• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Walia > Domostwa > Cardiff Bay > Sypialnia
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
02-08-2025, 21:34

Sypialnia
Sypialnia na piętrze to skromne, ale przytulne pomieszczenie, w którym czuć zapach drewna i szałwii. W kącie stoi zużyty kufer podróżny z inicjałami K.D.F., który wyraźnie nosi ślady wielu lat użytkowania. Jego skóra jest porysowana i zniszczona, a metalowe okucia mają widoczne ślady rdzy, jakby kufer był świadkiem niejednego sztormu na morzu. Wokół niego leżą pojedyncze, poobijane walizki, a na łóżku, przykrytym starym, ale czystym kocem, leżą liczne poduszki. Na stoliku nocnym zrobionym z mniejszych kufrów stoi lampka wśród pamiątek, której ciepłe światło rzuca długie cienie na drewniane belki sufitowe. Ściany są proste, a i tutaj na półkach są modele statków, w otoczeniu starych map i marynistycznych obrazków.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Riven Thorne
Akolici
Feel the rain on your skin. No one else can feel it for you. Only you can let it in. No one else.
Wiek
23
Zawód
Barmanka, kochanka kapitana Fernsby
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
10
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
11
Brak karty postaci
06-01-2026, 19:07
Przychodzimy z salonu

Osiem lat. Uniosłam brwi ku górze, by po chwili nie móc powstrzymać śmiechu. Czy w jego oczach nie byłam jeszcze dzieckiem? Patrzyłam na niego, na dojrzałego mężczyznę i dziwne ciepło rozeszło się po moim ciele, gdy zdałam sobie sprawę z faktu ile te osiem lat tak naprawdę znaczy. Uniosłam lekko brew ku górze, gdy mówił, że powinien to odrzucić. Nie odważyłam się powiedzieć tego głośno, jednak ja też tak uważałam. Było to niemądre, niebezpieczne i ryzykowne dla jego marynarzy, nawet ja to wiedziałam, mimo że o pływaniu wiedziałam tyle co nic.
Kenneth został na dole, gdy ja go minęłam. Nie zareagował gdy go mijałam, być może jedynie odprowadził mnie wzrokiem i tak jak się spodziewałam, dał mi odpowiednią ilość czasu, abym bez zbędnego pośpiechu przygotowała się tak, jak tego wymagał. Tak chwila samotności w sypialni dłużyła się w nieskończoność, a cisza drżała w moich uszach.
Sypialnia była inna niż gabinet. O ile tam czuć było, że dom należy do podróżnika, kapitana i niemal krzyczał o tym każdy fragment pomieszczenia, tak pokoje na piętrze już nie. Były one urządzone schludnie, acz zwyczajnie. Na ścianach tego pokoju można było dostrzec, że jest to dom jednej i tej samej osoby, chociażby przez obecność modeli statków na ścianach, nie było tu jednak większości ozdób, parę obrazków i starych map, a samo pomieszczenie było schludne i proste. Pod ścianami stały kufry, widocznie zużyte od wielu podróży. Aby stworzyć stolik nocny wzięto kilka z nich i ułożono płasko jedno na drugim.
Siedziałam na łóżku oczekując jego przyjścia, gdy usłyszałam charakterystyczne skrzypienie zawiasów drzwi to drgnęłam delikatnie. Naszyjnik wypuściłam z dłoni, aby opadł spokojnie i zajął miejsce pomiędzy moimi piersiami. Był chłodny i ciężki, ale każdy element z jakiego był zbudowany miał znaczenie. Nawet jego waga. W oknie obserwowałam jak się do mnie zbliża, jak ściąga swoją koszulę i tak po prostu rzuca ją w bok. Utkwiłam w nim swoje spojrzenie gdy podchodził, czułam jego ciepło gdy stanął za mną, a gdy jego dłonie mnie dotknęły uśmiechnęłam się ciepło. Czułam przyjemne drżenie rozchodzące się po ciele, gdy przeczesywał moje jasne włosy, gdy dłonią sunął po moim policzku. Trwała między nami cisza, nie musieliśmy nic mówić by w tym momencie rozumieć się idealnie. Aby rosło pożądanie i ochota na wspólne chwile. Nikt tej chwili nie przyspieszał, miała nadejść sama, pełna emocji, w napięciu oczekiwania. Żadnego pośpiechu, żadnego popędzania - a jako naturalna kolej rzeczy pomiędzy kochankami. Dłuższe oddechy, szybsze bicie serca, rumieńce na twarzy i drżące ciało. Oddech na skórze przy uchu i polecenie, krótkie zdanie rozpoczynające kolejną przygodę.
Obejrzałam się jedynie lekko w jego stronę gdy się odsunął. Przez krótką chwilę patrzyłam jak ściąga z siebie pozostałe warstwy ubrań, które teraz widocznie mu ciążyły. Do niczego nie były potrzebne. Ja za to ułożyłam się na łóżku na brzuchu, jak kazał. Pod swoim ciałem miałam przyjemny materiał koca, który ładnie pachniał. Jakby szałwią? Miałam ułożyć się wygodnie, więc sięgnęłam po jedną z poduszek i, jak gdyby nigdy nic, położyłam ją sobie pod głowę. Delikatnie się uśmiechnęłam, sama do siebie, na ten gest. Aby na pewno było mi wygodnie. Łóżko znowu skrzypnęło, zawisł nade mną, czułam jak wzmaga się we mnie napięcie. Ekscytacja, której wcześniej nie znałam. Oczekiwanie na to co dalej. Po chwili jego pieszczoty spłynęły na moje ciało. Skóra drżała pod jego dotykiem, a z moich ust wydobywał się cichy pomruk przyjemności. Już zaraz syreni śpiew miał roznieść się po pomieszczeniu, rozbrzmieć ponownie w starych murach tego domu.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Kenneth Fernsby
Czarodzieje
Wiek
31
Zawód
Kapitan "Złotej Łani", przemytnik
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
11
12
Brak karty postaci
06-01-2026, 19:51
Pochylił się nad nią i zaczął od karku. Jego usta składały pocałunki powoli, jeden po drugim, na granicy włosów i skóry, potem niżej na ramionach i plecach. Nie spieszył się ani na chwilę. Każdy dotyk był celowy, jakby celebrował sam fakt, że może być tak blisko. Nie pozwalał sobie jeszcze na więcej; ograniczał się do ust i oddechu, którymi znaczył drogę wzdłuż kręgosłupa, zostawiając za sobą ciepło i napięcie.
Wciągał jej zapach, napawał się jej obecnością walcząc z chęcią dotyku. Pochwycenia jej w mocnym uścisku, wniknięcia w jej ciało by zaspokoić pierwsze pragnienia, które trawiły jego ciało. Po raz kolejny przyłapał się na tym, że miał więcej satysfakcji z darowania przyjemności niż od razu brania jej dla siebie jak to miał w zwyczaju.
Zwykle siedział i czekał, aż to kobiety dadzą mu przyjemność, a on napawał się ich widokiem.
Kiedy poprawiała poduszkę pod głową, moszcząc się na łóżku z uważnością i drobną troską o wygodę, uśmiechnął się cicho. Ten zwyczajny gest, tak niepasujący do gęstości chwili, rozbawił go i rozczulił jednocześnie. Pozwolił jej się ułożyć, jakby wiedział, że to część rytuału. Dopiero wtedy zszedł niżej, a jego usta dotarły do miękkości pośladków, na której zatrzymał się dłużej. Pozwolił sobie na doty; dłoń zacisnęła się pewnie, ale z wyczuciem zaznaczając swoją obecność, po czym zaczęła wędrować wolno wzdłuż biodra i uda. Robił to tak, jakby tworzył dokładną mapę, ucząc się jej na nowo, linia po linii. Ustami i dłonią wyznaczał kolejne szlaki, zatrzymując się przy najmniejszej reakcji, przy każdym drżeniu, które mówiło mu więcej niż słowa. Smakował jej zapach. Zapamiętywał każdą reakcję na muśnięcie palcami wzdłuż talii, zaciśnięcie palców skórze, znak pocałunku na zakrzywieniu linii ciała. Wrócił tą samą drogą, nie zmieniając tempa, aż znów znalazł się przy jej uchu. Oddech miał już cięższy, a głos niski i lekko zachrypnięty od pożądania. -Rozsuń uda, unieś biodra. - Szeptem wypowiedział kolejne polecenie, spokojne i niosące zapowiedź nadchodzącej bliskości. W powietrzu zawisło napięcie.
Sięgnął po jedną z poduszek z boku łóżka i wsunął ją pod jej podbrzusze; stawiając na jej wygodę. Ten prosty gest zmienił linię jej ciała, kąt bioder, napięcie mięśni. Cofnął na moment dłonie, pozwalając sobie na ciche podziwianie widoku jaki miał przed sobą. Atmosfera w pokoju stała się cięższa. Serce waliło mu w piersi. Każdy jego oddech był głębszy niż poprzedni, a napięcie, które rosło między nimi, nie potrzebowało już dotyku, by być niemal namacalne. Widział, jak jej ciało reaguje na samo oczekiwanie. Drobnym ruchem, ledwie zauważalnym napięciem, spokojem, który był tylko pozorny. Pochylał nad nią przez chwilę bez ruchu, utrzymując dystans między ciałami. Pożądanie musiało w końcu znaleźć ujście. Przylgnął klatką piersiową do jej pleców, zamykając między nimi przestrzeń. Na jednym ramieniu oparł się całym swoim ciężarem, by drugą dłonią sięgnąć ku miękkiej i ciepłej kobiecości. Westchnął głęboko czując przyjemny gorąc.
Wiedział po co spotykał się z kobietami. Zaspokajał swoje potrzeby i nigdy się z tym nie krył. Nie kierowały nim romantyczne uczucia ani górnolotne słowa. Uwodził, czarował swoim uśmiechem, a potem spędzał upojną noc. Bywały takie, które zostawały na dłużej, ale nigdy na stałe. Po jakimś czasie ich drogi się rozchodziły.
Przy niej, pragnął czegoś więcej. Chciał, aby wiedzieli, że jest jego. Chciał, aby wyczekiwała jego powrotów, aby była na wyciągnięcie ręki kiedy będzie w dom, w łóżku - tak jak teraz.
Powoli, niespiesznie masował opuszkami nabrzmiałą kobiecość ciesząc się każdym urywanym oddechem jaki wyrywał się z jej ust.
Nie odejmując dłoni wniknął powoli między kobiece uda łącząc ich ciała w palącej namiętności.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Riven Thorne
Akolici
Feel the rain on your skin. No one else can feel it for you. Only you can let it in. No one else.
Wiek
23
Zawód
Barmanka, kochanka kapitana Fernsby
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
10
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
11
Brak karty postaci
06-01-2026, 21:19
Układ w który weszłam dla wielu był nie do zaakceptowania. Nie byli w stanie zrozumieć jak można bez żadnych zobowiązań, ślubu, planowania wspólnej przyszłości, tak bardzo się komuś oddać. Na tyle, by rezygnować z własnych przyzwyczajeń. Mężczyzna miał zrezygnować z upojnych nocy podczas swoich podróży. Kobieta cierpliwie czekać. Łączyć się w jednej tęsknocie, za tą drugą osobą. Ponowne złączenie miało dać nasycenie, zaspokojenie żądzy. I tak w kółko, przez tygodnie, miesiące, a nawet lata. A ja w to weszłam. Jak dziecko, niczego nie bojące się, we mgłę. W nieznane. I może faktycznie byłam głupia. Może faktycznie będzie mnie to kosztować zdecydowanie więcej niż myślałam. Że będzie to trudniejsze do wytrzymania, że w pewnym momencie zacznie kłuć. Będzie pragnienie czegoś więcej, czego mogę nigdy nie otrzymać. Było równie wiele wad co zalet. Dobra i zła strona tego układu. Teraz poznawałam tą dobrą, niedługo posmakuje goryczy tej złej. I wtedy przyjdzie czas weryfikacji, kiedy sama się nad tym zastanowię, a nie gdy ktoś będzie mi mówić, że źle robię.
Chłonęłam jego pieszczoty, przymknęłam oczy skupiając się tylko na jego dotyku. Każde muśnięcie, każdy pocałunek był dla mnie zaskoczeniem. Gdy znalazł się poniżej mojego zasięgu wzroku nie byłam w stanie określić za jego pomocą gdzie jest i jaki ma zamiar. Wyczuliłam więc inne zmysły. Skóra odpowiadała drżeniem na jego dotyk, materac łóżka uginał się w odpowiednich miejscach, gdy Kenneth zmieniał położenie środka ciężkości. Mogłam nasłuchiwać jego ruchów, domyślać się kierunku w którym będą kroczyć jego dłonie czy usta. Gdy zszedł na moje pośladki zacisnęłam je mimowolnie. Jego usta łaskotały, ciepło rozchodziło się po moim ciele, a pewne zawstydzenie wkroczyło do akcji. Co innego gdy je ściska, co innego gdy całuje ustami. Drażnił moje ciało, teraz jego tył poznając ze staranną dokładnością. Jakby chciał mnie zapamiętać z absolutnie każdej strony. Jakby się spodziewał, że moje plecy będą na jego dotyk reagować inaczej niż brzuch, a on chciał się tego nauczyć. Gdy jego usta znów znalazły się przy moim uchu, a kolejne polecenie padło, wyrwało mi się ciche westchnienie. Sprawnie zbudował we mnie napięcie, sprawił, że znów chciałam go poczuć, więc nawet nie musiał powtarzać dwa razy. Rozchyliłam uda, biodra uniosłam ku górze. Ułożyłam je wygodnie na poduszce, wsuniętej mi przez mężczyznę.
I ta cisza, gdy się na mnie patrzył. Poprawiłam poduszkę pod głową, chowając pod nią swoje dłonie, obejmując ją mocno jakbym chciała się jej przytrzymać. Czułam na sobie jego wzrok, jak obserwował moje ciało w pełnej okazałości. Oto ja, jego kochanka, czekająca na to, aby dać mu przyjemność. Ale on zamiast brać, pierw okazywał czułość mi. Zawisł nade mną, a ja czekałam pełna ekscytacji. Gdy nasze ciała się zetknęły, a jego dłoń powędrowała do mojej kobiecości, jęknęłam cicho, z zadowolenia.
Jego ciężar na moim ciele był przyjemny. Zamknięcie w jego ramionach nie było obezwładniające, a wręcz uwalniające. Zapach jego skóry podniecający. Pieszczota, którą mi dawał - niezwykle przyjemna. Ja byłam rozgrzana, a jego dłonie przyjemnie chłodne. Nie powstrzymywałam westchnień, ani jęków, chcąc mu śpiewać jak wtedy w kajucie, być jego piękną syreną. Syreni śpiew był pociągający, piękny, a jednocześnie zwodniczy, niebezpieczny, prowadzący do zguby.
Jęknęłam, zaskoczona czując go w sobie. Nie wyczułam momentu, kiedy ku temu dążył. Teraz przyjemność była brana i dawana. A nasze ciała połączyły się w jedność. Jedne ruchy, jeden oddech, jedno bicie naszych serc. Wspólne jęki, urywane oddechy, jego usta na moim ramieniu, karku, plecach. Dłonie błądzące po ciele. Ileż bym dała by móc go widzieć, podziwiać, cieszyć widok. Pragnęłam dawać mu tę przyjemność, pragnęłam słuchać jego oddechu, pomruku zadowolenia. Pragnęłam czuć spięcia jego ciała od przyjemności, która wypełniała go od środka. W tym momencie nie liczyło się nic. Jedynie jego spełnienie i mój śpiew.
A spełnienie przyszło nagle. Nasze głosy połączone w harmonijnym dźwięku, wspólna satysfakcja, ciepło rozchodzące się od środka. Opadłam na poduszkę, oddychałam ciężko pragnąc delektować się tą chwilą ukojenia. Zapamiętać, by odtwarzać potem w swoich snach. Rozluźniona, w roztrzepanych włosach, potem na plecach i uśmiechem satysfakcji na twarzy.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Kenneth Fernsby
Czarodzieje
Wiek
31
Zawód
Kapitan "Złotej Łani", przemytnik
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
11
12
Brak karty postaci
06-01-2026, 21:56
Wiedział czego pragnie. Pragnął jej całej. Jej oddechu, śpiewu uniesienia, drżenia ciała pod każdym dotykiem. Był przy niej blisko, niemal całym sobą, a jego usta nie przestawały szukać jej skóry; pleców, karku, miejsca tuż przy uchu, gdzie przygryzał lekko płatek, zostawiając po sobie ciepło i dreszcz. Każdy pocałunek był potwierdzeniem obecności, nie pośpiesznym gestem, lecz częścią rytmu, który wspólnie odnajdowali w tym szaleńczym tańcu. Przyjął pewne zobowiązanie. Zrobił z niej swoją kochankę składając obietnicę, że w innych portach nie będzie żadnej innej. Będzie do niej wracał z każdego rejsu, oczekując, że będzie na niego czekać. Bez większych obietnic, bez planowania przyszłości. Życie tu i teraz.
Dłonie zaciskał na kocu, chcąc tam przekierować większe napięcie, które narastało w ramionach i barkach. Mięśnie miał spięte, dbał o to, by nie przytłoczyć jej ciężarem, by pozostać czujnym nawet wtedy, gdy pragnienie coraz mocniej przejmowało kontrolę. Biodra poruszały się w zgodzie z jej oddechem, z cichymi dźwiękami, które wydobywały się z niej bezwiednie i prowadziły go dalej. -Moja syrena. - Wychrypiał kiedy kolejny jęk wyrwał się z jej ust, kiedy kolejnym rytmem ciał wspinali się razem na szczyt rozkoszy.
Zatracał się w tej bliskości, pozwalając sobie wreszcie na swobodę. Każde jej westchnienie było jak iskra, każde napięcie w jej ciele potęgowało żar, który rozpalał go od środka. Myśli rozpłynęły się, pozostało tylko to, co działo się tu i teraz; ciepło, ruch, wspólny rytm. Kiedy spełnienie przyszło, objęło go całego; napiął się mimowolnie, jakby ciało na chwilę zapomniało, jak się poruszać.
Został tak przez moment w bezruchu, opierając czoło o jej policzek, oddychając ciężko, z zamkniętymi oczami. Był rozgrzany, zmęczony, a jednocześnie dziwnie spokojny. Dopiero po chwili pozwolił sobie opaść na plecy obok kochanki. Dostrzegł w półmroku jej uciech. Wyciągnął dłoń i pogładził jej policzek, a następnie przyciągnął ją do siebie zamykając w swoich ramionach. Chciał teraz nacieszyć się jej ciepłem, bliskością drżącego ciała, słodko ciężkiego od spełnienia w jakim trwali. Przygładził jej potargane włosy. Wyczuł pod palcami zgrubienie blizny na jej prawym ramieniu. -Co to? - Zapytał wciąż ochrypłym głosem. Okrył ich kocem, który wcześniej skotłowali w chwilach uniesienia. Powietrze w sypialni było gęste i ciepłe, jakby wciąż niosło w sobie echo ich oddechów. Unosił się w nim zapach rozgrzanej skóry, drewna i soli oraz szałwi. Gdzieś w ścianach zaszemrał wiatr, przesuwając się w szczelinach, a z oddali dobiegł przytłumiony dźwięk latarni kołysanej nocą. Podłoga skrzypnęła ledwie słyszalnie, gdy drewno oddawało nagromadzone ciepło, a koc zatrzymywał zapach ich bliskości, jakby nie chciał go oddać zbyt szybko. Trzymanie jej w ramionach przyniosło mu spokój, którego nie potrafił porównać z niczym, co znał wcześniej. Był inny niż cisza po sztormie i głębszy niż ulga po bezpiecznym wejściu do portu. Czuł jej ciepło przy sobie, ciężar ciała ufnie opartego o jego pierś, i to wystarczało, by świat zwolnił. Jej oddech stopniowo się wyrównywał, a on nieświadomie dopasował do niego swój. Każdy wdech i wydech był jak kotwica, która trzymała go w tej chwili, nie pozwalając myślom odpłynąć ku temu, co czekało poza ścianami domu. Dłoń spoczywająca na jej plecach poruszała się ledwie wyczuwalnie, kojąco, bardziej z potrzeby bycia blisko niż z jakiegokolwiek pragnienia. Trzymając ją tak, czuł się na swoim miejscu, jakby przez krótką chwilę znalazł coś, czego nawet nie wiedział, że szukał. I pozwolił sobie w tym trwać, wiedząc, że ten spokój będzie do niego wracał długo po tym, jak znów wypłynie na morze.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Riven Thorne
Akolici
Feel the rain on your skin. No one else can feel it for you. Only you can let it in. No one else.
Wiek
23
Zawód
Barmanka, kochanka kapitana Fernsby
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
10
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
11
Brak karty postaci
07-01-2026, 19:47
Chwile z Kennethem były inne niż te, które poznałam dotychczas. Wcześniej liczyło się branie, obie strony chciały zaspokoić swoje żądze i nie było tam miejsca na bliskość, na czułości. Było zwykłe pożądanie, a po jego zaspokojeniu nie było nic. Cisza, chłód. Bardzo często ubierałam się i po prostu wychodziłam, zostawiając mężczyznę śpiącego po skończonym wysiłku. Teraz nie miałam ochoty wychodzić, nawet się ubierać. Leżąc nadal na brzuchu, z uniesionymi ku górze pośladkami, wpatrywałam się w mężczyznę gdy ciężko opadł obok mnie na plecy. W świetle księżyca wyglądał jak bóg, jak stworzenie nie z tej ziemi. Czy można być bardziej przystojnym, bardziej pociągającym? Jego skóra lśniła od potu, włosy opadały mu na czoło, ciało drżało od spełnienia. Przymknęłam oczy, gdy palcami dotknął mojego policzka, przyjmując w ciszy tą małą pieszczotę. Pisnęłam z zaskoczenia, gdy jednym ruchem przyciągał mnie ku sobie i już po chwili wtulałam się w jego klatkę piersiową. Pomieszczenie pachniało nami, lekko kwaskowy zapach przebijający się przez zapach drewna, soli i szałwii. Pod tym kocem było mi tak przyjemnie ciepło, jego skóra grzała, a dotyk dłoni na moim ciele jedynie lulał mnie i oddawał powoli objęciom Morfeusza. Jedynie jego pytanie, tak niewinne, gdy zahaczał o moją bliznę na ramieniu sprawił, że szeroko otworzyłam oczy.
Zazwyczaj nikomu o tym nie mówiłam. Jeżeli ktoś pytał, to zbywałam śmiechem i machnięciem ręki. Oficjalnie robiłam psikusa w jednym z pomieszczeń przy hangarach w porcie, robiłam okno i uciekając przez nie rozcięłam sobie ramię ostrym kawałkiem szkła. Nawet dodawałam, że nim mi ciotka tę ranę opatrzyła, to jeszcze przełożyła przez kolano i zbiła na kwaśne jabłko za karę. Prawdziwą historię znały tylko dwie osoby, ciocia właśnie oraz Philippa. Teraz jednak, leżąc wtulona w jego ciało, czując zapach jego skóry i mając świadomość złożonej obietnicy i zobowiązania, które nas połączyło, to i Kennethowi chciałam powiedzieć prawdę. Wahałam się jednak czy to dobry moment, czy powinniśmy o tym rozmawiać tutaj. Mogłam udawać, że zasnęłam, wrócić do tego rano. Mogłam sprzedać tą samą głupią historyjkę i pewnie nawet by się nie domyślił. Ale nie chciałam.
Z moich ust wydobyło się ciche westchnienie, nie był to dla mnie przyjemny temat i samo już to, że odważyłam się by mu o tym powiedzieć i wrócić wspomnieniami do tamtego dnia, było dla mnie nie lada wysiłkiem. Wtulając się jeszcze mocniej, jakby chcąc ukryć się przed złym światem, uniosłam lekko głowę i spoglądając na niego zacisnęłam palce na kocu.
- Moja matka w ostatniej chwili dała mi do ręki trochę proszku Fiuu, powiedziała mi co mam mówić, gdy będę go sobie rzucać pod nogi. Ojciec ją zastrzelił, potem wycelował we mnie. Zwolnił spust na chwilę przed przeniesieniem - przełknęłam ślinę. - Trafił w moje ramię, stąd ta blizna.
Przed oczyma stanął mi tamten moment. Ostatnie słowa matki, jej przerażone spojrzenie. Głośny huk i to jak padła na podłogę, a wokół niej rozlała się krew. Stałam w kominku sparaliżowana, pijany ojciec mierzył do mnie ze swojej broni. Rzuciłam proszek Fiuu pod nogi, wypowiadając adres tawerny. Znowu huk. Gdy poczułam ból i gorącą krew na swoim ramieniu, wypadałam już kominka ciotki ku jej zaskoczeniu i przerażeniu. Tak się zaczęła moja historia z magią, tak znalazłam się tutaj.
Kłykcie z pewnością pobladły od siły ucisku na materiale koca. Mój oddech stał się mniej spokojny, obrazy przewijały się przed oczami. I ten okropny strach, który czasem towarzyszył mi w snach. Przylgnęłam do Kennetha jeszcze mocniej, o ile bardziej w ogóle się dało. Ciało zadrżało z emocji, które po tylu latach nie powinny być już tak silne. Ale czy wspomnienie śmierci mamy może kiedyś zblednąć? Czy emocje związane ze strachem i jednoczesną nienawiścią do ojca mogą złagodnieć? Wątpiłam. Więc od lat, gdy tylko o tej sytuacji mówiłam czy sama o niej myślałam - moja reakcja była wciąż ślina. Gdybym mogła cofnąć czas, gdyby moja wizja była bardziej dosadna, pojawiła się wcześniej lub bardziej przekonała matkę do ucieczki, to moje życie mogło wyglądać zupełnie inaczej. Ale takie było, takie miałam przypisane. Z tą jedną rzeczą się pogodziłam, z tą jedną żyłam w zgodzie.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#7
Kenneth Fernsby
Czarodzieje
Wiek
31
Zawód
Kapitan "Złotej Łani", przemytnik
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
11
12
Brak karty postaci
15-01-2026, 17:05
Spodziewał się czegoś zwyczajnego, czegoś w stylu opowieści o dziecięcej brawurze, o drzewie, z którego się spadło, o płocie, przez który trzeba było się przecisnąć i zapłacić za to zadrapaniem. Takie historie znał na pamięć. Uśmiechał się już w myślach, gotów rzucić cichą uwagę, rozbroić wspomnienie lekkością. Zamiast tego poczuł, jak ciało kobiety przy nim sztywnieje. Stała się jak napięta lina, która nagle przestaje drgać. To wystarczyło, by w nim coś się wyostrzyło. Zamilkł od razu. W ciemności, która ich otulała, skupił się na tym, co zwykle umyka: na jej oddechu, który stracił równy rytm, na tym jednym, krótszym wdechu, na dłoniach zaciskających koc. Słuchał uważnie, nie przerywając, nie przyspieszając niczego.
Gdy zaczęła mówić, zmarszczył brwi, jakby próbował połączyć słowa w coś, co da się przyjąć bez oporu. Kiedy dotarła do momentu strzału, jego dłoń uniosła się odruchowo i przykryła bliznę na jej ramieniu, jakby mógł cofnąć czas samym gestem. Palce miał ciepłe, pewne, ale nacisk delikatny, niemal ochronny. Nie odezwał się od razu. Wciągnął powietrze powoli, jakby musiał je najpierw uporządkować w sobie. Poczucie gniewu przyszło nagle, ostre i jasne, ale zaraz potem ustąpiło miejsca czemuś trudniejszemu do nazwania: potrzebie, by ją zatrzymać, by była bezpieczna, choćby tylko w tej jednej chwili. Przyciągnął ją bliżej, nie mówiąc nic, opierając brodę o jej skroń. Dłonią wciąż zakrywał bliznę, jakby tym gestem mówił więcej niż słowa potrafiły. Gdy w końcu odezwał się cicho, głos miał niższy, chropawy od emocji, których się nie spodziewał.-Zapłacił za to? - Swoim życiem? Tak by było najsprawiedliwiej, ale ten świat do takich nie należał. Nie próbował jej pocieszać banałem. Nie obiecywał, że wszystko będzie dobrze, bo dobrze już miało nie być w ten prosty, naiwny sposób. To wydarzyło się dawno temu, a ona zdążyła od tamtej pory przeżyć więcej. Wiedział, że nie potrzebuje fałszywego ukojenia ani słów, które brzmią poprawnie, a nic nie niosą. Ważniejsze było coś innego: czy ten, kto miał prawo nazywać się ojcem, poniósł choćby minimalną odpowiedzialność za to, co zrobił. I czy świat w ogóle potrafi czasem nazwać zło po imieniu.
Myśl o ojcostwie przyszła do niego nagle, ciężka i nieproszone. Wychowywał się bez ojca; nie znał codziennej obecności, nie miał wzorca, na którym mógłby się oprzeć. A jednak wiedział jedno z absolutną pewnością: ojciec nie strzela do dziecka. Ojciec nie jest zagrożeniem, od którego trzeba uciekać. Ojciec nie zamienia domu w pole walki. Nawet bez dobrego przykładu rozumiał, że ojcostwo zaczyna się od ochrony; od bycia tarczą, a nie źródłem strachu. Patrząc na nią w półmroku, czując pod dłonią napięcie jej ciała i słysząc drżenie w głosie, pojął, jak wiele ją kosztowało to wyznanie. To nie była historia, którą opowiada się każdemu. Zdradzały to drobne rzeczy: sposób, w jaki zesztywniała na początku, jak zaciskała palce na kocu, jak jej oddech rwał się w momentach, które wciąż bolały, mimo upływu lat. To było coś schowanego głęboko, strzeżonego, wypowiadanego tylko wtedy, gdy ufa się naprawdę. I właśnie to uderzyło go najmocniej, że wybrała jego. W tej ciszy, w tej intymności po wszystkim, zdecydowała się odsłonić fragment siebie. Poczuł ciężar tej odpowiedzialności niemal fizycznie. Trzymał ją bliżej, świadomy, że nie naprawi przeszłości, nie cofnie strzału, nie przywróci matki. Mógł za to dać teraz ukojenie. I nie wiedział dlaczego, tego właśnie teraz chciał.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#8
Riven Thorne
Akolici
Feel the rain on your skin. No one else can feel it for you. Only you can let it in. No one else.
Wiek
23
Zawód
Barmanka, kochanka kapitana Fernsby
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
10
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
11
Brak karty postaci
15-01-2026, 20:48
Nie wiedziałam jakiej reakcji się spodziewałam. Nie takiej. Poczułam jego reakcję, jak sam nagle spoważniał. Jego dłoń znalazła się na moim ramieniu przykrywając brzydką bliznę, sam gest był wyjątkowy. Nie chciałam współczucia, zapewnienia o nieistniejącym jutrzejszym “będzie lepiej”. To była moja przeszłość, która dawno została zakopana w pamięci, do której wracałam rzadko, nigdy nie przepracowałam, a gdy wspomnienie wypływało - moje ciało spięło się ze strachu. Chociaż wiedziałam, że nigdy nie zobaczę już tego mężczyzny. On nigdy nie będzie mierzyć do mnie z broni. Nigdy nic nie będzie zagrażać mi z jego strony. Kenneth mnie jedynie objął, nie powiedział nic niepotrzebnego i pozbawionego znaczenia. Żadnego współczucia czy żalu. Ale też nie zbagatelizował. Po prostu pokazał mi, że jest obok. Mocno przytulił.
Pozwoliłam się przyciągnąć i jeszcze mocniej do niego przylgnąć. Twarz chciałam ukryć w jego ciele, jego broda na mojej skroni była przyjemnie szorstka. Czułam się przy nim bezpiecznie i chociaż napięcie jeszcze nie zeszło, ciało wciąż było sztywne a oddech mało spokojny, wiedziałam, że nic mi nie grozi. Przymknęłam lekko oczy. Gdy zadał mi pytanie nie odpowiedziałam od razu, ponieważ wspomnieniami byłam w swoim domu w Londynie. Przy matce, przy ojcu. Niewiele pamiętałam ze swojego dzieciństwa, wszystko zamknęłam w kufrze na klucz i bardzo szybko przestałam wracać wspomnieniami do tamtego okresu. Życie w Hogwarcie i u ciotki było fascynujące, dużo się działo i nie miałam na to czasu by rozpamiętywać. Ale też sama nie chciałam. Instynktownie wszystko znalazło się jakby za mgłą. Dobre i złe chwile. Pamiętałam jedynie głos matki, który czasami wracał do mnie w snach. Jednak jedyne co mówiła, to adres tawerny. Nigdy nic więcej. Sytuacja, którą opowiedziałam Kennethowi, była jednak w moich wspomnieniach zawsze świeża. Nigdy nie udało mi się jej ukryć na dnie własnych wspomnień, przebijała się czasami, a ja oddawałam się tym obrazom za każdym razem jego żałując. Bo to bolało, ale ja nie umiałam o tym zapomnieć.
- Nie… nie wiem… chyba nie - odparłam cicho.
Poniekąd wiedziałam co Kenneth ma na myśli. Czy zapłacił własnym życiem za życie mojej matki. Nie byłam pewna, jedyne co wiedziałam, to że ciotka wróciła do mojego rodzinnego domu. Było całe zniszczone, a jego tam nie było. Ciotka mówiła mi o tym tylko raz, że poinformowała odpowiednie służby i Ministerstwo, a oni się tym zajęli. Podejrzewała, że wymażą mu pamięć i o niczym nie będzie pamiętać. Przełknęłam głośno ślinę.
- Prawdopodobnie ludzie z Ministerstwa zajęli się sprawą i wymazali mu pamięć - mruknęłam, starając się, aby głos mi nie zadrżał. - Tak mówiła ciotka.
Przytuliłam się do mężczyzny mocno. Najmocniej jak tylko mogłam. Nigdy nie miałam lekko. W domu ojca prawie nie było, ponieważ pracował, a moja relacja z nim nigdy nie była najlepsza. Nie byłam uroczą córeczką tatusia, a on wolał odpoczywać po pracy niż zajmować się wychowywaniem mnie. Od tego była mama, która starała się jak mogła, ale pamiętałam, że dużo na mnie krzyczała. A gdy trafiłam do ciotki, to ona też była szorstka. Nie było wolno mi narzekać, inaczej mogłam trafić do sierocińca. Nauczyłam się więc z tym wszystkim żyć, zawsze byłam uśmiechnięta i pogodna. Nigdy nie marudziłam. Pogodziłam się ze swoim losem, ułożyłam w swojej głowie jakąś ideologię życia i jej się trzymałam. Ale czy to oznaczało, że nie potrzebowałam ciepła i bezpieczeństwa? Potrzebowałam. I to jeszcze jak. I szukałam tego na różne sposoby, a czasami tę potrzebę próbowałam tłumić. Jednak leżąc teraz obok Kennetha i czując jego ciepło. Jego dłoń na swoim ramieniu. Objęcie w którym mnie zamknął. Czułam się naprawdę bezpieczna.
W końcu się rozluźniłam. Napięcie w mięśniach opadło, przestałam tak mocno ściskać koc, a moje dłonie przylgnęły do jego ciała. Oddech również się wyrównał, a złe wspomnienia w końcu odeszły. Wróciły na swoje miejsce, gdzieś w otchłani mojej pamięci i kiedyś z pewnością znowu wrócą. Zawsze wracały.
- Wybacz - mruknęłam, starając się brzmieć pogodnie, może trochę bardziej beztrosko, jakby przed chwilą absolutnie nic się nie wydarzyło. - Trochę nam zepsułam atmosferę.
I nie powinnam obarczać cię ciężarem swoich wspomnień pomyślałam, mocno przygryzając dolną wargę.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#9
Kenneth Fernsby
Czarodzieje
Wiek
31
Zawód
Kapitan "Złotej Łani", przemytnik
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
11
12
Brak karty postaci
19-01-2026, 12:53
Trwał w ciszy, która otulała ich ciemnym całunem nocy. Wiosenna, nocna bryza wiała od morza rozbijając się o szyby okien, tworząc tym samym swój własny śpiew i ukojenie, które często towarzyszyło marynarzom w trakcie samotnych nocy. Tej jednak, nie leżał sam. Miękkie, kobiece ciało było wtulone w jego bok, zamknął ją w swoich ramionach jakby chciał oddzielić ją na chwilę od zewnętrznego świata. Słowa pocieszenia były zbędne, rzecz już się wydarzyła. W swoim życiu dopuścił się wielu czynów na granicy prawa, wielu niegodnych, wręcz oburzających, ale miał jasne zasady i okrucieństwo wynikające ze słabości charakteru nie leżało w jego naturze. Porywczość, pewność siebie, brawura - tym był Kenneth Fernsby, ale nie był okrutnikiem i sadystą. Wobec tego podnosił jawny sprzeciw i nie tolerował u swojej załogi.
Westchnął cicho wbijając wzrok w kształt belek sufitowych, które odcinały się w ciemności pokoju. Niespiesznie gładził włosy Riven w tym czasie kpiąc z Ministerstwa. Oddali człowiekowi przysługę wymazując mu to, że zabił kobietę, że miał córkę. Sprawili, że nie poniósł konsekwencji. One przestały dla niego istnieć, mógł się zapić na śmierć, a córka musiała żyć ze wspomnieniami do końca życia. Z jednej strony wiedział, że tak działa ich świat, a z drugiej czuł pewien sprzeciw. Tylko jaka kara byłaby słuszna? Śmierć? Dla takiego człowieka byłoby to zbawieniem nie zaś ponoszeniem odpowiedzialności. Prace społeczne? Te były chyba modne u mugoli. Praca nieodpłatna do końca życia na rzecz społeczności? Być może. Odsunął od siebie te myśli. Nie był od wymyślania prawa, ani od jego egzekwowania, przynajmniej nie w tym przypadku. Na statku był panem i władcą. To on decydował o losie ludzi, którzy byli pod jego komendą. Tam mógł ferować wyroki jakie chciał.
Zwykle nie przejmował się losem kochanek. Roztaczał nad nimi swego rodzaju opiekę, ale nie stanowił nigdy opoki ani gruntu do budowania bezpieczeństwa. Riven Thorne jednak swoją krótką opowieścią sprawiła, że zaczął się bardziej przejmować, a gdy napięcie zaczęło z niej schodzić myśli krążyły wokół tego jak można sprawić, aby jej życie stało się choć odrobinę lepsze, by mogła ostatecznie zostawić przeszłość za sobą. Trafiła na ciotkę, Philippa też miała na nią oko, ale czy mogło być lepiej? Zaśmiał się do własnych myśli, że jakiś wrażliwy się zrobił na cierpienie innych. Przeprosiny sprawiły, że drgnął nieznacznie i zaśmiał się cicho w ciemności sypialni. Odchylił się nieznacznie by móc spojrzeć na zarys twarzy kobiety, następnie zaś musnął ustami czubek jej głowy. -Śpij, River. - Polecił jej cicho. Nie było potrzeby przeprosin ani zapewniania, że atmosfera wcale nie została zepsuta. Na powrót niespiesznie dłonią wodził po jej plecach tym samym znów kołysząc do snu, niczym morze kołysze marynarzy w pogodną noc.

zt x2 (?)
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 14-02-2026, 22:04 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.