• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Irlandia > Zamek Cahir (Tipperary)
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
22-06-2025, 13:27

Zamek Cahir (Tipperary)
Zbudowany nad rzeką Suir, Zamek Cahir wciąż dominuje nad krajobrazem miasteczka – masywny, szary, pozornie nienaruszony przez wieki. Częściowo dostępny dla zwiedzających, ale niektóre skrzydła wciąż pozostają tajemnicze i niedostępne. Mury porastają gęsto pnącza, w sieni pachnie wilgocią, a dziedziniec bywa pusty nawet w południe. Mieszkańcy przechodzą obok bez większego zainteresowania – twierdza od zawsze była częścią miasta. W sali głównej znajdują się repliki zbroi, a schody w jednej z baszt prowadzą donikąd – kończą się ścianą zamurowaną jeszcze przed rewolucją. Dookoła zamek otacza niewielki park, w którym można przysiąść na ławce pod kasztanowcem.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Leonie Figg
Akolici
i dug my heels into the gravel as evidence for you to unravel. can you find me?
Wiek
25
Zawód
magibotaniczka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
15
8
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
13
Brak karty postaci
16-03-2026, 11:47
10 MAJA 1962

Zamek wyrastał przed nimi jak dumny pomnik przeszłości, zapraszający tajemnicą zaklętą w murach, basztach i pnączach bluszczu połykających mozaiki kamienia z nadzieją, że wespną się wyżej, dosięgając słońca. Kolejna wycieczka, tym razem krótsza, bo przewidziana na jedno popołudnie bez noclegu (ten urządzą w mieszkaniu Jaspera, choć Leonie ostatnio wracała tam nieco nieufnie, jakby spodziewała się rodziców wyskakujących zza regałów i oznajmujących, że jednak przyjęli od niego zapasowe klucze), miała podobno przypaść na bezchmurny i spokojny dzień. Tylko kto mógł mieć taką pewność? Prognozy wariowały, szarpane nagłymi burzami, wylewaniem strumyków czy wichurami jak w Ariundle Oakwood, dlatego trzeba było być przygotowanym na każdą ewentualność.
- Czytałam trochę o Cahir - zaczęła, poprawiając rączki plecaka na ramionach, i obróciła głowę, żeby spojrzeć na idącego obok niej Jaspera. W blasku słońca - mdłym, srebrnawym, schowanym gdzieś na niebie, ale obecnym, a to najważniejsze - wyglądał przepięknie: światło podkreślało głębię koloru jego oczu i obrysowało delikatne fale ciemnobrązowych włosów, barwą przywodzących na myśl korę dębu. Drzewo mądrości bardzo do niego pasowało. Zdaniem Leonie narzeczony był tego chodzącym usposobieniem, skrywał w sobie siłę, dzięki której niósł ich wspólne splecione ze sobą troski, kiedy budziła się z koszmarów oblana potem, z dzikością zamkniętą w szeroko otwartych oczach. To nadal się zdarzało - nie tak często jak jeszcze do niedawna, ale raz na jakiś czas. Wtedy dawał jej przestrzeń do czasu, aż oddech się unormował, i otwierał ramiona, w których mogła schować się przed światem. Tak, dąb zdecydowanie z nim współgrał - i przy okazji był imieniem jej sowy. Przypadek? - Znasz legendę zamurowanej baszty? - w jej oczach zamigotał zaczątek ekscytacji. I czegoś jeszcze, czegoś nieco cięższego, zamglonego, zamkniętego w przeszłości.
Lubiła opowiadać mu baśnie. Lubiła, kiedy zaszywali się pod pościelą, wtuleni w siebie jak dwa pasujące do siebie puzzle, i mogła gładzić go po włosach, jednocześnie przywołując w ciszy sypialni nowy mit czy ludowe podanie, które akurat podpłynęły do wierzchu pamięci. Lubiła, jeśli czasami zapadał przy tym sen po ciężkim dyżurze, uspokojony i wyciszony, zapominający o trudach dnia.
- Podobno na długo zanim zamek został zdobyty, lord Dunboyne zlecił zamurowanie baszty, żeby uwięzić w środku swoją ukochaną - jej głos wybrzmiał chropawo, gardło zdawało się lekko wyschnięte. Nie bez powodu, oboje zdawali sobie sprawę z tego, jak to brzmiało, do czego było podobne. Do kogo. Tyle że zamiast zatęchłej piwnicy, arystokratce przypadły piękne komnaty w roli więzienia. - Bał się, że pewnego dnia go zostawi, a był w niej tak szaleńczo zakochany, że nie mógł tego znieść - kontynuowała, chwytając Jaspera za rękę. Jej wzrok przeciągał się po gęstym bluszczu wgryzającym się w kamienne ściany. - Nie przewidział jednak, że zamknięta na wieczność żona go przechytrzy. Zamieniała się w ptaka. Każdej nocy wyfruwała przez okno swojej samotni i w zemście zatruwała świat lorda Dunboyne'a, sekretnie doprowadzała go do obłędu, do paranoi. Przez to zabił swojego kuzyna, który doradził mu zniewolenie żony. A ona na zawsze pozostała ptakiem: nie dlatego, że nie mogła się odmienić, ale dlatego, że chciała - uśmiechnęła się pod nosem, łagodnie i miękko. Słodko-gorzka opowieść miała w jej oczach pomyślne zakończenie. Ofiara przechytrzyła swojego ciemiężcę. - Sprawa jest o tyle dziwna, że zamurowanej komnaty nie da się odmurować. A próbowano. Słyszałam, że wtedy na robotników sypią się ptasie pióra i ich narzędzia przeistaczają się w puch. Mówi się, że długowieczna pani Dunboyne wciąż tam gniazduje i tak broni się przed intruzami - kąciki ust rozciągnęły się jeszcze dalej, kiedy spoglądała ku niemu, ciekawa jego reakcji. Było to niemal typową baśnią, której nie przeznaczano dzieciom, tylko dorosłym. W tym czasie zbliżyli się do otwartych bram zamku, zapraszających na pusty dziedziniec - to dobrze, nie przepadała za tłumami, więc Leonie odetchnęła z ulgą na myśl, że chyba nikt poza nimi nie planował zwiedzania lokalnej atrakcji.

+ wiosna
Wiosna 1x: Ptasie gniazdo*
Nad głową rozlega się głośne ćwierkanie ptaków w gnieździe. Gałęzie poruszają się nerwowo, zdradzając ich obecność. Jedno z piskląt balansuje niepewnie na krawędzi gniazda. Dorosłe ptaki krążą niespokojnie w powietrzu. Ich skrzydła szeleszczą nad głową. Cała scena wygląda krucho i niebezpiecznie.
Jeśli zdecydujecie się podjąć próbę uratowania ptaka, przy każdym poście do czasu uratowania rzucajcie k3 (1 oznacza upadek pisklęcia). Należy wykonać przynajmniej jeden rzut k3 do czasu uratowania. W przypadku skutecznego ratunku każde z was zdobędzie pióro. Pióro można zamienić u Mistrza Gry na samopiszące pióro lub krwawe pióro.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Jasper Prince
Akolici
But in my dream a wall of wire, stone and iron forged in fire
Wiek
38
Zawód
Uzdrowiciel, toksykolog
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
zaręczony
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
0
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
25
15
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
6
Brak karty postaci
24-03-2026, 05:25
- Za rzadko bywam w Irlandii. - mruknął, gdy dotarli do jednej z czarodziejskich gospód za pomocą Fiuu. Tak naprawdę chciał powiedzieć, że za rzadko wypuszczał się na wycieczki poza Londyn—te dla czystej przyjemności. Podróżował bowiem sporo, szczególnie po zaginięciu Eileen i po śmierci Ingrid. Gonił niejasne wizje, usiłując odnaleźć miejsca, które widział jedynie w snach. Odrapany płot, sypialnię z pościelą w żurawie, migoczącą żarówkę, deptak przy plaży, mugolskie osiedle robotnicze, ślepy zaułek, statek w porcie—czasami samemu nie wiedział kogo ani czego dotyczą te urywane wizje, a co dopiero gdzie i kiedy wydarzą lub wydarzyły się ich przebłyski.
Co, jeśli szukał Eileen na złej wyspie, w złym kraju? Spróbował odgonić tą myśl, dziś—po ciężkim tygodniu w Mungu—mieli przecież odetchnąć. A zamku Cahir chyba nigdy nie widział w żadnym śnie, co najwyżej na ilustracjach. Albo widział fragment bruku czy muru, a ich i tak nie rozpozna.
- Nie znam. - odpowiedział, choć w dzieciństwie czytał irlandzkie legendy. Może nawet niektóre zapamiętał, ale i tak wolałby usłyszeć je od Lee i zobaczyć, jak iskrzą jej oczy gdy zapala się do jakiegoś tematu. Gdy zapomina o całym świecie... ale temat tej historii i ton głosu Leonie zdradzały, że tym razem nie zapomniała.
- Jesteś pewna, że chcesz... rozmawiać o tej legendzie? - upewnił się cicho, bo temat wcale nie wydawał się odskocznią. Jesteś pewna, że chcesz o tym rozmawiać?—pytał samego siebie nieustannie, ilekroć zdawała się przestraszona lub melancholijna lub budziła się w środku nocy. Przeważnie zostawiał jej komfort ciszy, ale może kiedyś—może przed ślubem—powinni...? A może nie powinni, może wszystko zostało powiedziane na balkonie jego mieszkania? A może chciała porozmawiać o tym na własnych warunkach, choćby przywołując dziwną legendę?
Przechylił lekko głowę, niczym ciekawskie ptaki i pomimo lekkiego dyskomfortu wysłuchał opowieści do końca. A zakończenie... choć wpisywało się w szereg baśni o ofiarach przechytrzających swoich ciemiężców albo czarodziejów przechytrzających mugoli... to jakoś nie brzmiało optymistycznie.
- Jak myślisz, dlaczego chciała pozostać ptakiem? Bo była w tym wolność, czy by nikt już jej nie skrzywdził? - westchnął. - Wybory bywają słodkie albo gorzkie, a podobno niektóre baśnie mają wspólną genezę. Matka opowiadała mi kiedyś francuską, o animagu, na którego nieświadoma jego zdolności żona próbowała nałożyć klątwę likantropii. W istocie został na wpół zwierzęciem, na wpół czarodziejem, na wpół potworem—nie mogąc powrócić do ludzkiej postaci, dopóki jego zdradziecki kuzyn - kąciki ust uniosły się blado, w tej baśni też byli zdradzieccy kuzyni. - i jego żona panowali wspólnie na jego ziemiach. Podobno dokonał zemsty, ale i tak wybrał życie wilka, rozczarowany ludzkimi pobratymcami. - streścił, nieco mniej poetycko niż Leonie. Miał dobrą pamięć, ale podchodził do baśni jak do historii świata, jak do faktów—ona zdawała się widzieć w nich magię. Chyba też zaczynał chcieć dostrzec tą magię.
- Ładnie tu. Ciekawe, czy komnata naprawdę jest zamurowana, czy to sposób by mugo— zaczął na dziedzińcu, ochoczo gotów skrytykować pożycie czarodziejów z mugolami (zwłaszcza, że byli tu na razie sami), ale wtem podniósł głowę, słysząc głośne ćwierkanie. Na dziedzińcu rosło samotne drzewo, a w jego gałęziach...
- Ono chyba nie potrafi latać. - szepnął, lewą dłonią łapiąc Leonie za ramię. Prawą sięgał po różdżkę. Obejrzał się jeszcze nerwowo przez ramię—już raz tłumaczył się z łamania Kodeksu Tajności przez Eileen, nie chciał robić tego znowu przez pisklaka—ale dziedziniec nadal był pusty.
- Wingardium Leviosa. - mruknął niepewnie. Zaklęcie lepiej działało na przedmioty niż na istoty żywe, ale mogłoby choć na chwilę pomóc pisklęciu złapać równowagę...
1x k3 (Kość wiosna):
2
1x k100 (Wingardium Leviosa, st 0):
39
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Leonie Figg
Akolici
i dug my heels into the gravel as evidence for you to unravel. can you find me?
Wiek
25
Zawód
magibotaniczka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
15
8
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
13
Brak karty postaci
27-03-2026, 14:19
Baśnie działały na nią terapeutycznie. Pozornie proste i oczywiste, w metaforach dotykały emocji wiążących supły na żołądku i korodujących kości; pozwalały identyfikować się z przeżyciami, z udrękami bohaterów, z drugim dnem, które dopasowywała do swojej historii jak elementy jednej i tej samej mozaiki. Tym sposobem łatwiej było jej odsłaniać się też przed Jasperem. Mówienie wprost, nazywanie po imieniu okrucieństwa, jakiego doświadczyła z ręki niby zakochanego w niej mężczyzny, często przerastało Leonie, mimo poczucia bezpieczeństwa, które zapewniał jej narzeczony. Od pierwszego razu, gdy dostrzegł w niej przebłysk paniki przez dłoń wsuwaną pod spódnicę, zrozumiał, że była skrzywdzonym stworzeniem, które wymagało innego traktowania niż byle przygoda pod nocnym niebem Londynu. Od tamtego czasu przykładał nieustającą uwagę do szczegółów, jakby stale nasłuchiwał niebezpieczeństwa, jakie mogło na nich - na nią - czyhać, a przy tym cierpliwie czekał, aż Leonie będzie gotowa przyznać się do kolejnego rozdziału swojej przeszłości. Robił to nawet teraz, upewniając się, że nie postępowała wbrew sobie, kiedy zahaczyli o legendę zamurowanej baszty. Uśmiechnęła się delikatnie i przytaknęła, odrobinę mocniej splatając ich palce, wdzięczna, że od razu zauważył pewne... nawiązanie. Podobieństwo. Metaforę, w której podobno nie był za dobry, a którą wyłapał w tempie jednego mrugnięcia powieką.
- Myślę, że mogła być zmęczona człowieczeństwem - zastanowiła się, wodząc wzrokiem po masywie czekającego na nich zamku. Otwarte wrota zapraszały do zanurzenia się w inną erę, w rzeczywistość obcych ludzi, którzy już od dawna nie istnieli. - Doświadczyła w swoim życiu ogromnej krzywdy i samotnie wymierzyła za nią sprawiedliwość. Z tego ciężko się podnieść. Na jej drodze nie stanął nikt, kto mógłby ją uratować - dodała cicho i spojrzała kątem oka na Jaspera. Jego wizje nie zbliżyły ich do siebie w chwilach jej niedoli, nie znali się nawet, ale to, że nie zrezygnował z niej potem w przeciągu dwóch lat i wiernie wracał do Sennego Fruwokwiatu, a potem znalazł ją przez przypadek w cardiffowskim klubie, były ratunkiem, którego potrzebowała, by nie podzielić losu lady Dunboyne. Jej jaspisowy książę. Bez rumaka, za to z trzecim okiem i Puszkiem jako seneszalem. W pełni odwróciła głowę w jego kierunku, kiedy Prince zrewanżował się opowieścią, której nie znała, a chłonny umysł zapamiętywał każde słowo. Jego domeną była historia i książki kryminalne, dlatego ilekroć opowiadał jej legendy, czuła, że zagląda w oczy małego chłopca, którym niegdyś był. - Jak można chcieć tak zgnębić własnego męża? Bo rozumiem, że w tej opowieści nie był złym człowiekiem. Merlinie... Ale pomyśl tylko. Gdyby tamten animag i lady Dunboyne się spotkali, mogliby być dla siebie podporą - stwierdziła z poczuciem odrobiny nadziei. Podobna zdrada, podobny los, podobnie rozerwane na pół serca.
Już miała zgodzić się z komentarzem co do niezaprzeczalnego piękna dziedzińca, kiedy Jasper urwał, a powietrze wypełniło się panicznym piskiem pisklęcia spadającego z gniazda, które kryło się w koronie drzewa przytulającego się do murów wewnętrznych. Leonie zamarła, wyobraźnia podsunęła widok połamanych skrzydeł, kości rozrywających opierzone ciałko, a strach sugerował, że będą musieli ukrócić cierpienie stworzonka, jeśli do tego dojdzie - tyle że narzeczony, zamiast panikować, już działał, chwytając za różdżkę, żeby spowolnić trajektorię spadania młodego ptaszka. Zawsze szybko odzyskiwał rezon, zazdrościła mu tego, samej w obliczu zaskoczenia czy zagrożenia zamierając jak łania zdybana przez wilka. Na szczęście dziś nie trwało to długo, zanim Leonie odskoczyła od Jaspera i podbiegła do zwierzęcia, które na moment zawisło w powietrzu, a potem znów zaczęło opadać, łapiąc je w ułożone w kołyskę dłonie.
- Mam cię! - wydusiła na płytkim, przejętym oddechu, a ptaszek nerwowo pokręcił głową, pewnie nie do końca rozumiejąc, co właśnie się stało. - Uratowałeś mu życie - rzuciła do Jaspera i popatrzyła na niego, poruszona, czując, jak serce obija się w jej piersi o każdą tkankę. - Na bogów, czy ty nie jesteś za młody na guza? - skarciła ryzykanta, a impulsywna zachłanność kazała jej jeszcze raz zerknąć na narzeczonego, jakby zastanawiała się, czy powinni zabrać go ze sobą do domu. Ale czy Kaczuszka nie byłaby zazdrosna? Mieli ją dopiero od niedawna, zaledwie od chwili. A może ucieszyłaby się z towarzystwa? - Widzisz, Jase, bo on dosłownie spadł nam z nieba... - zaczęła niewinnie, po czym jej uwagę przykuły dwa pióra, które wypadły z gniazda zapewne przez harmider wywołany przez pisklę. - To chyba jego rodziców - stwierdziła, lotki były za długie jak na młody okaz, które trzymała w dłoniach. Powinni zwrócić zgubę do gniazda, choć pióra chyba mogli zatrzymać na pamiątkę...

szybkość 61, łapię pisklaka
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Jasper Prince
Akolici
But in my dream a wall of wire, stone and iron forged in fire
Wiek
38
Zawód
Uzdrowiciel, toksykolog
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
zaręczony
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
0
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
25
15
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
6
Brak karty postaci
01-04-2026, 01:13
Wolał kryminały od poezji i klarowność nauki od morałów z baśni, ale ostatnio zdecydował się odświeżyć znajomość klasyków z dzieciństwa, przeczytać kilka ulubionych książek Leonie (tak, jak ona poprosiła o polecenie jego), czy wreszcie przyjechać tutaj by poznawać prawdziwą historię splecioną z legendami. Głos cynika w jego duszy szeptał czasem, że musieli polegać na baśniach i mitach, bo z powodu zaniedbań czarodziejów czy okrucieństwa mugoli utracili źródła pisane... ale i tak słuchał tych opowieści ze szczerym zaangażowaniem, zwłaszcza gdy snuła je Leonie. Pamiętał to uczucie z czasów wizyt swojej babki, która angielszczyzną o ciężkim akcencie snuła historie piękne i niesamowite. Potem chyba zdusił w sobie taki rodzaj zachwytu, od nastoletnich czasów nierozerwalnie związanego z wizją jej śmierci.
Ale choć rozumiał strukturę tych opowieści, choć wychwytywał narzędzia literackie, choć im więcej słuchał tym więcej podobieństw dostrzegał i tym łatwiejsze stawało się wychwycenie morału—to nadal gubił się czasem w sposobie komunikacji samej Leonie, tak wprawnie skrywającej za murem metafor to, co naprawdę ważne (jak podejście do małżeństwa) lub niespodziewanie odsłaniającej to, co bolesne (jak teraz). Zmierzył ją uważniejszym spojrzeniem, niepewny czy podobieństwo losów lady Dunboyne do jej życia było jedynie początkowe, czy też nadal chciała mu coś powiedzieć.
Bezpieczniej chyba było założyć drugą opcję, nawet jeśli nazbyt ostrożnie.
- Myślę, że najważniejsze jest to, że zdołała się uratować sama. - zauważył. - Pewnie trudno było jej iść przez życie ze wspomnieniem tamtej baszty, ale nie spotkałaby na swojej drodze nikogo, kto uratowałby ją gdyby ponownie znalazła się w takiej sytuacji. Nie dlatego, że na świecie brakuje dobrych ludzi—a dlatego, że drugi raz nie dopuściłaby do tego, by kiedykolwiek znaleźć się w potrzasku. - swoim zdaniem też nie uratował Leonie. Poznał ją, gdy dochodziła już do siebie. I może otworzyła się w końcu na niego dzięki jego cierpliwości i względnej nienachalności (o ile nienachalnością można nazwać kupowanie ziół w sklepie na drugim końcu kraju), ale przecież sama odważyła się i z nim zatańczyć i nazwać swoje pragnienia (no, to wciąż jej czasem nie wychodziło) i lęki (w tym zaś chyba się rozumieli). - Chyba morałem tamtej baśni była chciwość i... nie wiem, wyrzeczenie się jej? Moja matka ma wiele zalet, ale nie opowiadała baśni tak klarownie jak babka... - roześmiał się, choć nagle urwał, niepewny czy chciał o nich rozmawiać. Babka była ponurym widmem przeszłości, ciężaru historii wobec której czuł się całkowicie bezsilny. Matka wiązała się zaś z najbliższą przyszłością, której jak na złość nie umiał przewidzieć. I wciąż nie umiał zdecydować, w jaki sposób poznać z rodzicami Leonie. Postanowił nie podejmować decyzji dopóki nie odwiedzi Manchesteru samotnie, w przyszłym tygodniu. Spokojnie wybada obecne nastroje rodziców i zasięgnie rady przyjaciela.
Rozmowę przerwał im pisk pisklęcia. Jasper zadziałał instynktownie, nieświadom nawet, że Leonie zmaga się z pułąpką zawahania—gdyby podzieliła się z nim tym, jak bardzo przeszkadza jej własna reakcja, może miałby kilka pomysłów na pomoc, ale na razie nie mieli powodów by w ogóle o tym rozmawiać, a on skupiony był na zaklęciu. Wingardium Leviosa pomogło delikatnie sprowadzić pisklę w dłonie Leonie, która z perspektywy Jaspera wcale nie zamarła, a przytomnie ustawiła się tak, by cała operacja zajęła jak najmniej czasu i najmniej ryzyka. Uśmiechnął się (nie)skromnie gdy z taką łatwością przypisała mu uratowanie życia pisklęcia. Nigdy nie czuł się bohaterem tak często jak przy niej, prawiącej mu komplementy z taką łatwością.
- Ty też go uratowałaś, przecież go złapałaś. - przypomniał Leonie. - Właściwie to dosłownie sprowadziłem go z nieba. - uściślił, bo gdyby nie Wingardium Leviosa to biedne pisklę spadłoby pewnie metr od nich. Też wolał sobie tego nie wyobrażać. - Jeśli cię podsadzę, dasz radę włożyć go do gniazda? - zaproponował, ustawiając się za Leonie by objąć ją w talii. - Tylko uważajmy na niego. - była szczupła, ale on częściej czytał niż podnosił piękne kobiety. Choć może powinien poćwiczyć (z Leonie, oczywiście) by móc przenieść ją przez próg. Próg... niekoniecznie mieszkania na Horyzontalnej. Od pewnego czasu myślał o czymś, czym dopiero się z nią podzieli—na razie pochłonęły go wyceny tego, na ile jego pomysł jest realny.
- Wiesz, że wprawny czarodziej mógłby je zakląć w samopiszące pióra? - uśmiechnął się łobuzersko. Widział, jak tęsknie Lee spoglądała na to pisklę. Powinni je zwrócić do gniazda, ale pióra mogą być miłą pamiątką z dzisiejszej wyprawy.
1x k100 (siła):
39
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Leonie Figg
Akolici
i dug my heels into the gravel as evidence for you to unravel. can you find me?
Wiek
25
Zawód
magibotaniczka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
15
8
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
13
Brak karty postaci
Wczoraj, 16:51
Miał rację, nie można było polegać na ratunku kogoś innego - czy nie dlatego tamtego dnia, pod baldachimem wiosennego słońca, odważyła się w końcu przełamać strach i rzucić w pogoń za swoją wolnością? Bo przez nieco ponad pół roku nikt nie przyszedł. Nikt nie wyważył drzwi piwnicy, nie wpadł do środka z knykciami pięści zdartymi na nosie i kościach policzkowych Colina. Nikt nie wziął jej w ramiona i nie wyniósł stromymi schodami na parter, niczym rycerz w lśniącej zbroi. Została sama. Zupełnie sama w świecie, który bolał i w każdej chwili mógł ją wykończyć. Spojrzenie Leonie zamgliło się srebrem wspomnień, niejasnym obrazem wiejskiej drogi, którą biegła, uciekając z domu swojego oprawcy i czując pod bosymi stopami każdy kamyk, oset i szyszkę.
- Tak - wymamrotała zgodnie, kontemplacyjnie. - Pewnie było jej trudno - baśń dotarła do sedna, do odsłoniętego serca, które Jasper otulił ramionami w marcu i już nie wypuścił. W porównaniu do lady Dunboyne, Leonie trafiła na kogoś, kto drugi raz by ją uratował, co do tego nie miała wątpliwości: poczucie bezpieczeństwa u boku narzeczonego rosło z tygodnia na tydzień i miesiąca na miesiąc, pozwoliła sobie ufać mu prawie bez granic i czuła, że sama także chciała go bronić. Przed czymkolwiek. Przed światem, zmęczeniem, politycznymi niesnaskami, głupimi poglądami jego rodziców czy chociażby doktorem Bergiem z oddziału zatruć magicznych. Za fasadą wiecznie pogodnego człowieka krył się ktoś wrażliwy i osnuty melancholią, ktoś, kto zmagał się z samym sobą i darem, który został mu przeznaczony. Obróciła głowę, żeby na niego spojrzeć, kiedy opowiedział o baśni znanej z dzieciństwa i uzupełnił matczyne niedoskonałości oratorskie swoim śmiechem. I urwał za szybko. Leonie nie przegapiła nagłego ucięcia tematu; przesunęła opuszkami wzdłuż jego palców i uśmiechnęła się łagodnie. - To przeważnie były inne baśnie, prawda? Nie stąd. Z kraju zaznaczonego na twojej mapie - spytała z ciekawością; pamiętała nazwę Polski, ale nie była pewna, czy wypowiedzenie jej na głos nie otworzy studni pewnego smutku i tęsknoty za miejscem, które powinno tworzyć połowę jego fundamentu. - Miałeś jakąś ulubioną?
Dziś jej ulubioną bajką byłaby historia ocalenia pisklęcia, które cudem - i ludzką pomocą - wydostało się z zimnego fatum. Jej serce nadal trzepotało szybko, jak niewprawione do lotu skrzydła stworzenia, które niestety naprawdę powinni oddać do gniazda, co odbiło się w niechętnym rumieńcu na policzkach zielarki. Ale przecież mieli już Kaczusię... To powinno wystarczyć do zaspokojenia chęci przygarnięcia wszystkiego, co wpadnie jej w ręce.
- Chyba dam radę - oceniła. - I uważajmy też na mnie. Nie wypuść mnie, dobrze? - roześmiała się pogodnie i poprawiła palce wokół pisklęcia, a potem wciągnęła powietrze, kiedy Jasper uniósł ją nad ziemię, mocno otulając ją rękoma. Bliski kontakt ciała z ciałem, nawet przez ubrania, był czymś, czego jeszcze nie miała dosyć. Tak bardzo przywykła do jego bliskości, że była wiecznie tego głodna, ciesząca się każdą taką chwilą - dlatego prawie nie zauważyła, że nie stał na nogach zbyt pewnie, a na samym początku trochę za mocno nią zakołysał. Pisklę pozostało bezpieczne i nieco skołowane, kiedy wkładała je z powrotem do gniazda. - No i już. Witaj z powrotem w domu, maluchu... A jeśli matka go odrzuci przez to, że ma na sobie mój zapach? Czy to mit? - nagle oblał ją zimny pot, Leonie spojrzała w dół, szukając pociechy - ale i prawdy - w oczach narzeczonego. Pióra zaś spróbowała odebrać jako dobrą monetę, swoiste podziękowanie za ich pomoc. Przeciągnęła delikatnie palcem po miękkiej lotce. - To znaczy, że nie musiałbyś wypisywać ręcznie recept na eliksiry. Jest szansa, że dzięki temu Berg padnie z zazdrości - uśmiechnęła się szeroko, chochliczo. - Możemy poszukać jakiegoś specjalisty na Pokątnej. Pewnie w Scribbulusie coś takiego oferują - rzuciła i niespodziewanie zamarła. Powieki rozszerzyły się do rozmiaru galeonów, na twarzy odbił się zdumiony zachwyt - wpatrywała się w boczne wrota zamku. - Lady Dunboyne... - westchnęła nieśmiało, poruszona i zarazem zauroczona.
To, co przykuło uwagę Leonie, nie było jednak zjawą. Korona srebrnych włosów sięgających pasa, kremowa sukienka złożona z plisowanych warstw, jasna cera, różnokolorowe oczy, obrębione ciemnymi rzęsami - młoda kobieta wyłoniła się z przejścia jako pierwsza, trzymając w dłoniach dość elegancki kapelusz pasujący do sukienki. Za nią na zewnątrz pojawił się chłopiec o ciemnych włosach, trzymający za rękę maleńką dziewczynkę, będącą niemal lustrzanym odbiciem matki. Przypominała piękne kaczątko, niepewnie stawiające kroki. Za nimi mignęła sylwetka ciemnowłosego, dobrze ubranego mężczyzny.
- Och, a więc nie będziemy jedynymi zwiedzającymi Cahir - melodyjnie odezwała się niby-zjawa, uśmiechając się z wdziękiem na widok ich pary, Leonie opuszczanej przez Jaspera na ziemię. - Hectorze, czy to nie twój dobry kolega ze szpitala? - zwróciła się do towarzysza, przechyliwszy głowę jak zaciekawiony ptaszek; srebrne pasma miękko spłynęły z ramienia. Leonie poczuła, że jej policzki pokrywają się oczarowanym rumieńcem - nigdy nie widziała tak pięknej kobiety i chyba trochę zazdrościła jej urody. Rozpoznali Jaspera? To jego znajomi? Jej wzrok pytająco przesunął się do narzeczonego.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 04-04-2026, 13:31 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.