• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Walia > Cardiff > Głośne podwórko
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
22-06-2025, 22:03

Głośne podwórko
Za kamienicami przy Clifton Street rozciąga się długi, wąski plac o nierównej, ubitej nawierzchni. W deszczowe dni tworzą się tu kałuże, w suchsze – kurz osiada na wszystkim. Sznury z praniem przeciągnięto między ścianami budynków i drewnianymi słupkami – wiszą na nich koszule w kratę, flanelowe prześcieradła, dziecięce rajtuzy. W kącie stoi komórka na węgiel, oklejona gazetami i zabezpieczona cegłą zamiast zamka. Obok niej śmietnik z pokrywą od garnka i stos pustych butelek po mleku. Dzieci bawią się w klasy, rzucają kapslami i przeciągają sznurki, które służą im za linię do skakania. Pies sąsiadów, Reks, szarpie się na łańcuchu, ujadając na każdego, kto przejdzie zbyt blisko. Z jednego z okien leci wrzaskliwa kłótnia – o pranie, o radio, o dzieci. Ktoś trzaska drzwiami. Ktoś się śmieje. Ktoś gotuje zupę, a zapach niesie się aż na podwórko.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Keith Croft
Akolici
Wiek
23
Zawód
Pracownik restauracji
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
9
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
6
Siła
Wyt.
Szybkość
10
8
8
Brak karty postaci
04-01-2026, 16:14
19.04.

Dzień zapowiadał się spokojnie. W pracy wszystko szło jak po maśle, dostawa rano została ogarnięta, wszystko poustawiał na odpowiednich półkach, posegregowane i równo ustawił aby w momencie kiedy pani Hao przyjdzie na inspekcję nie będzie miała się do czego przyczepić. Mieli dzisiaj trochę ograniczoną ekipę, bo jedna z kelnerek się rozchorowała i leżała w domu z gorączką. Na szczęście ruch nie był jakiś wybitnie duży więc bez problemu poradzili sobie we trójkę jako, że musiał zająć miejsce kelnerki na sali. Przeważnie stał za barem i robił za kogoś w rodzaju szefa sali, ale roznoszenie dań po stolikach w ogóle mu nie przeszkadzało. Dzięki temu mógł na spokojnie przysłuchiwać się rozmową klientów. W końcu zaoferował się, że będzie miał oczy i uszy szeroko otwarte aby zdobywać przydatne informacje dla Akolitów.
W zasadzie ani się obejrzał, a jego zmiana dobiegła końca. Na tyłach kuchni zjadł szybki obiad, Qiang testował nowe menu więc wybrał go sobie na królika doświadczalnego. Croft próbował nowych dań i wyrażał swoją opinie na ich temat. Odkąd zaczął pracować w Krewetce jego dieta składała się przeważnie z dań serwowanych w restauracji, co w zasadzie wychodziło mu na dobre, bo czuł się dobrze i był w stanie utrzymać sylwetkę w dobrym stanie. Czasami jednak pozwalał sobie na zjedzenie gdzieś indziej aby przypomnieć sobie jak smakuje typowe, angielskie jedzenie. Po skończonej pracy skoczył szybko na górę żeby się przebrać i wyszedł z domu.
Miał zamiar zrobić małe zakupy, chciał zajrzeć na targ w poszukiwaniu ingrediencji do dwóch eliksirów, które chciał spróbować uwarzyć. Kiedy miał czas pochylał się nad książkami i recepturami chcąc poszerzać swoją wiedzę w tym zakresie. Jeśli chodziło o magię leczniczą również powtarzał to co już wiedział, ale zdawał sobie sprawę, że jeśli będzie chciał umieć więcej musi z tym poczekać na jego kolejne spotkanie z Jasperem. Spędził na targu dobrą godzinę szukając dobrej jakości składników, które przy okazji nie opróżnią jego portfela do końca. Finalnie był zadowolony z zakupów i postanowił jak najszybciej wrócić do domu by przysiąść do eliksirów.
Akurat skręcał w uliczkę, którą miał dotrzeć do restauracji, kiedy do jego uszu dobiegł dziecięcy płacz. Jako, że nigdy nie był obojętny na cudzą krzywdę od razu skręcił w alejkę między dwoma kamienicami. Po chwili znalazł się już na sporym podwórku. Pranie łopotało na wietrze rozwieszone między drzewem, a jedną ze ścian budynku, gdzieś w rogu podwórka stała komórka. Do jego uszu dochodziły odgłosy głośnych rozmów z mieszkań, w których okna były otwarte. Jednak nie to zwróciło jego uwagę, po prawej stronie, niedaleko drzewa zebrała się grupka dzieci, a jedno z nich zalewało się rzewnymi łzami. Ruszył ku nim szybkim krokiem pytając się co się stało. Jedna z dziewczynek przekazała mu, że bawili się w ganianego, kiedy chłopiec o imieniu Timmy uciekając przed złapaniem potknął sie o wystający kamień, po czym uderzył się mocno o pobliski wysoki krawężnik. Croft odłożył na bok torbę, po czym rozgonił dzieciaki aby móc się przejrzeć obrażeniom chłopca. Nie podobało mu się to jak mocno spuchnięte było jego kolano. Kilka zadrapań to dla niego nie problem, wystarczyło proste zaklęcie i byłoby po kłopocie. W tym momencie jednak nie za bardzo wiedział co zrobić. Dotknął lekko opuchniętego kolana na co Timmy zawył żałośnie, wiedział, że nie może go ruszyć z miejsca. Rozejrzał się bezradnie w około, dlaczego żaden dorosły nie zareagował na płacz dziecka? To było dla niego nie do pomyślenia.
Sięgnął szybko do torby i na kolanie naskrobał szybko krótki, ale zawierający co trzeba list. Mała dziewczynka, Lucy, która wcześniej udzieliła mu informacji, przybiegła szybko z sową, a on wysłał list. Miał nadzieję, że Jasper zareaguje szybko. W oczekiwaniu na czarodzieja postarał sie aby ulżyć chłopcu jak najlepiej mógł, oparł go wygodnie i ścianę, po czym na szybko ułożył jego nogę tak by bolała jak najmniej.
- Będzie dobrze. - posłał mu pokrzepiający uśmiech, lekko gładząc go po włosach, chcąc go w ten sposób uspokoić.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Jasper Prince
Akolici
Wiek
38
Zawód
Uzdrowiciel, toksykolog
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
zaręczony
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
0
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
25
15
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
6
Brak karty postaci
08-01-2026, 03:58
Od pierwszego spotkania, starał się spotykać z Keithem jeszcze kilka razy by upewnić się o jego postępach—a gdy obowiązki im to uniemożliwiały (dyżury Jaspera nie zawsze były takie same jak zmiany Crofta w restauracji), przesyłał mu wskazówki i propozycje lektury listownie. Dlatego nie zdziwił go sam list od Keitha, ale treść już tak: po raz pierwszy Croft prosił go o coś tak pilnego.
Gdyby list Keitha zastał go w Londynie, od razu by odpisał... a konkretnie wysłał wyjca. Z doświadczenia wiedział, że przy rannym pacjencie i w stresującej sytuacji lepiej jest słuchać niż czytać, a werbalnie przekazałby Croftowi wszystkie instrukcje. Sowa byłaby też trochę szybsza niż kombinacja Fiuu i teleportacji, ale Prince nie musiał rozważać jak pomóc w tej sytuacji z dystansu. Szczęśliwie wiadomość o nieszczęściu chłopca zastała go w mieszkaniu Leonie, w Cardiff. Ostatnio coraz rzadziej bywał w Sennym Fruwokwiacie (wciąż składał tam zamówienia, ale sklep nie był już jedyną okazją do zobaczenia Leonie, więc Jasper nie szukał już błahych pretekstów by tam bywać), a coraz częściej w mieszkaniu Leonie i to właśnie tam zastała go sowa od Crofta. Dlatego nawet nie odpowiadał, a teleportował się we wskazane miejsce. Od Keitha wciąż dzieliło go kilkadziesiąt metrów, ale bez trudu zlokalizował swojego ucznia i dzisiejszego pacjenta—chłopiec płakał na tyle głośno, by nie dało się go przegapić.
- Jestem! - zameldował, dobiegając do tej dwójki. Na wyjaśnienia jakim cudem zjawił się tak szybko przyjdzie czas później, szczególnie, że był lekko zdyszany i czekały ich pilniejsze sprawy. - Gdzieś są jego rodzice? - upewnił się najpierw, nie leczyłby cudzego dziecka przynajmniej bez przedstawienia się. Ale byli tu sami, a pomimo otwartych okien kilku mieszkań na podwórku nie pojawił się żaden inny dorosły. Podobnie jak Keith, Jasper jeszcze się tym oburzy, ale na razie jego uwagę zaprzątnął mały pacjent.
- Cześć, jestem... jesteśmy uzdrowicielami. - zwrócił się do chłopca, starając się uśmiechnąć i zachować pewność siebie; ale Keith mógł zauważyć, że Prince wydał się lekko stremowany. Chyba nie rodzajem kontuzji, a samym dzieckiem. Jasper łapał wspólny język z córką swojego najlepszego przyjaciela, którą znał od jej urodzin; ale poza tym stykał się głównie z pacjentami. I może niechcący wkręcił samemu sobie, że nie mając dzieci może nie potrafić z nimi rozmawiać (mimo, że zawsze jakoś się udawało; może dlatego, że podświadomie traktował ich trochę jak małych dorosłych, nie wiedząc, że małoletni pacjenci lubią takie poważne podejście).
- Dobrze go ułożyłeś. - pochwalił Keitha. - Jak dawno temu zdarzył się wypadek? - zapytał obojga, przypatrując się opuchliźnie. Zmarszczył brwi w wyrazie zmartwienia—o ile połamane łydki czy przedramiona goiły się łatwo, o tyle kolano zawsze było obarczone ryzykiem, nawet kalectwa.
- Musimy unieruchomić nogę i rzucić Ferulę, by wyczarować szynę. - zadecydował. Unieruchomione w ten sposób kolano będzie można leczyć dalej, albo bezpieczniej przetransportować chłopca do Munga. - Zrobię to, ale pomożesz mi z pozycją. Potrafisz rzucić Cordi Serenitas? - zapytał Keitha. - Jeśli tak, zrób to. - zanim zajmą się kolanem, dobrze będzie zmniejszyć magią stres (a wraz z nim i ból) chłopca.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Keith Croft
Akolici
Wiek
23
Zawód
Pracownik restauracji
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
9
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
6
Siła
Wyt.
Szybkość
10
8
8
Brak karty postaci
13-01-2026, 18:03
W trakcie oczekiwania na jakąkolwiek informację zwrotną ze strony swojego nauczyciela, starał się za wszelką cenę odciągnąć myśli chłopca od bolącego kolana. Nie było to proste, doskonale zdawał sobie sprawę, ale pomogły mu też dzieci w około, którym, w odróżnieniu od dorosłych, los kolegi nie był obojętny. Któreś przyniosło coś do picia, mała Lucy starała się zagadać Timmy’ego, a Keith ocierał mu łzy, które niczym wodospad płynęły po policzkach chłopca. Serce mu się łamało jak tak na niego patrzył, był taki młody, taki niewinny, a w tym momencie musiał znosić tak wiele bólu.
- Jesteś niezwykle dzielny, naprawdę. - uśmiechnął się do niego - I silny, ja bym nie dał rady. - pokręcił głową chcąc jakoś podnieść malca na duchu, kiedy za swoimi plecami usłyszał charakterystyczny dźwięk zwiastujący teleportującą się osobę.
Obrócił się i widząc Jaspera sam nie wiedział czy uśmiechnąć się szeroko z ulgą czy unieść brew ku górze zdziwiony tak szybkim pojawieniem się na miejscu zdarzenia. Gdyby nie to, że jego głowa w tym momencie była zdecydowanie zajęta małym pacjentem, z całą pewnością połączyłby kropki, że Prince musiał być niedaleko, a niedaleko oznaczało w zasadzie dwa miejsca i oba te miejsca skłaniały się ku jednej osobie. Ale to olśnienie przyjdzie jak już uporają się z aktualnym i naglącym problemem.
- Błyskawica, super. - pokiwał finalnie głową nie podnosząc się z ziemi, gdzie kucał przy chłopcu, chociaż czuł, ze nogi zaczynają mu powoli drętwieć - Nie mam pojęcia. Usłyszałem płacz z ulicy i no po prosu musiałem zareagować. Żaden dorosły nie pojawił się do tej pory, a jestem tutaj jakieś dziesięć minut. - wyjaśnił na szybko - Timmy i jego koledzy bawili się w berka kiedy ten się przewrócił i uderzył. Z resztą sam widzisz, strasznie szybko puchnie. - wskazał na kolano robiąc miejsce bardziej doświadczonemu koledze.
Uśmiechnął się lekko słysząc, że jak Jasper użył liczby mnogiej mówić o tym kim są. Co prawda on w żadnym razie nie czuł się jeszcze uzdrowicielem, co najwyżej podlotkiem w tej dziedzinie, chociaż odkąd zaczął pobierać nauki u Prince’a jego wiedza i umiejętności bardzo się poprawiły. Nie umknęło mu jednak to, że Jasper wydawał się, może nie spięty ale jakiś taki mniej pewny niż jak zawsze go widział. Nie miał pojęcia co mogło to powodować, czy automatyczne przejście w stan profesjonalisty w swojej dziedzinie, czy może coś kompletnie innego.
- Starałem się zaoszczędzić mu jak najwięcej bólu, nie mógł leżeć na ziemi cały czas. - pokręcił głową skupiając się po chwili na słowach mężczyzny.
Unieruchomienie nogi w tym momencie było najważniejsze. Sam nigdy wcześniej nie rzucał Feruli więc dobrym wyjściem było aby zrobił to ktoś o wiele bardziej doświadczony. Nie był jeszcze pewny swoich umiejętności i zdecydowanie wolałby nie popełnić żadnego błędu, zwłaszcza na dziecku, które nadal rosło, a jego kości były jeszcze pod wieloma względami plastyczne. Mogłoby to narobić niechcianych problemów albo nawet nie daj Merlinie doprowadzić do kalectwa chłopca.
- Tak, rzucałem je kilka razy. - pokiwał głową słysząc prośbę nauczyciela o uspokojenie chłopca za pomocą jednego z najbardziej uniwersalnych zaklęć, moment później już wyciągnął różdżkę z kieszeni kurtki - Nic ci nie będzie, zaraz przestanie boleć. - zwrócił się do chłopca, po czym skierował różdżkę w jego stronę i wypowiedział zaklęcie - Cordi Serenitas.
Wcześniej zaaferowany płaczem Timmy’iego i tym jak cierpi nawet nie przeszło mu przez myśl by rzucić to zaklęcie. Uświadomiło mu to w tym momencie jak bardzo był jeszcze niedoświadczony. Pomimo wpadnięcia na pomysł by chłopca odpowiednio ułożyć, nie pomyślał, że należałoby go też uspokoić. Brakowało mu jeszcze takiego chłodnego podejścia do sprawy i wiedział, że będzie musiał nad tym popracować.
Zaklęcia zaczęło działać prawie od razu. Oddech chłopca się uspokoił, za moment przestał płakać i wydawał się bardziej zrelaksowany. Croft nie do końca wiedział na ile przestało go boleć, ale doszedł do wniosku, że wystarczająco na tyle by mały przestał być tak bardzo przerażony jak jeszcze przez chwilę. Dzięki temu Croft też poczuł jak jego serce zaczyna bić spokojniej, do tej pory nie zdawał sobie sprawy, że mimo próby zachowania spokoju, wewnątrz wszystko było napięte i zestresowane.
- Nie pomyślałem o tym zaklęciu. - przyznał bez ogródek patrząc zawstydzony na Jaspera.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Jasper Prince
Akolici
Wiek
38
Zawód
Uzdrowiciel, toksykolog
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
zaręczony
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
0
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
25
15
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
6
Brak karty postaci
16-01-2026, 23:53
Dostrzegł cień zaskoczenia na twarzy Keitha—nie dlatego, że akurat się na niej skupiał (szukając raczej wzrokiem chłopca) a dlatego, że spodziewał się takiej miny. Nikt nie teleportowaby się tu tak szybko aż z Londynu—wymagałoby to chyba całego szeregu pojedynczych teleportacji, których Jasper nawet nie chciał sobie wyobrażać, bo było to przedsięwzięcie ryzykowne i męczące. Od tego mial Fiuu, ale nawet kominki nie przetransportowałyby go tutaj tak błyskawicznie. Wyjaśni to Croftowi potem, jeśli ten spyta.
Jasper, "Błyskawica", Prince - zażartowałby chętnie w odpowiedzi na komentarz ucznia, ale obecność obolałego dziecka skrępowała go mocniej niż zrobiłaby to obecność dorosłego.
- Boli tylko jak próbujesz się ruszyć albo ktoś dotyka kolana - zwrócił się ostrożnie do Timmy'ego, wiedząc, że pomagając mu zmienić pozycję Keith doprowadził pewnie i do jednego i drugiego - czy cały czas?
Niestety, Timmy odpowiedział, że nie wie i znowu prawie wpadł w płacz, udowadniając Jasperowi, że z dziećmi trudniej omówić objawy niż z dorosłymi i że w ogóle trudno rozmawia się z nieznajomymi dziećmi. (córka Atticusa to co innego, ale Audelię Lestrange znał od urodzenia) Przynajmniej jemu, Keith wydawał się nie mieć z tym problemów. Keith za to zdawał się emanować przy chłopcu albo raczej dla chłopca pewnością siebie—Jasper znał go na tyle by wiedzieć, że i dla Crofta sytuacja musi być przecież stresująca.
- Idealnie. - skomentował krótko zaklęcie Crofta, oceniając zarówno intonację, jak i gest różdżki i ostateczny efekt: chłopiec wyraźnie się uspokoił, stwarzając Jasperowi i jego uczniowi przestrzeń zarówno do pracy, jak i do lepszego skupienia. Trudno mu było to robić przy płaczących rzewnie dzieciach, nawet jeśli powinien sę już na takie sytuacje uniewrażilwić. Nie komentował jednak dłużej, to czas na pomoc, a nie na wykłady.
- Teraz powoli... dasz radę wyprostować trochę nogę, Timmy? Keith, pomożesz mu? - poprosił. Na krótko podchwycił kontakt wzrokowy z Keithem gdy ten przyznał, że nie pomyślał o zaklęciu uspokajającym, ale nie odniósł się do tego od razu. W zamian spróbował nawiązać kontakt wzrokowy z chłopcem. - Zaraz zaklęcie zacznie działać i cierpliwie poczekamy aż bandaże unieruchomią twoją nogę, dobrze? To jeszcze bardziej ulży w bólu. - obiecał. - A ja w międzyczasie opowiem... uhm... bajkę. - chłopca trzeba czymś zająć, a i Keithowi chciał coś przekazać. Coś, czego nie mógł mu opowiedzieć wprost w żadnym miejscu publicznym, o ile nie ujmie tego w ramy fikcji. - Ferula. - zaczął, a potem manewrował cierpliwie magią, gdy bandaże i szyna zaczęły oplatać nogę chłopca. Zaklęcie potrzebowało trochę jego koordynacji, ale nie było na tyle skomplikowane by musiał kontrolować magię w absolutnej ciszy.
- Pewnego dnia młody, ale długo szkolony uzdrowiciel na królewskim dworze, dostał pod swoją opiekę rycerza, który został bardzo ciężko ranny na wojnie. - zaczął, zerkając na Keitha nieco dłużej. W wyobraźni chłopca i innych dzieci to pewnie była średniowieczna, baśniowa wojna, ale nie o taką Jasperowi tak naprawdę chodziło. - Uzdrowiciel uczył się całe swoje życie - jak pewien ambitny toksykolog na Evershire... - ale pierwszy raz zderzył się z sytuacją niespodziewaną. Patrząc na rycerza myślał zarówno o książkach, jak i o jego bohaterskich czynach, a zapomniał, że rycerz też jest tylko człowiekiem, a ludzie nie są odporni na ból i nawet najdzielniejszy może wtedy płakać. - spróbował uśmiechnąc się blado do Timmy'ego, chyba po raz pierwszy łapiąc z nim lepszy kontakt. - I rycerz... prawie oszalał z bólu, gdy uzdrowiciel na próżno szukał zaklęcia, które mogłoby szybko uleczyć jego rany. Niektórych ran nie da uleczyć się szybko. Na szczęście, w końcu uzdrowiciel rzucił zaklęcie uspokajające, ale też... nie wpadł na to od razu. - a targany pourazowym stresem czarnoksiężnik, którego wtedy leczył, prawie skrzywdził wtedy i jego i Atticusa (i doprowadził do paru szkód w domu Atticusa), ale to już inna historia.
Bandaże splotły się na nodze chłopca.
- Lepiej? Timmy, czy wiesz, gdzie możemy znaleźć twoich rodziców? - nie chciał jeszcze straszyć ani chłopca ani Keitha, ale nie obędzie się bez Szkiele-Wzro, a najlepiej konsultacji z uzdrowicielem w Mungu.

rzut na Ferula (wynik 41/40)
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Keith Croft
Akolici
Wiek
23
Zawód
Pracownik restauracji
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
9
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
6
Siła
Wyt.
Szybkość
10
8
8
Brak karty postaci
19-01-2026, 20:13
Chociaż w zasadzie był tutaj od samego początku, to nawet jemu było trudni stwierdzić, w którym momencie kolano boli chłopca najbardziej. Mogło się wydawać, że cały czas, czy było dotykane czy nie, czy nim ruszał czy też nie, jednak fakt, że chłopiec cały czas płakał i sam do końca nie wiedział, niczego nie ułatwiał. Keith podejrzewał, że z młodszymi pacjentami zawsze było ciężej, byli mniej odporni na ból, a trawieni nim, nie zwracali uwagi na to co dzieje się w około nich czy co się do nich mówi, przez co ciężko było do nich dotrzeć. Croft jednak wychodził z założenia, że Jasper mimo wszystko ma doświadczenie z pacjentami, nie ważne w jakim wieku, był w końcu uzdrowicielem od wielu lat. Dlatego też, kompletnie nieświadomy lekkiego skrępowania swojego nauczyciela, obserwował go z uwagą, starając się zapamiętać wszystko co ten mówi i robi. Sam jednocześnie starał się sam nad sobą panować, bo jego dodatkowe zdenerwowanie w niczym by nie pomogło, a był zdenerwowany, zestresowany, że coś mogłoby pójść nie tak i byłby nie mały problem.
Pokiwał lekko głową oraz delikatny uśmiech pojawił się na jego ustach, gdy Prince pochwalił go za rzucone zaklęcie. Może i oboje byli dorośli, ale zawsze pochwalała ze strony nauczyciela podnosiła na duchu i utwierdzała, że to co się robi, robi się poprawnie i działa. Z resztą mieli też od razu wyniki rzuconego przez niego zaklęcia. Timmy zdecydowanie się uspokoił i Keith uśmiechnął się do chłopca delikatnie, lekko odetchnąwszy z ulgą.
- Widzisz, mówiłem, że jesteś dzielny. - powiedział spokojnie, znów ocierając chłopcu łezki z policzków, a po chwili już całkowicie skupił się na tym o co prosił go Jasper.
Wyprostowanie bolącego kolana mogło być wyzwaniem, ale wydawało się, że Timmy trochę ośmielony czy to uśmiechem Crofta, czy to słowami Prince’a czy też samym zaklęciem uspokajający, pociągnął nosem i zrobił zawziętą minę.
- Pomoże mi pan? Nadal się boje, bo boli trochę. - poprosił cicho samemu łapiąc się za udo.
Keith skinął głową, po czym uważając najbardziej jak tylko mógł, delikatnie złapał go jedną ręką za kostkę, drugą za łydkę, aby nie daj Merlinie nie dotykać kolana. Odliczył do trzech patrząc na chłopca, po czym powoli, jak najmniej boleśnie wyprostowali jego nogę, by moment później zaklęcie Jaspera mogło robić swoje. Słysząc, że starszy czarodziej zamierza opowiedzieć bajkę uniósł lekko brew ku górze w geście zaskoczenia, ale po chwili wyłapał jego spojrzenie. Nie odezwał się więc ani słowem, a jedynie opadł w końcu tyłkiem na twardą ziemię, bo już naprawdę zdrętwiały mu nogi. Reszta dzieci zebrała się w około nich aby jednocześnie i popatrzeć jak bandaże same owijają nogę ich kolegi oraz posłuchać właśnie bajki. Keith sam jej słuchał, ale wyciągał z niej zdecydowanie więcej niż dzieci. Obserwował bandaże zwinnie lawirujące w około nogi chłopca, a każe słowo nauczyciela docierało do niego i zapadało mu w pamięć.
Jakoś tak mimowolnie uśmiechnął się lekko sam do siebie. No tak, nikt nie był idealny, czasami nad każdym mogły zapanować emocje, ważne żeby odzyskać rezon i nie pozwolić panice przejąć władzy. Miał prawo nie pomyśleć o tym zaklęciu w pierwszej chwili, Jasper nie miał mu tego za złe, a wręcz przeciwnie, rozumiał go doskonale, bo właśnie jak ten uzdrowiciel z opowiadanej bajki, sam przez to kiedyś przechodził. Z całą pewnością potem go dopyta co stało się z tym całym rycerzem, może zechce mu dokończyć bajkę w bardziej prywatnych okolicznościach.
- Tak proszę pana, już lepiej proszę pana. - Timmy pociągnął nosem kiwając głową patrząc na Jaspera - Eee…tata jest pewnie w pracy, ale mama powinna być w domu. - ponowne pociągnięcie nosem.
- Ja wiem gdzie mieszka, pobiegnę tam. - zaoferowała się mała Lucy i już nie czekając na jakąkolwiek odpowiedź ruszył biegiem między budynki.
Croft spojrzał na Jaspera i wykorzystując moment, że ranny chłopiec oddał się rozmowie ze swoimi kolegami na temat bajki, którą przed chwilą usłyszeli, odezwał się.
- Czy w tym wypadku można ewentualnie użyć czegoś innego niż Feruli? - uniósł brew ku górze - W sensie, jakieś inne zaklęcie by mogło się sprawdzić czy Ferula jest najlepsza w takich sytuacjach? - spytał spokojnie ciekaw czy można użyć czegoś innego.
Nie żeby znał inne zaklęcia, ale jeśli starszy czarodziej ma o takich wiedzę i będzie chciał się z nim podzielić ich znajomością to byłoby super. Mógłby wtedy sam w domu już popróbować takich zaklęć, nawet na samym sobie.
Zanim jednak Prince zdążył mu odpowiedzieć cokolwiek, na podwórko wbiegła na powrót mała Lucy, a za nią, z roztrzepanymi włosami i jeszcze ścierką w dłoniach biegła kobieta, na oko lekko po trzydziestce.
- Timmy, oh na Merlina, co się stało? - spytała patrząc na syna i jego usztywnioną nogę.
- Em…pani jest mamą Timmiego tak? Bawili się i mały upadł mocno uderzając się w kolanie. Pojawiłem się na miejscu pierwszy…pan Prince jest uzdrowicielem w Mungu i założył chłopcu usztywnienie. - zaczął wyjaśniać Croft, podnosząc się z ziemi i otrzepując spodnie, nie chcąc aby i kobieta wpadła w panikę, jednocześnie jednak zerkał na Jaspera szukając jakiegoś wsparcia w tłumaczeniu.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#7
Jasper Prince
Akolici
Wiek
38
Zawód
Uzdrowiciel, toksykolog
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
zaręczony
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
0
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
25
15
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
6
Brak karty postaci
28-01-2026, 18:26
Uśmiechnął się porozumiewawczo w odpowiedzi na wymowne spojrzenie Crofta—w jego oczach dostrzegł zrozumienie względem tego, co właśnie chciał przekazać. A chłopcom, o dziwo... bajka chyba się podobała? I zdołała rozproszyć ich na czas działania Feruli, kupując uzdrowicielowi chwilę by dokończyć zaklęcie.
- Byłeś bardzo dzielny. - powtórzył jak echo za Keithem, choć młodzieniec powiedział to jakiś czas temu. Może dzięki pauzie komplement znowu zrobi na chłopcu wrażenie? - A w trakcie czekania na twoich rodziców, rzucę jeszcze zaklęcie diagnostyczne, dobrze? Prawdopodobnie musisz udać się do szpitala, ale to nic takiego. Dostaniesz tam cukierki. - obiecał, wiedząc, że pielęgniarki lubią rozpieszczać małych pacjentów.
- Keith - zniżył głos, powazniejąc. - Obserwuj mnie teraz. To zaklęcie mówi tym więcej im bardziej jest się doświadczonym, ale co najważniejsze, wykrywa wewnętrzne urazy. I pęknięcia kości... - wyjaśnił, starannie kreśląc odpowiedni gest różdżką. Dla własnego spokoju musiał sprawdzić zresztą nie tylko kwestię tego kolana, a diagnostykę ogólną—kto wie, gdzie uderzyło się dziecko i czy nie odniosło żadnych innych obrażeń? Uszkodzenia głowy były szczególnie groźne, choć na szczęście chłopiec ani nie miał guza ani o tym nie wspomniał. - Lux Diagnostica. - Zmrużył na moment oczy, w milczeniu wsłuchując się w magię. Zgodnie z przewidywaniami, kość w kolanie była pęknięta, a pewnie i gorzej—ale na szczęście zaklęcie nie zaalarmowało go odnośnie żadnych innych obszarów ciała chłopca.
- Bez Munga się nie obejdzie. Ale wiesz co, pracuję tam. I to ja dostarczę ci eliksir na zrastanie się kości, osobiście. - obiecał z uśmiechem. Nie wspomniał póki co o tym, że eliksir Szkiele-Wzro jest gorzki i bolesny... niech dziecko jeszcze chwilę obejdzie się bez tego stresu.
- W najgorszej sytuacji można unieruchomić kończynę manualnie. Wiesz, bez magii. - odpowiedział Keithowi z cieniem rozbawienia. Na pierwszym roku w Evershire też chciał wciąż czarować, czarować i czarować, dopóki profesorowie nie przypomnieli mu, że czasem trzeba użyć rąk, nie różdżki. I że nad stołem operacyjnym dłonie magichirurga są równie ważne jak magia. I jak wiele można osiągnąć bez niej. Jako akolita, akurat wolałby móc czarować zawsze i wszędzie, ale możliwość poradzenia sobie na obszarach objętych Kodeksem Tajności była... dobra.- Jak dla mnie najlepej sprawdza się Ferula, ale zawsze lepiej założyć bandaże i ustabilizować miejsce jakkolwiek niż wcale. Byle bez szkodzenia pacjentowi—przy urazach kości zwykle widać, jak utrzymać kończynę prosto, ale jeśli nie jesteś pewien odnośnie pozycji albo tego, jak zrobić to bezpiecznie, najlepiej ulżyć komuś w bólu i dopilnować by nie ruszał się do przybycia pomocy. Dobrze sobie dzisiaj poradziłeś.
Rozmowę przerwało im przybycie matki chłopca, co Jasper przyjął ze skrywaną ulgą. Chętnie pomógł pacjentowi na ile mógł, ale wolał go przekazać w ręce matki i uzdrowicieli z Munga, którzy opatrzą jego nogę w warunkach lepszych niż ten... plener.
- Udzieliliśmy chłopcu pierwszej pomocy i nic mu nie będzie, ale nie obejdzie się bez wizyty w szpitalu. Mają państwo jak tam dotrzeć? - zapytał kobiety. Na szczęście nie wpadła w panikę i zapewniła, że za pomocą Fiuu szybko dostaną się do szpitala. Dla porządku Jasper zaproponował jeszcze jej pomoc w dotarciu do kominka, ale na podwórku szybko pojawił się również chłopca.

Po wymienieniu obowiązkowych podziękowań, zostali z Keithem sami.
- Papierosa? - zaproponował z westchnieniem. Przy Leonie nie palił, ale dziś było... stresujące. - Byłem u Leonie gdy napisałeś. - wyjaśnił wreszcie z bladym, nieco nieśmiałym uśmiechem. - Zachowałeś zimną krew i bardzo pomogłeś tym dzieciom. Cud, że nikt nie wpadł w większą panikę.


rzut: Lux Diagnostica, 53+25=78/75, udane
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#8
Keith Croft
Akolici
Wiek
23
Zawód
Pracownik restauracji
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
9
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
6
Siła
Wyt.
Szybkość
10
8
8
Brak karty postaci
04-02-2026, 20:11
Wydawało się, że sytuacja została względnie opanowana. Noga została odpowiednio usztywniona, chłopiec nie płakał, a chyba to ostatnie było najważniejsze. Wychodziło jednak na to, że mimo wszystko ich praca nie była skończona. A mówiąc ich, miał na myśli Jaspera, bo sam tak naprawdę nie mógł tutaj więcej zdziałać. Pozostało mu obserwowanie nauczyciela i staranie się zapamiętać wszystkiego co mówi, a ten właśnie zamierzał mu przekazać nową widzę. Croft mimowolnie uśmiechnął się łagodnie, jak nigdy w swoim życiu był teraz głodny wiedzy. Chciał być jeszcze lepszy, chciał wiedzieć więcej i nabierać doświadczenia w miarę możliwości.
Skupił całą swoją uwagę teraz na Jasperze. Skinął głową na znak, że go uważnie słucha, a potem przyjrzał się jaki ruch różdżką wykonuje aby zaklęcie było udane. Nie znał tej inkantacji, o dziwo jeszcze nie natrafił na nią w swoich podręcznikach, a przecież pożyczył kilka od Oriany. Miał ich jednak naprawdę sporo i jeszcze nie zdążył ich wszystkich przeczytać, więc pewnie się jeszcze na nie natknie. W tym momencie jednak skupiał się na tym co chciano mu przekazać. Nie spuszczał wzroku z Jaspera, zastanawiając się co powiedziało mu dokładnie zaklęcie. Domyślał się, że kolano chłopca jest w kiepskim stanie, gdyby to było jedynie stłuczenie to na pewno by raz, tak nie spuchło, a dwa mały by tak przeraźliwie nie płakał. Nie podejrzewał aby Timmy odniósł jakieś inne obrażenia, nie skarżył się na ból w innych częściach ciała, ale tak naprawdę mógł nawet nie zdawać sobie z nich sprawy, skupiając cała swoją uwagę na kolanie i wcale by go nie winił. Pamiętał doskonale jak sam w dzieciństwie złamał rękę spadając z drzewa, nie zwrócił wtedy uwagi, że ma też obdarte kolana i rozcięty policzek, bo jednak ręka bolała go najbardziej.
Widząc minę Jaspera, wywnioskował, że jednak nie doszło do innych obrażeń, ale mimowolnie lekko się skrzywił na informację i eliksirze na kości. Doskonale pamiętał jego smak, nawet jeśli było to dawno temu. Chyba nigdy w życiu nie pił nic bardziej obrzydliwego, ale przynajmniej działało, a to było najważniejsze.
- Bez magii? - uniósł brew ku górze, bo jakoś nie wyobrażał sobie tego inaczej.
Magia otaczała go od urodzenia i chociaż wiedział, że nigdy nie może jej brać za pewnik, bo bywała kapryśna, to jednak nie wyobrażał sobie bez niej życia. Korzystał z niej w zasadzie na każdym etapie dnia czy to w pracy czy w innych codziennych obowiązkach. Nie miał co prawda dwóch lewych rąk i czasami używał siły własnych mięśni chcąc dbać o swoją sylwetkę. Nie zmieniało to jednak faktu, że jeśli chodziło o medycynę to zawsze sięgał po znane sobie zaklęcia by pomóc osobie w potrzebie. Teraz jednak słuchał Jaspera, kiwając przy tym głową na znak, że rozumie.
- Czyli na przykład jakimiś deskami powiedzmy, tak? - uniósł brew ku górze, bo tylko to w tym momencie przyszło mu do głowy - Ale rozumiem co masz na myśli. Pewnie jest to o wiele bardziej skomplikowane, ale chętnie poznałbym i takie techniki, bo nigdy nie wiadomo kiedy może się przydać taka wiedza. - uśmiechnął się łagodnie.
O dziwo rozmowa z matką chłopca odbyła się bez żadnych dramatów. Prince wyjaśnił co i jak, jakie kroki należy podjąć dalej, a kobieta nie wpadła w panikę, jak wydawało się Keith’owi na początku, że może być. Kiedy rodzice odchodzili z rannym dzieckiem, a reszta rozbiegła się w swoje strony, jeszcze przez chwilę stał w milczeniu, by moment później przyjąć od Jaspera papierosa z wdzięcznością.
- No tak właśnie myślałem, ciężko byłoby pojawić się tu tak błyskawicznie gdybyś był w Londynie. - odparł uśmiechając się lekko pod nosem, po czym zaciągnął się porządnie papierosem - Co u niej? Dawno się z nią w sumie nie widziałem, chyba muszę to nadrobić.
Nie miało dla niego znaczenia, że Jasper był starszy od jego siostry. To przy nim uśmiech pojawiał się na jej twarzy, wydawała się z Prince’em szczęśliwa, a to było dla niego najważniejsze. Z resztą sam go lubił i nie miało to nic wspólnego z tym, że był jego nauczycielem i Akolitom. Więc jeśli siostra była z nim szczęśliwa, to i on był.
- Nie skromnie powiem, że mam rękę do dzieci. - poruszał zabawnie brwiami - Chyba z reguły wychodzą z założenia, że nie stanowię dla nich zagrożenia. Ale przyznam, że to naprawdę była stresująca sytuacja, zwłaszcza w momencie kiedy zdałem sobie sprawę, że sam sobie z tym nie poradzę.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 14-02-2026, 18:33 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.