• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Walia > Cardiff > Tawerna "Pod Mewą i Księżycem" > Sala główna
Sala główna
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
22-06-2025, 22:09

Sala główna
Otwarte pomieszczenie z krzywym parkietem. Stare lampy na łańcuchach bujają się od przeciągów. W kącie ulokowany jest kominek, zawsze bije z niego przytłaczająca ilość ciepła. Ściany są ciemne, o bliżej niedookreślonym kolorze, chociaż kiedyś podobno były bordowe. Krzesła wyglądają na pozbierane z różnych miejsc, czasami trudno im utrzymać pijackie tyłki spragnionych rozrywek piratów. Na suficie widnieje stara plama od wilgoci w kształcie psa albo Walii, zależy kto patrzy. Sala prawie nigdy nie jest pusta, prawie nigdy nie milczy. Pobrzmiewają tu leniwe rozmowy, czasem szafa grająca, czasem krótki i nerwowy śmiech, albo donośny krzyk stałych awanturników.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (2): « Wstecz 1 2
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
Philippa Moss
Akolici
Musimy mieć wytrwałość i ponad wszystko wiarę w siebie. Musimy być pewne, że mamy do czegoś talent.
Wiek
25
Zawód
barmanka, matka niuchaczy
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
25
0
OPCM
Transmutacja
16
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
11
11
Brak karty postaci
09-11-2025, 19:24
Przyjaciele istnieli po to, by czasem zrobić słodką miksturę, podstawić pod nos i czekać, aż czar napoju zmyje smutki. Tyle że robili to na tuzin różnych sposóbów. Philippa faktycznie gotowa była zajrzeć Riven do buzi i potwierdzić, że stan uzębienia się zgadzał, bo upiorne myśli można było powybijać niepodważalnymi faktami. Przynajmniej część z nich. Czasami proste metody pomagały na dramaty urastające do rang wybrednych, absurdalnych koszmarów. Chciała, aby Thorne poczuła się lepiej, aby wygoniła ze swojej duszy ten parszywy stan, który jakimś cudem zdołał się tam ulokować na zbyt długą chwilę. Wiec kiedy sprawa tego wymagała, sięgała po zwykłą miotłę i zabierała się za robotę. Cokolwiek to było, czegokolwiek teraz młoda potrzebowała, mogła to zrobić, mogła się tym zająć: choćby i miało to oznaczać przycięcie skrzydeł i chwilowe pogorszenie nastroju. Bo widma, które nawiedzały Riven, wydawały się Philippie wyjątkowo podstępne. Nie mogła uciec od przeczucia, że wcale tak szybko sobie stąd nie pójdą. Dlatego obiecała rytuał owocowego napoju i dlatego właśnie robiła tak absurdalne rzeczy, jak wyliczanie zębów. Widziała już, jak ludzie o podobnie grząskich rozważaniach, ostatecznie lądowali na dnie Taftu – a do tego nie można było dopuścić. Nie Riven, jej nie życzyła tak nędznej śmierci. Moss nie należała do osób, które tylko gadały i czekały, aż coś zacznie dziać się samo: brała się prędko do działania i spodziewała się też efektów. Jednak zatrute myśli potrzebowały często czegoś więcej niż jednego obiecującego antidotum. Mogła być więc po prostu siostrą, przyjaciółką i powierniczką tak długo, jak tylko dziewczyna będzie tego potrzebowała.
– A ty się dziwisz, jakbyś mnie nie znała. Skoro coś się nie zgadza, to trzeba to sprawdzić. Szkoda czasu na obawy –
odpowiedziała jakże żywo.
Niemal namacalnie na swoich barkach odczuwała udręki towarzyszki. Znała ją zbyt dobrze, by nie zauważyć drastycznej różnicy w nastroju, zbyt dobrze, by po prostu machnąć na to ścierą i iść dalej do swojego świata. Czasem jako przyjaciel musiałeś się zatrzymać na dłużej i zostać, upewnić się, sprawdzić. To była właśnie jedna z tych chwil. Zaalarmowana intuicja, nietypowe wyznanie i pogłębiający się marazm, których nie dało się tak po prostu zignorować.
– Idź, idź, zrobię ci, co zechcesz, skarbie – obiecała, odprowadzając ją okiem aż do kuchennych drzwi. Tak bardzo chciała uwierzyć, że jej to pomoże, ale pamiętała, jak ją zadręczały całymi miesiącami myśli równie niepokojące. Niektóre sprawy potrzebowały znacznie więcej czasu. Nie zamierzała jej poganiać. Zamierzała się o nią zatroszczyć i w najbliższym czasie obserwować dokładnie.


zt x2
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#12
Fintan Farley
Czarodzieje
do you have enough love in your heart to go and get your hands dirty?
Wiek
25
Zawód
przedsiębiorca (diler i złodziej)
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
żebracza
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
8
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
10
15
Brak karty postaci
18-01-2026, 22:57
26 kwietnia 1962
Przez ostatnie parę lat podróże do Cardiff były stałym elementem jego życia. Znał tę rutynę i przynosiła mu ona złudne poczucie stabilności. Schemat był zawsze ten sam: dostać się do Bristolu, w kociej postaci zakraść się na prom, skitrać się gdzieś w bebechach łajby i przeczekać te dwie godziny drzemiąc sobie w jakimś spokojnym zakątku. Zdecydowanie bardziej wolał tę metodę niż jakąkolwiek inną alternatywę.
W Cardiff trasę z nabrzeża do "Mewy i Księżyca" znał już wręcz na pamięć, choć z oczywistych względów nie próbował jeszcze tej sztuczki. Piękne dzięki, wolał nie być zdeptany lub skopany, jak to ze zwierzakami ulicznymi często bywało. Potem tylko wystarczyło zajrzeć w pewien ustronny zaułek, a następnie zawitać w znajome, przyjazne progi. Tak to już było, ze mu się to miasto bardzo dobrze kojarzyło: nie ważne ile razy skończył to w obitą mordą, czy w jakichś innych tarapatach. Zawsze spadał tu na cztery łapy. No i biznes dobrze się kręcił.
Pierwszy raz od prawie dwóch miesięcy Fintan miał w końcu pohandlować bez tego głupiego procentu, który musiał doliczać od czasu wpadki u Erniego. Oj nie, tym razem handlował znów po starej stawce, co znaczyło, że mógł zachować dla siebie więcej niż przez ostatnie tygodnie.
Był dziś w wyśmienitym humorze, którego jedyną skazę stanowiła zagadkowa dość mina Willow, gdy oznajmiał jej, że musi na parę dni wyjechać i pozałatwiać sprawy w Cardiff, połapać się dorywczej roboty, bo tam zawsze coś się dla niego po znajomości znalazło. Wyglądała trochę tak, jakby była czymś zawiedziona. Oczywiście nie tym, że miał pracować, bo z tego zawsze wdawała się cieszyć. Nie, tym razem chodziło o coś innego. Cóż, zapyta ją jak wróci, bo przed wyjściem za bardzo się spieszył, by drążyć temat: w końcu miał transport do złapania.
Teraz jednak wszedł do tawerny w dość lekkim nastroju, i od razu skierował swoje kroki ku barowi, gdzie energicznie wskoczył na swój zwyczajowy stołek — podpisał go kiedyś nawet od spodu — zamiatając za sobą płaszczem.
— Hejka, Riven. Jak tam, dobrze czy nie dobrze? I co smacznego dziś macie w garze? — zagaił krzątającą się za ladą znajomą barmankę, wychylając się trochę by zza jej ramienia zapuścić żurawia w przejście prowadzące do kuchni. Ta, jakby miał w ten sposób zawyrokować, co też dziś serwują.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#13
Riven Thorne
Akolici
Feel the rain on your skin. No one else can feel it for you. Only you can let it in. No one else.
Wiek
23
Zawód
Barmanka, kochanka kapitana Fernsby
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
10
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
11
Brak karty postaci
20-01-2026, 17:14
Dzień jak co dzień, nic szczególnego się nie działo, apogeum gości miał się dopiero pojawić więc spokojnie stałam sobie za barem i przygotowywałam szkło na dzisiejszy wieczór. Miałam sporo czasu, nigdzie mi się nie spieszyło i wręcz czekałam w końcu na jakieś sensowne zajęcie wiedząc, że i tak do domu mi się nie spieszyło. Nikt na mnie nie czekał, pokój świecił pustką, a ja zauważyłam, że bardzo szybko przyzwyczaiłam się do towarzystwa. Nawet jeśli było ono tylko wieczorem lub nad ranem. Musiałam się przyzwyczaić do takiego trybu życia, więc nie narzekając skupiłam się po prostu na tym co umiałam najlepiej - obsłudze gości. Podawałam piwo i jedzenie, czasem zajęłam kogoś rozmową, innym razem zabawiałam marynarzy tańcem czy śpiewem, albo tak jak teraz, polerowałam kufle. Mogłam machnąć ręką i ścierka sama by to za mnie zrobiła, ale jednak zdecydowanie dokładniej było kiedy sama je przetarłam. Przecież mi się nie spieszyło.
W drzwiach tawerny pojawiła się znajoma twarz, którą powitałam uśmiechem. Fintan usiadł na swoim ulubionym stoliku przy barze, tego którego zawsze zajmował i przesunęłam się bardziej w jego stronę, aby lepiej go słyszeć i samej nie musząc mówić zbyt głośno.
- Cześć, Fintan - powitałam go, odkładając kufel i biorąc kolejny. - Tutaj dobrze, a tam? - Podążyłam wzrokiem za jego spojrzeniem. - Głodny?
Musiałam się przez chwilę mocno zastanowić co też dzisiaj serwowaliśmy. Ułożyłam usta w dzióbek, jak to miałam w zwyczaju, by po chwili zerknąć ponownie znajomego i uśmiechnąć się szeroko.
- Dzisiaj jest zupa gulaszowa na wołowinie z warzywami i duszona wołowina z ziemniakami i cebulą. Takie wiesz, jednogarnkowe - pokiwałam głową, jakby to miało potwierdzić moje słowa. - Co byś zjadł?
Tawerna, jak sama nazwa wskazywała, to nie były tylko alkohole. Można też było tutaj całkiem nieźle zjeść i ciotka Boyle o to dbała. Dlatego mogłam też chłopakowi coś smacznego zapodać. Moje pytanie o to czy był głodny było raczej retoryczne, po samym jego zachowaniu mogłam stwierdzić, że zdecydowanie był głodny. I to bardzo.
- Swoją drogą, co cię do nas dzisiaj sprowadza? Interesy jakieś ciekawe? - Tym razem to ja się nachyliłam w jego stronę, jakbym oczekiwała wyznania jakiś super sekretów. Chociaż tak naprawdę nie spodziewałam się, że cokolwiek się dowiem.
Lubiłam jak Fintan się u nas pojawiał. Zawsze się wtedy coś ciekawego działo, coś nowego, coś innego. Był stałym bywalcem, chociaż nie bywał zbyt często. Nic dziwnego, mieszkał daleko stąd. Miło jednak, że to tawerna była jego głównym kierunkiem kiedy pojawiał się w okolicy. Chłopaka znałam jeszcze z Hogwartu, jednak wtedy nie powiedziałabym, żebyśmy znali się zbyt dobrze. Był starszy i trochę bardziej cichy niż inni, ale zdecydowanie skory do obicia mordy jakiemuś Ślizgonowi. Byliśmy znajomymi, ale to tutaj nasza znajomość się rozwinęła.
- A coś do picia chcesz? - Zapytałam jeszcze, nim wzięłam od niego zamówienie i zniknęłam w kuchni.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#14
Fintan Farley
Czarodzieje
do you have enough love in your heart to go and get your hands dirty?
Wiek
25
Zawód
przedsiębiorca (diler i złodziej)
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
żebracza
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
8
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
10
15
Brak karty postaci
25-01-2026, 20:09
Uśmiechnął się tym uśmiechem, który podkreślał resztki chłopięcości w jego rysach twarzy, tym, który malował bardziej niewinny obraz niż Farley sobą rzeczywiście przedstawiał. Uśmiech ten był trochę jak polisa ubezpieczeniowa, którą wyciągał w dogodnych momentach licząc na to, że o ile nic nie jest w stanie nim zyskać, to przynajmniej nic też dzięki niemu nie straci.
— A w porządku, o tyle o ile — wzruszył ramionami, lecz nim zagłębił się w dalsze opowieści to zastrzygł uszami na menu przedstawiane przez barmankę. — Ale jakby znalazła się porcja tej duszonej wołowiny z ziemniakami i cebulą to powiem, że jest dobrze — wyszczerzył się. Zawsze jak go tu przywiewało to przychodził o pustym żołądku, bo przestępstwem byłoby być najedzonym gdy serwowano tu takie jednogarnkowe specjały. Czasem płacił barterem, wymieniając swoje umiejętności na pełny żołądek, ale dziś nawet coś mu jeszcze dzwoniło w kieszeniach, więc każde z nich powinno być tym usatysfakcjonowane.
Na pytanie o interesy wzruszył ramionami.
— Wiesz, jak zwykle. Dobrze mi tu, na nudę nie narzekam, także pewnie pokręcę się dzień, może kilka, dopóki mi kieszenie nie opustoszeją — puścił do niej w tym momencie oko, tak idealnie w chwili, w której wspomniał o kieszeniach. Miał w Cardiff wielu klientów, a Riven czasem się do nich zaliczała. Do niczego jej nigdy oczywiście nie namawiał: on tylko oferował wybór, a jakie decyzje podejmowali inni to już starał się, żeby nie było zmartwieniem jego sumienia.
To, jak mu to bycie obojętnym wychodziło to już była inna kwestia.
— Jak jest kompot to chętnie, jak nie jest to wystarczy woda — odparł, patrząc jak Riven znika na chwilę na zapleczu.
Rozejrzał się wtedy po tawernie, lustrując uważnie dzisiejszą klientelę. Na pierwszy rzut oka nikt nie wydawał się być chętny do rozrób, ale z portowymi pijaczkami to różnie bywało. Może i było jeszcze relatywnie wcześnie, ledwo południe, ale Farley wolał mieć się na baczności.
Bo szkoda by było, jakby coś mu popsuło tak dobry dzień.
Kiedy czarownica wróciła z jego zamówieniem, uśmiechnął się szeroko i wyciągnął ze schowanej za pazuchą sakiewki należność za obiad, którą obwieszczała tabliczka za szynkwasem.
— Dzisiaj nie będę cwaniakował — skreślił palcem krzyżyk na sercu, odbierając od niej obiad. Zaciągnął się aromatyczną wonią dania, czując, jak burczy mu w brzuchu. Powstrzymywanie się przed tym, by nie rzucić się na jedzenie od razu wymagało od niego naprawdę sporo. Dlatego z doprawdy gargantuicznym wysiłkiem zmusił się do wzięcia do ręki widelca i porozgniatania trochę ziemniaków, żeby szybciej stygły i wchłonęły trochę sosu, który zebrał się na dnie miski.
— W Londynie jest ostatnio trochę dziwnie, od tego zaprzysiężenia Leacha znaczy się — przyznał, dalej drobiąc ziemniaki i zerkając na Riven. — Wszyscy wydają się jacyś tacy nerwowi, częściej widać mundurowych na ulicy, jakby Grindelwald miał wyskoczyć nagle zza najbliższego budynku — przyznał ściszonym głosem, a przez myśl przemknęło mu też, że tak właściwie to z własnej woli widywał taką jedną policjantkę prawie że codziennie. — Trochę irytujące, trzeba strasznie kombinować. A jak u was? — zagaił, próbując zjeść trochę mięsa bez poparzenia sobie przy okazji języka.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#15
Riven Thorne
Akolici
Feel the rain on your skin. No one else can feel it for you. Only you can let it in. No one else.
Wiek
23
Zawód
Barmanka, kochanka kapitana Fernsby
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
10
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
11
Brak karty postaci
04-02-2026, 17:59
Odwzajemniłam jego uśmiech, chociaż wiedziałam, że nie jest on bezinteresowny. Wyglądał jak niewinny chłopiec, chociaż w rzeczywistości Fintan wcale taki niewinny nie był. Swoje za uszami miał, jak prawie każdy. Inni mniej, inni więcej, ale chyba każdy kto chociaż raz postawił swoją stopę w tawernie nie mógł szczycić się nieskazitelną opinią. Absolutnie bym w to nigdy nie uwierzyła.
- No to jeżeli jest dobrze z wołowinką, to zobaczę co da się załatwić - puściłam mu oczko.
Nim jednak zniknęłam w kuchni wymieniliśmy parę zdań. Dobrze wiedziałam co go do Cardiff sprowadzało, więc głównie zapytałam z grzeczności jak mu się wiedzie. Kieszenie miał pełne, inaczej by się tu nie zapuszczał. Może czasem zgarnął inną pracę, bardziej tradycyjną, ale Farley należał przede wszystkim do handlarzy. Specyficznych handlarzy, a ja czasem również zaglądałam do jego kieszeni. I broniłam jego dupę gdy ktoś o niego pytał.
- A co tam w twoich kieszeniach dzwoni dzisiaj? - Zagadnęłam. - Zaraz mi opowiesz. Sprawdzę czy jest kompot - kiwnęłam głową znikając w kuchni.
Porcja na talerzu Fintana prezentowała się cudownie. Wyglądała niezwykle smakowicie, pachniało tak, że kilka głów odwróciło się w stronę baru poruszając płatkami nosa wciągając przyjemny zapach potrawki. Nawet mi ślinka pociekła, chociaż wiedziałam, że na moją porcję muszę jeszcze chwilę zapracować. Z pewnością dostanę, nie ominie mnie taka wyżerka. Ale nie teraz. Tuż przed nim postawiłam też szklankę z kompotem owocowym. Ucieszył mnie jego zadowolony wyraz twarzy oraz to z jaką chęcią zabrał się za spożywanie posiłku. Uniosłam wysoko brwi patrząc jak obiecywał braku cwaniakowania, a na blacie położył należność za obiad. Sięgnęłam po monety chowając je w odpowiednie miejsce.
- Byłam tam - odparłam na jego stwierdzenia o Londynie, opierając się ramionami o blat baru. - To było… ciekawe przedstawienie. Ten nowy minister, obecność profesora Dumbledora no i… Grindelwald - głos mi zadrżał, mógł brzmieć jak strach, dla mnie był drżeniem ekscytacji. - Magipolicja i aurorzy nie zrobili nic. Nic. Rozumiesz to? Stali równie zszokowani jak połowa widzów tego teatrzyku.
Gdy zapytał jak tam u nas lekko przechyliłam głowę w zastanowieniu. Nim zdążyłam odpowiedzieć przy barze pojawił się mężczyzna chcący zamówić jeszcze jeden kufel piwa. Zostawiłam więc rozmowę z kolegą na później, nie będę rozmawiać o tak delikatnych sprawach przy obcych. Wszak nie wiedziałam jakie mają poglądy i nastawienie. Dopiero gdy sobie poszedł zwróciłam się ponownie do Fintana.
- Chyba na razie spokój, do Cardiff jeszcze nie dotarło. Chyba nie spodziewają się pojawienia Grindelwalda tutaj. No bo po co miałby pojawiać się w takim miejscu? - Wzruszyłam lekko ramionami.
Prawda była taka, że to stąd było najwięcej Akolitów jakich dotychczas poznałam. Mieliśmy przecież małe spotkanie, dostrzegłam twarze ludzi przewijających się przez to miasto, duża część to byli moi znajomi i przyjaciele. Jeżeli Grindelwald by miał się pojawić, to może właśnie tu? Więc to dobrze, że nikt nie zwracał uwagę na Cardiff. I oby to trwało jak najdłużej.
- Jak myślisz? Wiedzieli, że on się pojawi? W sensie Grindelwald - pochyliłam się nad blatem i ściszyłam głos. - Bo według mnie nie, byli zbyt zszokowani. I myślę, że reputacja Ministerstwa mocno na tym ucierpiała.
Kącik ust uniósł mi się ku górze, a po chwili sięgnęłam po pusty kufel, który zaczęłam przecierać szmatką.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#16
Fintan Farley
Czarodzieje
do you have enough love in your heart to go and get your hands dirty?
Wiek
25
Zawód
przedsiębiorca (diler i złodziej)
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
żebracza
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
8
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
10
15
Brak karty postaci
08-02-2026, 00:03
Musiał przyznać, że wizja dzisiejszego posiłku w tawernie napawała go wręcz ekscytacją. Było coś takiego w daniach serwowanych przez ekipę "Mewy i Księżyca", że szły one nie tylko prosto do żołądka, ale i do serca. Dlatego zwykle tak ochoczo oferował siez rewanżem, bo nawet jeżeli nie zawsze miał jak zapłacić za jedzenie w gotówce, to na szczęście zawsze pozostawał też barter.
— A, wiesz, coś co ładnie lśni jak luna wśród nocnego mroku, ale o tym możemy pogadać jak pójdziemy na dymka — niezbyt głośno odpowiedział nim odwróciła się i ruszyła na zaplecze, machając ręką: tak, jakby mówił od niechcenia o czymś trywialnym, o czym nawet nie warto było słuchać. Wrzucając jednak w zdanie odpowiednie słowa klucze przekazywał Riven zawoalowaną odpowiedź na jej pytanie dotyczące tego, co dało się u niego dziś nabyć.
Jakby mógł, to najchętniej nigdy więcej by lunacyny na oczy nie widział, ale nie miał tak naprawdę wyboru co do tego, jaki towar dostawał od swojego szefa.
Gdy miska i szklanka z kompotem stanęły przed nim to w tamtej chwili Farleyowi nie było wiele więcej potrzeba do szczęścia. Ot, gdy nie miało się praktycznie niczego, to doceniało się nawet te najdrobniejsze rzeczy jak sycący, ciepły posiłek.
Finn nachylił się bliżej Riven, jednocześnie uważnie słuchając co do niego mówi, a zarazem jedząc swój dzisiejszy obiad tak, by się nim nie poparzyć.
— Poczułem się taki malutki będąc w tym samym miejscu co oni — stwierdził między jednym a drugim kęsem, a w jego twarzy i głosie odbijał się faktycznie cień pewnego rodzaju onieśmielenia. Widział nie tylko Dumbledore'a, który pozostawał dla Fintana bardzo szanowaną personą — w końcu żaden nauczyciel nigdy aż tak do niego nie trafił — ale także samego Ministra Magii, no i jednego z najgroźniejszych czarodziejów na świecie, jeżeli nawet nie najgroźniejszego.
— Nie no — wtrącił, gdy zaczęła komentować poczynania stróżów prawa. — Na tyłach policja całkiem sprawnie zarządzała ewakuacją. A jestem ostatnim do jakiegokolwiek chwalenia mundurowych, więc to już coś znaczy — podkreślił swoje słowa ruchem widelcem w powietrzu, zaraz rozglądając się pospiesznie na boki, czy aby ich konwersacja nie zwraca na siebie za dużo uwagi. Jak na razie wydawało się jednak, że nikt się nimi nie interesuje.
— Ale dobrze, że u was spokojnie. A przynajmniej na razie — zasępił się. — Bo jak się zacznie, a to, że coś się zacznie po takim pokazie jest wręcz pewne jak amen w pacierzu, to pewnie wszędzie. A już na pewno w większych miastach — zawyrokował niczym najprawdziwszy jasnowidz. I mimo tego, że wizja ta była dość pesymistyczna, to Farley nie nazwałby się czarnowidzem. Nie, najgorsze w tym wszystkim było właśnie to, że najprawdopodobniej miał rację.
— No Grindelwald wystrychnął Ministerstwo na dudka, już im się przecież solidnie oberwało z każdej strony. Nie wiem co on tam zrobił, ale że nawet Dumbledore nie był w stanie nic... — pokręcił głową. — Kurwa, i to akurat jak w końcu pojawił się minister, który może coś zmieni na lepsze dla takich jak ja — spojrzał na Riven z mieszaniną złości i smutku, po czym wrócił do grzebania w wołowinie. Chwilowo jego apetyt nieco zmalał, bo coś zaczynało go dziwnie ściskać w przełyku.
Po raz pierwszy w całym swoim życiu Farley naprawdę zaczął poświęcać uwagę polityce. W końcu miał wrażenie, że może choć trochę utożsamiać się z kimś w magicznym rządzie. Leach też przecież pochodził z mugolskiego świata, to musiało coś znaczyć, prawda?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): « Wstecz 1 2


Skocz do:

Aktualny czas: 14-02-2026, 22:05 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.