• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Irlandia > Puszcza Killarney (Kerry)
Puszcza Killarney (Kerry)
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
14-08-2025, 21:04

Puszcza Killarney
W cieniu gór i jezior rozciąga się Puszcza Killarney – stary las, w którym każdy krok stawia się po miękkim dywanie z mchu. Dęby i jesiony wyrastają tu potężne i rozłożyste, a ich konary splatają się wysoko, zasłaniając niebo. Światło wpada do środka zielonymi smugami, a powietrze pachnie wilgocią i ziemią. Strumienie wiją się między głazami, tworząc małe wodospady, których szum miesza się z odległym pohukiwaniem sów. Mówi się, że niektóre z drzew pamiętają czasy, gdy Irlandia była niemal w całości porośnięta puszczą. Wędrowiec, który zapuszcza się w głąb Killarney, szybko zapomina o drodze powrotnej – bo ten las ma w sobie magię zatrzymywania czasu.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (2): « Wstecz 1 2
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
Daniel Dodge
Czarodzieje
I'm asking you to come there and make me look good. Alright?
Wiek
44
Zawód
Inwestor, Złodziej, Diler, Szmugler
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
11
5
Brak karty postaci
02-02-2026, 14:19
Słowa padają, ale w tym samym momencie, kiedy wydostają się z ust, tracą swoją ważność. Za parę miesięcy drzewa zmienią kolor, chwilę później zrzucą liście, stuletnie pnie będą gołe i wesołe, kompletnie niepomne na liche nieporozumienia, tarcia między młodym i star…szym, wychowanymi tak skrajnie różnie, że to cud, że mówiąc tym samym językiem rozumiemy się nawzajem. Ja, pospolity chwast, który wyrośnie gdzie bądź, nawet wciśnięty pomiędzy pęknięte chodnikowe płyty, spijający deszczówkę, zgniatany niejednym ciężkim buciorem i pozbawiony światła przez pnące się w górę nowe osiedla. On, dekoracyjne drzewko bonsai, trzymane w szklarni z regulacją wilgotności powietrza, automatycznym systemem nawadniania i cierpliwymi dłońmi, szkolonymi do dekoracyjnego przycinania gałązek.
Cisza powinna służyć nam lepiej. Zmuszać nas jak krnąbrne dzieci do jedzenia warzyw, byśmy spolegliwie doglądali jeden drugiego i zamiast sadzić się w osądach czy kąpać w kwaśnych myślach, przecierali szlak ramię w ramię jak przystało na towarzyszy. Żaden z nas nie zgubił się przecież w tym lesie, tu nic nie jest przypadkiem: no chyba że akurat wdepniemy w gówno, lecz nawet i to rozsądnie podciągniemy pod badanie tropów. Być może obaj mamy już podobne doświadczenie ze śmiercią, albo i kto wie i Flint-gołowąs czuł więcej: bo to nie rzecz wiedzy, lecz emocji. Widywałem ciała porzucone jak smutne lalki, z których ktoś już dawno temu wyrósł, widywałem ludzi podziurawionych jak sitko na makaron, lecz trud tych śmierci -  lekceważyłem go. Bardziej przywiązałem się do stada jeleni, za którymi gonimy; tępiąc ludzkie zmysły, by stać się podobnym im, dostojnym roślinożercom. Czuję, jakbyśmy już się zżyli - choć dopiero z oddali majaczy obraz stada, sielankowy i dobry do uwiecznienia na płótnie, jakże ironicznie później, zdobiącym myśliwską chatkę. Nie wzruszam się, naciskając spust strzelby; płynnie przeładowuję i oddaję następny i jeszcze raz. Taka kolej rzeczy - dla wyższej formy życia ja jestem pierwszy w kolejce do odstrzału i chyba przyjmuję to pokornie, walcząc z siłą odrzutu, szarpiącą me ramię. Dawno nie strzelałem z długiej broni; kaliber robi różnicę, a kiedy jelenie zerwały się do ucieczki, nas dwóch to za mało, by powalić je licznie. Zwierzyna jednak pada, zostawiają swoich - nie mają wyboru, gdy pierzchają między drzewami po drugiej stronie polanki, przeciętej wstęgą strumienia. W nozdrzach kręci mnie od zapachu prochu, chrząkam, robiąc susa ku naszym zdobyczom - tu już przyda się nóż i precyzja.
– No, no, no – kiwam głową, zerkając na Leopolda, na którego czole skroplił się pot: albo od naciągania tego dziadostwa, albo ze stresu, że wróci do domu z niczym. – Gratulacje. Trofeum jest twoje – bełt czysto przeszył szyję zwierzęcia i położył go na miejscu. Jeden strzał - talent czy przypadek? Sam butem trącam cielaka i leżącą przy nim łanię, lecz ocenić precyzyjnie ich wieku nie potrafię. – Teraz przydałoby się, żebyś zadzwonił po służbę – kpię, zabierając się do pracy. Wyczarowuję liny, z których następnie robię pętlę i wiążę nimi nogi zastrzelonej samicy. Zaczepiam nimi o drzewo i podciągam truchło w górę. Sandy powiem, że napadłem na rzeźnika.

zt Leopold i Dan
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): « Wstecz 1 2


Skocz do:

Aktualny czas: 14-02-2026, 18:22 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.