• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Domostwa > Londyn, Pokątna 13/3 > Salon z kuchnią
Salon z kuchnią
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
07-08-2025, 16:31

Salon z kuchnią
Wchodząc do mieszkania natrafia się na ciasny korytarzy, na końcu, którego są drzwi prowadzące do sypialni, zaś parę kroków wcześniej, skręcając w lewo wchodzi się do salonu. Jedna ze ścian największego pomieszczenia została przeznaczona na przestrzeń kuchenną. Pod oknem stoi stolik kawowy, obok niego przy ścianie dwuosobowa kanapa o kwiecistym wzorze. Okno przyozdabiają firanki, a na ścianach wisi mnóstwo obrazków i zdjęć. Parkiet chroni ciemnozielony dywan sporej wielkości, który swoje lepsze dni ma już dawno za sobą. Nieopodal kanapy stoi komoda wypełniona różnymi szpargałami, zaś obok niej półka z różnymi książkami, w tym tymi mugolskimi przeznaczonymi dla dzieci.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (2): « Wstecz 1 2
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
Fintan Farley
Czarodzieje
do you have enough love in your heart to go and get your hands dirty?
Wiek
25
Zawód
przedsiębiorca (diler i złodziej)
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
żebracza
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
8
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
10
15
Brak karty postaci
03-02-2026, 00:28
Był to okropnie domowy i prawie że sielski obrazek. Kameralne życie i równie kameralne problemy dotyczące pękniętego kurzego jajka i tego, kto zrobi jajecznicę, a kto przygotuje herbatę. Może gdyby świat wyglądał trochę inaczej to Fintan miałby kiedyś szansę się do tego przyzwyczaić.
Zdawał sobie jednak sprawę z tego, że ten obrazek przesiąknięty był ulotnością chwili. Niczym sen, który rozmywa się zaraz po przebudzeniu. Jak dym, który próbuje się złapać gołymi rękoma. Tam za oknem, za murami kamienicy czekał prawdziwy świat, do którego prędzej czy później musiał wrócić.
Dla wszystkich będzie najlepiej, jak czym prędzej skończą tę zabawę w dom.
Najpierw trzeba było jednak zjeść śniadanie, bo przecież była w sklepie i kupiła jedzenia dla dwóch osób i byłoby to szczytem bucołowatości gdyby teraz tak po prostu zawinął manatki i zostawił ją z tym wszystkim samą. Prawie wzdrygnąć się na myśl o tym, że miałby ją znów porzucić.
Nie wróżyło to najlepiej jego chęci zerwania tego plasterka jednym, pewnym ruchem.
— Bombardy? Obawiam się, że jeszcze niechcący trafiłbym w ścianę i musielibyśmy się tłumaczyć sąsiadom — spróbował pociągnąć żart, ale nie miał pewności czy przypadkiem nie pogorszył tym sytuacji. Sam na tę myśl miał dość mieszane uczucia, a co dopiero Willow, która jakoś musiała znać tych ludzi choćby i tylko z widzenia. Im dłużej by tu został, tym bardziej by ją tylko pogrążał, dlatego nie mógł zostać.
Tylko, cholera, czy bardziej zrani ją opinia sąsiadów czy jego ponowne odejście? Chyba znał odpowiedź na to pytanie, ale starał się ją z całej siły ignorować i skupić się na przygotowywaniu śniadania.
Które szło im swoją drogą zaskakująco dobrze. Jakoś nie wpadali sobie pod nogi, nie przeszkadzali, na czuja manewrując w kuchni z drugą osobą.
— Mówisz? — powiedziawszy to wziął znów nóż do ręki i spróbował krawędź ostrza o własny kciuk. — O, faktycznie, tępe — przyznał, po czym otworzył szafkę, w której już wiedział, że znajdzie kubki. — Pokażę ci sztuczkę — obwieścił, po czym pokazowo zaczął ostrzyć nóż o dolną krawędź pstrokatego kubka. — Da radę bez ostrzałki — na potwierdzenie swoich słów przycisnął stal do drewnianej deski, w której został płytki, choć wyraźny ślad.
I wtedy właśnie prawie przypalił cebulę, rzucając Willow rozbawione spojrzenie: jesteś taka pewna, że nie będzie tu zaraz pożaru?
Nie droczył się z nią jednak, sumiennie przygotowując dalej jedzenie. Uśmiechnał się nieznacznie obserwując całkowicie magiczne podejście czarownicy do tematu gotowania, nie komentując jednak i zachowując to spostrzeżenie dla siebie.
— A, pokroiłem stary chleb żeby wysechł i nie spleśniał. Będzie dla kur — odpowiedział jej znad patelni, drewnianą łyżką mieszając jajka żeby nie przywarły i nie wysuszyły się na wiór.
Pamiętał, że Weasleyowie mieli małe, przydomowe stadko drobiu. Dlaczego więc podstarzałe pieczywo miało się zmarnować, skoro można było rzucić je kurom na pożarcie?
Całe to krzątanie się przy jedzeniu trwało zarazem za krótko i zbyt długo. Zasiadając przy stole zerknął niepewnie na dawną przyjaciółkę. A ona jak gdyby nigdy nic miała przed sobą herbatę, dokładnie taką, jaką pamiętał z czasów szkolnych. Serce śmiesznie mu się ścisnęło i sam zrobił to, co dawniej miał w zwyczaju: sięgnął po łyżkę i nabrał trochę, ale zamiast posłodzić sobie herbatę po prostu wpakował sobie trochę miodnego złota to paszczy.
— Smacznego — zawtórował, poprawiając się na krześle i przez moment nie wiedząc, co ze sobą zrobić. Chciał i nie chciał jednocześnie mieć już tej kolejnej trudnej rozmowy za sobą, ale jeszcze chwilę, jeszcze trochę chciał ją poodwlekać. I tak minuta za minutą, które ubiegały im przy akompaniamencie dochodzących z ulicy okrzyków dzieciaków , które jako tako wypełniały niezręczną ciszę między siedzącą naprzeciwko siebie dwójką.
Już prawie zebrał się na odwagę by poruszyć ten niewygodny, siedzący z nimi w pokoju niczym różowy słoń temat, gdy Willow odezwała się pierwsza. Fintan zamarł na króciutki moment, nim nie wrócił do smarowania masłem chleba. Jego ruchy były jednak trochę bardziej spięte niż przed chwilą.
Nie tego się spodziewałem. Chociaż, na pewno? Przecież ją znam. Chyba. Chyba wciąż ją znam.
— Było w porządku — odparł niby lekkim tonem, ale tak naprawdę w głowie mu się kotłowało. Doskonale wiedział, co właśnie zrobiła. Nie wiedział za to, co z tym fantem zrobić. Nie chciał jej się narzucać, nie chciał żeby czuła się za niego odpowiedzialna, bo jest życiowym nieudacznikiem i nie potrafi normalnie funkcjonować w społeczeństwie. Ale z drugiej strony... sama oferowała, a on nie chciał znów jej odtrącać. Chciał zadbać o tę cieniutką, powykręcaną i nadwyrężoną nitkę relacji, która jeszcze między nimi trwała. Popatrzył na nią przez krótki, przelotny moment nim nie wbił znów spojrzenia w swój talerz by zacząć pieczołowicie wciskać widelcem jajecznicę w cieniutko posmarowaną masłem kromkę chleba.
Nie pamiętał już, kto podpatrzył od kogo ten sposób jedzenia jajecznicy.
— Ale... jeżeli znajdziesz jeszcze jeden wolny to nie pogardzę — dodał nieco niepewnie, nadal nie ryzykując podniesieniem oczu powyżej poziomu stołu. — Mogę też rzucić okiem na okna, może zawiasy opadły albo poluzował się mechanizm w klamce i się lekko niedomykają — zasugerował, naśladując jej ruchy i z wielkim namaszczeniem, zdecydowanie większym niż wymagała tego sytuacja, dokładając na górę jajecznicy plaster pomidora. Poświęcał swojej kanapce maksimum możliwej uwagi, byleby tylko nie patrzeć na Willow i nie czuć się zdanym na jej łaskę. — Generalnie jak coś ci się psuje, w sensie w mieszkaniu, to mi powiedz. Obiecuję, że majsterkuję lepiej niż kroję cebulę — wysilił się na żart, podciągając do góry prawy kącik ust.
Zaryzykował wtedy spojrzeniem na Willow, licząc, że na jej twarzy znajdzie odpowiedzi, których nie chciały wyjawić mu słowa.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#12
Willow Weasley
Zwolennicy Dumbledore’a
Nothing you can take from me was ever worth keeping.
Wiek
25
Zawód
Służba w Policji Magicznej
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
22
0
OPCM
Transmutacja
21
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
10
Brak karty postaci
03-02-2026, 22:19
– Wystawiłabym nam mandat i po sprawie – stwierdziła, jak gdyby nigdy nic. Jak gdyby to było całkowicie normalne zdanie, które każdy może powiedzieć. Pominęła cały kontekst wścibskich sąsiadów i gadania, że nieznajomy mężczyzna robi dziury w ścianach. Najważniejszym było wystawienie mandatu, co kończyło całą sprawę, bo Reparo naprawiłoby szkody, a w kwestii galeonów, to poprosiłaby o odpisanie ich przy wypłacie. Po prostu. Jeszcze po stwierdzeniu zaśmiała się pod nosem, jednak wystarczyło kilkanaście dodatkowych sekund, żeby dotarł do niej dalszy kontekst i poczuła napięcie w barkach. – Znaczy, masz rację, tak. Lepiej nie próbować tego w domu – jeszcze dziwny rodzaj nerwowego śmiechu uciekł z jej ust, gdy skupiła się na czymś innym, byleby już pominąć jednak ten temat.
Sztuczki z kubkiem się nie spodziewała, noże ostrzyła… nie ostrzyła, nawet nie miała w mieszkaniu żadnej ostrzałki. Przyglądała się uważnie, jak Farley wziął kubek, po czym zaczął przejeżdżać ostrzem po krawędzi naczynia. Jej mina wyrażała więcej, niż słowa, bo te nie nastąpiły w ogóle. Zafascynowana podeszła do drewnianej deski i przejechała palcem po wgłębieniu, by po chwili wziąć nóż od czarodzieja, gdy ten skoczył ratować cebulę.
– Fascynujące… skąd to podpatrzyłeś? – dopytała, chowając ostrze do szuflady, w której było więcej tępych narzędzi. Może potem sama spróbuje tej sztuczki na innych nożach, żeby potrenować i nauczyć się takiego ostrzenia.
Zagadka chlebowa znalazła swoje rozwiązanie w jego odpowiedzi i znów czarownica była przyjemnie zaskoczona. Uśmiechnęła się lekko, pamiętał, że jej rodzina ma kury. Och, Fintan…
– Zmyślnie. Tylko nie wiem, kiedy będę w Devon, ale jak nie dla kur, to zawsze można pójść nad Tamizę. Kaczki i gołębie raczej nie pogardzą takim kąskiem – zaproponowała. Czy mieli pójść tam razem, a może każde z nich osobno? Było to niedopowiedzeniem, wszystko zależało od tego, jak Farley zdecyduje się zinterpretować jej słowa. A gdyby miała być bardziej precyzyjna? Bała się odpowiedzi na to pytanie.
Na to, jak i na więcej pytań – pytań, na które trzeba było odpowiedzieć, które trzeba było zadać. I chyba on też się bał? Ukradkiem zerkała na jego ruchy, mimowolnie analizowała, chcąc rozgryźć tę zagadkę, żeby, jakkolwiek przygotować się na to, co może się wydarzyć. Tylko… miała nie tworzyć scenariuszy, nie robić tego, co zawsze. Nie wybiegać przed szereg i w przyszłość, bo zapomni, jaka jest teraźniejszość.
– O, to dobrze – kiwnęła głową, ciesząc się, że zimno nie doskwierało Fintanowi przez noc. Gdy parę razy brat nocował u niej, to zdążyła się nasłuchać o przeciągach, a tak w ogóle to powinna sobie zamontować nowe drzwi, bo to pewnie przez ten nieszczelny próg. Już chciała zacząć o tym właściwie mówić, zagadywać ciszę, gdy usłyszała odpowiedź na swoją propozycję. Wciągnęła lekko powietrze i przez dłuższą chwilę zapomniała je wypuścić, gdy wsłuchiwała się w słowa Farleya. Przyglądała się swojej kanapce, żółtemu jajku z kawałkami solidnie wypieczonej cebulki i plastrowi pomidora, który utrzymywał się na szczycie. Zaiste, fascynujący obrazek. Przygryzła lekko dolną wargę i pokiwała głową, wreszcie powoli wypuszczając powietrze. Gdzieś nawet w zakrzywieniu policzka można było dostrzec zbłąkany uśmieszek. Chciał naprawiać mieszkanie, pomóc jej – chciał się odwdzięczyć.
Zaryzykowała i podniosła spojrzenie na Fintana, zderzając się z ciepłem jego brązowych oczu szukających najwyraźniej odpowiedzi. Nie uciekła tym razem, pokiwała głową, puszczając przygryzioną wargę i uśmiechając się nieśmiało.
– To mieszkanie... to parę tygodni roboty – zasugerowała, utrzymując spojrzenie. – Znaczy się do majsterkowania. Może nawet parę miesięcy – rzuciła, może jedynie odrobinę, sugerując drugie dno tego stwierdzenia. Musiałby zostać tę parę miesięcy, żeby ponaprawiać szafki, okna, uszczelki, drzwiczki, deseczki, zasuwki oraz wszystkie inne drobiazgi. I nie mógł się przepracowywać, więc musiał robić to powoli. Odchrząknęła wreszcie i znów upiła łyk herbaty, tym razem błądząc gdzieś spojrzeniem za oknem, gdzie gołębie zerwały się raptownie z ulicy i przeleciały między kamienicami.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#13
Fintan Farley
Czarodzieje
do you have enough love in your heart to go and get your hands dirty?
Wiek
25
Zawód
przedsiębiorca (diler i złodziej)
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
żebracza
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
8
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
10
15
Brak karty postaci
03-02-2026, 23:49
Prychnął cicho, nieco rozbawiony na myśl o Willow wystawiającej mandat samej sobie. W tym prychnięciu było też jednak trochę czegoś innego, czegoś, co mogłoby zakrawać o trochę bardziej negatywne odczucia. Nie przepadał za policją, zwłaszcza za częścią ze zmuszaniem przez nich obywateli do płacenia pieniędzy za drobne wykroczenia. Ale taki był świat i musiał z tym żyć, a w najbliższym czasie powinien chyba choć trochę spróbować zrewidować chociaż część swoich uprzedzeń względem służb mundurowych. Mruknął więc tylko na potwierdzenie jej słów, że owszem, niektórych rzeczy lepiej nie próbować w domu i Bombarda zdecydowanie się do nich zaliczała.
Ale nawet nie miał jak się na nią boczyć, że robi to co robi i wspomina o tym tak po prostu. A na pewno nie kiedy z takim zafascynowaniem podchodziła do rzeczy, nad którymi on się nawet nie zastanawiał. Ot, prosta sztuczka z ostrzeniem noży, a ona zdawała się być tak tym oczarowana, jakby na jej oczach stworzył co najmniej kamień filozoficzny. Rozczulało go to w ten najbardziej nostalgiczny, najtrudniejszy do pohamowania sposób.
— A chyba już w sierocińcu to podpatrzyłem? — trochę odpowiedział, a trochę zapytał, wzruszając ramionami. — Mam wrażenie że na kuchni tak robili — rozwinął odpowiedź. W przytułkach często brakowało zaopatrzenia więc nie dziwota, że nawet ostrzałka do noży to była rzadkość i towar luksusowy.
Chciał wtedy zaproponować, że po śniadaniu może jej pomóc z resztą, ale powstrzymał się: w końcu nie wiedział, czy było dla niego w tym miejscu jakieś "po śniadaniu". Jeżeli chcieli, by rzeczy były prostsze, to nie powinno być. Ale czy na pewno byłoby w tym postępowaniu dość sensu, by uzasadnić ich kolejną rozłąkę? Bo to co właśnie robił było dla niego absurdalnie naturalne, do takiego stopnia, że aż mu było z tego powodu dziwnie.
Jednak uśmiechnął się do niej, bo nawet jeżeli było im niezręcznie, to wciąż w jakiś sposób przebywanie ze sobą było po prostu miłe. Nawet czerstwy chleb w kontekście, który mu nadawała potrafił być na swój sposób miły.
— Szczerze, to znam lepszą miejscówkę niż deptaki przy Tamizie. Może się nią z tobą podzielę, ale muszę się nad tym zastanowić — odpowiedział jak gdyby nigdy nic, a rozbawiony i nieco złośliwy chochlik mignął w jego oczach. Szwendanie się po Londynie było w końcu jego specjalnością i był gotów założyć się o pieniądze, których nie miał, że był w stanie znaleźć lepsze miejsce na wykorzystanie suchego pieczywa.
Dla świeżego najwyraźniej też, bo gdy w końcu zasiedli przy stole i nareszcie rozpoczęli tę przerażającą go rozmowę, to analizował trzymaną przez siebie kromkę przynajmniej tak, jakby miał zaraz napisać na jej temat pracę doktorancką, i to taką godną Nobla. Czuł siętrochę odklejony od rzeczywistości i wręcz nie dowierzał, że naprawdę właśnie tak po prostu oboje się zgodzili na to, że z nią zostanie, bez mówienia o tym wprost.
— Willow, ja... — głos uwiązł mu gdzieś w gardle, odmawiając posłuszeństwa gdy wspomniała o tygodniach, a nawet miesiącach. Odchrząknął i uciekł od tych błękitnych tęczówek, które robiły z nim takie rzeczy, których nie potrafił wyjaśnić słowami. Bardzo intensywnie myśląc nad tym, co właśnie zasugerowała, zaczął skubać skórkę kanapki, która grosiła tym, że zaraz wszystko co tak pieczołowicie na niej układał zjedzie na stół.
Ostatecznie lawina jednak nie nastąpiła, kanapka wróciła na swoje miejsce na talerzu, a Fintan spojrzał znów na Willow.
— No zobacz jak to się pięknie składa, akurat mam terminy na najbliższe tygodnie, a może i miesiące — zaśmiał się, a jego oczy błyszczały dziwnie i starał ukryć się to pod udawaną lekkością i żartobliwością. Łatwo było jednak przejrzeć, że nawet pomimo swojego zmieszania był tak po prostu, po ludzku wdzięczny.
I kiedy Willow tak patrzyła na świat za oknem, on przez krótki i ulotny moment patrzył na nią w taki sposób, jakby cały świat był nie tam na zewnątrz, a tuż przed nim.

| zt x2 <3
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): « Wstecz 1 2


Skocz do:

Aktualny czas: 14-02-2026, 18:28 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.