• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Zachodni Londyn > Portobello Road
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
10-07-2025, 22:54

Portobello Road
Portobello Road to niezwykła ulica żyjącego i tętniąca własnym życiem. Osobliwa, wypełniona nierównomiernym rytmem kroków, rozmów, dźwięków otwieranych skrzyń i trzaskających aparatów fotograficznych. Jest to miejsce barwne i nietuzinkowe, prawdziwie nie z tego świata. Rano budzi się powoli. Pachnie kawą z małych kawiarenek i deszczem, który jeszcze nie zdążył odparować z brukowanej nawierzchni. Targowiska wyrastają tu niemalże z ziemi: stoiska z warzywami, kosze z płytami, zdezelowane książki, szkatułki z porcelaną i zakurzone lustra, czy niesamowite kreacje pochodzące z dawnych czasów. Kolory są tu wyróżnikiem: fasady domów pomalowane są na pastelowo. Portobello to środowisko różnorodności, mieszanki kulturowej: cudzoziemców, hipisów w zamszowych kurtkach, handlarzy, dam w rękawiczkach z koronek, młodych chłopaków kręcących się między zbitymi grupami. Nietuzinkowe sklepy i lokale usługowe przyciągają tutejszą ludność, gdyż oferowane ceny są niezwykle atrakcyjne.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Nylah Black
Czarodzieje
It's only illegal if I get caught.
Wiek
24
Zawód
Śpiewaczka operowa i łamaczka klątw
Genetyka
Czystość krwi
potomkini wili
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
9
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
3
8
Siła
Wyt.
Szybkość
5
9
5
Brak karty postaci
20-12-2025, 19:01
20 marca 1962


- I ja ci mówię, on zwyczajnie zabrał się i poszedł! Zabrał te kwiaty i po prostu poszedł! – oburzony głos jednej z klientek rozbrzmiewał w salonie urody, gdy opowiadała swojej koleżance na sąsiednim krzesełku historię burzliwego spotkania ze swoim kochankiem. Albo byłym kochankiem. Albo chłopakiem?
Nylah miała spory problem, by rozeznać się w tej historii, opowiadanej z mnóstwem różnych dziwnych przerywników i wtrętów. Wprawdzie pogubiła się już po samym tekście, że niejaki Jacob przyszedł do owej niewiasty, ale zabranie kwiatów było czymś całkowicie nowym. Przewróciła oczami, zerkając na swoją towarzyszkę – spotkanie z Leopoldine wcale nie było zamierzone, ale w końcu się znały. I zawsze przyjemniej było poddawać się zabiegom w towarzystwie, do którego dało się otworzyć usta, a salon urody, w którym właśnie spędzały czas, był jednym z tych bardziej luksusowych w Londynie.
- Jak myślisz? Jak mocno musiała zajść mu za skórę, skoro aż zabrał kwiaty? – spytała półgłosem koleżanki powiedzmy, że po fachu, próbując się przy tym nie roześmiać w głos. Nie wypadało, a poza tym jeszcze by ktoś uznał, że podsłuchiwała.
Nylah nikogo nie podsłuchiwała. To wcale nie była jej wina, że kobieta mówiła tak głośno, że jej oburzony głos słychać było prawie na pół salonu. Sama blondynka starała się za to mówić półgłosem tak, by jej słowa docierały tylko do uszu Leopoldine, a nie pozostałych klientek. Może i salon był przeznaczony tylko dla czarodziejów, ale po co każdy miał słuchać, o czym rozmawia?
- W ogóle wydaje mi się, że powinnam zrobić jeszcze coś z włosami. – dodała niedługo później.
Salon urody miał być relaksem głównie, sposobem na odpoczynek bez trosk, więc nie zamierzała przynajmniej teraz zahaczać o pracę, którą wykonywały. Co wcale nie przeszkadzało przecież w delikatnym oplotkowaniu całkiem uroczego stażysty – oczywiście całkowicie spoza ich ligi, ale nadal wystarczająco uroczego, by zwrócić na niego uwagę. Fakt, że potrafił rzucać celnymi komplementami też nie był tu bez znaczenia. No i był całkiem chętny do pracy, co też się ceniło bardzo mocno.
- Co myślisz o chwilowej zmianie koloru? – zażartowała sobie. Magiczne specyfiki mogły w końcu zmienić kolor włosów na chwilę, a Nil zawsze ciekawiło, jak wyglądałaby na przykład w ciemnych włosach.
Albo intensywnie rudych. Rzecz jasna nie zamierzała zmieniać swojego image’u, ale można przecież się pobawić.
I am the voice in the wind and the pouring rain
I am the voice of your hunger and pain
I am the voice
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Leopoldine Flint
Czarodzieje
if i was the moon, would you still look for the stars?
Wiek
23
Zawód
wschodząca gwiazda baletu
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
0
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
13
16
20
Brak karty postaci
20-01-2026, 18:15
Wybierając się na Portobello Road nie spodziewała się, że jej dzień zostanie naznaczony przez dwa przypadkowe spotkania. Po pierwsze — jedna z klientek salonu urody, której historię zdążyła już poznać nie tylko biedna dziewczyna, na której barki spadła odpowiedzialność za doświadczenia tejże, ale także, wydawać by się mogło, cały salon. Słuchając od dłuższego czasu całej perypetii miłosnej, czy też miłosnego dramatu, bo tak pewnie wolałaby to nazwać tamta kobieta, Leopoldine nie mogła odgonić się od wrażenia, że był to dramat skonstruowany na własne życzenie. Jeżeli ta zachowywała się w podobny sposób względem swojego wybranka, będąc tak głośną, tak... wymagającą uwagi, panna Flint wcale nie dziwiła się tajemniczemu jegomościowi, że jego cierpliwość wyczerpała się i postanowił spełnić zachciankę swojej (już chyba byłej) ukochanej. Tylko dobre wychowanie sprawiło, że nie zaciskała szczęki, jak miała to w zwyczaju robić, gdy była szczególnie zirytowana, czy też nie przewróciła oczami, jak siedząca niedaleko Nylah Black. Nylah Black, która była drugim definiującym dzień spotkaniem. Przypadek, bądź los chciał, że spotkały się w przybytku chwalonym przez niezliczoną ilość kobiet, tak z wyższych — jak one — sfer, jak i bardziej zamożnych obywatelek stolicy. Zanim jednak odpowiedziała na pytanie znajomej, Leopoldine pozwoliła sobie na ciche westchnienie; to i tak zginęło gdzieś pomiędzy znaczonym udawanym przejęciem dopytywaniem zajmującej się kobietą pracownicy salonu, a kolejnymi, jeszcze bardziej oburzonymi odpowiedziami.
— Każdy z nas osiąga kiedyś kres swojej cierpliwości — zaczęła cicho, pozwalając sobie na drobne wzruszenie ramionami. Gdyby tylko mogła, wolałaby w ogóle nie być świadoma tego szczególnego miłosnego dramatu, ale skoro mleko się rozlało, a w dodatku została spytana o swoją opinię wprost, zamierzała się nią podzielić. — Nie ważne, jak ktoś jest piękny, jak mocno się kogoś kocha — kontynuowała, wreszcie przechylając głowę w bok, aby spojrzeć na Nylah, przekonać się, może po minie, może po czyś innym, czy zgadzała się z opinią Leopoldine, czy może było zupełnie inaczej. — Poza tym, należy mu oddać, że zachował się tak, jak sobie tego życzyła. Czy gdybyś była na jego miejscu wytrzymałabyś z nią choćby sekundę dłużej? — skoro tamta kobieta nie miała nawet tyle manier, aby zachowywać się stosownie w salonie urody, Leopoldine zakładała, że była równie grubiańska w codziennym obyciu. Nic dziwnego, że biedny mężczyzna wreszcie uznał swoje starania za płonne. Zresztą, sama panna Flint należała do grona introwertyków, przez co jej wartości w kontaktach międzyludzkich znajdowały się w nieco innym miejscu, niż te większości społeczeństwa.
— Nie zastanawiałaś się kiedyś nad rudym? — zapytała po krótkiej chwili zastanowienia. Zazwyczaj mało kto decydował się na przybranie takiego koloru, w szczególności, jeżeli nie był naturalnie rudowłosy. Siedząca obok niej Nylah była w dodatku — co nie umknęło uwadze Leopoldine, jednocześnie kłując ją nieco zazdrością o przyciągane przez nią spojrzenia — wyjątkowo piękną kobietą, powinna więc móc unieść ciężar tego ciężkiego koloru. — Uważam, że pasowałby ci idealnie. Ale taki raczej blady, nie intensywnie czerwony — dodała po chwili. Samej Leopoldine nie było w głowie zmieniać koloru włosów, czy dokonywać na nich jakiejś drastycznej zmiany. Jej zawód, kariera, wymagały szczególnej integracji wizerunku z corps de ballet. Baletmajster zawsze mawiał, że natury w balecie nie trzeba poprawiać, a należy czerpać z tego, co miała najlepsze do zaoferowania. Dlatego też dziś przede wszystkim skupiała się na zabiegach wzmacniających i pielęgnujących.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Nylah Black
Czarodzieje
It's only illegal if I get caught.
Wiek
24
Zawód
Śpiewaczka operowa i łamaczka klątw
Genetyka
Czystość krwi
potomkini wili
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
9
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
3
8
Siła
Wyt.
Szybkość
5
9
5
Brak karty postaci
27-01-2026, 18:36
W zasadzie bardzo współczuła nieszczęsnej pracownicy salonu urody. Nie dość, że musiała tego wysłuchiwać, to jeszcze na dodatek brać aktywny udział w dyskusji, bo tego właśnie wymagała bardzo głośna klientka. Tym bardziej również nie dziwiła się, że wspominany mężczyzna po prostu miał dość hałaśliwej jejmości, która nawet tutaj robiła raban na pół salonu. Gdyby nie dobre usługi, zapewne wyniosłaby się stąd w cholerę. A gdyby nie Leopoldine, zapewne poprosiłaby o jakieś korki do uszu.
- Oczywiście. – zgodziła się bez większego namysłu z panną Flint. – Są granice tego, co możemy znieść od drugiej osoby, nawet jeśli ją bardzo kochamy. – wbrew sobie zaczęła się zastanawiać, ile jeszcze zostało jej samej tych granic i cierpliwości w stosunku do Oriona, a może ze względu na rodzinne więzy sama przesuwała granicę? Zaraz potem jednak wróciła do rozmowy z Leopoldine i cicho westchnęła, potrząsając głową.
- Nie, nie sądzę. Zrobiłabym dokładnie to samo, co on. Poszła w cholerę zgodnie z życzeniem szanownej pani. – w zasadzie ucieszyła się, że sama nie miała w rodzinie takiej persony. Miała jej dosyć po tych kilku chwilach w salonie urody, a co dopiero gdyby miała znosić ją przez całe życie. Nie, wcale nie dziwiła się Jacobowi, że poszedł w diabły. – Skoro nie umiała docenić tego, co ma, to została z niczym. – oceniła cicho, bardziej współczując wszystkim tym, którzy musieli ją znosić, niż samej kobiecie. Wedle wszelkich zasad i nie tylko, kobieta zachowywała się wręcz skandalicznie. Skan-da-licz-nie. Zero kultury ani umiejętności współżycia wśród ludzi. Wychowywała się pod kamieniem czy jak?
- Właśnie o dziwo tak. – podjęła dalej temat zmian koloru włosów. Oczywiście robienie tego na stałe zasadniczo nie wchodziło w grę, ale na chwilę chociażby? Czasem chciała być metamorfomagiem zamiast wnuczką wili, byłoby jej wtedy zupełnie lepiej w życiu, a przynajmniej tak teraz myślała. – Ale właśnie obawiałam się takiego… ognistego. Ale jak mówisz blady rudy? – zastanowiła się szczerze nad propozycją. A może i… czemu nie?
Przynajmniej uwolniłaby się na chwilkę od wypominanego jej notorycznie przez brata blondu, a w sumie do najbliższego spektaklu nawet taki kolor bardziej by pasował…
- Dobra. Spróbujemy. W razie czego zawsze mogę wrócić do naturalnego koloru. – oceniła. – Raz się żyje w końcu. Chociaż prawdę mówiąc nieco bardziej zastanawiałam się nad jakimś ciemnym. Może nie od razu czarnym, ale ciemnym. Chociaż blady rudy brzmi bardzo nieszablonowo. – Nylah miała proste podejście. Skoro i tak i tak się wyróżniała ze względu na pochodzenie, to czemu nie wyróżnić się jeszcze bardziej? Gorzej i tak i tak nie będzie, no chyba że ktoś pomyli eliksiry i zamiast jakiegoś odcienia rudości wciśnie jej na głowę zielony. Albo niebieski.
I am the voice in the wind and the pouring rain
I am the voice of your hunger and pain
I am the voice
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Leopoldine Flint
Czarodzieje
if i was the moon, would you still look for the stars?
Wiek
23
Zawód
wschodząca gwiazda baletu
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
0
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
13
16
20
Brak karty postaci
02-03-2026, 15:51
Słysząc zgadzającą się z jej stanowiskiem odpowiedź potomkini wili, Leopoldine kiwnęła tylko głową z zadowoleniem. Dobrze było nie trafiać na niepoprawną romantyczkę, która wiedzę o miłości, wysiłku, który należało włożyć w utrzymanie relacji jakkolwiek zbliżonej do małżeństwa, czerpała tylko i wyłącznie z fikcji. Leopoldine słyszała zresztą, że ostatnimi czasy wielkim wzięciem cieszyła się jedna z książek opisujących relację romantyczną między najmłodszym w historii Ministrem Magii a mugolaczką. Nie miała jednak okazji przeczytać tego niewątpliwego dzieła. Musiała więc polegać tylko i wyłącznie na zasłyszanych w garderobach teatru i w trakcie prób pogłoskach. Te jednakże wystarczyły, aby przechyliła się w stronę Nylah ponownie.
— Jak myślisz, wygląda na taką, która czytała "50 czarów Greya"? — spytała wreszcie, skupiając intensywne spojrzenie swoich błękitnych oczu prosto w równie jasnych tęczówkach należących do ćwierćwili. — Nie wiem dokładnie, o czym to jest, ale wszystkie kobiety wydają się tym zachwycone. Kto wie, może i tam była taka scena i chciała poczuć się jak bohaterka romantycznej powieści? — mówiła dalej, zupełnie poważnie. Momentami przecież ciężko było nadążyć za kobiecymi zachciankami, nie wspominając już o okazjach, gdy owe zachcianki były dodatkowo pobudzane przez media. Kto wie, może owa książka w niej samej obudziłaby jakieś niespodziewane zapędy. Chociaż... jej wychowanie, w myśl wielowiekowych tradycji, wygórowanych standardów i etykiety stanowiło naprawdę dobre zabezpieczenie przed nagłymi i niezrozumianymi porywami serca.
Jej myśli, na moment, uciekły w stronę pewnego urzędnika Służb Administracyjnych Wizengamotu. Może to zatrzymanie windy między piętrami, które miało w jego głowie oczyścić atmosferę zapadłą między nimi było wynikiem takiej a nie innej lektury? Teraz, z perspektywy czasu, gdy odrobinę ochłonęła, gdy miała czas na oddech, była w stanie dostrzec w tym pewien romantyzm. Gdyby znali się dłużej, gdyby pałali do siebie jakimś uczuciem, może wszystko potoczyłoby się inaczej. Może nie czułaby się zagrożona.
Krótkie westchnienie uciekło z jej różanych warg, nim powróciła całą sobą do rzeczywistości.
— Blady albo zgaszony — potwierdziła swoje wcześniejsze zdanie. Kiwnęła przy tym głową, wskazując na wiszący na ścianie obraz właścicielki salonu, chyba stworzony z okazji otwarcia interesu. Przedstawiona na nim kobieta prezentowała się bardzo gustownie i schludnie, a przede wszystkim — jej włosy ułożone były w miękkie fale jasnej rudości. — Chyba, że wolisz coś ekstremalnego, na przykład czerń. Ale czarnowłosych Blacków jest na pęczki, straciłabyś element wyjątkowości — jak właściwie mogła się czuć ćwierćwila, gdy stanowiła tak charakterystyczną mniejszość wśród Blacków? Jak gwiazda lśniąca na firmamencie własnej rodziny, czy jak zbyt mocno rzucający się w oczy element niepasujący do układanki? Nie musiała długo się nad tym zastanawiać, Nylah wspomniała już, że myślała o ciemniejszym, ale nie czarnym kolorze. Może jednak chciała się bardziej wpasować w swoje najbliższe otoczenie? — Ja dzisiaj podziękuję za koloryzację, ale czuję, że bardzo potrzebuję loków. Myślisz, że spodobają się dziennikarzom?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Nylah Black
Czarodzieje
It's only illegal if I get caught.
Wiek
24
Zawód
Śpiewaczka operowa i łamaczka klątw
Genetyka
Czystość krwi
potomkini wili
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
9
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
3
8
Siła
Wyt.
Szybkość
5
9
5
Brak karty postaci
28-03-2026, 16:50
W pewnym sensie Nylah jak najbardziej była romantyczką – marzyła o miłości podobnej jak na kartach niektórych powieści, a przynajmniej o tym, by wyjść za mąż z powodu uczuć, a nie pewnego rodzaju przymusu rodziny. Ale takie akurat marzenia, nawet jeśli piękne, były jedynie marzeniami. Panna Black doskonale rozumiała, czego się od niej wymaga i znała swoje obowiązki, które zamierzała wypełnić w każdym możliwym zakresie. Marzenia pozwalały przetrwać najtrudniejsze momenty, ale nie staną się przecież rzeczywistością, a przynajmniej tak wolała do tego podchodzić. Lepiej się rozczarować pozytywnie niż negatywnie w końcu. A romantyczna literatura bywała całkiem ciekawym studium do poduszki, choć wspomnianego przez Leopoldine dzieła czytać okazji nie miała. W teatrze jednak było kilka takich, które czytały, więc lekko zmarszczyła nosek i spojrzała najpierw uważnie w oczy swojej towarzyszki, a potem dość oceniająco na narzekającą już na coś innego kobietę.
- Sądzę, że tak. – oceniła po namyśle. – Od zawsze dużo było dziewczyn, które marzyły o wżenieniu się do bogatych rodzin, ale takie powieści w ogóle nie pomagają w uświadomieniu im, że to nierealne. No może jednej na milion się uda, ale to i tak rzadkość. W końcu znamy swoje obowiązki względem rodzin. – mruknęła, lekko potrząsając głową i westchnęła cichutko. – W teatrze niektóre dziewczyny się tym zachwycają. Kto to wymyślił, minister magii i mugolaczka? – na tym kończyła się wiedza Nylah na temat tejże pozycji literaturowej i samo to wystarczyło, by nawet nie myślała o tym, by sięgać po nią. Nawet romanse powinny trzymać jakiś poziom.
- Sądzę, że naszym obowiązkiem będzie ostrzec męskich członków rodziny, zamężnych, zaręczonych czy stanu wolnego. Nie sądzę, żeby niektórym kobietom to przeszkadzało, a jestem pewna, że znajdą się desperatki zdolne użyć Amortencji. Na Ministra może i niewiele się porwie, ale członkowie dwudziestki ósemki? – takie desperatki zresztą zdarzały się od czasu do czasu, ale Nylah stawiała, że teraz pojawi się ich trochę więcej, przynajmniej póki faza na „50 czarów Greya” nie przeminie. Chociaż pewnie potem pojawi się kolejny podobny pomysł, ale inaczej ubrany.
Nylah w zasadzie nie zapomniała dziewczyny, która strasznie jej truła tylko o to, żeby zapoznać ją z Orionem. Nie ukrywała zresztą w jakim celu, chciała z nim zajść w ciążę i w ten sposób wcisnąć się do rodziny. Wprawdzie ta była dość jaskrawym przykładem totalnej głupoty, ale słyszała o mniej drastycznych przypadkach. Dlatego zmiana tematu na włosy była dużo lepsza.
Powędrowała wzrokiem w miejsce, które wskazywała panna Flint i aż oczy jej się zaświeciły. Właścicielka salonu miała także jasną cerę, może ton ciemniejszą od tej Nylah, a włosy bardzo elegancko podkreślały i ocieplały wizerunek. Chłodna elegancja pomieszana z delikatną rudością.
- Nie, właśnie czerni nie. Jak sama mówisz, to popularny kolor. – rozbawienie w głosie Blackówny było bardzo dobrze słyszalne. – Zresztą jak miałam kilka lat to spróbowałam czerni na włosach. Matka prawie dostała zawału, a ja wyglądałam idiotycznie. Na szczęście usunięcie tego nie było skomplikowane. – zachichotała cicho. Dzieci miewały głupie pomysły, obojętnie z jakiej rodziny by nie pochodziły. Eksperymenty z wyglądem zazwyczaj były pierwsze.
- Loków? Pokaż się. – zażądała, ale całkiem przyjaznym tonem. Obejrzała sobie Flintównę i skinęła głową. – Na pewno im się spodobają. Weź tylko je delikatnie podepnij z tyłu, tak o, a kilka zakręconych kosmyków puść tutaj. – zademonstrowała na swojej fryzurze, o co jej mniej więcej chodzi. – Będziesz wyglądać ślicznie.
I am the voice in the wind and the pouring rain
I am the voice of your hunger and pain
I am the voice
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 04-04-2026, 13:51 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.