wypracowana przez lata maska nieprzeniknionej powierzchowności.
Mężczyzna zdawał się jednak nie reagować na dziwne, nawet w jego własnym przekonaniu, zachowanie. Cassius nie wiedział, czy powinien brać to za przejaw dobrych manier, tak pożądanej dyskrecji, przystosowania do panującej w tych szczególnych kręgach umownej zmowy milczenia nakazującej przymknąć oko na niezrozumiałe dziwactwa, czy raczej wynik wystudiowanej dyplomacji graniczącej ze zrozumieniem, że cel wizyty był jeden - znalezienie rozwiązania na postawiony problem, a roztrząsanie i wyciąganie na wierzch spraw niezwiązanych z gwoździem programu nie należało do jego obowiązków, leżało wręcz daleko poza nimi.
W chwilowym rozkojarzeniu zamknął twarz w objęciach dłoni, rozmasowując skronie, przeczesując palcami ułożone w nieładzie włosy, jakby te kilka gestów miało wypłoszyć z podświadomości czającego się tam czarta. Wsłuchał się w rzeczowy ton Lysandra, wyłapał uspokajający ton. Próbował wyrównać oddech, a tym samym wynurzyć się na sama powierzchnię rzeczywistości, własnej świadomości - opuścić strefę pod powierzchnią, pełną dziwnych, nierealnych przeczuć, w której z jego ust wydobywały się niedorzeczne rzędy źle dobranych słów.
- Bardzo słusznie, bardzo słusznie - powtórzył w zamyśleniu. Wbrew zagubieniu umysłu, był w stanie zrozumieć, że w głowie pana Hatleya już teraz rysował się plan, a w każdym razie jego zarys. Doceniał podobną zdolność natychmiastowego dopasowywania się do sytuacji, wyciągania wniosków pozwalających uczynić z niewyraźnie rysującego się przed oczami labiryntu drogi prostej i pozbawionej nieprzewidzianych przeszkód i pułapek.
Mógłby przysiąść, że usłyszał szept… Cichy, ale mimo to przewiercający się przez czaszkę, sięgający niemal do głębi jestestwa. Cassius potrząsnął głową, kilkakrotnie uderzył otwartą dłonią w czoło. Przygryzł wargę. Wtedy właśnie wynalazca zdecydował się zauważyć problem.
Przed udzieleniem odpowiedzi ratuje Cassisusa skrzypnięcie drzwi. W progu pojawia się Blake. Wyprostowany, z dumnie uniesionym do góry podbródkiem, jest niemal kopią ojca. Wita się głośno z gościem, w trzech krokach staje za fotelem zajmowanym przez Avery'egp. W jego postawie nie czai się nawet cień niezdecydowania, zagubienia czy zakłopotania. Wziął na barki ciężar niedawnej klątwy, wolny od jej bezpośrednich, niebezpiecznych konsekwencji, wydaje się wręcz z dumą dźwigać swoje nagłe brzemię - niezapowiedziany brak palców. Jakby nic sobie nie robił z ich braku. Czy Cassius powinien być dumny? Czy może zaniepokojony pustką odbijającą się w spojrzeniu syna - namacalnym dowodzie na to, że Thalia Avery także po niego wyciągnęła swe szpony? Czy Blake maczał palce w tej dzisiejszej, sennej maskaradzie? Avery z całej siły tłumi w sobie falę nagłej paranoi zdającej się przejmować władzę nad całym jego ciałem. Zaciska palce na skórzanych oparciach fotela, aż bieleją mu knykcie.
- Tak, niestety nic nie był w stanie zrobić - odchrząknął. - Oczywiście przekażę panu całą niezbędną dokumentację. Wyniki badań, analizy. Wydaje mi się, że mięśnie zostały oszczędzone. Niech sam pan zresztą spojrzy. Blake, pokaż Panu Hatleyowi dłoń. - Zachrypnięty ton z łatwością przeradza się w rozkaz. Chłopiec posłusznie zbliża się do wynalazcy. - Rozumiem, że taka pierwsza konsultacja nie da panu pełnego obrazu. Gotowy jestem ugościć pana ponownie, czy też odwiedzić pana w atelier, podejrzewam, że dostęp do wszystkich niezbędnych urządzeń zdecydowanie ułatwi Panu diagnozę i pozwoli ustalić szczegółowy plan postępowania.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#9
Lysander Hatley
Czarodzieje
Marność nad marnościami
Wiek
25
Zawód
twórca magicznych protez w Howell's Hand
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
7
10
Magia Lecznicza
Eliksiry
15
4
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
10
Brak karty postaci
05-02-2026, 21:48
Mówię dużo, bardzo dużo. Wszystko to wynika z konieczności tłumaczenia poszczególnych zagadnień, co w obecnej sytuacji bardzo mi odpowiada. Słowa zapełniają bowiem dzwoniącą w uszach ciszę oraz rodzący się dyskomfort. Stanowią pewną oś spotkania, budują bezpieczeństwo, a także są gwarantem tego, że trzymamy się tematu. Nie ma miejsca na zbędne dywagacje i to, co może sprowadzić nas na niekoniecznie pożądany tor. Tak jest w kontekście mojej uwagi co do samopoczucia gospodarza. Reaguję tylko i wyłącznie dlatego, że odpowiedzialność za cudze samopoczucie jest we mnie zakorzeniona poprzez pełnioną profesję. Choć na co dzień nie pracuję z ludźmi potrzebującymi natychmiastowej pomocy, to jednak wciąż pozostaję medykiem. Zmyślne mechanizmy, metal, skóra, silikon, choć są większością mojej codzienności, to nie przysłaniają nigdy osoby człowieka, bo to człowiekowi pomagam, nie dla samego konstruowania żyję. Dojrzewa więc we mnie decyzja, aby podejść do Avery’ego i sprawdzić zgodnie ze sztuką, czy aby na pewno nie potrzebna jest tu jakaś interwencja medyczna. Ufam też, że nie poczyta sobie tego jako zniewagę czy złą sugestię, to tylko troska, którą powinienem wyrazić. Nie udaje mi się jednak ostatecznie wprowadzić w czyn moich myśli, bowiem drzwi otwierają się przed postacią chłopca. Stoi pewnie, nie jak ktoś, kto niedawno doświadczył tragedii. Czy to normalne? Czy tak to powinno wyglądać? Myślę po chwili, że mój osąd jest bardzo surowy, bowiem sam, kiedy przeżywałem swoje załamania, nie chciałem, żeby ktokolwiek to po mnie widział. Pozostawała jednak kwestia wieku — syn Cassiusa był o wiele młodszy ode mnie w tamtym czasie. Kilka lat robi różnicę.
Uśmiecham się łagodnie i kiwam głową na powitanie. Słucham też uważnie wyjaśnień ze strony Avery’ego, to rozjaśnia mi nieco sprawę. Już wiem na czym stoję, choć to wciąż odległe od pełni poznania oraz postawienia diagnozy.
— Myślę, że to rokuje dobrze — odpowiadam. Pozwalam, żeby chłopiec wyszedł przed ojca i swobodnie wyciągnął dłoń. Ja sam w tym czasie, rozchylam torbę, którą ze sobą przyniosłem i wyciągam z niej miarkę i jeszcze kilka przyrządów, którymi zbadam czucie w dłoni. Zachęcam go, aby podszedł nieco bliżej, sam wychylam się z fotela nieco tylko, aby móc sięgnąć do okaleczonej dłoni.
— Blake? — rzucam uprzejmie i znów się uśmiecham. — Jestem tu po to, żeby ocenić, w jakim stanie jest twoja ręka. Tworzę protezy i na prośbę pana Avery, będę pracował nad taką, która umożliwi ci pełnię funkcjonowania. Jednak, żeby to zrobić, muszę zmierzyć twoją dłoń i wykonać kilka testów. — Wyjaśniam cierpliwie, jak najłagodniej potrafiąc. Potem zwracam się do Cassiusa. — Sprawdzę czucie powierzchniowe i może zacznę głębokie, ale faktycznie, do pełni badania będę potrzebował większej ilości sprzętów, a te niestety pozostają w pracowni. — Chcąc nie chcąc będą musieli się pofatygować, nie robię aż takich wyjątków dla klientów, jeśli są sprawni ruchowo. Chyba… chyba, że ktoś mnie przyciśnie. Nie czekam na odpowiedź, tylko zabieram się do pracy. Najpierw sprawdzam procent utraty każdego palca, dokładnie notuję, które stawy są zachowane. Mierzę kilka obwodów, aby sprawdzić powierzchnię potencjalnych połączeń. Potem przychodzi czas na badanie czucia, więc proszę chłopca o to, żeby usiadł wygodnie na moim miejscu.
Piórko, wacik, kartka papieru — każdym z przedmiotów dotykam palców i notuję reakcje. Zaczyna niepokoić mnie palec wskazujący, bowiem zdaje się najsłabszy. Kolej na czucie bólu. Do tego posłuży mi cieniutka igła. Pokazuję ją chłopcu, następnie Cassiusowi.
— To będzie tylko lekkie dotknięcie, nie będzie kłucia do krwi — uspokajam. — Proszę cię tylko, jeśli faktycznie coś poczujesz, daj znać. Nie próbuj znosić więcej, niż możesz, to bardzo ważne dla badania i dla odpowiedniego dobrania protezy — wyjaśniam. Nie ma tu miejsca na udawanie bohatera, nawet wtedy, gdy patrzy ojciec. Przy badaniu moja obawa potwierdza się — palec wskazujący, a właściwie to, co po nim zostało, ma dość mocno cofnięte czucie. Pojawia się ono w zasadzie niemal u samego śródręcza. Ale to przecież nie wszystko. Pozostaje jeszcze badanie czucia głębokiego, co będzie tylko małą zajawką pełni diagnozy.
— Dobrze sobie radzisz, Blake — wyznaję, chcąc go zmotywować, nie zamierzam, przynajmniej teraz, komentować każdego problemu. — Teraz poproszę cię o zawiązanie sobie na oczach opaski, ważne, abyś nie podglądał — Podaję mu miękki kawałek materiału. Kiedy wykonuje polecenie, tłumaczę resztę. — Będę teraz poruszał każdym z twoich palców, a ty będziesz miał za zadanie powiedzieć mi, w jaki sposób to robię. Przećwiczymy na zdrowej ręce, dobrze? — Następnie poruszam zdrowym kciukiem góra, dół, wyciągam go lekko w prawo, potem w lewo. Odpowiada poprawnie, więc ćwiczymy jeszcze trochę, by wreszcie zacząć badać właściwą dłoń. Tu wyraźnie się miesza, nie jestem pewien, co jest przyczyną. Może stres? Będę musiał sprawdzić to jeszcze raz. Wreszcie, zdejmuję opaskę i chowam przyrządy do torby. — Dziękuję, ci, Blake. Dobrze się spisałeś. — Nie wiem czy ta pochwała w ogóle do niego trafia. — Panie, Avery, jeśli moglibyśmy jeszcze przez chwilę porozmawiać w dwójkę, aby ustalić resztę szczegółów. Myślę, że Blake na ten moment może już odpocząć — Proszę.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#10
Cassius Avery
Śmierciożercy
Haunted spirits in my head, the thoughts themselves are the thinkers
Wiek
32
Zawód
badacz umysłów, pracownik MM, zaklinacz
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
0
25
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
5
Brak karty postaci
07-02-2026, 19:35
Był mimowolnie wdzięczny, że gość niemal przejął inicjatywę, biorąc na siebie ciężar prowadzenia rozmowy. Wydawał się być w swoim żywiole, co w obecnych okolicznościach było Cassiusowi więcej niż na rękę. Gdyby musiał ciągnąć Lysandra za język, wymuszać na nim przedstawienie konkretnego zarysu przyjętego planu, nie tylko zwątpiłby w jego kompetencje i wartość oferowanych usług, ale też najpewniej nieumyślnie skierowałby rozmowę na tory, których później mógłby żałować.
Wciąż czuł się nieswojo, jakby stał na granicy dwóch światów, nie mogąc zdecydować, który z nich jest tym właściwym. Ten, w którym powtarzalność wydarzeń wydawała się nieodłącznym elementem rzeczywistości, czy ten, w którym czuł się jak na kacu — rozkojarzony, rozbujany, bez możliwości uporządkowania myśli. Nagle ogarnęła go chęć powrotu na łoże w sypialni na piętrze, lecz spotkanie jeszcze się nie skończyło. Musiał wytrwać do końca.
Odczuwał pewien rodzaj dumy, widząc, jak Blake, niemal bez wysiłku, staje przed mężczyzną bez zażenowania, nie okazując ani bólu, ani niepokoju. Jakby zupełnie nie przejmował się przeciwnościami losu, jakby utrata palców była czymś na porządku dziennym. Może wziął sobie do serca powtarzaną maksymę: co cię nie zabije, to cię wzmocni. A może, zgodnie z rodzinnym mottem babki, wyzbył się strachu przed nieznanym. Albo po prostu tak skutecznie krył prawdziwe uczucia, obawiając się reakcji ojca. Ten w końcu nie zostawił na nim suchej nitki, gdy dowiedział się, że syn zapuścił się w zakamarki pałacu dotąd mu zakazane. Nie miał do nich wstępu, a mimo to nie tylko przekroczył niebezpieczne progi pracowni, ale i lekkomyślnie dotknął zaklętego przedmiotu, który tam się znajdował. Przecież nie wychowywał go na bezmyślnego głupka!
Nagła złość na chwilę rozpaliła jego pierś, ale stłumił w sobie pokusę posłania młodzieńcowi karcącego, pełnego wyrzutu spojrzenia. Już swoje wycierpiał. I nie był to może najwłaściwszy moment na prawienie kolejnych morałów.
Cassius obserwował z uwagą poczynania mężczyzny, konstatując, że nie tylko w mowie, ale i w kolejnych gestach objawiało się niewątpliwie doświadczenie mężczyzny. Już teraz musi pamiętać, żeby podziękować Dolores za to, że go poleciła. Hatley wydawał się mieć prawdziwy talent - mimo swojej plugawej krwi. Była to jedyna wątpliwość, która początkowo odwodziła od nawiązania kontaktu z wytwórcą protez. Jednak doskonała opinia, którą się cieszył, przeważyła szalę. Cassius skrzywił się lekko, ale ukrył grymas za wystudiowanym ruchem dłoni, jakby w zamyśleniu przecierał podbródek. Trudno, Blake musiał być sprawny. A to wymagało pewnych poświęceń.
Przechylił lekko głowę, gdy oczy chłopca zasłoniła ciemna opaska. ]Ciekawa metoda, pomyślał. Dopatrywał się w niej inspiracji dla własnych działań — czy podobne rozwiązanie nie pozwoliłoby mu wzmocnić umiejętności legilimencji? Gdyby nie musiał utrzymywać kontaktu wzrokowego z obiektem badań, przebijanie się przez obcy umysł mogłoby okazać się znacznie łatwiejsze. Już teraz pracował nad tym, by rzucać zaklęcie swobodnie, jedynie w myśli, bez konieczności wypowiadania go na głos. Każda drobna cegiełka, która mogła usprawnić jego zdolności, była dla niego cenna jak złoto.
— Możesz wrócić do siebie — rzekł, tonem ponownie nieznoszącym sprzeciwu. Chłopiec skinął głową na pożegnanie i zniknął za drzwiami.— Co wykazały testy? — zapytał rzeczowo, spoglądając na mężczyznę z wyczekiwaniem. — Tak jak wspominałem, jeśli zajdzie taka potrzeba, pojawimy się u pana w pracowni.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): 1 2 Dalej


Skocz do:

Aktualny czas: 14-02-2026, 22:05 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.