• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Szkocja > Edynburg > Restauracja "Korona Talii"
Restauracja "Korona Talii"
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
05-10-2025, 12:28

Restauracja "Korona Talii"
W samym sercu edynburskiej starówki, w pobliżu ścieżek prowadzących ku zamkowi, kryje się wytworny lokal „Korona Talii” – jedna z najbardziej renomowanych restauracji magicznych w Szkocji. Wnętrze utrzymane jest w ciemnym drewnie i zielonych aksamitach, a nad salą unosi się iluzoryczny sufit, który odbija niebo nad miastem. Goście jedzą przy świecach zawieszonych w powietrzu, które przesuwają się wraz z rozmową przy stole. Menu opiera się na lokalnych składnikach – dziczyźnie, rybach z północnych wybrzeży i ziołach zbieranych na szkockich wrzosowiskach.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (2): « Wstecz 1 2
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
Morty Dunham
Akolici
Nie pomyl nieba z gwiazdami odbitymi nocą na powierzchni stawu.
Wiek
26
Zawód
muzyk - wiolonczelista, wróżbita
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
15
OPCM
Transmutacja
0
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
11
10
Brak karty postaci
28-01-2026, 20:51
Zrodzona w jego umyśle perspektywa kontrolowania wizji, osiadła na jego ciele w postaci podmuchu ciepła, chociaż nie był pewny, czy źródłem nagle podwyższonej temperatury nie były jej słowa, a raczej bijący od nich żar pasji, który, jak mu się wydawało, mógłby zostawić na powierzchni jego skóry zdradliwie ślady po oparzeniach.
Miał wiele pytań; więcej, niż mógłby kiedykolwiek zadać, bo każde z nich rodziło kolejne i obawiał się, że odpowiedzi, zamiast rozwijać mgłę wątpliwości, tylko je zagęszczą. Pytań, które lgnęły do siebie, lepione z cieni wątpliwości, jakby były skroplonym oddechem zimowego poranka na szybie.
Chciałby się dowiedzieć, czy chociaż częściowo zaspokoiła głód wiedzy, który ją napędzał, czy może wciąż czuła, jakby biegła w pogoń za czymś nieuchwytnym, co oddalało się z każdym jej kolejnym krokiem. I czy udowodniła światu to, co chciała udowodnić, a może zatrzymała się w połowie drogi do tego celu i teraz kluczyła po omacku? W wyobraźni widział ją pośród nieprzebytej puszczy własnych ambicji, gdzie ścieżki wydeptane są nie przez stopy, lecz przez myśli i decyzje, które zapadają w ciszy – tam, gdzie echo porażki potrafi zagłuszyć nawet zwycięski śpiew triumfu. Może stała na rozstaju i z rosnącym niepokojem spoglądała w nieznaną otchłań, wciąż wahając się, czy pójść dalej, czy zawrócić, czy może pozwolić, by światłość nowego poranka rozproszyła cienie niepewności.
Był ciekawy dokąd prowadzi ścieżka ambicji, którą podąża. Czy nie boi się, że na jej końcu spotka ją rozczarowania, albo że tlący się w niej płomień wiary w końcu zgaśnie, a ona zostaje z pustymi rękoma? Nie mógł bowiem odpędzić od siebie wrażenia, że z wróżbami było dokładnie tak samo, jak z losem, z którym Moira igrała, ratując ludzkie życie; niezależnie od pokonanego dystansu i jedno i drugie w końcu obraca się w pył. Przypominało mu to białą kartkę papieru, na której zapisane słowa z czasem tracą ostrość, zamieniają się w ledwie widoczny zarys dawnych znaczeń. Tak jakby całe istnienie było jedynie tymczasowym śladem na powierzchni świata, który zetrze pierwszy deszcz lub podmuch wiatru. Tęsknota za sensem przypominała mu rozedrganą nutę, która, choć przez chwilę brzmi wyraziście, wnet niknie, pozostawiając w sercu echo niemożliwych do spełnienia pragnień.
I chociaż miał wiele pytań, ich ciężar zdawał się zbyt nieporęczny, by ująć go w słowa. Słowa — jak twarde kamienie w ustach, zbyt obce, by się nimi posłużyć, zbyt kruche, by nie rozpadły się pod językiem. Czuł, że każda próba ich wypowiedzenia byłaby zdradą tego, co go dręczyło, zdradą tej subtelnej tęsknoty, która wypełniała go od samego rana; tęsknoty za czymś rozmytym, ledwie dostrzegalnym na linii horyzontu, a jednak tak intensywnym, że w końcu znalazło swój kształt w jej twarzy, fakturę w jej dłoniach, kolor w głębi jej oczu.
- Jestem daleki od stawiania ci zarzutów - jego głos, senny i miękki, otulił współdzieloną przestrzeń. Mówił cicho, jakby w obawie, że mógłby naruszyć kruchą aurę intymności, która rozlała się pomiędzy nimi, wtuliła się w kąty lokalu i w załamania ich ciał. - Mam podejrzenie graniczące z pewnością, że to jeden z niewielu przejawów szczerości, na jaki mnie jeszcze stać.
A szczerość zawsze miała swoją cenę, czasem zbyt wysoką, by zadawać sobie trud jej werbalizacji, dlatego częściej wybierał milczenie, dzisiaj jednak zrezygnował z tego przywileju; dziś czuł, że go nie dotyczył. Dzięki naruszonym granicą przestrzeni osobistej, całkowicie się od niego odizolował.
Gdy ona odsunęła się na odległość kilka centymetrów, on, z premedytacją zbliżył twarz do jej twarz; gdyby nie oplątujący jej ciało materiał poczułaby zapewne ciepło jego oddechu w miejscu, gdzie szyja przeobrażała się w obojczyk. Przez chwile nie mówił w nic. W milczeniu kontemplował, jak na jej policzkach pojawiają się zdradliwie rumieńce. Ona była tą, która przerwała ciszę. Cichym szeptem, któremu blisko było do westchnienia, wyznała, że jej duszno. I że zaczynają drażnić ją spojrzenie.
Dunhama drażniło coś innego. To, że, chociaż chciał, nie mógł przesunąć kolejnej granicy, czego zupełnie nie rozumiał. Niebawem przecież zniknie z jej życia, a ona z jego - i nie pozostanie po tym spotkaniu nic poza garścią miłych wspomnień, które w końcu zwiędną jak pąki białych róż.
- Wyjdźmy stąd - zaproponował, z trudem dławiąc w sobie pokusę ułożenia swojej chłodnej dłoni na jej rozgrzanym policzku. – Nie daleko stąd, kilka ulic dalej wynajmuje pokój. Tam, w zaciszu czterech ścian, moglibyśmy napić się wina i kontynuować tę rozmowę - zaproponował i wstał, sięgnąwszy po płaszcz.
Może nie powinien pozwolić na to, by stał się zaledwie cieniem wyrysowanym na ścianie jej pamięci?
Może, ale decyzja należała do niej, a jej konsekwencje, które pojawią się dopiero nazajutrz, do ich oboje.

ztx2
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): « Wstecz 1 2


Skocz do:

Aktualny czas: 14-02-2026, 18:23 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.