• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Walia > Cardiff > Tawerna "Pod Mewą i Księżycem" > Pod portretem krakena
Pod portretem krakena
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
24-09-2025, 20:46

Pod portretem krakena
Stolik ustawiony jest w bocznej części głównej sali, dokładnie pod dużym, ruchomym portretem przedstawiającym krakena. Obraz, oprawiony w ciężką drewnianą ramę, nieco pociemniał od dymu i świec, ale wciąż zwraca uwagę gości. Sam stolik jest niewielki, z dwoma krzesłami, a jego blat nosi ślady częstego użytkowania – rysy, zadrapania i ślady po kuflach. Niektórzy twierdzą, że to morskie stwór wysuwa z obrazu swe macki, by potłuc szkło i poharatać drewniany blat. Choć malowidło jest bezgłośne, przy dłuższym wpatrywaniu się w nie można usłyszeć trzask łamanych przez wodną bestię masztów.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
Keith Croft
Akolici
Wiek
23
Zawód
Pracownik restauracji
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
9
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
6
Siła
Wyt.
Szybkość
10
8
8
Brak karty postaci
19-01-2026, 19:40
Uniósł brew ku górze na jej słowa, po czym przyjrzał jej się dokładnie. Niby to krytycznie, ale mogła wyraźnie zobaczyć w jego oczach rozbawienie.
- Nieee, no to jest karygodne, aż jeden kilogram, ja nie wiem jak to zrzucisz. - pokręcił głową zaczesując dramatycznie włosy do tyłu, po czym zawiesił na niej rozbawione spojrzenie - No takie kocopoły gadasz, że aż się nie chce słuchać, naprawdę. Wyglądasz świetnie, nie masz się kompletnie czym przejmować. - odparł spokojnie samemu dopijając do końca już swoje piwo, ocierając usta wierzchem dłoni.
- Aaaa nie ma! - zaśmiał się widząc jak próbuje sięgnąć po jego paczkę papierosów - Już mi i tak zabrałaś większość. - zmarszczył niezadowolony nos.
Nie spał na pieniądzach, więc każdy papieros był dla niego jak złoto. Może jeszcze nie odpalał jednego od drugiego, ale jednak mimo wszystko paczka swoje kosztowała. Wiedział już, że jak tylko nadarzy się okazja, to odwdzięczy jej się pięknym za nadobne i też zawinie jej większość papierosów. I mogła sobie rzucać te oburzone spojrzenia, on jakoś tak na nią nie patrzył jak mu się chwaliła tym, że miała już swoje przygody z narkotykami. Jego papierosy przy tym to był pikuś, więc nie miała prawa na niego fukać, jako, że on się słowem nie odezwał na jej używki.
- No może lepiej nie gdybać tylko po prostu najlepiej omijać już to miejsce szerokim łukiem, co ty na to? - uniósł brew ku górze zaciągając się.
Nawet nie chciał myśleć co mogłoby się stać gdyby była sama i została zaatakowana przez druzgotki. Dobrze, że jednak była z kimś, już nawet nie ważne z kim, najważniejsze, że jej pomógł i nie stało się jej nic poważnego, oprócz zmoczenia ubrać i ewentualnego zmarznięcia. To był w stanie przeżyć, ale jakby stało jej się coś więcej to pewnie martwiłby się o nią dwa razy bardziej.
Lubił się z nią czasami podroczyć, a w tym momencie nadarzyła się po prostu idealna okazja. Zwłaszcza, że widział po jej minie, że naprawdę jej zależy na tych tańcach. Co prawda poza portowymi lokalami raczej nie miał okazji tańczyć, zwłaszcza tańców przeznaczonych na duże sale balowe, to jednak też nie mógł sobie odpuścić. Może pamięć stanie po jego stronie tym razem, a ciało postanowi przypomnieć sobie te kilkanaście lekcji tańca, które brał jeszcze za czasów nastoletnich i będzie w stanie poprowadzić ją w tańcu w odpowiedni sposób.
- Ależ ja doskonale wiem o co proszę. Bez zaproszenia i kwiatów nie masz na co liczyć panno Thorne. - puścił jej oczko znów śmiejąc się cicho.
Ciekaw był co wymyśli, bo chciał oczywiście klamka zapadła i było oczywiste, że będzie jej partnerem na parkiecie, to jednak znał Riven na tyle dobrze, aby wiedzieć, że nie odpuści sobie jakieś zabawnej głupotki w tym względzie. Będzie na to z całą pewnością czekał.
- No staram się jak mogę. Też czasami ciężko nam z Jasperem zsynchronizować nasze kalendarze, ale jak nie jesteśmy w stanie się spotkać to zawsze podsyła mi materiały żebym mógł coś powtórzyć albo dowiedzieć się nowego. - uśmiechnął się kiwając lekko głową.
Nauka uzdrawiania nie była prosta, ale Croft wiedział na co się porywa. Zdawał sobie sprawę, że będzie musiał poświęcić dużo czasu na naukę. Co, którzy pracowali w Mungu mieli za sobą długie lata nauki, skończone studia i odbyte praktyki zanim dorobili się imienia. On co prawda nie aspirował na żadne stanowisko w Mungu, ale jednak chciał posiąść umiejętności, które pozwolą mu zająć się poważniejszymi ranami niż skaleczony palec czy też ewentualnymi chorobami innego rodzaju niż katar.
Widząc lekką panikę na jej twarzy, mimowolnie uniósł wzrok w kierunku baru i sam automatycznie się spiął. Pani Boyle nie była typem, z którym chciało się zadzierać, zwłaszcza kiedy chciało się mieć wstęp do tawerny.
- Nie chcemy denerwować ciotki. - pokiwał głową wracając spojrzeniem do Riven kiedy zbierała naczynia ze stołu - Wpadnę, obiecuje. - uśmiechnął się do niej łagodnie, a kiedy już biegła w kierunku baru, złapał na moment kontakt wzrokowy z jej ciotką i uśmiechnął się do niej niewinnie, lekko się garbiąc jednocześnie, nie chcąc by spojrzenie kobiety, niczym wzrok Meduzy, zmienił go w kamień.

ztx2
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#12
Eliksir Wielosokowy
Eliksir Wielosokowy
Wiek
999
Zawód
Każdy
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
Sakiewka
Stan cywilny
żebracza
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
27-02-2026, 12:48
| 10 maja 1962

Torin zbliżał się do siedemdziesiątki, o ile już jej nie przekroczył, bo swój wiek już dawno przestał liczyć. Był mężczyzną, który od zawsze pływał na “Czarnej Flądrze” i chociaż już przeszedł na emeryturę wciąż był szanowanym członkiem załogi. Nigdy nie miał kapitańskich zapędów, bycie pierwszym oficerem spokojnie mu wystarczyło. A wiedzę miał taką, że nie jeden i nie dwóch mogłoby z niej skorzystać. Siwe włosy miał krótko ścięte, długą brodę zawiązaną w warkocz i pożółkłą od papierosowego dymu. Od piwa i tłustych przekąsek kondycji już nie miał takiej co kiedyś. Nadal jednak w porcie był kimś i z tym kimś zawsze się liczono.
Tawerna “Pod Mewą i Księżycem” była jego stałym punktem. Po powrotach z rejsów, po kłótniach z żoną lub by opić narodziny wymarzonego syna. I tak na co dzień, aby gdzieś spędzić czas, posłuchać plotek i po prostu nie zdziadzieć. Tak więc i dzisiaj siedział w tawernie przy jednym ze stolików przy ścianie i czekał. Dzisiaj miał cel, rozmowę na horyzoncie, która nie mogła czekać. Bo Torin miał coraz mniej czasu.
Siedział i czekał na kapitana Fernsby, kapitana “Złotej Łani”, po którego posłał jakiegoś młodego majtka. Nie spodziewał się, że Kenneth odmówi spotkania więc nie martwił się tym, że może marnuje czas. Znali się przecież od lat. W pewnym momencie drzwi do tawerny się otworzyły, a czarnowłosy kapitan stanął w progu. Torin jedynie machnął na niego ręką i odsunął dla niego krzesło.
- Jedno piwo na mój koszt - rzucił w stronę baru. Riven tu dzisiaj nie było, obsługiwał ktoś inny.
I bardzo dobrze. Torin nie chciał, aby dziewczyna była przy ich rozmowie. Poza tym, na tyle na ile ją znał, a znał ją bardzo dobrze, wiedział że nie odpuści sobie i będzie próbowała podsłuchiwać. Taka już była. Stary mężczyzna utkwił swoje spojrzenie w Fernsbym, gdy ten przysiadał się do stolika. Nie odezwał się słowem, dopóki nie stanęło zamówione przed chwilą piwo, dopiero po tym jak odpalił fajkę i byli już sami mocno westchnął.
- Jestem już stary i trochę o życiu wiem więcej niż ty - zaczął enigmatycznie zaciągając się dymem. - Mam żonę, czwórkę dzieci, w tym trzy córki, a Riven… Riven jest dla mnie niczym piąte dziecko.
Jego głos nie był szorstki, nie zawołał tu Kennetha by prawić mu morały. Bo kimże był, by ustawiać się w tej pozycji? Czuć było jednak tę miękkość, gdy wspominał o barmance. Mimowolnie jego spojrzenie powędrowało w stronę baru, chociaż wiedział, że jej tam nie dostrzeże. Ale tam zawsze była, od wielu lat nieodłączny element tego miejsca. Mała gwiazdka, rozświetlająca tawernę. Przynajmniej dla Torina.
- Znam ją odkąd stara Boyle pozwoliła jej wejść na salę. Biegała pomiędzy gośćmi ze ścierą czyszcząc stoliki i zamiast odpoczywać w wakacje, to harowała do nocy. Siedziała na tych kolanach - poklepał się po prawym udzie - gdy opowiadałem jej historie zza morza, gdy uczyłem jak czytać mapy. Na tych samych kolanach opowiadała mi swoje szkolne historie, o przyjaciołach których zdobyła i tych, których straciła również.
Sięgnął po swój kufel, aby upić łyk piwa. Pamiętał tę małą dziewczynkę z warkoczykiem przemykającą pomiędzy klientami, już wtedy bardzo dobrze potrafiła poruszać się po tawernie. Im stawała się starsza tym więcej obowiązków na jej barkach spoczywało i naturalnym było, że gdy tylko skończy szkołę to tu będzie dalej toczyć się jej życie. I tak było, a życie to wcale nie było usłane różami.
- Powiem ci w prost, owijać w bawełnę nie będę. Jako, że mam trzy córki, to na dziewczynkach trochę się znam. Latała za tobą jak suka w rui, a ty nic - uniósł lekko brew ku górze. - Co się zmieniło? Cały port huczał, żeś wziął sobie pannę i to akurat ją. Dlaczego?
U Torina dominował spokój. Próżno było szukać złości czy wyrzutów. Wyczuć można było jednak szczerą ciekawość. Zależało mu na tej dziewczynie i póki jeszcze może, chciał każdymi możliwymi środkami zapewnić jej bezpieczeństwo.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#13
Kenneth Fernsby
Czarodzieje
Wiek
31
Zawód
Kapitan "Złotej Łani", przemytnik
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
11
12
Brak karty postaci
27-02-2026, 19:50
Torin lubił sobie pogadać, ale nie wysłał majtka, aby ten znalazł kapitana “Złotej Łani” i przekazał zaproszenie na jedno piwo. Zachowanie to było na tyle zagadkowe, że nie miał zamiaru kazać czekać marynarzowi, który nie jeden raz podzielił się z Kennethem swoją mądrością życiową i morską. Przełożył swoje spotkanie w dokach na późniejszą godzinę i ruszył w stronę Tawerny. Dzisiaj Riven miała wolne, mówiła, że coś musi załatwić i zrobiła tę swoją tajemniczą minę marszcząc charakterystycznie nos. Odprowadził ją rankiem wzrokiem samemu kierując się w stronę magazynów w porcie. Najbliższa wyprawa, która zbliżała się wielkimi krokami mogła przynieść mu wielkie pieniądze, ale jeszcze lepszą renomę i układy oraz kontakty, a na tych mu bardzo zależało. To dzięki nim wiedział dużo wcześniej o kontrolach na trasach morskich, o dziwnych akcjach w dzikich portach. Kiedy wkroczył do Tawerny ta jeszcze była w miarę pusta. Zerknął na zegarek kieszonkowy, który zawsze miał przy sobie. Za około godzinę zaczną się zbierać pracownicy z pierwszych zmian. Mogli liczyć na chwilę spokoju.
Przywołany przez Torina podszedł do jego stolika i zasiadł na wskazane krzesło. Wyciągnął nogi przed siebie i skrzyżował je w kostkach. Skinął głową w podziękowaniu za piwo. Odczekał aż po pomieszczeniu rozejdzie się zapach tytoniu z fajki i pociągnął solidny łyk z kufla. Uniósł spojrzenie na starego wilka morskiego nie bardzo rozumiejąc o co chodzi. Jednak kiedy padło imię jego syreny, wyrwało mu się krótkie “ach”, które świadczyło o tym, że wie w jakim kierunku zmierza rozmowa. Pozwolił więc rozmówcy snuć swój monolog spodziewając się, że ostatecznie padnie pytanie jakie już wisiało w powietrzu, ale nie zostało jeszcze na głos wypowiedziane.
Torin wyraźnie zaznaczał swoją pozycję, bo choć nie zapowiadało się, że będzie ustawiał Kapitana do pionu, tak ojcowski ton względem dziewczyny świadczył o tym, że oto kapitan Fernsby ma poważną rozmowę z opiekunem panny Thorne. Z dwojga złego lepiej z Torinem niż ciotką Boyle, która raczej by się nie patyczkowała, tylko kazała by składać wyjaśnienia. A do tego by mogło dojść, gdyby dowiedziała się, że kapitan skrzywdził dziewczynę. Zaśmiał się pod nosem. Riven miała iście trudnych opiekunów. W końcu padło pytanie i zawisło między mężczyznami. Gdyby pytał ktoś inny, odpowiedziałby mu, aby pilnował swoich spraw. Starego Torina dażył dużym szacunkiem i jemu miał zamiar odpowiedzieć. -Jesteś marynarzem, wiesz jak nasze życie wygląda. Dodaj do tego moje życie. - Uśmiechnął się krzywo. Kto jak kto, ale jego rozmówca wiedział, że Fernsby balansował na granicy prawa w swojej pracy. -Pytasz dlaczego wziąłem sobie pannę na stałe czy dlaczego Riven? - Zapytał jeszcze i odstawił kufel na stół. -Mam dość przygodnych nocy, Torin. - Przyznał po dłużej chwili milczenia, po czym wychylił się na krześle i spojrzał na sufit. -Mam dość wiecznych umizgów, uznałem, że przyda mi się stały port. Jakaś jedna rzecz wiadoma w moim życiu. - Zaśmiał się z siebie, bo brzmiał jak jakiś głupiec i dureń, który nasłuchał się morskich ballad.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#14
Eliksir Wielosokowy
Eliksir Wielosokowy
Wiek
999
Zawód
Każdy
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
Sakiewka
Stan cywilny
żebracza
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
28-02-2026, 20:19
Mężczyzna obserwował jak Kenneth rozsiada się przy stoliku. Mógł spokojnie stwierdzić, że kapitan “Złotej Łani” czuł się pewnie w swojej pozycji i chociaż wtedy mógł jeszcze się nie spodziewać czego albo bardziej kogo będzie dotyczyć ta rozmowa, nie przejawiał obawy. Zresztą, nie miał ku temu powodów. Torin i Kenneth zawsze mieli dobre relacje, stary wilk morski dzielił się z nim swoją wiedzą i chociaż może nie wszystko pochwalał, to tylko mógł doradzać. A ile z tego pan Fernsby wyciągnie i wykorzysta, to już należało do niego.
Torin zdecydowanie naznaczył swoją pozycję, przede wszystkim chciał pokazać Kennethowi, że na pierwszym miejscu stawia dobro tej dziewczyny. Nie miał złych zamiarów, to była ich decyzja. Przede wszystkim decyzja Riven. Ona ją podjęła, ona będzie z nią żyć. Starzec mógł jej nie pochwalać, ale nauczony, że uparciuchowi i tak się nie przemówi do rozsądku zachował to dla siebie. Za to mógł zrobić jedno, upewnić się, że jego gwiazdka będzie u boku kapitana bezpieczna.
Wypowiedź Kennetha Torin skwitował jedynie lekkim westchnieniem i upiciem kolejnego łyka piwa. Tego mógł się spodziewać, dokładnie takiej odpowiedzi. Nie było to nic, co by go zaskoczyło. Nie zaspokoiło to tym samym jego ciekawości.
- Wiem o czym mówisz, większość takich jak my w pierwszej kolejności zachłystuje się możliwością posiadania innej panny w każdym porcie. Ruda, blond, cycata albo i nie. Do wyboru do koloru, nie Kenneth? - Uniósł lekko brew, w jego głosie można było wyczuć rozbawienie. - Aż w końcu przychodzi ten moment, że to nie wystarczy. Chce się czegoś innego. Ale nie o to mi chodziło. Dlaczego właśnie Riven? Mógłbyś mieć każdą inną.
Poniekąd Torin znał odpowiedź na to pytanie. Gdyby sam miał znowu trzydzieści lat, nie miał żony i dzieci, być może również wodziłby za nią wzrokiem. Była piękną czarownicą, trochę szaloną, strasznie upartą, momentami tajemniczą. Potrafiła intrygować.
- Kiedyś cię nie interesowała, a jej zaloty olałeś ciepłym moczem - Torin wzruszył ramionami. - Ponawiam pytanie, co się zmieniło?
Ból jaki wtedy widział w oczach panny Thorne widział wcześniej tylko raz. Zdawało mu się, że po tym wszystkim dziewczyna sobie do odpuściła, przecież sam jej go odradzał. Aż pewnego wieczora, po kilku latach, siedzi sobie w barze, a tu taka plotka. Riven czekająca na Kennetha w porcie, spędzająca noc w jego kapitańskiej kajucie. Niemal spadł wtedy z krzesła.
Torin zakaszlał. Wyciągnął chusteczkę, przetarł nią swoje usta i nawet przez Kennethem specjalnie nie ukrywał krwi, która na materiale pozostała. Upił piwo, chcąc pozbyć się metalicznego posmaku w buzi i ponownie spojrzał na kapitana.
- Dałeś jej ten naszyjnik, stary zwyczaj, to dobrze. Kto ma wiedzieć ten wie, ale w porcie jest teraz mnóstwo ludzi, którzy nie mają pojęcia o jego znaczeniu. Niezwiązani z morzem mają w dupie nasze zwyczaje - zauważył. - Riven bardzo dobrze do tej pory radziła sobie w porcie sama, dlatego że razem ze starą Boyle roztoczyliśmy nad nią pewien parasole bezpieczeństwa. Panny stąd są nietykalne, jak powiedzą nie, to znaczy nie. Chociaż Riven w pewnym momencie przestała mówić nie i sama zaczęła wychodzić każdego wieczora z innym - pokręcił głową z dezaprobatą. - Do czego zmierzam. Jak już się domyślasz, mi zostało mało czasu. Parę tygodni, miesięcy, może trochę dłużej - wzruszył ramionami. - Magia mi już nie pomoże, za późno się za to zabrałem. Wie o tym moja żona, teraz także i ty i tak ma zostać. Jak będzie zbliżać się koniec wyruszę w ostatni rejs i już z niego nie wrócę. Sam pewnie rozumiesz…
Torin miał jedno marzenie. Zakończyć swoje życie u boku swojej drugiej ukochanej kobiety. Tej, której oddał większą część swojego życia. Tej, którą kochał ponad wszystko. Morze.
- Chcę wiedzieć jak chcesz zapewnić jej bezpieczeństwo? Jak o nią zadbasz, aby jej z głowy włos nie spadł? Musisz wiedzieć, że jest upartą dziewuchą. Nie będziesz miał z nią lekko - ciche rozbawienie towarzyszyło jego ostatnim słowom.
Zastanawiał się, czy Kenneth to na pewno dobrze przemyślał. Bo przyda mu się na pewno dużo szczęścia.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#15
Kenneth Fernsby
Czarodzieje
Wiek
31
Zawód
Kapitan "Złotej Łani", przemytnik
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
11
12
Brak karty postaci
09-03-2026, 23:20
Nie miał w zwyczaju tłumaczyć się ze swoich decyzji i wyborów. Uważał, że jego życie to jego sprawa. Z Torinem sytuacja miała się inaczej. Mało było osób w życiu Kapitana, które darzył większym szacunkiem. Stary Wilk Morskich do takich należał więc pomimo tego, że jego pytania nie były w smak Kennethowi to miał zamiar na nie odpowiedzieć, ale ważył jeszcze słowa. Ile mógł, a ile chciał powiedzieć sam z siebie, a co zostawić w tajemnicy. Upił łyk piwa słuchając mężczyzny, a wspomnienie różnych kobiet wywołało u niego nikły uśmiech, którym potwierdzał jak się sprawy miały, a czego nie ukrywał celem zakłamania rzeczywistości. -Bo podjęła wyzwanie zamiast uciekać. - Odpowiedział po chwili ciszy jaka między nimi zapadła gdy pytanie zawisło w powietrzu. -Bo ma w sobie to coś, coś intryguje, co sprawia, że podejmujesz sam rękawicę jaką ci rzuca. - Odstawił na wpół opróżniony kufel piwa na blat stołu. -I do tego jest ładna. - Nie było sensu ukrywać atrakcyjności fizycznej. Gdyby mu się nie podobała nie zaproponowałby jej roli kochanki.
Na wspomnienie zalotów Riven westchnął cicho i spojrzał wymownie na Torina. Połowa panien kręciła w jego stronę, a on połowy z nich nie wybierał. Prawdą jest, że widział jakieś zainteresowanie ze strony panny Thorne, ale nie sądził, że były aż tak poważne. Dopiero jej samej wyznanie sprawiło, że zaczął łączyć kropki i rozumieć, że pewne gesty były jej subtelnymi sygnałami, że jest otwarta na propozycję jaka może paść z jego strony. Nawiedziła go już myśl, czy może to nie lepiej, że wtedy nie wziął ją na jedną noc. Mógł sobie gdybać w samotności, bo pytań też było o wiele więcej i innych. -Też się trochę zmieniłem. - Dodał po chwili. Jego potrzeby, w związku z tym, że zmieniał też swoje życie dążąc do pewnej niezależności i bycia panem samego siebie, a na wiecznej służbie u kogoś.
Kaszel starego Torina mocno go niepokoił, a to sprawiło, że wyprostował się mocniej i przyjrzał się zakrwawionej chusteczce. Zmarszczył brwi. -Jasny szlag, Torin. - Mruknął pod nosem Kenneth doskonale zdając sobie sprawę co to oznacza. Ostatni rejs był tym o czym marzył każdy z nich. Nie było nic gorszego niż umieranie w cierpieniu na widoku własnej rodziny. Woleli by wpaść w paszczę Krakena niż patrzeć na twarze bliskich kiedy załamywali ręce nad umierającym. Nie chcieli widzieć tych łze. Śmierć w objęciach morskich fal była dla każdego z nich zbawieniem. -Ile mówią uzdrowiciele? - Zapytał krótko sięgając po wcześniej odstawiony kufel. Jeżeli Torin będzie potrzebował statku na ostatni rejs mógł mieć pewność, że Łania go przyjmie. Nigdy nie odmawiało się starym druhom ostatniej podróży. -Dla naszych to sygnał, więc jeżeli pojawią się ci co tradycji nie szanują to inni mu to dosadnie wytłumaczą. - Tego był niemal pewien. Rozmowa z Keithem unaoczniła mu to jak bardzo pewne zwyczaje nie są szanowane, a przecież w innych gronach dawanie biżuterii kobiecie uchodziło wręcz za działanie w dobrym tonie. Prychnął pod nosem. -Żeby jej włos z głowy nie spadł musiałaby przestać pakować się w kłopoty, a że lubi wyzwania, to obawiam się, że to niemożliwe. - Odpowiedział szczerze rozbawiony wizją tego, że Riven miałaby siedzieć w jednym miejscu i grzecznie czekać, aż kapitan wróci ze swojej wyprawy. -Kiedy jestem na morzu, mogę jedynie liczyć na to, że naszyjnik oraz znajomość tradycji sprawi, że w jakiś sposób nikt jej krzywdy nie zrobić, choć wydaje mi się, że ciotka Boyle bywa lepszą ochroną. - Pociągnął solidny łyk piwa i na powrót rozsiadł się na swoim krześle. Zastukał parę razy palcami w blat. -Uparta… - Powtórzył ciszej wspominając ostatnie wydarzenia w jakich się znalazł. -Kiedy jestem na lądzie, mieszka u mnie. Moi ludzie też mają na nią oko i na tych, którzy się wokół niej kręcą. Wie też już, że może na mnie polegać i przyjść z każdą sprawą.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#16
Eliksir Wielosokowy
Eliksir Wielosokowy
Wiek
999
Zawód
Każdy
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
Sakiewka
Stan cywilny
żebracza
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
10-03-2026, 19:45
Torin miał swoje lata i miał też swoją pozycję. Ze względu na jedno i drugie pozwalał sobie w stosunku do Kennetha, ale też innych w tym portowym świecie, troszeczkę więcej. Dlatego też nie miał żadnych wyrzutów sumienia, że tak magluje młodego kapitana. Torinem kierowały przynajmniej dwie rzeczy, to jak mało czasu mu już zostało, a także troska o Riven. A jakby się przyjrzeć i zastanowić, to z pewnością znalazłoby się coś jeszcze.
Zaskoczył go. Na tyle, że lewa brew powędrowała widocznie ku górze. Gdy Torin, przez trwającą krótką chwilę, analizował słowa Kennetha na jego ustach zaczął pojawiać się delikatny uśmiech. Aż w końcu roześmiał się serdecznie, sam nie wiedział czy bardziej dlatego, że zainteresowała go jej odwaga czy bardziej to przyziemne, bo była ładna. Pokiwał parę razy głową, upił piwa.
- Twoją zmianę widać, to fakt. Bycie oficerem, a teraz kapitanem ci służy - zauważył poważnym tonem odkładając kufel.
Kenneth nie był głupi, z pewnością wiedział o czym mówił Torin i skąd pojawiały się jego pytania. Każdy widział, jakie maślane oczy miała Riven w stosunku do Kennetha. Wszyscy też widzieli, jak ten ją ignorował. Co prawda dla dziewięćdziesięciu procent z tych ludzi było to nic nie znaczące, informacja wpadła i wypadła. Zajmowali się swoimi rzeczami. Ale nie dla Torina, on wszystko dokładnie pamiętał. Ale taki już był.
Na kolejne pytanie starzec skrzywił się widocznie. Nie lubił rozmawiać o swojej chorobie, po prostu była. Po co roztrząsać temat. Ale skoro już Kenneth wiedział i rozmawiali sobie szczerze, to Torin nie miał pretekstu, aby temat ominąć szerokim łukiem. Zresztą, sam zaczął, ale nie spodziewał się dopytywania.
- A co mają mówić? Nic. Próbowali mnie faszerować jakimiś eliksirami, nawet leżałem w Mungu, ale stwierdzili, że za późno i mogą tylko łagodzić objawy - wzruszył ramionami obracając chusteczkę w palcach. - Nie pal za dużo, mówią, że to ponoć od fajek. Też mi coś - lekceważące prychnięcie towarzyszyło jego ostatnim słowom, ale spojrzenie mówiło coś innego.
Po chwili jednak zamilkł na dłuższą chwilę słuchając słów młodego mężczyzny. Kenneth wierzył w moc tradycji oraz to, że ci którzy wiedzą powstrzymają tych, którzy tych tradycji nie znają. Świat się jednak zmieniał, ludzie też. Obcy przybywali, a marynarskie zwyczaje powoli przestawały być tak znaczące jak kiedyś. Stary oficer również miał nadzieję, że to wystarczy, a naszyjnik uchroni dziewczynę od złego. Cóż więcej mu pozostało? Mógł tylko mieć nadzieję, ona mu pozostała, bo gdy go zabraknie… Uśmiechnął się pod nosem.
- Oho, już ci krwi napsuła? - Zaśmiał się widząc jego reakcję na wspomnienie o upartości Riven. - Opowiedz staremu Torinowi, jak będzie trzeba, to ją za ucho wytargam.
Oczywiście ręki by na nią nie podniósł i nie była już małą dziewczynką, którą by można było przez kolano przełożyć i ukarać. Chociaż, tak długo jak ją zna i jak traktował jak własne dziecko, to Riven w tawernie chodziła jak w zegarku. Może nie pochwalał niektórych metod wychowawczych starej Boyle, ale był nauczony, że wychowaniem dziecka zajmuje się kobieta. Więc nie wtrącał się. Stara Boyle poradziła sobie z wychowaniem dziewczyny na tyle na ile potrafiła. Osobiście uważał, że wyszło jej to chyba całkiem dobrze. Ale, co on się tam znał?
- Wybacz mi, że cię tak magluję - Torin spojrzał na kapitana “Złotej Łani” lekko przechylając głowę. - Tak jak mówiłem, ona jest dla mnie niczym córka. A że własnego ojca nie ma, to żem się poczuł. Będziesz miał kiedyś własne, to zrozumiesz.
Na sali zrobił się lekki harmider, Torin odwrócił wzrok od Kennetha, aby sprawdzić co się dzieje w tawernie. Ktoś się zachwiał, jakiś kufel i drugie danie wylądowało na podłodze, a kelner, który teraz obsługiwał gości szedł właśnie w tamto miejsce już zza lady machając różdżką, aby pozbyć się bałaganu. W tym samym momencie jeden z klientów siedzących przy barze przechylił się przez ladę szukając czegoś w pośpiechu po drugiej stronie. Torin widząc to szybko sięgnął po różdżkę, machnął nią raz a potem drugi, a jegomość spadł z hukiem na podłogę, a krzesło na którym przed chwilą siedział łupnęło mu na głowę. Kradzieży im się zachciało. Gdy sytuacja się uspokoiła a złodziej wylądował za drzwiami, wrócił spojrzeniem w stronę Kennetha.
- Powiedz mi jeszcze jedną rzecz - zwrócił się do kapitana. - Czy choć trochę myślisz o przyszłości?
Stary marynarz oparł łokcie na blacie stołu i powoli potarł brodę szorstkimi palcami.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#17
Kenneth Fernsby
Czarodzieje
Wiek
31
Zawód
Kapitan "Złotej Łani", przemytnik
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
11
12
Brak karty postaci
17-03-2026, 21:40
Przez krótką chwilę nie wiedział czy śmiech starego Torina odbierać za dobrą monetę. Odczekał więc chwilę, aby się upewnić czy może nadal spokojnie siedzieć czy powinien ewakuować się na z góry upatrzoną pozycję. Z cichą ulgą przyjął fakt, że nie musi się zrywać ze swojego miejsca. Szkoda by było piwa, którego jeszcze nie dopił.
Teoretycznie to nie była sprawa Torina, co robi Kenneth i z kim. Nie był ojcem Riven, nie miał podstaw, aby pytać, a kapitan nie miał obowiązku odpowiadać. Nie był durny. Wiedział jak Torin roztaczał opiekę nad dziewczyną, a skoro ten wciskał swój żeglarski nos w jego sprawy, to Fernsby nie miał zamiaru być mu dłużny. Pytanie o chorobę wydało mu się oczywiste. Właśnie zapaskudził chusteczkę krwią kaszląc przy tym jak dobrze zaawansowany gruźlik. Wysłuchał wyjaśnień, które świadczyły o tym, że człowiek przed nim siedzący właśnie umierał. Jednak był twardym marynarzem, który nie pokaże po sobie słabości. Jednocześnie zaleta i przekleństwo. Każdy z nich taki był. Postukał palcami w blat stołu. -Dla Łani będzie to zaszczytem jeżeli uznasz, że ostatni rejs będziesz chciał odbyć na jej pokładzie. - Choć mówił o statku, to było wiadome, że miał też siebie na myśli oraz swoją załogę. Stary Wilk Morski cieszył się powszechnym szacunkiem i wszyscy go lubili, choć wielu schodziło z drogi, nie chcą mu się narazić. Nie odniósł się do wzmianki o paleniu, bo cóż miał powiedzieć? Srebrna papierośnica spoczywała w kieszeni jego kurty marynarskiej. Szlag, musi w końcu zatroszczyć się o nowy płaszcz. Kurta do niego nie pasowała. Nosił ją wyłącznie kiedy pogoda była niesprzyjająca. A to płaszcz był jego znakiem rozpoznawczym.
Pokręcił głową. -Wybacz, ale to sprawa, z którą uporam się sam, nie nasyłając na nią starego dziada. - Spojrzał wymownie na Torina, po czym pociągnął solidny łyk z kufla. Rozumiał troskę, ale pewne rzeczy były między nim, a Syreną, którą wybrał i która zgodziła się zostać jego kochanką. Choć dynamika ich relacji wyglądała zupełnie inaczej niż pierwotnie sobie założył, to nie chciał rezygnować. W tej jej nieprzewidywalności i dzikości jaką posiadała, była dziwna stabilność. Jakkolwiek to nie brzmiało. Poza tym, nie nudziła go. Był jej ciekaw. Jej życia, doświadczeń i myśli. Młoda, to prawda. Wielu mówiło, że za młoda, ale wtedy miał przyjemność wytykania im ich własnych wyborów. Gdyby się nią zainteresował wcześniej, gadaliby, że krzywdzi dziecko jeszcze. Na słowa, że będzie miał kiedyś własne dzieci, a tym bardziej córki, to zrozumie - uniósł nieznacznie jedną brew zerkając uważnie na starego marynarza. Nie wybiegał w przyszłość tak bardzo. Była dla niego jak za mgłą. Nieznana. Zakładał, że gdzieś tam, zapewne ma jakiegoś bękarta. Do świętych nie należał, a w portach nie odstawiał cnotliwego człowieka. Do czasu. Teraz dał słowo i w złożoną obietnicę wierzył mocno. Rozmyślania przerwał huk spojrzał za kelnerem więc nie dostrzegł w pierwszej chwili złodziejaszka, który połasił się nie na swoje złoto. Nie wtrącał się. Porządek został już zaprowadzony, a oni wrócili do rozmowy. Pytanie tym razem go nie zaskoczyło, nie w sytuacji kiedy wiedział o chorobie. Pasowało do rozmowy jaką właśnie toczyli. -Czasami. - Przyznał po chwili dopijając piwo. -Nie zawsze, ale zdarza mi się myśleć o przyszłości. Pozostaje ona dla mnie wciąż zagadką. - Odsunął puste naczynie od siebie pozwalając sobie na chwilę ciszy, w której zebrał myśli. -Snuję plany, mam swoje cele, ale wiem również, że z kolejnego rejsu mogę nie wrócić i muszę to brać pod uwagę. - Wypowiadając te słowa był śmiertelnie poważny, a w jego spojrzeniu ciężko było dostrzec tę charakterystyczną, niesforną iskrę, która się zawsze tam tliła. Teraz niebieskie spojrzenie zdawało się być chmurne, jak niebo nad oceanem zaciągnięte zapowiedzią burzy.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#18
Eliksir Wielosokowy
Eliksir Wielosokowy
Wiek
999
Zawód
Każdy
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
Sakiewka
Stan cywilny
żebracza
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
18-03-2026, 22:11
Torin był twardy. Umierał, to fakt, ale nie był typem mężczyzny, który dałby po sobie cokolwiek poznać. Cierpiał, z pewnością bardzo. Nagła śmierć była jednak lepszym wyjściem, niż powolne umieranie. Ale skoro już się ten moment zbliżał, to zniknie z tego świata na swoich własnych zasadach. Słysząc propozycję Kennetha kiwnął głową. Było mu bardzo miło, naprawdę, że mężczyzna mu to zaproponował. Jednak on miał inny plan i liczył na to, że uda mu się go zrealizować.
- Dziękuję za propozycję - odparł. - Jednak przede wszystkim będę chciał odpłynąć na pokładzie swojej "Czarnej Flądry". Gdyby jednak nie było jej w porcie, a sytuacja by była pilna, to będę pamiętać o twoich słowach.
Rozmowa nagle spoważniała, zeszła na tematy o których Torin nie specjalnie chciał rozmawiać. Wymienił więc ostatnie spojrzenia wraz z kapitanem Fernsbym i zacisnął mocno wargi, przez chwilę wpatrywał się w jeden punkt pogrążając w swoich myślach. Nie trwało to jednak długo, rozmowa o Riven była jego priorytetem w tym momencie. Może później, jak już skończą, napiją się jeszcze jednego piwa za pełne wrażeń życie marynarza.
Parsknął śmiechem, chociaż miał wrażenie, że Kennethowi wcale nie było do śmiechu. Ukrył unoszące się kąciki ust za kuflem piwa, którego coraz bardziej ubywało. Wziął sobie taką pannę, to teraz miał. Jakie sobie piwo naważył, takie teraz musiał wypić. Ale Torin był dziwnie spokojny, chociaż z początku nie do końca był pozytywnie nastawiony do pomysłu Riven, tak teraz… cóż, i tak przecież nie mógł jej niczego zabronić. Zrobi co zechce, jak zresztą zawsze.
- Dobrze, dobrze - odstawiając piwo uniósł dłonie lekko ku górze, pasował. - Mogę ci więc jedynie życzyć powodzenia.
Może i Torin umierał, może nie zostało mu dużo czasu, ale to nie znaczy, że humor go opuścił. Był skory do żartów, jak dawniej, a w tej chwili całkiem dużą przyjemność sprawiało mu lekkie nabijanie się z młodego mężczyzny. Może i miał dużo panien, ale czy odpowiednie doświadczenie by Riven ogarnąć? To była dziewczyna, której się nie prowadzi za rękę. Jeśli się pozwoli jej płynąć, to rozwinie żagle. A jak sobie coś wbije do głowy, to można jej tłumaczyć, ostrzegać. Ona się jedynie uśmiechnie, pokiwa posłusznie głową. A i tak potem zrobi dokładnie to, co sobie wcześniej sama zaplanowała. I niech ją tylko coś zaciekawi, będzie pierwszą osobą, która pójdzie to sprawdzić. Jeśli Kenneth liczył na spokojne życie, mógł się mocno przeliczyć. Ale, jeśli chociaż trochę tę pannicę znał, to całkiem dobrze wiedział w co się pakuje.
Zamieszanie w tawernie na chwilę wybiło ich rozmowę, co prawda Torin musiał trochę pomóc z utrzymaniem porządku, po chwili mogli wrócić do swojej rozmowy. Schodziła ona na ciekawe tory, a pytanie, które Torin zadał było typowe dla osoby, która wiedziała, że jej dni są już policzone. Czasami zdarzało mu się analizować swoje życie, miniony czas czy jak będzie wyglądać świat gdy go już zabraknie. Chyba stał się trochę zbyt sentymentalny, jak na swoje upodobania. Ale pytanie padło, a Kenneth zdecydował się odpowiedzieć.
- Nasze życie zależy od fal. Każdy kto wypływa z morze to wie. Sztorm nie pyta o plany, ani o to, kto na ciebie czeka w porcie. Wiesz - zaczął, zatrzymując się na chwilę, jakby ubierał myśli w słowa. - Ona nie jest przyzwyczajona do życia między “może wrócę” a “może nie”. Jeśli ją sobie wybrałeś to wiedz, że ona będzie na ciebie czekać. Tak naprawdę czekać, jeśli wiesz co mam na myśli. Nie chciałbym, aby gdybyś jednak miał nie wrócić, Riven zastanawiała się czy było warto. Więc jeśli myślisz o przyszłości i snujesz swoje plany, to upewnij się, że ona w nich jest. Nie tylko między jednym rejsem a drugim. Opowiem ci historię…
Torin rozsiadł się wygodniej na krześle i przez sekundę milczał. Widać było, po wyrazie jego twarzy, że wraca właśnie wspomnieniami w przeszłość. Wyszukuje tę jedną historię, tak charakterystyczną dla panny Thorne, która pięknie pokaże jaką jest ona kobietą.
- Kiedy Riven była mała, miała może z dwanaście lat, wróciła na wakacje z Hogwartu i oczywiście kręciła się po porcie. Nad ranem i późnymi wieczorami pomagała ogarnąć trochę tawernę, głównie stara Boyle dawała jej ścierę i ta szorowała stoły, podłogi, ale ja nie o tym. Pewnego dnia po południu szedłem jak zwykle w stronę tawerny przechodząc przez port, stały takie stare statki z dużymi masztami. Jakieś rybackie. Patrzę, a na maszt się wspina jakieś dziecko. Włosy do pasa, spódnica podwinięta i się wspina. Noga za nogą. A to był maszt, no nie wiem, mógł mieć prawie dziesięć metrów. No ale nic, podszedłem bliżej. Patrzę. W połowie zsunęła się i wylądowała w wodzie jak kamień - mężczyzna wziął głębszy wdech, ponownie odkaszlnął. - Wyszedłem po nią, myślałem, że się wynurzy i będzie płakać. W końcu to dziewczynka i jeszcze była dzieckiem. Wiesz co zrobiła? - Pokręcił głową z rozbawieniem. - Wypłynęła, spojrzała na mnie, wypluła wodę wymieszaną z krwią i powiedziała “Jeszcze raz”. Ona tak jest, jak sobie coś postanowi, to może się palić i walić, ale nie odpuści.
Uśmiechnął się lekko, podrapał po brodzie nadal będąc pod wrażeniem odwagi tego dziecka.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#19
Kenneth Fernsby
Czarodzieje
Wiek
31
Zawód
Kapitan "Złotej Łani", przemytnik
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
11
12
Brak karty postaci
20-03-2026, 12:06
Choroba Torina uderzyła go, choć nie dał tego po sobie poznać. Jego śmierć uderzy Riven, jednocześnie wiedział, że stary marynarz nie chciał, aby cały port gadał o tym, że umiera. To była jego tajemnica i jego sprawa, a Kenneth nie miał podstaw, aby się do niej mieszać. Jedyne co mógł zrobić to zaoferować miejsce na pokładzie “Złotej Łani” gdy przyjdzie czas na ostatni rejs. Torin, w tym przedziwnym splocie wydarzeń, mógł wybrać kiedy odejdzie. Czy jemu będzie dane podobna możliwość, czy może śmierć przyjdzie z zaskoczenia, ukłoni się, po czym zniknie wraz z nim. Myślał o śmierci często, wręcz czuł, że wkracza z nimi na pokład. Za każdym razem kiedy wypływają z portu. Dlatego też powrót do domu był tak wielką ulga i radością dla każdego marynarza.
Dostrzegł rozbawienie swojego towarzysza, ale uznał, że nie będzie komentował i wdawał się w dyskusję, która zapewne przegra. Przynajmniej nie chciał drążyć dalej, ale swoje myślał. Widział to po tym jak ukrywał uśmiech za kuflem piwa, jak spoglądał na kapitana. Zapewne sądził, że wpakował się to ma, a wcześniej przechera pytał, dlaczego teraz kapitanowi uwidziała się ta dziewczyna. Prawda była taka, że jeszcze ją poznawał, a również ona nie wiedziała wszystkiego o kapitanie. Nie musiała zresztą. Nie szukał przecież towarzyszki życia ani tym bardziej żony. Była jego kochanką. Pewnego dnia ją uwolni z tego zobowiązania, albo ona sama odejdzie. Nie będzie jej trzymał na siłę przy sobie.
Rozmowa zeszła na bardziej filozoficzne tematy, a jednak osoba Riven wciąż się w niej przewijała, jakby stary marynarz chciał mieć pewność, że nie nadejdzie dzień kiedy panna Thorne zostanie odstawiona jak niechciana zabawka w kąt i zapomniana. Miała przecież świadomość w co się w pakuje, choć ludzi wokół starali się mu udowodnić, że jest inaczej i być może panna oczekiwała czegoś więcej. Nie pytał jej oto, bo wtedy kiedy pojawiła się w porcie jak “Łania” dokowała, musiała rozumieć zasady ich układu. W swoim genialnym planie przewidział to, że nadejdzie taki dzień, w którym ich drogi się rozejdą i każde pójdzie w swoją stronę.
Torin zaś uznał, że podzieli się z nim pewną historią, a on miał zamiar jej wysłuchać z pełną uwagą. Skrzyżował ramiona na piersi i zaczął się bujać na krześle. Spojrzenie wbił w sufit. Z jednej strony rozumiał co chciał mu przekazać Torin, a z drugiej nie widział sensu obiecywać dziewczynie gruszek na wierzbie, kiedy wiedział, że nigdy się tam nie pojawią. -Wiem, że jest zawzięta. - Widział to już parę razy. Widział również wrażliwość, próbę wzięcia na siebie odpowiedzialności za całość zdarzenia. Widział to, jak nie dopuszczała do siebie myśli, że nie musi wszystkiego naprawiać i przepraszać za każdą swoją decyzję jaką podejmie. -Znasz historię związaną z jej ojcem? - Zapytał po dłuższej chwili milczenia i spojrzał uważnie na Torina przypominając sobie opowieść jaką snuła w ciemnej sypialni, kiedy wtulona w jego ramię odpowiadała na jego pytania. Nadal czuł pewne wzburzenie jak pomyślał o tym przez co musiała przejść. Widział wiele w swoim życiu, miał styczność z Trytonami, z różnymi ludźmi i choć nie pałał wielką miłością do mugoli i ich postrzegania świata, tak nie należał do osób, które strzelały by do kogoś innego, tylko dlatego, że byli inni. Skrajności nie leżały w charakterze kapitana Fernsbiego. Miał dziwne poczucie, że chciałby ją chronić przed takimi sytuacjami, jednocześnie zdawał sobie sprawę, że będąc na morzu nie może. Riven była kobietą portu - tu wychowana i żyjąca. Świadoma świata w jakim przyszło jej żyć, a jednocześnie miał dziwne przeczucie, że ma skłonności do pakowania się w kłopoty. Podobnie jak sam kapitan.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#20
Eliksir Wielosokowy
Eliksir Wielosokowy
Wiek
999
Zawód
Każdy
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
Sakiewka
Stan cywilny
żebracza
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
22-03-2026, 14:12
Starzec nie był głupi, doskonale zdawał sobie sprawę z tego w co wpakowała się Riven. Chodził po tym świecie dłużej niż ona, dłużej niż Kenneth i lepiej od ich dwójki znał i rozumiał portowe zwyczaje. Niektórzy mężczyźni nigdy nie wiązali się z żadną kobietą, do końca życia korzystając z usług portowych panien i w zupełności im to wystarczyło. Byli tacy jak Torin, którzy w pewnym momencie spotkali kobietę, przy której chcieli spędzić swoje życie. Być u jej boku szczęśliwym, nawet mieć dzieci, których to marynarz miał nawet całkiem sporo. I byli też tacy jak Kenneth, którzy chcieli kobiety na wyłączność, nie angażując się jednak w prawdziwy związek. Tylko układ, nic więcej. Prezent, który panna miała nosić na znak bycia pod jego pieczą. Wspólne noce, nawet wspólne mieszkanie. Poznawanie się. Ale nic więcej. Torin nie wierzył w takie układy, to nigdy nie przebiegało w sposób, w jaki sobie taka parka zaplanowała. Albo się w sobie zakochiwali i wszystko licho strzelił. Albo zakochiwała się jedna ze stron, druga nie i pojawiał się niezły problem. Bo jedna osoba chciała więcej, a druga już nie. Lub co gorsza, nagle przychodził pomysł rozwiązania umowy. Torin nie strzępił języka na marne, nie mówił tego wszystkiego po nich, chciał coś osiągnąć. Przede wszystkim uzmysłowić Kennethowi, że popełnił błąd i teraz będzie musiał, prędzej czy później, się z nim zmierzyć. Bo Riven była uparta, wiele lat temu postanowiła mieć Kennetha i do tego dążyła. Wyczuła okazję, dlatego zgodziła się na ten układ. A po drugie, niestety, ale ona go kochała. Torin bardzo dobrze o tym wiedział. I jeśli ich układ się kiedyś skończy, to się rozejdą. Kapitan Fernsby będzie myślał, że jest wszystko w porządku, to przecież logiczne, że umowa z czasem ulega rozwiązaniu. A Riven… cóż, nigdy nie da po sobie poznać jak bardzo złamało jej to serce. Ta dziewczyna potrafiła znieść wiele, ale Torin bał się, że w końcu ją to wszystko złamie.
Historia, którą opowiedział, miała znaczenie. Miała pokazać zawziętość i upartość panny Thorne, pokazać, że jest dziewczyną, która się nie poddaje i będzie szła zawsze do celu. Jakikolwiek by ten cel nie był. Była też niezwykle odważna, zdecydowanie bardziej niż mogłoby się wydawać. Reakcja Kennetha była trochę inna niż się Torin spodziewał, ale to nie ważne, grunt by dotarło. Kapitan jednak zmienił temat, pytając o biologicznego ojca dziewczyny.
Z początku Torin się lekko zdziwił skąd mężczyzna o tym wie. Zaraz jednak przyszła złość, twarz mu spochmurniała, a dłonie zacisnęły się w pięść tak mocno, aż pobladły mu kłykcie. Kiwnął głową.
- Oczywiście. Byłem tam niedługo po tym, jak uciekła, Stara mnie ze sobą zabrała - kiwnął głową w stronę zaplecza. - Ten skurwysyn… potraktować tak własne dziecko. Pal licho żonę, ale bezbronne dziecko. Dziewczynka, która powinna bać się burzy za oknem musiała uciekać przed własnym ojcem. I wiem, że ktoś, kto potrafi podnieść broń na własne dziecko nie zasługuje na to, żeby w ogóle nazywać go ojcem - warknął. - Riven bardzo szybko dowiedziała się jak wygląda świat, kiedy ktoś, kto powinien chronić, nagle staje się zagrożeniem.
To był drażliwy temat, gdyż Torinowi nie mieściło się to w głowie jak można potraktować tak własną rodzinę. Nie rozumiał zachowania matki Riven, dlaczego zdecydowała się na ukrywanie tego i budowanie relacji na kłamstwie. To było przecież oczywiste, że ta informacja wyjdzie kiedyś na jaw.
- A wiesz co jest najgorsze? On żyje, ma się dobrze. Ma nową żonę i dzieci, nadal pracuje w mugolskim porcie w Londynie. Ministerstwo nie chcąc skandalu wszystko zamiotło pod dywan, zrobili z niego czystego człowieka szybciej, niż ja zdążyłem dopić rum tamtej nocy. A Riven musiała nauczyć się żyć tak, jakby nic nigdy się nie stało - westchnął ciężko.
Pomiędzy nimi zapadła chwila ciszy. Torin wpatrywał się w pusty kufel piwa, a jego spojrzenie jednocześnie było pełne złości i smutku, z powodu swojej własnej bezradności. Starał się być dla Riven niczym ojciec, uzupełnić tę lukę, której nie powinna mieć żadna dziewczynka. A niedługo będzie musiał ją zostawić, tak jak i zostawi swoje pozostałe dzieci. I to bolało go najbardziej. Zacisnął szczęki i wstał, przystanął obok Kennetha i położył mu rękę na ramieniu i zacisnął ją mocno.
- Już cię męczyć nie będę, idę zamówić piwa. Napijesz się ze mną jeszcze. Opowiesz mi co się dzieje na morzach i oceanach, które porty ostatnio warto odwiedzić i jak tam sprawa z Trytonami. Słyszałem, że ostatnio znowu są mocno drażliwe. To prawda? - Zapytał.
Puścił jego ramię i ruszył w stronę baru. Pora skończyć to ojcowanie na dzisiaj, kwestia Trytonów również była niezwykle interesująca.

zt
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej


Skocz do:

Aktualny czas: 04-04-2026, 15:08 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.