• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Domostwa > Londyn, Horyzontalna 3/12 > Gabinet
Gabinet
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
11-10-2025, 13:23

Gabinet
Przestronny pokój był niegdyś jedną z sypialni w trzypokojowym mieszkaniu Prince'ów, ale po śmierci żony Jasper skorzystał z dodatkowej przestrzeni i przeniósł tutaj biurko, część naukowych książek i tablice alchemiczne. Niedawno dokupił również wygodną, zieloną kanapę, dzięki której w gabinecie można zarówno pracować, jak i odpoczywać. Perski dywan jest nieco niegustownym prezentem od rodziców, a z okna widać ulicę Horyzontalną. W kącie (z dala od cenniejszych książek i przedmiotów) Jasper urządził niewielki i prowizoryczny warsztat alchemiczny.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (2): « Wstecz 1 2
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
Jasper Prince
Akolici
Wiek
38
Zawód
Uzdrowiciel, toksykolog
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
zaręczony
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
0
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
25
15
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
6
Brak karty postaci
13-01-2026, 22:15
- Ach, może lwicą Godryka? - było mu wesoło. - Myślisz, że któryś z założycieli Hogwartu mieli romans? - zapytał z pokerową twarzą (ledwo utrzymywaną) i chochliczym błyskiem w oczach, nieświadom, że to duch-opiekun jego własnego domu ma w swojej biografii historię toksycznej miłości. Wyobraził sobie raczej wesołe przygody mężnego Godrica i pięknej Helgi, obraz równie ambitny jak żarty z jego pierwszej sowy. - Hola, nie obrażaj Salazara bez wymienienia chociaż siedmiu faktów z jego życia... albo wycieczki do naszego pokoju wspólnego! - przewrócił oczyma, wciąż w humorze do żartów. I nie tylko. Nie był pewien, czy na Zjeździe Absolwentów otwarte zostaną pokoje wspólne, ale chętnie zabrałby tam Leonie... nieświadom jeszcze, że tego samego dnia będzie musiał być na dyżurze w szpitalu. I że, co gorsza, weźmie ten dyżur za koleżankę, której dziecko będzie chore.
- Leokadia? To niby pochodzi od Leonie? - zapytał równie niewinnie, jak niewinne były jej skojarzenia z Cyceronem. Uśmiechnął się z rozczuleniem, widząc jej rumieniec—skutecznie tłumiąc śmiech i tłumiąc również wniosek, że była równie niewinna jak on w Hogwarcie. Prawie wyrwałoby mu się to na głos, ale znał już Leonie na tyle by pamiętać (czasami), że mogła się z tym nie zgodzić albo zinterpretować to na opak. Wciąż jedynie domyślał się tego, co jej ciążyło i wciąż zastanawiał się, czy kiedyś będzie jej łatwiej—ale nie naciskał, usiłując raczej znaleźć jak najwięcej radości w codzienności i jakiś skuteczniejszy sposób niż Lumos na koszmary senne (upierał się natomiast do Leonie, że jemu to pomoże).
Korzystając z okazji, że Leonie się o niego oparła, objął ją ramieniem, nieświadomie destabilizując Figę i ułatwiając jej drogę pod własną koszulę.
- W sumie nie wiem, nie znam się na hodowli... ale kuguchary i psy zawsze hodowano w mieszkaniach, pufki są małe, a ptaki... może potrzebują czegoś więcej niż balkon? - rozważał na głos. Mimowolnie pomyślał o ptakach zamkniętych w klatce i odruchowo przyciągnął Leonie mocniej do siebie. Nie powiedziała mu nigdy szczegółów swojego zniknięcia, odsłaniając blizny i śniąc koszmary pokazała mu właściwie więcej niż zdradziły słowa, więc w teorii nigdy nie był pewien gdzie była... ale zawsze wyobrażał to sobie jako miejsce ciasne i ciemne. Jak klatka. Jak przestrzenie, które od paru lat przerażały jego samego.
Może lepiej o tym nie myśleć, może po prostu miał bujną wyobraźnię. Przykmnął oczy, tym razem nie widząc pod powiekami ciemności, a jej wymarzony dom.
- Ale pewnie z dużym ogrodem? - podchwycił. - Znając ciebie, posadziłabyś tam wierzbę bijącą! - nawiązał do jej łatwości w obsłudze diabelskich sideł, choć właściwie ten pomysł nie był tak absurdalny. Jeśli czuła się niepewnie, takie wierzby były chyba jeszcze skuteczniejsze od chow-chowa... - Wiesz, na początek, nie w każdym mieszkaniu słychać wymiotujących marynarzy. Tutaj nie ma takich problemów. - zasugerował wymownie, choć aluzja chyba pozostanie niezrozumiana.
- Ja? Jeszcze nie wiem, tu było... wygodnie i nie miałem dotychczas wystarczającej motywacji do zmian. - stwierdził wymijająco. Miasto odpowiadało początkowo jemu i Ingrid, a choć myślał nieśmiało, że mogliby przeprowadzić się mając dzieci to te myśli pozostały nieśmiałe, aż zdławił je zupełnie. Jako wdowiec z leniwym kugucharem też nieszczególnie potrzebował więcej przestrzeni, ale nawet teraz widział, że kolekcja herbat Leonie nie zmieści się w jego kuchni. A podobno wsadziła do szafki tylko absolutne minimum.

Figa łaskotała go pod koszulą, wzmagając jedynie wybuch śmiechu, choć sytuacja stworzonka była dramatyczna.
- Nie strofuj mnie, tylko jej pomóż! - wykrztusił przez łzy rozbawienia, teatralnie rozpinając pierwsze guziki koszuli. Leonie poradziła sobie z resztą, a oburzona Figa spadła na talerz i musiała zadowolić się jabłkiem oraz towarzystwem siostry, zamiast smarkami i opieką swoich nowych właścicieli. Jasper bowiem nieodpowiedzialnie zapomniał o pufkach i przyciągnął do siebie Leonie. Już i tak pozbył się koszuli, a szkoda nie skorzystać z wolnego popołudnia...


/zt x 2
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): « Wstecz 1 2


Skocz do:

Aktualny czas: 14-02-2026, 18:25 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.