• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Centralny Londyn > Londyńskie Zoo
Strony (2): 1 2 Dalej
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
07-01-2026, 14:39

Londyńskie Zoo
Za skrzypiącą, żelazną bramą rozciąga się zupełnie inny świat od zatłoczonego centrum Londynu. Po przekroczeniu furtki odwiedzających wita cywilizowana egzotyka: to kręte alejki wysypane jasnym żwirem, niskie płotki, betonowe wybiegi o obłych kształtach i tabliczki z nazwami zwierząt oraz dokładnym opisem ich zwyczajów. W Londyńskim Zoo można podziwiać gatunki słodkie - jak pandy, koale i żyrafy - ale też niebezpieczne - lwy, goryle oraz niedźwiedzie. Wybiegi są stworzone raczej z myślą o bezpieczeństwie zwiedzających niż komforcie zwierząt. Nieznośni chłopcy bębnią w kraty, dziewczynki próbują karmić słonie biszkoptami przeznaczonymi na podwieczorek, a dorośli tylko czasem zwracają im uwagę, woląc skupić się na spacerze, papierosie, herbacie z papierowego kubka, konsumpcji mięsnego pasztecika albo lekturze świeżego dziennika.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Daniel Dodge
Czarodzieje
I'm asking you to come there and make me look good. Alright?
Wiek
44
Zawód
Inwestor, Złodziej, Diler, Szmugler
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
11
5
Brak karty postaci
07-01-2026, 15:06
21 kwietnia

Stopa za stopą, toczymy się raczej leniwie w miłosnym skrzywieniu. Ja od strony jezdni, ruchliwej ulicy, by chronić ją od wszelkiego złego, ona po drugiej, pasie wielkie oczyska kolorowymi witrynami sklepów. Tu cukierki na wagę, tam pasmanteria z jedwabnymi wstążkami i różnokształtnymi guzikami, a za rogiem malusieńki sklepik ma modystka, szczycąca się ręczną robotą woalek, stroików i filcowych kapeluszy. Trzymam Sandy mocno przy sobie, moje ramię oplata jej barki i choć nie jest to najwygodniejsza spacerowa poza, odpowiada nam z kilku względów. Po pierwsze, pilnuję, by nie zerwała się ze smyczy i czynności oglądania prędko nie zamieniła w kupowanie. Po drugie, jesteśmy ściśnięci jak sardynki, ale przylegamy do siebie zupełnie naturalnie, nasze zapachy się mieszają, więc ona waniaje jakby była przodowniczką pracy przy wydobywaniu węgla, a mnie oblepia kwiatowa słodycz, tak ostra, że aż kicham potężnie.
– Masz chusteczkę? – pytam, nie robiąc jej wyrzutów o ten nagły atak na receptory węchu. Tak jest mała, pokaż całemu światu, że cię stać - no bo niby kto zabulił za ten fikuśny flakon pełen perfum, w których chyba się dziś kąpała? Oczywiście, że ja, więc idź, idź, roznoś ten zapaszek, powoduj ból głowy i zbiorowe omdlenia w autobusach, bądź szczęśliwa, uśmiechnięta, zadowolona i poratuj mnie tą chustką, a spędzimy idealne popołudnie tylko we dwoje. Bez krzyków, bez kłótni, bez widelców wbitych w dłonie (przesadzam, tego jeszcze nie było), za to dokładnie według agendy, którą układam pieczołowicie, naprowadzany delikatnymi aluzjami Sandy, które traktuję oczywiście jak muszki-owocówki w lecie - udaję, że ich nie ma. Ja proponuję spacer, ja organizuję wyjście, ja życzę sobie, żeby nałożyła ołówkową spódnicę i lawendową bluzeczkę z bufiastymi rękawami, w której jej cycki wyglądają naprawdę potężnie. Ja też otwieram jej drzwi, ja stoję w kolejce po dwa bilety do zoo, wszystko z własnej, nieprzymuszonej woli. Tak, tak, przez kolejny tydzień będę napawać się tym, jaki jestem sprytny i wspaniałomyślny, przez kolejne siedem dni będę jej wypominać ten wypad, kiedy tylko spróbuje mi odmówić: wszystkie argumenty moje, mam ją całą, calutką w garści (taka jest przecież malutka). Oczywiście, że nie zwracam uwagi, że ostatnio często nosiła zwierzęce motywy: szalik w leopardzie cętki, spódniczkę w krowie łaty, golfik w zeberkę. Akurat wpadło nam do skrzynki mnóstwo reklam - ulotka z zoo to też pewnie przypadek i żadna sugestia, która wpływa na moje plany i decyzje.
– Co chcesz zobaczyć? Tu najbliżej jest basen z flamingami – podsuwam jej pod nos kolorową mapkę z zaznaczonymi ścieżkami, którą wciskają mi razem z kartonikowym biletem. – Widzę, że są też goryle, pandy i tygrysy – dodaję, ze zmarszczonymi brwiami studiując plan ogrodu. Szykuję się na doprawdy milusie porównania, kiedy tylko znajdzie młodą samiczkę i siwiejącego samca, o, patrz, przecież to my, gotowy znosić je w imię wieczoru tylko dla mnie, gdy rozsiądę się przed telewizorem z piwem i orzeszkami.
– Słuchaj Sandy, skup się. Za parę dni będę potrzebował twojej pomocy, to ważne – ściskam ją za rękę, kiedy tak drepczemy wysypaną żwirkiem ścieżką, szukając wystawowych zwierzątek. Jakiś kilkulatek wyrywa się z rąk swojej opiekunki i na łeb na szyję biegnie przed siebie, imitując odgłosy strzelania z pistoletu (dziecko wojny, jak nic), a niedaleko nas potyka się i pada jak długi, włączając syrenę. Ja zaczynam rechotać, ale śmiech zamiera mi w gardle, kiedy napotykam pełen dezaprobaty wzrok Sandy. – No co? – jeszcze się bronię (stary dureń) – przecież się nie słuchał – a niegrzeczne dzieci muszą ponosić konsekwencje, tak? Moje pośladki chyba nie są równej wielkości, ale nie przyglądałem się im na tyle, by móc poddać to rzetelnej ocenie. W każdym razie ja wyrastam na ludzi.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Sandy Wilkes
Czarodzieje
tell me who I am – do I provoke you with my tone of innocence?
Wiek
21
Zawód
fryzjerka, niania, drobna złodziejka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
0
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
2
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
13
Brak karty postaci
09-01-2026, 15:15
Od półtora tygodnia wyglądam tak, jakby wyjęli mnie z przyrodniczego elementarza dla dzieci; bywam pumą, wcielam się w tygrysa, innym razem swobodnie drepczę jak zebra na prerii, miejskiej pustyni albo osiedlowej sawannie. Zrobić mi zdjęcie, wyciąć, wkleić do podręcznika — zrobiłabym to za darmo, odpuściła tantiemy i nie upominała się o żadne sykle, ani nawet lichy barter; ku nauce, ku lepszemu światu.
Daniel lat ma nieco więcej niż przeciętny bywalec szkoły podstawowej, może dlatego zrozumienie aluzji — o czym będzie dzisiejsza lekcja, drogie dzieciaczki? — przychodzi mu z nieco większym trudem; przecież to było dawno, dawno temu. Ja jednak decyduję się być miłosierną i cierpliwą nauczycielką, drewnianą linijkę do bicia gówniarzy po łapach chowam w skórzanej aktówce i czekam aż refleksja nadejdzie sama; na końcu dnia, tęczowej polanki i moich coraz bardziej desperackich próbach, lampka w końcu się zapala — aha, eureka!
— Mhmm — ładna, biała i z jednym wyhaftowanym kwiatuszkiem; z rąk do rąk, księżniczka ofiarowuje swojemu rycerzowi chusteczkę i zaraz, za momencik, będziemy żyć długo i szczęśliwie. Nawet i ekstrawagancko, bo dziś nie decydujemy się na to, żebym udawała małoletnią i wcisnęła się przez bramki na bilecie ulgowym — dzisiaj jestem damą w cętkowanej spódnicy i wysokich platformach; jesteśmy w zoo, więc obcasik wykonany z korka, żeby pasował do przyrodniczego klimatu.
Uśmiech na twarzy, ulotka w dłoniach; fluorescencyjne kolory zakłamują rzeczywistość i sprzedają nam obrazy wielkich, wielobarwnych zwierzątek. Ulegam tej wizji i chłonę każdy zakamarek na drukowanym papierze, chcąc znaleźć punkt numer jeden dla naszej wycieczki. To prawdziwa wyprawa, świadczy o tym przyjemna pogoda, przyjemny Daniel, przyjemny uśmiech i cała masa smakołyków w torbie, którą potraktowałam zaklęciem zmniejszająco—zwiększającym. Kanapeczki wycięte w trójkąty, garść owocowych landrynek, precelki w tekturowej torbie; jeśli szczęście dopisze, tym ostatnim może nawet podzielę się z jakimś orangutanem albo inną sarenką.
— Pandy — wyrokuję, kiedy pyta mnie o cel trasy numer jeden; od ogółu, do szczegółu — od słodkości, do brutalności. Najpierw popatrzymy na czarno—białe misie, później sprawdzimy tygrysy, a mnie pewnie zrobi się nagle dużo cieplej; nie potrafię zrozumieć, ale na ich widok zawsze nieco się ekscytowałam. Ich wizja i tym razem wywołuje drobne motyle w brzuchu, dość prędko zapominam nawet o dziecku, które jak długie pocałowało żwirową uliczkę i właśnie wysłuchujemy metodycznego trajkotania jego matki.
— Pandy zjadają mnóstwo bambusa w ciągu dnia. Pewnie dlatego są takie grube — ciekawostka z kategorii niepotrzebnych, ale jak usprawniających działanie we wszechświecie. Dzięki mnie, Daniel Dodge odhacza kolejny punkt know—how interakcji z dzikimi zwierzętami.
Parkowa uliczka bujnych paprotek i pokrętnych lian połyka nas w całości; zielono nam i miło, rozczulam się werbalnie i ciągnę go w kierunku klatki ze śmiesznymi wielkoludami, którym ktoś na początku ewolucji podbił oko i teraz muszą tak paradować, prawie jak z rozmazanym tuszem do rzęs.
— No, to co to takie ważne? — pytam, podchodząc bliżej miejsca, w którym od małej i dużej pandy dzieli nas góra siedem metrów i przerdzewiały, stalowy pręt.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Daniel Dodge
Czarodzieje
I'm asking you to come there and make me look good. Alright?
Wiek
44
Zawód
Inwestor, Złodziej, Diler, Szmugler
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
11
5
Brak karty postaci
09-01-2026, 21:59
To nie tak, że nie widzę nowego motywu przewodniego w jej strojach. Na krótkiej liście domowych obowiązków faceta, który mieszka z kobietą, ale nie dzieli z nią wspólnego nazwiska, na miejscu pierwszym są przecież codzienne komplementy. Tutaj trzeba być nie tylko spostrzegawczym, ale również zmyślnym, kreatywnym i najważniejsze: za-po-bie-ga-wczym. Ślicznie wyglądasz kochanie, pięknie pachniesz kochanie, wyjątkowo promieniejesz kochanie, czy to nowa bluzeczka, kochanie? - mam cały notes takich tekstów przechowywanych na okazję od A do Z, a także na te wypluwane serią z karabinu maszynowego zupełnie bez powodu.
W poniedziałek Sandy nosi szaliczek w cętki - pasuje do mojej kamizelki z frędzlami, którą pewnie ubrałbym na safari. We wtorek ja przwydziewam spodnie, które kupiłem z pięć lat temu w odzieży na wagę, spinam je skórzanym paskiem z wielką klamrą, na głowę zakładam kowbojski kapelusz, a ona wybiera krowie łaty. To już pomijam milczeniem, ale w tej spódniczce jej dupa przyciąga mnie jak pole grawitacyjne. Z kolei w środę, kiedy słońce wspina się wyjątkowo wysoko jak na londyńskie standardy i można zdjąć marynarę, za to trzeba ubrać okulary przeciwsłoneczne, dopasowujemy się czarno-białymi pasami. U mnie na obwódkach bryli, a u niej na bluzce ze stójką przy szyi. Przypadek?
Ha-ha-ha, nie znacie mojej Sandy.
Dla mnie zmieni kolor włosów i fryzurę. Dla mnie ubierze buty na obcasie, które dodadzą jej piętnastu centymetrów wzrostu. Dla mnie wyleje na uda gorący wosk i zedrze go plastrami, no i dla mnie otworzy buzię i dzielnie połknie swoją dzienną porcję witaminek C i B. Nasza zgodność wykracza więc poza ingerencję chichotu losu tudzież poleganiu na tym, co szafa wysra. A ja - widzę, bo chwalę, słodzę aż do przesady. Koń umarłby od takiej dawki cukru, połamałby sobie wielkie zęby na niestandardowej wielkości białym sześcianie. Ot, to tak dla wizualizacji skali mych starań, idących w parze z jej wdzięcznością. Hałaśliwie wycieram nos, a chustkę upycham w kieszeni jeansowej kurtki - bo przecież nie zwrócę jej z powrotem z zielonym gilem w środku. Tylko jedno “ale”; musimy wrócić, zanim temperatura drastycznie spadnie. Dlaczego? Ano dlatego, że kurtka wyląduje wówczas na jej ramionkach, rączki powędrują do wszystkich schowków na cały męski dobytek i natknie się na coś, na co nie powinna. Zużyta chustka - mogło być gorzej, co? To mogły być gumki, po których od razu zrobiłaby awanturę, bo my ich nie używamy; nawet jakby sam diabeł robiłby za mojego adwokata, miałbym dokumentnie przechlapane. To nic, bo ostatecznie, to nie mój problem. Trzymając Sandy za dłoń i prowadząc ją jak opiekun źrebiątko na wybiegu - problemu nie mam żadnego.
– Mogą być pandy – godzę się bez większej refleksji, ale też i bez entuzjazmu. Z Sandy ta radość aż tryska, jakby była plastikowym jajkiem na Śmigus-Dyngus, łatwo ją zadowolić. – Co jeszcze mi opowiesz? – podpuszczam ją, gotowy na zalanie kompletnie nieistotnymi informacjami, które wpuszczę do lewego ucha, a gdzieś w połowie kanału słuchowego będzie wielka strzałka z napisem “do wyjścia” i hop-hop-hop, wiedza uleci prawym uchem. Mogę słuchać jej godzinami, nieważne czy relacjonuje mi narzeczeńskie sprzeczki Betty i Misiaczka, nadaje o centrum handlowym, które buduje się od pół roku i mają je otworzyć za trzy miesiące kilka przecznic od naszej kamienicy, rozwodzi się nad kaloryką żółtego sera, czy czyta instrukcje obsługi nowego tostera. Lubię, kiedy mówi, kiedy kłapie jadaczką, a jej szczęki rozsuwają się i składają, wypluwając słówka: okrągłe, nieistotne, błahe. Nie przyznam się do tego, będę ją uciszać, mówić, że od gadulstwa boli mnie głowa, sprytnie proponować grę w Króla Ciszy, a tak naprawdę mógłbym zasypiać do jej monologów jak do ulubionych kołysanek.
– Chcę, żebyś zrobiła porządek w piwnicy. Będę niedługo potrzebować trochę miejsca, upatrzyłem sobie taki jeden sklep i wiesz, trzeba będzie gdzieś zrzucić towar – odpowiadam, patrząc jak duża panda żuje bambusa. Je go tak wolno, jakby robiła to w zwolnionym tempie. Nic dziwnego, że są na skraju wyginięcia, w dziczy nie daję im żadnych szans. – A wcześniej pójdziesz tam zrobić rekonesans, pogadać z właścicielem, wiesz, standardowa procedura – dodaję, drapiąc się po brodzie. Mała lubi czuć się potrzebna, a sprzątania nie potraktuje odpowiednio poważnie bez bojowego zadania. – Tylko że ten sklep jest na Nokturnie – i w tym cały szkopuł. – Poradzisz sobie, cukiereczku? - mała panda właśnie spada z karłowatego drzewa i rozlewa się na ziemi jak futrzasta ciecz. Ile z naszej rozmowy Sandy zarejestrowała? Może z piętnaście procent. Już ćwiczę mentalnie i przygotowuję się psychicznie na Danny, weźmiemy ją do domu?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Sandy Wilkes
Czarodzieje
tell me who I am – do I provoke you with my tone of innocence?
Wiek
21
Zawód
fryzjerka, niania, drobna złodziejka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
0
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
2
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
13
Brak karty postaci
16-01-2026, 15:45
Ładne ubranka, ładna chusteczka, ładne intencje — do pogłębienia wrażenia przydałby się nam błysk lampy aparatu, flesz, którego kiedyś zabronią używać w ogrodach zoologicznych, bo źle działa na zwierzęta i albo je przeraża, albo drażni. Z naszej dwójki — gatunek bardzo ciekawski, nieco ekscentryczny, totalnie rzadki — można byłoby stworzyć wyjątek od reguły, kąpać nas w tych małych trzaskach kliszy od dnia do nocy, a i tak nie mielibyśmy dosyć.
Ja na pewno nie — ale zbyt długo przygotowuję się do roli kogoś, kto za wielką wodą ma swoją różową gwiazdkę na chodniku, by choć na moment zastanawiać się, ile fotografii potrzeba, żeby przekroczyć pewną granicę; dobrego smaku albo cierpliwości — nieistotne.
Snujemy się więc po angielsku żwirową alejką, czerpiemy z ciepłych promieni słońca i uważnie zerkamy na mijane po drodze tabliczki; od dziwacznych nazw z łaciny, po proste rozkazy na temat poszanowania zieleni i nie dokarmianiu lwów — przez myśl przechodzi mi głupiutka sceneria, w którejś jakaś paniusia wyjmuje z krokodylej torebunii wielką, wołowa gicz i łamiąc tę prostolinijną zasadę, wrzuca nadprogramowy poczęstunek do klatki z wielkimi kotami.
— Wygłupiają się, jedzą, śpią, tak w kółko — być może wyczytałam to z którejś z dziecięcych książeczek, być może któreś niańczone przeze mnie dziecko przechodziło niedawno przez okres fascynacji biało—czarnymi miśkami z dalekiej dżungli — To całkiem pospolite zajęcia, myślę, że można by je było łatwo udomowić — dzielę się z Danielem swoją obserwacją, dość uważnie przyglądając się minom, które niedługo pojawią się na jego twarzy; skończy się na rozbawieniu, politowaniu, czy może i jego oświeci ta ciekawa możliwość hodowania pandy pod dachem własnego mieszkania? — O, zobacz — widok godny uwiecznienia, żałuję, że nie wzięliśmy ze sobą aparatu, bo panda, która właśnie rozpłaszczyła się o zielone podłoże, dziarsko wstaje z pokrytej mchem ziemi i maszeruje w naszą stronę — Może nas słyszała? — słówko od weźmy ją, Danny, moment od najwyższej formy rozczulenia; jeszcze chwila tej cukrowej bomby w ustach, a być może przyda mi się reanimacja, usta—usta w zoologicznej dziczy zrobią ze mnie Jane, z Daniela stworzą Tarzana.
Wizja siebie samej wśród wysokich drzew, lian, rechoczących małp i kolorowej roślinności jest ciekawa; zdecydowanie ciekawsza od piwnicy i bałaganu w niej panującego — być może dlatego początkowo tylko marszczę brwi i patrzę dalej przed siebie (mała panda wykonuje coś na kształt krzywego fikołka), niekoniecznie zainteresowana dalszą częścią tego wielkiego planu.
Do czasu.
— Co? Na Nokturnie? — na liście dzisiejszych głupich pomysłów, ten ląduje na pierwszym miejscu — Co stamtąd chcesz? — głupoty i niemoralne fantazje; panda, która zbliża się do nas i wyciąga pulchne łapy zakończone pazurami, jest dużo przyjemniejszym scenariuszem niż przesiadywanie w piwnicy, dreptanie po Nokturnie i zastanawianie się, czy smród tej ulicy to szczyny, czy nieboszczyk w rowie.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Daniel Dodge
Czarodzieje
I'm asking you to come there and make me look good. Alright?
Wiek
44
Zawód
Inwestor, Złodziej, Diler, Szmugler
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
11
5
Brak karty postaci
17-01-2026, 17:35
Słoneczny dzień, leniwy spacerek, zaraz przycupniemy na ławce i popatrzymy jak krępy brunet tuż przed basenem z flamingami pada na jedno kolano tuż przed swoją równie pulchną wybranką. Potem zobaczymy jak lew posuwa znudzoną lwicę, która stępiła swoje pazury i straciła chęć do życia - nie musi już polować, ba, nie może polować, więc pozwala, by samiec zapinał ją od tyłu zupełnie obojętnie. Jej przyszłość jest zabezpieczona, młode nie są potrzebne, by przejąć po niej pałeczkę dostarczania pożywienia dla stada, więc po prostu czeka, aż samiec skończy, po czym pójdzie położyć się na bardziej nagrzanym kamieniu. Później, gdy znudzi nas ta dzika natura, kupię Sandy watę cukrową i wrócimy do domu, pokonując przyzwoity dystans dwudziestu trzech tysięcy kroków, jakbyśmy byli turystami we własnym mieście. O tym marzę.
– Tak, masz rację – zgadzam się prawie automatycznie, skwapliwie kiwam głową, nie wyprowadzam jej z błędu - bo po co? – Tylko wiesz, one są duże. I potrzebują dużo miejsca. My tyle nie mamy – dodaję szybko, powinienem coś dorzucić o jej torebkach i butach, kolorowych parasolkach i reszcie, ale spokojnie, jeden cios za drugim, bo inaczej zacznie ryczeć i będę tu mieć na żywo odpalony protokół Wodospad Niagara. – Widzę, przecież – nie musi pokazywać palcem, jestem od niej starszy, ale wciąż nie stary. – Na pewno. Strasznie jest niezdarna – krzywię się, na tę czarno-białą plamę, która przemieszcza się w naszą stronę falującym ruchem, naprawdę trudno rzecz, gdzie ma głowę, a gdzie brzuch.
– Ja nic – zaperzam się, przypatrując się pandzie, która pcha swój symetryczny pysk między nas, chyba uwiedziona słodkim zapaszkiem otaczającym Sandy. Miód-malina i tak dalej, zaraz się porzygam. – Znalazłem kupca na komponenty. Jak domknę tę transakcję, to w końcu pojedziemy na wakacje. Należy ci się coś od życia, tak ciężko pracujesz – pijąc kawkę, gdy dzieci śpią, podjadając ich budyniowe deserki i śpiewając wyliczanki. Głaszczę ją po blondwłosej główce, jakbym tym sposobem wyczesywał z niej wszelkie opory i wątpliwości, które właśnie ulatniają się jedna po drugiej. – I przez cały tydzień nie będziesz musiała robić absolutnie nic – snuję opowiastkę o wakacyjnej Sandy, która nosi kapelusz z wielkim rondem chroniący przed słońcem i buty wyłącznie na wysokich obcasach, a w ręku nie dzierży ani miotły, ani kosza z brudną bielizną, tylko Piña Coladę albo Aperola z kolorową słomką. To czas, żeby skraść jej buziaka, więc miękko przyciągam ją do siebie i całuję czule, gdy ona myśli o nowym berecie, jeśli pojedziemy do Paryża, zastanawia się czy we Włoszech wypożyczymy niebieski skuter albo czy uratuję ją przed bykiem, jeśli w Hiszpanii założy czerwoną sukienkę, tę w kształcie litery A, w której jej tyłek wygląda po prostu bosko.
– Brzmi dobrze, co? – pieszczę jej policzek machinalnie, bo sam trochę zbłądziłem w tych fantazjach o spaniu pod prześcieradłem, rwaniu dorodnych pomarańczy prosto z drzewa i pieszczeniu ją przy stoliku w kawiarni, gdzie nikt nas nie zna i gdzie wbrew panującym zwyczajom, pijemy kapuczinę po południu, bo ani myślimy wcześniej wstawać. – Nie martw się, idę z Gabrielem – dodaję, podciągając w górę jej podbródek, to ważne. – Ciebie też będę mieć na oku – no chyba nie myślała, że pozwolę szlajać się jej całkiem samej po Nokturnie, co to, to nie. Zjedliby ją tam na śniadanie i tyle zostałoby po mojej Sandy, jakieś niepozorne, cieniusieńkie kosteczki, z których pan Phaelanges mógłby zrobić co najwyżej klatkę dla kanarka. – Ale wróćmy może do tych wakacji – proponuję, bardziej niż wydawać pieniądze na jawie, uwielbiam wydawać je na niby. Bo to akurat nic nie kosztuje, a jednak syci.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#7
Sandy Wilkes
Czarodzieje
tell me who I am – do I provoke you with my tone of innocence?
Wiek
21
Zawód
fryzjerka, niania, drobna złodziejka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
0
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
2
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
13
Brak karty postaci
18-01-2026, 17:39
Krawędź metalowego ogrodzenia wybiegu pand cicho wżyna się w udo — poczułabym, gdyby nie przejmująca ekscytacja biało—czarnymi kulkami, które brykają po zielonym terenie i próbują radzić sobie z prawami grawitacji. Jakiś mostek, jakaś huśtawka, wielkie misy na wodę i bambusowe rarytasy; ogrody zoologiczne kryją w sobie niespodziewane niespodzianki, klatki ze zwierzętami to opowieści o ciekawostkach z innych miejsc, a żwirowe alejki powoli, choć niechętnie, stają się powiernikami sekretów małżeńskich (i nie tylko). Na naszych palcach nie błyszczą (jeszcze) obrączki, a Zoo wie o nas już tak wiele.
Składam kolorową ulotkę na pół i wsuwam ją do rozsuniętej kieszeni torebki; na później, podobnie jak orzeszki — może pandy się skuszą?
Teraz jednak każda z nich podejmuje walkę sama ze sobą; przyglądamy się tym potyczkom o własne ja, a ja chichoczę, bo wyobrażam sobie te pocieszne, puchate misie na naszym dywanie w salonie.
— No, trzeba byłoby schować bilard — i tak machamy różdżkami i zmniejszamy go do rozmiarów zabawki dla zabawki, zwłaszcza kiedy przychodzą goście. Na co dzień aż tak nie przeszkadza; przyzwyczajamy się do kompaktowości, uczymy się wydeptanych ścieżek na pamięć, pokonujemy trasy z zamkniętymi oczami, a wyścielony cętkowanym aksamitem blat czasem służy zaspokajaniu naszych igraszek; kiedy Daniel pierwszy raz wziął mnie na krawędzi stołu bilardowego, odkryłam nowy rodzaj orgazmu.
— Panda jest za duża, masz rację — grzecznie zgadzam się na jego werdykt, kiwam głową i rzucam miękkim dzikuskom ostatnie, pożegnalne spojrzenie. Poza tym, w naszych wnętrzach, dużo lepiej wyglądałby tygrys, bądź jakaś dostojna puma; przez moment zastanawiam się, czy jeśli przyrównam nietuzinkowe rysy twarzy Daniela do kocich, niebywale seksownych, cech wyglądu jakiegoś dzikiego kota, to poziom ugłaskania nie wzrośnie o kilka punktów procentowych?
— Nie to, co pies. Pies to najlepszy przyjaciel człowieka — mówią tak, przysięgam, mówią nie bez kozery; czworonogi bronią domostw, szczekają na nieprzyjaciół, wrogów gryzą w kostki. Dotrzymują towarzystwa i nigdy nie zdradzają, jednocześnie stanowią pomost pomiędzy stanem względnego kawalerstwa, a słodkim ciężarem rodzinnego życia — Można go wytresować, nauczyć wielu pożytecznych rzeczy. Jest lojalny i pomocny — panie i panowie, zapraszamy na spektakl; rzęsy wędrują góra—dół, usta wywijają się w różnych pozach, miny przepracowane do perfekcji, bo moje myśli doskonale pamiętają widok małego, biszkoptowego szczeniaka na ulicy Pokątnej w zeszły weekend. Tutaj takiego nie uraczymy, więc muszę wierzyć w moc wyobraźni mojego mężczyzny.
Nie tak trudno jest wizualizować sobie to urokliwe, szczekające szczęście — i na pewno przyjemniej od scenerii sprzątania piwnicy i snucia się po Nokturnie.
— I w takich sytuacjach pies też jest przydatny... — pomruk jest nieco marudny, a przed nami klatka rudych pawianów, albo innych szympansów; zerkam na nowo do ulotki, bo zapomniałam, na co patrzymy — No dobrze, jeśli Gabriel będzie miał na ciebie oko i będziesz na siebie uważał... Zrobię miejsce w piwnicy — nie pytam co konkretnie chcą przynieść, bo to nie ma najmniejszego znaczenia. Znaczenie mają inne rzeczy, na przykład wakacyjna destynacja.
Albo inne przyjemności.
— Pojedziemy gdzieś, gdzie ciepło? Może w końcu nauczę się pływać? — jaki standard zapewni nam ta lukratywna yumka, czy wolno mi już fantazjować o nielimitowanych drinkach z palemką?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#8
Daniel Dodge
Czarodzieje
I'm asking you to come there and make me look good. Alright?
Wiek
44
Zawód
Inwestor, Złodziej, Diler, Szmugler
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
11
5
Brak karty postaci
19-01-2026, 20:41
Podążamy tropem różowych stópek zaznaczonych na mapie jako trasa podstawowa, omijamy tabliczki z informacjami, na których wiedza napisana jest drobnym, nieciekawym druczkiem, zawiera daty i łacińskie nazwy. Do wyciśnięicia łezki z oczek Sandy i tak w zupełności wystarczy wiadomość, że najstarsza z tutejszych pand ma na imię Pandek i została wyratowany szesnaście lat temu z rąk kłusowników jako mały, zupełnie bezbronny niedźwiadek.
– Może lepiej nie urządzajmy kolejnego przemeblowania? Kiedy ostatnio przesuwałaś meble? To było w zeszły piątek czy już dwa tygodnie temu? – komentuję nerwowo, bo z nią każdy dzionek to rosyjska ruletka, jeśli chodzi o aspekty dekoracyjno-wnętrzarskie. Podobnie, wysokie są szanse, że przytarga z ulicy ptaka ze złamanym skrzydłem, przestraszonego jeża albo wściekłą wiewiórkę. Tyle dobrego, że tych braci mniejszych traktuje jako pacjentów, a więc jedynie tymczasowych rezydentów naszej posiadłości. W której nie trzeba kolejnego lokatora.
– Pies? Serio, Sandy? Przecież ty ledwo co wstajesz na ósmą, jak otwierasz zakład – wytykam jej, krzyżując ramiona, choć bez specjalnych nadziei, że połączy w jedno ten ciąg przyczynowo-skutkowy. – Śmierdzi, brudzi, szcza, gdzie popadnie i niszczy meble. Co zrobisz, jak ci pogryzie twoje ulubione buty? Wiesz które, te kremowe pantofle z kokardką – precyzuję, żeby na pewno zdała sobie sprawę z niepowetowanej straty, którą odniesie, nabierając się na duże oczy jakiegoś pchlarza. – Nie zgadzam się na żadne zwierzę w domu, koniec dyskusji, basta – brutalnie kładę kres jej niedorzecznym fantazjom. Pękający balonik entuzjazmu nie mógłby być wyraźniejszy: Sandy w tej chwili przypomina czajnik, do którego ktoś nalał wody do pełna, a ta za minutkę, dosłownie za chwileczkę osiągnie temperaturę wrzenia i zaleje blat. – I przestań tak machać tymi rzęsami, nie ze mną te numery – grożę jej palcem, a żeby na nią nie patrzeć i nie ulegać hipnozie emerladowych oczysk, spoglądam do klatki owłosionych szympansów z nagimi tyłkami. Jeden samiec za pomocą patyka usiłuje wydostać żarcie, które zakleszczyło się między betonowym murkiem a oponą, a obok dwójka dorosłych osobników iska się nawzajem i wybiera insekty z bujnej sierści. Samo życie, przypominam sobie, jak Sandy wyciska mi pryszcze na plecach: jeden polaroid obok drugiego z podpisem znajdź pięć różnic. – I nie bocz się na mnie Sandy. Zobacz, było tak miło: spacerowaliśmy, oglądaliśmy zwierzęta, a ty musiałaś to zepsuć swoimi żądaniami. Trochę bardziej doceniaj to, co masz – pouczam ją, ale jaka w tym lekcja, skoro zaraz sięgam do kieszeni i płacę panu starszemu w fartuchu w biało-czerwone pasy, żeby nakręcił jej wielką watę cukrową, a do kartonika nasypał popcornu. Między nami: elektryczne spięcie, nieapetyczne fluidy nadciągającej kłótni i uwag do dzienniczka, a wszystko to spowite w falach słodko-maślanej woni, która sama w sobie starczy do napełnienia nam brzuchów. Wypada mi z głowy, że mała uszykowała wałówkę, ale ta sobota i tak nie mogłaby przejść do historii jako “sobota bez wydawania kasy”, bo przecież kupiliśmy bilety - zatem nic nie szkodzi, a tak gwarantuję nam doświadczenie kompletne. No, brakuje jeszcze zobaczenia odchodów słonia i porównania ich do psich kup, może działanie obrazowe i na proporcjach coś tu zaradzi. – Lubię, że mogę na ciebie liczyć. Nie zawiedź mnie, mała – puszczam jej oczko, wrzucam kilka uprażonych ziaren kukurydzy do gardła, temat psa spada z rowerka, a ja pocieszam ją, jak mogę, nagradzając słówkiem za wywiązywanie się z obowiązków.
– Gdzie tylko sobie zażyczysz, słodziutka. Chcesz pływać, to pojedziemy nad Morze Śródziemne, do Grecji, do Prowansji albo o, słuchaj, na Sycylię – nie nadążam za wymienienianiem dróg, które możemy obrać i wyborów, które teraz składam na ręce Sandy, że niby to forma rekompensaty za tego nieszczęsnego psa. – A może byś chciała do Paryża? To miasto zakochanych – dodaję chytrze, choć ucieczka z jednego miasta do drugiego, no nie wiem, nie wiem. Chyba mam nadzieję na miłosne fluidy, które odurzą moją partnerkę szczęściem i uwielbieniem względem mojej osoby i obrodzą w niezapomniane wspomnienia dla nas obojga na przykład: pieprzeniem się z widokiem na wieżę Eiffela. Co może być bardziej francuskie niż to? Kolejny ser, który pachnie jak dupa?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#9
Sandy Wilkes
Czarodzieje
tell me who I am – do I provoke you with my tone of innocence?
Wiek
21
Zawód
fryzjerka, niania, drobna złodziejka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
0
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
2
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
13
Brak karty postaci
23-01-2026, 12:42
Nie byłabym sobą, gdybym była inna — gdybym nie spędzała czasu na układaniu fryzur, wybieraniu kolorów amoniakowych farb do włosów, ewentualnie lateksowych lakierów do paznokci, zapewne szczerzyłabym się z jakiegoś wielkiego bilboardu do każdego przechodnia i każdego (nawet nieumytego) samochodu. Roweru, hulajnogi, dziecięcego wózka wraz z jego rezydentem z wepchniętym w buźkę smoczkiem. Śpiewałabym, albo tańczyła, albo drżała na czerwonych wykładzinach i złotych ściankach, nie potrafiąc wprost odpowiedzieć reporterom na wścibskie pytanie czym właściwie jest mój talent.
W innych okolicznościach, byłby ze mnie wspaniały architekt wnętrz — dopasowywałabym róż do czerwieni, cętki do pasów, eklektyzm do modernizmu, przearanżowałabym każdy ze stylów i każde z mieszkań, na samym końcu szczerząc się szeroko, bo osoby pokroju Daniela Dodge'a ochoczo biłyby brawo.
Póki co, nasz bilard musi zaczekać na inne czasy.
Otwieram usta i je zamykam, oburzam się i obruszam, spojrzenie ciemnieje i jeszcze moment, a gniewnie zmarszczę brwi i zacznę walczyć z pokusą uderzenia Daniela z łokcia w żebra. Kłamstwo, kłamstwo i jeszcze jedno, tłuste, wierutne kłamstwo — Danny mówi coś o zakładzie i ósmej rano, a ja machinalnie przecząco kręcę głową.
— Nieprawda. Zawsze jestem w odpowiednim czasie — nienormowany czas pracy i elastyczność zatrudnienia; Betty przymyka oko na wiele rzeczy, bo samej zdarza jej się pospać. To nowy rodzaj benefitów dla wytrwałych pracowników. Takich jak ja — Zupełnie marudzisz. I przeinaczasz fakty — puszczam mimo uszu fragment o kremowych butach z kokardką, choć w kącie myśli cicho rejestruję, że może najbezpieczniej byłoby je trzymać za szklaną gablotą. Mam swoje rozwiązania; słyszę problem, szukam remedium. Daniel natomiast zapętla się na wszystkich przeciw; skorumpowany i przeorany doświadczeniem człowiek, nie mogę mieć mu za złe tego, że poziom nadziei w jego organizmie jest po prostu niższy — to spada z wiekiem.
— Pomyśl o tym, jaki byłby przydatny. Pilnowałby twojego mieszkania — chytrze oddaję mu pełnię władzy, aktualnie lokum jest jego, nie nasze; ja i pies (którego obraz doskonale wyobrażam sobie we własnej głowie od tygodnia) stanowimy przecież tylko przemyślane, potrzebne elementy — Oczywiście, że doceniam — mamroczę od razu, klatka z pawianami przestaje mnie obchodzić, usta wyginają się w smutną podkówkę, bo jego oskarżenia prawie bolą — Czułabym się bezpieczniej, kiedy ciebie nie ma — kolejny z argumentów sunie razem z nami po zoologicznych ścieżkach, plącze się w prośbach i zakazach, wciska w śmiałe fantazje na temat letnich wyjazdów i romantycznych wakacji. Daniel mówi; liczy, wynajduje, wymyśla — i choć dojrzałe, soczyste pomarańcze, albo świeża bagietka z truskawkową konfiturą i śmierdzącym serem plasują się wysoko na liście upragnionych słodyczy doczesnego życia, ja nie potrafię pozbyć się nuty zawodu z własnej buźki.
— Paryż jest piękny. Ale pewnie bardzo drogi — strategiczna zmiana tematu, proza codzienności, która nagle przestaje być różowa i miła. Znowu wyciągam ulotkę z mapą Zoo, przeglądam dostępne opcje, milczę — Danny ma kilkanaście sekund niecodziennej ciszy, która nigdy nie zwiastuje niczego dobrego.
— Teraz chcę zobaczyć nosorożce.
Wcale nie, ale co mi tam.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#10
Daniel Dodge
Czarodzieje
I'm asking you to come there and make me look good. Alright?
Wiek
44
Zawód
Inwestor, Złodziej, Diler, Szmugler
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
11
5
Brak karty postaci
25-01-2026, 10:31
Co by było gdyby, gdyby Sandy dysponowała nielimitowaną gotówką oraz pozbyła się z głowy wszelkich myśli na przykład o tym, że skoro mieszkamy we dwójkę, to ja również mam prawo głosu w urządzaniu mieszkania. Nadrzędne - jakby nie było, to ona się wprowadziła, raptem po ilu, paru tygodniach jakżeśmy zaczęli wychodzić na randki. Otóż ja doskonale wiem, co by było: pod sufitem na haku zawisłaby dyskotekowa kula, a stare klepki, podłoga w jodełkę w salonie zostałaby zerwana i zastąpiona jakimiś idiotycznymi, zimnymi kaflami, po których można jeździć na wrotkach. I tak mielibyśmy od tej pory poruszać się w środku: w butach na czterech kółkach, jak w tematycznym amerykańskim dinerze. Oczywiście, że w tym domu byłby pies, a znając życie, jego Sandy też próbowałaby nauczyć jeździć na wrotkach. Obstawiam, że byłby nawet bardziej pojętnym uczniem ode mnie, disco ponad wszystko, ale co to, to nie.
Przechadzając się wydeptanymi ścieżkami muszę co prawda mrużyć oczy (zapominam okularów przeciwsłonecznych), ale nadal to lepsze od ostrego światła z wielkiej, lustrzanej kulki. Lepszy jest również względny spokój: dziecięce ryki rozlegają się w niemalże równych odstępach, lecz w oddali - minęliśmy budkę z popcornem, lodami i watą cukrową, zwierzęta chyba czują niedzielną atmosferę. No, przynajmniej szympansy, których DNA jest tak bardzo podobne do ludzkiego, że gdyby ubrać je w spodnie w kant i białą koszulę, mogłyby nawet wybrać się do kościoła, robić dzióbki i udawać, że śpiewają psalm. Jeden brzydszy od drugiego, lecz wśród londyńczyków nawet nie wyróżniałyby się tym specjalnie.
– Czyżby? A ten wyjec ostatnio? Jak Betty na ciebie nawrzeszczała, że klientki do niej wypisują, że czekają pod drzwiami? A ty wtedy nie wyszłaś, dopóki nie pomalowałaś ust – wytaczam przeciwko niej ciężkie działa, dowody zgromadzone w grubej kartotece z winami Sandy, małymi i dużymi. Może nie powinienem tak się zagalopowywać, bo ona zaraz przedstawi mi całą listę moich błędów i uchybień, nawet nie tyle w zawodowym (bo sam sobie jestem szefem), ile rodzinnym pożyciu. Wzdycham głęboko, a z kieszeni wyjmuję fajki, bo potrzebuję powietrza i inhalacji na stres. Wdech-wydech, płuca pracują, zdrowotny dym łagodzi obyczaje i chłodzi gorącą krew burzącą się w żyłach. Dalej idziemy za rękę jak przykładna parka (albo tatuś z córeczką), dalej kłócimy się przyciszonymi głosami - a  przepraszam: to wcale nie jest kłótnia. To dyskusja i walka na argumenty, przegrana jest ustawiona i pokarana dyżurem na zmywaku. Nic się nie zmienia.
– Akurat – parskam tylko, nagle zatrzymując się w miejscu, przez co Sandy staje jak wryta i prawie na mnie wpada. Efekt domina. – Już to widzę, że wybrałabyś sobie psa stróżującego – yhm, jasne, jasne, nie ze mną te numery. – Pewnie widziałaś gdzieś pluszowego fafika, który na widok włamywacza zlałby się na podłogę, skrył się pod łóżkiem i tyle z niego pożytku – dodaję. – Nie, znaczy nie, Sandy. Nie będzie żadnego psa – koniec dyskusji, kropka. Ja już dobrze wiem, kto by musiał wstawać o szóstej, żeby wyjść na spacer z pieprzonym pchlarzem. Nie ma głupich, nie dam się w to wrobić. – Dostałaś lusterko, jak się boisz, to możesz do mnie zadzwonić – dodaję nieco łagodniej, pocierając kciukiem wierzch jej dłoni, jakby krótka pieszczota miała wynagrodzić jej życiowy zawód. Już po ptakach, popołudnie do kosza, mała będzie dąsać się kolejny miesiąc albo do kolejnego, równie idiotycznego pomysłu.
– Tym się nic nie martw, skarbie. Chciałabyś? Może kupilibyśmy ci berecik? Taki z antenką? – bluzkę w paski, czerwoną pomadkę i co tam jeszcze nosi się we Francji. Niech do mnie mówi, bo zgłupieję całkiem; tak jak teraz, gdy oznajmia mi, że marzą jej się nosorożce. Gruboskórne, niebezpieczne i brzydkie. Podejrzane.
– A może najpierw zobaczymy gepardy? Są tutaj obok – pokazuję jej na mapie – Tutaj piszą, że mają młode – dodaję, coby udobruchać moje słoneczko. Niezbyt mądry ruch: zaraz zaczną się jęki o kiciusia.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): 1 2 Dalej


Skocz do:

Aktualny czas: 14-02-2026, 22:05 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.