• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Południowy Londyn > Archbishop's Park
Strony (2): 1 2 Dalej
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
14-06-2025, 17:51

Archbishop's Park
Zielona przystań z długą historią, sięgającą czasów, gdy okolica należała do posiadłości Lambeth Palace. Park zachowuje klasyczny charakter — rozległe trawniki przeplatają alejki wyłożone drobnym żwirem, a pod starodrzewem słychać śpiew ptaków i szum wiatru. Wśród zieleni wyróżniają się ruiny dawnej oranżerii — kamienne fragmenty ścian porośnięte mchem i dzikim bluszczem, które świadczą o dawnych ogrodniczych ambicjach tego miejsca. Oranżeria kiedyś służyła do hodowli egzotycznych roślin, dziś jest romantyczną ruiną, chętnie odwiedzaną przez spacerowiczów. Archbishop's Park jest miejscem odpoczynku dla okolicznych mieszkańców — starzy ludzie siadają na ławkach, dzieci biegają po trawie, a od czasu do czasu ktoś zatrzymuje się, by zatonąć spojrzeniem w malowniczych krajobrazach.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Sandy Wilkes
Czarodzieje
tell me who I am – do I provoke you with my tone of innocence?
Wiek
21
Zawód
fryzjerka, niania, drobna złodziejka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
0
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
2
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
13
Brak karty postaci
05-01-2026, 12:52
28 marca 1962

Zajęte grafiki, pełne po brzegi kalendarze; na całej połaci wiosna, mimo że bardziej przypomina szarawe roztopy, niźli kwiecisty raj z widokówek z Oksfordu. Ten się spieszy, tamta poczytuje, dziecko gaworzy, a pies dzielnie wydrapuje sobie kilka pchełek zza ucha — Anglia wznosi się i cieszy w tej chwilowej ekstazie kilku stopni wyżej, która żegna zlodowaciałe chodniki i raczy nas pierwszymi przebiśniegami tego roku. Uczestniczę w tym wszystkim; bawię się w posłańca dobrej nowiny, bo słońce faktycznie zaczyna osiadać na moich kościach jarzmowych, aż miło, aż nie pamięta się o tym, że za dwa i pół dnia wróci ulewa, potem przymrozek, a potem znowu każdy z nas będzie narzekał, coś o tym, że żyć się odechciewa, a na wyspie Wight znów grasują krwiożercze trytony i prawie odgryzły jakiemuś rybakowi—nieborakowi nogę.
Równo zawiązane sznurówki wytyczają trasę, guziki lawendowej koszuli nieprzyzwoicie chcą poddać się pokusie rozpięcia, mała torebka uderza o biodro i potęguje wrażenie zmęczenia; Londyn ma jedną, zasadniczą wadę — jest za duży. Ludzie lgną do słońca, dziecięce wózki do żwirowych uliczek, wyrwani ze swoich prac ludzie do odrobiny świeżego, parkowego powietrza. Straciłam rachubę i zupełnie nie zarejestrowałam momentu wejścia do Archibishop’s Park, który — zapewne nieco podrasowany magią, tu i tam — szykował się do wiosennego rozkwitu jakby nieco śmielej, niż cała reszta angielskiej zieleniny miejskiej.
W takich miejscach jak to czytuje się gazetki, karmi wuzetkami z osiedlowej kawiarenki, zaprasza wybrankę na pierwszą randkę i karmi nieco zdziczałe wiewiórki — urok wylewa się sam, nic dziwnego, że coś każe mi tu zajrzeć.
Wśród trawników, drzewek, rabatek i krzewów słychać cichy, nadal pamiętający zimę, szum wiatru; złudne słońce każe mi rozpiąć płaszcz bardziej, a wzrok sam wędruje za parkowymi ścieżkami, które dość dobitnie kierują do punktu kulminacyjnego tego zadbanego kącika wielkomiejskiego dobra. Kamienne fragmenty ścian starej oranżerii potrafią zachwycić; u mnie wywołują po prostu lekki uśmiech, bo nigdy nie potrafiłam rozróżnić gotyku od baroku czy innego rekonesansu, co niespecjalnie mi przeszkadza i niepozbawiona ani kropli tego dziarskiego animuszu, uśmiecham się do mijanej po drodze emerytce.
Dalej, pomiędzy obfitą magnolią (która właśnie kuli się w nagości, pozbawiona jakichkolwiek liści), a sztucznie hodowanymi różami, zawijasem rośnie całe stadko konwalii. Ładne, pachnące i miłe, oznaka wiosny czy innego dobrobytu. Nasadził je tu pewnie ktoś utalentowany, kto służy tej ojczyźnie i dba miejską zieleń — cóż za bohater.
Bohaterką czuję się też ja, kiedy schylam się do tej rabatki białych dzwonków, gotowa wyciągnąć z mokrej ziemi kilka pęczków kwiatów — będą idealne na naszym kuchennym parapecie.
Muszę zapamiętać, by pamiętać o podlewaniu.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Titus Harrison
Czarodzieje
Życie wewnętrzne miało barwy tyle co witraż
Tyle było emocji, a żadna przykra
Wiek
37
Zawód
Magipolicjant
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
mugolak
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
11
0
OPCM
Transmutacja
20
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
10
Brak karty postaci
06-01-2026, 00:49
Dla niektórych Londyn wydaje się zbyt wielki i zbyt jazgotliwy, zupełnie jakby rewolucja przemysłowa uderzyła w jego fundament z siłą tak dużą, by do dziś trzęsła ona całą miejską tkanką.
Dla niektórych zaś Londyn pozostawał dziwacznie ciasny – kojarzył się z małym mieszkaniem (z którego przecież chciał się niegdyś wyprowadzić) czy ciężarem obowiązków przyjętych na chwilę (kilkanaście lat temu).
Zieleń wydawała się tu tak intensywna, rabaty tak intencjonalne, a towarzystwo tak elegancko ufryzowane, by czasami ponownie czuł się jedynie jak ten nędzny mugolak ze wsi – plujący na płyty chodnikowe treścią wiosennego kataru, rzucający niedopałek papierosa na trawnik czy przyciągający uwagę swoim niegdyś niezwykle ostrym, szkockim akcentem. Jakby znowu był młodzikiem z nieukładającymi się włosami, z ubiorem stawiającym zdecydowany krok w kierunku tego co niemagiczne i niezwykle krótkim lontem.
Właściwie nie różnił się wiele od Titusa sprzed dziesięciu lat. Może w rubryce przybyło mu lat, na ciele przybyło mu blizn, a w kieszeni przybyło mu monet, ale wciąż przecież chodził do pracy tą samą alejką, wciąż zapalał papierosa w tym samym momencie spaceru i wciąż gasił go na krawędzi tego samego śmietnika. Nie był rytualny z natury – ten rytuał wybrał go sobie sam, a porzucany był przy odpowiedniej liczbie sprzyjających temu zmiennych.
Zauważał więc jakiekolwiek zmienne. Zauważał kobiety pochylające się ku rabatom – bo nawet jeżeli nigdy nie wyczuł w ciele tej palącej konieczności wpatrywania się w krągłości ich pośladków, wyuczony odruch nakazywał zwrócić na nie uwagę. Chociażby na chwilę, nawet w mundurze – może szczególnie w mundurze. Wszystko by zachowywać się normalnie.
Ale to nie świńskie zapędy zmuszają go do dłuższego pochylenia się nad sprawą.
Przystaje z papierosem między palcami, z dymem rozpływającym się przed nosem i z brwiami uniesionymi w geście jawnego zdziwienia. Kobieta nie sadzi, a kradnie. Ma może z dwadzieścia lat. Takich zachowań spodziewał się bardziej po wrednych emerytkach z jego estate’u, nie po… Młodych laskach.
– Nie ładniejsze będą te z tyłu, hiacynty czy coś? – mówi głos zza pleców Sandy. Zbłąkany funkcjonariusz, który zupełnym przypadkiem zna wszystkie rosnące o tej porze roku leśne czy parkowe kwiaty. Bo sto razy bardziej wolałby wąchać wiosenne łąki niż stać tu teraz, ale myśl nie internalizuje. Wskazuje palcem na fioletowe kwiaty, kiedy tylko wzrok blondynki przenosi się na jego nędzne, zmęczone życiem oblicze. – Jeszcze trzy tamte i odzyskam umiejętność wypisywania mandatów – drwi z niej. A Merlin jeden raczy wiedzieć jak bardzo mówi w tej sytuacji poważnie, a jak bardzo blefuje, mając te całe wykroczenie gdzieś na liście wykroczeń wygodnie ignorowanych.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Sandy Wilkes
Czarodzieje
tell me who I am – do I provoke you with my tone of innocence?
Wiek
21
Zawód
fryzjerka, niania, drobna złodziejka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
0
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
2
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
13
Brak karty postaci
18-01-2026, 16:22
Krwistoceglane dachówki wchodzą w kolaborację ze słońcem w zenicie; Londyn kocha nas tak bardzo, że jeszcze chwila, a każe nam wyjąć okulary przeciwsłoneczne i przygotować się do gry w pięknym wideo zwanym życiem. Zwanym sztuką wyboru; odpalić petka czy jednak wybrać życie w czystości płuc, wyrzucić papierek do metalowego kubła czy jednak niepostrzeżenie wypuścić go na wolność przy okazji wyciągania z kieszeni kawałka posmarkanej chusteczki, dać się namówić na kieliszeczek sherry w przerwie na lunch, czy jednak grzecznie zjeść kanapki na starym chlebie, które żonka rano poskładała w górę miłości i obowiązku?
Okazje takie jak ta stworzono tylko po to, żeby na moment przestać myśleć; przełączyć pstryczek w głowie, cofnąć się o kilka (naście?) lat, pozbawionych konsekwencji i pomyślunku, bo zrób to dla fabuły staje się nieznośnie kuszącą perspektywą — schowaj prochy w stanik, odegraj scenkę, udawaj kogoś innego i wsiądź do pieprzonego samochodu obcej osoby. Klęknij przy zielonej, świeżo nasadzonej rabatce Archbishop's Park i zdobądź wszystkie, ledwo odrosłe od gleby kwiaty. Witaj wiosno.
Życie to suma błędów.
Bezimiennych, bezsensownych, bezsprzecznie zbędnych; za każdą akcją ciągnął się wątły sznurek reakcji, które oddziaływały na otoczenie. Sieć utkana z czułych nitek — pociągnięcie za jedną wprawiało w drżenie cały ekosystem istnień. Także tych florystycznych.
— Mówi pan? — wołam, nie do końca świadoma, w pełni za to beztroska, dopasowując obcy głos gdzieś za własnymi plecami do słów kogoś, kto o te kwiaty tutaj dba, wyprowadza psa, lub po prostu, całkiem pobożnie, spaceruje.
Hiacynty rozkładają się fioletową łuną gdzieś przede mną, krawędź wzroku wyraźnie wyłapuje rozległe płatki i wizualizuję już sobie ich wygląd w naszej małej, zagraconej kuchni. Coś nie gra.
Świat wcale się nie zatrzymuje, a płyty tektoniczne nie pękają; ale coś jest nie tak.
Nie chodzi o moje sumienie.
— Mandatów? — powtarzam, a to słowo działa na mnie jak nagłe zderzenie z pokrzywą podczas beztroskiej wędrówki przez wysokie łąki; podskakuję, gramolę się, wreszcie staję na trawie w pełnej krasie wyprostowanej sylwetki, a oczy mrugają mi raz za razem, w wyrazie czystego zdziwienia.
— To chyba jakaś pomyłka, bo ja niczego nie niszczę, więc żadne mandaty nie potrzebne. Ładne kwiatuszki, prawda? Może pan żonce też nazbiera, co? — wygląda młodo, wzrok automatycznie zsuwam na jego dłonie, w poszukiwaniu złotego blasku i prawdziwych intencji.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Titus Harrison
Czarodzieje
Życie wewnętrzne miało barwy tyle co witraż
Tyle było emocji, a żadna przykra
Wiek
37
Zawód
Magipolicjant
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
mugolak
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
11
0
OPCM
Transmutacja
20
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
10
Brak karty postaci
19-01-2026, 14:05
Wyciąga z kieszeni druczek mandatowy, ale chyba tylko po to, by wyglądać poważniej – nie ma w końcu zamiaru zawracać sobie głowy drobnym złodziejstwem, te jawi się w jego oczach jako czyn bardziej zabawny, niżeli groźny – wszystko jest bowiem zabawniejsze i niewinniejsze kiedy dopuszczają się tego dzieci i młode kobiety.
W głowie śmieje się też do wizji, w której nie jest tu dziś sam, a ze swoim partnerem, który z wielkim umiłowaniem wezwałby kobietę do opamiętania się najwyższym wymiarem możliwej kary.
Harrison nie wiedziałby nawet czy dla tych kilku galeonów chciałoby się mu poruszać piórem. Nawet połowa mandatu w gotówce nie jest bowiem sumą, która odmieniłaby obecnie jego stabilne życie.
Gdy dziewczyna prostuje się i staje przed Harrisonem, wygląda jak lalka – jakby jeszcze nie skończyła Hogwartu i mogła prosić go o możliwość spisania zadania z opieki nad magicznymi stworzeniami (zawsze pozwalał, wstydząc się odmówić). Albo jak gwiazda filmowa, bo przecież magipolicjant naoglądał się w kinie tak wiele mugolskich filmów, by z łatwością porównać jej błyszczące spojrzenie do tego u Hedy Lamarr, a jej całą prezencję do zdjęcia, którym kiedyś lansował się jeden ze znajomych mężczyzn. Titus założył wtedy, że Danny żartuje, pokazując im fotografię laski z okładek gazet – gwiazdy estrady albo młodej gwiazdy filmu. Nie ujmował nic znajomemu – ten był wprawdzie męskim mężczyzną, jednak widząc teraz przed sobą osobę… Tak młodą, ładną, prawdziwą – to wszystko musiało być jakimś oszustwem. Kłamstwem, które teraz miał zamiar obnażyć.
– Nie no jasne – odpowiada, opuszczając wzrok na kwiaty. Nie żeby wstydził się kontaktu wzrokowego – no skąd – chyba po prostu podobają mu się te całe konwalie, pierwiosnki, krokusy, kaktusy… Zaciska dłoń na notesie nieco mocniej – nie nosi obrączki, ale dużo osób pracujących fizycznie tego nie robi. – Wie panienka, że kiedyś za zbieranie grzybów w królewskich lasach głowy spadały ludziom z karków? – podkoloryzowana historia, ale przecież rzucona zupełnie bez kontekstu, w ramach ciekawostki – przecież ona wcale nie zbierała kwiatów na terenie nieswoim i wcale nie zachęcała go do tego samego.
– Panna nie jest jakąś… Znaną aktorką? Piosenkarką? Widziałem pani zdjęcia – próbuje wymóc na niej informację, jednocześnie stukając piórem w druczek. Dopiero teraz podnosi spojrzenie, byle wyłapać jej reakcję. Tak bezczelne zachowanie pasowało trochę do jego wyobrażeniu o aktorkach młodego pokolenia, bo przecież na więcej pozwalało się gwiazdom West Endu… – No ładne, ale moja żona jest wybredna, nie zadowolę jej byle hiacyntem – zmyśla skutecznie. – Lubi tylko jeden rodzaj kwiatów, a te niestety nie kwitną o tej porze roku – kontynuuje fałszywą narrację. Ostrzegł, że nie wystawi jej mandatu, jeżeli nie zerwie tych hiacyntów. I nie zerwała. Szkoda.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Sandy Wilkes
Czarodzieje
tell me who I am – do I provoke you with my tone of innocence?
Wiek
21
Zawód
fryzjerka, niania, drobna złodziejka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
0
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
2
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
13
Brak karty postaci
21-01-2026, 11:14
Wszyscy przypominamy niezłomne przebiśniegi, które desperacko wciskają się w każdy świeży skrawek zieleni, nie zwracając zbytniej uwagi na resztki zlodowaciałego, brudnego śniegu. Śpieszą się, wpraszają, wyciskają ile tylko się da z nieśmiałych oznak wiosny, zupełnie jakby coś mogło ich ominąć. Pierwszy siew, pierwsze koszenie trawy w wykonaniu dzielnicowego ciecia—charłaka, który balansuje na krawędzi dwóch światów i przeklina na głos, ilekroć nie może pogonić kapryśnych dzieciaków jakimś złośliwym zaklęciem, które wyrzuci z ich niedorozwiniętych główek jakiekolwiek przejawy chęci na różnorakie psoty.
Pierwsze kwiaty w nieco uszczerbionym wazonie, które oszukają mózg, że jest już ciepło, miło i przyjemnie.
— Ja myślę, że takie drobnostki poprawiają nam wszystkim humor. Ale z reguły mężczyźni nie do końca rozumieją takie kwestie, nawet jak się im powie wprost — mówię, powoli podnosząc się z ziemi. Daleko mi do wstydu, jeszcze dalej do zrozumienia co takiego złego właśnie się dzieje; ale skoro mam wytłumaczyć własne działania nieznajomemu, wypadałoby, żebym nie klęczała na parkowej ziemi — Zupełnie prosto z mostu. Kobiety. Lubią. Kwiaty. Czy to takie trudne? — o krok od wywrócenia oczami, o moment od teatralnego westchnięcia; przyglądam się, jak mężczyzna wyjmuje z kieszeni kawałek papieru, a brew machinalnie podnosi się do góry. Zapisuje mi swój numer telefonu? Adres dla sowy?
— Na szczęście nasza Elżunia jest mądrzejsza. Poza tym, to nie jest królewski park — marszczę nosek na komentarz o królewskich grzybach; kto rzuca takie ciekawostki, zupełnie bez przygotowania? Nie znam się na monarchii, nawet tej naszej, więc nawet nie dopytuję, który z królów wpadł na tak absurdalne, okrutne zasady. Składam pęczek dotychczas zebranych kwiatków na ramię, później zsuwam z nadgarstka małą gumkę do włosów — zawsze się przydaje — i oplatam nią łodyżki roślin. Daniel nawet nie zauważy różnicy, ale mnie humor podskoczy o kilkanaście punktów i utrzyma się tak przez najbliższy tydzień. To wystarczający powód tłumaczący, że warto.
Warto było tutaj przyjść — słowa zaczepnego mężczyzny nagle rozwiewają wszelkie wątpliwości.
— Moje zdjęcia? — przez myśli przepływa niepewność, ale znika równie prędko, co się pojawiła. Piosenkarka i aktorka zajmują nagle całe dostępne miejsce w mojej głowie.
— Ojej, no wie pan… Trochę. To znaczy, jestem na początku swojej kariery — na koncie miałam okrągłe zero spektaklów teatralnych i zupełnie taką samą liczbę wystąpień w dziełach srebrnego ekranu. Na koncerty nie zdążyłam się jeszcze załapać — ale skoro miałam już pewną rozpoznawalność, świat wydawał się stać przede mną otworem.
— Gdzie pan mnie widział? — hiacynty, bratki, przebiśniegi i wybredne żony przestają mieć jakiekolwiek znaczenie; znalazłam swojego fana.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#7
Titus Harrison
Czarodzieje
Życie wewnętrzne miało barwy tyle co witraż
Tyle było emocji, a żadna przykra
Wiek
37
Zawód
Magipolicjant
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
mugolak
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
11
0
OPCM
Transmutacja
20
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
10
Brak karty postaci
25-01-2026, 14:16
To wszystko może być tylko nieporozumieniem – przez życie nie raz towarzyszyło mu w końcu uczucie wcześniejszego poznania osoby widzianej po raz pierwszy. Do pewnego momentu myślał nawet, że to normalne – że każdy tak ma. Refleksja przyszła dopiero z czasem, ale wciąż stanowiła pewną zagadkę. W przypadku blond dziewczyny… Pamiętał dokładne obrazy. Właściwie jeden, zapisany w pamięci obraz. Nie była tam owieczką, sarenką, kiciusiem czy perliczką. Była tą samą blondynką o wielkich oczach i drobnej posturze.
– Wie panienka, ja ze Szkocji jestem, dla mnie to może i szkoda, że to nie królewski – parska krótkim śmiechem. Harrison od zawsze wydawał się związany ze światem mugoli bardziej, niż wypada. Pamiętał daty niemagicznych świąt, chodził do niemagicznych lokali, słuchał niemagicznych wykonawców i oglądał niemagiczne filmy. Wiedział, że monarchii się nie lubi, a Elżbieta… Była lepsza niż poprzednicy, ale no bez przesady.
Wszystko traci jednak znaczenie, bo zamiast rozmów o cholernej arystokracji – wreszcie przechodzą do sedna ogólnie pojętej niepewności. Chyba musi być nowa na swojej zawodowej karierze, bo nie może poradzić sobie w spokoju i bez zawahania z ciężarem przyszłej popularności. Ale nie powinna się bać. Jest przecież atrakcyjna i kamera ją pokocha.
Titus już cieszy się do nierealnej wizji, w której któregoś razu w kinie przechyli się do mężczyzny obok, wskaże palcem na ekran i powie, że ją poznał. Osobiście. Jak łamała jeden z przepisów – który wymieni z paragrafem, cyferką, literką. I że wtedy okazał dobre serce i odwrócił wzrok.
Harrison czuje, że trafił. Czuje, że złapał byka za rogi. Ale szybko wraca wspomnieniem do tamtego zdjęcia – cholera, żeby chwalić się zdjęciem jakiejś aktorki? Niepotrzebna farsa.
– Proszę nie być taką skromną, na pewno wkłada panna dużo pracy w to by niebawem być na każdej okładce – słodzi jej trochę, chociaż nietrudno doszukać się w tym iskiełek fałszu. Harrison nie miewał gracji w tego typu rozmowach – te zawsze brzmiały niezręcznie, może przez jego twarz, a może przez żałosny brak doświadczenia. Może chociaż mundur doda mu poważania. A może ton nie miał już dłużej znaczenia, od kiedy ktoś ją rozpoznał.
– A wie panna, nie chcę panny straszyć – ale niestety w niezbyt normalnych warunkach – zagaduje, podnosząc wzrok z końcówki papierosa, umieszczonego w kurczących się w zdenerwowaniu palcach, na bukiet kwiatów leżący na jej ramieniu. – Ktoś pokazywał panny zdjęcie, przedstawiając jako się jako partner, chłopak, narzeczony – sam już nie pamiętam – już wtedy czułem, że to pic na wodę – mówi coraz mniej skrępowany. – Niech może panna uważa lepiej w przyszłości, bo natrętni adoratorzy mogą napsuć krwi, stać pod oknami, kraść ciuchy ze sznurka… – ostrzega. Widać, że w życiu poczytał trochę Czarownicy. Wszystko było czasami lepsze niż policyjny raport. – W sumie skoro się spotkaliśmy, a ja i tak mam papier, a skończyło się na pouczeniu… Mogę podpis z tyłu druczka? Żonie zrobi przyjemność – no pewnie, że żonie. I pewnie, że wyciągnie z tego jedynie imię i nazwisko kobiety.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#8
Sandy Wilkes
Czarodzieje
tell me who I am – do I provoke you with my tone of innocence?
Wiek
21
Zawód
fryzjerka, niania, drobna złodziejka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
0
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
2
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
13
Brak karty postaci
27-01-2026, 12:23
Różnice społeczne stanowią idealne poletko do socjologicznych rozważań — jedni spacerują, drudzy kurzą papieroska, trzeci zrywają kwiatki ze świeżo stworzonego gąszczu wiosennych rarytasów; londyńska straż miejsca dostała zgodę na podwyższony budżet, bo hiacynty biją po oczach intensywnym fioletem, a niezapominajki kuszą przypadkowe spojrzenia. Wszędzie ładnie i zgrabnie; zgrabnie wstaję i ja z miękkiej, chłodnej ziemi, niechętna na paradowanie w takiej pozycji przed przypadkowym rozdawcą mandatów — mam wybitne (nie)szczęście do takowych — i jak się niedługo później okazuje, również bardzo miłym mężczyzną.
— Aha, to stąd ten akcent — blefuję, bo wcale nie słyszę specyficznych naleciałości, za to wypełniam przestrzeń naszej rozmowy tą drobną, fałszywą ciekawostką. Wszystko po to, by przestać dywagować nad kwiatami i prawem do nich; czy jako obywatelka tego miasta, praworządna odbiorczyni podatków, nie powinnam mieć możliwości korzystania z dobrodziejstw, które w imię wspólnego dobra, są nam dostarczane?
Potencjalne łamanie przepisów schodzi na dalszy plan, niknie pod naporem nowych rewelacji — kiedy moje towarzystwo na parkowej ścieżce pyta o moją profesję, mimowolnie prostuję plecy, a oczka błyszczą jak wypolerowane, srebrne sykle.
— Tak pan sądzi? — odpowiadam instynktownie, w środku prowadząc dyskusję pomiędzy płochliwą skromnością a potrzebą udowodnienia światu, że faktycznie posiadam magiczny składnik nazywany za wielką wodą faktorem X. Być może Anglia po prostu nie dorosła do pewnych rzeczy — może w Hollywood, choć mugolskim, byłoby mi łatwiej?
— Kupiłby pan taką gazetę? — pytam dalej; zapędzam się, mieszam, ciekawsko dociekam, bo perspektywy, które maluje przede mną ten miły, przypadkowy człowiek (zaczynam też powątpiewać, że ten mandat był czymś na poważnie), nagle przysłaniają całość mojej uwagi i sprawiają, że zaczynam się rumienić. Wyobrażam sobie Sandy Wilkes (a może Dodge? A może w ogóle powinnam zastanowić się nad wymyśleniem sobie chwytliwego pseudonimu scenicznego — choć o gwiazdach, słodyczach albo rozkoszy — i zwojować świat z planem ułożonym dokładnie od A do Z?)
— Moje zdjęcie? — dopytuję, znowu, rzęsy wędrują góra—dół w przyspieszonym tempie, a na ustach maluje się automatyczny uśmiech; to nerwowa reakcja obronna, albo nie do końca dowierzam — Wie pan co, to bardzo dziwne… — powinnam czuć iskrę strachu, albo przynajmniej zaniepokojenia; mimo tego chichoczę cicho i bardzo muszę uważać, żeby nie nastroszyć się jak paw z londyńskiego Zoo — Ale może mam więcej fanów, niż sama myślałam. Kto to był? Zna go pan? — gotowa jestem przyjąć, że ten miły dżentelmen wymieniał się zdjęciami wielkich aktorek i obietnic srebrnego ekranu z kimś podobnym sobie, być może innym, miłym, stróżem porządku?
— Och, ależ oczywiście — personalia mojego wielkiego, nieco namolnego, fana, przestają być istotne, kiedy spada na mnie obowiązek narzucony przez sławę. Przyjmuję od niego kawałek kartki i długopis, starając się zachowywać płynność ruchów, zupełnie jakbym rozdawała autografy codziennie — Dla kogo zadedykować?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#9
Titus Harrison
Czarodzieje
Życie wewnętrzne miało barwy tyle co witraż
Tyle było emocji, a żadna przykra
Wiek
37
Zawód
Magipolicjant
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
mugolak
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
11
0
OPCM
Transmutacja
20
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
10
Brak karty postaci
28-01-2026, 20:20
Gdy dziewczyna rumieni się i tak dopytuje, Harrison uśmiecha się niemal w bliźniaczej manierze, chociaż szybko opanowuje swoją niesforną mimikę. To wszystko wydaje się jakieś dziwaczne – nagle spotyka na swojej drodze kradnącą kwiaty, wschodzącą gwiazdę, która jeszcze nie pogodziła się z urokami rozpoznawalności, a którą rozpoznaje de facto tylko przez pojedynczą durną gadkę w trakcie której ujrzał jej zdjęcie? Czy on też był w czymś wyjątkowy, skoro spotykały go takie przypadki? Czy tylko dla niego cały ciąg tych zdarzeń wydawał się dziwny? A może to wszystko wydawało się dziwne, bo się mylił?
Uczucie paranoi towarzyszy mu często, ale w dniu dzisiejszym pozostaje tylko zagubionym posmakiem na końcu języka. Nie szuka na ten moment drugiego dna, a chyba podąża za wyznaczonym przez młodą kobietę nurtem.
– Nie kupuję, na komisariacie zawsze ktoś już i tak kupi, to po co kolejna… Ale spojrzałbym, na pewno – szybko prostuje swoje beztrosko szczere stwierdzenie o tym, że gazetki (szczególnie szmiry opowiadające o życiu gwiazd) czasami czytał dopiero wtedy, kiedy inni stracili już nimi zainteresowanie i kiedy porzucane gdzieś w okolicach toalet – stawały się dobrem wspólnym. Czasami brał je do domu, a nikt nie zauważał zniknięcia, a on mógł poczytać wszystkie artykuły na spokojnie, czasami po prostu na kilka minut zawieszając się w pozycji siedzącej na krawędzi wanny. Pewnie poświęciłby więcej czasu na przeczytanie artykułu o niej – po tym zdjęciu? No pewnie, że tak.
Gdy to ona śmieje się na podejrzenie bycia możliwie śledzoną lub przynajmniej publicznie nadmiernie wychwalaną przez być może opętanego miłością fana (dopowiada sobie tę historyjkę – Daniel wcale nie wyglądał na szaleńca, bardziej na cwaniaka – chociaż kto wie?), znowu czuje pogłębiające się wrażenie rozmowy z gwiazdą. Nawet jeżeli jeszcze nie wystąpiła w wielu filmach czy spektaklach.
– Wie panienka, taki jeden, zwyczajna znajomość. Myślę, że na spokojnie w wieku pani taty – albo dziadka? Nie no, bez przesady. Nie byłby aż tak dobrze zakonserwowany… - Starsi faceci lubią sobie pofantazjować o młodszych kobietach – próbuje jakoś to wszystko… Ulizać. Rozgadał się, a może… Może nie powinien o tym wspominać? Może straszenie jej nie było dobrym pomysłem? A może zmienia zdanie za szybko? Ale jeśli się wystraszy, i jeśli wystraszy się teraz, przecież może zgłosić sprawę na magipolicję, a tak się składało… Że ta akurat była na miejscu. Szkoda, że z troski o własne przyszłe interesy musiałby nieco mniej poważnie potraktować zgłoszenie. – Szczególnie takich jak panna – słodzi jej, ale sam nie do końca wie co ma na myśli. Szczególnie jakie? Potencjalnie nieletnie? – Zupełnie poza zasięgiem. Gdyby poczuła panna jakiekolwiek zagrożenie – proszę zwrócić się do nas, na pewno nie zostanie pana zignorowana… – a potem podsuwa jej pod dłonie odwrócony druczek. – Dla Dolores Day, poproszę – mówi z uśmiechem, przez który przebija się drobna iskra bardzo szczerego rozbawienia. Skłamał sobie tak po prostu, zupełnie losowym imieniem i zupełnie losowym nazwiskiem.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#10
Sandy Wilkes
Czarodzieje
tell me who I am – do I provoke you with my tone of innocence?
Wiek
21
Zawód
fryzjerka, niania, drobna złodziejka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
0
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
2
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
13
Brak karty postaci
30-01-2026, 09:03
Ostatnie przesłuchanie zakończyło się fiaskiem; wszystkie znaki na ziemi i niebie ostrzegały mnie przed potencjalną porażką, ale dzielnie władowałam się do danielowego auta, dzielnie nakazywałam mu przyspieszać w obawie przed spóźnieniem i dzielnie też zignorowałam tuzin nabzdyczonych panienek o wyglądzie typowo lalusim, które okupywały calusieńką, castingową kolejkę, prężąc się i grymasząc, jakby pod zgrabne noski ktoś podstawił im krowie łajno.
Londyn miał swoje małe wady i wielkie przywary — jedną z tych drugich była kategoryczna aura czystego snobizmu wzdłuż i wszerz całego West Endu. Nawet podrzędne teatrzyki i zapomniane przez ludzi domy miejskie miewały momenty, w których korytarze pęczniały od nadmiaru chętnych do gry w małej sztuce lub rzekomo wielkim sukcesie, którego potencjału nie odkrył jeszcze żaden wybitny krytyk.
I choć po tamtym zdarzeniu — coś pomiędzy ‘Pani Alessandro, ale to nie tak’, a ‘Odezwiemy się. A może pani podciągnąć bluzeczkę?’ — moje morale poszybowały w dół, los okazywał się jednak uśmiechać do ludzi pracowitych i zaradnych, czego dowodem niewątpliwie były słowa przypadkowo spotkanego mężczyzny, który, jak się okazywało, pałał do mojej sztuki pewną sympatią.
— Aha, no tak — odpowiadam, choć nuta zawodu plączę się gdzieś w szybkim kiwaniu głową. Milej byłoby, gdyby każdy funkcjonariusz, posterunkowy, czy inny rangą, miły i mniej przyjazny glina, miałby swój egzemplarz. Tym postanawiam jednak pomartwić się później — przykładowo wtedy, kiedy gazeta z moją podobizną na okładce faktycznie trafi do kiosków.
— Ojej, że taki dojrzały? — wiek pani taty wywołuje we mnie rozbawienie; i bardzo muszę się starać, żeby ten śmiech nie zamilkł, bo za chwil kilka słowo tata sprawi, że zrobi mi się smutno — Wie pan, każdy ma swoje potrzeby… — w innych sytuacjach (innym wcieleniu, innym systemie wartości, innym zestawie traum serwowanych na zimno w okresie lat dziecięcych) powinnam się skrzywić, a wyobrażenie o mężczyznach w wieku lat dziesiąt, wzdychających do gibkich dwudziestolatek, wywoływać miałoby we mnie rezerwę i jakikolwiek przejaw niechęci.
Szczególnie takich jak panna — jakie to miłe — sprawia, że przymykam oko na każde, nawet najbardziej jaskrawe, czerwone lampki ostrzegawcze.
— Och, pewnie nie będzie takiej potrzeby. Wie pan, to tylko pewnie jakaś sympatia, prawda? Kto nigdy nie miał swojego obiektu westchnień w osobach znanych, niech pierwszy rzuci kamieniem… tak to się mówi? — rumienię się i chichoczę, cała w skowronkach wchodząc w rolę rozdawicielki autografów. Kiedy długopis ląduje w mojej dłoni, a niebieski tusz kreśli zgrabne Dolores Day, coś cichutko dzwoni w mojej głowie; zbyt przejęta ładną kaligrafią zwyczajnie tego nie rejestruję.
— Proszę bardzo, mam nadzieję, że żona się ucieszy. I ucałuje pana szczerze — oddaję mu podpisany skrawek papieru. Bohaterka dnia codziennego, dobroczyńca z Londynu; Sandy Wilkes ratuje dzień i pożycia małżeńskie, uśmiechając się przy tym perliście uśmiechem numer trzy (to dopiero początki kariery, za rok będę mieć ich naście, kolejne spotkanie z panem Harrisonem zaowocuje pokazaniem dwunastki).
— Kolegę też pan może pozdrowić. Skoro nosi moje zdjęcie… — ciekawość to pierwszy stopień do piekła, a sława nie pozwala przecież na poznanie wszystkich swoich wielbicieli; decyduję się żyć z tą tajemnicą i trzymać ją z sentymentem w pamięci.
Podobny los spotyka zerwane wcześniej kwiatki; zerwane z rabatki lądują na moim ramieniu, za niedługo trafią do wazonu. Zerkam jeszcze z niezdecydowaniem na hiacynty, ale finalnie rezygnuję z powiększania bukietu.
— No to do widzenia, proszę pana. Było bardzo miło!
Wyjątkowych sytuacji wcale nie trzeba dekorować kwiatami.


sandy zt
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): 1 2 Dalej


Skocz do:

Aktualny czas: 14-02-2026, 20:13 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.