• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Centralny Londyn > Ministerstwo Magii > Piętro V > Urząd Globalnej Komisji Regulacji Handlu Magicznego
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
10-01-2026, 21:29
Urząd Globalnej Komisji Regulacji Handlu Magicznego
Siedziba Urzędu mieści się w jednej z bardziej wystawnych części Ministerstwa. Przestrzeń jest wysoka i szeroka, z kamienną posadzką przykrytą dekoracyjnymi chodnikami oraz ścianami wykończonymi jasnym kamieniem i drewnianymi panelami. Biurka wykonano z ciężkiego, starannie polerowanego drewna; stoją w równych rzędach i wyposażone są w eleganckie przybory, księgi rachunkowe oraz zamykane szkatuły na dokumenty. Wzdłuż ścian ustawiono zdobione szafy archiwalne i przeszklone witryny z zabezpieczonymi próbkami towarów.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Melusine Rookwood
Czarodzieje
żeby był, żeby chciał być, żeby nie zniknął
Wiek
26
Zawód
urzędniczka, asystentka, pośredniczka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
0
Siła
Wyt.
Szybkość
4
14
11
Brak karty postaci
30-01-2026, 11:23
14.04.1962

Panno Rookwood, na wczoraj potrzebuję złożoności sprawy ― głos przełożonego wciąż dźwięczał jej w skroniach jak źle nastrojony dzwon, gdy odkładała pióro i porzucała wcześniejsze zajęcie bez żalu, lecz z tym specyficznym ukłuciem zawodowej irytacji. Brytyjski importer, jakże przewidywalnie pewny swego, twierdził, że posiada komplet legalnych zezwoleń na obrót artefaktami stabilizującymi transmutację, rzekomo przeznaczonymi dla uzdrowicieli; dokumenty miały być nieskazitelne, pieczęcie prawidłowe, intencje ― niemal altruistyczne. Równolegle czeski urząd magiczny zgłaszał sprzeciw, chłodny i rzeczowy, wskazując, że owe artefakty objęte są zakazem eksportu, a ich użycie grozi trwałym, nieodwracalnym uszkodzeniem struktury magicznej czarodzieja. Sprawa, na papierze, była „uregulowana”. W rzeczywistości ― dokumentów jak nie było, tak nie było.
Westchnęła, kierując kroki do archiwum, zapach starego pergaminu i zaklęć konserwujących zawsze działał na nią jednocześnie kojąco i drażniąco. Pośpiech nie był dobrym doradcą, wiedziała o tym aż za dobrze, a jednak dziś musiała mu ulec. Szukała asesora, który miał przedłożyć ostatnie akta rozstrzygnięcia sprawy; szukała śladów decyzji, które zapadły gdzieś poza oficjalnym protokołem. Teczki dotarły do niej po południu, tuż po przerwie herbacianej, w tej osobliwej godzinie, gdy korytarze Urzędu Globalnej Komisji Regulacji Handlu Magicznego milkły, udając bezczynność, choć pod powierzchnią nadal pulsowała praca.
Były ciężkie, opatrzone czerwoną pieczęcią „do rąk własnych dyrektora” ― i aż nazbyt znajome. Znała je. Znała ich wagę, fakturę, kolejność. Wiedziała, ile powinno ich być. I właśnie ta wiedza sprawiła, że brak dostrzegła niemal natychmiast.
Raport eksperymentalny ― załącznik C-17 ― nigdy nie był omawiany na posiedzeniach. Istniał jedynie w indeksie archiwum klasy C, jak szept zapisany drobnym drukiem, dostępny wyłącznie dwóm archiwistom oraz dyrektorowi. Dokument, który nie powinien krążyć. Nie powinien opuszczać chłodnych, zaklętych szaf, gdzie pergamin chroniono równie skrupulatnie jak tajemnice. W spisie akt sprawy widniał jak cień: obecny w rejestrze, nieobecny w rzeczywistości. Poczuła znajome napięcie w karku, to szczególne uczucie, gdy intuicja zawodowa splata się z niepokojem. Ktoś nie zgubił raportu. Ktoś go wyjął. A to oznaczało, że sprawa była znacznie bardziej delikatna, niż ktokolwiek chciał przyznać.
Nie zgłosiła tego od razu ― i nie była to decyzja podszyta lękiem, lecz instynktem, tym samym, który przez lata uczył ją rozpoznawać momenty, gdy cisza bywała cenniejsza niż alarm. Zamiast podnosić wzrok i wzywać uwagę, sięgnęła po księgi obiegu dokumentów, ciężkie tomy o skórzanych grzbietach, w których urzędowa pamięć trwała dłużej niż ludzkie intencje. Czynność ta nie nosiła znamion buntu ani nadużycia; sekretarka dyrektora miała pełne prawo wiedzieć, skąd pochodzi każda kartka, każdy załącznik, który spoczywał na biurku zwierzchnika niczym obietnica porządku. Przesuwała palcem po równych liniach wpisów, po datach zapisanych konsekwentną ręką, po inicjałach, które z biegiem lat nauczyła się rozpoznawać bez zaglądania do legendy. Narracja urzędowa, zwykle spójna i przewidywalna jak rytm zegara w holu głównym, w którymś momencie zaczęła się rwać. Jedno nazwisko pojawiło się dwukrotnie tego samego dnia ― raz w skrzydle wschodnim, raz w zachodnim, jakby jego właściciel posiadał dar bilokacji albo wyjątkowo pobłażliwego przełożonego. Jedna z pieczęci była nieznacznie przesunięta, ledwie o milimetr, lecz wystarczająco, by zdradzić pośpiech; pieczęcie nie przesuwały się same.
Raport nie zaginął. Został pominięty ― świadomie, z rozmysłem, w sposób, który miał sprawiać wrażenie zwykłego przeoczenia.
― Prawnie go nie ma... ― naznaczyła swą obecność i zażenowanie, paznokciem windując w rejestrze przed adekwatną jednostką ich pilnującą. Tego nie dało się w prosty sposób wytłumaczyć.  Ścieżka, którą odtworzyła z chłodną precyzją, prowadziła do wydziału międzynarodowego, dokładnie w dniu, w którym nadeszła pierwsza notatka z Pragi. Zbieg okoliczności byłby zbyt wygodnym wyjaśnieniem, a ona od dawna nie wierzyła w komfortowe przypadki. Każdy ruch w tej instytucji pozostawiał ślad ― pytanie brzmiało jedynie, kto potrafił je czytać.
Gdy dyrektor poprosił ją o przygotowanie projektu odpowiedzi do czeskiego urzędu magicznego, miała już w głowie pełen zarys sytuacji, nawet jeśli brakowało kilku kluczowych konturów. Wiedziała, że każde słowo zostanie rozłożone na czynniki pierwsze nie tylko przez adresata, lecz również przez inne stolice, przez departamenty, które nigdy nie podpisywały się pod korespondencją, a mimo to czytały ją z największą uwagą. Wiedziała też, że ton oskarżenia zamknąłby drogę odwrotu, a ona nie zamierzała palić mostów, zanim zrozumie, dokąd prowadzą.
Pisała powoli, niemal z namaszczeniem.
Unikała sformułowań jednoznacznych jak ostrza. Zamiast „naruszenie” pojawiła się „rozbieżność proceduralna”; zamiast „nielegalny obrót” ― „niejasności interpretacyjne w zakresie obowiązujących klauzul”. Zaproponowała objęcie sprawy tymczasowym embargiem konsultacyjnym ― terminem miękkim, a zarazem stanowczym, który w języku Komisji oznaczał: zatrzymać wszystko, zachować twarze, nie wskazywać jeszcze winnych.
Gdy dyrektor skończył czytać, podniósł na nią wzrok. Przez krótką chwilę zdawało się, że rozważa pytanie, które mogłoby zmienić bieg wydarzeń, lecz ostatecznie nie padło. Skinął głową, podpisał pismo z tą charakterystyczną powolnością, która zdradzała doświadczenie.
― To najrozsądniejsze wyjście ― stwierdziła, jakby sama siebie utwierdzała w przekonaniu. Nie wspomniała o raporcie C-17. Jeszcze nie. Ważniejsze było, by sprawa nie eksplodowała na forum międzynarodowym, by napięcie nie wymknęło się spod kontroli. Raport był dowodem, a dowody należało przechowywać ― cierpliwie, w ciszy ― aż ktoś zacznie zaprzeczać faktom.
Gdy list został wysłany, a pieczęć Komisji zastygła na pergaminie niczym znak ostateczności, urząd funkcjonował dalej: spokojny, cichy, pozornie nieskazitelny. Korytarze wypełnił znajomy szelest papierów i stłumione rozmowy.

zt
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Daniel Dodge
Czarodzieje
I'm asking you to come there and make me look good. Alright?
Wiek
44
Zawód
Inwestor, Złodziej, Diler, Szmugler
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
11
5
Brak karty postaci
06-02-2026, 18:49
18 maja

Tylko raz pytam o drogę. Bernard Cringe w swoim wezwaniu pokierował mnie nadzwyczaj precyzyjnie: to piętro, ten pokój, to niewygodne krzesło przed szerokim biurkiem, za którym stoi odrobinę większe i wygodniejsze krzesło należące do Starszego Rewizora Magicznych Przepływów Kapitałowych. Pytam, bo akurat napatoczyła się stażystka w eleganckim mundurku niosąca kawę przełożonemu, więc serwuję jej odrobinę przyjemności z poczucia się ważną i pomocną.
Od kilku lat w Ministerstwie postępuje automatyzacja i na końcu korytarza na piątym piętrze dumnie stoi jej symbol: duży automat, który po wybraniu z menu rodzaju sprawy: wnioski o zwrot podatku, udzielenie pełnomocnictwa do rachunku bankowego, złożenie deklaracji podatkowej itp. wypluwa z siebie biały kwit z czarnym, pachnącym tuszem numerkiem, który później wyświetla się z boku właściwego gabinetu na tablicy z migającymi na zielono diodami.
Wypada mi numerek 11, wobec czego nie kwękam tylko sadowię swój szanowny zad na jednym z ciasnych krzesełek ustawionych w rządku naprzeciwko gabinetu 512. Jestem przygotowany na długie czekanie: to bardzo popularna taktyka stosowana podczas przesłuchań. Zmęczyć, znużyć i dopiero potem przycisnąć; jest godzina siedemnaście po pierwszej, przyszedłem tu o wpół do dziesiątej. Do tej pory przeczytałem trzy rozdziały “Obrony Łużyna” oraz rozwiązałem dwie pełne krzyżówki (trzecią zostawiam, bo mam problem z hasłem “damskie nakrycie głowy”, jedenaście (!) poziomo), dwa razy poszedłem skorzystać z toalety oraz spaliłem dziewięć papierosów. Zaczynam się nudzić: raz jeszcze idę do sikalni, lecz tym razem tylko po to, by umyć ręce, przeczesać włosy kieszonkowym grzebykiem z metalowymi ząbkami i psiknąć sobie do ust sprejem odświeżającym oddech. Porządek na zewnątrz, porządek w środku: przed wyjściem Sandy oporządziła mnie rolką do ubrań, zdjęła każdy włos i farfocel z brązowego garnituru, a także przygładziła niesfornie wywinięty kołnierz białej koszuli. Buty świecą jak psu jajca, na pasku nic a nic nie widać, że dorabiałem w nim dziurki i tylko nadgarstek oraz palce wydają mi się jakieś gołe, mali cesarze pozbawieni szat - uznaję, że lepiej nie drażnić tutejszych sroczek błyskiem złota, bo jeszcze je stracę. Złoto i palce. Do kciuków jestem jednak przywiązany i to bardziej niż tylko mięśniami, nerwami, strukturą kostną i tą całą resztą pod spodem.
Nagle drzwi pięćset dwunastki się otwierają i wytacza się z nich jakaś pękata baba i to dosłownie wytacza - wyobrażam sobie, że ktoś ze środka musiał pomóc wypchnąć ją z pokoju, tak sunie po korytarzu jak kula do kręgli. Na jej buzi jak księżyc w pełni (i bez widocznych zmarszczek) łzy wydrążyły brzydkie tunele i zmyły jej makijaż przez co wygląda jak smutny szop pracz. Zielona cyferka na czarnej tablicy zmienia się ze szczękiem z okrąglutkiej dziesiątki na strzelistą jedenastkę, co zwiastuje moją kolej, więc mijam buldożerkę stratowaną przez korporacyjną machinę uosabianą przez pana Bernarda Cringe’a, który na pewno nosi jakieś irytujące drugie imię, pomijane w listowych podpisach, natomiast wymagane w oficjalnych dokumentach. Bernard Bartholomew Cringe, inicjały BBC, zaraz powie mi to, czego nie wiem: najlepszy serwis informacyjny i na dodatek z długą tradycją.
– Dzień dobry – odzywam się, wkraczając do gabinetu, wywołany jak uczniak do tablicy lecz systemem paskudnie bezosobowym który na pewno oprócz kapitalistów ucieszyłby również Kafkę. Czy mi to w smak? Płaszczenie się przed urzędniczyną? Otóż nie, ale w życiu robiłem wiele rzeczy, które były mi nie w smak, począwszy od jedzenia rzepy, przez lizanie cipki drugiej żony, skończywszy na głosowaniu w wyborach powszechnych, w których nie miałem swojego kandydata.
W gabinecie znajdują się (oczywiście) dwa krzesła, więc zgodnie z protokołem oraz przewidywaniami zajmuję to od wewntrznej strony pokoju. Spokojnie: nie pocę się od pachami, nie pocą mi się ani stopy, ani dłonie, ani nawet czoło pozostaje niezroszone - może mi się wydaje, ale jest tu jakoś zimno. Tak też skonsumuję swoje zwycięstwo: jakbym raczył się deską starannie wyselekcjonowanych serów i wędlin. W dokumentacji wszystko gra i buczy, osoby trzecie zaangażowane do wyciągania mnie za uszy, krótko mówiąc, spisały się. Jestem czysty. Czyściutki jak łza. Nie dam sobie zepsuć tego piątku.

| Daniel oczywiście ma ze sobą wymagane do kontroli dokumenty:

wypełniony w wątku z Jessem formularz FUDPA-2B
który następnie uległ drobnej korekcie przez specjalistę w dziedzinie prawa
oprócz tego: księgi, wyciągi bankowe i inne, które również przeszły korektę specjalistki w celu uzyskania ekspertyzy prawnej.
oraz dokumenty potwierdzające finansowe kontrole z przeszłości z oryginalnymi podpisami urzędnika Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
09-02-2026, 23:19
Łyżeczka, prowadzona wymownym ruchem palca, wykonała cztery obroty zgodnie z ruchem wskazówek zegara, potem ― trzy na opak, by na końcu brzdęknąć wymownie o kant porcelanowej filiżanki. W sterylnej ciszy być może dosłyszałby nawet chrupotanie rozpuszczającego się cukru o ścianki naczynia, ale osiemnasty maja wydawał się jakiś parszywie wariacki; ledwie piętnaście minut temu spod drzwi gabinetu dobiegała donośna pretensja Pan tu nie stał, ledwie dziesięć minut temu posłuszna ― a przy tym weselsza niż zazwyczaj ― stażystka ochoczo proponowała uchylenie pobliskiego okienka, kwitując to nienachalnym okropnie tu duszno. Bernard jednakże chłodno przeciw temu zaprotestował; od lekkiego przeciągu nabawić się mógł nie lada bólu w lędźwiach, a korzonki i tak odzywały się o tej porze roku znacznie częściej, niż mógłby sobie tego życzyć, nierzadko zapowiadając ulewny deszcz albo dłużącą się burzę. Nic nie było go jednak w stanie powstrzymać od tego, by sumiennie wykonywał swoje obowiązki. W czasie ponad czterdziestoletniego stażu pracy wolne wziął zaledwie jednego dnia ― z prozaicznego powodu pogrzebu własnej matki. Zmieniająca się władza niezupełnie dyktowała warunki jakości jego pracy, nawet jeśli światopoglądowo bliżej mu było do rządów poprzedniego ministra; niektórzy koledzy z departamentu żartowali nawet, że w jego żyłach musiały chyba płynąć jakieś goblińskie geny ― bo nie sposób uwierzyć, że czarodziej pozbawiony takiego pokrewieństwa mógłby być aż tak zakochany w pieniądzach, jednocześnie nie siląc się na skrajny materializm ani prymitywną żądzę bogactwa. Tak po prawdzie jego uniform, słowa, mieszkanie, a nawet i emocje, siliły się raczej na skąpą oszczędność.
Zwyczajowo oszczędny nie był jednak w praworządnym wykonywaniu standardowych procedur. Enigmatyczne nazwisko Daniela Dodge'a nie mówiło mu zbyt wiele, jego wysokie inwestycje na Czarodziejskiej Giełdzie Londyńskiej sugerowały jednak posiadanie majątku, o który najprędzej podejrzewać by należało błękitnokrwistych dziedziców wielkich spuścizn. Nie było mowy o żadnym donosie, lecz o rutynowej, koniecznej w przypadku tak dużych kwot, kontroli; bezzwłocznie zajął się więc tą sprawą, chcąc przybliżyć urzędowi sylwetkę inwestora, a w razie zaistniałej potrzeby ― uzupełnić również ubogą dokumentację dotyczącą jego przychodów.
― Dzień dobry ― odparł sucho na wstępie, witając kolejnego petenta w progach uporządkowanego gabinetu; podniesiony znad pergaminu wzrok zasugerował wizytującemu zajęcie miejsca na wysłużonym krześle stojącym naprzeciw biurka, a tuż po nim pojawiło się beznamiętne pytanie: ― Pańska godność? ― Ale to była tylko prosta formalność, bo znajome ― już teraz, tym bardziej z intrygująco naiwnej i skrupulatnej korespondencji ― nazwisko przypomniało mu charakter sprawy. Sprawnie udał jednak, że z namysłem przygląda się schludnej liście spoczywającej na boku blatu. ― Dodge. Daniel Dodge. Tak, widnieje pan w rejestrze ― potwierdził, poprawiając okulary i racząc się kawą, która zdążyła już trochę ostygnąć. ― Zanim przejdziemy do weryfikacji pańskich depozytów, muszę nakreślić ramy prawne dzisiejszej czynności. Znajdujemy się w toku procedury wyjaśniającej w trybie doraźnym, opartej na artykule czternastym Ustawy o Przejrzystości Finansowej. Zgodnie z jej brzmieniem, w przypadku stwierdzenia dysproporcji między pańskim zadeklarowanym przychodem a faktycznymi operacjami kapitałowymi, ciężar dowodowy w całości spoczywa na panu. Oznacza to, że organ kontrolny nie ma obowiązku szukania dowodów na nielegalność pańskich środków; to pan ma obowiązek wykazać ich pełną transparentność ― wyrecytował leniwie, choć zdania te nie były żadną przygotowaną formułą; spontaniczny słowotok Cringe'a miał wyjątkowo wiele wspólnego ze stereotypowym, urzędowym bełkotem. ― Zasady są niepodważalne: każde pańskie dzisiejsze oświadczenie trafia do protokołu, a brak przedłożenia kompletu dokumentów wymienionych w wezwaniu, ze szczególnym uwzględnieniem podstemplowanego formularza FUDPA-2B, uniemożliwia kontynuację czynności. W takim przypadku, na mocy obowiązujących przepisów o przeciwdziałaniu praniu brudnego złota, następuje automatyczne zawieszenie dostępu do portfela inwestycyjnego oraz przekazanie akt do dalszego procedowania przez Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów. Czy ta formuła jest dla pana zrozumiała, czy wymaga dodatkowej egzegezy prawnej? ― skwitował, wyciągnąwszy z szuflady czysty pergamin oraz samonotujące pióro.

Danielu, witam w wątku z udziałem Bernarda Cringe'a. W swoim następnym poście skup się na przedstawianiu dokumentów, które ze sobą przyniosłeś. Korzystając z konkretnych ścieżek mistrzostwa (zwłaszcza tych z zakresu kompetencji miękkich) i/lub potencjałów, pamiętaj o mechanicznym rzucie kością k100. W razie dodatkowych pytań zapraszam do konsultacji. Igor Karkaroff
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Daniel Dodge
Czarodzieje
I'm asking you to come there and make me look good. Alright?
Wiek
44
Zawód
Inwestor, Złodziej, Diler, Szmugler
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
11
5
Brak karty postaci
10-02-2026, 12:03
To, że znam procedury, nie zmienia prostego faktu: jestem pieskiem i muszę jeść z ręki pana, który nade mną stoi tylko i wyłącznie z kijem. Konfiskata środków, więzienie itepe. - marchewy za to brak, chyba że będzie nią świadomość triumfu nad urzędniczą machiną, co w istocie, dla kogoś takiego jak ja, jest bardzo, ale to bardzo satysfakcjonujące. Lepsze nawet niż zlizywanie bitej śmietany z cycków jakiejś niuni, że tak powiem obrazowo, żebyśmy mieli absolutną jasność, jak smakuje takie zwycięstwo.
Do którego jeszcze daleko. A patrząc na fizjonomię pana Bernarda Cringe’a, który nareszcie ujawnia się przede mną w pełnej krasie i wygląda dokładnie tak, jak go sobie wyobrażałem: włącznie z pedantycznym przedziałkiem na czubku głowy i wyprasowanym kołnierzyku koszuli bez jednej zmarszczki - bardzo daleko.
Chyba właśnie ten przedziałek odpowiada za ucięcie absolutnie każdego jednego nerwu, który krótkim spięciem zachęciłby mnie do kozaczenia. Cyk-pyk, niegrzeczna marionetka sruu do kosza: myślę o tym, co obiecałem Sandy, o tym o czym wie i o tym, o czy nie wie, o wakacjach, o jej własnym zakładzie kosmetycznym pod wdzięczną nazwą Z górki na pazurki, bo akurat różowiutka kamienica znajduje się u stóp górzystego Londynu, w którym w końcu byłaby szefową i mogłaby skończyć z pilnowaniem cudzych bachorów. Skupić się na sobie i na mnie, ale - prawie odpływam, a to wybitnie niewskazane w obecnej sytuacji, stawiającej mnie skrajnie do pionu. Jeszcze dwa-trzy takie wezwania i poprawię swoją postawę, będę wzorem do pokazywania w reklamie z produktem najnowszej generacji na zdrowy kręgosłup.
– Daniel Dodge – recytuję jak z nut, miejmy to już za sobą. Część oficjalna jest sucha acz uprzejma, mdła aż tę nijakość czuję jak łaskocze mnie w gardle. On - on pewnie taki jest. Ja: zmuszony przez okoliczności trzymam język za zębami, gram według nie swoich reguł i póki co, odpukać, głowa nie płonie. A krzesło za to faktycznie jest niewygodne.
Jedna i tylko jedna próba zmieniania pozycji na ciut mniej uwierającą; siedzenie skrzypi, więc natychmiast porzucam swoje zamiary. Skrzypienie drażni, zwraca uwagę, wiercenie z kolei jasno deklaruje pewną nerwowość; naturalnie pewna jej ilość jest wskazana. Nawet najuczciwszy z obywateli prześwietlany przez aparat państwowy zacznie robić rachunek sumienia i obleje się zimnym potem przez gumę do żucia, którą ukradł ze sklepu własnego ojca trzydzieści lat temu.
– W pełni zrozumiała, panie rewizorze – urzędas mógłby mówić do mnie po chińsku, w tej chwili potakuję jak przywieziona z Indii małpka nauczona trzech słów na krzyż. Używam oficjalnego tytułu, może jest mu milszy niż nazwisko, które brzmi jakby ktoś tuż przy uchu hardo pracował z użyciem papieru ściernego. Milusio, taki prezencik od rodziców, już w dniu narodzin. – Nie bardziej niż panu zależy mi na przejrzystym zamknięciu tej sprawy – dodaję powściągliwie, dobywając z wysłużonej aktówki kilka teczek o różnym poziomie grubości. Kładę je na biurku z wyważoną ostrożnością: jego interpretacja moich zapisów to moje być albo nie być – Tutaj mamy formularz FUDPA-2B – zaczynam od początku, wskazując na najcieńszą z teczek zwierający druczek uzupełniony na podstawie skrupulatnie sfałszowanych ksiąg rachunkowych. Poza tym: wszystko się zgadza; nie brnę głębiej niż muszę w kłamstwa, zatem pan Cringe czarno na białym widzi cały mój majątek: standardowy, no, może aspirujący. Mieszkanie, trochę gotówki, inwestycje w akcje przedsiębiorstw oraz jedną, jedyną ekstrawagancję, ukochaną Marlenkę, na którą poszło dziewięćdziesiąt procent trzymanych w skarpecie oszczędności. – Dalej: zaświadczenia o pomyślnych kontrolach finansowych, jak pan widzi, z pieczęcią Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów – przedstawiam panu Cringe’owie papiery od Rafaela, urzędowe druki opatrzone realnymi podpisami realnego człowieka - niestety jeszcze nie będącego na emeryturze, co byłoby dla mnie dużo wygodniejsze. Uśmiecham się uprzejmie, jakby to miało jakiekolwiek znaczenie (nie ma), a złoty ząb wychyla się z paszczęki. – No i na koniec księgi rachunkowe, zestawienia przepływów z rachunków inwestycyjnych i cała reszta – stukam palcem w najgrubszą z teczek, a właściwie ich zbiór, zawierających każdy mój finansowy ruch od zarania dziejów, czyli od wymaganych paru lat wstecz. – Jak pan zapewne od razu zauważy, przychody są przesuwane między portfelami inwestycyjnymi, zaznaczę to od razu, obracam również mugolską gotówką. To będzie już od dobrych dziesięciu lat, odkąd zmarła moja żona, świeć Panie nad jej duszą – osobista wstawka w monologu biznesmena, ot, szczypta prawdy w imperium z kartonu. – Mam nadzieję, że w dokumentach wszystko się będzie zgadzać. Przyznam szczerze, że nie mam niestety kompetencji do interpretacji każdej nowelizacji przepisów – waham się, huśtam na łasce eksperta, który przecież wie lepiej ode  mnie. Bogu, co boskie, cesarzowi co cesarskie i panu Cringe’owi, co sprawiedliwie państwu się należy. – Jeśli ma pan do mnie jakieś pytania, służę – dodaję, odnotowując, że niestety mi nie zaproponowano mi kawy, herbaty, ani nawet wody. Niegrzecznie. Gdzie ta stażystka?

| chcę zwrócić uwagę na fragment o, cytuję: “posiadaniu majątku, o który najprędzej podejrzewać by należało błękitnokrwistych dziedziców wielkich spuścizn” w poście MG. Na koncie Daniela fabularnie znajduje się  w tej chwili równowartość (zaokrąglając) 2,5-miesięcznych zarobków przedstawiciela klasy średniej. Również jego zyski z giełdy (z ostatnich trzech rzutów, po których też nastąpiła interwencja) sięgały dwa razy po 10 proc. zainwestowanej kwoty. Pisanie o nim jako o krezusie wydaje mi się nieco na wyrost. On w swojej narracji może się za takiego faktycznie uważać (ego top), ale stan faktyczny jednak tego nie oddaje.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 14-02-2026, 22:05 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.