• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Szkocja > Domostwa > Yorkshire, Allerton Castle > Salon kominkowy
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
07-01-2026, 14:32

Salon kominkowy
Pomieszczenie pełniące funkcje reprezentacyjne, znajdujące się nieopodal wejścia. To tutaj zazwyczaj prowadzeni są goście, kiedy mają czekać na właścicieli domu. W sali kominkowej panuje miła atmosfera, dzięki światłu które wchodzi do niego przez wielkie okno pod którym stoją dwa wygodne fotele. Naprzeciwko nich znajduje się duży kominek, mogący pomieścić dorosłego człowieka - podłączany do sieci Fiuu. Obok kominka znajduje się więcej miejsc do siedzenia. Pomieszczenie posiada dwie pary drzwi - jedne prowadzące do hallu, oraz drugie prowadzące do biblioteki, funkcjonującej jako miejsce do którego przenosi się rozmowa jeżeli ma być bardziej intymna.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Drusilla Carrow
Akolici
Wiek
54
Zawód
Pani Domu
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zamężna
Uroki
Czarna Magia
8
7
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
9
Siła
Wyt.
Szybkość
5
13
8
Brak karty postaci
04-02-2026, 12:46
Popołudnie w murach Allerton Castle miało w sobie coś łagodnego, niemal mylącego. Światło sączyło się przez wysokie, wąskie okna, łamiąc się na kamiennych ścianach i ciężkich arrasach, jakby nawet słońce musiało tu podporządkować się zasadom narzuconym przez architekturę i historię. Drusilla siedziała w jednym z salonów, obecnie rzadziej używanym, oddalonym od głównych traktów zamku, gdzie cisza była gęstsza, a powietrze naznaczone obecnością domowników i służby, choć nie tego popołudnia. Lubiła to miejsce właśnie dlatego - było uporządkowane, przewidywalne, wolne od niepotrzebnych bodźców.
Przed nią stała filiżanka herbaty, już nieco przestudzonej, lecz wciąż aromatycznej. Nie spieszyła się. Popołudnia były jej domeną; porą, w której obowiązki dnia miała już za sobą, a wieczór jeszcze nie domagał się jej uwagi. W dłoniach trzymała cienki tom - nie beletrystykę, lecz zbiór dawnych zapisków dotyczących zabezpieczeń rodowych posiadłości, lekturę bardziej techniczną niż przyjemną, a jednak właśnie takie sprawiały jej największą satysfakcję. Co jakiś czas unosiła wzrok znad kart, nie dlatego, że coś ją rozpraszało, lecz z przyzwyczajenia - nawyku kontroli przestrzeni, nawet tej dobrze znanej.
Za oknem rozciągał się widok na fragment dziedzińca i ogród, w którym nic się nie działo. Skrzat domowy przemykał gdzieś w oddali, cichy i skupiony na swoich obowiązkach. Drusilla odnotowała jego obecność bez większego zainteresowania i wróciła do lektury. Była to chwila rzadkiego spokoju, niezakłóconego ani rozmowami, ani decyzjami, ani koniecznością odgrywania swojej roli. Nie myślała o dzieciach, które coraz rzadziej potrzebowały jej wskazówek, ani o sprawach politycznych, które zwykle zajmowały jej myśli. Pozwalała sobie na luksus bycia tu i teraz, w przestrzeni, nad którą miała pełną kontrolę.
To wtedy jej spokój przeciął krótki świst, na który jej ucho pozostawało od lat wyostrzone.
Najpierw był to ledwie wyczuwalny ruch - zmiana ciśnienia, cień przesuwający się po kamiennej posadzce. Drusilla podniosła głowę. Przy otwartym oknie pojawiła się sowa, duża i niemal całkowicie bezgłośna w locie. Wylądowała na kamiennym parapecie z precyzją, która zdradzała długą praktykę. Jej jasne oczy przez moment spoczęły na Drusilli, potwierdzając tożsamość adresatki, choć obie doskonale wiedziały, kim są dla siebie nawzajem.
Ciemnowłosa zamknęła książkę bez pośpiechu i odstawiła ją na bok. Wstała, wygładzając mankiet rękawa, ruchem bardziej odruchowym niż potrzebnym. Serce nie przyspieszyło jej ani na moment - listy przychodziły często, a jednak obecność sowy zawsze niosła ze sobą potencjał zmiany. Ten jeden, drobny element nieprzewidywalności, który potrafił zmienić nawet najlepiej zaplanowany dzień. Podeszła do okna, zatrzymując się tuż przed ptakiem. Dopiero teraz dostrzegła zwój pergaminu przymocowany do jej nogi, starannie zabezpieczony. Przez krótką chwilę patrzyła na niego w milczeniu, jakby ważyła znaczenie treści, zanim jeszcze pozwoliła sobie ją poznać. Potem uniosła dłoń i sięgnęła po list, a sowa, nieruchoma i spokojna, pozwoliła jej odebrać wiadomość bez najmniejszego sprzeciwu.
Palce prędko rozpoznały pieczęć szkolnej placówki, w której spędziła osiem lat swojego życia. Po raz pierwszy, od dawna, Drusilla była zaskoczona. Jej brwi lekko ściągnęły się w nerwowym geście, choć reszta twarzy pozostawała niewzruszona. Bez krępacji odpieczętowała pergamin i wzrokiem przesunęła po zapisanej na nań treści. Co za dyrdymały, pomyślała, unosząc głowę znad tekstu i wbijając spojrzenie w Tenebrę.
Krótkie pstryknięcie palcami przywołało skrzata domowego - cichy dźwięk skrzypiącej klepki drewna zdradził jego obecność.
— Przyprowadź mojego n a j m ł o d s z e g o syna — Jej ton był cierpki, zimny; przez kilka sekund od przeczytania listu do wezwania sługi, głowiła się z kim mogłaby na ten temat porozmawiać. Rodric, w obecnej sytuacji, wydał jej się najlepszą opcją.
Świat nie wymaga reform. Wymagaselekcji.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Rodric Carrow
Śmierciożercy
Wiek
28
Zawód
Służby Administracyjne Wizengamotu
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
10
17
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
3
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
3
Brak karty postaci
06-02-2026, 21:09
Pierwszy tydzień maja w przeważającej części społeczeństwa oznacza czas wolny od obowiązków, kiedy celebracja wiosny zajmuje głowy bardziej niż praca. Piękna pogoda wdzierała się coraz chętniej do wnętrz, otwierano okna na oścież, a zapach kwitnących kwiatów słodkimi nutami upajał nawet najbardziej ociężałych. Nie podzielałem lekkości humoru, którą powodowała wiosna, gdyż moja głowa zajęta była bardzo poważnymi rzeczami. Rzecz jasna był problem z lokatorem z piwnicy. Dotąd o jego istnieniu wiedziałem jedynie ja, wuj oraz Cassius. Ten ostatni wyrażał się o sytuacji najbardziej krytycznie, co za tym poszło dał mi ultimatum. Teraz, wiedział o nim również Leopold, a jeżeli matka podzieli się informacją, którą wyczytała w skrawku papieru, który przyniosła Tenebra - wiedział o nim również dział administracyjny Hogwartu. Przyznam, że odkrycie, że mugol nie jest mugolem, ale szlamą nieco rozkojarzył mnie pod koniec kwietnia i również z tego powodu - tak, tak sobie to tłumaczę - nie udało mi się na czas znaleźć odpowiedniej kandydatki na żonę, co miało wypełniać ultimatum. Dlatego, kiedy wróciłem po Zjezdzie Absolwentów bez pomysłu na który palec włożę pierścień zaręczynowi, wiedziałem co czeka mnie nazajutrz. Rano zmęczony tą myślą, zostałem wezwany do gabinetu Cassiusa, spytał mnie o nazwisko mojej wybranki, ale ponieważ nie miałem dobrych wieści - On miał świetną. Oświadczył, że wstępne rozeznanie ma poczynione, nawet ugadał się z dwoma lordami. Przedstawił mi do wyboru dwie panny. Nawet nie pamiętam, jaka była ta druga bo jedną z nich była panna Flint i cóż, wybrałem ją. Pojawiała się w moim życiu ostatnio bardzo często, a wczoraj również widziałem ją na Zjedździe i może to spowodowało prędkość z jaką dałem odpowiedź. Cassius był pod wrażeniem mojej decyzyjności, skomentował to nawet jako plus. Tyle że w efekcie decyzji, okazało sie, ze czeka mnie jeszcze napisanie listu zaręczynowego, wizyta z pierścieniem u wybranki, oraz dwa, trzy, a może nawet pięć miesięcy ubiegania się o jej względy. I choć dla mnie decyzja była dość łatwa w podjęciu, kiedy nagle zrozumiałem, że to wcale nie musi być równie łatwe dla damy, którą przy pierwszym naszym spotkaniu okłamałem.
Minął pierwszy i drugi dzień maja, podczas których skręcałem się przy biurku nie wiedząc jak napisać list. Pierwszy - ten do Leopolda, miałem gotowy odrazu. Nie zdecydowałem się jednak go wysłać i wciąż leżał w sypialni. Miał stanowić jakąś inspirację do tego, który wypiszę do Flinta seniora. Czwartego dnia nie miałem zupełnie NIC do roboty innego, więc po śniadaniu zasiadłem po raz kolejny do listu. Ale rozkojarzony myślami o szlamie w piwnicy, przesiedziałem cały dzień patrząc to w sufit, to za okno, czasami wstawałem i robiłem rundkę po domu, ale nie znajdując rozrywki wciąż powracałem do biurka. Aż nagle przyszło wezwanie.
Wyrwany znad listu, który właśnie sporządzałem (miałem obecnie już przygotowane pióro i pierwsze zdanie zwracające się do Ignatiusa), przez skrzatkę, odłożyłem z zapałem obowiązki, by iść zejść do matki. Nasza posiadłość była spora, ale już sam Allerton Castle wydawał się ciasny, biorąc pod uwagę, że żyjąc na świecie prawie trzydzieści lat, mam do matki mniej niż pięć minut. Z jakimś rozczuleniem wspominałem czasy - jeszcze kilka lat temu, kiedy pomieszkiwałem w Londynie. Odkąd jednak matka dowiedziała sie, że pomieszkiwałem u kobiety, jej cierpliwość wystawiona na próbę, dość szybko przerodziła się w manipulację i tym sposobem znów spędzam większość czasu w Yorhshire.
Do sali kominkowej wchodzę pocierając o oko, naiwnie wierząc, że matka wezwała mnie tu jedynie z powodu potrzeby posiadania jakiegokolwiek towarzystwa w momencie nieobecności ojca. Obchodzę fotel w którym siedzi, przesuwając palcami po miękkim obiciu i siadam naprzeciwko niej, od razu pochylając się by nalać sobie herbaty.
- Silver needle? Ciekawe - skomentowałem i biorę łyk. Moje spojrzenie przebiega z niej znów na sowę, która siedzi nieopodal. Nie przepadałem za tą konkretną sową, gdyż nigdy nie dostarczała listów prosto do mnie, tylko najpierw zawsze lądowały u mojej matki. Sowa zaś przypomniała mi o moim problemie. Zastukałem palcem w porcelanową filiżankę. - Piszesz listy? Mam zagwozdkę z jednym listem, może mogłabyś mi pomóc- zasugerowałem, wierząc że dobrze zdaje sobie sprawę o jakim liście mówię, wszak dobrze wie, że mam napisać ze sprawą małżeństwa.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Drusilla Carrow
Akolici
Wiek
54
Zawód
Pani Domu
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zamężna
Uroki
Czarna Magia
8
7
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
9
Siła
Wyt.
Szybkość
5
13
8
Brak karty postaci
11-02-2026, 18:30
Drusilla nie uniosła wzroku od filiżanki, gdy Rodric wszedł do sali. Usłyszała jego kroki, jeszcze zanim skrzatka zdążyła zniknąć za drzwiami; rozpoznawała je bezbłędnie - rytm pewny, lecz odrobinę zbyt szybki, jakby myśl wyprzedzała ciało. Nie odpowiedziała od razu. Pozwoliła mu obejść fotel, przesunąć dłonią po obiciu, usiąść naprzeciwko niej i nalać sobie herbaty. Dopiero gdy wypowiedział nazwę, lekko uniosła powieki.
— Silver Needle sprzyja skupieniu — Odparła spokojnie. — Co, jak mniemam, mogłoby okazać się dziś użyteczne.
Jej spojrzenie przesunęło się na moment ku Tenebrze, potem znów spoczęło na synu. Nie uśmiechnęła się, lecz w kąciku ust pojawił się ledwie dostrzegalny cień reakcji - nie aprobata, raczej odnotowanie faktu, że próbuje mówić lekko. — Listy piszę wyłącznie wtedy, gdy są konieczne — Powiedziała cicho. — I nigdy bez wyraźnego celu.
Odłożyła filiżankę na spodek z precyzją, która zdradzała kontrolę większą niż wymagała sytuacja.
— Jeśli masz na myśli list do lorda Flinta, sądziłam, że Twoja decyzyjność, którą tak wysoko ocenił Cassius, obejmuje również umiejętność formułowania myśli na pergaminie.
Nie było w jej tonie kpiny. Była analiza. Przez chwilę przyglądała się synowi w milczeniu. Nie próbowała sięgać w jego umysł - nie było takiej potrzeby. Wystarczyły drobne sygnały: stukot palca o porcelanę, napięcie w ramionach, minimalne zawahania w gestach. — Zastanawiasz się, jak wyrazić coś, co nie wynika z impulsu, lecz z decyzji — Dodała, jakby kończyła jego myśl. — To różnica, która potrafi sparaliżować.
Odchyliła się lekko w fotelu. — Panna Flint nie potrzebuje poezji. Potrzebuje pewności. A jej ojciec - gwarancji. W liście nie powinno znaleźć się nic, co sugerowałoby wahanie. Ani nadmiar entuzjazmu. Umiar bywa najbardziej przekonującą formą zaangażowania — Zawiesiła spojrzenie na jego twarzy. — Powiedz mi, s y n u, czy Twoja trudność polega na doborze słów… czy na tym, że po raz pierwszy ktoś może nie odpowiedzieć Ci natychmiastowym przyzwoleniem?
Nie było to pytanie zadane z ciekawości. Było to pytanie sprawdzające. Po chwili milczenia sięgnęła po zwój pergaminu, który wcześniej przyniosła sowa. — A skoro już mówimy o korespondencji — Dodała chłodno. — Być może są sprawy, które wymagają naszej wspólnej uwagi, zanim przystąpisz do redagowania zaręczyn.
Jej palce przesunęły się po pieczęci, lecz nie podała mu listu.
Jeszcze nie.
Świat nie wymaga reform. Wymagaselekcji.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Rodric Carrow
Śmierciożercy
Wiek
28
Zawód
Służby Administracyjne Wizengamotu
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
10
17
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
3
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
3
Brak karty postaci
3 godzin(y) temu
Lekko  tak, starałem się mówić lekko. Nawet w kontekście wysokiego urodzenia i wychowania w zimnym, gotyckim domu na północy, w rozmowach z matką pozwalałem sobie na znacznie szersze spektrum emocji, niż miałbym odwagę zaprezentować Cassiusowi czy nawet własnemu ojcu. Pomagała świadomość, że jako najmłodszy syn dotąd spełniałem wszystkie jej oczekiwania, zachcianki i wyobrażenia, jakie mogła mieć wobec dziecka. Choć nie były to wyłącznie moje zasługi - równie istotna była więź, którą budowała przez lata, bezceremonialnie wchodząc w umysł pełen dziecięcych figli i późniejszych, już nastoletnich rozterek. Niewykluczone, że wiele decyzji, które uznawałem za własne, w istocie było jedynie echem jej sugestii. Być może nie byłem nigdy naprawdę sam - aż do chwili, w której nauczyłem się blokować jej macki. Tamten moment przypominał przebudzenie; wolność zdobyta na własne życzenie, choć nie bez kosztów. Czasami, w takich chwilach jak ta, wiem, że gdyby nadal mogła mną kierować, pewne sprawy byłyby po prostu łatwiejsze.
Jak na przykład pisanie listów zaręczynowych, form zupełnie odmiennych od tych, które sporządzam na co dzień. Wymagają osobistego tonu, subtelności i finezji, podczas gdy moje naturalne skłonności prowadzą raczej ku chłodowi i surowej prostocie. Nie powinno to dziwić adresata; w końcu w moich żyłach płynie już wyłącznie krew północy.
-Obawiam się, że mogłaś mnie przecenić matko - odpowiadam wcale niezażenowany tą słabością, którą rzucam jej niczym taca z krwawiącą wciąż głową wroga. Niestety miała rację, chociaż nie byłem w stanie wyobrazić sobie jak wyglądałby pisanie listu w kontekście impulsywnej decyzji spowodowanej porywem serca. Te wciąż są dla mnie niezidentyfikowane, jakbym nie zdawał sobie sprawy zupełnie, że to co poruszyło mnie w Leopoldine mogło być właśnie tym, a niepewność związana z treścią listu, który przyjdzie mi sporządzić to nie tyle niewiedza, co przejaw lęku przed odrzuceniem. I słysząc te same rozważania z ust matki w pierwszym odruchu chcę jej się postawić i zaprzeczyć. Zasiewa jednak ziarno, które zaczyna kiełkować wbrew mojej woli.
-Mówisz tak, jakbym nigdy nie spotkał się w życiu z żadnym wyzwaniem, a wszystkie decyzje były tylko łatwe -staram się bronić przed tym atakiem, jednak jak na dłoni widać niezadowolenie, które spłynęło na moje czoło, kiedy zostałem oskarżony o strach przed porażką. Kolejną, jeżeli można wspomnieć. Wszak rozmowa o małżeństwie nie jest zresztą naszą pierwszą. Gdy przed laty oświadczałem się pannie Selwyn, matka z równą jasnością nakreśliła mi obraz przyszłości, jak i przewidziała fiasko tego związku, gdy zaręczyny zostały zerwane. Do dziś głowię się, czy znała okoliczności które doprowadziły do zerwania zaręczyn, i cz y jej obecne podejście do planów Cassiusa nie jest kolejną próbą uchronienia mnie przed powtórzeniem błędu. Postanawiam więc wyrazić jaśniej moje rozmyślania, spłycając je zresztą tak, by komunikat był prosty ale trafił do niej jasno.  -Nie sądzisz, że wysyłanie listu do seniora rodu to sposób przestarzały? Mam wrażenie, że pomija się w nim osobę, która powinna zostać poinformowana jako pierwsza. Pannę Flint. - otwieram furtkę matce by opowiedziała mi jeszcze raz jakim cudem Uarraig ją zdobył. Mam wrażenie, że to co mówiła mi te dziesięć lat temu mogło mi wyparować z głowy.
Popijam silver needle i unoszę brew spoglądając na list, który pojawił się w dłoniach matki.
- Czy to list zaadresowany do mnie? -pytam, z wyraźnym napięciem w głosie, nie dopuszczając jeszcze myśl, że adresatem nie jestem ani ja ani żaden z Carrowów, ale zupełnie inna osoba przebywająca obecnie na włościach. Podejrzewałem za to, że Tenebra po raz kolejny przyniosła moją pocztę najpierw do pani Carrow, nim miała ona trafić w moje ręce.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Drusilla Carrow
Akolici
Wiek
54
Zawód
Pani Domu
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zamężna
Uroki
Czarna Magia
8
7
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
9
Siła
Wyt.
Szybkość
5
13
8
Brak karty postaci
2 godzin(y) temu
Drusilla wysłuchała go bez przerywania. Nie poprawiła go, choć kilka sformułowań aż prosiło się o korektę. Nie wytknęła mu zbyt śmiałych słów, nie skomentowała tonu, w którym próbował zrównoważyć szczerość z prowokacją. Jej twarz pozostała niemal nieruchoma, jakby wyrzeźbiona z chłodnego marmuru, lecz w spojrzeniu pojawiła się wyraźniejsza czujność - subtelne zwężenie źrenic, ledwie dostrzegalne napięcie w linii ust. Słuchała nie tylko treści, lecz także pauz między zdaniami, sposobu, w jaki akcentował niektóre słowa. W tych drobiazgach zawsze kryła się prawda.
— Nie przeceniłam cię — Odpowiedziała w końcu cicho, tonem wyważonym, niemal łagodnym, lecz pozbawionym miękkości. — Przeciwnie. Zawsze zakładałam, że stać cię na więcej, niż sam jesteś gotów przyznać.
Nie było w tym pochlebstwa. Było wymaganie. Drusilla nigdy nie chwaliła dla pokrzepienia; jej słowa miały wzmacniać kręgosłup, nie ego. Patrzyła na niego tak, jak patrzy się na projekt, który musi zostać ukończony zgodnie z planem - z uwagą, ale i z nieustępliwością wobec niedociągnięć. Kusiła ją możliwość wejrzenia w umysł syna, dostrzeżenia tego, czym naprawdę kieruje się. Jednak z wiekiem, liczyła na to, że jej dzieci nie pokuszą się już o zatajanie przed nią czegokolwiek. Wszakże byłoby to z ich strony nieroztropne. Prędzej czy później i tak dowiedziałaby się prawdy, a konsekwencje byłyby, co najmniej, nieprzyjemne. Jej dawne ingerencje były niczym macki - tak, to odpowiednie określenie. Macki, które kiedyś sięgały głębiej, niż pozwalał na to zdrowy rozsądek. Oboje wiedzieli, że granice zostały kiedyś przekroczone - i że on nauczył się je odbudowywać. Fakt, że potrafił się przed nią zamknąć, był dla niej jednocześnie stratą i powodem do osobliwej satysfakcji. Wychowała syna zdolnego do obrony własnego umysłu. Cena tej lekcji nie była jednak niska.
Gdy wspomniał o przestarzałości formy, o liście kierowanym do seniora rodu zamiast do samej panny, jej palce lekko przesunęły się po krawędzi pergaminu, jakby wyznaczały granicę między młodzieńczą intuicją a rodową praktyką.
— To nie jest kwestia nowoczesności, Rodricu. To kwestia struktury — Uniosła na niego wzrok, spokojny i przenikliwy zarazem. — Małżeństwo nie zawsze jest rozmową dwojga młodych ludzi, którzy postanowili podzielić się uczuciem. Głównie jest porozumieniem dwóch rodów, które łączą swoje interesy, reputację i przyszłość.
Jej głos nie przybrał surowszego tonu, lecz wybrzmiał ciężej, jakby każde słowo miało określoną wagę. — Ojciec panny Flint nie zostaje poinformowany z uprzejmości. Zostaje uznany za partnera w decyzji. To gest, który mówi: szanuję waszą władzę nad własnym nazwiskiem.
Zawiesiła głos na ułamek sekundy, pozwalając mu przyswoić sens jej słów.
— Jeśli jednak uważasz, że należy najpierw przemówić do samej zainteresowanej… —Dodała spokojnie, nie odrywając od niego spojrzenia. — wówczas musisz być pewien, że to nie tylko gest, lecz deklaracja. Kobieta, którą uprzedzisz przed jej ojcem, otrzyma władzę. Władzę nad narracją. Nad tempem. Nad odpowiedzią.
Jej brew uniosła się minimalnie.
— A władza bywa używana czasem z rozsądkiem. A czasem przeciwko temu, kto ją ofiarował.
Nie było w tym przestrogi podszytej strachem. Było doświadczenie kobiety, która sama została kiedyś wprowadzona w struktury decyzją starszych - i która nauczyła się w nich poruszać skuteczniej niż niejeden mężczyzna.
Gdy zapytał o list, napięcie w jego głosie nie umknęło jej uwadze. Spojrzenie Drusilli wyostrzyło się niemal niezauważalnie, jak ostrze wyjęte z pochwy. — Nie — Odparła krótko. Jedno słowo, bez ozdobników. Przesunęła kciukiem po pieczęci jeszcze raz, badając fakturę wosku, jakby sam dotyk mógł zdradzić więcej niż treść. Wiedziała, że ciekawość Rodrica narasta; widziała to w sposobie, w jaki odchylił się minimalnie do przodu. — Ten list nie jest do c i e b i e — Powtórzyła ciszej, lecz wyraźniej. — Jednak do niego przejdziemy, gdy j a uznam to za słuszne.
Rodric zapominał się; pozwalał sobie na zbyt dużą swobodę w jej towarzystwie. W swojej głowie Drusilla usprawiedliwiała to emocjami wynikającymi z nadciągający starań o rękę młodej Leopoldine. I oby właśnie o to chodziło - w przeciwnym razie stosunku Rodrica z matką ulegną znacznemu pogorszeniu.
— Podjęcie decyzji o damie, którą być może poślubisz, to jedno. Staranie się o jej rękę, to drugie — Upijając łyk herbaty przekrzywiła głowę, zatrzymując powietrze w płucach odrobinę za długo. Jej umysł zalała fala wspomnień, gdy w szkolnych murach poznała swojego przyszłego męża. — Twój ojciec nie walczył o moje względy w sposób, którego oczekiwaliby romantycy — Zrobiła pauzę, a jej usta wykrzywił lekki, ledwo zauważalny uśmiech. Kolejny łyk silver needle. — Nie przysyłał kwiatów, nie pisał wierszy i nie zabiegał o każdy taniec podczas zimowych bali. Gdyby to zrobił, uznałabym go za słabego. On mnie sprawdzał. Podczas pierwszych wspólnych kolacji nie komplementował mojego wyglądu. Zadawał pytania. O historię. O władzę. O to, czy kontrola nad ludzkim umysłem jest etyczna, jeśli służy stabilności. Kwestionował moje odpowiedzi. Nie po to, by mnie ośmieszyć - po to, by zobaczyć, czy potrafię utrzymać stanowisko. Wielu młodych czarodziejów próbowało mi imponować nazwiskiem. On nie. Czasem przez całe wieczory nie podchodził do mnie ani razu. Obserwował. A kiedy już mówił, robił to tak, jakby rozmowa była inwestycją — Uniosła lekko brew, opierając się wygodnie o oparcie fotela. — Ignorowałam go celowo. Przerywałam mu. Odpowiadałam chłodno. To były próby. Chciałam zobaczyć, czy zacznie mnie przekonywać, czy będzie próbował mnie zmiękczyć. Nie zrobił ani jednego, ani drugiego. Reagował wyłącznie wtedy, gdy uznawał to za stosowne. To mnie zirytowało... a potem zaciekawiło. Zamiast prezentów przysyłał mi książki. Z własnymi marginaliami. Nigdy nie powiedział wprost, że mnie podziwia. Pokazywał, że uważa mnie za równą sobie.
Pozwoliła wybrzmieć dotychczasowym słowom, pozwalając Rodricowi je w pełni przyswoić. By zrozumiał jej przekaz.
— A potem był moment, w którym powiedziałam mu, że małżeństwo jest dla mnie wyłącznie kontraktem. Że nie zamierzam być cichą żoną stojącą krok za mężem. Było to… celowe. Odpowiedział, że nie potrzebuje żony do formowania. Potrzebuje partnera, który rozumie, że władza dzielona jest silniejsza. I że nie zamierza mnie ani temperować, ani prowadzić. Nie obiecał mi szczęścia. Nie obiecał czułości. Zaproponował mi równorzędność. To właśnie było zdobyciem mnie, Rodricu. Nie zaloty. Nie namiętność. Pewność, że nie będzie próbował mnie pomniejszyć ani przysłonić. Że nie przestraszy się mojej ambicji — Brzdęk filiżanki uderzającej o spodek był wyrazem siły, która przez nią przemawiała. Jej wzrok, skupiony i pełen surowości, przeszywał Rodrica na wskroś. — Jeżeli chcesz zdobyć kobietę taką jak panna Flint, musisz najpierw zrozumieć, kim ona jest. A potem zdecydować, czy jesteś gotów pozwolić jej być dokładnie taką - bez poprawiania, bez łagodzenia, bez upraszczania.
Świat nie wymaga reform. Wymagaselekcji.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 14-02-2026, 18:21 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.