• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Domostwa > Derbyshire, Burke Manor > Oranżeria
Strony (2): 1 2 Dalej
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
17-01-2026, 13:07

Oranżeria
Do oranżerii można dostać się z rozległego tarasu znajdującego się na tyłach posiadłości. Szklany budynek przyzdobiony jest dużą ilością kwiatów i rożnego rodzaju roślin, których pnącza wspinają się po oknach tworząc przeróżne wzory przyjemnie dla oka. Posadzka wyłożona jest dużymi marmurowymi kamieniami o różnych kształtach, tworząc mozaikę w odcieniu ciemnego brązu. W oranżerii znajdują się również miejsca do siedzenia, kilka kanap oraz foteli oraz stolików, przy których można usiąść na kawę lub po prostu odpocząć. W rogu stoi gramofon, dzięki któremu można umilić sobie czas przyjemną muzyką. Na całe wnętrze zostały nałożone odpowiednie zaklęcia aby w lecie zapewniało chłód, za to latem witało przybywających przyjemnym ciepłem w mroźne dni.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Xavier Burke
Śmierciożercy
Wiek
31
Zawód
Badacz artefaktów, handlarz informacjami
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
0
20
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
10
5
Brak karty postaci
18-01-2026, 18:44
20.04.1962

Nie przypominał sobie aby kiedykolwiek w takim pośpiechu opuszczał sklep. Nie wystarczyło mu, że Axel zapewnił go, że nic się nie stało jego żonie, musiał się upewnić na własne oczy. Podejrzewał, że Vivienne będzie starała się przekonać go, że nic się nie stało, że to nic poważnego. I być może faktycznie tak było, ale jego wewnętrzne lęki nie pozwalały mu sie uspokoić dopóki naprawdę nie upewni się, że wszystko jest w porządku.
Axel dobrze się spisał. Był jednym z niewielu ludzi, którzy dla niego pracowali i mieli w sobie jeszcze jakiekolwiek pokłady człowieczeństwa. Devereaux miał ich zadziwiająco dużo, ale Xavierowi to nawet odpowiadało, zwłaszcza dzisiaj, kiedy ten uratował jego małżonkę przed nabiciem sobie co najmniej guza, bo nawet nie chciał myśleć co mogłoby się stać gdyby młodego francuza tam nie było. Wykazał się również odpowiednim sprytem by nie tyle co po cichu upewnić się, że Vivi wróciła do domu, co od razu przybiegł do niego i o wszystkim go poinformował. Burke rzadko tracił rezon, pozwalał aby emocje wzięły nad nim górę, w zasadzie nigdy mu się to nie zdarzało. Jakież było jego zaskoczenie na własną reakcję, chyba porównywalne z reakcją Axela, chociaż chłopak akurat wyglądał na niezwykle przerażonego. Na szczęście Xavier’owi udało się szybko opanować to wszystko co działo się w jego głowie w tamtym momencie i szybko się uspokoił, co nie zmieniało faktu, że było widać, że Axel najadł się strachu. Finalnie chłopak opuścił sklep cięższy o dziesięć galeonów, mogąc być z siebie zadowolony, a Xavier od razu udał sie do kominka, by wrócić do domu.
Kiedy dotarł do Burke Manor od razu wezwał do siebie skrzata aby ten poinformował go gdzie znajduje się jego żona, a potem jeszcze najpierw poszedł do siebie do gabinetu, aby zostawić tam torbę z rzeczami, którą zabrał ze sobą z pracy. Następnie dał sobie chwilę, aby zebrać myśli. Nie mógł przecież wparować do niej i od razu zacząć pytać jak się czuje, czy nic jej nie jest, a naprawdę miał na to ochotę. Musiał zachować spokój, opanowanie i nie pozwolić sobie na kolejne stracenie panowania nad sobą. Z takim przeświadczeniem wszedł do oranżerii. Panowało w niej przyjemne ciepło, idealnie rezonujące z lekkim chłodem na zewnątrz. Zawsze lubił to miejsce, bo można było tu odpocząć, spędzić czas w zimie na dworze, ale nie marznąć jednocześnie, a w lecie znaleźć schronienie przed upałem, bo nałożono odpowiednie zaklęcia, aby w gorące dni w środku panował przyjemny chłód, a w zimie ciepło.
- Tak właśnie słyszałem, że cię tu znajdę. - odezwał się widząc Vivienne siedzącą na jednej z kanap z książką, a na stoliku stała filiżanka z herbatą.
Podszedł do niej, uśmiechając się łagodnie, po czym nachylił się i złożył na jej ustach delikatny pocałunek, a moment później usiadł obok niej na kanapie. Niby rozluźniony, ale czujnie spojrzenie dokładnie jej się przyglądało, starając się ocenić jej stan.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Vivienne Burke
Czarodzieje
Wiek
23
Zawód
Badaczka historii run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zamężna
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
7
12
15
Brak karty postaci
18-01-2026, 22:26
Od razu po powrocie do domu próbowałam udawać, że absolutnie nic się nie działo. Nie czułam się jeszcze pewnie, więc stwierdziłam, że najlepiej mi zrobi jeśli trochę sobie odpocznę. Zdążyłam się więc jedynie przebrać w coś bardziej domowego, czyli założyłam wygodną spódnicę do łydek i lekki sweterek w jasno błękitnym kolorze, chwyciłam książkę ze swojego gabinetu i gdy weszłam do oranżerii czekała już na mnie czarna herbata z mlekiem. Taką, o jaką poprosiłam Artka. Usiadłam wygodnie na kanapie i zdecydowanie próbowałam zapomnieć o tym, co się dzisiaj wydarzyło. W ogóle chciałam o wszystkim zapomnieć, o tym co stało się dwa dni temu, o wczorajszej rozmowie z uzdrowicielką, nawet o tym co rano powiedział mi Xavier. Jak bardzo się o mnie martwi, jak bardzo się boi, że przytrafi mi się dokładnie to, co jego poprzedniej żonie. I byłam w stanie to naprawdę zrozumieć, tym bardziej nie chciałam go martwić. Przecież nic się złego nie stało, byłam cała, lekko zasłabłam, ale już czułam się dobrze. Tylko okropnie zmęczona.
Z całych sił starałam się skupić na czytanej przez siebie książce. Nic specjalnego, bardzo teoretyczna na temat starych zapisów runicznych. To co w niej zapisali nie było dla mnie odkryciem, jednak zawsze uważałam, że z każdej książki mogę wyciągnąć coś nowego. Byłam na rozdziale na temat alfabetu etruskiego, kiedy drzwi prowadzące do oranżerii otworzyły się. Spojrzałam zdziwiona na wchodzącego do środka mojego męża i lekko przechyliłam głowę.
- Dzień dobry - odparłam radośnie, uśmiechając się do niego.
Przyzwyczaiłam się już, że za każdym razem gdy się widzieliśmy mój mąż witał mnie pocałunkiem. Sama więc już wyciągałam głowę ku górze oczekując tej krótkiej pieszczoty i o ile z początku wydawało mi się to dość dziwne, tak teraz nie wyobrażałam sobie, aby witać Xaviera w inny sposób. Obserwowałam go jak usiadł obok mnie, sama sięgnęłam po filiżankę z herbatą i upiłam łyk przyglądając mu się uważnie. I on również mi się przyglądał, już znałam to jego czujne spojrzenie. Czyżby wiedział?
Odstawiłam filiżankę obierając sobie za cel nie dać po sobie poznać zaniepokojenia, wtedy na pewno pociągnął by mnie za język, a ja nie potrafiłabym go okłamać. Ale jeśli nie zapyta, to nie będę musiała mu mówić. A dzięki temu go nie zmartwię. Według mnie był to plan idealny, uśmiechnęłam się więc na sam swój genialny pomysł i spojrzałam na Xaviera.
- Nie wiedziałam, że dzisiaj wcześniej skończysz pracę, rano nic nie mówiłeś - zaczęłam niewinnie kierując rozmowę w tylko sobie znanym kierunku. - Zdecydowanie częściej powinnam przesiadywać w oranżerii, przyznam szczerze, że dopiero odkrywam to miejsce.
Zamknęłam książkę i odłożyłam ją na bok, oparłam się wygodniej o oparcie kanapy i, jakby na potwierdzenie własnych słów, zaczęłam rozglądać się po oranżerii. Dopiero po chwili wróciłam spojrzeniem do męża.
- Umówiłam się z koleżanką, Odille Ollivander, na masaż - powiedziałam radośnie, szczerze podekscytowana pomysłem wyjścia z dobrą znajomą na miasto. - Myślisz, że powinnam zaopatrzyć się w nową biżuterię? Nic mi nie pasuje do tej sukienki, którą planuję założyć na bal w Hogwarcie.
Posłałam mu zaciekawione spojrzenie. Miałam nadzieję, że chwyci haczyk i podąży w rozmowie za mną. Cokolwiek sprawiło, że wrócił wcześniej do domu i jeśli to było to co myślę, to musiałam jakoś powstrzymać go przed drążeniem tematu.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Xavier Burke
Śmierciożercy
Wiek
31
Zawód
Badacz artefaktów, handlarz informacjami
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
0
20
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
10
5
Brak karty postaci
21-01-2026, 19:03
To był już rytuał i nie wyobrażał go sobie zmieniać. Za każdym razem gdy budził się pierwszy składał delikatny pocałunek na jej policzku, kiedy już nie spała, wtedy kierował pocałunek na jej usta. Tak samo było kiedy nie wiedzieli się dłuższy czas, kiedy wychodził do pracy i wracał po kilku godzinach. Oboje byli już do tego przyzwyczajeni i podejrzewał, że podobnie jak on, i ona czerpała z tego pewną przyjemność. Dzięki temu ich więzi jeszcze bardziej się zacieśniały.
- Dzień dobry. - odparł z uśmiechem.
Wygodnie oparł się o kanapę, jedną rękę zakładając na jej oparcie, by, jeśli jego małżonka będzie miała ochotę, mogła się o niego oprzeć. Nie był na nią zły, w zasadzie na nikogo nie był. Nie mogli tego przewidzieć, ciąża była jeszcze na początku, wcześniej Vivienne nie skarżyła się na to by było jej słabo. Wspominała mu o mdłościach, ale nie o zasłabnięciach. Nie podejrzewał również aby go okłamywała. Podczas rozmowy, którą przeprowadzili poprzedniego poranka odsłonił się przed nią jak nigdy przed nikim. Zwierzył jej się ze swoich obaw, a ona ze swoich. Zrozumieli się dzięki temu na zupełnie innej płaszczyźnie niż do tej pory. Spojrzał na nią łagodnie, po czym przeniósł spojrzenie na jej filiżankę i pstryknął palcami, a Artek pojawił się sekundę później.
- Dla mnie też herbatę, zwykłą czarną. - polecił skrzatowi, po czym już skupił na nowo spojrzenie na żonie.
Nie chciał jej denerwować, ani mówić jej, że o wszystkim wie. Lepiej było aby nie była do końca świadoma, że Axel wszystko mu powiedział. Dzięki temu mogłaby zdobyć jakieś tam zaufanie do chłopaka, a Xavier mógłby to wykorzystać aby wykorzystać chłopaka w razie potrzeby. Wręcz słyszał jak jego żona intensywnie myśli, jak pewnie zastanawia się czy on wie, że coś się wydarzyło, a jeśli tak to w jaki sposób nie pozwolić mu na poruszenie tego tematu. Było to na pewien sposób urocze, ale Xavier zbyt długo już chodził po tym świecie aby dać się nabrać na takie sztuczki. Ale dobrze, odwlecze nieuniknione w czasie, jemu się nie śpieszyło.
- W zasadzie nie planowałem. - pokręcił głową uśmiechając się łagodnie - Ale wyrobiłem się z większością rzeczy, które miałem i tak jakoś wyszło. - odparł spokojnie - W zasadzie to tak się zastanawiam czy nie wziąć sobie kilku dni wolnego, podomykać sprawy, które mam rozgrzebane w tym momencie, a potem zrobić sobie mały urlop. Chyba łapie mnie jakieś zmęczenie powoli.
W zasadzie w tym momencie wpadł na ten pomysł. Dzięki temu mógłby mieć na nią oko, dopilnować aby się nie przemęczała. Chociaż wcześniej nie zdawała sobie sprawy z ciąży, teraz należało jeszcze bardziej uważać. I Xavier nie chciał jej wchodzić na głowę, ani nakładać na nią jakichkolwiek ograniczeń, ale po prostu martwił się o nią i chciał być blisko.
- W lecie będzie tu równie przyjemnie. Kwiaty będą w rozkwicie, a zaklęcia sprawiają, że można tu odetchnąć od upału na dworze, o ile takowy będzie nam w tym roku towarzyszył. - puścił jej oczko - W dzieciństwie, kiedy dorośli byli na jakiś balach czy coś w tym stylu, my robiliśmy sobie tutaj swoją wersję bali. Były przekąski, muzyka, a za szampana robiła nam oranżada. - powiedział z rozbawieniem wymalowanym na ustach, a kiedy Artek w końcu wrócił z jego herbatą, sięgnął po kubek i ostrożnie upił łyk ciepłego naparu.
Masaż w zasadzie nie brzmiał źle. Z resztą będzie wtedy leżeć i co złego może jej się stać? Szanse były znikome, a też jednocześnie cieszył się, że będzie miała również towarzystwo.
- Chyba nie miałem okazji poznać panny Ollivander. - pokręcił głową - Ale pozostaje mi jedynie życzyć wam miłego masażu, kiedy się wybieracie? - uniósł brew ku górze patrząc na nią zaciekawiony.
No tak, wielkimi krokami zbliżał się zlot absolwentów. Było to ciekawe wydarzenie, ale akurat on nie był nim jakoś przesadnie podekscytowany. Był ciekaw, owszem, zastanawiał się jak organizatorzy udźwigną tak wielkie przedsięwzięcie, z chęcią też odwiedzi pokój wspólny Slytherinu, a przede wszystkim z przyjemnością poprowadzi żonę wieczorem na parkiecie, ale po za tym niczego innego nie wyczekiwał.
- Nie mam pojęcia moja droga. - pokręcił głową uśmiechając się pod nosem - A jaką sukienkę planujesz ubrać na wieczór? - uniósł brew ku górze.
Dobrze, zagra w jej grę. Da jej przez chwilę pomyśleć, że ma przewagę i dał się złapać w jej sidła.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Vivienne Burke
Czarodzieje
Wiek
23
Zawód
Badaczka historii run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zamężna
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
7
12
15
Brak karty postaci
22-01-2026, 15:58
Ucieszyłam się, że Xavier nie ciągnął mnie za język. Wyglądał i zachowywał się tak, jakby naprawdę nic nie wiedział. Może jego baczne spojrzenie spowodowane było po prostu tym stanem, w którym byłam? Ledwie wczoraj mówił mi, że boi się, abym nie podzieliła losu jego poprzedniej żony. Było to dla mnie kompletnie nierealne, ale jego obawy były silne. Może byłam też trochę zbyt przewrażliwiona? Odetchnęłam lekko, gdy mówił, że jego wcześniejszy powrót wyszedł przypadkiem, a gdy wspominał o zmęczeniu, teraz ja spojrzałam na niego uważnie.
- Wolne? - Powtórzyłam za nim, przyłożyłam swoją dłoń do jego czoła i policzka. - Dobrze się czujesz? Taki pracoholik i wolne? - Zaśmiałam się lekko. - Nie masz gorączki - dodałam cieplej. - Mogę cię tylko do tego wolnego zachęcać. Może jakaś wycieczka?
Podekscytowałam się na samą myśl, że moglibyśmy się gdzieś udać. Nawet na pieszą wycieczkę, bo konno już nie mogłam. Niezbyt dobrze znałam okoliczne tereny, nie miałam okazji ich wystarczająco dobrze poznać, a spacer dla mnie i dla tego dziecka we mnie z pewnością byłby bardzo dobry. Gdy usłyszałam historii o tym co działo się w tej oranżerii gdy Xavier był jeszcze małym chłopcem, uśmiechnęłam się szeroko.
- Wiesz, że chyba nigdy nie piłam oranżady? - Przechyliłam lekko głowę w zamyśleniu. - Moja niania nie pochwalała takich wynalazków.
Kto to widział, żeby pić coś tak słodkiego. Ciasteczka i czekolada były na specjalne okazje, bo ponoć to psuło zęby, a jako młoda panna powinnam być drobna i wąziutka jak malutkie ptaszątko. Żeby nie było, nigdy nie byłam głodna i dostawałam posiłki z najlepszego mięsa, warzyw i owoców. Jednak słodycze były limitowane.
- Hmmm umówiłyśmy się dwudziestego czwartego, czyli w sumie za parę dni - kiwnęłam zadowolona głową. Sama się zresztą nie mogłam doczekać.
Dawno nie miałam okazji, aby oddać się jakiemuś tak mocno kobiecemu zajęciu. Masaż już brzmiał rozluźniająco, nie mówiąc już o tym jak się po nim faktycznie będę czuła. Mięśnie ostatnio miałam spięte, zbyt dużo się wydarzyło, za dużo emocji. Powinno pomóc mi się rozluźnić i trochę mniej stresować. Teraz niestety nie musiałam dbać już tylko o siebie czy męża, wszedł mi nowy obowiązek, z którym musiałam się oswoić.
- Mam na oku taką białą suknie z niebieskim tiulem na wierzchu, wysadzana srebrnymi koralikami. Opięciem na talii i opadającymi ramiączkami. Wisi u krawcowej, myślałam, aby przed spotkaniem z Odille podejść na ostatnią przymiarkę - zamyśliłam się lekko. - Muszę koniecznie przejrzeć swoją biżuterię i sprawdzić czy coś będzie pasować. Może wyślę jutro sowę na Pokątną z paczką z biżuterią i jak będę miała suknię na sobie, to będę przymierzać. To chyba dobry pomysł, prawda?
Sięgnęłam po swoją filiżankę i wypiłam kolejny łyk naparu. Musiałam szybko coś wymyślić jak pociągnąć rozmowę dalej, aby przypadkiem nie dać Xavierowi pola do manewru. Chociaż nie podejrzewałam, aby wiedział, bo spodziewałam się reakcji od razu - to jednak nie chciałam ryzykować. Zacisnęłam lekko usta, a potem z uśmiechem spojrzałam na męża.
- Twoja matka poprosiła mnie, abym jej pomogła z wyborem serwetek na ślub Primrose - poinformowałam Xaviera wygładzając spódnicę. - Zaraz będę musiała do niej pójść - stwierdziłam. Chociaż tak naprawdę mówiła, że zrobimy to w tym tygodniu, a nie dzisiaj. Ale co za problem, aby to jednak właśnie było dzisiaj? Potrzebowałam zajęcia, od którego nie będzie można mnie ot tak oderwać.
A może by się tak po prostu ulotnić spod jego czujnego oka?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Xavier Burke
Śmierciożercy
Wiek
31
Zawód
Badacz artefaktów, handlarz informacjami
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
0
20
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
10
5
Brak karty postaci
28-01-2026, 13:01
Ciepły uśmiech nie schodził mu z ust kiedy na nią patrzył. Zajmowała ważne miejsce w jego sercu, doskonale o tym wiedział. Jednak dopiero dzisiaj, kiedy Axel przyszedł do niego z wieściami zdał sobie sprawę co to tak naprawdę znaczy. Dlaczego tak bardzo jej na niej zależy i wcale nie chodzło o to, że nosiła pod sercem jego dziecko. Naturalnie był to jeden z czynników, jednak nie główny. Świadomość przyszła nagle, nie zdążył jeszcze nawet opuścić sklepu, ale wiedział. Jedyne czego jeszcze nie wiedział to jak sobie z tym wszystkim poradzić, jak to ugryźć aby jej nie wystraszyć, aby nie czuła się w powinności aby odpowiedzieć jej tym samym. To jednak był problem na kolejne dni, w tym momencie grał w jej grę, jednak ta powoli zaczynała dobiegać końca.
Zaśmiał się cicho kiedy zaczęła otykać jego policzka i czoła aby sprawdzić czy aby nie jest chory. Pokręcił głową z rozbawieniem i cmoknął wnętrze jej dłoni.
- Nie jestem chory moja droga. – powiedział z nadal widocznym rozbawieniem – Jednak jestem tylko człowiekiem i nawet ja się męczę. – mrugnął do niej ponpwnie pociagając małego łyka z filiżanki – Wycieczka? Hm, nie jest to w sumie zły pomysł. Moglibyśmy pospacerować po okolicy, pokazałbym ci gdzie dorastałem. – pokiwał głową.
Podobał mu się ten pomysł. Nie tylko będzie miał ją wtedy blisko, ale również pozna część jego historii, której jeszcze jej nie zdradzał. Chciał aby dobrze się czuła w Derbyshire. Już wprowadziła dużo ciepła i światła do jego rodzinnego domu i chociaż początkowo obawiał się, że niktórzy mogą mieć jakieś obiekcje, nikt się nie odezwał. Wychodziło na to, że i im taki obrót spraw odpowiadał i może nawet wychodził na dobre, bo odnosił wrażenie, że niektórzy zaczęli się coraz częściej uśmiechać, zwłaszcza jego matka.
- Nigdy nie piłas oranżady? – uniósł brewi ku górze w szczerym goście zaskoczenia – Nieee, no to to trzeba naprawić. U nas co prawda też była ona dawkowana w odpowiednich ilościach i tylko na nasze bale mieliśmy jej do oporu. Szybko się jednak nauczyliśmy, że nie możesz wypić dwóch butelek na raz, bo będzie cię bolał brzuch. Tak to już sie u Burke, uczymy sie na własnych błędach. – pokręcił głową ze śmiechem – Powiedz tylko słowo, a Artek przyniesie dla ciebie oranżadę. – dodał z uśmiechem.
Xavier już dawno temu nauczył się, że masaźe nie były dla niego. Nie potrafił się podczas nich odpowiednio rozluźnić i kończyło się tym, że wychodził z nich bardziej połamany i śpięty niż wcześniej. On zdecydowanie inaczej się relaksował, dobra książka, szklaneczka czegoś mocniejszego albo wspinaczka. Chociaż to ostatnie może nie do końca jawiło sie jako relaksujące zajęcie, to on podczas tego naprawdę odpoczywał, prede wszystkim psychicznie, bo fizycznie na pewno nie.
Nie miał bladego pojęcia o jakiej sukience mówi, ale doskonale zdawał sobie sprawę, że będzie w niej wyglądać fenomenalnie. Miał piękną żonę, która we wszystkim wyglądała fantastycznie i wszyscy w około mogli mu tylko zazdrościć.
- Jeśli dojdziesz do wniosku, że jednak to co masz ci nie pasuje do kreacji, po prostu daj mi znać, wybieremy się na zakupy i znajdziemy coś idealnego. – posłał jej uśmiech, bo przecież gdyby tylko chciała to bym jej nieba przychylił, nowa biżuteria przy tym to pikuś – Serwetki na ślub? Myślałem, że Bulstrodowie będą się zajmować całą organizacją. – pokręcił głową popijając herbatę.
Wiedział, że próbuje za wszelką cenę go zagadać, zmienić temat żeby uniknąć nieuniknionego. Co prawda naprawdę miło się tak gawędziło o wszystkim o niczym, ale jednak musiał się upewnić. Głównie po to tutaj przyszedł.
- A jak się dzisiaj czujesz? – padło w końcu pytanie, niby mimochodem, nawet na nią wtedy nie spojrzał niby to skupiony na kawałku suszu w jego herbacie, który nie został odpowiednio odsączony – Wypad na zakupy się udał? – dodał po chwili, tym razem już kierując ku niej spojrzenie.
Nie było w nim złości ani wyrzutów, jedynie troska.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#7
Vivienne Burke
Czarodzieje
Wiek
23
Zawód
Badaczka historii run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zamężna
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
7
12
15
Brak karty postaci
01-02-2026, 16:06
Jego reakcja była urocza, kiedy cmoknął moją dłoń. Po części mój gest był i miał być lekko zabawny, a po części wewnętrznie czułam czym może być to spowodowane. Więc chciałam grać, chciałam odwrócić jego uwagę jak najmocniej tylko mogłam. Jeżeli wiedział, to grał w moją grę. Jeśli nie wiedział, to byłam krok przed nim. To nie tak, że nie miałam żadnych możliwości i nie mogłam wyciągnąć asa z rękawa. Że nie potrafiłam manipulować, przecież byłam Avery. Miałam to we krwi. To, że nigdy nie miałam tak naprawdę okazji, aby wykorzystać tę umiejętność i ją rozwijać, to nie znaczy, że nie przychodziło mi to naturalnie. Wręcz przeciwnie. Czasem całkowicie nieświadomie swoim działaniem powodowałam reakcję u innych.
- Bardzo chętnie, nie znam zbyt dobrze Derbyshire, a chciałabym - kiwnęłam głową, w propozycji na wspólne spacery.
Oranżada brzmiała dla mnie abstrakcyjnie. Wiedziałam, że coś takiego istnieje, ale jednak nigdy nie miałam możliwości, aby spróbować. Czy chciałam teraz? Nie byłam do końca przekonana. To był smak, którego nie znałam i na który nie wiedziałam jak zareaguje. Może mogłoby mi zasmakować, a może poczułabym ponownie mdłości. Zastanowiłam się więc chwilkę, ale finalnie sięgnęłam po herbatę.
- Może nie dzisiaj, oranżada jest bardzo słodka, prawda? - Zerknęłam na Xaviera. - Chyba nie mam ochoty na słodkie.
Każdy miał inne sposoby na odprężanie się. Ja byłam kobietą, na mnie masaże działały całkiem dobrze. Dlatego tak bardzo cieszyłam się na tę możliwość spotkania się z koleżanką i oddania się tej przyjemności. Byłam przekonana, że dobrze mi zrobi, a po tych ostatnich paru dniach stresu, denerwowania się i potężnych emocji czułam, że moje mięśnie są całe spięte. Naprawdę to czułam.
O ile za pomysł z biżuterią zostałam pochwalona i zapewniona, że w razie czego pójdziemy na poszukiwanie czegoś odpowiedniego, tak słysząc kolejne słowa wyprostowałam się i zamarłam na krótką chwilę w pół ruchu. To była ledwie sekunda, po której z kamienną twarzą kontynuowałam.
- Najwyraźniej nie wszystkim - odparłam bez cienia zawahania, jakby to była oczywista oczywistość.
Mój grunt na chwilę się zachwiał. Ale co Xavier mógł tak naprawdę wiedzieć o tym jak przebiega przygotowanie ślubu od strony rodziny Bulstrode? Przecież matka Bradforda mogła poprosić matkę Primrose o pomoc w takich mniej lub bardziej ważnych decyzjach. Serwetki, winietki czy jakakolwiek inna pierdoła. I już miałam coś na ten temat kontynuować, co by nasza spokojna i luźna rozmowa mogła się zaraz zakończyć nim Xavier wejdzie na “niebezpieczne” rejony, kiedy właśnie to się stało. Pytanie o moje samopoczucie i do zakupy na Pokątnej. Całe szczęście, że wtedy na niego nie patrzyłam, mimowolnie wywróciłam oczami, a w mojej głowie pojawiło się tylko jedno. Axel. Przecież nie byłam głupia. Xavier nie wracał do domu t a k wcześnie. A nawet jeśli, to nigdy nie prowadziliśmy takich rozmów. Nie tak. A to napięcie było wyczuwalne, nie dało się tego ukryć. Wzięłam głębszy wdech, uśmiechnęłam się lekko i opierając o oparcie kanapy i otwierając książkę na stronie, na której skończyłam odpowiedziałam na jego pytanie.
- Mówiłam ci dzisiaj przy śniadaniu, że czuję się dobrze - zaczęłam, nawet przecież nie kłamiąc. - A jeśli chodzi o zakupy, to było bardzo dobrze. Kupiłam kilka nowych sukienek, odebrałam zamówienie z pracowni kosmetycznej i było mi ciężko. Jeden młody pan pomógł mi dostać się najbliższego kominka i poniósł moje torby. Bardzo ciekawe, bo przedstawił się jako Axel, znał moje imię i mówił, że jest pracownikiem sklepu - przeniosłam spojrzenie na męża, unosząc brwi do góry. - Czy to nie ciekawy zbieg okoliczności? Miałam ochotę na herbatę, więc mi potowarzyszył. Wiedziałeś, że mówi po francusku? Tak dawno nie miałam okazji, aby z kimś porozmawiać, odświeżyć język. Z chęcią bym go jeszcze raz spotkała, przydałby mi się towarzysz do konwersacji. Skoro jest twoim pracownikiem, może mógłbyś go do mnie oddelegować w wolnej chwili?
Uśmiechnęłam się ciepło, sięgnęłam po herbatę. Okazało się, że w mojej filiżance już nic nie ma więc odstawiłam ją z lekkim grymasem na twarzy. A serce waliło mi jak oszalałe, reakcja Xaviera była teraz kluczowa.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#8
Xavier Burke
Śmierciożercy
Wiek
31
Zawód
Badacz artefaktów, handlarz informacjami
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
0
20
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
10
5
Brak karty postaci
06-02-2026, 13:32
Takie małe gesty, takie czułości zdarzały mu się coraz częściej, wychodziło mu to naturalnie i w ogóle się nad tym nie zastanawiał czy skupiał. Ostatnimi czasy coraz częściej i teraz w końcu rozumiał skąd to się brało. Chociaż wychowany na chłodnego i zdystansowego człowieka, kiedy chodziło o bliskość, takie rzeczy były dla niego ważne a jako, że Vivienne nigdy nie przerywała czy nie oponowała, wychodził więc z założenia i i dla niej jest to ważne, że jej to odpowiada. Podobało mu się to jak za wszelką cenę próbuje unikąć niewygodnego tematu. Gdyby nie to, że o wszystkim wiedział i po prostu musiał się upewnić, całkiem możliwe, że nie opadłby się jej urokowi. Było mu wystarczająco trudno już w tym momencie, ale na szczeście lata doświadczenia robiły swoje. Nie zmieniało to jednak faktu, że zrobiła na nim wrażenie, próba maniulowania przychodziła jej łatwo, wręcz naturalnie i gdyby nie to, że trafiła na barko oporny grunt, z całą pewnością osiągnęłaby to co sobie założyła. Ale nie z nim takie numery.
- Derbyshire jest piękne, zwłaszcza podczas wiosny gdy wszystko budzi się do życia, zieleń pojawia się na drzewach i ogrodach. Podejrzewam, że bardzo ci się sposoba. – pokiwał głową z delikatnym uśmiechem – Przejrzymy potem mapę i zobaczymy gdzie możemy wybrać się na wycieczkę. – mrugnął do niej.
No tak, w sumie nie pomyślał, że orenżada w tym momencie może nie być najlepszym pomysłem. Była gazowana, bardzo słodka i nie każdemu mogła odpowiadać. Zwłaszcza, że Vivi była teraz wrażliwa zarówno na smaki jak i zapachy, mogłoby się to źle skończyć i finalnie mogłaby stwierdzić, że jednak nie lubi orenżady.
- Tak, to prawda jest słodka i gazowana. Ale spokojnie, nic straconego, zawsze mamy zapas w kuchni więc jeśli kiedyś postanowisz, że masz ochotę spróbować, wystarczy słowo. – posłał jej delikatny uśmiech, kończąc w końcu swoją herbatę i odstawiając filiżankę na stolik przed nimi.
Skinął lekko głową na jej słowa odnośnie ślubu. Prawda była taka, że sam nie do końca wiedział jak to wszystko się odbywało. Zarówno pierwszy jak i drugi jego ślub był organizowany w większości przez Tytanie. Naturalnie konsultowała niektóre kwestie z nim, ale najwięcej robiła ona, zarządzała tym wszystkim i pilnowała by wszystko było dopięte na ostatni guzik. Więc może faktycznie Vivienne miała racje, może nie wszystkim zajmowała się strona pana mlodego. Pozostawił jednak ten temat dość szybko, nie rozwodząc się nad nim. On już nie planował kolejnych ślubów, dla niego w tym momencie liczyła się tylko kobieta siedząca obok niego i nic ani nikt więcej.
Zauważył jak spięła się na moment kiedy zadał w końcu to pytanie. Może nie do końca rozumiał skąd wzięła się akurat taka reakcja, ale sam nie powiedział nic. Moment kiedy na nowo otworzyła książkę skwitował jedynie lekkim uśmiechem, po czym sam odchylił się delikatnie na kanapie. Próbowała grać na czas, widział to doskonale.
- Tak, wiem, że mówiłaś. – odparł spokojnie patrząc na nią łagodnie – Po prostu pytam i cieszę się, że dobrze się czujesz. – dodał.
Wyciągnęła bardzo ciężkie działa przeciwko niemu, a on zamiast być z tego powodu zły, jedynie uniósł brew z wyrazem uznaniem na twarzy. Trafił na silną przeciwniczkę i bardzo mu się to podobało. Dodawało to jakiegoś nowego elementu do ich małżeństwa, który wcześniej nie miał szans się zadomowić. Była to bardzo ciekawa odmiana.
- No cóż moja droga, ciężko nie znać twojego imienia. – pokręcił głową – Jesteś Vivienne Burke, to mówi samo za siebie, jesteś rozpoznawalną personą. – powiedział tonem jakby to było oczywiste, bo dla niego jak najbardziej było – Powiedziałbym, że był to bardzo szczęśliwy zbieg okoliczności. Axel po prostu znalazł się w odpowiednim miejscu, w odpowiednim momencie. – nie miał najmniejszego zamiaru kłamać, że nie zna Axela, ani, że ten przyszedł mu zaraportować co się wydarzyło.
Wykonał swoja pracę, spełnił dobry uczynek i jeszcze na tym zarobił. Powinien być z siebie zadowolony, a to, że może potem mieć na pieńku z jego żoną...no cóż, on po prostu wyjmie popcorn i będzie to obserwował z oddali z rozbawieniem wymalowanym na twarzy.
- Tak, wiem, że mówi po francusku. W końcu to Francuz. – skinął głową – Jestem jednak w pełni przekonany, że masz koleżanki, które również potrafią się porozumiewać w tym języku. Axel nie jest do tego potrzebny. – dodał po chwili patrząc na nią uważnie.
Jedno spotkanie zdecydowanie wystaczyło. Chociaż oczywiście mógłby wykorzystać młodego do tego by miał oko na jego żonę, to jednak szanował jej wolność i nie chciał by czuła sie ani osaczona, ani obserwowana, a już na pewno nie kontrolowana. W końcu zapenił ją, że jej ciężarny stan nie wpłynie na to jak on ją postrzega, ani jak sie zachowuje. Więc nie ważne jak bardzo chciałby jej przydzielić ochronę, choć pewnie nie w osobie Axela, no co on może, to jednak nie cjciał jej ograniczać.
- Axel jest bardzo lojalnym pracownikiem, ale jednak jest tylko pracownikiem, a to, że znalazł się akurat na Pokątnej jest jedynie zbiegiem okoliczności, za który osobiście jestem wdzięczny. Dla mnie najważniejsze jest, że tobie nic nie jest. – uśmiechnął się łagodnie łapiąc delikatnie jej dłoń w swoją.sac
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#9
Vivienne Burke
Czarodzieje
Wiek
23
Zawód
Badaczka historii run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zamężna
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
7
12
15
Brak karty postaci
09-02-2026, 22:20
I mi również ciężko szło odpoczywanie. Zawsze miałam wrażenie, że zaniedbuje swoje obowiązki, że mam tyle do zrobienia i nie powinno to czekać. Potem było do zrobienia dwa razy więcej, czasami miałam wrażenie, że odpoczywanie się nie opłacało. Dlatego tym bardziej zdziwiło mnie, gdy Xavier nagle stwierdził chęć wzięcia urlopu. Byłam ciekawa jak mu wyjdzie to odpoczywanie. Gdy byliśmy podczas podróży to byliśmy cały czas zajęci. Nie tylko sobą, ale również atrakcjami, które dla nas przygotowano i które sami sobie przygotowaliśmy. Zwiedzanie, godziny spędzone na analizach manuskryptów, buszowanie po starych bibliotekach, gorące noce. Wróciłam jednocześnie wypoczęta, spełniona ale i po części też zmęczona ilością wrażeń. Teraz miało być inaczej, byliśmy tutaj razem i podczas tego krótkiego okresu jego odpoczynku przyjdzie nam zająć się sobą w naszym domu. Mogłam się domyślać, że to będzie i dla mnie oznaczać pewien przymusowy odpoczynek od pracy. Oby mój mąż przygotował dla mnie odpowiednie atrakcje, nie przypuszczałabym, że będę się u jego boku nudzić. Ale prawdę mówiąc, to sama nie wiedziałam czego mam się tak naprawdę spodziewać. Więc gdy z taką ochotą przystał na spacer, to już miałam przeczucie, że może mi się to jego odpoczywanie nawet podobać. Ciekawa byłam jak często miewa takie zrywy i co ile czasu mogę spodziewać się u niego nagłego urlopu. Wciąż nie wiedziałam o nim zbyt wiele. A przede wszystkim o jego pracy.
Szybko musiałam przyjąć inną taktykę rozmowy niż się spodziewałam na początku. Myślałam, że go zagadam. Że mu czmychnę nim zacznie mnie wypytywać, a jednak rozmowa została pokierowana w taki sposób, że musiałam od razu wyłożyć wszystkie karty. Nie zawsze gra układa się po naszej myśli, pierwszy raz byliśmy w takim wspólnym starciu sprawdzając na co nas stać. I chociaż może miałam dość małe szanse z Xavierem, to nie oznaczało, że tak łatwo się poddam. Przecież będę próbować postawić na swoim tak długo, jak tylko będę mogła.
Nie patrzyłam na niego, wpatrywałam się w swoją książkę chociaż mój wzrok nie wodził za żadnym tekstem. Była przykrywką dla intensywnie kręcących się myśli w mojej głowie. Słuchałam go uważnie, próbowałam go wyczuć. Jego emocje i intencje. Nie był zły. Może trochę rozbawiony moją próbą? To mnie troszkę ukłuło, co skwitowałam lekkim zaciśnięciem ust.
- Ależ oczywiście, że szczęśliwy zbieg okoliczności. Przecież inaczej musiałabym radzić sobie z tymi ciężkimi zakupami sama, prawda? - Westchnęłam teatralnie, jakby od niechcenia kręcąc głową i zaczesując włosy za ucho. - No właśnie, to Francuz. Więc zna Francję. Moje koleżanki nie znają Francji, a rozmowy z profesorami są nudne. Zamiast pochylić się nad tematem, to jedyne co robią to poprawiają błędy. Bardzo cenię swoje lekcję, muszę do nich wrócić, ale ileż razy mam omawiać poczynania Nicolasa Flamela? To chyba najbardziej interesujący temat mojego nauczyciela, wyobrażasz sobie? - Zapytałam, unosząc brwi ku górze. - Po za tym, nie wiem czy odpowiednio mu podziękowałam za pomoc z zakupami, a przy okazji, mogłabym uciąć sobie miłą pogawędkę… Dodatkowa konwersacja pomiędzy lekcjami u profesora byłaby z pewnością dla mnie wartością dodaną.
Uśmiechnęłam się szeroko do męża, sięgając po herbatę i upijając jeden z ostatnich łyków. Gdy wspomniał coś o tym, że “nic mi nie jest” wywróciłam tylko oczami. Mogłam się domyśleć, że on… oh, jestem damą, nie będę przecież używać brzydkich epitetów, ale że Axel od razu poleci do Xaviera z informacjami. I jeszcze kłamał, patrząc mi prosto w oczy.
- Nic mi nie jest - odparłam, spoglądając na swoją dłoń w jego dłoni.
Moja gra się właśnie skończyła?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#10
Xavier Burke
Śmierciożercy
Wiek
31
Zawód
Badacz artefaktów, handlarz informacjami
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
0
20
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
10
5
Brak karty postaci
11-02-2026, 19:28
Odpoczywanie nie było w jego naturze. Zanim zostali sobie z Vivienne przedstawieni, w zasadzie nie wiedział czym jest przerwa. Po śmierci pierwszej żony wpadł w wir pracy, dom traktował jak hotel. Zaniedbał przez to bardzo swoją rodzinę, rozmowy były niewygodne, chyba, że dyskutowali na temat pracy. Doszło do tego, że jego rzadkie spotkania z matką wieczorami przy herbacie kończyły się niezręczną ciszą. Pojawienie się Vivi w jego życiu wprowadziło dużo spokoju. Zwolnił, uspokoił się i przestał aż tak mocno, wręcz maniakalnie jak wcześniej, skupiać się tylko na pracy. Chciał spędzać z nią czas, rozmawiać, po prostu być obok, a gdyby non stop siedział w pracy nie byłoby to możliwe. Nie zmieniało to jednak faktu, że tak w domu, na miejscu chyba jeszcze nigdy nie miał tak długiego wolnego, nie miał pojęcia jak mu to wyjdzie. Kiedy byli w podróży poślubnej, byli w zasadzie cały czas w ruchu. To zwiedzanie, to wizyty u znajomych czy inne rozrywki, które zostały im zapewnione. To będzie ciekawe wyzwanie, ale wiedział, że mu podoła, w końcu będzie miał ją obok siebie.
Chociaż pierwszy raz doszło między nimi do takiej sytuacji, takiego sprawdzenia umiejętności, to gdzieś tam wewnętrznie miał nadzieję, że nie był to ostatni raz. To było naprawdę ciekawe, chciał się dowiedzieć jakie są jej umiejętności w tym zakresie. Już teraz widział wyraźnie, że ma do tego talent, z chęcią zobaczyłby ją w akcji na bardziej podatnym na manipulacje gruncie. Już teraz był pod wrażeniem. Nie chciał jej jednak w żaden sposób sprawić przykrości tym, że na niego to nie działało. Po prostu w tym momencie chciał mieć pewność, że nic jej nie jest i już przestanie ją tym męczyć.
Musiał jednak przyznać, że przedstawiła mu bardzo wartościowe argumenty jeśli chodziło o jego pracownika. Zależało mu na tym aby miała możliwość dalszego rozwijania się w dziedzinach, które tylko chciała. Nie chciał jej ograniczać, a widział w jej oczach, że zależy jej na dalszej nauce francuskiego. Uśmiechnął się łagodnie słuchając jej słów, po czym westchnął cicho i pokręcił lekko głową. No dobrze, da jej namiastkę zwycięstwa.
- Zgadzam się z tobą, dokonania Flamela są wszystkim doskonale znane, nie jest to specjalnie fascynujący temat. - pokiwał głową, po czym spojrzał na nią uważnie, ale łagodnie zarazem - Zobaczymy co da się zrobić, dobrze? Ale nie mogę ci nic obiecać. - odparł spokojnie uśmiechając się do niej łagodnie.
Nie wiedział jeszcze jak mógłby to zorganizować. Axel miał w zasadzie trzy prace, z jemu najbardziej zależało na tym aby wykonywał tą dla niego jak najlepiej. Z drugiej strony jednak chętnie zobaczyłby tą konfrontację Vivi z młodym, kiedy ta daje mi do zrozumienia, że doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że ją okłamał. Będzie musiał nad tym pomyśleć.
- I bardzo mnie to cieszy. - uśmiechnął się do niej łagodnie, po czym chwycił jej dłoń i ucałował jej wierzch - Nadal masz ochotę towarzyszyć mojej matce przy wyborze serwetek czy wolisz wybrać się ze mną na spacer? - uniósł po chwili brew ku górze.
Nie wiedział jeszcze co prawda gdzie mogliby wybrać się czy gdzieś poza tereny rezydencji czy może prosto do sypialni. Tutaj chyba wolał pozostawić tą decyzję jej tym razem.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): 1 2 Dalej


Skocz do:

Aktualny czas: 14-02-2026, 21:53 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.