• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Inne miejsca > Southampton (Hampshire)
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
23-01-2026, 22:04

Southampton (Hampshire)
Southampton to tętniące życiem miasto portowe na południowym wybrzeżu Anglii, znane z bogatej historii morskiej i roli jednego z najważniejszych portów pasażerskich w kraju. Dziś wciąż odpływają stąd największe statki wycieczkowe świata. W centrum miasta zachowały się fragmenty średniowiecznych murów obronnych i bram, m.in. słynna Bargate, a nabrzeże łączy fantastyczna architektura z przestrzeniami spacerowymi nad wodą. Southampton oferuje również muzea, galerie oraz bogate życie kulturalne, parki i restauracje. To miasto o silnej tożsamości morskiej.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Vincent Rineheart
Zwolennicy Dumbledore’a
Za czyim głosem podążył tak czule, że się odważył na te podróż groźną. Rzucił wyzwanie ku morzu...
Wiek
32
Zawód
zielarz i łamacz klątw
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
20
3
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
5
Brak karty postaci
10-02-2026, 13:48
18 marca
Szarawy półmrok przegonił pojedyncze pasma delikatnego, niknącego światła rozsmarowanego na rozległej przestrzeni marcowego nieba. Po raz pierwszy od wielu dni, cień ogromnej, gorejącej kuli pojawił się na horyzoncie, zwiastując nadchodzącą i upragnioną zmianę pogody. Charakterystyczne wzgórza pięły się ku górze, eksponując sąsiednie, walijskie ukształtowanie. Brukowana dróżka ciągnęła się przez sam środek bocznej ulicy portowej, wśród kamiennych murów i niewielkich magazynów. Charakterystyczny, huczny dźwięk zapracowanego miasta, roznosił się ponurym echem, podkreślając specyficzną, podniosłą atmosferę. Powietrze było ciężkie, szorstkie, przeszywające wilgotnymi i lodowatymi igłami. Drażnił odsłoniętą skórę, smagał zaczerwienione policzki i zaciśnięte palce. Mężczyzna ubrany w ciemne spodnie oraz, długi, dopasowany, wełniany płaszcz, stał na samym środku krętej ścieżki, spoglądając w górę. Skórzana torba zwisała z prawego ramienia, kryjąc najpotrzebniejsze przedmioty: kilka runicznych manuskryptów i pustych fiolek. Koniuszek wiązowej różdżki, płonął zawzięcie doświetlając wyboiste, kamienne przejście. Jego wątły blask opadał na zarośniętą twarz, nie wyrażającą żadnych, rozpoznawalnych emocji. Była blada, zamyślona i nieobecna. Smutek przewijał się w zapadniętych policzkach, szarości wymalowanej w granicy oczodołu. Niespodziewane wezwanie zaburzyło nadchodzące dni pracy. Nagłe powiadomienie wpadło w jego ręce, dzisiejszego, wczesnego popołudnia, gdy razem z zagranicznymi handlarzami, rozładowywał jedną z potencjalnych dostaw. Niewielka sowa zakręciła potężne koło, upuściła pognieciony zwitek, napisany drżącą, dziewczęcą dłonią. Poznawał ów pismo, widząc kształtne litery z charakterystycznymi ozdobnikami. Kobieta pisała o dziwnym przypadku swojego męża, który z dnia na dzień zachowywał się zupełnie inaczej. Podobno zaniemógł, przestał chodzić do pracy, barykadując się w ich sypialni. Zarzekał się, iż jest w stanie zobaczysz swych zmarłych rodziców, brata, który kilka lat temu zginął w tragicznym wypadku podczas podróżny na miotle. Mówił coś o nieżyjącym już wuju, starej sąsiadce w rozdartej koszuli, poplamionej świeżą krwią. Podobno były to żywe trupy, nocne mary, które chodziły za nim, mówiły do niego, wystawiały ręce, aby dotknąć ciepłego ciała. Potrafił bez zawahania wskazać ich położenie, opisać każdy detal wyglądu. Krzyczał, nie dawał sobie rady, stanowił zagrożenie dla całej rodziny. Kobieta błagała o pomoc. Zastanawiał się, jakim cudem zdobyła jego kontakt? List był pełen smutku, nawoływań i czystej niepewności, pomieszanej ze paniką i strachem. Ciemnowłosy wiedział, że nie mógł zostawić ich na pastwę losu. Dlatego też uwijając się z portową pracą, nie zamierzał wracać do domu. Kończąc fizyczne sprawunki, niemalże od razu teleportował się w pobliże wioski, zmierzając pod wyznaczony w korespondencji adres. Zdołał napisać krótką i treściwą odpowiedź, wysyłając maleńką, brązową płomykówkę. Westchnął ciężko, wspinając się pod górę i przekroczył granicę miejscowości. Pojedyncze lampy oświetlały brukową kostkę. Obcy pies zaszczekał głośno, węsząc obcą obecność. Pierwsze, olbrzymie krople deszczu, spadły na jego twarz oraz teren nieopodal. Było spokojnie, melancholijnie, zbyt cicho. Pogoda odzywała się coraz mocniej, dlatego podciągając torbę i przyspieszając tempa, ruszył przed siebie, wprost do drewnianego domostwa o niezbyt dobrej kondycji. Gdy zapukał do drzwi, te otworzyły się praktycznie od razu. Wątła postać o zapłakanych policzkach, stanęła na progu, trzymając na biodrze kilkuletnią dziewczynkę. Ta nie odezwała się ani słowem, a wielkie, zielone oczy świdrowały niepewnego przybysza. Po krótkiej chwili, dołączyła do niej jeszcze dwójka dzieci: dwóch, nieco starszych chłopców, z czego jeden ciągnął ją za nogawkę: – Mamo, mamo, tata… – zaczął przyciszonym głosem, nie dostrzegając obcego. Żona odepchnęła go do tyłu delikatnie, sugerując, aby nie przeszkadzał. Skonfrontowała swe przygnębione spojrzenie z tym, należącym do Łamacza i powiedziała wątło, chrypiąc niedbale. Wiedział, że szloch wydobywał się z niej niezwykle długo: – Pan Rineheart jak mniemam? Jak dob… – w tej samej chwili ogromny huk rozniósł się po domostwie. Coś ciężkiego upadło na podłogę, tłukąc mnogie szkło. Kobieta przymknęła powieki i zadrżało. Dziecko na ramieniu rozpłakało się rzewnie, a starsza dwójka, przytuliła do siebie, czekając na rozwój wydarzeń. – Odejdź ode mnie zjawo… Nie dotykaj… Przecież ty nie ży… – wrzask, mnogie obelgi, pisk i pojedyncze odgłosy. Sytuacja wisiała na włosku, robiło się niebezpiecznie. Mężczyzna rozszerzył powieki, kiwnął głową i bez kurtuazji wszedł do środka, instruując kobietę: – Czy może go pani gdzieś zamknąć, choć na chwilę, żeby nie przeszkadzał? – zapytał. – Potrzebuję zrobić krótki wywiad, sprawdzić dom… – matka, szybko przeszła do działania. Próbowała uspokoić płaczącą dziewczynkę, którą oddała odważnym chłopcom. Sama pobiegła przez wąską sień, do sąsiedniego pomieszczenia. Mężczyzna słyszał jak siłuje się ze swym mężem, próbuje przekonać go, aby przeszedł dalej: – Steve proszę… – błagała. – Boję się…. – łkał, nie kontrolując emocji oraz stanów pełnych skrajności. Jego zdrowie psychiczne było nadszarpnięte, bardzo poważnie zaburzone. Rineheart ułożył torbę na jednym z rozpadających się krzeseł. Ujmując różdżkę, mimo gromkich hałasów, spróbował uspokoić umysł, skoncentrować magię, płynącą w jego żyłach. Chodząc po pokojach, szeptał wiązkę powtarzalnych zaklęć: - Sensorem Malum, Revela Aura... - aby następnie przejść do kluczowego przedsięwzięcia: - Revelo Sigilla! -był niespokojny, głowa przekręcała się na różne strony, czując niepewną magię i złowrogi dotyk. Coś zakłócało jego oględziny, gdy zbliżał się do sypialni, w której zamknięto gospodarza. Kobieta zaprosiła go do kuchni. Usiadła na brzegu ławki, splatając dłonie na kolanach. Hamowała łzy, choć te spływały po policzkach – mimowolnie: – Kiedy to się zaczęło, jakie były pierwsze objawy? – zaczął, nachylając się do przodu, marszcząc brwi i świdrując ją ciemniejszym błękitem. – Jakieś dwa tygodnie temu, gdy wrócił z pracy. Był wtedy jakiś dziwny, trochę nieobecny. Mówił, że widział po drodze teściową, jego matkę… Była jakby żywa, pokryta chorobą, na którą zmarła jakieś… – tu zawiesiła na moment, spojrzała w bok, aby przypomnieć sobie dokładną datę: – Osiem lat temu… Początkowo myślałam, że jest zmęczony, przepracowany, wie pan w dzisiejszych czasach, pracując w administracji… – wyjaśniła wzdychając ciężko. – Lecz kolejnego dnia było to samo. Kolejnego jeszcze gorzej. Mówił, że widział swojego brata Thadeusa, rozmawiał z nim. Szwagier został znaleziony nieopodal wioski, dwa lata temu. Spadł z miotły, miał wiele rozległych złamań, urazów… – zachlipała przypominając sobie ów zdarzenie i ocierając łzy wierzchem rękawa. – Jakie były kolejne objawy? – ciemnowłosy kontynuował. – Zaczął zamykać się w pomieszczeniach. Miał ataki paniki, krzyczał. Mówił często, że się boi, że mówią do niego, że chcą go dotknąć, zabrać ze sobą. Wyżywał się na dzieciach, przestał pojawiać się w pracy, pewnego razu nie wrócił na noc…. Medycy rozkładali ręce. Nie wiem co mam robić. – wyszeptała i rozpłakała się w głos ukrywając twarz w dłoniach i szerokiej bluzce. Zielarz zapisywał wszystko na wolnej stronie notatnika i marszczył czoło. Kojarzył ów objawy, lecz były one niejednoznaczne. Sięgając do torby, wyciągnął zapisane pergaminy i rozłożył je na kuchennym stole. – Da mi pani jeszcze trochę czasu? Muszę coś sprawdzić. – studiowanie papierów zajęło mu godzinę. Mężczyzna nie odzywał się przez ostatnie pół godziny. Czyżby zasnął choć na chwilę? Jego żona postawiła przed nim kubek ciemnej, zbożowej kawy, a on notował, wypisywał, rysował runiczne znaki, gotowe do zastosowania. Następnie przeniósł się pod drzwi, które kobieta uchyliła najciszej jak się da. Mąż wybudził się od razu, wydając z siebie przeraźliwe dźwięki, pełne niepokoju. – Csiii… – Vincent zabrał się za standardową procedurę. Zaklęcie wykrywające przekleństwo, skoncentrowało się na ciele mężczyzny, pokazując kilka wiodących run, a przede wszystkim jedną. Okrutnie zmyślna, niebezpieczna, niszcząca organizm. Posługując się rozpisanym manuskryptem, dokonał głębszej analizy. Widział ich zapis, domyślał się jak powinien wyglądać oczyszczony skrypt oraz szereg run. Poczuł jak ciepło rozchodzi po jego ciele, diagnozując naturę plugastwa. – Proszę skontaktować się z magiipasychiatrą, będzie wam bardzo potrzebny. Nałożę kilka zaklęć ochronnych i oczyszczę dom ze złej energii. – wyjawił i zabrał się do działania, wyjmując worek soli.

| zt
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 14-02-2026, 18:27 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.