• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Południowy Londyn > Most kolejowy Bermondsey
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
14-06-2025, 18:35

Most kolejowy Bermondsey
W dzielnicy Southwark, nieopodal Bermondsey Street i Druid Street, biegnie potężny, wiktoriański most kolejowy, będący częścią linii prowadzącej do London Bridge Station. Zbudowany z czerwonej cegły i stalowych przęseł, opiera się na szeregu ciężkich, łukowatych filarów. W dzień dudni od nieustającego ruchu pociągów — osobowych i towarowych — które przetaczają się z łoskotem nad głowami przechodniów. Przejścia pod mostem są niskie i ciemne, o wilgotnych ścianach i śladach po zaciekach. W niektórych miejscach powietrze drży od wibracji, a z przęseł sypie się pył cegieł i rdzy. Dźwięk przejeżdżającego składu odbija się echem w ciasnych uliczkach Bermondsey, nadając temu fragmentowi miasta industrialny, nieco posępny charakter.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Arthyen Borgin
Śmierciożercy
But you're everything to me. You deepen the red of my blood
Wiek
25
Zawód
likwidator stworzeń, przemytnik
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
7
OPCM
Transmutacja
8
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
21
15
10
Brak karty postaci
16-02-2026, 13:09

Misfortunes never come singly
6 maja 1962

Dzielił i rządził, jakby życie było pokładem ciężkiego okrętu, zaś on nawigatorem, który rozumiał, jak ustawić takielunek, by wiatr ― nawet przeciwny ― pracował na jego korzyść. Nie wierzył w przeznaczenie; wierzył w naprężenie lin, w odpowiedni kąt żagli, w chłodną ocenę prądów. Trzeźwość umysłu rozbierał na trzy filary: bezpieczeństwo, kontrolę i akcję–reakcję. Dwa pierwsze budował jak twierdzę ― kamień po kamieniu, kontakt po kontakcie, przysługę po przysłudze. Ostatnie zaś… ostatnie bywało zdradliwe. Akcja–reakcja była jak źle zastawione wnyki ― obiecywała szybki efekt, a przynosiła przedłużoną agonię. Zwierz, który nie ginął od razu, zaczynał myśleć. A myśląca ofiara potrafiła stać się drapieżnikiem. Nauczony został dostrzegania pewnych składowych. Widział, jak ludzie, którym pozostawiono cień nadziei, potrafili gryźć do kości, byle tylko nie oddać ostatniego tchu w ciszy.
Dlatego nie zostawiał cieni.
Albo kończył sprawy definitywnie, albo wcale.
Na ten dzień czekał długo ― może zbyt długo, by przyznać to komukolwiek. Sprawa była z tych, które trudno spartaczyć, wielu potrafiłoby to uczynić przez chciwość, pośpiech albo głupią potrzebę popisu. Wygasił plotki metodycznie, jak gasi się tlące się pod deskami ogniska. Jednemu podsunął inną sensację. Drugiemu przypomniał stary dług. Trzeciemu pozwolił uwierzyć, że to jego pomysł. Dziel i rządź ― nie jako hasło, lecz jako odruch mięśni. Zdawało mu się, że zarobek pochwyci pierwszy. Już czuł w dłoniach ciężar sakiewki, wyobrażał sobie metaliczny zapach świeżo przeliczonych monet. Zacierał palce z przyjemności wyobrażenia późniejszej kalkulacji ― ile z tego obróci, ile zatrzyma, ile zainwestuje w przyszłe posunięcia. Pieniądz nie był dla niego celem. Był paliwem. Napędem do czynienia więcej i brania bardziej.
Coś zawsze musiało nastręczyć widoczność kłębiących się problemów, kłód pod nogami i ukrytych przeszkód, które czekały, by przewrócić go na plecy. Nie dotykaj, nie myśl, działaj ― mantra, która w teorii działała idealnie. W praktyce? Wszystko właśnie się spierdoliło. Jak, do diabła, miał wciąż działać, skoro cały plan rozsypał się na kawałki?! Ktoś wystrychnął go na dudka, potraktował jak ciekawskiego nochala, który zagląda tam, gdzie nie powinien. W jednej sekundzie strzepywał z kurtki skórzanej pyłki spadające z przęseł kolejowych, mknące w dół jak drobne ołowiane kule. Brud od lat użytkowanego materiału przylepił się do niego bez pytania, a jeszcze zanim zdążył nabrać oddechu, dobiegł go skowyt i atak zza winkla, nagły i precyzyjny jak nóż pod żebrami. Przepastność obcego akcentu wbiła się w przestrzeń jak stalowy klin ― norweski polot, rytm obcego głosu i pewność, z jaką ktoś przejął inicjatywę. Gdzieś w tym wszystkim pobrzmiewał zadowolony animusz nowego nabywcy, ktoś, kto wyglądał, jakby właśnie odkrył, że świat należał do niego. Kurwa jego mać.
Borgin poczuł, jak adrenalina zaczyna palić w żyłach, jak każdy nerw w ciele gotowy jest do natychmiastowej kontry.
Bolączki ominięcia zaklęcia paliły w mięśniach, a potem pięści poszły z dymem, zostawiając po sobie opary i wibracje uderzeń, które wciąż dudniły w czaszce. Każdy ruch był napięty jak sprężyna, każdy oddech ciężki, przyspieszony przez nagłą falę adrenaliny. Zachwiał się, niemal ryjąc ciałem o postument kolejowego wspornika, a świat wokół rozjechał się w nieregularnych falach. Szubrawiec, ten cholerny wytrawny prowokator, sturlał się pięknie ku dołowi, jakby sam podążał za własnym widowiskowym planem. Kurtyna chaosu zdawała się powoli opadać, gdy w ostatnich, litościwych promieniach słońca dojrzał znajomą twarz. Znajomą, a jednak niepokojąco obcą w tym kontekście.
― Ty... ― Znał tego jegomościa. Tak, znał, choć musiał wyostrzyć wzrok, skupić wszystkie resztki uwagi, by wydobyć szczegóły z rozmytej sylwetki. Zaraz… pamięć zaskoczyła go z całą siłą. Rozjebał mu jakiś czas temu biznes, przez który napatoczył mu problem na kark. Pili razem niedawno ― rosyjskie specjały; zawody w cynizmie i walnięcie w stół. Pierdolony Francuz. ― Znowu kurwa Ty?! ― Wściekłość zmieszała się z rozbawieniem i nagłym poczuciem przewagi; znajomość tworzyła przestrzeń, którą mógł teraz wykorzystać. Wzrok przesunął się po twarzy przeciwnika, łapiąc drobne oznaki możliwości działania. Różdżka w dłoni zdawała się żyć własnym życiem, napięta, gotowa do ruchu: ― Everte Statum! ― Czas zająć się szkodnikami tejże ziemi.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Axel Devereaux
Czarodzieje
Je est un autre.
Wiek
25
Zawód
Tancerz, Złodziej, Kelner w Białej Wiwer
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
12
16
Brak karty postaci
26-02-2026, 13:17
To była sieć, misternie utkana przez cale pokolenia pająków, przenosząca informacje w każdy zakątek Nokturnu, Londynu i całego magicznego świata. Subtelne wibracje sięgały dalej, niżby się mogło wydawać i trafiały do odbiorców tak dalece nieoczywistych, że trudno było przewidzieć, do czyich uszu co doszło. Axel mial niewiele czasu, aby nauczyć się funkcjonowania w tej delikatnej strukturze, tak by nie zerwać swoich połączeń i by rozumieć, jakie treści są przekazywane, a potem skutecznie je przesiewać, by wybrać z spośród nich te prawdziwe.
Często na własną rękę sprawdzał, ile było prawdy w doniesieniach, czujne obserwując z daleka pewne wydarzenia, by z garścią informacji móc zarobić na tym kilka galeonów. Nie mógł się mylić i nie mógł się wahać, bo każda sekunda stracona na myślenie kosztowała, często galeona, czasem zdrowie, a nawet i życie.
Poniekąd nie był to jego życiowy cel, to nawet nie była opcja w jego kalkulowaniu. Dla Axela ciało było najcenniejsze. Praca w Soho naznaczyła go pewnym zdystansowaniem do niechcianego dotyku, sprawiała że intymna cielesność nie była sposobem na wyciąganie informacji. Dlatego teraz tym bardziej nie ryzykował. Mógł zrobić więcej, salta i wspinanie się nie było problemem, ale zawsze z tylu głowy była obawa, że nie trafi albo przekalkuluje.
Dziś postanowił stać się cieniem Borgina, podążać jego śladem i sprawdzić, co za łakomy kąsek na niego czeka. Axel nie byłby sobą, gdyby nie postanowił zyskać cos dla siebie i tutaj nawet nie chodziło o konkretną osobę, to nie było nic personalnego. W końcu jakiś czas temu zalali się w trupa wesolutcy jak starzy przyjaciele. To był inny świat, w którym nie było przyjaźni, zaufania i przysług.
Wykorzystał moment, huk metalowych kół uderzający o tory był jak zasłona, w powietrzy świsnęły zaklęcia, ale ich trzask utonął w jednostajnym tumulcie. Wystarczyło mrugniecie, by wynik był jednoznaczny, był jeszcze inny gracz. Jego wzrok padł na Borgina, krzywiący się pod konstrukcja spoglądał na niego. Ale to nie Devereaux rzucał zaklęcia, nie mial w dłoni różdżki, on wykorzystywał chaos, pragnąc zniknąć w unoszącym się kurzu i tylko jego błękitne oczy błyskały w tej monochromatycznej kolorystyce ciała, włosów i ubrań.
Axel drgnął, czując skupienie na sobie, stal się celem i jego ciało w instynktownym odruchu napięło się. W dłoni pojawił się zarys różdżki, obejmował palcami jej całą długość i jedynie ostry czubek wystawał poza długie palce.
- Protego! - Warknął widząc, że za oburzeniem idzie zaklęcie. To on stał się celem, pomimo że nie wszedł teraz w drogę Borgina, on spijał śmietankę z tego spotkania, by informacja poszła w świat, za odpowiednią cenę. Czar Borgina uderzył z hukiem w wyczarowaną w ostatniej chwili przez Axela tarczę, siła uderzenia rozbiła magiczna taflę w drobny mak, a Axel wycofał się. - I co się wściekasz? - Warknął powstrzymując się od magicznej riposty. Axel rzadko walczył, raczej unikał i uciekał, niż podejmował wyzwanie licząc się z tym, że po prostu walka była za zwyczaj zbyt kosztowna. Różdżki nie opuszczał, mając ją wycelowana w Borgina. Sam fakt, że Arthyen w niego celował sprawiał, że Devereaux czuł jak strach wspina się o jego kręgosłupie. Nie lubił tego widoku, nie od kogoś, kto nosił za sobą charakterystyczny swąd czarnej magii.
- Znasz zasady. - Dodał juz spokojniej, prostując się, spoglądając w dół na mierzącego w niego Borgina. - Tym razem to nie ja i nie wyzywaj się na mnie. - Tancerz szybko rzucił wzrokiem wokół, upewniając się, że nie ma tutaj nikogo, kto może go zaatakować z innej strony. Zostali sami, pociąg przejechał a wiadukt osnuł kurz po przetoczeniu się ciężkiego składu.

Rzut na Protego: 63 + 5 OPCM = 68
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Arthyen Borgin
Śmierciożercy
But you're everything to me. You deepen the red of my blood
Wiek
25
Zawód
likwidator stworzeń, przemytnik
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
7
OPCM
Transmutacja
8
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
21
15
10
Brak karty postaci
04-03-2026, 11:54
Nie cierpiał ― w swojej prywatnej, wypaczonej systematyce ― dwóch pełzających gatunków na bezkresie ziemskiego padołu. Mugoli i szczurów. Jednych za beznadziejność żywota, za wślizgiwanie się w struktury, które nie były dla nich zaprojektowane, za rozcieńczanie krwi świata, który uważał za należny czarodziejom. W jego narracji bez nich nie byłoby tylu zatargów politycznych, tylu ustrojowych eksperymentów rozrywających tkankę porządku, niosących więcej śmierci niż najostrzejsze, lecz uczciwe niedogadanie się nacji czarodziejów w odległych zakątkach globu. Prosta, brutalna selekcja zamiast przewlekłej degeneracji ― tak to sobie tłumaczył. Szczury zaś były bardziej przyziemne w swej winie. Niosły choroby, niszczyły mienie, podgryzały fundamenty, aż konstrukcja waliła się niepostrzeżenie. Szczurami nazywał imigrantów panoszących się po ukojnych dróżkach angielskiej rzeczywistości — w jego oczach wciskających nochale tam, gdzie robota zapowiadała się dobrodziejnie, gdzie widmo łatwego zarobku migotało jak przynęta. Bez kiwania dłonią i różdżką, bez ryzyka, bez odpowiedzialności. Wejść, wziąć, zniknąć. Pasożytnictwo jako strategia.
Pamiętał tamtą noc ― gdy upili się jak dwoje druhów znających się od zawsze. Alkohol zatarł granice, stworzył iluzję wspólnoty, chwilowy mutualizm dwóch organizmów, które na co dzień stały po przeciwnych stronach barykady. Śmiech był szczery, ramiona ciężkie od braterstwa, słowa płynęły bez kalkulacji. Dziś Francuzik pozostawił niesmak. Osad na języku, którego nie dało się spłukać piwem ani pogardą. W krótkiej, niebezpiecznej perspektywie chwili poczuł chęć, zwyczajnie osobistą. Chciałby narobić mu nędzy. Dla przyjemności. Dla rozrachunku. Zobaczyć, jak skacze, niczym szczur w klatce bez wyjścia, jak odbija się od prętów własnych decyzji.
― Nikogo innego tutaj nie widzę... No, pomijając tamtego gada, który się potoczył z nasypu ― Bawił się dobrze ― nawet bardzo dobrze, przyznałby to bez krzywienia warg, gdyby ktoś wymagał od niego szczerości. Napięcie, które zwykle osiadało na barkach, rozpraszało się w powietrzu, rozcieńczone pazernym uśmieszkiem i tym szczególnym rodzajem gry, w której człowiek staje się zarówno łowcą, jak i reżyserem cudzego dyskomfortu. Nawet limo zdobyte przed trzema dniami nie pulsowało na nerwach tak natarczywie jak wczoraj; siniak był tylko fizjologiczną pamiątką, a nie sygnałem ostrzegawczym. Tutaj mógł się zabawić. Dobrotliwie ― w swoim rozumieniu tego słowa. ― Ostatnio nawet pomyślałem, że doszliśmy do meritum sytuacji, szczurze. Wtryniasz się, gdzie nie powinieneś być...
Niekiedy nękanie ludzi bywało ciekawsze niż ganianie za zwierzakiem po lesie. Zwierzę reaguje schematycznie: ucieka, kluczy, walczy albo pada. Człowiek jest bardziej skomplikowany ― jego strach fermentuje, jego duma próbuje utrzymać pion, jego kłamstwo rodzi się w ułamku sekundy między bodźcem a odpowiedzią. To była prawdziwa partytura napięcia. W lesie finał bywał prosty: bełt wbity między tkanki, krótkie drgnięcie mięśni, cisza. Chybić? Wtedy zaczynała się pogoń za szlakiem krwi, którą torował metal. Tropienie do momentu, aż organizm wyczerpany utratą płynu życia sam poddawał się grawitacji.
Tu również tropił ― tyle że spojrzenia. Zerkał czujnie tu i ówdzie, jakby któryś z obecnych miał plecy w postaci skrytych w cieniu sylwetek, jakby zza filara miała wysunąć się obca interwencja. Paranoja? Nie. Higiena przetrwania. ― Czego się dowiedziałeś, kolego? ― monotonia głosu osiadła na laurach, ukrywając wcześniejsze zdenerwowanie. Był grzeczny, igrający z tamtym; krok do przodu dla wyczucia i obserwacji reakcji. Axel był czujny jak mało kto, cóż za wyrafinowana reakcja! ― Nie bądź pazerny ― Różdżka podrygiwała pod palcem wskazującym, lekko, niemal wesoło. Jak batuta dla orkiestry, której był jedynym dyrygentem. Wystarczy drobny ruch nadgarstka, by zmienić tonację wieczoru ― z rubasznej w minorową, z niewinnej w bolesną. ― Tarantallegra.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Axel Devereaux
Czarodzieje
Je est un autre.
Wiek
25
Zawód
Tancerz, Złodziej, Kelner w Białej Wiwer
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
12
16
Brak karty postaci
25-03-2026, 12:04
Axel wychodził z założenia, że pewne poglądy powinny nie opuszczać ram umysłu i nie kiełkować na języku jako słowa, które nagminnie doprowadzały o waśni, sporów i krzywdy. Jednakże w pewnym zakresie nawet i jemu zdarzało się wyrażać swoją opinię i w przypadku mugoli był w stanie zrozumieć poglądy Borgina. Niegdyś dla niego byli po prostu przezroczystym tłumem, z którym nie mial zbyt wiele do czynienia. Lecz stając na progu swej niedoli coraz bardziej był skazany na ich towarzystwo, wpływy i poznawał ich coraz bardziej. A to, co klarowało się przed jego oczami, wcale nie napawało go pozytywnymi emocjami do mugolskiej części świata.
Dla Axela mugole byli istotami małostkowymi, agresywnymi i egoistycznymi, którzy za nic mieli wzajemne wspieranie się. Doświadczył drugiej największej krzywdy w swoim życiu właśnie od mugoli, którzy rozpychając się łokciami nie pozwolili mu na występ na scenie. Do dziś nosił w sobie blizny tych wydarzeń, które przez długi czas nie pozwalały stanąć mu na nogach.
Postrzeganie jego jako szczura było wręcz obraźliwe. Axel nie wpychał się na sile na angielska ziemię, jego motywacje były inne i czuł się w tej chwili jako ktoś bez pochodzenia, bez ojczyzny i bez tożsamości. Chociaż tęsknota za Paryżem była okrutnie silna, a jego język nie potrafił zapomnieć francuskich słów. On szukał swojego miejsca na ziemi i ciężko pracował, by utrzymać się na powierzchni. Nie wyciągał rak do nikogo, by dal mu cos za darmo, bo doskonale wiedział, że tym sposobem jedynie będzie dryfować na morzu przeciętności.
Jeszcze niedawno byli sobie równi, byli sobie braćmi i kumplami z kuflami piwa w dłoniach. Lecz kalejdoskop wydarzeń postanowił się obrócić, przemienić los i zmienić punkt widzenia. Teraz stali naprzeciwko siebie mierząc się wzrokiem, unosząc różdżki przeciwko sobie. Axel walczył z dyskomfortem tego obrazu, pełzający pod skórą strach podpowiadał mu straszne obrazy.
- Widocznie musisz przejść się do specjalisty, bo coś ci wzrok zaczyna szwankować. - Sięgnął po bezczelność, mając w dłoni asa w postaci informacji. Wiedział, że Borgin będzie chciał tej karty, tej wiedzy i będzie próbował odnaleźć winowajcę jego porażki, której właśnie świadkiem był Axel. Ta porażka przez to paliła bardziej, niosąc ze sobą gorzki smak wstydu, bo jak można było pozwolić tak się ograć.
Jedno spojrzenie pozwoliło ocenić tancerzowi sytuację, Borgin skupił się na nim, przekierował całą irytacje w jego kierunku i nie mial zamiaru odejść bez satysfakcji. Nawet jeśli miałaby skończyć się jedne tym, że wyżyje się na kimś, kto nie zrobil nic w kierunku popsucia mu planów.
- Nie zwalaj na mnie winy, gdyby mnie tu nie było i tak zostałbyś z niczym... - Warknął czując jak złość rozpływa się po jego ciele. Wzgarda, bezczelność i obrzydzenie jakie płynęły z ust Borgina w jego kierunku były jak szpikulce wbijane w dumę Axela. Nazwał go szczurem, a Devereaux doskonale wiedział, co to znaczyło. W błękitnych oczach tancerza zapalił się gniew, a ten, który zawsze unikał konfrontacji wyglądał teraz na gotowego do walki. Tak jakby ta jawna obraza zwolniła hamulec bezpieczeństwa.
Żyjąc na Nokturnie ładnych kilka lat Axel bardzo szybko się nauczył, że ludzie są sadystami, ze dla zabawy potrafią zrobić drugiemu człowiekowi okrutne rzeczy i nawet nie było sensu dochodzić tego powodów. Najgorsi byli ci, którzy byli z tym obyci od zawsze, a im czystsza krew, tym większy zwyrodnialec. I tak jak teraz Arthyen słał w jego stronę obelgi równie swobodnie co i zaklęcia, tym Axel był bardziej pewny, że ten mu nie pozwoli odejść od tak stad.
- Teraz kolego? Hmm? - Posłał Borginowi pełne urazy i wzburzenia spojrzenie. - C'est pas ten oignons! - Warknął złośliwie przechodząc na Francuski. - Gdybys zachował się jak kolega.... może bym ci powiedział. - Im bardziej Borgin stawał się spokojny, tym Devereaux musiał walczyć z własnymi emocjami. Tutaj już nie chodziło o nieudany interes, o zbiegłego człowieka, który wykiwał Borgina, tutaj chodziło już tylko o nich dwóch i odegranie się na sobie.
Wzrok Axela cały czas osiadał na różdżce Borgina, który czerpał widocznie przyjemność z prowokowania tancerza. Widać było po nim, że jej widok sprawia mu dyskomfort, że drażni jego emocje.
Pazerność? Bah... mógłby się roześmiać, ale w tej chwili lekkie drgniecie dłoni Arthyena zdradziło go, że kolejne zaklęcie zaraz wystrzeli w kierunku tancerza. Axel zacisnął palce na własnej różdżce, wypowiadając praktycznie w tej samej chwili inkantację swojego zaklęcia.
- Expelliarmus. - Zdążył dosłownie o sekundę i kiedy Borgin wypowiedział swoje zaklęcie, moc zaklęcia francuza wyszarpnęła różdżkę z jego dłoni.
Słysząc, co chciał na niego rzucić Borgin, Axel aż się zatrząsł. Chciał aby zatańczył? Co za podłe bydle. Złość osiadła w lodowych tęczówkach Axela już na dobre, a ten sukces sprawił, że na ustach pojawił się napiety uśmiech pełen satysfakcji.
- Chciałeś zatańczyć? Wiesz, że wystarczyło poprosić. Touché! - Zgrzytnął zębami. - Mam idealny taniec dla ciebie. Kolego...
Axel celując w Borgina opuścił różdżkę z zamiarem ciśnięcia zaklęciem w kamienne podłoże na którym stali. Niech tańczy, skoro taki wyrywny, niech kroki podyktuje mu magia. - Terravox.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 04-04-2026, 16:56 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.